Dzień dobry.
Sama nie wiem od czego zacząć. Jestem w związku od 1,5 roku. Mam 29 lat. Mój chłopak w weekendy nadużywa alkoholu. Właściwie było tak od samego początku, ale myślałam, że się zmieni. Przez jego wybryki i niekontrolowane picie już dwa razy stracił pracę. Ma dużo szczęści bo błyskawicznie znajduje nową. Mój chłopak mieszka sam, już dawno myśleliśmy o tym żebym się wprowadziła, ale nie wyobrażam sobie ciągłych kłótni w każdy weekend. Nieraz bywało że byłam u niego przez weekend, wychodził na 10 min z psem albo do sklepu, wyjścia mu sie przedłużały i wracał do domu wcięty, lub wręcz pijany. Wcześniej miałam pracę, gdzie musiałam pracować co drugi weekend, więc wtedy juz popuszczał sobie na całego. Czułam si strasznie wiedząc że ja jestem pracy,a on gdzieś wychodzi i pije, zaczęłam być zazdrosna, wydaje mi się że to normalne ale on twierdzi, że to chorobliwa zazdrość. Kolejna rzecz to pieniądze. Mój chłopak przepuszcza je w nieodpowiedzialny sposób, często zaczyna brakować mu na życie ja wtedy kupuje ciągle jedzenie dla dwóch osób, wiele razy kupowałam mu jakieś ciuchy żeby wyglądał jak człowiek, czy codzienne kosmetyki. Nie mówie już o wyjściu gdzieś razem, kino itp- za wszystko muszę zapłacić. Drugi rok z rzędu żadnych wakacji, nawet wypadu na weekend. Mój chłopak uważa że jestem materialistką, że nie rozumiem jego sytuacji, ale jak komuś przychodzi ponad 1000 zł za mandaty za spożywanie alkoholu, albo idzie i traci jednego wieczoru 300 zł i więcej na alkohol, to wtedy się da ale żeby wyjść z dziewczyną to już nie. Non- stop się kłócimy. Czuję się lekceważona przez niego, boli mnie to ż co weekend musi gdzieś się szlajać z kolegami, czasem się zastanawiam czy specjalnie wcześniej nie kłoci się ze mną żebyśmy nie widzieli się w weekend, i żeby miał wolna rękę. Boję się też że mogą być tam z nimi wtedy jakieś dziewczyny, w końcu jaką mam pewność oprócz jego zapewnień że nie? Ostatnio trzy razy pod rząd nie przyjechał do mnie w niedzielę, stwierdzając,że nie ma ochoty słuchać pretensji pod swoim adresem, bo ja nie mogę żyć bez kłótni (poinformował mnie o tym przez tel. np w momencie kiedy już miał jechać i ja np czekałam z obiadem:()Czy ja przesadzam? Gdzie robię błędy? Kocham go ale nie jestem szczęśliwa z tym wszystkim, do tego dochodzi strach przed samotnością:(
Czekam na Wasze opinie
Podobne tematy
Nie, nie kocha Cie!
bo nie potrafi kochac
z tego co piszesz mozna wnioskowac, ze jest alkoholikiem. I nie pokocha Cie nigdy poki nie upora sie z nalogiem.
Dziewczyno czy tam kolo Ciebie nie ma matki, babci, madrej ciotki?
Moja matka nie interesuje się moim życiem ani moimi sprawami, zresztą nawet w sporadycznych przejawach zainteresowania nie mogę liczyć na jej pomoc, poradę, bo sama jest po nieudanym małżeństwie gdzie do tej pory nie ułożyła sobie życia, i częściej mi zdarzało się jej matkować. Ojciec mieszka za granicą, nie mam z nim najlepszych relacji,a już na pewno nie mogę zwrócić się do niego z problemami sercowymi (ani z żadnymi innymi). Boje się zostać sama, znajomych zostało mi jak na lekarstwo, każdy ma swoje życie, sprawy, a ja co praca dom, i przepłakane weekendy.
Odnośnie wcześniejszego wpisu, dodam jeszcze że wcześniej mój chłopak próbował naprawiać swoje błędy, teraz jak się pokłócimy to ja wyciągam pierwsza rękę. Ostatnio stwierdził że jak chcę to możemy się rozstać. Póżniej powiedział żęetak sobie jedynie głupio zażartował. Może jestem przewrażliwiona ale nie bawią mnie takie żarty, szczególnie że nie jestem przekonana czy to żart, bo z tego co widzę to jak się nie widzimy to on chyba nie tęskni. Pokłóciliśmy się w zeszłą niedzielę, to od tego czasu dostałam od niego jednego smsa. Tłumaczy ię zawsze tym że przecież nie ma nic na karcie, ani będzie od kolegów brał i dzwonił. I nie będzie przyjeżdzał jeśli nie wie czy otworzę mu drzwi. On uważa żę ja mu daje takie kary, i jego sposobem jest chyba przczekać moją złość. Kiedyś tak nie było, ale teraz to ja dzwonię żebyśmy sie pogodzili.Wiem że pewnie omyślicie że się nie szanuję, ale nie za bardzo radzę sobie z tą sytuacją. Może gdybym nie czuła si taka samotna, to łatwiej byłoby mi odejść i przetrwać ten najgorszy okres. Boję się też że nie poznam już nikogo, a najbardziej że skończe jak swoi rodzice,którzy nigdy na stałe nie ułożyli sobie ponownie życia:(
Moja droga, jestes uwiklana w ta toksyczna znajomosc. I nie wyniknie z niej nic dobrego, bo Twoj chlopak nie rokuje.
Powinnas odejsc od niego i omijac lukiem na kilometr.
Co to znaczy " boje sie zostac sama?"
Zniszczysz sobie zycie jak z nim zostaniesz!!!
Czy uslyszalas te slowa juz od kogos?
Popieram Sonie,na takich trzeba zastosowac terapie szokową,pokazac,ze nie są panami i wladcami,i ze nie jest sie na ich każde zawołanie. Twoj chlopak ewidentnie jest uzalezniony,to nie jest typowy meski pociąg do wychodzenia z kumplami na piwo dla umilenia czasu,to nałóg,na ktory potrafi wydawac pieniadze i poswiecac czas- dla Ciebie tego nie poświęca, czyli jestes mniej wazna od kieliszka. Osobiście nie wyobrazam sobie przepic 300 zlotych...
Wydaje mi sie,ze on Cie nie kocha. Sama zobacz jak sie do Ciebie odnosi. Czas,jaki jestescie razem nie jest jakis rekordowy,a on juz pokazuje swoja nature.. Moze to sygnał bys uciekala.. Chyba ze chcesz zmarnowac sobie zycie,nigdzie nie byc,nic nie zobaczyc bo on woli na alkohol. Pomysl o dzieciach...
Po pierwsze, weź kartkę papieru i spisz wszystkie wady swojego partnera. Oczywiście plusy też dodaj
. Potem sobie uświadom, że żyjesz z alkoholikiem i jesteś współuzależniona. Potem uświadom sobie, że jak będziesz w tym tkwić, to twoje życie tak będzie wyglądać. Potem uświadom sobie, że życie mija i nikt ci już tych lat nie odda. Potem uświadom sobie, że jak ty o siebie nie zadbasz, to nikt inny tego nie zrobi.
Właściwie było tak od samego początku, ale myślałam, że się zmieni.
No myślałaś. I co? Minęło 1,5 roku i się nie zmienił. Zamierzasz "myśleć, że się zmieni" przez kolejne lata? Niby dlaczego on miałby się zmienić? Picie sprawia mu przyjeność, jak widać nie przeszkadza w posiadaniu dziewczyny - on nic nie będzie zmieniał, bo jest w bardzo wygodnej sytuacji. Myślisz, że każdy jest taki empatyczny, żeby się przejmować tym co czuje druga osoba i że jest niezbyt szczęśliwa?
Zobacz jak pięknie powielasz życiorys swojej matki(brak umiejętności wyboru właściwego partnera, stawiania granic, oczekiwania szacunku). Jak przekładasz na obecny związek nawyk matkowania (przedtem matce, teraz jemu). On zapewne też realizuje model związku swoich rodziców. Skąd niby u was ma się wziąć jakaś "zmiana"?
Co Ci daje ten związek?
Jeśli tak będą wyglądały kolejne lata to czy będziesz w tym związku szczęśliwa?
Nie chcesz się nawet do niego przeprowadzić - po co więc ciągniesz coś, co nie ma w perspektywie wspólnego życia? No tak, Ty "myślisz, że się zmieni". Ale może skończ myśleć i zacznij obserwować fakty i wyciągać z nich wnioski.
Możesz go kochać, ale co Ci po miłości, z której nie może być szczęśliwego związku i rodziny?
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
Zdaję sobie sprawę że moje nieudane związki (bo w innych też było coś nie tak) mają źródło w moim rodzinnym domu. Mój ojciec nigdy nie był nigdy dobrym mężem, ani ojcem. Matkę kompletnie lekceważył albo krytykował na każdym kroku. Wątpie by kiedyś zastanawiał się nad tym co ona czuje, myślę że ona też mogła wyładowywać swoją frustrację na mnie. Ojciec nigdy nie dał mi do zrozumienia że mnie nie chce, ale zawsze był daleko, jak już się widywaliśmy to też był skupiony na sobie, nie na mnie i moich potrzebach. Dodatkowo ciągle nas tyranizował, i wszystko uzależnione było od jego chwiejnych humorów.
Zauważyłam że wybieram sobie nieporadnych facetów, którym próbuje matkować i pomagać, brać odpowiedzialność za ich życie a oni po jakimś czasie zaczynają mnie źle traktować, albo lekceważyć, i ciągle czuje ich niewdzięczność bo przecież tak się starałam (za dwoje) żeby było nam dobrze.
Nie jest łatwo usłyszeć że "on Cię nie kocha", wolałam sobie tłumaczyć to tym że on ma problemy ze sobą, i stąd ta niedojrzałość do związku, pomimo chęci.
Nad rozstaniem myślałam już nie raz, powstrzymywał mnie przed tym samotność, cały czas aktualne uczucia, i nadzieja na lepsze jutro.Dziękuję za opinie, pozdrawiam.
Nie jest łatwo usłyszeć że "on Cię nie kocha"
zarowna ja jak osoby ktore pisaly pozniej probowalysmy wylac na Ciebie wiadro zimnej wody...stad te ostre slowa. aby postawic Cie do pionu.
To nie tak, ze on CIEBIE nie kocha. Nie bierz tego do siebie. On nie jest w stanie NIKOGO pokochac- bo jest uzalezniony i w jego zyciu jest na pierwszym miejscu alkohol.
Piszesz o rodzicach, pewnie nawalili i nie dali Ci podstaw, ktore inni wynosza z domu rodzinnego w posagu. Ale nie zwalnia Cie to do pracy nad soba, masz 30 lat, czas najwyzszy nie ogladac sie na rodzicow, schowac do kieszeni zale do matki i ojca i zaczac prace nad soba...nad poczuciem wlasnej wartosci.
Powiem Ci wiecej, jesli dzisiaj tej lekcji nie przerobisz, to kiedys za 10, 20 lat przyjdzie Ci i tak przerobic, ale wtedy bedzie duzo, duzo trudniej.
Poczytaj sobie historie kobiet 40, 50 letnich ktore tkwia w takich zwiazkach, malzenstwach- gdzie jeszcze w to wszystko sa uwiklane dzieci...tragedia.
Jesli moge Ci poradzic , niew iem w jak duzej miescowosci mieszkasz, ale poszukaj terapii, grupowej, indywidualnej dla DDA..zacznij cos robic z soba..cale zycie przed Toba...i najpiekniejsze lata 30 u kobiety ![]()
Jest taka strona Piękna Miłość prowadzona przez dwóch psychologów, ostatnio uruchomili kurs odkrywania swoich wzorców miłości i związków, który mozna kupić za pare złotych. Moze ci sie przyda, ja sobie robię.
Wiesz, co pomyslalam, jak przeczytałam pierwszy post? Ze bardzo, bardzo mało wymagasz od związku i partnera i ze nie cenisz siebie. Duża masz cierpliwość, nie sądziłabym, ze mozna tyle wytrzymać.. I jeszcze pytasz, czy przesadzasz. ![]()
Nigdy nie rozumiałam tez kwestii strachu przed samotnością. Przecież dzięki internetowi tak łatwo mozna kogoś poznać, świat teraz to globalna wioska. Na świecie jest ileś tam bilionów ludzi. Na czym wiec ten strach polega, mozesz wyjaśnić? Ze ich zabraknie?
Hmm, brakuję mi postu Uciekającej Amy, może ona dotrze do Twojej główki ![]()
Popieram wyżej wymienione dziewczyny, bo w sumie nie ma już co tu dodawać.
Ciekawie brzmi ten kurs, nie miałam pojęcia o czymś takim, na pewno odwiedzę strone.
Nie jest mi łatwo poznawać nowych ludzi, z wiekiem stałam się introwertyczką, i trudniej nawiązuję kontakty. Jestem obecnie zalogowana na dwóch portalach, gdzie można kogoś poznać, chociaż doświadczeń nie mam dobrych jeżeli chodzi o tą formę zawiązywania znajomości. Wymagania to ja akurat mam tyle że mój chłopak ich nie respektuje. Wiele razy stawałam na głowie żeby wszystko wyprostować co się zepsuło, i była to za każdym razem walka z wiatrakami. Nie jestem idiotką, na pewno zauważyłabym u innych dziewczyn/kobiet że chłopak postępuje nie fair, czy że je wykorzystuje, ale u siebie.. cóż widocznie nie chciałam tego widzieć.
Mój chłopak nie odzywa się aktualnie do mnie, jest przed wypłatą zapewne nie ma nic na koncie, co jest wygodnym wytłumaczeniem. Na zarzuty z mojej strony reaguje tak że mówi że nie będzie dzwonił i się ośmieszał, skoro ja nie odbieram ani nie odpisuje (gdy były jakieś ostrzejsze kłótnie, chciałam żeby bardziej się wykazał) i że to ja mam się zastanowić czy chcę być z nim, a nie że jak mam widzimisię to nie widzimy sie ze sobą przez dłuższy czas. Bez krępacji bierze ode mnie pieniądze na różne rzeczy, oddaje ze zwłoką a czasem w ogóle, na moje pretensje oznajmia że jestem materialistką, że mu wypowiadam i że to nie jego wina że nie jest księciem
z bajki. Na moje prośby żeby wyjść do kina, ciągle mówi że "pójdziemy", oczywiście nie potrafi odpowiedzieć kiedy. Powinnam zrozumieć, bo przecież wiem jaka ma sytuację, ewentualnie mogę mu pożyczyć (czyli tyle samo co mu postawić). Jego ojciec był alkoholikiem, nie za bardzo spełnił swój obowiązek ojcowski, zmienił się gdy zachorował, wtedy zaczął na okrągło potrzebować towarzystwa syna, no bo matkę wykończył już wcześniej. Na swojego ojca nie da złego słowa powiedzieć, ideał rodzica tylko zamiast wychowywać syna wolał pić na umór z kolegami. Wydawało mi sie że po cięższych przeżyciach, czasem człowiek dostrzega więcej i jest dojrzalszy.
Rozglądam się za możliwością terapii, na razie wszędzie, gdzie pytałam masakrycznie długi czas oczekiwania (np 24 listopad), a prywatnie nie dam rady finansowo.
Zapisz się wiec na listopad, moment zleci.