Witajcie! Pierwszy raz piszę na forum. Jestem już bezsilna... Razem z mężem i czteroletnią córką mieszkamy w domku jednorodzinnym. Po sąsiedzku mieszka mój kuzyn z żoną, dorosłymi dziećmi i sześcioletnim synem. Kuzyn wraz z rodziną są dość radykalnymi katolikami i tak wychowują swoje dzieci. Rzecz w tym, że ich najmłodsza latorośl więcej czasu spędza u nas niż u siebie w domu. Co ranek jest z domu wypuszczany na dwór... nudzi się i przychodzi do nas. I zostaje do wieczora. Nie przeszkadzałoby mi to zupełnie, gdyby nie to, że w niczym z moją córką się nie zgadzają. W niczym, dosłownie w niczym. Młody cały czas się drażni, przedrzeźnia, dokucza. Chwali się czym się da. Moja córka z kolei płacze ... i tak w kółko - dzień za dniem. Zaczęły się wakacje... a ja jestem przerażona, kuzynostwo nie zabiera młodego nigdzie, oprócz kościoła, bajki ma oglądać odpowiednie, a że jest lato - ma spędzać czas na dworze. Tylko, ze dzieciak się zwyczajnie nudzi. Przychodzi z rana i pod balkonem naśmiewa się z małej, że on jest już na dworze, a ona jeszcze nie. I że był pierwszy. Córa płacze bo też chce na dwór, a ja np. muszę zrobić obiad. Nie mogę spuścić ich na chwilę z oka, gdyż np. gdy jesteśmy u nich młody potrafi wypuścić psa. Moja Córka się go boi (pies jest ze dwa razy taki jak ona i ja też się go boję), co kuzynostwo traktuje jako przednią zabawę i głosi mi mądrości, że powinnam dziecko oswajać ze zwierzętami. Jakoś z naszym psem jest oswojona, a syn kuzyna się naszego psa boi. I nikomu z nas do głowy nie przyszło żeby na siłę młodego ze zwierzakiem oswajać.
Żadne delikatne sugestie nie działają, oni się dzieciakiem cały dzień nie interesują, wiedzą, że jest u nas. Ja młodego traktuję jak swoje drugie dziecko - robię im wspólne posiłki itd. przecież nie będzie się dzieciak patrzył... W drugą stronę to nie działa, gdy rodzice wołają synka na obiad - naszej córki nie poczęstują. Tak samo jest np z piciem - dadzą młodemu a nasza choć się bawią razem - ma się patrzeć. Młody coraz to przynosi sobie do nas słodycze, ale nie poczęstuje nimi nikogo - robi tak jakby na złość, co kończy się płaczem naszej córki.
Wszelkie próby zwrócenia im uwagi odbierane są jako największy atak, kończy się to wielką obrazą majestatu... a młody i tak swoją drogą do nas przychodzi pomimo wszystkiego...
I tak w kółko, ja jadę już na melisie, łapię się na tym, że jak tylko się da to uciekam z córą z własnego domu... chyba, że mój mąż ma wolne to młody się go boi i nie przyjdzie.
Jeśli widzicie jakiekolwiek wyjście z tej sytuacji - dajcie znać. Dodam tylko, że wyprowadzka nie jest możliwa (chyba, ze moja do wariatkowa).
Podobne tematy
No podziwiam za cierpliwość.Jeśli rozmowa na ten temat nic nie daje ( zaznacz, że nie stać cię na wykarmianie cudzego dziecka ),to po prostu zacznij postępować tak jak oni - nie karm małego, nie pój,pogoń jak dokucza twojej córce.Nie pozwalaj żeby siedział u was w domu codziennie,najwyżej dwie godz. raz na tydzień.To jest twój dom i twojej najbliższej rodziny, ty jesteś panią tego domu i masz nawet prawo wywalić za drzwi kogokolwiek kto cię denerwuje.Kuzynostwo nie wykazuje ani odrobiny dobrego wychowania, wykorzystują natomiast twoją niepewność, delikatność i dobre wychowanie na maksa.Nie pozwól sobie skakać po głowie,a uciekanie z domu to już najgorsze wyjście.Musisz dać im do zrozumienia ( prawdopodobnie nawet niegrzecznie ), że twoja cierpliwość i dobra wola ma swoje granice.
Oj tak też próbowałam... Kłótnie rozeszły się po rodzinie, a młody jak nie u nas w domu - to stał pod domem. I w zasadzie niewiele się zmieniło... Wyjątkiem było kiedy był w szkole (rzadko, gdyż gdy np. jest święto kościelne młody jest zostawiany w domu, gdy dzieci mają imprezy szkolne, wycieczki - jemu nie wolno w nich uczestniczyć). Na domiar złego, mój mąż jest chrzestnym młodego, więc kuzyn widocznie wychodzi z założenia, ze taki nasz obowiązek aby się nim zajmować. Co do karmienia nic nie mam, gdyby się dogadywali byłoby ok, a tak codzienna męczarnia... tłumacz, pogódź i tak w kółko...
Witajcie! Pierwszy raz piszę na forum. Jestem już bezsilna... Razem z mężem i czteroletnią córką mieszkamy w domku jednorodzinnym. Po sąsiedzku mieszka mój kuzyn z żoną, dorosłymi dziećmi i sześcioletnim synem. Kuzyn wraz z rodziną są dość radykalnymi katolikami i tak wychowują swoje dzieci. Rzecz w tym, że ich najmłodsza latorośl więcej czasu spędza u nas niż u siebie w domu. Co ranek jest z domu wypuszczany na dwór... nudzi się i przychodzi do nas. I zostaje do wieczora. Nie przeszkadzałoby mi to zupełnie, gdyby nie to, że w niczym z moją córką się nie zgadzają. W niczym, dosłownie w niczym. Młody cały czas się drażni, przedrzeźnia, dokucza. Chwali się czym się da. Moja córka z kolei płacze ... i tak w kółko - dzień za dniem. Zaczęły się wakacje... a ja jestem przerażona, kuzynostwo nie zabiera młodego nigdzie, oprócz kościoła, bajki ma oglądać odpowiednie, a że jest lato - ma spędzać czas na dworze. Tylko, ze dzieciak się zwyczajnie nudzi. Przychodzi z rana i pod balkonem naśmiewa się z małej, że on jest już na dworze, a ona jeszcze nie. I że był pierwszy. Córa płacze bo też chce na dwór, a ja np. muszę zrobić obiad. Nie mogę spuścić ich na chwilę z oka, gdyż np. gdy jesteśmy u nich młody potrafi wypuścić psa. Moja Córka się go boi (pies jest ze dwa razy taki jak ona i ja też się go boję), co kuzynostwo traktuje jako przednią zabawę i głosi mi mądrości, że powinnam dziecko oswajać ze zwierzętami. Jakoś z naszym psem jest oswojona, a syn kuzyna się naszego psa boi. I nikomu z nas do głowy nie przyszło żeby na siłę młodego ze zwierzakiem oswajać.
Żadne delikatne sugestie nie działają, oni się dzieciakiem cały dzień nie interesują, wiedzą, że jest u nas. Ja młodego traktuję jak swoje drugie dziecko - robię im wspólne posiłki itd. przecież nie będzie się dzieciak patrzył... W drugą stronę to nie działa, gdy rodzice wołają synka na obiad - naszej córki nie poczęstują. Tak samo jest np z piciem - dadzą młodemu a nasza choć się bawią razem - ma się patrzeć. Młody coraz to przynosi sobie do nas słodycze, ale nie poczęstuje nimi nikogo - robi tak jakby na złość, co kończy się płaczem naszej córki.
Wszelkie próby zwrócenia im uwagi odbierane są jako największy atak, kończy się to wielką obrazą majestatu... a młody i tak swoją drogą do nas przychodzi pomimo wszystkiego...
I tak w kółko, ja jadę już na melisie, łapię się na tym, że jak tylko się da to uciekam z córą z własnego domu... chyba, że mój mąż ma wolne to młody się go boi i nie przyjdzie.
Jeśli widzicie jakiekolwiek wyjście z tej sytuacji - dajcie znać. Dodam tylko, że wyprowadzka nie jest możliwa (chyba, ze moja do wariatkowa).
rozsmieszylas mnie z ta wyprowadzka,bralas ja pod uwage z tak błahego powodu jak ten,no prosze cie
to ze PODRZUCAJA CI KUKUŁCZE JAJO DO PILNOWANIA I KARMIENIA NIE JEST TRAGEDIA TYLKO DOWODEM NA KOMPLETNY BRAK ASERTYWNOSCI...
dla mnie jest to niepojete jak z tym fantem nie mozna sobie poradzic,ja sobie nie wyobrazam zeby mi jakis dzieciak kuzynki czy jakiejs ciotki CODZIENNIE POMIESZKIWAL W MOIM DOMU,bo to wlasnie jest juz prawie opieka calodobowa ,ba nawet wraz z wyżywieniem ,szok co to sa za rodzice
ale ty powinnas gdy mlody nawiedzi cie z rana,odprowadzic go do rodzicow ,zapukac i powiedzie grzecznie ze nastapila pomylka i odprowadzasz nieswoje dziecko ;-) bo sie zaplatalo w twoim domu i chyba adres pomylil....
dlaczego robisz cos wbrew sobie,to twoj dom a ty wspomagasz sie uspokajacami bo sobie z gowniarzem nie umiesz poradzic,? bo co? bo jego rodzice sie obraza?? no i ??? zalezna jestes od nich? ze MUSISZ obslugiwac,karmic i zajmowac sie ich dzieckiem??
5 2015-07-01 06:10:58 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-07-01 06:11:50)
Dorwa, mamy tu do czynienia ze zderzeniem: Twoja delikatność, takt i brak tegoż u sąsiadów... W ten sposób dasz się "zjeść łyżeczką". Czy Ty bądź Twój małzonek nie może się udać na dość szczerą rozmowę z sąsiadami by ustalić pewne reguły? Stosunki dobrosąsiedzkie, zwłaszcza, że też i rodzinne to niekoniecznie spolegliwość i zgadzanie się ze wszystkicm "dla swietego spokoju", bo tego nie zaznajesz...
Może to głupie pytanie, ale chyba sugerujace najprostsze rozwiązanie: czy Wasz teren posiada jakieś ogrodzenie? Ogrodzenie i wejście z solidnym zamknieciem, trudnym do sforsowania z zewnątrz. To chyba załatwiałoby cały problem, nieprawdaż?
Jak dzieciak przyjdzie, to po prostu powiedzieć, że nie masz czasu, odprowadzić do domu i powiedzieć wyraźnie rodzicom, że jak przyjdzie pora na wizytę, to zadzwonisz i się umówicie. I powtarzać to za każdym razem, w końcu im się znudzi.
Dzięki za rady! Asertywność chyba nigdy nie była moją mocną stroną aczkolwiek staram się tego nauczyć... Ogrodzenia niestety nie mamy. Choć może w tym roku się to zmieni
Bo nawet jak młodego odprowadze to i tak nie zdążę wrócić a on już stoi pod balkonem/oknem i wola moją córkę. Albo dzwoni do drzwi i ja woła. I tak w kółko. Dodam że w domu pracuję i już powoli dostaję pierd*olca. Ale ich zdaniem dzieciak powinien latem bawić się na dworze.
Dorwa ....
Posłuchaj to jest TWÓJ dom , TWOJE dziecko , TWÓJ azyl od codzienności problemów pracy i wszystkich innych upierdliwych ludzi i TY DECYDUJESZ o tym jak się w tym domu dzieje , czujesz itd , oczywiście z mężem ale zakładam że on pracuje poza domem i jest go w nim mniej po prostu i jak ten mały przychodzi to męża nie ma . ![]()
Mały przychodzi puka na drzwi - mówisz że teraz nie może przyjść , nie musisz się dzieciakowi tłumaczyć , nie może tera i kropka amen do widzenia , zaczyna wrzeszczeć pod oknami ? No to wychodzisz do okna i mówisz że ma nie krzyczeć bo ci przeszkadza . Dobitnym stanowczym wrednym tonem . Nie pomaga ? Tak jak ktoś tu radził bierzesz malucha za chabety i zaprowadzasz na jego podwórko mówiąc że krzyczeć to on sobie może ale tutaj , pukasz na drzwi kuzyna i jego żonki i oznajmiasz że masz dość takiego zachowania u SIEBIE w domu , że chcesz z córka spokoju a nie wiecznych krzyków kłótni i grzecznie prosisz aby ich dziecko nie przychodziło do WAS ponieważ sobie tego nie życzysz , jeśli chcą zapraszasz ich na kawe wraz synem do Was , ale koniec z codziennym całodobym przyłażeniem i żądzeniem się małego , po czym odchodzisz i nie słuchasz co oni se tam burczą gderają czy kij wie co jeszcze , odwracasz się i idziesz do domu . i za każdym razem wywalaj małego , córka niech nie płacze ewentualnie niech potrenuje prawy sierpowy;p jak szczeniak zarobi w gębe za dokuczanie tak raz a porządnie to mu się odechce ( mówie z własnego przykładu ;p ) z mężem porozmawiaj . że masz dość , że się nie da funkcjonować , pracować , żyć ...
To że on , znaczy twój mąż , jest chrzestnym nie znaczy że ma jakąś kule u nogi do samego grobu - a niestety tak to wygląda.....
Powiem Ci u mojego byłego była sytuacja podobna .. dzieciaki z domu obok noooooon stop przylatywały do jego siostry też brak ogrodzenia drzwi zawsze otwarte więc te dziewczynki się czuły jak u siebie , nie przeszkadzało im to że córka od Izy jest młodsza i zabawki są JEJ bo w końcu ona jest u siebie a one ino przyłażą , zabierały dokuczały kłóciły wyzywały , jak przyszły o 11 tak poszły o 19-20 zalezy .... i tak Iza długo im pozwalała rok czy dwa ....aż w końcu nie wytrzymała no bo ileż można , włąża Ci jakby nie było obce dzieciaki do domu , jedza bawią krzyczą kłóća siedzą oglądają tv ....i powiedziała dość jak przychodziły to jhe wyprowadzała jak stały na ogródku to im mówiła że mają iść do siebie , relacje " sąsiedzkie " na tym ucierpiały no bo jak można dzieciom zakazać do siebie przychodzić .. ale po pół roku się samo z siebie poprawiło .. dziewczyny jak się chcą spotkać to się wcześniej umawiają , a jak chcą przyjść do domu to się PYTAJĄ CZY MOGĄ i zostają godzine lub dwie
Także da się
To twoje życie dom rodzina i to ty decydujesz o tym wszystkim , a nie jakiś rozwydrzony gówniarz który mieszka dom obok .!
9 2015-07-01 15:14:13 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-07-01 15:15:09)
Moze moja odpowiedzi nie spotka sie z uznaniem i zrozumieniem ale uwazam ze problem nalezy ciac w zarodku oraz ze na zbyt duzo pozwolilas. Moim zdaniem powinnas w 100% odciac kontakt z tym chlopcem w taki sposob ze nie wpuszczac do na teren posesji a jesli stoi pod oknem to przeniesc pokoj corki na druga strone domu. Pilnowac tego caly czas i nie pozwalac na zaden kontakt, nawet na 5 minut. To powinno zaowocowac przekierowaniem jego uwagi w inna strone. Mozna tez zmienic motywacje z wewnetrznej na zewnetrzna ale na to potrzeba doswiadczenia. Troche mnie dziwi ze tak malo "troszczysz" sie o corke i pozwlasza na takie akcje przeciwko niej. Ubolewam nad tym, bo widac ze stosunku rodzinne sa dla Ciebie wazniejsze do swojego dziecka.
A co do ogrodzenia, to obecnie grodze 500m dlugosci ogrodzenia etapami sam z zona i mysle ze macie taki kawalek ze wystarcza 2 dni niecalej pracy. Najpierw zabetownowanie gotowych slupkow (gotowe zaprawy betonowe sa w sprzedazy) a potem po tygodniu powieszenie i przymocowanie siatki. Koszt tez nie powinien byc duzy jesli to kilkadziesiat metrow. Tylko po prostu trzeba sie wziasc do roboty bo samo sie nie zrobi.
Dzięki za rady! Asertywność chyba nigdy nie była moją mocną stroną aczkolwiek staram się tego nauczyć... Ogrodzenia niestety nie mamy. Choć może w tym roku się to zmieni
Bo nawet jak młodego odprowadze to i tak nie zdążę wrócić a on już stoi pod balkonem/oknem i wola moją córkę. Albo dzwoni do drzwi i ja woła. I tak w kółko. Dodam że w domu pracuję i już powoli dostaję pierd*olca. Ale ich zdaniem dzieciak powinien latem bawić się na dworze.
bo musisz byc konsekwentna ,odprowadzasz raz,wraca,drugi raz,trzeci,mowisz rodzicom,ze maja zajmowac sie dzieciakiem,bo bedzie calowal klamke,jak postoi ze 3 godziny pod balkonem to w koncu mu sie znudzi,wez go na przetrzymanie.... nie zwracaj na niego uwagi ,po jakims czasie mu sie znudzi...
11 2015-07-02 19:42:01 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-07-02 20:09:31)
No właśnie, maniek poruszył bardzo ważny aspekt tej sprawy - twoje dziecko męczy się, cierpi.Wpadnie w końcu w jakąś nerwicę , ty też, ale ty jesteś dorosła i nie umiesz sobie z tym poradzić, a dziecko jest zdane na ciebie.Powinnaś mu pomóc, czas nauczyć się asertywności, bardzo ci się przyda jak dziecko pójdzie do szkoły.
Dzięki za rady! Asertywność chyba nigdy nie była moją mocną stroną aczkolwiek staram się tego nauczyć... Ogrodzenia niestety nie mamy. Choć może w tym roku się to zmieni big_smile Bo nawet jak młodego odprowadze to i tak nie zdążę wrócić a on już stoi pod balkonem/oknem i wola moją córkę. Albo dzwoni do drzwi i ja woła. I tak w kółko. Dodam że w domu pracuję i już powoli dostaję pierd*olca. Ale ich zdaniem dzieciak powinien latem bawić się na dworze.
Współczuję w takiej sytuacji ![]()
Jeśli do rodziców wyraźnie nie dotrze, że nie masz czasu na zabawianie, karmienie ich synka, to pozostaje ci ignorowanie ich na ile się tylko da - nie wpuszczaj chłopca do domu, wytłumacz, że ciocia nie ma teraz czasu, bo pracuje - jeśli nie zrozumie ani on ani jego rodzice, to ich problem, w końcu znudzi mu się dzwonienie, wołanie pod balkonem i sobie pójdzie do domu, chyba, że trafiłaś na uparty egzemplarz, który jest w stanie wisieć na klamce i dzwonić przez cały dzień, wtedy albo psujesz dzwonek albo dzwonisz na policję i uprzejmie informujesz, że sąsiedzi okrutnie zaniedbują swoje dziecko, porzucili je głodne i spragnione przed twoim domem itp.
- ale to już brzmi trochę jak zrobienie komuś świństwa... wiem, że pewnie boisz się, że twoi krewni się mogą obrazić, ale zaznacz, że dom otwarty masz np. tylko w niedziele i tylko wtedy przyjmujesz gości, jak do nich to nie dotrze - sądzę, że na pewno dotrze, tylko są tak wygodni, że odpowiada im to, że przejęłaś opiekę nad ich dzieckiem - sami się do tego przed sobą nie przyznają w imię hipokryzji. Wiem, co piszę, bo sama jestem ofiarą takiej nadmiernej uprzejmości
jeśli się nie postawi granic i nie będzie się ich konsekwentnie przestrzegać, można skończyć z ciężką nerwicą.
dorwa,
"chyba, że mój mąż ma wolne to młody się go boi i nie przyjdzie."
więc skoro tak to porozmawiaj szczerze z mężem, ustalcie między sobą co wolno młodemu a czego sobie nie życzycie i już.
Skoro boi się Twego męża to powinnaś tego użyć w "obronie"
Zrób tak by mąż był w domu jak przyjdzie i niech męskim i poważnym tonem mąż wytłumaczy mu czego sobie nie życzycie i że jak się nie dostosuje to #$%@*:"/ albo jeszcze gorzej ![]()
14 2015-07-09 23:10:22 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-07-09 23:20:35)
A ja uwazam, ze nie ma sie co wyreczac mezem.
Jak mozna sobie nie poradzic z 6-letnim dzieckiem?
Powinnas odlozyc na bok ta tutaj zupelnie nie na miejscu delikatnosc i zrobic z siebie taka jedze, ktora mlody tez bedzie respektowal.
Jestes we wlasnym domu i jesli ktos przychodzi w gosci, to ma przestrzegac zasad, ktore tam panuja, a Ty masz prawo tego wymagac, wrecz powinnas!
Stanac przed nim i huknac na niego, poprawiac zachowanie do upadlego, stawiac warunki, jakie ma spelniac , jesli chce byc u Was i konsekwentnie egzekwowac ich przestrzegania. Slowem: WYMAGAC respektu, inaczej konsekwencje i wynocha.
Jak nie wiesz, jak sie to robi, to podpatrz u meza i niech da Ci on pare wskazowek, jaka postawe wewnetrzna musisz przyjac, zeby to dzialalo.
Przy okazji skorzystalaby z tego Twoja corka, bo mialaby szanse nauczyc sie, widzac mame w akcji ukrocania bezczelnego zachowania smarkacza, jak ma sie bronic, takze na przyszlosc.
Czy zdajesz sobie sprawe z tego, ze jak na razie to pozwalasz na to, zeby utrwalala sie w niej postawa ofiary. Ani jej nie chronisz, co przeciez powinno byc obowiazkiem matki, ani nie dajesz przykladu wlasna postawa (bo z tego dzieci sie ucza i przejmuja zachowania).
Jak bedzie miala pecha, to zostanie jej to na cale zycie. Pojdzie do szkoly, tam tez sie znajdzie ktos, kto jej bedzie dokuczal, potem bedzie mobbing w pracy i tak dalej....bo nigdy nie nauczylas jej, ze moze sie bronic i jak to robic.
Dorwa, a czy nie przyszło tobie do głowy, że to jest może biedne i niekochane dziecko...
Jak myślisz, dlaczego i po co przychodzi do ciebie?
Wyganiając dziecko kuzyna ze swojego podwórka czego uczysz swojej córki oraz tego małego chłopca?
Rozumem, że żal tobie jest twojej córki gdy płacze z powodu prowokacji chłopca, ale to jest 6 letnie dziecko, które nie ma wpojonych zasad zachowania, on obserwuje i uczy się ich od dorosłych (niedojrzałych rodziców). Spróbuj może tak postrzegać rzeczywistość tego chłopca, w której rodzice nie interesują się nim, w której jest traktowany przedmiotowo przez dorosłych. Swoim zachowaniem chłopiec chce zwrocic na siebie uwagę, chce by się nim ktoś zainteresował, poświęcil swój czas. Tylko w ten sposób potrafi pokazać ze jest, ze istnieje ponieważ innych sposobów jeszcze nie zna. Gdy będzie miał lat 10-13 "zaistnieje" w szkole dzięki bójkom, sprawianiem problemów wychowawczych.
Problemem są jego rodzice, a nie on bo jego rodzice nie chcą, nie potrafią w racjonalny sposób wykorzystać czasu ze swoim dzieckiem. Również wasze relacje z kuzynostwem sa przenoszone na relację z tym dzieckiem- traktowanie chłopca jak intruza, i odwrotnie- chłopiec przenosi relacje swoich rodziców, to co o was słyszy na waszą córkę i na was- prowokuje waszą córkę swoim zachowaniem ...
Jak traktuje chłopca jego ojciec i matka? Czy wszyscy sa przeciw niemu- rodzice manipulują dzieckiem, na pokaz dostarczają mu słodyczy, a w domu ma awantury, przemoc, same zakazy, brak miłości i akceptacji. Jaki z niego wyrośnie dorosły człowiek skoro wy sąsiedzi potwierdzacie to- ze jest niegrzeczny, niewychowany... to dziecko zaczyna wierzyć w to że jest złe, nic niewarte, niepotrzebne i nikt nic dobrego o nim nie można powiedzieć.
Dzieci wychowują wszyscy- rodzice, krewni, nauczyciele, inne dzieci. Dorosłych- wychowują inni dorośli poprzez dobry przykład, ze "wszystkie dzieci nasze są", że za dzieci i psy jest się odpowiedzialnym, że należy troszczyć się o siebie, być przyjacielem i dobrym sąsiadem/rodzicem...że nie należy budować wokół siebie muru obojętności, znieczulicy na los małego człowieka.
Niejednokrotnie dzieci "bogatych" rodziców są zaniedbane emocjonalnie, porzucone przez rodziców poprzez przerzucanie odpowiedzialności ich wychowywania na innych- opiekunki, korepetycje, kursy.
To dziecko jest ofiarą swoich rodziców i może warto "pochylić się" nad tym problemem i poszukać właściwego rozwiązania, przywrócenia "dobrych" relacji z sąsiadami poprzez....wspólne zabawy wszystkich rodziców razem z dziecmi, konkursy, "domówki"...
W ostateczności gdy zaniedbanie dziecka jest rażące zgłosić sprawę do MOPSU, szkoły.
Ale najpierw proszę spróbować samemu rozwiązać problem z sąsiadami i wyciągnąć rękę, porozmawiać na "obojętne tematy", zbudować "nić porozumienia", ponieważ sąsiadami jest się przez kilka- kilkadziesiąt lat.
"Jak dobrze mieć sąsiada, on wiosną ci pomoże, jesienią- zagada" ;-)
Kiedyś to byli dobrzy sąsiedzi, bo i pogadali, i popilnowali, pomogli nieraz i spotykali się towarzysko, ech dawne to były czasy..
Też widzę to jak Iwona, to jest zaniedbany emocjonalnie dzieciak, który chwaleniem się i docinkami odreagowuje brak zainteresowania rodziców i rekompensuje sobie związane z tym negatywne uczucia. Niestety, ale też kosztem Twojej córki. Nie pozwoliłabym mu na to, ganiąc za takie a nie inne zachowanie, ale za to chwaląc za "dobre".
Zaznaczyłabym granice wyznaczając kiedy dzieciak może przychodzić a kiedy nie i konsekwentnie się tego trzymając, ale kiedy już wolno byłoby mu przyjść, okazywałabym mu życzliwość i zainteresowanie, pod warunkiem odpowiedniego zachowania.
I ja chylę czoła,
Iwona40 bardzo ładnie to opisała.
Ale chyba może sama bądź z mężem porozmawiać z dzieckiem że jest mile widziany ale musi pewnych zasad przestrzegać. Myślę że on to zrozumie.
Co do sąsiadów/kuzynów pytanie czy są reformowalni ![]()
Dziecko można nauczyć, i autorka źle mu raczej nie życzy. Pisała że to jak jej dziecko bo i u nich jada i się bawi i jak częstuje to równo z własnym dzieckiem więc podejście ma bardzo dobre.
Wydaje się tylko że brak rozmowy z tym dzieckiem by mu określić zasady co wolno a czego nie, i że wtedy zawsze jest mile widziany.
Witajcie! Przede wszystkim dziękuję Wam za wszystkie rady. Są dla mnie cenne bo pozwalają na spojrzenie z innej perspektywy. Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że nawet pomimo mojej choroby młody jak siedział u nas tak i przesiaduje. Ale uwaga! W domu wprowadziłam kilka zasad, które znacznie ułatwiają nam życie. Nauczyłam córkę, że ma się bronić - nie wolno jej dokuczac, drażnić się. Mówi stanowczym słowem, że tak nie wolno i jeśli będzie nadal tak robił ona nie będzie się z nim bawić. Działa. Ja dzialam bardziej konsekwentnie i w razie czego odstawiam młodego do domu. Skoro łamie zasady u nas panujące - nie tolerujemy tego.
Tak - macie rację, że młody w ten sposób odreagowuje brak zainteresowania ze strony rodziców. Z ich strony zainteresowania jest zero. Dzieciak jak wstanie nie wie gdzie jest mama (przeważnie idzie na działkę) więc garnie się do nas jak może. Rodzice nie zabierają go nigdzie. Nigdy nie dostał zabawki bez okazji. Na urodziny od rodziców nie dostał nic. Rzekomo nie wiedzieli co kupic...
Nie może zaprosić nikogo do domu. Żadnemu dziecku nie da się bawić swoją zabawką, swoje zabawki ma schowane. Rzadko się nimi bawi.
Nie są to ludzie biedni. W jednym roku kupują dwa nowe auta. A dziecku do szkoły nie kupili nic. To co miał z zeszłego roku musi zużyc do końca. Część przyborów kupiliśmy mu my - kupując dla Córki.
W domu nie ma przemocy. Ale też oni ze sobą nie rozmawiają. .. tym bardziej z dzieckiem. Jest jakby niewidoczny.
Z jednej strony jest to wkurzajace, mieć jedno dziecko a wychowywać dwoje. Z drugiej. .. szkoda dziecka... nie jego wina, że ma takich rodziców.
Są całkowicie niereformowalni. W 35stopniowym upale sami siedzieli w domu bo chłodniej a dzieciak na dworze. Bo są wakacje.
Dorwa zaimponowałaś mi swoją mądrością , a także tym w jaki sposób próbujesz rozwiązać swój problem. To niezwykle budujące, że podjęłaś się trudu próby"wychowania" tego dziecka zamiast ucieczki przed nim. Domyślam się, że czasami masz małego po przysłowiowe kokardy, bo każdy by miał... myślę jednak, że dla tego chłopca czas z wami spędzony, będzie kiedyś jednym z nielicznych miłych wspomnień z dzieciństwa.
Dorwa, jesteś mądra i dobra kobitka.
i jak możesz, to dużo chwal "swoje " dzieci za dobre zachowanie, bo one tobie kiedyś to wynagrodzą.