Witam! Od razu przejdę do meritum sprawy bo gdybym chciała opisywać wszystko "od a do z" to stworzyłabym cały elaborat na temat swojego pokręconego życia.
Mój problem polega na tym, że spotykam się zawsze z jednym typem mężczyzn i robię to totalnie nie(pod)świadomie?
Mianowicie z facetami: bardzo inteligentnymi, wykształconymi, wygadanymi, z jakąś pasją pochłaniającą całe ich życie. I w czym problem? W tym, że oprócz tych jakże extra cech zawsze łączy ich "zły" motyw przewodni: nazwę to EMOCJONALNĄ WYDMUSZKĄ, bo nie umiem tego inaczej określić.
Są to osoby, które mają problem z emocjami: są doskonałymi aktorami "na zewnątrz", często podziwiani i lubiani przez towarzystwo, z dobrą pracą itd. ale wewnętrznie skrywają emocjonalną pustkę, niemożność, rozerwanie wewnętrzne.
Miałam trzy poważne zwiążki. Pierwszy facet był jawnie przekonany o swojej wyjątkowości, ale z drugiej strony był niesamowicie nieśmiały, wycofany, z mnóstwem kompleksów, które z czasem na mnie przelewał, był tzw. wampirem energetycznym.
Drugi był niesamowicie inteligentny, super praca i pasje, także widział w sobie kogoś wyjątkowego, ale okazało się, że jest totalnie niezdolny do wyższych, prawdziwych uczuć - byłam z nim 5 LAT (!) i przez ten cały okres mamił mnie pięknymi słowami, opowieściami o świetlanej przyszłości, o tym jak to na starość będziemy robić to a to, a potem się z dnia na dzień okazało, że on "nie potrafi kochać", ale nie chce bym odchodziła (odeszłam).
No i niedawno zaczęłam się spotykać (wydawało mi się) że z NORMALNYM (sory, tylko to słowo przychodzi mi na myśl;) chłopakiem i co? MASAKRA. To samo: na zewnątrz wspaniały człowiek, w środku emocjonalna miazga.
To co ich wszystkich łączy to totalny Weltschmerz!!!
Jak to jest z wami? Rozumiem, że zazwyczaj za partnerów wybieramy sobie ludzi o określonych typach cech i osobowości, ale Jezu! Ja już mam dosyć
Jak wyjść z tego koła? Czy da się od tego uciec?
Podobne tematy
Mysle,ze najpierw powinnas zastanowic sie jaka Ty jestes...Pozniej dlaczego takich wybierasz albo oni wybieraja Ciebie.Mam pytanie-jak juz zauwazysz,ze ten kolejny rowniez jest "emocjonalna miazga"to nadal z nim jestes?
Pewnie wolisz sie oszukiwać niż widzieć od początku jacy są. A że przyciągaja cie powierzchowność i na tym poprzestajesz to już tylko twoja decyzja marnowania czasu
Ismena i Colt krótko wyrazili powątpiewanie, że trafiasz na takich typków, którzy niby nie ugryzą, ale krew wypiją.
To Ty ich wybierasz, a rozsądek odstawiasz do kąta.
Pociągają Cię inteligentni, przystojni chłopcy, dla których życie w związku i stabilizacja nie pojawiają się w zestawieniu ich priorytetów.
Mimo, że spodziewasz się, że kolejny będzie taki sam, idziesz w to, jak w dym.
Przykro mi, ale nie uwierzę, że już na początku relacji nie jesteś w stanie ocenić gościa.
Ismena1976 - zdaję sobie sprawę z tego, że to ja ich w jakimś sensie wybieram i oni wybierają mnie. Na pewno działa tu wiele czynników, ale ciężko mi odpowiedzieć jednoznacznie "jaka jestem ja". To strasznie trudne pytanie, które często sobie zadaje, ale jeszcze tego chyba do końca nie rozgryzłam...
Generalnie zastanawiam się, czy dużo osób tak ma, że jakby popatrzyły wstecz, na swoje poprzednie związki to by stwierdziły, że pod względem osobowości i charaktetu ich partnerzy byli podobni do siebie.
Colt47 - powierzchowność? Na jakiej podstawie wnioskujesz bo nie rozumiem tego toku myślowego? Właśnie chodzi o to, że ja z nimi jestem, mimo tego co odkrywam po jakimś czasie, czyli tej ich "emocjonalnej pustki". Jeśli kocham i czuje się kochana to mimo wszystko przy nich trwam, a właśnie tacy mnie najbardziej pociągają i boję się, że w jakimś sensie jest to moje małe "przekleństwo" . I nie, nie wolę się oszukiwać - nie każdy ma tak jak Ty, że jak poznaje dziewczynę to odkrywa wszystkie karty. Ludzie są skryci i pokazują się na początku zawsze z jak najlepszej strony.
Excop - nigdzie nie napisałam, że są przystojni
Aha i wcale nie jest tak, że nie chcą stabilizacji. Pierwszy poważny chłopak bardzo jej chciał. Byliśmy ze sobą 3 lata. Pół roku mieszkaliśmy razem, wiem, że mnie kochał, ale zauważyłam, że jego osoba działa destrukcyjnie na mnie (zazdrość, lekka manipulacja, stosowanie różnych gierek wtedy kiedy nie dostawał tego czego chce). Ja zerwałam. To było 8 lat temu, a wiem, że nadal ma do mnie o to żal.
Drugi, z którym byłam 5 lat, też mi mówił, że chciałby bym np. została matką jego dzieci, mieszkaliśmy razem ponad 2 lata, były plany na przyszłość itd. ale okazało się, że mnie okłamywał i stwierdził płacząc, że nie potrafi kochać.
No a teraz spotykam się z wcześniej rzeczonym facetem i im więcej czasu z nim przebywam (to dopiero początek znajomości) to zaczynam zauważać, że znowu trafiłam na strasznie skomplikowanego chłopaka, z problemami emocjonalnymi.
7 2015-06-25 17:03:19 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-06-25 17:06:15)
Excop - nigdzie nie napisałam, że są przystojni
Aha i wcale nie jest tak, że nie chcą stabilizacji. Pierwszy poważny chłopak bardzo jej chciał. Byliśmy ze sobą 3 lata. Pół roku mieszkaliśmy razem, wiem, że mnie kochał, ale zauważyłam, że jego osoba działa destrukcyjnie na mnie (zazdrość, lekka manipulacja, stosowanie różnych gierek wtedy kiedy nie dostawał tego czego chce). Ja zerwałam. To było 8 lat temu, a wiem, że nadal ma do mnie o to żal.
Drugi, z którym byłam 5 lat, też mi mówił, że chciałby bym np. została matką jego dzieci, mieszkaliśmy razem ponad 2 lata, były plany na przyszłość itd. ale okazało się, że mnie okłamywał i stwierdził płacząc, że nie potrafi kochać.
No a teraz spotykam się z wcześniej rzeczonym facetem i im więcej czasu z nim przebywam (to dopiero początek znajomości) to zaczynam zauważać, że znowu trafiłam na strasznie skomplikowanego chłopaka, z problemami emocjonalnymi.
To w takim razie, Droga Autorko, może w Tobie jest coś, co każe doszukiwać się w partnerach tego, czego tak naprawdę nie ma?
Może zbyt wiele oczekujesz, albo zbyt wcześnie chcesz to osiągnąć, więc opór i ostrożność rozpoznajesz, jako niestabilność emocjonalną lub socjopatię?
Excop - na pewo jestem ostrożna przy obecnej znajomości bo ostatni związek strasznie mnie skopał psychicznie. Ale wątpie, żebym na siłe się doszukiwała czegoś czego nie ma. Opór i ostrożność? Nie, nie było nigdy oporu i ostrożności z ich strony, w takim sensie w jakim wydaje mi się Ty to rozumiesz.
U pierwszego była zaborczość, lekki socjopatyzm i samouwielbienie. U drugiego egoizm i problemy emocjonalne związane z dzieciństwem (brak jakichkolwiek więzi rodzinnych oprócz kartki raz w roku na święta).
Teraz zaczęłam się spotykać z tym i przez pierwsze kilka randek naprawdę wydawało mi się, że trafiłam na sympatycznego, wesołego, mądrego chłopaka, ale im więcej ze sobą rozmawiamy i wpuszczamy się w nasze mózgowe "otchłanie" zauważam, że to strasznie smutny, zmęczony życiem, z lekkim stanem przeddepresyjnym mężczyzna, który skrzętnie ukrywa swoje uczucia.
Tak poważnie, to napisałam tego posta bo zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak. Może faktycznie ja specjalnie jakoś podświadomie wybieram sobie mężczyzn z Weltschmerzem. Którzy wierzą w swoją wyjątkowość, a świat jest idiotyczny i zły, wszyscy są chu** warci, ale Ty jesteś promykiem w tej jaskini cieni... nie wiem (żeby nie było - doszłam do tej konkluzji przed chwilą, pisząc tego posta i jestem przerażona...) bo często tak to wygląda.
Dlatego jest właśnie tyle nieudanych związków. Ludzie nie potrafią wyczuć osobowości partnera. Osoby empatyczne są najlepsze na partnerów ale one się rzadko zdarzają. Widziałem taką dziewczynę w autobusie. Zareagowała gdy jej znajomy chłopak wsiadł. Podniosła brwi i mówiła z głosem pełnym troski. Takie dziewczyny potrafią szczerze kochać. Jeśli ludzie nie potrafią kochać to relacje są bardzo złe albo w ogóle nie ma związku. Zdarza się niestety że mimo tego że relacje są złe, ludzie decydują się na seks. Dla mnie jest to niezrozumiałe. Mój brat miał doktorat z matematyki i była studentka związała się z nim przez dwa lata mimo że brat (ona nie wiedziała o tym) był dwa razy w szpitalu Babińskiego w Krakowie. Brat był samolubny i miał inne poważne zaburzenia i to było widać dla mnie po kilku minutach rozmowy z nim. Ona nie umiała tego rozpoznać przez dwa lata.
Excop - na pewo jestem ostrożna przy obecnej znajomości bo ostatni związek strasznie mnie skopał psychicznie. Ale wątpie, żebym na siłe się doszukiwała czegoś czego nie ma. Opór i ostrożność? Nie, nie było nigdy oporu i ostrożności z ich strony, w takim sensie w jakim wydaje mi się Ty to rozumiesz.
U pierwszego była zaborczość, lekki socjopatyzm i samouwielbienie. U drugiego egoizm i problemy emocjonalne związane z dzieciństwem (brak jakichkolwiek więzi rodzinnych oprócz kartki raz w roku na święta).
Teraz zaczęłam się spotykać z tym i przez pierwsze kilka randek naprawdę wydawało mi się, że trafiłam na sympatycznego, wesołego, mądrego chłopaka, ale im więcej ze sobą rozmawiamy i wpuszczamy się w nasze mózgowe "otchłanie" zauważam, że to strasznie smutny, zmęczony życiem, z lekkim stanem przeddepresyjnym mężczyzna, który skrzętnie ukrywa swoje uczucia.Tak poważnie, to napisałam tego posta bo zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak. Może faktycznie ja specjalnie jakoś podświadomie wybieram sobie mężczyzn z Weltschmerzem. Którzy wierzą w swoją wyjątkowość, a świat jest idiotyczny i zły, wszyscy są chu** warci, ale Ty jesteś promykiem w tej jaskini cieni... nie wiem (żeby nie było - doszłam do tej konkluzji przed chwilą, pisząc tego posta i jestem przerażona...) bo często tak to wygląda.
Właśnie to mialem na myśli, o czym piszesz.
Bez cienia sarkazmu powiem, że prawdopodobnie czujesz, że mężczyzna jest popaprany w ten, czy inny sposób, ale z jakichś powodów uważasz, że potrafisz go dopasować do swoich oczekiwań.
I choć początki są obiecujące, na dłuższą metę ponosisz porażkę, bo niedobory emocjonalne nie pozostają długo w ukryciu.
To, co napisał MrSpock, to skrajność, ale znamienna.
Dlatego jest właśnie tyle nieudanych związków. Ludzie nie potrafią wyczuć osobowości partnera. Osoby empatyczne są najlepsze na partnerów ale one się rzadko zdarzają. Widziałem taką dziewczynę w autobusie. Zareagowała gdy jej znajomy chłopak wsiadł. Podniosła brwi i mówiła z głosem pełnym troski. Takie dziewczyny potrafią szczerze kochać. Jeśli ludzie nie potrafią kochać to relacje są bardzo złe albo w ogóle nie ma związku. Zdarza się niestety że mimo tego że relacje są złe, ludzie decydują się na seks. Dla mnie jest to niezrozumiałe. Mój brat miał doktorat z matematyki i była studentka związała się z nim przez dwa lata mimo że brat (ona nie wiedziała o tym) był dwa razy w szpitalu Babińskiego w Krakowie. Brat był samolubny i miał inne poważne zaburzenia i to było widać dla mnie po kilku minutach rozmowy z nim. Ona nie umiała tego rozpoznać przez dwa lata.
Ok, ale może Twój brat jednak zachowywał się inaczej w stosunku do tej dziewczyny kiedy byli razem? To nie jest tak, że ja jestem zupełnie ślepa i nie widzę tego jacy są. Te wszystkie moje związki były naprawdę pełne pasji, miłości, zaangażowania. Ale im dalej w las tym okazywało się, że moje uczucia nie są aż tak ważne jak ich.
Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem (bez samozachwytu) osobą inteligentną, wykształconą, wesołą, czułą, pełną miłości i potrafię dać dużo ludziom, którzy są dla mnie ważni (nie tylko partner, ale i rodzina, przyjaciele). Jestem też wyrozumiała i staram się wspierać tych, których kocham jak tylko mogę. Ciężko mi przyjąć, że nie potrafię rozpoznać uczuć i tego jakim są osoby, z którymi się wiążę, w sumie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Bardziej zastanawiam się nad tym, czy ja nie dąże do skomplikowanych związków bo mnie to kręci? Ta otoczka zmienności, że nie wiem co będzie dalej, że odkrywam tą osobe, wchodzę jej do głowy i się okazuje, że to labirynt bez wyjścia? Ech bez sensu. Ja naprawdę chciałabym mieć stabilny, trwały związek i założyć z kimś DOM, ale boje się, że nie jestem do tego zdolna jak dalej będę lokować w taki sposób uczucia. Może macie dla mnie jakieś konstruktywne rady? Np. jest pewnie tak, że przyciągają nas konkretne cechy w ludziach - czasami są złe czasem dobre, ale jak to porzucić? Jak przestawić się i powiedzieć samemu sobie, że to mi się nie podoba, że chce czegoś innego? Jakieś doświadczenia może macie z tym związane?
Niestety ale są osoby zafiksowane na punkcie na przykład wykształcenia partnera i wchodzą w bardzo niekorzystne układy. Brat miał potem kontakt z inną dziewczyną przez cztery lata i ona również poleciała na jego doktorat. W korespondencji z nią widać było jak na dłoni że brat ma poważne zaburzenia już po przeczytaniu kilku linijek. Przede wszystkim opowiadał o rzeczach jakie się nauczył na pamięć ale nie potrafił wejść w spokojną dyskusję na tematy psychologii czy relacji społecznych. Jego wypowiedzi były płytkie, zdania pisał krótkie i nacechowane emocjami. Rozpoznać jest to łatwo od razu ale dla osoby która ma wykształcenie psychologiczne bądź nawet tylko intuicję psychologiczną. Intuicja psychologiczna jest nawet cenniejsza od wyższego wykształcenia z psychologii. Inne osoby rozpoznają takie rzeczy dopiero po wielu latach. Niestety ale to się często zdarza. Czasem są niezmiernie małe sygnały wskazujące na patologię. Najlepsi partnerzy to osoby otwarte, pogodne, rozmowne, empatyczne i asertywne. Możesz spróbować żeby poznany chłopak zrobił taki test i to dużo powie jeśli jego odpowiedzi będą szczere. http://www.16personalities.com/
Dla przykładu mnie wyszła z testu asertywność 80% z opisem, że jestem w stanie tworzyć niezwykle trwałe związki i mam wymienione wyżej cechy charakteru. Jednak dziewczyna do której piszę od siedmiu miesięcy jest neurotyczna i nie da się jej przekonać w żaden sposób że to jest prawda. Prawdopodobnie nic mi nie przyjdzie z kontaktu z nią.
Wiesz, to "poleciała na jego doktorat" jest dziwne
Nie wiem jak można polecieć na doktorat? W sensie, że ktoś mi macha dyplomem przed oczami jak teczką pieniędzmi i na niego lecę? Chyba poleciała na to, że jest inteligenty, może z nim pogadać na interesujące ją tematy, dowiedzieć się czegoś, wymienić opinie, może interesowali się tą samą tematyką itd.
Ale nie znam ani jej ani Twojego brata więc nie będę bawić się w jasnowidza. U mnie jest tak, że lubię inteligentnych ludzi bo właśnie mam z nimi o czym rozmawiać, a po drugie zazwyczaj tacy ludzie (przynajmniej moi "byli") mają specyficzne "inteligentne", zaskakująco sarkastyczne poczucie humoru, które mi odpowiada.
Dzięki za ten link. Zrobiłam sobie ten test i wyszło mi: ENFP PERSONALITY (?THE CAMPAIGNER?). Całkiem ładny cytat mi dali na początek (:P): It doesn't interest me what you do for a living. I want to know what you ache for ? and if you dare to dream of meeting your heart's longing. It doesn't interest me how old you are. I want to know if you will risk looking like a fool ? for love ? for your dreams ? for the adventure of being alive.
Muszę to wszystko przeczytać na spokojnie, może się w końcu czegoś o sobie dowiem przydatnego ![]()
14 2015-06-26 03:28:03 Ostatnio edytowany przez MrSpock (2015-06-26 08:20:28)
Brat nie miał żadnej "inteligencji życiowej". Dyskutował "z pamięci", czyli nauczył się na pamięć jak się postępuje w danych sytuacjach, ale sam by tak w nich nie potrafił postąpić! Rozumiesz różnicę? Po prostu kłamał. Jego wypowiedzi nie wyrażały jego poglądów i w ten sposób nie można było w żadnym stopniu ocenić jego inteligencji. To jest tak, jak ktoś podchodzi do matury z j.polskiego i wykuje na pamięć analizy utworów nie rozumiejąc problemów w nich zawartych. Da się to wyczuć w rozmowie czy korespondencji, jeśli dostrzeże się drobne różnice (!) w stylu wskazujące na właśnie dokonujące się przemyślenia tego o czym się rozmawia. Te przemyślenia oznaczają że osoba autentycznie zastanawia się i mówi prawdę o swoich poglądach. Ale do tego trzeba mieć wyczucie psychologiczne. Do tego dziewczyna, gdy się już zaangażowała, nie potrafiła się wycofać, gdy już dostrzegła że brat jest zaburzony.
Osoby o takim, charakterze często mają zaburzenia borderline lub socjopatia określane jako "as-if personality", to znaczy że starają się udawać że są normalne przez upodobnianie swojego zachowania do zachowania ludzi z ich otoczenia. Jedynie dłuższa uważna obserwacja przez psychologa pozwala na wykrycie tego udawania.
15 2015-06-26 10:06:31 Ostatnio edytowany przez Colt47 (2015-06-26 10:09:24)
Brat nie miał żadnej "inteligencji życiowej". Dyskutował "z pamięci", czyli nauczył się na pamięć jak się postępuje w danych sytuacjach, ale sam by tak w nich nie potrafił postąpić! Rozumiesz różnicę? Po prostu kłamał. Jego wypowiedzi nie wyrażały jego poglądów i w ten sposób nie można było w żadnym stopniu ocenić jego inteligencji. To jest tak, jak ktoś podchodzi do matury z j.polskiego i wykuje na pamięć analizy utworów nie rozumiejąc problemów w nich zawartych.
Tym samym opisałeś 90% populacji kobiecej "humanistek" plus dorabianie ideologii do każdego wypowiedzianego zdania (najlepiej odnosząc sie do personaliów, by móc zaatakować zamiast skupić sie na problemie w kontekście przedmiotowym) lub mowy ciała z pełnym przekonaniem że "wie"
Nic dziwnego że nabrała się na takiego jak twój brat, bo podobne są.
Brat nie miał żadnej "inteligencji życiowej". Dyskutował "z pamięci", czyli nauczył się na pamięć jak się postępuje w danych sytuacjach, ale sam by tak w nich nie potrafił postąpić! Rozumiesz różnicę? Po prostu kłamał. Jego wypowiedzi nie wyrażały jego poglądów i w ten sposób nie można było w żadnym stopniu ocenić jego inteligencji. To jest tak, jak ktoś podchodzi do matury z j.polskiego i wykuje na pamięć analizy utworów nie rozumiejąc problemów w nich zawartych. Da się to wyczuć w rozmowie czy korespondencji, jeśli dostrzeże się drobne różnice (!) w stylu wskazujące na właśnie dokonujące się przemyślenia tego o czym się rozmawia. Te przemyślenia oznaczają że osoba autentycznie zastanawia się i mówi prawdę o swoich poglądach. Ale do tego trzeba mieć wyczucie psychologiczne. Do tego dziewczyna, gdy się już zaangażowała, nie potrafiła się wycofać, gdy już dostrzegła że brat jest zaburzony.
Osoby o takim, charakterze często mają zaburzenia borderline lub socjopatia określane jako "as-if personality", to znaczy że starają się udawać że są normalne przez upodobnianie swojego zachowania do zachowania ludzi z ich otoczenia. Jedynie dłuższa uważna obserwacja przez psychologa pozwala na wykrycie tego udawania.
Ok, rozumiem, to masz jakąś radę w jaki sposób można ( i czy można) "zdemaskować" taką osobę w czas? Nie jestem psychologiem, jestem dosyć dobrym obserwatorem, ale równocześnie jestem niepoprawną romantyczką i zawsze staram się widzieć w osobie jej dobre cechy, a te gorsze bagatelizuje co potem ma taki skutek jaki ma.
Pewnie napiszesz mi, żebym w takim razie nie bagatelizowała tych złych tylko od razu zastanowiła się nad nimi, ale to chyba nie jest aż takie proste w praktyce. Nie wiem, nie chcę być osobą "zimno kalkulującą" - jeśli wiesz o co mi chodzi.
17 2015-06-26 12:47:26 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-06-26 12:48:04)
maria.elena, jesli chcesz poznac siebie i moze odkryc dlaczego preferujesz takie a nie inne typy, to postaraj sie przeanalizowac, jak wygladaly Twoje emocjonalne stosunki z czlonkami rodziny, z ktora wyroslas. To przede wszystkim one przybijaja pieczatke bardzo gleboko w podswiadomosci.
Potem wybieramy takie zwiazki, ktore w jakis sposob odpowiadaja tym wychowanych schematom, nawet jesli na pierwszy rzut oka nie widac tego podobienstwa, bo te podobienstwa dotycza Twojego emocjonalnego przezywania, a nie tego, co jest na zewnatrz.
Musisz odczarowac swoje przekonania na temat tego, jakie mialas stosunki z ojcem, matka, bratem czy siostra albo inne bliskie osoby, byc moze nawet spoza kregu rodzinnego.
Kto w Twojej rodzinie byl niedostepny emocjonalnie? Jak na to reagowalas? Zamykalas na to oczy i wierzylas w cos innego? Czy bylas rebeliantka i probowalas jednak za wszelka cena do tego czlowieka dotrzec? A moze sama wtedy odcinalas sie emocjonalnie, odwracalas i szukalas kogos innego, zeby znalezc to, czego szukasz?
No i na koniec - jak wyglada to u Ciebie samej. Potrafisz naprawde byc z kims blisko i intymnie (nie chodzi w tym momencie o seks), czy tylko Ci sie tak wydaje i jest to tylko niespelnione zyczenie? Czasem partner jest tylko odbiciem tego, co sami do niego wysylamy.
To sa pytania, na ktore tylko Ty sama znasz odpowiedzi.
Albo czego ci brakuje, co oni teoretycznie ci dawali a co ich łączy. Tylko nie pisz że miłości, bo to banał.
Z cala pewnoscia ci dotychczasowi dawali swojskie poczucie niespelnienia....inne typy juz z zalozenia nie wchodza w rachube, bo nie przypominaja niczego, co znane, a wiec nie wydaja sie atrakcyjni.
Tak niestety funkcjonuja ukondycjonowane schematy emocjonalne.
Co oni mi dawali? Nie umiem tego opisać. Przy nich zawsze czułam się wyjątkowa. Kiedy byłam przy nich przestawałam czuć się zwyczajnie, czułam się tak, jakby była przysłowiowa "niedziela". To tak jakbyśmy byli "my" i reszta świata, tworzyliśmy bardzo intymną więź i nie mówię tu o sexie. Po prostu - spotykam różnych mężczyzn na swojej drodze. Z jednymi "TO" czuję z innymi nie. Te moje "trwałe" związki to zawsze było uderzenie pioruna - może nie "miłość od pierwszego wejrzenia", ale od pierwszego wejrzenia wiedziałam, że coś jest na rzeczy i coś z tego będzie. Być może problem tkwi w dzieciństwie. Uważam, że moje dzieciństwo było bardzo udane, ale prawda jest taka, że jak się zaczynam nad tym zastanawiać, to możliwe, że wyparłam to co złe. Wychowywałam się w biedzie (może nie skrajnej, ale bywało źle), ojciec przez kilka lat bardzo dużo pił i zdarzało się, że nie wracał do domu. Kiedy skończyłam 11 lat, przestał pić i do tej pory jest "trzeżwy". Mimo wszystko, zawsze miałam z nim dobry kontakt, z mamą także, jestem zżyta generalnie z rodziną (mam rodzeństwo). No ale jaki to ma związek z facetami? Że specjalnie wybieram takich bo chcę ich podświadomie ratować? Nie wiem, nie znam się. Trochę mnie już to męczy.
A nie jest odwrotnie? Bez urazy, ale Ty byś tylko brała. Mężczyźnie trzeba dać nie tylko seksu, ale też wsparcia. Bierzesz chojraków, wieczyście uśmiechniętych chłopaków, licząc że nie będziesz musiała dać nic od siebie. Oni mają być Twoją podporą, opoką... A wszyscy mają problemy. Facet ma kompleksy? Trujesz mu, że jest zajebisty, aż w to uwierzy. Nieśmiały? Pracujesz na tym, starasz się ośmielić. Związek to relacja dwustronna. A każdy facet ma jakiś defekt, każdy się czegoś boi... Grunt, że po tym jak z obojętnością spojrzy na wypowiedzenie i powie szefowi, że rozumie, że są cięcia w personelu, ma przyjść do Cb i móc się wypłakać, wiedząc, że i tak będzie Twoim mężczyzną, a nie mięczakiem... Ma nie udawać.
22 2015-06-26 15:13:20 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-06-26 15:19:42)
Maria.elena, no to wcale nie trzeba daleko szukac przyczyn Twojej sklonnosci do "skomplikowanych" facetow z Weltschmerz!
Pomysl sama - jaki jest kontakt emocjonalny z pijanym? I jak pozostala rodzina musiala odbierac ten stan rzeczy? Jak reagowala Twoja mama? Nawet nie musiala nic mowic, dzieci wiedza, jak ich rodzice odczuwaja.
A moze ojciec w chwilach trzezwosci traktowal Cie jak ksiezniczke. A moze byly to po prostu chwile wytchnienia dla rodziny i chwilowe szczescie, gdy ojciec byl obecny duchem i cialem?
Nasze najsilniejsze emocjonalne uwarunkowania leza w najwczesniejszym dziecinstwie....
A ten dobry kontakt na dokladke przykrywa ta cala historie i wydaje sie, ze to nie mialo na Ciebie wplywu.
Rozumem mozesz zrozumiec tylko czesc, reszta siedzi gdzies zakodowana w ciele w postaci starych emocji i obrazow swiata i steruje Twoimi wyborami.
Nie odrzucaj swoich obecnych emocji i uczuc, jakie masz w zwiazku, bo one sa tymi, ktore kiedys przezywalas i wracaja w podobnych warunkach.
Dopusc je i nic z nimi nie rob, nie zastanawiaj sie nad nimi. Pobeda i przejda, moze zdarzy sie, ze wyplyna jakies wspomnienia albo cos sie skojarzy.
Tedy prowadzi droga do ich zrozumienia i zneutralizowania.
Poza tym poczytaj na temat alkoholizmu w rodzinie.
Patologia stwarza dokladnie to co opisujesz - zamkniety krag, my i reszta swiata. Czesto rodzina usiluje grac przed swiatem gre, ze wszystko jest w porzadku, dzieci wstydza sie w szkole przed rowiesnikami i zamykaja tym samym tez ten krag.
A nie jest odwrotnie? Bez urazy, ale Ty byś tylko brała. Mężczyźnie trzeba dać nie tylko seksu, ale też wsparcia. Bierzesz chojraków, wieczyście uśmiechniętych chłopaków, licząc że nie będziesz musiała dać nic od siebie. Oni mają być Twoją podporą, opoką... A wszyscy mają problemy. Facet ma kompleksy? Trujesz mu, że jest zajebisty, aż w to uwierzy. Nieśmiały? Pracujesz na tym, starasz się ośmielić. Związek to relacja dwustronna. A każdy facet ma jakiś defekt, każdy się czegoś boi... Grunt, że po tym jak z obojętnością spojrzy na wypowiedzenie i powie szefowi, że rozumie, że są cięcia w personelu, ma przyjść do Cb i móc się wypłakać, wiedząc, że i tak będzie Twoim mężczyzną, a nie mięczakiem... Ma nie udawać.
Zaskoczyłaś mnie po tym co wczoraj pisałaś o lalkach erotycznych i eliminacji słabych genów. Stosujesz w praktyce? Miałaś kiedyś taki związek i umiałaś utrzymać?
LunaPARK napisał/a:A nie jest odwrotnie? Bez urazy, ale Ty byś tylko brała. Mężczyźnie trzeba dać nie tylko seksu, ale też wsparcia. Bierzesz chojraków, wieczyście uśmiechniętych chłopaków, licząc że nie będziesz musiała dać nic od siebie. Oni mają być Twoją podporą, opoką... A wszyscy mają problemy. Facet ma kompleksy? Trujesz mu, że jest zajebisty, aż w to uwierzy. Nieśmiały? Pracujesz na tym, starasz się ośmielić. Związek to relacja dwustronna. A każdy facet ma jakiś defekt, każdy się czegoś boi... Grunt, że po tym jak z obojętnością spojrzy na wypowiedzenie i powie szefowi, że rozumie, że są cięcia w personelu, ma przyjść do Cb i móc się wypłakać, wiedząc, że i tak będzie Twoim mężczyzną, a nie mięczakiem... Ma nie udawać.
Zaskoczyłaś mnie po tym co wczoraj pisałaś o lalkach erotycznych i eliminacji słabych genów. Stosujesz w praktyce? Miałaś kiedyś taki związek i umiałaś utrzymać?
W związku nie, ale w przyjaźni tak. W sumie jestem jedyną osobą, której chłopak wypłakiwał się w ramię, a na codzień największy dupek bez serca ![]()
Colt47 napisał/a:LunaPARK napisał/a:A nie jest odwrotnie? Bez urazy, ale Ty byś tylko brała. Mężczyźnie trzeba dać nie tylko seksu, ale też wsparcia. Bierzesz chojraków, wieczyście uśmiechniętych chłopaków, licząc że nie będziesz musiała dać nic od siebie. Oni mają być Twoją podporą, opoką... A wszyscy mają problemy. Facet ma kompleksy? Trujesz mu, że jest zajebisty, aż w to uwierzy. Nieśmiały? Pracujesz na tym, starasz się ośmielić. Związek to relacja dwustronna. A każdy facet ma jakiś defekt, każdy się czegoś boi... Grunt, że po tym jak z obojętnością spojrzy na wypowiedzenie i powie szefowi, że rozumie, że są cięcia w personelu, ma przyjść do Cb i móc się wypłakać, wiedząc, że i tak będzie Twoim mężczyzną, a nie mięczakiem... Ma nie udawać.
Zaskoczyłaś mnie po tym co wczoraj pisałaś o lalkach erotycznych i eliminacji słabych genów. Stosujesz w praktyce? Miałaś kiedyś taki związek i umiałaś utrzymać?
W związku nie, ale w przyjaźni tak. W sumie jestem jedyną osobą, której chłopak wypłakiwał się w ramię, a na codzień największy dupek bez serca
Ona wybiera do związku a nie przyjaźni.
A nie jest odwrotnie? Bez urazy, ale Ty byś tylko brała. Mężczyźnie trzeba dać nie tylko seksu, ale też wsparcia. Bierzesz chojraków, wieczyście uśmiechniętych chłopaków, licząc że nie będziesz musiała dać nic od siebie. Oni mają być Twoją podporą, opoką... A wszyscy mają problemy. Facet ma kompleksy? Trujesz mu, że jest zajebisty, aż w to uwierzy. Nieśmiały? Pracujesz na tym, starasz się ośmielić. Związek to relacja dwustronna. A każdy facet ma jakiś defekt, każdy się czegoś boi... Grunt, że po tym jak z obojętnością spojrzy na wypowiedzenie i powie szefowi, że rozumie, że są cięcia w personelu, ma przyjść do Cb i móc się wypłakać, wiedząc, że i tak będzie Twoim mężczyzną, a nie mięczakiem... Ma nie udawać.
Naaah. Uwierz, że w tych związkach to ja dawałam zawsze z siebie 100% i problem polegał na tym, że to oni nie chcieli dawać. Wspieram zawsze jak tylko mogę. Dla przykładu: mój pierwszy poważny związek wyglądał tak, że w pewnym momencie mojemu chłopakowi przestało się układać. Stracił pracę, potem przez to, że olał trochę studia - podziękowali mu. Byłam dla niego i wspierałam jak tylko mogłam. Nagle on stał się zaborczy i zazdrosny o wszystko co robię, co mam i co mogę mieć. Nie było w tym krzty logiki, bo szczerze mówiąc akurat wtedy nie było czego mi zazdrościć - nie miałam więcej niż on. Uświadomiłam sobie, po wielu miesiącach, że on mnie ciągnie w dół. Że on nie chce pomocy, nie interesują go moje uczucia, ważny jest on i jego potrzeby, które muszą być zaspakajane na bieżąco bez wzgldu na wszystko. Długo zastanawiałam się nad tym wszystkim. Próbowałam to ratować na wiele sposobów. Ale jak zaczął mną manipulować, szpiegować, kłamać - nie mogłam już w tym dalej tkwić.
To tylko przykład na to, aby odeprzeć zarzut dot. tego jakoby miałabym tylko brać i niedawać nic od siebie bo to krzywdzące w obliczu tego co przeszłam.
Jak wolisz. Nie oszukujmy się jednak, że jak w trakcie związku pojawia się problem to jest to następstwo czegoś co się w tym związku działo. Nic nie bierze się bez przyczyny.
PS Zapewniam Cię, Colt, że nie znam faceta bez serca, a cenię naturalność. Nie miałabym problemu spotykać się z mężczyzną twardym z zewnątrz, miękkim w środku ![]()
LunaPARK napisał/a:A nie jest odwrotnie? Bez urazy, ale Ty byś tylko brała. Mężczyźnie trzeba dać nie tylko seksu, ale też wsparcia. Bierzesz chojraków, wieczyście uśmiechniętych chłopaków, licząc że nie będziesz musiała dać nic od siebie. Oni mają być Twoją podporą, opoką... A wszyscy mają problemy. Facet ma kompleksy? Trujesz mu, że jest zajebisty, aż w to uwierzy. Nieśmiały? Pracujesz na tym, starasz się ośmielić. Związek to relacja dwustronna. A każdy facet ma jakiś defekt, każdy się czegoś boi... Grunt, że po tym jak z obojętnością spojrzy na wypowiedzenie i powie szefowi, że rozumie, że są cięcia w personelu, ma przyjść do Cb i móc się wypłakać, wiedząc, że i tak będzie Twoim mężczyzną, a nie mięczakiem... Ma nie udawać.
Naaah. Uwierz, że w tych związkach to ja dawałam zawsze z siebie 100% i problem polegał na tym, że to oni nie chcieli dawać. Wspieram zawsze jak tylko mogę. Dla przykładu: mój pierwszy poważny związek wyglądał tak, że w pewnym momencie mojemu chłopakowi przestało się układać. Stracił pracę, potem przez to, że olał trochę studia - podziękowali mu. Byłam dla niego i wspierałam jak tylko mogłam. Nagle on stał się zaborczy i zazdrosny o wszystko co robię, co mam i co mogę mieć. Nie było w tym krzty logiki, bo szczerze mówiąc akurat wtedy nie było czego mi zazdrościć - nie miałam więcej niż on. Uświadomiłam sobie, po wielu miesiącach, że on mnie ciągnie w dół. Że on nie chce pomocy, nie interesują go moje uczucia, ważny jest on i jego potrzeby, które muszą być zaspakajane na bieżąco bez wzgldu na wszystko. Długo zastanawiałam się nad tym wszystkim. Próbowałam to ratować na wiele sposobów. Ale jak zaczął mną manipulować, szpiegować, kłamać - nie mogłam już w tym dalej tkwić.
To tylko przykład na to, aby odeprzeć zarzut dot. tego jakoby miałabym tylko brać i niedawać nic od siebie bo to krzywdzące w obliczu tego co przeszłam.
W jaki sposób go wspierałaś?
Jakie to były sposoby?
Jak wolisz. Nie oszukujmy się jednak, że jak w trakcie związku pojawia się problem to jest to następstwo czegoś co się w tym związku działo. Nic nie bierze się bez przyczyny.
PS Zapewniam Cię, Colt, że nie znam faceta bez serca, a cenię naturalność. Nie miałabym problemu spotykać się z mężczyzną twardym z zewnątrz, miękkim w środku
Jaka różnica między tymi a tymi którzy nie udają, mimo że są miękcy w środku?
Maria.elena, no to wcale nie trzeba daleko szukac przyczyn Twojej sklonnosci do "skomplikowanych" facetow z Weltschmerz!
Pomysl sama - jaki jest kontakt emocjonalny z pijanym? I jak pozostala rodzina musiala odbierac ten stan rzeczy? Jak reagowala Twoja mama? Nawet nie musiala nic mowic, dzieci wiedza, jak ich rodzice odczuwaja.
A moze ojciec w chwilach trzezwosci traktowal Cie jak ksiezniczke. A moze byly to po prostu chwile wytchnienia dla rodziny i chwilowe szczescie, gdy ojciec byl obecny duchem i cialem?
Nasze najsilniejsze emocjonalne uwarunkowania leza w najwczesniejszym dziecinstwie....
A ten dobry kontakt na dokladke przykrywa ta cala historie i wydaje sie, ze to nie mialo na Ciebie wplywu.
Rozumem mozesz zrozumiec tylko czesc, reszta siedzi gdzies zakodowana w ciele w postaci starych emocji i obrazow swiata i steruje Twoimi wyborami.
Nie odrzucaj swoich obecnych emocji i uczuc, jakie masz w zwiazku, bo one sa tymi, ktore kiedys przezywalas i wracaja w podobnych warunkach.
Dopusc je i nic z nimi nie rob, nie zastanawiaj sie nad nimi. Pobeda i przejda, moze zdarzy sie, ze wyplyna jakies wspomnienia albo cos sie skojarzy.
Tedy prowadzi droga do ich zrozumienia i zneutralizowania.Poza tym poczytaj na temat alkoholizmu w rodzinie.
Patologia stwarza dokladnie to co opisujesz - zamkniety krag, my i reszta swiata. Czesto rodzina usiluje grac przed swiatem gre, ze wszystko jest w porzadku, dzieci wstydza sie w szkole przed rowiesnikami i zamykaja tym samym tez ten krag.
Może masz w tym trochę racji. To jest zabawne, ale ja nigdy nie czułam się tak, jakbym była z "patologicznej" rodziny. Przez to, że ojciec dosyć szybko przestał pić, wyparłam to, że wogóle pił.
Kiedy pił to go po prostu nie było, a jak był to mama dostawała szału i nagle to ona była tą, która wprowadzała chaos to naszego rodzinnego życia robiąc mu awantury. Inna sprawa, że jestem oczkiem w głowie mojego taty, tak jest do dziś. Zawsze miałam dużo znajomych, przyjaciół od dziecięcych lat. Raczej się nie wstydziłam niczego. Byliśmy normalnie ubrani, mieliśmy drugie śniadanie i książki. Nie wiem, chciałabym żeby ktoś mi wszedł do głowy i mi powiedział co tam się dzieję i co mogę z tym wszystkim zrobić.
Uwarunkowania kulturowe. Facet publiczny mazgaj jest mniej szanowany.
Czyli dla was uwarunkowania kulturowe są najważniejsze. Zachowanie powierzchowne. Udawanie kogoś kim sie nie jest.
Nie do końca o to mi chodziło. Człowiek nie pokazuje wszystkim swoich słabych stron. To osłabia i jest zbędne. Pokazuje się je tym, którym się ufa. Ja się tak zachowuje i uważam za dość rozsądne.
33 2015-06-26 15:57:19 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-06-26 15:58:15)
Maria.elena, ja tez wczesniej nie myslalam, ze pochodze z patologicznej rodziny.
U mnie nie bylo akurat picia, tylko zaburzenia osobowosci, czyli zycie na granicy psychiatryka, ale na zewnatrz tez to wygladalo w sumie jeszcze w miare normalnie. Owszem, wiedzialam, ze matka bylo troche trudna, ale uwazalam, ze w sumie bylismy normalna rodzina i nie widzialam zwiazku z moimi wlasnymi klopotami. Tym bardziej, ze u moich dwoch najblizszych przyjaciolek tez bywalo roznie - u jednej ojciec pijak, u drugiej babiarz.
Jesli dzieci od urodzenia nie znaja nic innego, to skad moga wiedziec, ze cos jest patologiczne? Zwlaszcza, jesli przynajmniej czesc zycia odbywa sie w miare normalnie, jak u innych. To robi sprawe jeszcze trudniejsza do rozpoznania, bo nie sztuka zobaczyc patologie, jak ojciec zamiast znikac wraca pijany i tlucze najpierw zone, potem dzieci a na koniec demoluje mieszkanie.
Ale u Was tak nie bylo, tym niemniej skutki psychiczne dla dzieci sa nie mniejsze. Zyja w zakletym kregu. No i masz jak piszesz - bylas tatusia oczkiem w glowie, tylko ja i on, a potem reszta swiata.
Mialas 11 lat, jak ojciec przestal pic, a wiec praktycznie cale dziecinstwo spedzilas w patologii i awanturach. Emocjonalny wzorzec zintegrowalas do tego czasu w calej pelni.
I jeszcze mam wrazenie, ze spychasz wine za chaos w zyciu rodziny na matke. Jej wina bylo co najwyzej, ze nie wystawila ojca za drzwi.
Jak Ci moge cos poradzic, to zacznij po prostu najpierw szukac informacji na ten temat, relacji innych. Powoli zaczniesz dostrzegac podobienstwa do swoich wlasnych sytuacji i odczuc.
Zaprzeczanie na poczatku, ze nie bylo zle i patologia to tylko u innych jest zupelnie normalne.
Na tym polega Twoj problem.
Ok, rozumiem, to masz jakąś radę w jaki sposób można ( i czy można) "zdemaskować" taką osobę w czas? Nie jestem psychologiem, jestem dosyć dobrym obserwatorem, ale równocześnie jestem niepoprawną romantyczką i zawsze staram się widzieć w osobie jej dobre cechy, a te gorsze bagatelizuje co potem ma taki skutek jaki ma.
Pewnie napiszesz mi, żebym w takim razie nie bagatelizowała tych złych tylko od razu zastanowiła się nad nimi, ale to chyba nie jest aż takie proste w praktyce. Nie wiem, nie chcę być osobą "zimno kalkulującą" - jeśli wiesz o co mi chodzi.
Możesz być romantyczką i jednocześnie zimno kalkulującą. Po prostu musisz nauczyć się szybko przestawiać z jednego na drugie w razie potrzeby. Najlepiej nie zakochuj się od razu tylko spotykaj się z chłopakiem przez jakiś czas, kilka tygodni do kilka miesięcy, i obserwuj go uważnie, w jaki sposób będzie rozmawiał. Po intonacji głosu, mimice twarzy, sposobie prowadzenia rozmowy, można dużo wyczuć w krótkim czasie. Jeśli tych reakcji nie ma, to jest trudno wykryć i trzeba przedłużyć obserwację. Masz sprawdzać jak reaguje na różne przedstawiane problemy, czy je bagatelizuje, czy współczuje ludziom w nich opisywanym (!), czy próbuje znaleźć rzeczowe rozwiązanie, czy się nie rozkleja, czy nie jest zobojętniały, czy nie jest ekstrawertykiem, czy stara się pomagać ci bezinteresownie z wielkim poświęceniem (!) bez narzekania i z autentyczną troską. Możesz zrobić nawet jakiś sztuczny test do tego.
Maria.elena, ja tez wczesniej nie myslalam, ze pochodze z patologicznej rodziny.
U mnie nie bylo akurat picia, tylko zaburzenia osobowosci, czyli zycie na granicy psychiatryka, ale na zewnatrz tez to wygladalo w sumie jeszcze w miare normalnie. Owszem, wiedzialam, ze matka bylo troche trudna, ale uwazalam, ze w sumie bylismy normalna rodzina i nie widzialam zwiazku z moimi wlasnymi klopotami. Tym bardziej, ze u moich dwoch najblizszych przyjaciolek tez bywalo roznie - u jednej ojciec pijak, u drugiej babiarz.Jesli dzieci od urodzenia nie znaja nic innego, to skad moga wiedziec, ze cos jest patologiczne? Zwlaszcza, jesli przynajmniej czesc zycia odbywa sie w miare normalnie, jak u innych. To robi sprawe jeszcze trudniejsza do rozpoznania, bo nie sztuka zobaczyc patologie, jak ojciec zamiast znikac wraca pijany i tlucze najpierw zone, potem dzieci a na koniec demoluje mieszkanie.
Ale u Was tak nie bylo, tym niemniej skutki psychiczne dla dzieci sa nie mniejsze. Zyja w zakletym kregu. No i masz jak piszesz - bylas tatusia oczkiem w glowie, tylko ja i on, a potem reszta swiata.
Mialas 11 lat, jak ojciec przestal pic, a wiec praktycznie cale dziecinstwo spedzilas w patologii i awanturach. Emocjonalny wzorzec zintegrowalas do tego czasu w calej pelni.
I jeszcze mam wrazenie, ze spychasz wine za chaos w zyciu rodziny na matke. Jej wina bylo co najwyzej, ze nie wystawila ojca za drzwi.Jak Ci moge cos poradzic, to zacznij po prostu najpierw szukac informacji na ten temat, relacji innych. Powoli zaczniesz dostrzegac podobienstwa do swoich wlasnych sytuacji i odczuc.
Zaprzeczanie na poczatku, ze nie bylo zle i patologia to tylko u innych jest zupelnie normalne.
Na tym polega Twoj problem.
Dzięki za to spojrzenie. Nigdy na siebie nie patrzyłam w ten sposób. Tzn. wiedziałam, że nie było kolorowo w dzieciństwie, na pewno miało ono wpływ na to, jakim teraz jestem człowiekiem, ale nie zastanawiałam się nad związkiem w doborze partnerów, a może jest w tym jakiś klucz. Nie wiem dlaczego tak jest, ale uważam nadal, że dzieciństwo miałam bardzo udane. Ja w zasadzie pamiętam w 90% tylko dobre chwile...pamiętam może ze dwie awantury, ale takie naprawdę srogie. Dlatego nie dociera do mnie niby to, że wychowałam się w patologii, aż to dla mnie śmieszne jak patrze na to w ten sposób. Boże, może ja jakiegoś szoku doznałam za młodu? W każdym bądź razie jeszcze raz Ci dziękuję, może faktycznie zacznę bardziej analizować swoje postępowanie i emocje.
maria.elena.calienta napisał/a:Ok, rozumiem, to masz jakąś radę w jaki sposób można ( i czy można) "zdemaskować" taką osobę w czas? Nie jestem psychologiem, jestem dosyć dobrym obserwatorem, ale równocześnie jestem niepoprawną romantyczką i zawsze staram się widzieć w osobie jej dobre cechy, a te gorsze bagatelizuje co potem ma taki skutek jaki ma.
Pewnie napiszesz mi, żebym w takim razie nie bagatelizowała tych złych tylko od razu zastanowiła się nad nimi, ale to chyba nie jest aż takie proste w praktyce. Nie wiem, nie chcę być osobą "zimno kalkulującą" - jeśli wiesz o co mi chodzi.Możesz być romantyczką i jednocześnie zimno kalkulującą. Po prostu musisz nauczyć się szybko przestawiać z jednego na drugie w razie potrzeby. Najlepiej nie zakochuj się od razu tylko spotykaj się z chłopakiem przez jakiś czas, kilka tygodni do kilka miesięcy, i obserwuj go uważnie, w jaki sposób będzie rozmawiał. Po intonacji głosu, mimice twarzy, sposobie prowadzenia rozmowy, można dużo wyczuć w krótkim czasie. Jeśli tych reakcji nie ma, to jest trudno wykryć i trzeba przedłużyć obserwację. Masz sprawdzać jak reaguje na różne przedstawiane problemy, czy je bagatelizuje, czy współczuje ludziom w nich opisywanym (!), czy próbuje znaleźć rzeczowe rozwiązanie, czy się nie rozkleja, czy nie jest zobojętniały, czy nie jest ekstrawertykiem, czy stara się pomagać ci bezinteresownie z wielkim poświęceniem (!) bez narzekania i z autentyczną troską. Możesz zrobić nawet jakiś sztuczny test do tego.
"Najlepiej nie zakochuj się od razu"
Ok, postaram się ![]()
A tak serio - zwykle jest tak, że jak mi się mężczyzna bardzo podoba to od razu wiem (przeczuwam) że coś z tego będzie, ale zawsze staram się zachować jakiś dystans, żeby poznać tą drugą osobę i wyczuć jej intencje (no, jak widać, średnio mi to na razie wychodzi...)
W każdym bądź razie kończy się na tym, że zazwyczaj na początku znajomości to mężczyzna bardziej o mnie zabiega - o moją uwagę, uczucia, czas itd. Notabene, właśnie uświadomiłam sobie, że w każdym związku to mężczyzna pierwszy powiedział, że mnie kocha (jeśli ma w tym moim dylemacie to jakieś znaczenie?). Ja po pewnym czasie, kiedy czułam, że to "TO" także byłam gotowa wyjawić swe uczucie więc nie mówiłam "kocham cię" na zawołanie. U mnie jest fascynacja, ale miłość przychodzi po pewnym czasie.
Masz przykład jakiegoś sztucznego testu?
Masz przykład jakiegoś sztucznego testu?
Jesteś inteligentna to coś wymyślisz.
Dobrze by było sprawdzić czy chłopak jest uczuciowy. Gdybyś udała skręcenie nogi i on musiałby ciebie nieść przez pół godziny, a taksówki nie można by było wezwać do tego miejsca? Z jego zachowania, wyrazu twarzy, da się odczytać wszystko. Czyli nie tylko to że ciebie niesie ale jak reaguje na to.
maria.elena.calienta napisał/a:Masz przykład jakiegoś sztucznego testu?
Jesteś inteligentna to coś wymyślisz.
Dobrze by było sprawdzić czy chłopak jest uczuciowy. Gdybyś udała skręcenie nogi i on musiałby ciebie nieść przez pół godziny, a taksówki nie można by było wezwać do tego miejsca? Z jego zachowania, wyrazu twarzy, da się odczytać wszystko. Czyli nie tylko to że ciebie niesie ale jak reaguje na to.
Przerażasz mnie o.O.
Nie sądzę, by takie testy miały większy sens. Aż strach co tym facetom w głowach siedzi. Lol, mieć takie pomysły o.O
Ile to kobiet ciągle testuje na różnoraki sposób. Luna sama gdzieś pisałaś o tym by sprowokować kłótnie o głupote, by mieć pretekst na zakonczenie związku. To wszystko manipulacje. Robicie je wieksze lub mniejsze.
Ile to kobiet ciągle testuje na różnoraki sposób. Luna sama gdzieś pisałaś o tym by sprowokować kłótnie o głupote, by mieć pretekst na zakonczenie związku. To wszystko manipulacje. Robicie je wieksze lub mniejsze.
Boże, Colt są jakieś granice między lekką manipulacją a szaleństwem *.*. Nie mów, że też takie testy praktykujesz!
Ile to kobiet ciągle testuje na różnoraki sposób. Luna sama gdzieś pisałaś o tym by sprowokować kłótnie o głupote, by mieć pretekst na zakonczenie związku. To wszystko manipulacje. Robicie je wieksze lub mniejsze.
Testowanie uzależnione jednak jest od tego na ile facet pozwoli na to...
42 2015-06-26 20:03:00 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-06-26 20:08:29)
Dzięki za to spojrzenie. Nigdy na siebie nie patrzyłam w ten sposób. Tzn. wiedziałam, że nie było kolorowo w dzieciństwie, na pewno miało ono wpływ na to, jakim teraz jestem człowiekiem, ale nie zastanawiałam się nad związkiem w doborze partnerów, a może jest w tym jakiś klucz. Nie wiem dlaczego tak jest, ale uważam nadal, że dzieciństwo miałam bardzo udane. Ja w zasadzie pamiętam w 90% tylko dobre chwile...pamiętam może ze dwie awantury, ale takie naprawdę srogie. Dlatego nie dociera do mnie niby to, że wychowałam się w patologii, aż to dla mnie śmieszne jak patrze na to w ten sposób. Boże, może ja jakiegoś szoku doznałam za młodu? W każdym bądź razie jeszcze raz Ci dziękuję, może faktycznie zacznę bardziej analizować swoje postępowanie i emocje.
Ja bron boze nie chce Ci niczego wmawiac. Tylko pewne rzeczy opisalas, a ja znam rozne przyklady wlasnie takich zaleznosci.
Nie musi tez wcale tak byc, ze doznalas jakiegos szoku, bo z tego co piszesz nie bylo az tak wielkiej dramatyki u Was w domu.
Raczej bylo to pewnie sukcesywne, nieswiadome przyswajanie sobie pewnych wzorcow emocjonalnych.
Mozg dziecka ksztaltuje na podstawie tego, co przezywa w otoczeniu, a co za tym idzie takze jego reakcje na ten swiat i jego obraz.
Dziecko nie wie, co to znaczy byc pijanym, akceptuje sytuacje jak jest, bo nie ma innego wyboru i kocha ojca, jakim jest, nie wiedzac, ze cos jest nie tak. To zaczyna sie rozpoznawac duzo pozniej, ale automatyczne reakcje i to, do czego czlowiek czuje sie przyciagany, juz przyjelo swoj ksztalt i dziala podswiadomie.
A potem nieswiadomie szuka sie podobnych partnerow, jak ojciec (czy matka, bo tak tez moze byc, lub powiazanie tego razem).
Ale Ty masz zdrowa czesc w sobie i rozpoznajesz u partnerow, ze cos sie nie zgadza. A jak to masz, to masz duza szanse rozpoznac, co Cie do takich ludzi ciagnie i wtedy mozesz cos zmienic, zaczac ich unikac, a szukac innych.
Trzeba nauczyc sie rozpoznawac ten specyficzny rodzaj przyciagania, ktory nie jest miloscia, tylko uruchomionym wewnetrznym motorem emocjonalnym. Sa kobiety, ktore mialy pijacego i bijacego ojca, potem wiaza sie z podobnym typem i znosza to latami i nie potrafia sie uwolnic, bo to jest wlasnie ich znany im wzorzec zyciowy, mimo, ze cierpia. Ale one, dopoki nie znaja nic innego, nie sa w stanie tego zmienic.
Ty do takich nie nalezysz, wiec moze wcale nie brakuje tak wiele, zeby znalezc przyczyne i motor, ktory przysparza Ci te klopoty przy wyborze partnerow.
To, ze widzisz dziecinstwo pozytywnie, to jest ta zdrowa czesc w Tobie, ktora chroni psychike przed zbyt duzymi wypaczeniami, koncentrujac sie na pozytywnych rzeczach. No i pewnie bylo duzo elementow, ktore bylo ok, czemu nie? Mimo tego byly pewne rzeczy, ktore nie byly ok i teraz moga sprawiac Ci klopoty.
Nie chodzi o obarczanie rodzicow wina, robili to co umieli i mogli. Ale sa tylko ludzmi.
Chodzi teraz tylko o to, zeby spojrzec na przeszlosc bardziej zroznicowanie.
43 2015-06-26 20:24:04 Ostatnio edytowany przez MrSpock (2015-06-26 20:25:04)
Taki test jest bardzo ważny. Włodzimierz Wysocki śpiewał o tym jak poznać że ktoś jest przyjacielem. Słowa piosenki są takie.
Weź go w góry, przewiążcie się liną i jeśli polecisz w przepaść a on ciebie utrzyma i nie puści to możesz na nim polegać.
_https://www.youtube.com/watch?v=64pfLi_lcPo
Taki test jest bardzo ważny. Włodzimierz Wysocki śpiewał o tym jak poznać że ktoś jest przyjacielem. Słowa piosenki są takie.
Weź go w góry, przewiążcie się liną i jeśli polecisz w przepaść a on ciebie utrzyma i nie puści to możesz na nim polegać.
_https://www.youtube.com/watch?v=64pfLi_lcPo
Kotek, nie sądzisz, że bierzesz życie zbyt eee dosłownie?
Bez urazy, ale Mr Spock to forumowy lunatyk,którego nie trzeba dwa razy czytać by uzmysłowić sobie, że ma poważne problemy psychiczne w zakresie paranoicznych teorii na temat świata i ludzi.
Dlaczego kontynuujesz związki z zaburzonymi, niestabilnymi facetami Autorko? Na to pytanie mogłaby Ci tylko odpowiedzieć rzetelna analiza Twojej osobowości dokonana przez psychologa bądź terapeutę.
Bez urazy, ale Mr Spock to forumowy lunatyk,którego nie trzeba dwa razy czytać by uzmysłowić sobie, że ma poważne problemy psychiczne w zakresie paranoicznych teorii na temat świata i ludzi.
Dlaczego kontynuujesz związki z zaburzonymi, niestabilnymi facetami Autorko? Na to pytanie mogłaby Ci tylko odpowiedzieć rzetelna analiza Twojej osobowości dokonana przez psychologa bądź terapeutę.
Jak piszesz takie głupoty to podaj konkretnie o co ci chodzi.
Jeśli widzę że jakaś dziewczyna pisze że się puszcza bez żadnych uczuć do chłopaka to dla mnie to jest prostytutka, tyle że nie pobiera za to pieniędzy.
Większość ludzi różni się od zwierząt tylko tym że potrafi mówić i tyle samo z nich jest uzależnionych od seksu. Partner jest traktowany jak przedmiot.
Mr Spock, możesz mieć sobie poglądy na seksualność jakie chcesz, ale sprowadzanie ich do miana dogmatu jest nieporozumieniem- większość ludzi tak wcale nie myśli.
Poza tym kwestie dziewictwa i łatwości mają się nijak do wątku. Autorka pyta dlaczego związuje się z niezrównoważonymi typami, a nie dlaczego jej związki się rozpieprzają po seksie.
Beyondblackie napisał/a:Bez urazy, ale Mr Spock to forumowy lunatyk,którego nie trzeba dwa razy czytać by uzmysłowić sobie, że ma poważne problemy psychiczne w zakresie paranoicznych teorii na temat świata i ludzi.
Dlaczego kontynuujesz związki z zaburzonymi, niestabilnymi facetami Autorko? Na to pytanie mogłaby Ci tylko odpowiedzieć rzetelna analiza Twojej osobowości dokonana przez psychologa bądź terapeutę.
Jak piszesz takie głupoty to podaj konkretnie o co ci chodzi.
Jeśli widzę że jakaś dziewczyna pisze że się puszcza bez żadnych uczuć do chłopaka to dla mnie to jest prostytutka, tyle że nie pobiera za to pieniędzy.
Większość ludzi różni się od zwierząt tylko tym że potrafi mówić i tyle samo z nich jest uzależnionych od seksu. Partner jest traktowany jak przedmiot.
Ok, tu już nastąpiło przegięcie. Napisałam tu, że się puszczam bez uczuć? Że z moimi mężczyznami łączył mnie tylko sex i nic więcej? A kupić Ci okulary albo wysłać na kurs czytania ze zrozumieniem?
Jak napisałam, Mr Spock to trochę taki poszukiwacz teorii spiskowych z seksem w roli głównej.
MrSpock napisał/a:Beyondblackie napisał/a:Bez urazy, ale Mr Spock to forumowy lunatyk,którego nie trzeba dwa razy czytać by uzmysłowić sobie, że ma poważne problemy psychiczne w zakresie paranoicznych teorii na temat świata i ludzi.
Dlaczego kontynuujesz związki z zaburzonymi, niestabilnymi facetami Autorko? Na to pytanie mogłaby Ci tylko odpowiedzieć rzetelna analiza Twojej osobowości dokonana przez psychologa bądź terapeutę.
Jak piszesz takie głupoty to podaj konkretnie o co ci chodzi.
Jeśli widzę że jakaś dziewczyna pisze że się puszcza bez żadnych uczuć do chłopaka to dla mnie to jest prostytutka, tyle że nie pobiera za to pieniędzy.
Większość ludzi różni się od zwierząt tylko tym że potrafi mówić i tyle samo z nich jest uzależnionych od seksu. Partner jest traktowany jak przedmiot.
Ok, tu już nastąpiło przegięcie. Napisałam tu, że się puszczam bez uczuć? Że z moimi mężczyznami łączył mnie tylko sex i nic więcej? A kupić Ci okulary albo wysłać na kurs czytania ze zrozumieniem?
Moja odpowiedź nie dotyczyła ciebie, bo inaczej wyglądałaby zupełnie inaczej.
Tu jest więcej na temat takich związków:
_http://www.sympatiaplus.pl/artykul/1503,u-boku-psychopaty.html?utm_source=onetsg&utm_medium=linksg&utm_content=u-boku-psychopaty&utm_campaign=trescired_0118
Ech może coś w tym jest. Nie wiem czy oni byli "psychopatyczni". Na pewno określiłabym ich jako: wycofanych, nieszczęśliwych w społeczeństwie, którzy wręcz rzucają się w związek całym sobą, od razu, bez ceregieli ("kocham Cię" po dwóch miesiącach bycia razem), ale przy tym nie potrafią mówić o uczuciach i o swoich potrzebach. Z czasem na jaw wychodzi ich skrupulatnie ukrywany egocentryzm i egoizm i w tym wszystkim ich potrzeby zlewają się z moimi i po pewnym czasie nie wiem kim jestem JA i czego JA potrzebuję bo zajmujemy się tym, by to ON miał jak najlepiej. Może ja się za bardzo angażuje, w sumie to na pewno, ale jestem długostansowcem i jak się angażuję to już na całego (a teraz, trochę starsza widzę że nie jest to dobre). A, a to że ślepa jestem to swoją drogą ![]()
To z pewnoscia nie byli psychopaci. Osoba z psychopatycznym zaburzeniem osobowości ma niesamowicie mało uczuc w stosunku do innych ludzi- ludzie to tylko narzędzia do osiagniecia jakiegoś celu. To co opisujesz, to raczej faceci, którzy wykazują cechy depresyjne, możliwe, ze sa w jakims stopniu borderline albo histrioniczni.
Wlasciwie to nie jest istotne jacy oni byli czy sa, ale dlaczego Ty jesteś nimi zainteresowana. Czy masz potrzebe opiekowania się kims? Czy masz problem ze stabilnym związkiem, który uważasz za nudny? Dlaczego tylko emocjonalnie chwiejny facet jest dla Ciebie atrakcyjny?
Taki typ facetów mnie pociąga bo uważam ich za wyjątkowych, a i ja czuję się przy nich tak samo. Więź jest z nimi zawsze bardzo intymna, pełna pasji. Imponują mi, czuję się przy nich dobrze, komfortowo. Już wspominałam - potrzebuję inteligentnego mężczyzny u swego boku. Inteligencja idzie w parze z poczuciem humoru, które niezmiernie cenię u mężczyzn i generalnie ludzi.
Raczej nie jest tak, że "opiekuję się" nimi. Wiadomo, że dbam o nich (np. lubię gotować więc ich karmię
ale to nie jest nic ponad norme. Nie uważam, że stabilny związek jest nudny. Ja bym tego chciała szczerze mówiąc teraz! Ale nigdy nie spotykałam się ze stabilnym mężczyzną
nie wiem, chyba jednak musi coś we mnie siedzieć skoro tak jest.
Maria, po pierwsze, poczucie humoru czy inteligencja nie są zależne od czyjegoś wewnętrznego popaprania. To jest mit wywleczony z epoki romantycznej, że ktoś musi być emocjonalnie niestabilny, udręczony, skomplikowany by być interesującym człowiekiem.
Po drugie, nie miałam na myśli takiej "opieki" dosłownej jak podsuwanie komuś schabowego na obiad czy wyprasowanie koszuli, ale możliwość wiecznego zastanawiania się: "jak ja tego faceta mogę naprawić?". Możliwe jest, że jest Ci dobrze przy takich mężczyznach, ponieważ czujesz się potrzebna, czujesz, że tylko Ty jesteś ich w stanie zrozumieć, tylko Ty możesz im pomóc. Oczywiście jest to iluzja, bo tak naprawdę ma to tylko na celu poprawienie Twojej własnej samooceny (ja-ratowniczka), a nie realne rozwiązanie ich problemów. Coś mi się zresztą wydaje, że nawet jakby się facet dokładnie wpasował w taki schemat wiecznego naprawiania go, to z przeskoczeniem jednej poprzeczki, wymyślałabyś kolejne.
Istotne pytanie jest tutaj dlaczego uzależniasz swoją wartość od bycia pomocną? Czy boisz się, że jak mężczyzna jest wewnętrznie poukładany, zrównoważony, szczęśliwy to Cię zostawi, bo nie masz dla niego wartości?
Wydaje mi się że nie tyle inteligencja ciebie przyciąga co ich zamknięta w sobie natura, tylko robisz to automatycznie i nie dostrzegasz tego. Gdy jest najmniejszy nawet znak że chłopak jest trochę wycofany, od razu to ciebie przyciąga, mimo tego że piszesz że przyciąga ciebie inteligencja. Są faceci inteligentni i otwarci ale ich unikasz, więc myślę że to jest to. Możliwe że masz w sobie potrzebę niesienia pomocy takim facetom i ta potrzeba jest ukryta na poziomie podświadomości. Być może powstała ona na skutek nieodpowiednich relacji w dzieciństwie. Powinnaś się zastanowić nad tym dlaczego właściwie boisz się spotykać z facetem otwartym.
Myślę, że oboje macie trochę racji. Zdawałam sobie mniej więcej sprawę z tego, że moje wybory są w jakimś sensie podświadomie nakierowane na konkretny typ mężczyzn. Może przyczyna tkwi w tym, że sama mam trochę "romantyczną" naturę, która wiąże się z potrzebą wyższysz uczuć i emocji. Oni mi to zawsze zapewniali.
W dzisiejszym świecie rzadko liczy się to, co naprawdę ważne. Wiele spraw uległo samodegradacji.
"Czy boisz się, że jak mężczyzna jest wewnętrznie poukładany, zrównoważony, szczęśliwy to Cię zostawi, bo nie masz dla niego wartości?"
Nie, nie - to w ogóle nie jest tak. Może bardziej mam wrażenie, że tacy mężczyźni mnie nie zrozumieją i mięzy nami nie będzie tej tajemniczej chemii ![]()
Spotykałam się kiedyś z bardzo otwartym, szczerym, "poukładanym wewnętrznie" chłopakiem. Bardzo o mnie zabiegał. Nie byłam w stanie wejść z nim w głębszą relację - zostaliśmy na stopie przyjacielskiej, która się w końcu spaprała bo jemu zależało na tym by przenieść tą relację na wyższy poziom. Kiedy urwał nam się kontakt to było mi przykro bo nie chciałam tego, zależało mi na nim. Zaczęłam się wtedy zastanawiać dlaczego właściwie nie spróbowałam z nim czegoś więcej. Doszłam do wniosku, że mi nie imponuje i nie pasuje mi jego sposób myślenia. Możemy porozmawiać o różnych przyziemnych sprawach, ale nijak nie ogarnia tego co mam do powiedzenia w kwestiach hmmm powiedzmy filozoficznych? Nie umiałam złapać z nim tej niewidzialnej nici "duchowej". O dziwo z tymi niestabilnymi potrafię to zrobić, niestety
Kurde, no co zrobić? To jest niesamowite jak ten system podświadomości u mnie działa. Najzabawniejsze jest to, że ja jestem otwartą osobą, lubię się bawić, nie stronię od ludzi itd. Ale mimo wszystko jak idę na imprezę gdzie jest 100 osób to zawsze kończę na rozmowie z facetem o najsmutniejszych oczach
Może pociąga mnie bycie nieszczęśliwym? ![]()
Coś mi się tak wydaje, że dorabiasz racjonalizację do emocjonalnych wyborów.
Zainteresowanie filozofią, metafizyką, poezją, religią, literaturą (niepotrzebne skreślić) nie jest sprzężone z byciem kimś z problemami. Mam całkiem sporą grupę kolegów, którzy teraz nawet uczą takich przedmiotów na poziomie uniwersyteckim, z którymi można dyskutować na tonę tematów, całą noc przegadać, a żadnen z nich nie wykazuje zaburzeń charakteru czy emocji- są po prostu fajnymi facetami
Jak się chce to można znaleźć.
Znam też również, na szczęście jest to tylka parę przypadków, mężczyzn może i inteligentnych, może i wykształconych, może i utalentowanych, a jednocześnie tak egotystycznych, pozbawionych empatii, wiecznie widzących się w roli prześladowanej ofiary, że można ich określić tylko jednym słowem: dupek. Zapamiętaj sobie, że dupek nawijający o poezji czy szepczący Ci do ucha tajniki filozofii, to jest ciągle dupek. I może Tobie się wydaje, albo chcesz wierzyć, że masz z nim "specjalną" więź, ale prawda jest taka, że tego typu facet mówi Ci po prostu co chcesz usłyszeć.
Wniosek z tego jest taki, że uwagę może powinnaś zacząć zwracać na to co mężczyzna ROBI, a nie na to co MOWI. Trochę tak jak wtedy kiedy słuchasz kajania się i zapewnień miłości w wykonaniu pijanego alkoholika- bardziej istotne jest, że jest po litrze wódki niż co Ci wtedy obieca, bo pewnie i tak na drugi dzień nie będzie pamiętał.
Coś mi się tak wydaje, że dorabiasz racjonalizację do emocjonalnych wyborów.
Zainteresowanie filozofią, metafizyką, poezją, religią, literaturą (niepotrzebne skreślić) nie jest sprzężone z byciem kimś z problemami. Mam całkiem sporą grupę kolegów, którzy teraz nawet uczą takich przedmiotów na poziomie uniwersyteckim, z którymi można dyskutować na tonę tematów, całą noc przegadać, a żadnen z nich nie wykazuje zaburzeń charakteru czy emocji- są po prostu fajnymi facetami
Jak się chce to można znaleźć.
Znam też również, na szczęście jest to tylka parę przypadków, mężczyzn może i inteligentnych, może i wykształconych, może i utalentowanych, a jednocześnie tak egotystycznych, pozbawionych empatii, wiecznie widzących się w roli prześladowanej ofiary, że można ich określić tylko jednym słowem: dupek. Zapamiętaj sobie, że dupek nawijający o poezji czy szepczący Ci do ucha tajniki filozofii, to jest ciągle dupek. I może Tobie się wydaje, albo chcesz wierzyć, że masz z nim "specjalną" więź, ale prawda jest taka, że tego typu facet mówi Ci po prostu co chcesz usłyszeć.
Wniosek z tego jest taki, że uwagę może powinnaś zacząć zwracać na to co mężczyzna ROBI, a nie na to co MOWI. Trochę tak jak wtedy kiedy słuchasz kajania się i zapewnień miłości w wykonaniu pijanego alkoholika- bardziej istotne jest, że jest po litrze wódki niż co Ci wtedy obieca, bo pewnie i tak na drugi dzień nie będzie pamiętał.
Oczywiście, zgadzam się z Tobą. A skąd jesteś? Może mnie poznasz z tymi normalnymi, fajnymi kolegami? ![]()
Tak na serio, to nie wiem. Może jestem ślepa, może jak ktoś pociąga za odpowiednie sznurki mojej emocjonalnej natury to przestaje być uważna i spadają mi klapki na oczy. A może pociąga mnie to co skomplikowane i nie do przeskoczenia i dopiero jak już jestem pod ścianą to zaczynam dostrzegać to, co powinnam dostrzec na samym początku. No, nie wiem. Chciałabym się dowiedzieć co mam z tym robić. Może są jakieś techniki pracy nad sobą, swoimi uczuciami itd?
59 2015-07-01 17:11:42 Ostatnio edytowany przez Samobojstwoczeka (2015-07-01 17:13:26)
Może pociąga mnie bycie nieszczęśliwym?
Tak ma wiele kobiet, ale nie chodzi o nieszczęście a o coś głębszego. Bycie wciąż nieszczęśliwą i potrzebną to długotrwała emocja, która nakierowuje na STARANIE SIĘ. Kobieta bez celu dostaje pier*olca. Przepraszam za wyrażenie, ale przy idealnym, dobrym partnerze jest wam nudno.
Jesteś sama skomplikowana to pociąga cie to co skomplikowane. Kobieca natura. Nie win siebie, tylko staraj sie szybciej rozwikłać kogo bierzesz za swoja milosc.
Z wiekiem dojrzewasz wiec to przechodzi, ale juz do wyboru mniej atrakcyjni kandydaci.
Możliwe że jesteś po prostu uczuciowa i szukasz uczuciowego chłopaka który według ciebie jest refleksyjny. To prawda że uczuciowe osoby są refleksyjne ale nie wszystkie refleksyjne osoby są uczuciowe, bo wśród nich także zamknięte w sobie, które udają uczuciowe. Rozróżnienie najlepiej robić na teście ze skręconą nogą o którym wspominałem wcześniej. Czy chłopak jest skłonny do poświęceń, czy jest wrażliwy, myśli o twoich problemach, czy jest szczerze wesoły?
Możliwe że jesteś po prostu uczuciowa i szukasz uczuciowego chłopaka który według ciebie jest refleksyjny. To prawda że uczuciowe osoby są refleksyjne ale nie wszystkie refleksyjne osoby są uczuciowe, bo wśród nich także zamknięte w sobie, które udają uczuciowe. Rozróżnienie najlepiej robić na teście ze skręconą nogą o którym wspominałem wcześniej. Czy chłopak jest skłonny do poświęceń, czy jest wrażliwy, myśli o twoich problemach, czy jest szczerze wesoły?
Twoje rady są do bani z prostego powodu. Kobiety lecą na męskich mężczyzn nie ukazujących emocji. Usmiech, troska, wszystkie reakcje ktore stanowia o milosci są dla nich zagadką. To kobiety pociąga i to daje im poczucie męskości.
MrSpock napisał/a:Możliwe że jesteś po prostu uczuciowa i szukasz uczuciowego chłopaka który według ciebie jest refleksyjny. To prawda że uczuciowe osoby są refleksyjne ale nie wszystkie refleksyjne osoby są uczuciowe, bo wśród nich także zamknięte w sobie, które udają uczuciowe. Rozróżnienie najlepiej robić na teście ze skręconą nogą o którym wspominałem wcześniej. Czy chłopak jest skłonny do poświęceń, czy jest wrażliwy, myśli o twoich problemach, czy jest szczerze wesoły?
Twoje rady są do bani z prostego powodu. Kobiety lecą na męskich mężczyzn nie ukazujących emocji. Usmiech, troska, wszystkie reakcje ktore stanowia o milosci są dla nich zagadką. To kobiety pociąga i to daje im poczucie męskości.
Oj, polemizowałabym. Jasne, że fajnie jak ma "zwierzęcą", męską naturę dzięki czemu kobieta czuje się przy nim totalnie bezpiecznie i komfortowo. Ale uczuciowość jest też bardzo ważna. To jest sexy kiedy facet nie wstydzi się okazywać uczuć swojej dziewczynie przy znajomych, kolegach itd. Nie mówię tutaj o obłapianiu tylko o tym, że pewny siebie trzyma ją za rękę, nie boi się jej pocałować itd. Mam znajomą parę - chłopak jest komandosem, 190 cm wzrostu, napakowany jak dzik, z oczu strzela granatami nienawiści. Kiedy jest ze swoją dziewczyną to nie mogę od nich oderwać oczu. Kiedy do niej mówi ściszonym głosikiem "moja Ty ukochana połóweczko" i całuje ją w szyję to odlatuję! Przecież to jest mega sexi! (chociaż może ja jestem jakaś dziwna...)
Właśnie - a propo tego chłopaka, z którym się teraz spotykam. Myślę, że nie muszę mu robić takich testów. Chłopak jest bardzo wrażliwy na moje potrzeby. Znamy się dosyć krótko, ale w tym czasie pomógł mi z naprawdę wieloma rzeczami, a w zasadzie nawet nie śmiałam go o to prosić - sam wyszedł z inicjatywą. Np. zauważyłam też, że zapamiętuje malutkie szczegóły o których mu mówię i mnie potem nimi zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Ostatnim razem niesamowicie mnie rozczulił kiedy byliśmy na jakimś grillu u jego znajomych. To był grill pseudo rodzinny, z dzieciakami. Jak on cudownie bawił się z tymi dziećmi! Jaki był kochany i opiekuńczy! (choć sama nie chcę mieć dzieci przez najbliższy okres to zwracam na to uwagę, instynkt
).
Nie podoba mi się to, że on się potrafi wyłączyć, posmutnieć o 180 stopni w minutę. To, że niby pokazuje mi że strasznie mu zależy, a nagle zachowuje się jak dupek na zasadzie: zrobisz co chcesz, nic mi do tego, w sumie to mnie nie obchodzi. Czuję że to tylko jakaś dziwna poza i strach przed tym, że mogłabym go odrzucić? . Nie jestem w stanie go rozgryźć!Sam mi kiedyś przyznał, że ma pewne problemy w kontaktach z kobietami, ale suma sumarum nie wytłumaczył mi dokładnie na czym one polegają.
To nic innego nie potwierdza niż to że wolicie męskich, którzy całe życie ogarniają chłodnie, ale dla was są czuli. Wtedy czujecie sie wyjątkowe.
"Drań ale mój"
Nie wszystkie kobiety szukają komandosa, bo to nie jest potrzebne żeby mieć ochroniarza. Raczej lecą na forsę. Jednak jak się "przerzuci dużo materiału" to można trafić na taką która się zakocha. Niestety to też nie jest normalne zakochanie, takie jak przy zwracaniu uwagi na charakter, tylko zadurzenie od razu.
Problem jest taki, że SZUKASZ faceta z problemami. Nawet jak piszesz o swoim ostatnim mężczyźnie, to zwracasz uwagę na jego nieracjonalne zachowanie, a nie na intelekt czy hobby. On musi być "wadliwy" byś nim się zainteresowała.
Może faktycznie nie przerobiłaś relacji z ojcem- alkoholikiem i powtarzasz schematy z dzieciństwa, jednocześnie szukając autorytetu i broniąc go, nawet jeżeli jest ch*jowy.