Witam Was dziewyczyny.
Chciałabym przytoczyć moja historię milosną, która zakonczyla się 4 miesiące temu i niestety nadal trwa w mojej glowie. Mam 24 lata , mój byly partner również, nasz związek trwał 8 lat. Przedstawie jak wygladaly nasze relacje dzieki czemu będziecie mieli Państwo mozliwość wyrażenia opini... Damian- bo tak mial na imię mój byly prze pierwsze lata związku był we mnie zabojczo zakochany . Nie widzielismy poza soba swiata , wiadomo pierwsza miłość motylki w brzuchu. Kazdy nas podziwial ze tworzymy tak zgrana parę. Majac po lat 19-20 zaczelismy myslec o planach na przyszlosc. Ze skonczymy szkole , wkoncu bedziemy meli mozliwosc ze soba zamieszkac, być blisko razem . Kiedy minelo 6 lat wspolnego pozycia i bylismy uwazam jak na polskie realia i mlodych ludzi dobrze zaopatrzeni finansowo , ja coraz czesciej myslalam o malzenstwie. Chodz przepraszam nawet nie o malzenstwie ? o wspolnym mieszkaniu , sprawdzeniu się. Im kobieta starsza tym bardziej tego potrzebuje. Tymbardziej ze w pewnym momencie zaczelo wiac chlodem..... Nasza spotkania byly coraz rzadzsze, widzialam brak jego checi na regularnie randki..... Zdecydowanie więcej tego czasu spedzal z kolegami, czy kolezankami. W jego zwyczaju bylo niestety przesiadywanie na osiedlu w dość licznym towarzystwie , gdzie nie jedno krotnie przewijaly się dziewczyny mlodsze o przeroznych pogladach... Kiedy zauwazylam ze tak naprawdę nadszedl moment, na który od zawsze czekalismy czyli mozliwosc zalegalizowania związku , zmiast się do siebie zblizyc Damian odemnie uciekal. Pomyslalam ze nie bede więcej nic na ten temat mówić - będzie jak będzie , takie wywieranie presji na facecie tez może go ostraszyc. Z przykroscia stwierdzam ze moja metoda się nie sprawdzila bo kiedy zupelnie odpuscilam ten temat zaczelam zauwazac inny problem... zaczał mnie oklamywac. Z tym ,ze nie ma czasu , ze nie może, jest zajety , wrocil przeciez do domu..... Bylo mi w takich chwilach oprze ogromnie przykro i nietstey awantury konczyly się zazwyczaj placzem. Dwa ostatnie lata mojego związku to jakas patologia. Jak ja pomysle co ja wtedy robilam , jak się zachowywalam , co czulam... ehhhh naprawdę nie zycze tego nikomu. Bylam wrakiem czlowieka, zyłam i walczylam tylko o niego. Wszystko inne przestalo się dla mnie liczyc , mialam w glowie tylko jego i problemy z nim zwiazane. Nie potrafilam się na niczym innym skupic , bo tak cchcialam walczyc o ten związek . Nadszedl taki moment ze nie moglam już wytrzymac psychicznie zreszta to bylo po slowach kiedy mielismy się spotkac w ten dzien a ja od niego uslyszalam ' ja jestem w kinie ze znajomymi nie dzwon do mnie poco ty do mnie wogole dzwonisz ? Do tego zdania bylo dolozone jeszcze parę wulagrnych epitetow , ale zaoszczedze wam tego. Pameitam ze wtedy powiedzialam sobie ?mam tego dosc? . I bylo w porzadku przez tydzien czasu do momentu az nie przyeszedl do mnie o 5 rano , bo był tak przestraszony ze ja moglam z kimś się zaczac spotykac. Przeprosiny nawet na kolanach byly. Jak widzialam jego skruche , i ta szczerosc w oczach, chec poprawy , i to ponowne jego zauroczenie moja osoba , to stwierdzialm ze sprobujemy jeszcze raz . Bylo cudownie przez jakieś 4 miesiace do moemntu az nie nadszedl kwiecien , zauwzylam ze cos z nim spowrotem sie zaczyna dziac i poszlo ...........Powiedzial mi ze musimy się rozstac. Te slowa padly w swieta Wielkiej Nocy 2011 roku. Musialam odwoloac wycieczke która mielismy już zaplacaona na wakacje , i generalnie zrezygnowac z wielu wspolnych planow. Nie wierzylam a raczej nie chcialam uwierzyc ze to jest koniec. Pamietam pojechalam wtedy na urlop z moja siostra bo stwierdzilam ze w domu nie dam rady . Faszerowalam się jakimis prochami na uspokojenie w ciagu dnia a wieczorem zeby zasnac -- MASAKRA !! Nie dalo się ze mna logicznie porozmawiac , bo jedyne o czym myslalam to to ze on ma mnie gleboko w dupie , siedzi sobie wlasnie na osiedlu i ma się bardzo dobrze ,a mialbyc obok mnie . Przeciez podobno on mnie mnie tak bardzo kocha........Dziewczyny po powrocie ja nie dalam rady się od niego odciac , bylam zbyt slaba i fizycznie i psychicznie aby się tego podjac , dlatego spotykalismy się tak jeszcze przez rok czasu. Ja czulam się jak szafa która można przesunac , a on był operatorem pilota. Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze??? Ze on ciagle robil mi nadzieje.... To nie bylo na tej zasadzie ze on bezposrednio bez skrupolow mial mnie gdzies. Mial ale przedemnie udawal i staral sie to ukryc. On był swietnym manipulatorem. Wiedzial co zrobic aby mnie zatrzymac , i jakie podjac dzialania aby się mnie pozbyc. Przeprowadzal ze mna tak wiarygodne rozmowy ze naprawdę w pewnym momencie bylam już ?glupia? Nie potrafilam racjonalnie i realnie na to spojrzec. Bylo beznadziejnie, czulam się bezxnadziejnie a udawalam ze jest spoko....... On nie znosil jak z nim przeprowadzalam te rozmowy i ciagle mowilam o swoich uczuciach....... Teraz w 2012 rozstawalam się z nim jakieś 4 razy ? 3 razy wrocilam. Oczywiscie po jego namowach i zapewninieniach ze teraz będzie już inaczej..... Mącil mi w glowie , ja sama niewiem co w niej mialam w pewnym momencie. Raz mowil ze chce za 2 tyg ze jednak nie.........Generalnie jego argument na to ze my nie mozemy być razem był taki , ze nie jestesmy dla siebie. Ze on w tym momencie jest w takim okresie swojego zycia ze nie potrzebuje kobiety . Prosto w twarz powiedzial ze on bezemnie wcale nie czuje się samotny i tego ze się rozstajemyt nie będzie zalowal. On ma teraz inne priorytety w zyciu i będzie do nich dazyl . Chodzi o zarobienie duzych pieniedzy ? ponieważ jak Damian twierdzi bez pieniedzy nie stworzy z nikim związku do konca zycia. I to wcale nie chodzi o to ze on mnie przestal kochac. Po prostu podchodzi do tego realistycznie a nie pod kątem serca,. Na sam koniec powiedzial ze zyczy mi wszystkiego dobrego bo mam dobre serce i zasluguje na kogoś kto to doceni. Jeżeli bym wiedziala ze to się tak skonczy to być może nie musiala bym zyc w toksycznym związku przez prawei 2 lata. Dziewczyny to rozstanie mnie bardzo bolało , ja czulam ze się koncze psychicznie. Nie mialam w sobe zadnego poczucia wartosci........................... Teraz po tych 4 miesiacach , coraz czesciej wracaja dni wspomnien , tesknoty i zalu.... Tymbardziej jak widze ze faktycznie jemu niczego nie brakuje. Wiem ze się z kimś spotyka ale przypuszczam ze to tylko z nudow albo dla potrzeby fizycznej ehhhhhh
Niedawno mialam z nim okazje porozmawiac ponieważ , on do mnie co jakis czas pisze z jakimis glupimi pretekstami czy bym mu czegoś nie pozyczyla ehhhhh, dlatego wsystosowalam mu przemowienie ze ja sobie nie zycze aby cokolwiek do mnie pisal , ponieważ ma na tyle znajomych ze bez problemow może mu to ktos inny zaoferowac. I generalnie od slowa do slowa i Damian powiedzial mi przykra i bardzo istotna rzecz
? Ale sluchaj Aga przeciez my się nie rozstalismy bo ktos cos ?zrobilł? . Ani ty ani ja nie zrobilismy czegoś co bylo by bodzcem do zakonczenia tego związku , my się poprostu przestalismy kochac i tyle?
Przestalismy się kochac.......... jak bylismy w związku pytalam go o to codziennie , za kazdym razem mowil ?kocham cie? . To teraz już wiem co bylo prawdzwia przyczyna. Bylo dla mnie nie zrozumiale i nie logiczne wrecz paradoksalne ? kocha mnie ale chce się rozstac- no to heloł o co chodzi ??? On mnie nigdy nie kochal ...... Chcialabym odnalezc miłość swojego zycia i wszystkie uczucia które , pragnelam dac jemu przeleje na innego mezczyzne......... Jednak nie potrafie o nim zapomniec... czuje jak od srodka mnie wyzera... Mysle nad wizytą u psychologa ....
Podobne tematy
ale sie rozpisałaś..
moze zaczne od tego, że sama jestem po rozstaniu, róznież tak jak Ty 4 miesiace. jest mi chyba tak samo cięzko jak Tobie gdyż w nagłej sytuacji potrafi mi się przypomniej dana chwila z momentu naszego 2 letniego zwiazku
róniez szukałam wiele sposoów na to zeby o nim zapomniec i nie myslec ale chyba nie ma na to cudownego lekarstwa. mysle ze Twoj pomysł z psychologiem nie jest najgorszy, to podobno pomaga. jak czytalam Twoj tekst w niektorych momentach mialam wrazenie ze czytam o sobie. ja rowzniez jak mowia inni zylam w toksycznym zwiazku przez dwa lata, ale nie dałam rady się od niego uwolnić.
chciałabym Ci pomóc tylo nie wiem jak bo w sumie nie napisałaś czego oczekujesz od nas, jakich rad?
Nie ma nic chyba gorszego w zyciu gdy natrafi sie na tzw manipulatora, lub manipulatorke ktorzy daja cien szansy na uratowanie zwiazku w ktorym tkwimy po uszy i Kochamy prawdziwie calym soba i robimy totalnie wszystko bezgranicznie aby ratowac ta jedna zludna slepa milosc jednoczesnie sami z siebie robiac kretynow niestety.Minie wiele czasu zanim odniesiesz sie do tego z dystansem i ocenisz obiektywnie.A Czy zapomnisz,mysle ze nie.