Cześć,
Na początku chciałbym przeprosić administrację oraz całą społeczność że taki podludź jak ja tutaj pisze, obiecuje że to jest mój pierwszy oraz ostatni post na tym forum, możecie mnie zbanować,usunąć konto,wychłostać mi
wszystko jedno, ale chciałbym coś po sobie chociaż internecie zostawić, chociażby ten głupi temat który i tak zaraz zniknie przez pojawienie się nowych...
Żeby nie przynudzać postaram się napisać wszystko co chcę jeżeli sobie tego nie życzysz, możesz właśnie w tej chwili się wycofać...
Jestem Jarek (tak jestem płcią przeciwną) i aktualnie mam 19lat, jestem osobą która rzekomo ma "fobię społeczną", przez co nie wychodzę z domu, całe dnie spędzam przy komputerze nie dla tego że jestem od niego uzależniony, dbać o siebie dbam, boje się ludzi... każde wyjście na dwój przyprawia mnie o dreszcze... co się nie obejrzę to mam wrażenie że wszyscy się na mnie gapią, nigdy nie miałem dziewczyny bo jestem nieudacznikiem ale o moim problemach miłosnych później...
Wszystko zaczęło jakieś 5-6dni temu od napisania tego posta, kiedy to pojechałem do szpitala na operacje kolana, nigdy takiego czegoś nie przechodziłem więc byłem przerażony jak cholera, oczywiście łóżek masa ale w sali nikogo oprócz mnie co w sumie było mi na rękę, niestety nikt nie był łaskawy chociaż przez jeden dzień mnie w nim odwiedzić (byłem tam 4 dni) po operacji odwieźli mnie na specjalną salę po zabiegową leżałem tam cały czas podłączony do kroplówki i patrzyłem się w sufit, tak leżałem i łeżałem znaczy się nie, przez trzy pieprzone dni zwijałem się z bólu nawet leki przeciwbólowe nic nie dawały, pomyślałem sobie jedno, rodzina dla mnie nie istnieje to zwykłe śmiecie które uważają mnie za pasożyta, nie miałem/nie mam dla nikogo żyć sam widok na wspólokatorów którymi zajmowały się troskliwe dziewczyny przyprawiały mnie o maksymalny poziom zdenerwowania że wyrwałem z całej siły kroplówkę po czym krew wytrysnęła mi z dłoni, było mi wszystko obojętne leżałem sobie i tak sobie dekorowałem białą pościel czerwonym winem bo i tak nikt nie zwracał na to uwagi a pielęgniarek nie było...
Kiedy już zaczęło mi się kręcić w głowie, to w końcu wezwałem jedną z nich i niczym zdziwiona nie pytała. założyła mi opatrunek, po wyjściu z szpitala pojechałem do domu (co nie sprawiło że poczułem się lepiej) czemu ? otóż problem polega w tym że moja rodzina jest tak samo popierdolona jak ZuS wedłuch nich nawet człowiek z amputowaną nogą mógłby po trzech dniach chodzić o własnych siłach, oczywiście próbowałem i próbuje chodzić o tych nieszczęsnych kulach ale po 15-20min ból w kolanie się tak nasila że musiałem raz wracać z toalety przesuwając się na podłodze, oczywiście jak to zobaczyli to ci pseudo rodzice to zaczeło się od tego że jestem leniwym człowiekiem i udaje... no kurwa mać... szczerze po tym cały zaczeły się bardzo ostre kłótnie i padły słowa do mnie których nie będę powtarzał gdyż po nich stwierdziłem że nie mam już rodziny,
a jak tam moje sprawy miłosne ? czy jest tak kolorowo ?
Otóż nie... 19lat żadnej dziewczyny, nawet takiej na obrazku... był pewien raz kiedy poznałem pewną dziewczynę problem w tym że ona miała chłopaka, mojego najlepszego kumpla, czyli problem x2...
zawsze pisaliśmy ze sobą na Facebooku, jako jedyna była dla mnie miła zawsze pisaliśmy o wszystkim i o niczym kiedy w końcu umówiliśmy się na wyjście plażowe (to było przed operacją) z jej chłopakiem to stwierdziłem
że może będzie okej, wskazali mi miejsce do którego mam podjechać i powiedzieli że po mnie przyjdą, no dobra kiedy nastał ten dzień to miałem lekko strach gdyż rzadko gdzieś wychodzę do ludzi, kiedy już dotarłem to poczekałem na nich na przystanku tramwajowym i po jakiś dziesieciu minutach przyszli, jak wtedy spojrzałem na nią to tym bardziej potwierdziło się że jestem w niej zakochany lecz tu nie chodzi o jej wygląd miała charakter kobiety której poszukiwałem... po udanym dniu na plaży chciałem jeszcze raz ją zobaczyć ! w głowie mi się kłebiło jak tego dokonać ?! pomyślałem w końcu może by tak zorganizować jakiś wypad choćby na namioty? w końcu są wakacje, nic mylnego... na samą propozycję była tak szcześliwa gdyż jej chłopak rzadko ją gdzie kolwiek zabiera i przeważnie siedzi przed komputerem, postanowiła wszystko zorganizować jedzenie,namioty dosłownie wszystko jedynie co wziełem też trochę swojego prowiantu, namiot i spiwór którego zabroniła mi brać bo mówiła że bedziemy spac wszyscy w jednym namiocie ja,ona,jej chłopak i siostra chłopaka troche byłem tym zniesmaczony ale namiot i tak wziąłem przydał się w końcu jako magazyn na prowiant pierwszy dzień dzień był ogólnie taki że cały czas siedzielismy w namiocie i gralismy różne gry. no ok ale kiedy przyszła noc i spałem dosłownie obok nie gdzie ona była odwrócona do mnie a z drugiej strony siostra kolegi nie pozostało mi nic innego jak przyglądać się w strone hadesu czyli patrzałem w ziemie, później gdy nieco troche sie otworzyłem to było troche weselej reszta dni nie była jakaś szczegółowa przebiegała tak samo, najważniejsza była ostatnia noc wszyscy kładą spac kumpel jeszcze gasil tylko ognisko a jego siostra juz dawno odwrocona do ściany namiotu spała, nagle leże odwrócony tym razem normalnie do dziewczyny kolegi, poczym poczułem takie "chuchanie" prosto mi w twarz przyglądam się i ona się na mnie patrzy ciężko określić jakim wzrokiem, mieliśmy od siebie jakiś 1cm odstępu miałem ochotę ją pocałować ale z drugiej strony po głowię chodziły mi myśli że jak ja mógłbym kumplowi w twarz spojrzeć ? szybko dałem nura w spiwór i zasnąłem...
Potem nic nadzwyczajnego powrót do domu i rozpakowanie gratów, po jakiś 3dniach zacząłem się z nia kłócić nie pamietam już o co ale to już była ta chwila w której popełniłem największy błąd w swoim życiu... powiedziałem jej wszystko o tym co czułem na namiotach i wyznałem jej miłość, ale też powiedziałem że mi jest głupio że względu na kumpla... mimo pewnośći że to wyznanie ma 0% sznas powodzenia gdzie też tak było bo, niby jej sie zrobiło miło i poprawił humor lecz chciała przy nim zostać, wiedziałem że zostanę odrzucony mimo to boli... w życiu już się nie podejmę wyznawania uczuć żadnej kobiecie to nie ma w sumie sensu, bo co ja taki mogę zaoferować ? nic...
a pocieszanie mnie słowami "nie ma co szukać na siłę miłość sama się znajdzie" sprawiają że mój ból jest coraz większy, ja nie chcę już czekać... co mam znaleść sobie kobiete z litości w wieku 40 lat ? proszę was... predzej zdechnę ale w sumie kiedy już przy tym jesteśmy to pora przejść do ostatniego rozdziału tej głupiej podróży która prawdopodobnie jest napisana chaotycznie i bezsensu.
Podsumowując rodzina już dla mnie nie istnieje, depresja z powodu samotności oraz ponadprogramowo problemy szkolne gdyż grozi mi poprawka, tak więc jutro "rodzice" jadą na domki i bedą za jekieś 2-3tyg. gdzie ja się zadeklarowałem że zostanę sam w domu, stwierdziłem że jestem zbyt słaby żeby tak od razu zasnąć tak więc zacznę od przestania zażywania medykamentów i zastrzyków oraz zmiany opatrunku do czasu aż mój organizm na tyle się wyniszczy że będę zdeterminowany to skończyć.
Ogólnie dziękuje wszystkim którzy poświecili choć chwilę na przeczytanie tego chaotycznego tekstu oraz za wszelkie błędy ortograficzne, myślałem przez jakieś 2godziny jak to napisać
Pozdrawiam i przepraszam za pisanie tutaj