Hej mam taki problem z partnerem... Mieszkamy razem, mamy dziecko. On pracuje, ja zajmuje się domem dzieckiem i chodzę do szkoły. Czasami wieczorem jestem już tak zmęczona, że nie mam siły ustać na nogach (mój synek to mamy rozrabiaka) a nie idę spać tylko siedzę nad ksiażkami bo wiem że nie mogę zawalić szkoły ( zależy mi na wykształceniu). Mój partner uważa że kobieta powinna sprzatać, gotować, zajmować się zdieckiem i wykonywać wszystkie prace domowe, nie rozumie że powinien mnie czasem troche odciażyć. Kiedy on coś zrobi to uważa, że mu się brawa i pokłony za to należa.... Boli mnie to bo jestem wykończona, a pozatym nie jestem kobieta która maży o tym by siedzieć tylko z dziećmi w domu ( chociaż mój syn jest najwspanialszy i to przyjemność się nim zajmować). Chciała bym skończyć szkołę taka jaka chcę, iść do pracy, żebyśmy oboje mogli zarabiać. Ale boje się że on mimo to będzie wymagał odemnie wszystkiego, zaczynajac od prania gotowania sprzatania opieki nad dzieckiem i tak dalej i tak dalej....... I ciagle krytykował tak jak teraz że inne kobiety robia wszystko same a facet wraca do domu i nie musi nawet ręka ruszać........ Boli mnie jego ciagła krytyka, gdyby został ze wszystkim sam może wtedy by zrozumiał ile pracy mam codziennie.....
(
Podobne tematy
To temat do wyżalenia się czy jakieś konkretne pytanie?
Z prostactwa nie da się wyleczyć
trzeba było myśleć z kim się wiążesz a nie teraz powstają tematu, że partner jest ograniczonym XIX wiecznym pańszczyźnianym chłopem który zamiast towarzyszki życia szuka elementu do gospodary na równi z dojną krową ![]()
Skoro to ograniczony typ to zastosuj takie metody na jakie zasługuje. Rób tylko tyle ile wymaga opieka nad Twoim dzieckiem i nad Sobą żebyście mogły normalnie egzystować a jego pranie, obiadki, herbatki olej i niech sam sobie zrobi. Póki pustogłów nie poczuje to nie zrozumie bo nie ma czym rozumować. ![]()
"boli mnie jego ciagla krytyka, gdyby zostal ze wszystkim sam moze wtedy by zrozumial ile pracy mam codziennie"
to jest odpowiedz....
Pisze o tym bo nie lubię z nikim rozmawiać o swoich prywatnych sprawach, a musiałam z siebie wyrzucić to co mnie męczy. Nie był taki na poczatku zachowywał się inaczej, traktował mnie inaczej. Mogłam na niego liczyć, a teraz słyszę tylko słowa krytyki.
Pisze o tym bo nie lubię z nikim rozmawiać o swoich prywatnych sprawach, a musiałam z siebie wyrzucić to co mnie męczy. Nie był taki na poczatku zachowywał się inaczej, traktował mnie inaczej. Mogłam na niego liczyć, a teraz słyszę tylko słowa krytyki.
pozwol mu sprobowac "przejsc mile w twoich butach"
jak uzna, ze to betka- znaczy, ze histeryzujesz..
jak sie umeczy, to cie doceni...
inaczej nie zrozumie- a o to ci chodzi przeciez.....
Tak, chciała bym żeby został jakiś czas z tym wszystkim sam. Może coś mu zaświeci w głowie...
Wyprowadź się, tzn. nie takie ostentacyjne "odchodzę", tylko "jadę odwiedzić rodziców na tydzień" i niech sam przy sobie wszystko robi, to może doceni jak wiele pracy w to wkładasz. Albo bez wyjazdu z domu, po prostu rób tyle ile jest konieczne (jedzenie dla siebie i dziecka, pranie Waszych ciuchów, zmywanie tylko po sobie itp.), a jego potrzeby miej gdzieś, a jak się będzie rzucał, to nie ulegaj, tylko powiedz, że rączki Bozia dała, to może zacząłby ich łaskawie używać. A jak Ci wyleci z argumentem, ze on pracuje, to powiedz, że spokojnie się z nim możesz zamienić/ Ty też pracujesz jako opiekunka do dziecka i sprzątaczka w jednym.
Dzięki za odpowiedzi, musze tak zrobić bo na dłuższa mete wiem, że tego nie wytrzymam
Takie rozwiązanie nic nie da, a jedynie zepsuje resztkę pozytywnych uczuć między Wami.
On taki model rodziny (kobieta=gary, facet=praca) wyniósł z domu i ciężko będzie to zmienić.
Większość facetów takich spraw nie rozumie, po prostu dlatego, zę to faceci. Oni mają troche inne myślenie i są przyzwyczajeni do innych rzeczy i standardów. całe życie to mamusie wokól nich skaczą i potem rosną takie przypadki.
mam znajomych - parę. niby się kochają, tak mówią, ale to co czasem wyprawiają, ot masakara. Jak pojada do niego do domu, to on nagle sie tak zmienia, ze potrafi jej powiedzieć, zeby wyszła z pokoju bonie ma nic do powiedzenia a tym temacie. A on nie dość, ze zdiwiona, to tak złamana w środku wychodzi i idzie na górę i płacze. Ale jak są razem, w swoim mieszkniu to wszystko okej, on jest czuły i niby im się układa. Ale jak tylko zmienia sie otoczenia na towarzystwo jego koleow, albo jego rodziny to on juz poazuje jak to wielką ma kotrole. I cokolwiek ona próbowała robić, jakkolwiek to zmienić. Nic. on mówi, ze wie, że wiadzi, ze ją te jego niektóre zachowania bolą, i ze sie poprawi. nieprawda. Taki facet i koniec. Albo trzeba być twardą babką i postawić sprawę jasno, albo z tym zyć. Wiem, ze ja bym sobie ni epozwolął na takie zachowanie. o nie!
wychodzi na to,ze jemu potrzebna jest sluzaca,a nie partnerka.macie inne spojrzenie na zwiazek i moze to oznaczac dalsze problemy miedzy Wami.Pzdr.
Ola, polecam Ci jedno rozwiazanie, bo tu albo przez doswiadczenie "twoich butow" on cos zrozumie, albo sie umeczycie razem i dziecko, bedzie tego swiadkiem. Czy masz mozliwosc wyprowadzenia sie na chwile z dzieckiem do rodzicow? Jesli tak, to po skonczeniu szkoly idz koniecznie do pracy i zaproponuj rozwiazanie: mieszkanie/czynsz/rachunki/oplaty na dziecko/zywienie, inne proporcjonalnie do przychodow kazdego z was. Obowiazki w domu na pol (bo Ty bedziesz pracowac i on), tak samo opieka nad dzieckiem. Albo sie wtedy ocknie i zrozumie czym jest wspolne zycie, zarabianie i wychowywanie dziecka, albo nadal bedzie tkwil w tym patriarchalnym modelu, ktory wyniosl z domu. Pamietaj, mamy takie czasy, ze kobieta musi miec cos swojego, m.in. zawod/specjalizacje. Nigdy nie wiesz, co Twoj partner zaserwuje Ci w przyszlosci. Badz przezorna i jesli uznasz, ze to nie ten, idz smialo do przodu.