Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Dla mnie jest to wyjątkowy czas i zawsze wtedy wspominam Wigilie, które były w moim domu odkąd je pamiętam. I tak wlasnie zaczęłam wspominać swoje dzieciństwo. Moje dzieciństwo było naprawdę wspaniale. Mam siostrę i brata, wiec razem z rodzicami jest nas pięcioro. I pamiętam do dziś, jak mój tata zawsze nam powtarzał "jesteśmy jak te palce u jednej ręki; cokolwiek by się działo zawsze musimy się wspierać i być razem". Mój tata to prosty człowiek, ale to zdanie utkwiło mi w pamięci i jest moim zdaniem bardzo ważne.
A jakie było Wasze dzieciństwo? Powspominajmy te czasy, kiedy byliśmy dziećmi, jak wtedy postrzegaliśmy świat, co nas bolało, co nas cieszyło...
zapraszam do dyskusji ![]()
Podobne tematy
Nie narzekam na swoje dzieciństwo, miałam rodzicow, 2 babcie, dziadka, ciotki, wujków, kuzynów, i brata. Nie byłam nigdy sama. Jedyną rzeczą którą źle wspominam, której nie chce pamiętać, był alkoholizm mojego taty, to były najgorsze dni kiedy wracał pijany, dzięki Bogu, od jakichś 10 lat nie pije. Pamiętam jaka byłam szczęśliwa jak wracał trzeźwy, i jak się cieszyłam, te dni wspominam najlepiej.
Mój brat jest starszy ode mnie o dwa lata, jak miałam może z 5-6 lat, mówiłam że jak będę dużo jadła to będę starsza od niego, w ogóle nie rozumiałam że tak się nie da:P
Mój dziadek (tata mojego taty) dużo pił i mój tata zawsze nam powtarzał, że on nie chce być taki jak dziadek i nie będzie nadużywał alkoholu. Oczywiście rodzice okazyjnie pili alkohol, ale to pewnie się dzieje w większości rodzin. Mylene, ja tez miałam różne dziwne przekonania. Na przykład miałam 7 lat i stwierdzilam, ze dlatego mam urodziny 7 dnia miesiąca, bo mam 7 lat
A z takich miłych wspomnień to pamiętam, jak w każdą niedzielę chodziliśmy całą rodziną na spacery do lasu czy nad jezioro. Czasem udało nam się namówić rodziców na jakiś deser w kawiarni i byliśmy bardzo szczęśliwi ![]()
W dzieciństwie miałam prawie całą rodzinę.... mamę, babcie, kuzynkę, ciotkę i wujka.
Gdy miałam 10 lat dowiedziałam się, że mam 3 rodzeństwa o 10, 13 lat starszych ode mnie.
Przez cały czas sądziłam, że mam przyjaciółkę Kasię ale gdy poszłam do gimnazjum nasze drogi się rozeszły. Mamy tylko siebie na naszej klasie i nic więcej a jak napisałam nawet nie raczyła odpisać.
Dzieciństwo miałam w porządku ale gdy już wkraczałam w nastoletni świat - zmarła babcia, odeszła pseudo przyjaciółka, byłam kozłem ofiarnym w gimnazjum itd.
wspomnienia....
zawsze pobiłam swojego brata przed sesją zdjęciową w przedszkolu ( taka pamiątka żeby zawsze miał przy sobie coś odemnie a że to było limo pod okiem....)
z siostrą jak już dowiedziałyśmy sie ze Święty Mikołaj nie istnieje postanowiłyśmy zrobić rodzicom prezent pod choinkę ( miałam wówczas z 4, 5 lat , siostra rok młodsza) tacie daliśmy w pudełku po zapałkach jego własne gwoździe a mamie..................ziemniaka ![]()
od zawsze panicznie bałam się pająków kiedy moja inteligentna siostra postanowiłam mnie nastraszyc to rzuciłam jej cegłe na głowe ......do dzis jakas pokorniejsza jest.................. ![]()
6 2009-12-05 02:21:18 Ostatnio edytowany przez youngwind (2009-12-05 02:28:53)
Naprawdę świetny jest ten temat ![]()
Moje dzieciństwo było na tyle beztroskie, na ile tylko beztroskie być mogło. Miałam i mam do tej pory najwspanialszych rodziców na świecie i to właśnie Oni zafundowali mi najcudowniejsze czasy pod słońcem.
Mam dwie siostry. Z jedną, starszą ode mnie o 6 lat, żyło mi się niezbyt dobrze; Ot, zwykłe siostrzane scysje o byle co. Być może byłyśmy do siebie zbyt podobne pod względem charakterów, stąd ta awersja. Z drugą, starszą o jeszcze więcej lat, bo aż o 8, żyło mi się cudownie i do dzisiaj świetnie wspominam nasze relacje i wspólne wypady z psem do lasu (a najlepiej zimowe spacery, przedświąteczne).
Jeśli chodzi akurat o te świąteczne wspomnienia, to nigdy nie zapomnę magicznej chwili ubierania drzewka bożonarodzeniowego z siostrami i rodzicami (a dokładniej, jeśli o Rodzicach mowa, z Tatą, bo Mama pichciła w kuchni). Pomimo wielu głupich kłótni, czyli fumów i dąsów w typie: "Ej, ta bombka nie będzie tam wisieć! Ola, od najmniejszej do największej!", wszyscy byliśmy najszczęśliwsi na świecie, bo zdawaliśmy sobie sprawę ze zbliżającej się Wigilii, a ta przebiegała u nas zawsze nadzwyczaj klimatycznie. Cudownie wspominam, gdy przy lekkim świetle lampek choinkowych atmosferę dopełniały nam świąteczne utwory w radio ("have yourself a merry little christmas"- najlepiej w wykonaniu Franka Sinatry, "christmas time" Cliffa Richardsa albo "I'm driving home for christmas" Chrisa Rea- cudowny, magiczny utwór). Dodatkowo pieszczące nozdrza zapachy pierogów z kapustą i grzybami (lub naleśników z podobnym farszem), smażonej ryby, wszelakich sałatek... Gdy zbliżał się ostatni wieczór przed Wigilią, uwielbiałam położyć się w swoim pokoju na kanapie, przykryć kocem, zawołać psa (który położywszy się u mojego boku grzał zmarznięte po spacerach kości) i chwycić za książkę, najlepiej Opowieść Wigilijną. W takich chwilach na pożółkłe stronice lało się tylko delikatne, przytłumione światełko ze świecznika (takiego na lampki), a ja aż tonęłam w dreszczach, tak cudownie mi było wiedząc, że jestem w domu, że jest mi ciepło i że moi Rodzice są tuż za ścianą.
Gdy przychodził czas samej Wigilii, zbieraliśmy się całą familią przy stole (jak to w Wigilię...); śmiech i płacz jednocześnie, dużo ciepłych życzeń i egoistyczna magia prezentów. Każdy cieszył się z najmniejszego drobiazgu. Pomimo faktu, że moje drogi do, ekhm, Boga się rozeszły i przestałam chodzić do kościoła, to jednak miło wspominam wspólne wypady na pasterkę; Przytłumione światła, ciche pokasływania ludzi siedzących w ławkach i zapach perfum mojej Mamy. Do tej pory mam bardzo silną wizualizację tych właśnie wspomnień i na samą myśl łza kręci mi się w oku.
A Sylwester i świętowanie nowego roku! Ha! To były czasy! Gdy byłam małą dziewczynką, coś w okolicach 7, może 8 lat, chodziłam do mojego kuzyna, który mieszkał wtenczas ulicę obok. Razem odpalaliśmy fajerwerki i spożywaliśmy niegroźne napoje bezalkoholowe dla dzieci
Kurde, nie piszę więcej, bo się zryczę obficie.
Dziś mieszkam daleko od domu i choć mam doskonałe relacje z Rodziną, to jednak nie mogę zaglądać do wszystkich codziennie. Widzę co niektórych jedynie via Skype i tak pewnie spędzę z Rodzinką Święta w tym roku. Następne już jednak- nie daruję!- będą wspólne i nadrobimy stracone dni
Ah! Pragnę nadmienić jeszcze, że ze "środkową" siostrą świetnie się już dogaduję- być może czas i dziecko, które często dawała mi pod opiekę, zbliżyły nas do siebie ![]()
Ależ przyjemnie czyta się ten temat, zwłaszcza posta youngwind
)
nie ma świąt bez filmu pt "kevin sam w domu" hehehe ![]()
Youngwind, Ty to masz zdolności do pisania
przyjemnie się czyta to, co piszesz
Apoteoza, mnie zawsze wkurza, ze co roku leci Kevin, ale i tak to z przyjemnością oglądam ![]()
Zapraszam do dalszej dyskusji ![]()
10 2009-12-05 12:03:58 Ostatnio edytowany przez youngwind (2009-12-05 12:05:02)
nie ma świąt bez filmu pt "kevin sam w domu" hehehe
O, cholipa! Jakże ja mogłam o tym zapomnieć!
Dokładnie tak! Dla mnie Kevin Sam W Domu to kult i nie wyobrażam sobie Wigilii bez pierwszej części, a samego Bożego Narodzenia bez drugiej
Ostatnio nawet, tu w Irlandii, zakupiłam sobie filmy na DVD, bo nie mam polskich programów, zatem póki co- Polsacie żegnaj
Na razie, przygotowując się do samych Świąt, słucham ścieżki dźwiękowej z filmu. Mam dreszcze i zaszklone oczy ![]()
P.S- Dziękuję za miłe słowa odnośnie posta, Dziewczyny. Wiele to dla mnie znaczy, biorąc pod uwagę fakt, że to chyba dla mnie najważniejszy mój wpis tutaj...
no youngwind masz na serio taki talent w pisaniu, ale to już Ci kiedyś tam mówiłam
co do filmu to mam tak samo jak Ty Agatka, jak widze reklame to myślę "o Boże z nowu" a jak leci to oglądam....
jeszcze z swiętami kojarzy mi się że niby mam przygotowane to co mam na siebie założyć a potem wraz zakładam coś innego
hehe-Kevin jest obowiązkowy ![]()
tak jak "Last Christmas I gave you my heart..." niby się przejadło-ale gdybym nie usłyszała, byłabym zawiedziona ![]()
Jeszcze apropo przeczytanych wspomnień-myślałyście kiedyś, żeby to powiedzieć swoim bliskim?
Tak sobie myślę, że gdyby poznali te wspomnienia, byłby to dla niech piękny prezent ![]()
Ja chciałabym kiedyś usłyszeć/przeczytać takie słowa pisane przez moje dziecko ![]()
13 2009-12-05 18:51:05 Ostatnio edytowany przez youngwind (2009-12-05 18:51:39)
tak jak "Last Christmas I gave you my heart..." niby się przejadło-ale gdybym nie usłyszała, byłabym zawiedziona
Dokładnie
Wham też rządzi
Podobnie jest z "All I want for christmas is you" Mariah Carey. Potrafią puszczać to w radio na okrągło w Święta, a jednak ciepło się robi na duszy, gdy słyszy się stare, ale jare utwory. Ja generalnie jestem taka, że jak słyszę po latach znane piosenki świąteczne, podczas których najczęściej zwykłam robić określoną, ważną dla mnie rzecz (np. ubieranie choinki), to mam od razu wizualizację i wzruszam się jak stara babcia na gorzkich żalach
Jeszcze apropo przeczytanych wspomnień-myślałyście kiedyś, żeby to powiedzieć swoim bliskim?
Tak sobie myślę, że gdyby poznali te wspomnienia, byłby to dla niech piękny prezent
Ja chciałabym kiedyś usłyszeć/przeczytać takie słowa pisane przez moje dziecko
To byłby całkiem niezły pomysł
. Nigdy nie pomyślałam o tym aby opowiedzieć mojej Rodzinie o moich spostrzeżeniach związanych z takimi wspomnieniami. Może pewnego dnia (a nuż w te Święta przez Internet?) uda mi się to wprowadzić w czyn
.
Ja dziś spotkalam się z przyjaciólką, gdy nasze pociechy rozrabiały na górze my przy ciepłej herbatce wspominałyśmy nasze dzieciństwo. Jesteśmy w podobnym wieku, znamy się dopiero od niedawna, a jednak nasze wspomnienia były podobne. Mama krzątająca sie w kuchni, tata z nami przy choince i ten smak pomarańczy i bananów w święta! Ja do tej pory to pamiętam, mimo że od tego czasu zjadłam cale mnóstwo tych owoców, to żadne z nich nie smakowały jak te cudem kupione na bazarze albo przywiezione z zagranicznych wojaży... Teraz mamy wszystko, ale zwyczajem Bożonarodzeniowym karpia jadamy tylko w wigilię.... Cały rok czekam na karpia w galarecie mojej mamy i tego cieplego z patelni...
15 2009-12-07 13:18:31 Ostatnio edytowany przez oliwka (2009-12-07 13:22:43)
Dla mnie wspomnienia świąt z dzieciństwa to coś magicznego.Czekało sie na święta i prezenty z niecierpliwością.W mej pamięci pozostanie widok krzątającej mamy w kuchni i to już od wczesnych godzin porannych,gdy ja i pozostali członkowie rodziny słodko spaliśmy sobie w łóżkach.Nie zapomnę zapachu pieczonych ciast i przygotowywanych przez mamę potraw,gdzie zapach unosił się w całym domu.Choinka była ubierana w wigilię.Ubierałam ja razem z bratem.Wspólnie zawieszaliśmy ozdoby i słodkości.Gdy zaświeciła pierwsza gwiazdka zasiadaliśmy do stołu,który był pięknie nakryty przez mamę.Po posiłku były prezenty tak bardzo oczekiwane przez nas dzieci.Prezenty były skromne,ale były dawane z sercem.Nie zapomnę jednego prezentu,a było to pudełko z kredkami chińskimi,które zawierało dwa niespotykane kolory czyli różowy i biały.Pamiętam moją radość w oczach i jaka byłam dumna jak poszłam po świętach do szkoły,ponieważ wszystkie koleżanki mi ich zazdrościły.Czekało sie na pomarańcza i cukierki czekoladowe, a do tego ten śnieg, który dodawał nastrój świętom.Ach wspomnienia....Teraz są inne czasy,a ja mam swoją rodzinę i tak naprawdę to chyba tylko dzieci się cieszą z świąt tak do końca.One żyją jeszcze tak beztrosko i są pełne wiary w mikołaja i całą magię związaną z świętami.I niech tak zostanie jak najdłużej.Chociaż one potrafią sie cieszyć tak szczerze. A ja wracam i będę wracała,co roku do tych wspólnych świąt spędzanych z rodzicami,a łzy wtedy płyną same.Pozostają tylko wspomnienia i znicz,który zapalam co roku w tym dniu na Ich grobie.
http://www.youtube.com/watch?v=LmP4U-LsNwk
W Mojej rodzinie przygotowania do świąt odbywały się bardzo wcześnie. Razem z siostrą choinkę ubieraliśmy już koło połowy grudnia bo nigdy nie mogłyśmy się jej doczekać
W Wigilię mama krzątała się nerwowo i złościła się, że na pewno z niczym nie zdąży. Cały dzień z radia leciały kolędy, tata stroił choinki przed domem... Wieczorem zasiadaliśmy wszyscy do stołu i dzieliliśmy się opłatkiem, jednocześnie składając sobie życzenia. Po wieczerzy tata szedł z nami do góry żebyśmy [rzez okno patrzyli czy Mikołaj leci do nas na saniach, zawsze kiedy byliśmy do góry dzwonił dzwonek , drzwi trzasnęły a kiedy zbiegłyśmy szybko na dół prezenty były już pod choinką
Do dnia dzisiejszego święta spędzamy wszyscy razem, i wszytsko przebiega w podobny sposób tylko w Św. Mikołaja już nie wierzymy ![]()
Agatka -świetny pomysł na temat !
Mi od razu przed oczami stanęła scena jak z siostrą byłysmy przyklejone do dziurki od klucza w drzwiach wejściowych i czekałysmy na gwiazdora (bo u nas była tradycja że Mikołaj przychodzi w Mikołajki w gwiazdor w Wigilię); rodzice nam wmówili że gwiazdor przychodzi przez dziurkę od klucza, a oni w tym czasie podrzucali prezenty pod choinkę ![]()
a wcześniej na Mikołajki zawsze z siostrą pisałyśmy listy do Mikołaja, mama nam pomagała, potem zostawiałysmy je na parapecie u rodziców (Mikołaj miał zabrać w nocy przez okno)
przed świętami było mega sprzątanie, zawsze pomagałam mamie w myciu niezliczonej ilości szkieł których oczywiście się nie używa
sama Wigilia wyglądała tak, że od rana było ubieranie choinki - kategorycznie nie wolno było ubrać jej wcześniej, mama srogo tego pilnowała. tata pomagał z lampkami które jak zwykle co roku nie działały !
a reszta była w gestii mojej i siostry.
na rozpoczęcie zawsze czytane było Pismo Święte i modliliśmy się. staraliśmy się nie włączać tv, był to czas tylko dla nas.
pamiętam taką wigilię, że to puste miejsce zostawione przy stole, zapełniło się-przyszedł znajomy rodziców, któremu nie układało się w domu, spędził z nami tamten wieczór, dyskutując zapewne o historii bo był to jego "konik", potrafił godzinami rozprawiać o II wojnie światowej i innych wydarzeniach, był to tzw "przyszywany wujek".
dziś nie ma go już wśród nas, a nasza rodzina się powiększyła o zięcia, wnuczkę, niedługo powiększy się o kolejnego zięcia i wnuczka;szkoda tylko że tradycje odchodzą w dal, Pisma Świętego nie ma już na stole a modlitwa jest odmawiana "byle szybciej" mimo że nie uważam się już za katoliczkę, szkoda mi tych tradycji o których za kilka lat już się zapomni.
Mój tata wprowadził taką tradycję, ze podczas wieczerzy rozmawialiśmy sobie o tym, co nas spotkało od poprzedniej wigilii. Staraliśmy się oczywiście mówić o samych pozytywnych rzeczach
Pamiętem, ze jednej Wigilii wszyscy płakaliśmy. A to dlatego, ze moja bratowa byla w ciąży, sam początek ciąży i była strasznie wrażliwa. Ktoś jej życzył, zeby dzidziuś rósł zdrowo i ona zaczęła płakać. Więc jak ona, to i ja, mama i reszta rodziny. Do dzisiaj to wspominamy a ten dzidziuś to nasz mały lobuziak Michalek. W tym roku przy wigilijnym stole będzie 10 osób, w tym 3 dzieciaczki
Jeszcze Wigilii nie spędzam z moim narzeczonym, który ją spędza ze swoją rodziną, ale już sie nie mogę doczekać kolejnych lat,kiedy Wigilię będziemy spędzać razem i na świat przyjdą dzieci ![]()
to ja mam jak Ty Agatka jeden płacze potem zaraz ja, wzruszam się strasznie nawet jak ogladałam "Dom nie do poznania"... ale jak sie śmieje też to samo....
od trzech lat mam podwujną wigilię i też nie mogę się doczekać
szkoda ze śnieg przezucił się na inne święta znaczy się na Wielkanoc...
u mnie też kiedys były takie święta, że moja siostra się poryczała, ja od razu też, nie powiedziała o co chodzi i tak sobie razem płakalysmy
odkąd mieszkam z nieślubnym to święta spędzalismy wspólnie, mimo że nie bylismy zaręczeni oczywiste było że święta spędzamy razem i do tej pory jakoś tak było że jeźdzlilismy do moich rodziców, a w tym roku dzielimy święta i w wigilię będziemy u mych przyszlych teściów a w pierwszy dzień świąt pędzimy do moich rodziców ![]()
to moja pierwsza wigilia kiedy nie będę z moją rodziną ....
Dziewczyny a czy po cichaczu jak nikt nie widział to przeszukiwałyście szafy z ciekawości,co rodzice kupili.
Ja pamiętam,że tak robiłam jak już wiedziałam,że gwiazdor nie istnieje ![]()
Ewel U mnie też zawsze leżało pismo święte na stole wigilijnym i zawsze było czytane przed kolacją. I mimo,że nie mam rodziców,ale tradycje podtrzymuje i postaram się przekazać to moim córkom.Nie zapominajmy o tak ważnych rzeczach i niech te wszystkie tradycje jak pismo święte, wspólne śpiewanie kolęd,sianko pod obrusem czy wolne miejsce przy stole będzie nadal w naszych polskich domach.To są piękne chwile i dbajmy o całą atmosferę świąt,bo jak napisałam wcześniej to są święta,które posiadają magie. Nawet wierzmy sobie po cichu,że zwierzęta przemawiają ludzkim głosem w tą noc.
ja nie szukałam nigdy prezentów ![]()
Ja szukałam, wszystkie szafy przeszukiwałam i nigdy nie mogłam znaleźć... aż kiedyś udało mi się i co roku mama prezenty chowała w to samo miejsce i już wiedziałąm co dostanę
ale to jest Moja tajemnica do dnia dzisiejszego
ale teraz już nie sprawdzam co tam jest mimo , że nadal mama chowa tam prezenty ![]()
Moja siostra cierpliwie czekała na Wigilię, ale ja z bratem zawsze przeszukiwaliśmy szafy
teraz to albo mówimy, co chcemy dostać albo liczymy na niespodziankę, więc spokojnie mogę wytrzymać do Wigilii ![]()
Uwielbiam wracac wspomnieniami do okresu dziecinstwa, a zwlaszcza okresu Swiat Bozego Narodzenia! Gdy jest sie dzieckiem, wszystko w tym czasie wydaje sie takie magiczne
pamietam, jak z rodzicami i siostra wyczekiwalam pierwszej gwiazdki na niebie, a potem siadalismy do stolu. Nigdy nie zapomne jednej sytuacji. Mialam wtedy moze 3-4 lata, moja siostra 6-7. Przed wigilia rodzice powiedzieli mi i siostrze, ze przyjdzie do nas Sw. Mikolaj. My cale ucieszone zaczelysmy przygotowywac dla niego krotki wystep. Mialysmy mu chyba wyrecytowac jakis wierszyk i zaspiewac piosenke zima, zima, zima, pada, pada snieg. Szybko wszystko opanowalam i zaczelam sie wszystkim chwalic, jak dobrze to robie. Bylam bardzo pewna siebie, jednak gdy przyszedl Mikolaj tak bardzo sie go przestraszylam, ze szybko wskoczylam na rece do mamy i nawet nie moglam na niego spojrzec tak sie go balam!
nie musze chyba wspominac, ze z recytacji wierszyka i zaspiewania piosenki nici ![]()
Bardzo lubilam okres swiat gdy bylam mala rowniez z tego wzgledu, ze przyjezdzala do nas cala rodzina. Byly ciocie, wujkowie, kuzyni, babcia i dziadek. Teraz zasiadam do stolu tylko z najblizsza rodzina, czyli mama, tata i siostra. Doceniam to, ale czasami mysle sobie, ze fajnie by bylo, gdyby ktos nas czasami odwiedzil.
tez szpiegowałam, szybko się dowiedziałam że Mikołaja nie ma to zaczeło się poszukiwania.... ![]()
Delicious chyba chodzi Ci o modelinę
O właśnie, modelina, dzięki ![]()
Co do Mikołaja też zawsze się go bałam, bo jak byłam mała to mnie ktoś nastraszył. Wszedł do domu (mieliśmy dom piętrowy), narobił na dole hałasu, zapukał, a raczej zadudnił w drewnianą barierkę na dole i zaryczał "czy są tu grzeczne dzieci?". Panika. Płacz. I nie pamiętam co jeszcze
Od tamtych świąt bałam się Mikołaja. A co więcej bałam się wieczorem zejść na dół na przykład wpuścić psa z podwórka. Pamiętam, że robiłam to biegusiem, na paluszkach i jak najszybciej. Przy okazji miałam całą moją drogę oświetloną, po ciemku nie zeszłabym za żadne skarby świata. Schodów w mieszkaniu boję się do tej pory. Dziadkowie nie mają schodów w mieszkaniu i w nocy chodzę po ciemku, u siebie nie zapalam światła, bo schody mam w takim miejscu, że wychodząc w nocy z sypialni do łazienki ich nie wiedzę. Ale u Mamy muszę zejść w nocy po schodach na dół, żeby iść do toalety i nigdy, przenigdy nie zejdę po ciemku. Trauma po św. Mikołaju z dzieciństwa ![]()
Wigilię mieliśmy zawsze tylko w naszym gronie - rodzice i ja. Żałuję, że tylko 3 osoby. Mój chłopak na przykład ma liczną rodzinę od strony obojga rodziców. Często spędzają święta u rodziny, w górach i przy stole zbiera się wtedy ok 40 osób. Zawsze marzyła mi się taka wielka rodzinna wigilia :]
Szkoda,że tak mało osób zainteresowało sie tym wątkiem,bo uważam że jest bardzo ciekawy. Właśnie taki gdzie można się na chwilę zatrzymać,powspominać i zapomnieć o całej tej gonitwie dnia codziennego. Dziewczyny opiszcie swoje wspomnienia związane z świętami,bo nie wierzę,że nie macie wspomnień ...
u mnie oczywiscie do tego całego Gwiazdora było wyptrywanie pierwszej gwiazdki, dopóki jej nie było nie zasiadaliśmy do stołu. też obchodzimy święta w wąskim gronie -rodzice i rodzeństwo (plus zięciowie). nigdy nie byłam na wigilii u dziadków, mama zawsze tylko opowiadała jakie potrawy były u niej, jakie u taty, a oni zrobili po prostu kompilacje tych przepisów ![]()
a jak już byłysmy z siostrą trochę większe ok 10/14 lat to 6 grudnia dzwonek do drzwi, tata otwiera a tam Mikołaj ! przestraszył się -już nie pamiętam co ten Mikołaj zrobił....w każdym razie to był mój chrzestny który się przebrał i do nas przyjechał. radochy było co nie miara
to był pierwszy i jak dotąd ostatni raz jak ktoś w rodzinie przebrał się za Mikołaja
a tak w ogóle to mój dziadzio miał na imię Mikołaj
ale był drobnym i niskim człowiekiem ![]()
Pamiętam, jak rodzice kupili mnie i siostrze takie malutkie organki w kształcie serca. Chcieli je pokazac dziadkom prze Wigilią. A że to był grający prezent to rodzice kazali nam iść po coś do piwnicy
Pamiętam, ze my z siostrą oczywiście zaraz snułyśmy różne przypuszczenia, co to moze być
Wogóle to dla mnie było takie ekscytujące czekać na święta, na prezenty itp. Fajny czas ![]()
Ja długo wierzyłam w istnienie świętego Mikołaja i to było fantastyczne uczucie... Dlatego teraz pielęgnuję tą tradycję w swoim domu. Najstarsza córcia chodzi do zerówki i nadal wierzy i mam nadzieję, że tak zostanie jeszcze jakiś czas... Z kolei najmłodsza ma dwa lata i po Mikołajkach w szkole panicznie boi się Świętego. Gdy chrzestny pytał ją co chciałaby dostać od Mikołaja to mówi że nic, odpowiada "ty wujek kup....". My w domu mieliśmy tradycję, że Mikołaj przychodzi szóstego i zostawia coś tam pod poduszką a w Wigilię przylatuje Aniołek. Tak wogóle to uwielbiam patrzeć na zaskoczone minki swoich dzieci w Święta, ich otwarte serduszka i radość to chyba największa magia Świąt...
32 2010-07-06 11:13:24 Ostatnio edytowany przez natalia1710 (2010-07-06 11:14:16)
Jejku jak sobie przypomnę tego Mikołaja, który myślałam, że jest prawdziwy, który zapukał w okno i zostawił mi cały wór prezentów, to aż się chce być dzieckiem. ![]()
Teraz czar prysł i Mikołaja nie ma. ![]()
I też długo wierzyłam w Mikołaja, bodajże do siódmego roku życia.
Ja pamiętam, że rok w rok chciałam nakryć Gwiazdkę, która składa prezenty pod choinką (jak ona w ogóle wygląda? To taka gwiazdka na niebie? Czy zmienia się w ludzką postać? Jak przechodzi przez szybę?). Pamiętam, że jak miałam może ze 4 lata to wymyśliłam, że schowam się pod łóżkiem (miałam idealny widok na całą choinkę). Czekałam tam dzielnie wstrzymują oddech ale tata mnie przyuważył, wyciągnął stamtąd i dosłownie na sekundę odwrócił moją uwagę, a w tym czasie mama z siostrą migiem podłożyły prezenty, które leżały już przygotowane. Jak odwróciłam głowę i zobaczyłam, że wszystko jest na miejscu to z jednej strony skakałam z radości, że magia działa, a z drugiej byłam zawiedziona, że nie nakryłam Gwiazdki na gorącym uczynku
Teraz rodzice zawsze śmieją się z tej sytuacji ale też są dumni, że udało im się wtedy tak mnie wykiwać i jeszcze kilka lat wierzyłam w Gwiazdkę.
Swoją drogą, nie pamiętam momentu gdy dowiedziałam się, ze wszystkie prezenty są od rodziców. Pamiętam, że przed którymś mikołajem tata przyszedł ze mną porozmawiać, a ja powiedziałam, że wiem o prawdziwej tożsamości Mikołaja. Ale nie potrafię powiedzieć skąd. Widocznie to nie było traumatyczne przeżycie i może sama się tego domyślałam.