Zacznę nietypowo... mam 30 lat, spełniam się zawodowo... Jestem obiektywnie atrakcyjna, zadbana, a mój wygląd ,, zachęca"mezczyzn. Czuje się pożądana...tak to ujme
Ważę 53 przy 172 cm.Nikt raczej na pierwszy rzut oka nie posadziłby mnie o anoreksję... Ale sytuacja wygląda niestety tak,że obsesyjnie myślę o jedzeniu. 12 lat temu miałam epizod schudniecia z 60 kg (to moja ,, naturalna" waga- 42 kg).Było wzywanie rodzicow do szkoły, jedna wizyta u psychiatry, ale nigdy nie czułam się anorektyczka. .I kazdego potrafilam przechytrzyc. Pragnelam mieć wygląd dziewczyny z wybiegów, ważyć ok.52 kg, ale straciłam kontrolę. Ważąc 42 kg panicznie bałam się przytycia. Ważne - nigdy się nie glodzilam, umiejętnie ograniczalam kaloryczność posiłków. .Wiedziałam co i jak o której porze. .Gdy zaczęłam studia na uniwersytecie wciąż ważyłam 45 kg. Ludzie poznający mnie często zadawali to pytanie, ale ja zawsze potrafiłam wybrnąć z sytuacji. Po 2 latach wpadłam w wir imprez, pojawiło się sporo alkoholu, używek, mężczyźni. .i jakoś zapomniałam o odchudzaniu
walczyłam ciągle niestety z efektami ,, po"- zaburzenia pracy żołądka, jelit, inne. Swoją dietę tworzyłam pod ,, choroby", priorytetem bylo zdrowie. ..na chwilę poczułam się ,, akceptowana".Dobilam do 60 kg,ale nie miałam z tym problemu. .w ostatnim roku studiów związałam się z typem kobieciarza.Dla niego byl to uklad friends and benefits, ale ja naiwnie szukam w tej namietnosci milosci i uzaleznilam się od seksu z nim. Niby się nie angazowalam. .ale po 1,5 roku znajomości zakonczylismy relacje...I zaczęłam strasznie dbać o wagę. I tak od 5 lat jestem w obsesji. Waga wahała się od 55 do 53.walcze każdego dnia o utrzymanie tej,która jest. Wiem ze to brzmi zabawnie, ale mam zaplanowany każdy dzień (przy tym bardzo ciężko pracuje) pod kątem - co na drugie śniadanie, co na kolacje. Wszystko light i fit. Wpadłam w taką obsesję, że tak jak wcześniej potrafiłam się zapomnieć w alkoholu, teraz boje się pić, bo przecież to kalorie. Wiec wyliczam sobie 2 drinki na imprezie firmowej.Ciasta nie jadlam chyba 5 lat. Innych slodkosci tez. chodzę na silownie dość regularnie. Co do mężczyzn, wielka miłość w zasadzie była, ale nieszczesliwa- zonaty. W relacji z nim ze strachu i emocjonalnej niepewnosci jeszcze bardziej zaczelam sie nakrecac - jak to pisze to nie wiadomo czy śmiać się czy płakać, ale sytuacja jest taka, że w moim mniemaniu jem normalnie, tak też się kreuje, ale prawda jest inna. Od roku mam nieprzerwane infekcje, terapie różnymi lekami na jelito (nie działają bo przecież dieta powinna być, a ja nie zjem kalorycznych rzeczy), choroby ginekologiczne i inne. Wszystko siada. ..nie napisze, ze boje się umrzeć bo myślę że śmierć by mnie mogła uwolnić od tego wszystkiego. ..myślę, że jedyne czego pragnę to chyba miłość. .:( i poczucie bycia niekochana pcha mnie w ciągle psychozy. A co do restrykcyjnej diety zaczęla mi przeszkadzać w życiu zawodowym...i społecznym (ograniczenie kontaktów etc. ).co robić?
1 2015-07-06 22:28:36 Ostatnio edytowany przez redorchidea (2015-07-06 22:34:05)
Podobne tematy
Iść do dobrego, specjalizującego się w pracy z osobami z zaburzeniami jedzenia, psychoterapeuty.