Hm od czego by tu zaczać
Wiec . 25 letnia dziewczyna kiedys spotykala sie z facetem, nasza znajomosc byla przepiękna 2 letni zwiazek dobry seks
pozniej mala klotnia... i raptem przeprowadzka i urywanie kontaktu.
po 5 latach, widze go, dziewczyna(nie zona) male dziecko, ten błysk w oku.
zaczepil mnie tydzien pozniej na ulicy, byl, sam. zaproponowal spotkanie, rozmowa, usmiechanie sie, żalenie sie mi, ze wpadl z 19 letnia gowniara, jaka ona nie dorosla, nie zaradna. Kocha i nie wypiera sie syna.
Pozniej po 10 spotkaniach na "pogaduchy"
zaprosil mnie do domu, wino, dobry film... na koncu wyznal mi, ze jak sie dowiedzial ze wrocilam do domu znowu jego uczucia sie odnowiły. Opieralam sie, pozniej... co do czego, namiętny, ostry seks. Pózniej napierał na deklaracje z mojej strony abym powiedziala mu czy nie znajde sobie zadnego faceta, poniewaz on chcialby zostawić tą 19 letnia dzierlatkę, a synowi płacic alimenty. Deklaracje po to - "bo boi się że on zostawi wszystko dla mnie, a ja znajde sobie innego" szczerze mówiąc brzmi to kosmicznie dla mnie ale ok, Nie rozumiem tego dokonca. W niedziele... to wszystko sie działo...
do dziś żadnego smsa, zadnego telefonu.
postanowilam do niego zadzwonić, a on na to ze nie moze rozmawiać "zabardzo" ponieważ jest w pracy.
nie wiem co o Tym mysleć. Dziwnie sie czuje, jakby zraniona, nie rozumiem tego...
dzis zobaczylam go na ulicy, jechalam samochodem on mnie tez zauwazyl, ale jakby "spojrzał dalej."
KOCHANI co to ma wszstko znaczyć? wytłumaczcie mi to?