Jakie macie zdanie na temat dzieci z patologicznych rodzin (alkoholików)? czy zwykle idą w ślady rodziców i mają tak zwaną żyłkę do wódki? Czy unikalibyście kontaktu z takimi osobami? mnie osobiście bardzo się nie podoba , gdy dziewczyna potrafi wypić 8 piw czy niewiadomo ile wódki , odrzuca mnie to.
Podobne tematy
Nie unikałabym kontaktu, ponieważ nikt nie może zostać potępiony z powodu rodziny, której się nie wybiera. Można zawsze pójść w ślady albo wręcz przeciwnie -zostać abstynentem lub napić się od czasu do czasu , ale z umiarem. Wydaje mi się, że dzieci, które doświadczają nędzy czy innych problemów wyrastają na ambitnych, zaradnych ludzi w większości. No nie wiem, takie mam przekonanie. Oni wiedzą i widzą jak to jest dotknąć dna, dlatego sami nie chcą aby ich życie było takim koszmarem jaki Im zafundowano w okresie jakże trudnego dzieciństwa.
Ja jestem z takowej rodziny . Ojciec pił ,bił i wyzywal,ale to nie świadczy o tym ,że ja też tak robię ,bo jest wręcz przeciwnie. Nie pije prawie w ogóle (tylko okazjonalnie) . Jestem po studiach , pracuje ,mam meza i corke ..Mojemu dzieckiem chce dac życie jakiego nie miałam i dac jak najwięcej miłości . Niestety truma z dzieciństwa została .. Jestem BARDZO nerwowa i muszę brać sporo tabletek uspokajających .. Więc to ,że ktoś jest z rodziny patologiczne nie świadczy o tym ,że nie może normalnie funkcjonować w społeczeństwie .. Jestem osoba normalną a to ,że miałam takiego ojca to nie moja wina . Rodziny się nie wybiera ..
jestem synem alkoholiczki,
wszystko i wszyscy byli dla niej zawsze mniej ważni od jedynego hobby: wódki,
zdarzało mi się konformistycznie z grupą znajomych upić w czasach licealnych i studenckich, zaliczałem cotygodniowe wypady do pubu, domówki, ławka w parku też służyła nam do konsumpcji trunków,
nigdy nie przesadzałem, nigdy nie miałem problemu z samodzielnym dotarciem do domu, nie robiłem niczego nagannego, również z racji względnie niewielkich dawek, jakie przyjmowałem,
potem wyrosłem z tego i coraz trudniej było namówić mnie nawet na piwo,
obecnie, od paru lat mam coraz większy wstręt do alkoholu i innych tego typu narkotyków,
najprawdopodobniej nie tknę już nigdy żadnej substancji wprowadzającej w stan otępienia, odrzuca mnie niesamowicie,
co jednak powoduje pewien uszczerbek na życiu towarzyskim,
moja najlepsza przyjaciółka - DDA po całości, wspaniała kobieta, żona i matka - zero zaobserwowanych ciągot do alkoholu,
sporo znajomych takoż,
więc jeśli ktoś uogólnia lub jedzie na stereotypach, że dziecko pijaków na pewno nie uniknie nałogu, to rodzi to we mnie bunt przeciwko takim poglądom,
ale nie chce mi się nikogo prostować, opowiadać o swoich doświadczeniach or sth.
Zgadzam się z tym, że nikt nie wybiera sobie rodziny, z której pochodzi, problem polega tylko na tym, że rzeczywiście takie osoby często, mniej lub bardziej świadomie, przenoszą pewne wzorce. Czasami my, pochodząc z rodzin dobrze funkcjonujących, też nieświadomie powielamy nawet coś, co nam się u rodziców nie podoba.
Znam bardzo skrajne przypadki. Znam dziecko z rodziny typowo patologicznej, które zachowuje się dokładnie tak jak jego rodzice: wyciąga rękę do opieki społecznej, pije, nie pracuje. Znam też dziewczynę, która pracuje, stanęła na nogi, ma męża i dwójkę fajnych dzieci. Nie ma reguły.
Nie znajdziesz reguły. Nie widzę powodu, żeby ograniczać kontakty z takimi osobami, wręcz przeciwnie, jeśli są to osoby, które walczą z pewnymi obciążeniami, uważam, że należy im pomóc, jeśli jest to w naszej mocy. A pomóc najlepiej, wspierając po prostu.