Witam. Mam problem z narzeczonym. Jesteśmy razem od ponad 2 lat, zaręczyliśmy się pół roku temu, ślub mamy zaplanowany na czerwiec przyszłego roku. Od momentu jak zamieszkaliśmy razem czyli kilka tygodni temu to on bardzo się zmienił. Przed znajomymi i moją rodziną, która bardzo go lubi udaje super opiekuńczego, troskliwego i kulturalnego i taki poza kilkoma sytuacjami zawsze był. Od momentu zamieszkania razem zrobił się opryskliwy, chamski i nieco agresywny. Dużo rzeczy zaczęło mu przeszkadzać ostatnimi czasy, stał się też zaborczy i doszło do tego, że ostatnio nie pozwolił mi iść na wieczór panieński do mojej koleżanki bo na takich wieczorach dużo się dzieje. Kilka razy zostałam zjechana z góry na dół gdy robiłam coś nie po jego myśli, jak przyznał zawsze mam konsultować wszystko z nim. Szkoda, że on nie konsultuje ze mną od pewnego czasu niczego. W ciągu tego miesiąca doszło już do kilku mocnych kłótni, w których nie przebierał w słowach. W sobotę pojechałam z moją koleżanką, nie było mnie może z 3 godziny a ten był wściekły cały weekend.
Jak mówiłam ostatnio mojej koleżance o jego zachowaniu to chyba mi nie uwierzyła. Powiedziała, że to niemożliwe i chyba przesadzam. Gdzie on mógłby się tak zachowywać a jeżeli już to może miał gorszy dzień. Moi rodzice go uwielbiają, bo przy nich zachowuje się idealnie, pomaga mojemu ojcu w różnych pracach, jest uczynny, miły a mnie przy nich traktuje jak królewnę.
Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że on ma 2 twarze. Mnie omotał swoimi nienagannymi manierami, swoją troskliwością, kulturą a teraz powoli wychodzi na to, że wcale nie jest taki jak go postrzegałam i jak go postrzega moja rodzina.
Moja przyjaciółka powiedziała mi, że tacy goście to psychole. Potrafią świetnie grać,manipulować i zrzucać winę(coraz częściej mnie obwinia o wszystko) na drugą osobę i co ważne nikt z otoczenia nie wierzy w wersję 'ofiary'.
Nie wiem co robić, bo go strasznie kocham i nie wyobrażam sobie bez niego życia a z drugiej strony odczuwam taki wewnętrzny niepokój, że będzie coraz gorzej.