Może tu ktoś mnie zrozumie. Po 4 latach mój przyjaciel odstawił mnie dla nowych koleżanek z pracy. Był moim oparciem, a teraz nawet nie potrafi zadzwonić, jedynie sms raz na 2tyg. Nie umiem się pozbierać, powiedziałam mu że pękło mi serce, a on nadal o mnie nie pamięta. Nie wiem co zrobilam źle, czuje sie podle, bo chyba gdzieś popełniłam błąd, że on ma mnie za nic. Jak mogę sobie pomóc?
Podobne tematy
Ona, ja Cię rozumiem.
Nie wyobrażam sobie straty przyjaciela, tym bardziej, że już kilka osób ''zniknęło'' z mojego życia.
To zbyt bolesne jednak, żeby nawet o tym pisac.
Ale czasem jest tak, że tych prawdziwych przyjaciół szuka się przez ''pół wieku''.
Ciężko powiedziec, czy strata czyni kogoś twardszym.
Ale na pewno z czasem zmieniają się kryteria doboru przyjaciół.
I dla mnie nie ma czegoś takiego, jak przyjazn na siłę.
Wolałabym wiedziec, mimo wszystko jeśli coś byłoby nie tak.
Wcale nie musi byc tak, że gdzieś popełniłaś błąd.
Nie obwiniaj siebie za ten stan rzeczy.
Może po prostu to wszystko się wypaliło.
Trzeba czasu, czasem dużo, ale to mija.
Trzymaj się.
Straszne to uczucie, że może poprostu się wypaliło. Przecież mówił, że nigdy nie pozwoli mi odejść ze swojego życia :'(
Marzę, by to już nie bolało. Nie chce go męczyć i pytać dlaczego. Lepiej odejść
nie zrobiłaś niczego źle... coś mi się wydaje, że trochę na wyrost nazywałaś go swoim przyjacielem, bywa że przyjaźń się po prostu kończy i jeśli ktoś faktycznie był dla nas przyjacielem, to będzie wiedział jak się z nami rozstać - tak, abyśmy potem za bardzo nie cierpieli i tyle ![]()