Cześć wszystkim:)
Wiem, że takich postów jak mój tu jest tysiące, ale nie umiem sobie poradzić i muszę się wygadać. 2 dni temu na imprezie zostawił mnie mój chłopak, z którym byłam ponad rok. Wszystko było wspaniale, nic się nie działo, świetnie się bawiliśmy. W dodatku był strasznie czuły, przytulał mnie non stop, całował, mówił, że kocha. Ale nagle stwierdził, że wychodzi, bo się źle czuje (mimo, że słyszałam jak się umawia z kolegą na piwo). Próbowałam go zatrzymać, ale bez skutku. Na dodatek stwierdził, że zrywa, bo ma tego dość. Myślalałam, że coś mu odwaliło po alkoholu, jednak na następny dzień napisał, że mu jest ze mną źle, że myślał, że się ułoży, ale nie wyszło i że nie chce się dłużej męczyć, bo bd nam bez sb lepiej... Serce rozwaliło mi się na kawałki, nie umiem już żyć. Nie ma dla mnie już nikogo i nic. Nie wiem co się dzieje... Nasz związek należał do burzliwych, ale bardzo się kochaliśmy. Było trochę rozstań i powrotów, ale nigdy nie bez powodu. Nie wiem co mam robić. Moje koleżanki mówią mi, że on się chyba chce jeszcze wybawić beze mnie. Szczerze mówiąc on był typem imprezowicza i przestał to robić ze względu na mnie, jednak ostatnio dosyć często zdarzało mu się przesadzać z alkoholem i wracać nad ranem. Jest mi tym bardziej trudno, bo nasza miłosć zrodziła się z przyjaźni i on mnie pocieszał po zdradzie i toksycznym związku. A teraz sam mnie zostawił bez powodu. To nie ma żadnego sensu.. Oddałabym wszystko, żeby on wrócił.. Czuję wszędzie jego zapach.. Zrobiłabym wszystko, żeby mnie przytulił. Proszę o jakieś rady, bo czuję, że tracę grunt pod nogami i wariuję ![]()