Witam Serdecznie,
Chciałem napisać o moich problemach w związku bo sam już sobie nie radzę, trafiłem tu przypadkowo ale wierze, że pomożecie ![]()
Jestem z moją kobietą 1,5 roku, poznaliśmy się w pracy, ale może od początku:
Ponad dwa lata temu przyjąłem się do pracy na jedno ze stanowisk w biurowcu, firma spora, produkcyjna. Był to najtrudniejszy etap mojego życia ponieważ byłem w związku 11 lat i dopiero co urodziła się moja córka. Niestety, całe 11 lat szlag trafił, kompletnie przestaliśmy się rozumieć, staliśmy się dla siebie obcy i w efekcie końcowym rozstaliśmy się, dziś płacę alimenty (nie będę się tutaj rozpisywał odnośnie przeszłości bo to już jest nieaktualne) W nowej firmie poznałem dziewczynę która pracowała w biurowcu, była bardzo miła, nasze relacje były bardzo fajne, postanowiliśmy być ze sobą. Dużo mi pomogła w moich problemach z przeszłością, zwłaszcza bardzo zależało/zależy mi na córce. Niestety jak się później okazało moja kobieta ma problem z alkoholem i imprezami, bardzo mi to przeszkadzało i przez tego typu tematy rozstaliśmy się, ona wróciła do swojego byłego z dawnych lat, dziś mają dziecko i mieszkają w Anglii. Kiedy byliśmy razem, przyjaźniliśmy się z naszą koleżanką z firmy, dużo o nas wiedziała bo jak mieliśmy problemy to ja i ona zwierzaliśmy się naszej koleżance. Wyszło tak że aktualnie jestem z naszą koleżanką której się zwierzaliśmy... Wiem co zaraz napiszecie, pies na firmowe dupy albo jeszcze gorzej. Nie moi drodzy, tak to się wszystko potoczyło, moim zdaniem tak właśnie miało być. Odnośnie mojego problemu. Jesteśmy już 1,5 roku, oboje wiemy że jesteśmy dwiema połówkami, bardzo się kochamy, często w tej samej chwili mówimy to samo, może to naiwne ale nigdy tak nie miałem... mnie to cieszy. Po tych wszystkich doświadczeniach które poznałem na mojej drodze uwierzyłem że spotkałem anioła. Rok temu pojechaliśmy do Chorwacji na urlop, tam się zaręczyliśmy, było cudownie. Potem planowaliśmy ślub, wszystko było dobrze ale ona powiedziała, że nie jest gotowa przez to co się dzieje... W sumie to ma rację bo od dłuższego czasu wszystko jest nie tak, sprawdzamy się kto do nas pisze, kto dzwoni, jest totalny brak zaufania... Jest masę podejrzliwości. Przypomnę tylko że razem pracujemy, widzimy się dość często. Z naszymi problemami byliśmy u psychologa ale niestety Pani okazała się kiepska w swojej profesi... Mam w sobie dużo żalu do niej, ona nie potrafi zadbać o mnie, ja śniadania do łóżka, róże a ona kiedy ja śpię nawet nie pomyśli o tym aby zrobić mi herbatę przed pracą a co dzień robi sobie kawę. Przy lusterku potrafi siedzieć godzinami (dosłownie). Moim dzieckiem z poprzedniego związku się nie interesuje, dopiero kiedy ja nawiąże temat, chwilę porozmawiamy. Założyliśmy wspólny interes który stoi na mnie, mieliśmy razem działać z rozkręceniem po czym słyszę że sprawy związane działalnością mam załatwiać sam, o wszystko muszę się prosić, mam już tego dość. Dla niej liczą się tylko studia na których jest, kot, lusterko i przyjemności. Uważa siebie za atrakcyjną kobietę, pewną siebie a ja przez te wszystkie problemy straciłem swoją wartość. Dodam że jest bardzo uparta i dumna. Jeśli chodzi o mnie to jestem nerwowy i szybko wybucham. Przez te wszystkie negatywne sytuacje potrafiliśmy się nawet szarpać, wyzywać... Jak sobie teraz przypomnę... ehhh... brak słów. Od jakiegoś czasu mamy kota, no cóż, kot ma lepiej niż ja. O niego dba, myśli o nim a ja czuję się gorszy, paranoja... Sam już nie wiem czy ja robię coś nie tak czy to wynika z naszych charakterów... Dodam, że bardzo ją kocham, nie ma chwili abym o niej nie myślał kiedy nie jesteśmy razem a ona może żyć i robić wszystko nie myśląc o mnie tak jak ja o niej. Teraz jak tak czytam co Wam tutaj napisałem to brzmi to trochę dziecinnie ale ja naprawdę czuję się gorszy. Doradźcie coś. Oboje jesteśmy po trzydziestce z hakiem ![]()