netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Cześć... Jestem ? czy może nie...

25 odpowiedzi6 593 wyświetleniazałożony przez Sad Fellow, 09.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Cześć... Jestem ? czy może nie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

1

Temat: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Cześć,



Na początku chciałbym przeprosić administrację oraz całą społeczność że taki podludź jak ja tutaj pisze, obiecuje że to jest mój pierwszy oraz ostatni post na tym forum, możecie mnie zbanować,usunąć konto,wychłostać mi
wszystko jedno, ale chciałbym coś po sobie chociaż internecie zostawić, chociażby ten głupi temat który i tak zaraz zniknie przez pojawienie się nowych...




Żeby nie przynudzać postaram się napisać wszystko co chcę jeżeli sobie tego nie życzysz, możesz właśnie w tej chwili się wycofać...



Jestem Jarek (tak jestem płcią przeciwną) i aktualnie mam 19lat, jestem osobą która rzekomo ma "fobię społeczną", przez co nie wychodzę z domu, całe dnie spędzam przy komputerze nie dla tego że jestem od niego uzależniony, dbać o siebie dbam, boje się ludzi... każde wyjście na dwój przyprawia mnie o dreszcze... co się nie obejrzę to mam wrażenie że wszyscy się na mnie gapią, nigdy nie miałem dziewczyny bo jestem nieudacznikiem ale o moim problemach miłosnych później...



Wszystko zaczęło jakieś 5-6dni temu od napisania tego posta, kiedy to pojechałem do szpitala na operacje kolana, nigdy takiego czegoś nie przechodziłem więc byłem przerażony jak cholera, oczywiście łóżek masa ale w sali nikogo oprócz mnie co w sumie było mi na rękę, niestety nikt nie był łaskawy chociaż przez jeden dzień mnie w nim odwiedzić (byłem tam 4 dni) po operacji odwieźli mnie na specjalną salę po zabiegową leżałem tam cały czas podłączony do kroplówki i patrzyłem się w sufit, tak leżałem i łeżałem znaczy się nie, przez trzy pieprzone dni zwijałem się z bólu nawet leki przeciwbólowe nic nie dawały, pomyślałem sobie jedno, rodzina dla mnie nie istnieje to zwykłe śmiecie które uważają mnie za pasożyta, nie miałem/nie mam dla nikogo żyć sam widok na wspólokatorów którymi zajmowały się troskliwe dziewczyny przyprawiały mnie o maksymalny poziom zdenerwowania że wyrwałem z całej siły kroplówkę po czym krew wytrysnęła mi z dłoni, było mi wszystko obojętne leżałem sobie i tak sobie dekorowałem białą pościel czerwonym winem bo i tak nikt nie zwracał na to uwagi a pielęgniarek nie było...



Kiedy już zaczęło mi się kręcić w głowie, to w końcu wezwałem jedną z nich i niczym zdziwiona nie pytała. założyła mi opatrunek, po wyjściu z szpitala pojechałem do domu (co nie sprawiło że poczułem się lepiej) czemu ? otóż problem polega w tym że moja rodzina jest tak samo popierdolona jak ZuS wedłuch nich nawet człowiek z amputowaną nogą mógłby po trzech dniach chodzić o własnych siłach, oczywiście próbowałem i próbuje chodzić o tych nieszczęsnych kulach ale po 15-20min ból w kolanie się tak nasila że musiałem raz wracać z toalety przesuwając się na podłodze, oczywiście jak to zobaczyli to ci pseudo rodzice to zaczeło się od tego że jestem leniwym człowiekiem i udaje... no kurwa mać... szczerze po tym cały zaczeły się bardzo ostre kłótnie i padły słowa do mnie których nie będę powtarzał gdyż po nich stwierdziłem że nie mam już rodziny,


a jak tam moje sprawy miłosne ? czy jest tak kolorowo ?

Otóż nie... 19lat żadnej dziewczyny, nawet takiej na obrazku... był pewien raz kiedy poznałem pewną dziewczynę problem w tym że ona miała chłopaka, mojego najlepszego kumpla, czyli problem x2...
zawsze pisaliśmy ze sobą na Facebooku, jako jedyna była dla mnie miła zawsze pisaliśmy o wszystkim i o niczym kiedy w końcu umówiliśmy się na wyjście plażowe (to było przed operacją) z jej chłopakiem to stwierdziłem
że może będzie okej, wskazali mi miejsce do którego mam podjechać i powiedzieli że po mnie przyjdą, no dobra kiedy nastał ten dzień to miałem lekko strach gdyż rzadko gdzieś wychodzę do ludzi, kiedy już dotarłem to poczekałem na nich na przystanku tramwajowym i po jakiś dziesieciu minutach przyszli, jak wtedy spojrzałem na nią to tym bardziej potwierdziło się że jestem w niej zakochany lecz tu nie chodzi o jej wygląd miała charakter kobiety której poszukiwałem... po udanym dniu na plaży chciałem jeszcze raz ją zobaczyć ! w głowie mi się kłebiło jak tego dokonać ?! pomyślałem w końcu może by tak zorganizować jakiś wypad choćby na namioty? w końcu są wakacje, nic mylnego... na samą propozycję była tak szcześliwa gdyż jej chłopak rzadko ją gdzie kolwiek zabiera i przeważnie siedzi przed komputerem, postanowiła wszystko zorganizować jedzenie,namioty dosłownie wszystko jedynie co wziełem też trochę swojego prowiantu, namiot i spiwór którego zabroniła mi brać bo mówiła że bedziemy spac wszyscy w jednym namiocie ja,ona,jej chłopak i siostra chłopaka  troche byłem tym zniesmaczony ale namiot i tak wziąłem przydał się w końcu jako magazyn na prowiant pierwszy dzień dzień był ogólnie taki że cały czas siedzielismy w namiocie i gralismy różne gry. no ok ale kiedy przyszła noc i spałem dosłownie obok nie gdzie ona była odwrócona do mnie a z drugiej strony siostra kolegi nie pozostało mi nic innego jak przyglądać się w strone hadesu czyli patrzałem w ziemie, później gdy nieco troche sie otworzyłem to było troche weselej reszta dni nie była jakaś szczegółowa przebiegała tak samo, najważniejsza była ostatnia noc wszyscy kładą spac kumpel jeszcze gasil tylko ognisko a jego siostra juz dawno odwrocona do ściany namiotu spała, nagle leże odwrócony tym razem normalnie do dziewczyny kolegi, poczym poczułem takie "chuchanie" prosto mi w twarz przyglądam się i ona się na mnie patrzy ciężko określić jakim wzrokiem, mieliśmy od siebie jakiś 1cm odstępu miałem ochotę ją pocałować ale z drugiej strony po głowię chodziły mi myśli że jak ja mógłbym kumplowi w twarz spojrzeć ? szybko dałem nura w spiwór i zasnąłem...



Potem nic nadzwyczajnego powrót do domu i rozpakowanie gratów, po jakiś 3dniach zacząłem się z nia kłócić nie pamietam już o co ale to już była ta chwila w której popełniłem największy błąd w swoim życiu... powiedziałem jej wszystko o tym co czułem na namiotach i wyznałem jej miłość, ale też powiedziałem że mi jest głupio że względu na kumpla... mimo pewnośći że to wyznanie ma 0% sznas powodzenia gdzie też tak było bo, niby jej sie zrobiło miło i poprawił humor lecz chciała przy nim zostać, wiedziałem że zostanę odrzucony mimo to boli... w życiu już się nie podejmę wyznawania uczuć żadnej kobiecie to nie ma w sumie sensu, bo co ja taki mogę zaoferować ? nic...
a pocieszanie mnie słowami  "nie ma co szukać na siłę miłość sama się znajdzie" sprawiają że mój ból jest coraz większy, ja nie chcę już czekać... co mam znaleść sobie kobiete z litości w wieku 40 lat ? proszę was... predzej zdechnę ale w sumie kiedy już przy tym jesteśmy to pora przejść do ostatniego rozdziału tej głupiej podróży która prawdopodobnie jest napisana chaotycznie i bezsensu.




Podsumowując rodzina już dla mnie nie istnieje, depresja z powodu samotności oraz ponadprogramowo problemy szkolne gdyż grozi mi poprawka, tak więc jutro "rodzice" jadą na domki i bedą za jekieś 2-3tyg. gdzie ja się zadeklarowałem że zostanę sam w domu, stwierdziłem że jestem zbyt słaby żeby tak od razu zasnąć tak więc zacznę od przestania zażywania medykamentów i zastrzyków oraz zmiany opatrunku do czasu aż mój organizm na tyle się wyniszczy że będę zdeterminowany to skończyć.



Ogólnie dziękuje wszystkim którzy poświecili choć chwilę na przeczytanie tego chaotycznego tekstu oraz za wszelkie błędy ortograficzne, myślałem przez jakieś 2godziny jak to napisać



Pozdrawiam i przepraszam za pisanie tutaj

2

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Witaj. Dlaczego jest w tobie tyle złości? Jak tak młody chłopak może z rezygnacją opisywać swoje życie? Co złego Ciebie spotkało, że tak piszesz ?

3 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-08-09 23:53:41)

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Faktycznie trochę nieciekawie, ale chyba trochę za wcześnie na ostateczne rozwiązwnia. Powiedz leczysz gdześ swoją fobię, dlaczego piszesz ,,rzekomą'', na depresję też są piguły. Powalcz jeszcze trochę o siebie, tylko i wyłącznie dla siebie.:)
Dużo zwaliło się Ci na głowę ale powoli Ci się uda to ogarnąć, nie poddawaj się.
Oczywiście, że JESTEŚ:)

4

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Jesteś jeszcze młody.
Wiem, wiem pomyślisz, że teraz Ci truję, że wszystko jest do bani itd.
Ale nawet wtedy, gdy wszystko wali się na głowę to jednak zostaje ten cień nadziei, że będzie lepiej.
Kiedyś.
Inaczej nawet byś tutaj nie napisał.
Zrobiłbyś ci planujesz, po cichutku w samotności.

Myślałam kiedyś podobnie.
Bez cienia nadziei, w osamotnieniu od wszystkich, bez żadnej pomocnej ręki.
Żyłam dosłownie na siłę.
I żyję dalej, bo życie jest piękne.
Mimo, że wiele rzeczy nadal mnie przeraża.

Żyj sam, dla siebie.
Nie dla rodziny, która ma Cię gdzieś.
Spróbuj pokochac siebie.

5

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Sad Fellow napisał/a:

Cześć,



Na początku chciałbym przeprosić administrację oraz całą społeczność że taki podludź jak ja tutaj pisze, obiecuje że to jest mój pierwszy oraz ostatni post na tym forum, możecie mnie zbanować,usunąć konto,wychłostać mi
wszystko jedno, ale chciałbym coś po sobie chociaż internecie zostawić, chociażby ten głupi temat który i tak zaraz zniknie przez pojawienie się nowych...




Żeby nie przynudzać postaram się napisać wszystko co chcę jeżeli sobie tego nie życzysz, możesz właśnie w tej chwili się wycofać...



Jestem Jarek (tak jestem płcią przeciwną) i aktualnie mam 19lat, jestem osobą która rzekomo ma "fobię społeczną", przez co nie wychodzę z domu, całe dnie spędzam przy komputerze nie dla tego że jestem od niego uzależniony, dbać o siebie dbam, boje się ludzi... każde wyjście na dwój przyprawia mnie o dreszcze... co się nie obejrzę to mam wrażenie że wszyscy się na mnie gapią, nigdy nie miałem dziewczyny bo jestem nieudacznikiem ale o moim problemach miłosnych później...



Wszystko zaczęło jakieś 5-6dni temu od napisania tego posta, kiedy to pojechałem do szpitala na operacje kolana, nigdy takiego czegoś nie przechodziłem więc byłem przerażony jak cholera, oczywiście łóżek masa ale w sali nikogo oprócz mnie co w sumie było mi na rękę, niestety nikt nie był łaskawy chociaż przez jeden dzień mnie w nim odwiedzić (byłem tam 4 dni) po operacji odwieźli mnie na specjalną salę po zabiegową leżałem tam cały czas podłączony do kroplówki i patrzyłem się w sufit, tak leżałem i łeżałem znaczy się nie, przez trzy pieprzone dni zwijałem się z bólu nawet leki przeciwbólowe nic nie dawały, pomyślałem sobie jedno, rodzina dla mnie nie istnieje to zwykłe śmiecie które uważają mnie za pasożyta, nie miałem/nie mam dla nikogo żyć sam widok na wspólokatorów którymi zajmowały się troskliwe dziewczyny przyprawiały mnie o maksymalny poziom zdenerwowania że wyrwałem z całej siły kroplówkę po czym krew wytrysnęła mi z dłoni, było mi wszystko obojętne leżałem sobie i tak sobie dekorowałem białą pościel czerwonym winem bo i tak nikt nie zwracał na to uwagi a pielęgniarek nie było...



Kiedy już zaczęło mi się kręcić w głowie, to w końcu wezwałem jedną z nich i niczym zdziwiona nie pytała. założyła mi opatrunek, po wyjściu z szpitala pojechałem do domu (co nie sprawiło że poczułem się lepiej) czemu ? otóż problem polega w tym że moja rodzina jest tak samo popierdolona jak ZuS wedłuch nich nawet człowiek z amputowaną nogą mógłby po trzech dniach chodzić o własnych siłach, oczywiście próbowałem i próbuje chodzić o tych nieszczęsnych kulach ale po 15-20min ból w kolanie się tak nasila że musiałem raz wracać z toalety przesuwając się na podłodze, oczywiście jak to zobaczyli to ci pseudo rodzice to zaczeło się od tego że jestem leniwym człowiekiem i udaje... no kurwa mać... szczerze po tym cały zaczeły się bardzo ostre kłótnie i padły słowa do mnie których nie będę powtarzał gdyż po nich stwierdziłem że nie mam już rodziny,


a jak tam moje sprawy miłosne ? czy jest tak kolorowo ?

Otóż nie... 19lat żadnej dziewczyny, nawet takiej na obrazku... był pewien raz kiedy poznałem pewną dziewczynę problem w tym że ona miała chłopaka, mojego najlepszego kumpla, czyli problem x2...
zawsze pisaliśmy ze sobą na Facebooku, jako jedyna była dla mnie miła zawsze pisaliśmy o wszystkim i o niczym kiedy w końcu umówiliśmy się na wyjście plażowe (to było przed operacją) z jej chłopakiem to stwierdziłem
że może będzie okej, wskazali mi miejsce do którego mam podjechać i powiedzieli że po mnie przyjdą, no dobra kiedy nastał ten dzień to miałem lekko strach gdyż rzadko gdzieś wychodzę do ludzi, kiedy już dotarłem to poczekałem na nich na przystanku tramwajowym i po jakiś dziesieciu minutach przyszli, jak wtedy spojrzałem na nią to tym bardziej potwierdziło się że jestem w niej zakochany lecz tu nie chodzi o jej wygląd miała charakter kobiety której poszukiwałem... po udanym dniu na plaży chciałem jeszcze raz ją zobaczyć ! w głowie mi się kłebiło jak tego dokonać ?! pomyślałem w końcu może by tak zorganizować jakiś wypad choćby na namioty? w końcu są wakacje, nic mylnego... na samą propozycję była tak szcześliwa gdyż jej chłopak rzadko ją gdzie kolwiek zabiera i przeważnie siedzi przed komputerem, postanowiła wszystko zorganizować jedzenie,namioty dosłownie wszystko jedynie co wziełem też trochę swojego prowiantu, namiot i spiwór którego zabroniła mi brać bo mówiła że bedziemy spac wszyscy w jednym namiocie ja,ona,jej chłopak i siostra chłopaka  troche byłem tym zniesmaczony ale namiot i tak wziąłem przydał się w końcu jako magazyn na prowiant pierwszy dzień dzień był ogólnie taki że cały czas siedzielismy w namiocie i gralismy różne gry. no ok ale kiedy przyszła noc i spałem dosłownie obok nie gdzie ona była odwrócona do mnie a z drugiej strony siostra kolegi nie pozostało mi nic innego jak przyglądać się w strone hadesu czyli patrzałem w ziemie, później gdy nieco troche sie otworzyłem to było troche weselej reszta dni nie była jakaś szczegółowa przebiegała tak samo, najważniejsza była ostatnia noc wszyscy kładą spac kumpel jeszcze gasil tylko ognisko a jego siostra juz dawno odwrocona do ściany namiotu spała, nagle leże odwrócony tym razem normalnie do dziewczyny kolegi, poczym poczułem takie "chuchanie" prosto mi w twarz przyglądam się i ona się na mnie patrzy ciężko określić jakim wzrokiem, mieliśmy od siebie jakiś 1cm odstępu miałem ochotę ją pocałować ale z drugiej strony po głowię chodziły mi myśli że jak ja mógłbym kumplowi w twarz spojrzeć ? szybko dałem nura w spiwór i zasnąłem...



Potem nic nadzwyczajnego powrót do domu i rozpakowanie gratów, po jakiś 3dniach zacząłem się z nia kłócić nie pamietam już o co ale to już była ta chwila w której popełniłem największy błąd w swoim życiu... powiedziałem jej wszystko o tym co czułem na namiotach i wyznałem jej miłość, ale też powiedziałem że mi jest głupio że względu na kumpla... mimo pewnośći że to wyznanie ma 0% sznas powodzenia gdzie też tak było bo, niby jej sie zrobiło miło i poprawił humor lecz chciała przy nim zostać, wiedziałem że zostanę odrzucony mimo to boli... w życiu już się nie podejmę wyznawania uczuć żadnej kobiecie to nie ma w sumie sensu, bo co ja taki mogę zaoferować ? nic...
a pocieszanie mnie słowami  "nie ma co szukać na siłę miłość sama się znajdzie" sprawiają że mój ból jest coraz większy, ja nie chcę już czekać... co mam znaleść sobie kobiete z litości w wieku 40 lat ? proszę was... predzej zdechnę ale w sumie kiedy już przy tym jesteśmy to pora przejść do ostatniego rozdziału tej głupiej podróży która prawdopodobnie jest napisana chaotycznie i bezsensu.




Podsumowując rodzina już dla mnie nie istnieje, depresja z powodu samotności oraz ponadprogramowo problemy szkolne gdyż grozi mi poprawka, tak więc jutro "rodzice" jadą na domki i bedą za jekieś 2-3tyg. gdzie ja się zadeklarowałem że zostanę sam w domu, stwierdziłem że jestem zbyt słaby żeby tak od razu zasnąć tak więc zacznę od przestania zażywania medykamentów i zastrzyków oraz zmiany opatrunku do czasu aż mój organizm na tyle się wyniszczy że będę zdeterminowany to skończyć.



Ogólnie dziękuje wszystkim którzy poświecili choć chwilę na przeczytanie tego chaotycznego tekstu oraz za wszelkie błędy ortograficzne, myślałem przez jakieś 2godziny jak to napisać



Pozdrawiam i przepraszam za pisanie tutaj

Wiesz ze jesteś ciekawym młodym mężczyzną? smile

6

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Qrsywa napisał/a:

Wiesz ze jesteś ciekawym młodym mężczyzną? smile

W jakim sensie ? bo nie za bardzo rozumiem...

7

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Twój post to nic innego jak wołanie o pomoc. I dobrze, od czegoś trzeba zacząć.
Znałam chłopaka, który cierpiał na fobię społeczną, tak bardzo zaawansowaną, że sama nie przypuszczałam, że można tak żyć. Był trochę od Ciebie starszy. Postanowił zawalczyć o siebie. Jego terapia nadal trwa, ale to zupełnie inny człowiek.

8

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Sad Fellow nie wiem, czy tu jeszcze zaglądasz, ale chcę ci powiedzieć, że ten wyjazd na plażę, a potem pod namiot, to był naprawdę wielki wyczyn przy twojej fobii, gratuluję ci.Musisz iść tym tropem i koniecznie musisz wziąć się za leczenie u psychiatry i u psychoterapeuty, bo szkoda czasu i życia na tkwienie w takim punkcie, gdzie nic nie cieszy, a wszystko wydaje się czarną dziurą.Wiem co czujesz, ja też mam problemy z wyjściem z domu, nieraz przy gorszym samopoczuciu uciekam dosłownie do domu "kanałami", byleby tylko nikogo nie spotkać na swojej drodze.Ale - jeszcze kilka lat temu było ze mną naprawdę tragicznie,nie byłam w ogóle w stanie normalnie żyć. Nie wierzyłam, że jakiekolwiek leczenie coś mi pomoże, a jednak.Nie ma najmniejszego porównania z tym jak było, a jak jest teraz.Tylko czasami miewam gorsze dni ( nie skończyłam jeszcze terapii ), gdybym nie zaczęła się leczyć, to nawet nie chcę myśleć, co byłoby ze mną dziś, jeśli w ogóle bym była. Jeśli to ci pomaga, to pisz tutaj, możesz poznać tu wielu ciekawych ludzi, to dobry trening do porozumiewania się w realu. Zachęcam.

9

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
zbytdelikatna napisał/a:

Sad Fellow nie wiem, czy tu jeszcze zaglądasz, ale chcę ci powiedzieć, że ten wyjazd na plażę, a potem pod namiot, to był naprawdę wielki wyczyn przy twojej fobii, gratuluję ci.Musisz iść tym tropem i koniecznie musisz wziąć się za leczenie u psychiatry i u psychoterapeuty, bo szkoda czasu i życia na tkwienie w takim punkcie, gdzie nic nie cieszy, a wszystko wydaje się czarną dziurą.Wiem co czujesz, ja też mam problemy z wyjściem z domu, nieraz przy gorszym samopoczuciu uciekam dosłownie do domu "kanałami", byleby tylko nikogo nie spotkać na swojej drodze.Ale - jeszcze kilka lat temu było ze mną naprawdę tragicznie,nie byłam w ogóle w stanie normalnie żyć. Nie wierzyłam, że jakiekolwiek leczenie coś mi pomoże, a jednak.Nie ma najmniejszego porównania z tym jak było, a jak jest teraz.Tylko czasami miewam gorsze dni ( nie skończyłam jeszcze terapii ), gdybym nie zaczęła się leczyć, to nawet nie chcę myśleć, co byłoby ze mną dziś, jeśli w ogóle bym była. Jeśli to ci pomaga, to pisz tutaj, możesz poznać tu wielu ciekawych ludzi, to dobry trening do porozumiewania się w realu. Zachęcam.


Tak zaglądam,

Co do plaży i namiotów główną motywacją było to że mojej byłej "przyjaciółce" zależało na tym... w podstawówce byłem przerażonym chłopcem który płakał z byle głupiego powodu, po tym zostałem skierowany do owego
psychologa gdzie zalecono aby rodzice i nauczyciele poświęcali mi więcej uwagi, oczywiście rodzice tego nie czytali, a nauczyciele tak samo... niby wzięli kopie tej diagnozy ale tylko po to by gniła w jakiejś teczce... w gimnazjum było najgorzej byłem pomiatany i obrażany przez każdego rówieśników,nauczycieli,rodziców... byłem tzw przysłowiowym "śmieciem nie wartym splunięcia", byłem zawsze tym najgorszym a tym co mnie gnębili uchodziło płazem, wtedy przychodziły mi już pierwsze myśli żeby się zabić, dusiłem całą agresje w sobie. Tak naprawdę nie wiem po co mi już jaka kolwiek terapia? jedyne czego w życiu pragnę to być z osobą z którą byłbym naprawdę szczęśliwy no ale... naprawdę tego nawet nie mogę mieć... czy przyjdzie mi umrzeć jako samotny gbur ? jeżeli tak to mam nadzieje że za kilka/kilkanaście lat będę miał na tyle "jaj" żeby nie ciągnąć tej monotomnej spirali zwaną moim "wspaniałym życiem".

co do pisania na forum jako terapia, wątpie że to w jakikolwiek sposób może mi pomóc całe moje życie od podstawówki to nic innego jak siedzenie przed komputerem, i z doświadczenia wiem że człowiek inaczej się zachowuje przy komputerze a inaczej w realu, hehe dziwny ze mnie człowiek nie ? szuka problemu we wszystkim.

10

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Nie, wcale nie dziwny, nie rozwiązałeś swojego problemu, więc wszystko odbierasz na nie.Nie wiem jak mogę cię zachęcić do leczenia, ale naprawdę gorąco cię do tego namawiam. Są też terapie grupowe, spotkać tam można ludzi z podobnymi problemami,człowiek nie czuje się sam,dobrze jest zaangażować się w pomoc innym - to naprawdę pomaga,bo zapominasz o swoim problemie choćby chwilowo. Koniecznie musisz porozmawiać z jakimś fachowcem,bo sam nie widzisz wyjścia, ktoś kto stoi z boku widzi więcej, obiektywniej i inaczej. Potrafi podpowiedzieć dużo ważnych rad. Serio. Gdy nabędziesz pewności siebie i umiejętności pozytywnego myślenia, wtedy łatwiej będzie ci znaleźć tę jedyną i zaoferować jej opiekę, silne ramię - no wiesz, o co chodzi smile

11

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Wbrew pozorom ludzie ze wszelkimi zaburzeniami, są skupieni nadmiernie na sobie,wynika to głównie z lęków, jakie niosą ze sobą właśnie fobie, depresje, nerwice itp. Mnie pomogła praca fizyczna i sport.Jak doszłam w miarę do "normalności"zajęłam się wolontariatem, ale bez leków i psychoterapii nie dałabym rady.No cóż, nie będę ci dłużej truła, ale mam nadzieję, że posłuchasz dobrych rad i weźmiesz się za siebie smile a za jakiś czas napiszesz, że kurcze - zbytdelikatna,miałaś rację, jest coraz lepiej smile Czego ci serdecznie życzę.

12

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Masz 19 lat i dużo, i mało. Stoisz na progu dorosłości, możesz jeszcze duuużo zmienić w swoim życiu, sam dla siebie, na lepsze. Jeżeli masz okazję skorzystaj z terapii, spróbuj... Zawalcz o lepsze życie dla siebie.
Cieszę się, że jesteś:)

13

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Samotność, niewytłumaczalny lęk, twoja złość - to straszne uczucia. Do tego ciężko jest się uzwolnić. Masz 19 lat, jesteś wrażliwy, myślisz. Paradoksalnie to wcale nie pomaga. Pewnie czujesz się zamknięty w pokoju, bez wyjścia, przytłoczony, a raczej podduszany przez własne emocje. Rodzice są do dupy, relacja jeszcze gorsze. W tym wieku wszystko jest albo białe albo czarne, nie ma szarości.
Wszystko jest beznadziejne. Bo rodzice nie rozumieją, bo masz mało przyjaciół, bo dziewczyna cię nie chce. Dlaczego chcesz uzależnić życie od ludzi? Przecież to twoje życie. Dlaczego jest tak mała dla ciebie warte? Związki, praca, dom, dostatek - to nic. Tylko życie masz pewne, masz je darmo. Walcz o nie, bo nie ma piękniejszego slowa niż 'żyć'. Musisz się tylko tego nauczyć. Nie bać się. Zacząć się leczyć, pokonywać swoje granice.
Ja w ciebie wierzę. Jesteś. Wciąż jesteś i musisz być.

14

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Sad Fellow napisał/a:
Qrsywa napisał/a:

Wiesz ze jesteś ciekawym młodym mężczyzną? smile

W jakim sensie ? bo nie za bardzo rozumiem...

Tak młody czlowiek a tak dużo masz samoświadomości. wink Teraz Cie ona przytłacza ale z czasem to będzie pulsowało duuuużyą inteligencją emocjonalną smile

15 Ostatnio edytowany przez Sad Fellow (2015-08-31 20:08:48)

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
mellaan napisał/a:

Samotność, niewytłumaczalny lęk, twoja złość - to straszne uczucia. Do tego ciężko jest się uzwolnić. Masz 19 lat, jesteś wrażliwy, myślisz. Paradoksalnie to wcale nie pomaga. Pewnie czujesz się zamknięty w pokoju, bez wyjścia, przytłoczony, a raczej podduszany przez własne emocje. Rodzice są do dupy, relacja jeszcze gorsze. W tym wieku wszystko jest albo białe albo czarne, nie ma szarości.
Wszystko jest beznadziejne. Bo rodzice nie rozumieją, bo masz mało przyjaciół, bo dziewczyna cię nie chce. Dlaczego chcesz uzależnić życie od ludzi? Przecież to twoje życie. Dlaczego jest tak mała dla ciebie warte? Związki, praca, dom, dostatek - to nic. Tylko życie masz pewne, masz je darmo. Walcz o nie, bo nie ma piękniejszego slowa niż 'żyć'. Musisz się tylko tego nauczyć. Nie bać się. Zacząć się leczyć, pokonywać swoje granice.
Ja w ciebie wierzę. Jesteś. Wciąż jesteś i musisz być.



Piękniejszego słowa niż "żyć"?, ja nim gardzę! ,przeklinam osoby które mnie urodziły. Życie pełne porażek jest niczym i nie mam zamiaru go szanować
bardzo pragnę zdechnąć, tylko dlaczego nie mogę ? bo nie mam odwagi,jaj, jestem nieudacznikiem i zwykłą kupą g**na... i w pewnym sensie też by mnie to dobiło bo ludzie szybko by zapomnieli o mojej śmierci,a ja nie lubię jak się o mnie zapomina...
gdybym miał taką możliwość to zaopatrzyłbym się w broń i zabrałbym ze sobą tylu do grobu ilu bym zdołał aż w końcu by mnie ktoś zastrzelił,w końcu szalony wariat z bronią bardziej utkwi w pamięci ludzi niż szary chłopczyk którego śmierć nie wzruszy nawet rodziców...
jaki jest sens walki ? o samo życie? o dalsze siedzenie w tej agonii ? jeżeli tak to ma dalej wyglądać to liczę tylko że któregoś dnia się zagapię i przejdę na tym czerwonym świetle na najbardziej ruchliwej ulicy.
i nienawidzę ludzi którzy mówią że "wszystko będzie dobrze" a gó*no wiedzą jak dana osoba się czuje... myślą wtedy że są "aniołami stróżami", ja już szybko bym im te myśli z głowy wybił...

Tak więc podsumowując, nie mam zamiaru walczyć o życie, po co? zostanie ćpunem byłoby rozsądniejsze, lub przedawkowanie leków nasennych...

16

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Sad Fellow napisał/a:

Piękniejszego słowa niż "żyć"?, ja nim gardzę! ,przeklinam osoby które mnie urodziły. Życie pełne porażek jest niczym i nie mam zamiaru go szanować
bardzo pragnę zdechnąć, tylko dlaczego nie mogę ? bo nie mam odwagi,jaj, jestem nieudacznikiem i zwykłą kupą g**na... i w pewnym sensie też by mnie to dobiło bo ludzie szybko by zapomnieli o mojej śmierci,a ja nie lubię jak się o mnie zapomina...
gdybym miał taką możliwość to zaopatrzyłbym się w broń i zabrałbym ze sobą tylu do grobu ilu bym zdołał aż w końcu by mnie ktoś zastrzelił,w końcu szalony wariat z bronią bardziej utkwi w pamięci ludzi niż szary chłopczyk którego śmierć nie wzruszy nawet rodziców...
jaki jest sens walki ? o samo życie? o dalsze siedzenie w tej agonii ? jeżeli tak to ma dalej wyglądać to liczę tylko że któregoś dnia się zagapię i przejdę na tym czerwonym świetle na najbardziej ruchliwej ulicy.
i nienawidzę ludzi którzy mówią że "wszystko będzie dobrze" a gó*no wiedzą jak dana osoba się czuje... myślą wtedy że są "aniołami stróżami", ja już szybko bym im te myśli z głowy wybił...

Tak więc podsumowując, nie mam zamiaru walczyć o życie, po co? zostanie ćpunem byłoby rozsądniejsze, lub przedawkowanie leków nasennych...

Panie Kolego.
Czy jest możliwość abyś pomyslał tak z kilka lat do przodu? zobacz, masz 19 lat, słabe relacje z rodzicami, znajomymi... pomyśl, że nastanie w Twoim życiu DZIEŃ, w którym będziesz mógł się wyprowadzić od rodziców, podjąć się nowej pracy, będziesz miał wtedy czas w 100% dla siebie i tylko od Ciebie będzie zależało jak będzie wyglądać Twoje życie.
Jak miałem 19 lat to też myślałem w taki sam sposób.. Obecnie mam 22 lata i zauważyłem, że takie sprawy jak np. wyprowadzka od rodziców, nowe środowisko, praca, zajęcie itp. zbliżają się wielkimi krokami. Po prostu przemęcz jakoś ten swój okres a potem będziesz miał całe życie dla siebie smile

17 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-09-01 10:31:53)

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Znajdź lepszego psychologa. Jest Ci zdecydowanie potrzebny.
Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że dziewczynę mogłeś wybrać właśnie przez to, że jest zajęta i niedostępna. Bo gdyby była wolna i gdyby zgodziła się na związek, musiałbyś totalnie zmienić swoje życie.
A Tobie mimo wszystko w tym Twoim czarnym, nieszczęśliwym grajdole jest po prostu wygodnie. Funkcjonujesz w warunkach, do których się wiele lat temu przystosowałeś (toksycznych, ale i tak nowe, nawet gdyby było lepsze przeraża Cię bardziej niż to, co już masz, prawda? Żony bite przez mężów pijaków mają tak samo), pracować nie musisz, zajmujesz się sobą i swoim nieszczęściem oraz pogłębiasz swój stan wyuczonej bezradności.

To co napisałeś o zabijaniu innych po to, żeby Cie zapamiętano jest przerażające i bezdennie głupie.
Wynika z frustracji, oraz całkowitej koncentracji NA SOBIE.
Cały czas myślisz o swojej śmierci (oraz innych, jak sie okazuje) jako o rodzaju kary, którą chcesz wymierzyć innym za to, że się Tobą nie interesowali i za to, że jesteś nieszczęśliwy. Oraz sobie za to, że jesteś w swoich własnych oczach taki żałosny.

Pomimo, że Twój żal do rodziców jest dla mnie całkowicie zrozumiały i uzasadniony, to rodzina może "przestac dla Ciebie istnieć" dopiero wtedy, kiedy nie będziesz na ich utrzymaniu mieszkał pod ich dachem. Inaczej rzucasz słowa bez znaczenia. Nienawidzę cię mamo, ale obiadek zjem.
Nie Ty jeden masz toksycznych rodziców oraz problemy psychiczne. Musisz zadbać o siebie sam, bo nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. I nie masz prawa oczekiwać, że ktoś to za Ciebie zrobi, bo odpowiedzialność za Twoje życie spoczywa na Tobie. Jesteś dorosły. Poszukaj pomocy. Przyznaj się, że potrzebujesz pomocy.


Czy wszystko będzie dobrze, zależy od Ciebie. Teraz nie jest, a Ty nie robisz NIC żeby było lepiej.

18

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Czarna Kotka napisał/a:

Znajdź lepszego psychologa. Jest Ci zdecydowanie potrzebny.
Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że dziewczynę mogłeś wybrać właśnie przez to, że jest zajęta i niedostępna. Bo gdyby była wolna i gdyby zgodziła się na związek, musiałbyś totalnie zmienić swoje życie.
A Tobie mimo wszystko w tym Twoim czarnym, nieszczęśliwym grajdole jest po prostu wygodnie. Funkcjonujesz w warunkach, do których się wiele lat temu przystosowałeś (toksycznych, ale i tak nowe, nawet gdyby było lepsze przeraża Cię bardziej niż to, co już masz, prawda? Żony bite przez mężów pijaków mają tak samo), pracować nie musisz, zajmujesz się sobą i swoim nieszczęściem oraz pogłębiasz swój stan wyuczonej bezradności.

To co napisałeś o zabijaniu innych po to, żeby Cie zapamiętano jest przerażające i bezdennie głupie.
Wynika z frustracji, oraz całkowitej koncentracji NA SOBIE.
Cały czas myślisz o swojej śmierci (oraz innych, jak sie okazuje) jako o rodzaju kary, którą chcesz wymierzyć innym za to, że się Tobą nie interesowali i za to, że jesteś nieszczęśliwy. Oraz sobie za to, że jesteś w swoich własnych oczach taki żałosny.

Pomimo, że Twój żal do rodziców jest dla mnie całkowicie zrozumiały i uzasadniony, to rodzina może "przestac dla Ciebie istnieć" dopiero wtedy, kiedy nie będziesz na ich utrzymaniu mieszkał pod ich dachem. Inaczej rzucasz słowa bez znaczenia. Nienawidzę cię mamo, ale obiadek zjem.
Nie Ty jeden masz toksycznych rodziców oraz problemy psychiczne. Musisz zadbać o siebie sam, bo nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. I nie masz prawa oczekiwać, że ktoś to za Ciebie zrobi, bo odpowiedzialność za Twoje życie spoczywa na Tobie. Jesteś dorosły. Poszukaj pomocy. Przyznaj się, że potrzebujesz pomocy.


Czy wszystko będzie dobrze, zależy od Ciebie. Teraz nie jest, a Ty nie robisz NIC żeby było lepiej.



Najlepiej powiedzieć że nic nie robie... byłem u psychologa wiele razy, co mi to dało ? jedno wielkie nic... przepisał mi specjalne leki na receptę, oprócz tego że robiłem się po nich bardzo agresywny nic mi nie dawało
wizyty u psychologa ? chodzić notorycznie na 8 rano po to aby siedzieć w pomieszczeniu z jakąś studentką która myśli że zna człowieka na wylot i siedzieć cicho przez cały czas bo ją tego na wykładach uczyli ? po co mam tam siedzieć ? w ciszy...

Nauczyłem się jednego, żeby nie liczyć na ludzi którzy "niby pomogą"

19

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Dlatego napisałam: znajdź LEPSZEGO. Psychologa i psychiatrę. Leków często nie udaje się dobrać odpowiednio ani za pierwszym ani za drugim razem, podobnie bywa z psychologami.
Tym bardziej, że nie masz tak naprawdę ŻADNEJ sensownej alternatywy.

20

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Czarna Kotka napisał/a:

Dlatego napisałam: znajdź LEPSZEGO. Psychologa i psychiatrę. Leków często nie udaje się dobrać odpowiednio ani za pierwszym ani za drugim razem, podobnie bywa z psychologami.
Tym bardziej, że nie masz tak naprawdę ŻADNEJ sensownej alternatywy.



Znalazłem już własną alternatywe, jedynie co to pozostaje nabrac odwagi do jej wykonania

Liczylem w sumie ze otrzymam jakies bardziej sensowne porady o ktorych nie slyszalem ale jak widac lepiej jest zapiac czlowieka w kaftan i sie nim nie przejmowac. (Tzw. Jakos to bedzie, moze z czasem mu sie polepszy,wszystko sie ulozy)

Brak jakiej kolwiek reakcji ze strony bliskich jest nawet zabawny bo pozniej po fakcie dokonanym pada standardowe pytanie "dlaczego ?", - nie bylo cie wczesniej wiec sie nie pytaj, bo sobie czegos takiego nie zycze.

21

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Niestety na tym forum nie dostaniesz recepty ani rozwiązania swoich problemów. Możesz anonimowo się wygadać, może ktoś coś doradzi albo nie, na cud nie czekaj bo go nie będzie:(. Przynajmniej ja nie wierzę w cudowne zrządzenia losu. Będziesz miał to co sam sobie wypracujesz, w każdej dziedzinie swojego życia.
Czy Ty masz plan na swoje życie? Masz pracę, pieniądze żeby się usamodzielnić, może zacznij od tego? Jesteś jeszcze na początku swojej drogi, spróbuj coś zdziałać. Wykorzystaj wszystkie możliwości jakie masz... Twoje alternatywne wyjście to ostateczność...

22 Ostatnio edytowany przez Sad Fellow (2015-09-12 20:25:07)

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Nigdy napisał/a:

Niestety na tym forum nie dostaniesz recepty ani rozwiązania swoich problemów. Możesz anonimowo się wygadać, może ktoś coś doradzi albo nie, na cud nie czekaj bo go nie będzie:(. Przynajmniej ja nie wierzę w cudowne zrządzenia losu. Będziesz miał to co sam sobie wypracujesz, w każdej dziedzinie swojego życia.
Czy Ty masz plan na swoje życie? Masz pracę, pieniądze żeby się usamodzielnić, może zacznij od tego? Jesteś jeszcze na początku swojej drogi, spróbuj coś zdziałać. Wykorzystaj wszystkie możliwości jakie masz... Twoje alternatywne wyjście to ostateczność...


Tak naprawdę, pisząc pierwszego posta miało się na tym skończyć, miała to być rzecz w której zostawiłbym po sobie jakąś wiadomość, wyszło że zaraz wszyscy z dają mi rady typowe na zasadzie "masz i odpierdol się będę miał/a przynajmniej czyste sumienie". Jedynie co to muszę poczekać na moment odwagi, wybrałem przedawkowanie leków nasennych, i to uwielbiam bo mogę tutaj takiego typu rzeczy bez skrupułów pisać, bo kto wie kim jestem ? kogo to interesuje ? kto mnie znajdzie ? nikt. Mam już w gdzieś czekania aż wszystko się "ułoży i będzie lepiej" nadszedł czas aby powiedzieć papa temu zasranemu kurwidołkowi. zastanawiałem się nad jakąś formą wiadomości pożegnalnej dla tzw "rodziny" ale po co ? niech pomyślą że to przez ciągłe siedzenie na komputerze przyszły mi takie pomysły do głowy.


Po weekendzie ide po najmocniejsze leki nasenne jakie można kupić.


Podsumowując wszystko można tą muzyką:

https://www.youtube.com/watch?v=kmzvU8AhARE

23

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

No to napisz czego byś chciał, czego oczekujesz? To jest fajne forum ale tylko forum. Ja też czekam całe swoje życie aż się jakoś ułoży ale się nie układa i pewnie się nie ułoży:( i nie jest lepiej tylko gorzej. Ale jeszcze jakoś żyję i mam jakąś malutką nadzieję.

24

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

nie zabijaj się, to straszna głupota, życie jest piękne.

25

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...

Bo nie ma magicznych rozwiązań. Na poprawę trzeba ZAPRACOWAĆ. A Ty wciąż chcesz, żeby samo się.

26

Odp: Cześć... Jestem ? czy może nie...
Sad Fellow napisał/a:

Liczylem w sumie ze otrzymam jakies bardziej sensowne porady o ktorych nie slyszalem ale jak widac lepiej jest zapiac czlowieka w kaftan i sie nim nie przejmowac. (Tzw. Jakos to bedzie, moze z czasem mu sie polepszy,wszystko sie ulozy)

Jakoś tak zapachniało mi szantażem emocjonalnym i „wrzucaniem” innym poczucia winy… Osobiście nie najlepiej reaguję na taki sposób komunikowania innym swoich potrzeb. Czuje się w tym postawę z lekka roszczeniową, co większość ludzi raczej odstrasza. Generalnie choć nie podoba mi się sposób w jaki aktualnie patrzysz na życie, to rozumiem Twoje rozgoryczenie i żal do „świata”. Dostrzegam, że toksyczne relacje z rodzicami i deficyty emocjonalne z tym związane powodują, iż chciałbyś wreszcie poczuć się „zaopiekowany”, zauważony, ważny. Niestety jest mało prawdopodobne, że ktoś z zewnątrz będzie w stanie kiedykolwiek „zagłuszyć” w Tobie ten niedosyt.  Nawet jeżeli znajdzie się otoczeniu osoba, która Cię szczerze pokocha, Tobie i tak tej miłości i uwagi będzie wciąż mało… Dlatego musisz samodzielnie albo z pomocą psychologa przepracować w sobie ten problem. Nikt choćby chciał nie jest w stanie zrobić tego za Ciebie. Osoby życzliwe mogą Cię ewentualnie wesprzeć  w walce z "oswajaniem demonów" i nic ponadto. „Czarna robotę” musisz zrobić sam smile

Przy okazji... sporo osób wypowiadających się w Twoim wątku jest nastawiona do Ciebie życzliwie i wcale nie bagatelizuje Twoich problemów, a Ty kąsasz na oślep... Dlaczego ? Może w Twoim otoczeniu jest więcej osób, które chciałby pomóc ale Ty ich zauważyć nie możesz ponieważ złość Cię oślepia ? Ponadto, czy podczas tych mało satysfakcjonujących spotkań ze studentką psychologii zakomunikowałeś jej otwarcie, że milczenia masz już "po kokardy" i tak naprawdę to potrzebujesz przegadania swoich problemów ?

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Cześć... Jestem ? czy może nie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026