Witam,
ostatnio zauważyłam u siebie niepokojące zjawisko, mianowicie czuję potrzebę bycia z kimś, bycia w związku.
Przez to uczucie gdziekolwiek nie wychodze ze znajomymi myśle tylko o tym czy kogoś poznam:d wiem desperacko brzmi ale to nie jest desperacja jako taka, tylko taka cicha nadzieja.
Przez to również szybko się angażuję, w sensie wydaje mi się ktoś jest mna zainteresowany a on nie jest w ten sposób, po prostu jest miły:)
Poza tym byłam ostatnio kopnieta w dupe przez kolesia ktory zawracał mi tyłek i wykazywał zainteresowanie a jak tylko jego była pojawila sie na horyzoncie to mi powiedzial ze nie chce mnie zwodzić:D tyle ze szczery był, to mu moge oddać. naprawde szczery. niejeden by działał na dwa fronty. Ale urwałam kontakt i jestem z siebie dumna...chociaz on nie chciał, wiec podjelam meska decyzja... grzecznie podziekowałam za znajomość. do konca wymiana zdan była zachowana na poziomie wiec nie zdziwie sie jak sie jeszcze koles odezwie...
Także pytania dwa w jednym, czy ktoś "cierpiał" na takie uczucie ? drugie pytanie: czy są na tym swiecie normalni faceci ktorzy wiedza czego chca? i sa konsekwentni a nie jedno mowia drugie robia ?(patrz przyklad wyzej)
Może Was to smieszyc ale jestem przed 30 i naprawde chciałabym poukladac juz sobie zycie ale zaczynam sie bac ze nie ma fajnych, wartosciowych kolesi w tym wieku na horyzoncie.
Czy naprawde jest tak, ze jak sie nie szuka to samo przychodzi? ktoś tego doświadczył?
Nie mówie ze umieram z samotnosci bo zyje mi sie fajnie i jestem szczesliwa ale byłabym jeszcze bardziej gdyby ktoś był w moim zyciu.
Czy ktoś z Was myslal podobnie a pozniej los sie obrocił? może jakies przyklady?:P