Witam wszystkich serdecznie ![]()
Dość długo bije się z własnymi myślami i nie wiem jak powinnam postąpić dlatego stwierdziłam że forum gromadzi dużo ludzi którzy w jakiś sposób pomogą, podpowiedzą a może i skrytykują co i pozwoli otworzyć oczy na niektóre sprawy.
Może zacznę od tego że jestem 31 letnią kobietą która od 7 lat jest w związku. Nie jestem mężatką ani nie mam dzieci. Dwa lata temu mój partner miał romans przez 2 miesiące, dzięki temu że coś mnie tknęło wykryłam to bo on nie przyznawał się do zdrady. Zakończył ją i stwierdził że chce być tylko ze mną - wybaczyłam. Od tamtej pory związek zmienił się a moje uczucia już nie były takie jak wcześniej. Dwa miesiące temu mi trafiła się noc zapomnienia.. zdradziłam. Wyrzuty zżerały mnie przez dwa dni bo potem przyznałam się do zdrady. Wybaczył z racji tego (jak to sam stwierdził) sam ma za sobą skok w bok. Jednak od czasu zdrady która była jednorazowym wybrykiem coś we mnie pękło... mój partner przestał mnie interesować. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, całować, nawet przebywać w tym samym miejscu co on. O seksie nie ma mowy bo mam zerowy pociąg co do jego osoby. Dodatkowym punktem mojego zachowania jest fakt że mój partner jest wiecznie zapracowany, a gdy nie pracuje to zajmuje się sobą (siłowania, basen kumple). Chciałam zaznaczyć że nie mam romansu więc osoba trzecia nie ma wpływu na moje zachowanie. Przez te wszystkie lata byłam od niego uzależniona - on pracował, ja zajmowałam się domem.
Co myślicie o moim zachowaniu? Przestałam kochać? Co powinnam zrobić?
Podobne tematy
Jeśli kochałaś, to nie przestałaś tak nagle - z pewnością. Rzeczywiście Twoje odczucia są dziwne, skoro był to jednorazowy skok w bok (wiesz taki fizyczny i nic po tym incydencie nie pozostało oprócz fakty, że miał miejsce) no, że chyba .........................?
Nie przestałam kochać z dni na dzień, moje uczucie wygasało powoli ale moja zdrada przyśpieszyła to wszystko.
= Rzeczywiście Twoje odczucia są dziwne, skoro był to jednorazowy skok w bok (wiesz taki fizyczny i nic po tym incydencie nie pozostało oprócz fakty, że miał miejsce) no, że chyba .........................?
Nie łączyło i nie łączy mnie nic z facetem z którym zdradziłam obecnego partnera.
Myślę że nie odejdziesz od niego, skoro nie pracujesz i boisz się samodzielności finansowej.
Serio - osobiście nie rozumiem jak 30-letnia kobieta może nie pracować.
Co myślicie o moim zachowaniu? Przestałam kochać? Co powinnam zrobić?
Czy przestałaś kochać sama wiesz najlepiej. Twoje zachowanie wygląda na wypalenie. To że Twój facet Cię zdradził jest fatalne, to że Ty również go zdradziłaś jest dowodem, że ten związek już dawno przestał istnieć tylko potrzebował "potwierdzenia" w czynach ;/
A zachowanie? Cóż obojętność i nicość. Co zrobić? Jak można ciągnąć związek kiedy jedno drugie ma głęboko w du...?
sama powinnaś najlepiej wiedzieć co czujesz, nikt nie siedzi w Twojej głowie.
Jeśli przestałaś kochać to odejdź. A czas pokaże...
Witam wszystkich serdecznie
Dość długo bije się z własnymi myślami i nie wiem jak powinnam postąpić dlatego stwierdziłam że forum gromadzi dużo ludzi którzy w jakiś sposób pomogą, podpowiedzą a może i skrytykują co i pozwoli otworzyć oczy na niektóre sprawy.
Może zacznę od tego że jestem 31 letnią kobietą która od 7 lat jest w związku. Nie jestem mężatką ani nie mam dzieci. Dwa lata temu mój partner miał romans przez 2 miesiące, dzięki temu że coś mnie tknęło wykryłam to bo on nie przyznawał się do zdrady. Zakończył ją i stwierdził że chce być tylko ze mną - wybaczyłam. Od tamtej pory związek zmienił się a moje uczucia już nie były takie jak wcześniej. Dwa miesiące temu mi trafiła się noc zapomnienia.. zdradziłam. Wyrzuty zżerały mnie przez dwa dni bo potem przyznałam się do zdrady. Wybaczył z racji tego (jak to sam stwierdził) sam ma za sobą skok w bok. Jednak od czasu zdrady która była jednorazowym wybrykiem coś we mnie pękło... mój partner przestał mnie interesować. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, całować, nawet przebywać w tym samym miejscu co on. O seksie nie ma mowy bo mam zerowy pociąg co do jego osoby. Dodatkowym punktem mojego zachowania jest fakt że mój partner jest wiecznie zapracowany, a gdy nie pracuje to zajmuje się sobą (siłowania, basen kumple). Chciałam zaznaczyć że nie mam romansu więc osoba trzecia nie ma wpływu na moje zachowanie. Przez te wszystkie lata byłam od niego uzależniona - on pracował, ja zajmowałam się domem.
Co myślicie o moim zachowaniu? Przestałam kochać? Co powinnam zrobić?
Postanowilem tu wtracic sie poniewaz przeczytalem co co mnie zaszokowalo, na co zwrocila uwage sedzia, kiedy kiedys bralem rozwod:
"Dodatkowym punktem mojego zachowania jest fakt że mój partner jest wiecznie zapracowany"
Otoz pierwsze partner sie stara, pracuje to kobieta powinna to docenic, zdanie autorki jest tutaj szokujace, oczywiscie ogolnie cierpi tutaj ona na "brak czasu" ze strony parntnera z powodu i innych zachowan ale jesli pisze ze jej zachowanie wynika z zachowania partnera to oznacza tylko ze przenosi wine z siebie na niego. Niestety ale za swoje zachowanie i to co sie dzieje w ich malzenstwie odpowiada ona, z uwzglednieniem tego ze "partner" nie ma czasu bo "zajmuje sie" soba. Mamy tu klasyk bo oslabienie wiezi jest wynikiem braku czasu dla siebie obojga, braku zainteresowania (ale nie praca jest tego bezposrednim powodem) czego dowodem sa obopolne zdrady. Natomiast powiedzenie ze z powodu pracy jest oslabienie wiezi to tylko osmiesza taka osobe (np. przed sadem) poniewaz jest wiele sposobow radzenia sobie z taka sytuacja sama w sobie a pracowac trzeba.
Niestety albo stety w zyciu "poza miloscia" jest jeszcze odpowiedzialnosc, rozum. Kwestia czy sie da naprawic czy nie to kwestia uswiadomienia sobie danej sytuacji, zobaczenia mozliwosci i checi podjecia lub nie naprawy relacji. Jest to tez kwestia tego czy w zwiazku sa dzieci. Tutaj jest, obawiam sie, myslenie obojga tylko o sobie. Byc moze ze strony autorki wynika to z braku rozmow i dlugotrwalego oslabiania relacji. Ale co z tym wczesniej zrobila? Dlaczego sie na to godzila? W malzenstwie za relacjie odpowiadaja obie osoby, a jesli jedna je oslabia jakims konkretnym zachowaniem (za co mozna obarczy ja wina) to druga jak sie na to godzi to ponosi za swoja zgode rowniez oczywista wine.
Ktos tu kiedys pisal o ciotce, ktora jak jej maz chodzil na piwo z kolegami zaczela chodzi z nim. Dzis w swiecie obowiazuje jakis marazm, niechec do robienia czegokolwiek, zapatrzenie w siebie.
Dlatego mamy jak mamy.
Pomimo waszych odpowiedzi decyzje podjełam sama.
Rozstałam się z swoim facetem, podjęłam prace..
Teraz jestem niezależną i szczęśliwą singielką.
Pozdrawiam