Nie jestem gruba, nei jestem chuda, nie jestem brzydka, nie jestem piękna, nie mam idealnych nóg, ale nie mam tragicznych, jednak odkąd pamiętam wykańczały mnie kompleksy.
Nóg nie pokazywałam chyba nigdy. Bo "kropeczki", bo "czarne włoski", bo cellulit, bo białe, bo krzywe, bo nie takie kolana jakie być powinny.
Przeprowadziłam się do wielkiego miasta, w którym każdy nosi się jak chce. Zdałam sobie sprawę z tego, że nikogo nie interesuje to jak wyglądasz. Codziennie mijamy setki osób, każdy wygląda jak wygląda, niektórzy są piękni, niektórzy... nie. Pomyślimy o nich przez sekund kilka, a potem wracamy do swoich spraw myślami, zapominamy o tym, co widzieliśmy. ![]()
Przełamałam się. Zaczęłam pokazywać nogi. I gdzieś mam już te kropki, wrastające włoski i bladość (która jest coraz mniej rażąca, nogi oddychają, do tego pomogłam sobie balsamem bronzującym dla jasnej karnacji). Nie czuję się w 100% komfortowo, ale zaczynam lubić swoje ciało i już mniej przejmuję się tym, co ludzie powiedzą.
Dziewczyny jestem przeszczęśliwa, kiedy świeci słońce! Kiedyś płakać mi się chciało, że jest upał, a ja w długich spodniach. Potem zaczęłam nosić długie luźne kiecki, dzięki nim czułam się mniej głupio, a nogi oddychały, do tego było chłodniej niż w dżinsach. A teraz? Mam na siebie krótkie spodenki i zaraz wychodzę na miasto. A niech gadają, niech komentują, że ta dziewczyna ma brzydkie nogi, mam to gdzieś!
:):):)
Życzę Wam abyście potrafiły wyzbywać się kompleksów! To fajna sprawa!
Niech będę Waszą motywacją!
POZDRAWIAM wszytskie kobietki!