Historia jest długa i postaram sie ja opowiedzieć podając fakty. Nasze (moje i moje rodziny) przemyślenia, ocenę czy opis wyjścia z owych sytuacji pominę bo nie w tym senk. Dodam tylko, ze asertywności nauczyłam sie dopiero po 10latach małżeństwa.
Mam prawie 36 lat, moj jeszcze maz 35. Od 4 lat żyjemy w separacji, pod jednym dachem, zupełnie obok siebie i nie mając ze sobą zbyt wiele wspólnego poza dziećmi (dwoje: 13 i 9lat).
Spędziliśmy ze sobą polowe życia. Zaczęliśmy razem byc kiedy ja miałam 17 a on 16lat. Pobraliśmy sie po 6latach.
Od początku jego rodzice nie podzielali entuzjazmu związanego z moim pojawieniem sie w życiu ich syna. A to za niska, a to nie tak sie ubiera, nie tak zachowuje, nie z takiej rodziny (aha, zapomniałam dodac, ze tesciowa po rozwodzie, zostawiła męża i ojca swojej córki bo trafił sie bogatszy, tamtego wycyckala na mieszkanie, córka w wieku niespełna 15lat wyprowadziła sie z domu do bursy bo z matka żyć sie nie dało i juz nie wróciła, tesc zostawił syna, z którym nigdy potem ani on ani nikt z jego nowej rodziny nie miał kontaktu, oboje z kompleksami pochodzenia ze wsi, tesciowa- typ osoby przechwalajacej sie znajomościami ludzi na stanowiskach- jak sie potem okazało wyssane z palca, Tesc- typ wszystkowiedzacy i twierdzący, ze niscy ludzie sa z niższych warstw społecznych- ot, jedna z wielu opini jakie usłyszałam pod swoim i swojej rodziny adresem. Ja- mama całe zycie w służbie zdrowia, ojciec policjant, alkoholik, człowiek niszczący zycie moje, mojem mamy i siostry ale jednego zarzucić im nie mozna- sa i zawsze byli pełni kultury, obyci, ojciec bardzo inteligentny a mama empatyczna i dobra).
Otóż wracając... Pominę juz to co działo sie jeszcze za szczeniaka, ze wyzywali mojego męża od leni i nierobów, od niedorozwojów, twierdzili, ze nawet do łopaty sie nie nadaje (skończył dobre studia, ma świetna prace i wysokie stanowisko), ze wyzywają siebie wzajemnie na każdych świętach i uroczystościach i nie zyja ze sobą od 30 lat ale wciąż razem. Ze słownictwo jakie wychodzi z ich ust jest jak z rynsztoka i nie ma tu znaczenia czy sa przy tym dzieci, obcy ludzie...
Ok. Po 6 latach zaszłam w ciąże- pierwsze co usłyszałam, to ze mam usunąć to dziecko. Ona zapłaci i załatwi. Na nasze nie, stwierdziła, ze do ślubu i tak nie dopuści, ze po jej trupie. Ze ja zostaje u siebie w domu, on u siebie i oni mi bedą płacić pieniądze. Moj ojciec powiedział, ze w takim razie on załatwi wszystko i wyprawi nam przyjęcie ale ze nie sa zaproszeni. Ok. Strach, panika- to porozmawiajmy. Pobraliśmy sie w "zgodzie". Noc poślubna spędziliśmy u teściów w domu, sami. Rano sie pojawili i Tesciowa zaproponowała mi swoje majtki na zmianę- bo pewnie nie mam ????
Tego samego dnia przeprowadziliśmy sie do mnie, rodzice zostawili nam mieszkanie (3 pokoje w blokach), musieliśmy je troche tylko wyremontować. Tesciowa dała nam na ten cel troche kasy, moja mama kupiła pralkę, lodówkę i wzięła nam meble na raty. Reszta juz była. Moja mama zupełnie nie ingerowała, natomiast Tesciowa nawet do sklepu z nami chodziła i kazała wybierać to co ona sobie życzy- płytki, karnisz, tapety- robiąc przy tym absolutna wiochę w sklepach (gdzie zachowuje sie jak dama), drąc sie i robiąc awantury nam i sprzedawcom i jeszcze zaczepiając ludzi... Uwierzcie- walczylam. Wszystko było zle, wszystko nie tak. Mijały lata i nic sie nie zmieniało... Doszło do tego, ze kiedys wyprosiłem ja z domu i od ok 10lat juz nie przychodzi w ogóle. Za to ocenia i komentuje wszystko. Ze zle ubieram dzieci, ze nie tak czesze, ze jej nie szanuje( bo powinna byc dla mnie królową)... potrafiła isc do sklepu gdzie pracuje moja koleżanka i powiedziec jej, ze chciała kupić wnuczce kurtkę bo matka o to nie dba i dziecko nie ma w czym chodzić (koleżanka opowiadała mi to ze śmiechem bo razem jeździmy do hmu na zakupy systematycznie a moje dzieciaki zawsze były z tych "fajniej" ubranych- sama sprzedawałam oryginalne i nowe ciuchy nawet w tym czasie na Allegro).
Inna koleżanka ostatnio mówiła mi, ze jak moja Tesciowa wchodzi do chemicznego, to każe sobie za sobą nosić zakupy, które właśnie wybiera...
Kiedy po 4 latach zaszłam w druga ciąże, Tesciowa dowiedziała sie o niej w 6 miesiącu na rodzinnej imprezie, było mi juz lekko widac brzuszek. Co skwitowała, ze tylko patologia sie rozmnaża, normalni, światowi ludzie maja najwyżej jedno dziecko i wiedza co to antykoncepcja. Byłam w zagrożonej ciąży, w trakcie zastrzyków na podtrzymanie.
Historii było wiele... Do tej pory, mimo, ze z mężem juz nie jestem, słyszę od dzieci, ze mnie obgadują, ze oceniają, ze obarczają za wszystko... Nie tak sprzątam, nie tak gotuje... (O dziwo każdy mnie chwali, ludzie mnie lubią i szanują, mam swietny kontakt z dziećmi, uchodzę za bardzo dobra matkę i gospodynie a kolezanki zazdroszczą mi tego ze w domu mam zawsze czysto, dzieci dopilnowane i jeszcze mam czas na swoje pasje a wszystkim zajmuje sie sama). Moja córka usłyszała kiedys od babci ( bo jej sie postawiła), miała wtedy 10-11lat, ze jest gruba i brzydka i nie chce jej znać ani nigdy wiecej widzieć na oczy. Na szczęście kontakt pomiedzy nimi jest okrojony do minimum. Problem jest z tesciem, ma klucze do naszego mieszkania i garażu. Typ człowieka, z którym nie da sie rozmawiać. Wchodzi jak do siebie, przestawia rzeczy w szafkach, robi syf, znosi stare jedzenie do domu (kupuje na promocjach w hurtowych ilościach np mięso z jednodniowym terminem do spożycia). Cały czas mnie obgaduje, np ostatnio, ja wychodze do pracy o 6, ojciec moich dzieci daje im śniadanie i odwozi do szkoły, Tesc przyszedł jak córka była, wszedł w butach, pogrzebał w lodowce, zmył jakies naczynia i stwierdził, ze matka to nawet posprzątać rano nie moze - rozumiem ze o 8 powinnam sie zwolnić z pracy i wparować do domu zeby posprzątać po dzieciakach i P. Albo mowi, ze wszystko zawdzięczają ojcu i ze powinny mu byc wdzięczne do końca życia ( od 5 lat mieszkamy w mieszkaniu, które kupił maz za pieniądze z darowizny- no wiec ja u siebie nie jestem). Albo dzis, niedziela, 10 rano, byłam w łazience kiedy wszedł, dobrze, ze sie obrałam, byłam sama a lubię chodzić nagolasa
wychodze z łazienki a drzwi wejściowe rizpierdolone na oścież i Tesc w buciorach przy otwartej lodowce. Awantura- owszem ale to nic nie daje. Tesc przy tym to typ totalnego egoisty, mowi głośno i donośnie nie patrząc na okoliczności, na basenie robił dzieciom zdjęcia telefonem, rodzice zwracali mu uwagę, ze sobie nie życzą i ze jest zakaz to uznał, ze sa psychiczni. Jeździ po śmietnikach i zbiera rupiecie do domu i każdy jest nienormalny ale nie on. A moj ex teraz uchodzi za świetego. Nie istotne, ze 4 lata temu opuścił nasza rodzine, ze dzieciakom nie poświęca w ogóle czasu, ze bywa tylko na noce, ze chodziły ploty iż kogos ma i nawet Tesciowa o tym wiedziała... Tylko kumple, imprezy, wyjazdy, zabawa i brak zobowiązań... W domu? Komputer i telefon- tyle. Kiedy były jeszcze pomiedzy nami walki kiedy odchodził, bardzo ucierpiała starsza córka, nie maja ze sobą kontaktu pomimo, ze mieszkamy razem, ba, nawet psycholog szkolna go wzywała na rozmowe w związku z tym. Ale to ja jestem zla, niewdzięczna, podla, to ja buntuje ( a powiem wam, ze robię wszystko zeby uchronić dzieci przed toksynami z tego syfu i nigdy ich nie oczerniam ani nie oceniam przy dzieciach jak robią to oni) i ze P bardzo dobrze zrobił i ma chłopak racje bo nie dość, ze biedaczek pracuje to ja bym chciała zeby jeszcze dzieci wychowywał... Teraz jeszcze walczą żebym nie dostała nic bo dzieci w rozgrywkach sie nie liczą a moze liczą na to, ze przekupstwem sie uda... Widze w teściowej szczególnie, ze jest sfrustrowana, ze myślała ze wygrała a jednak nie. Zycie okazało, ze jestem silna kobieta i swietnie sobie po tym wszystkim radzę. Nie pisze tego bo mam dola, nie mam, walcze, jestem asertywna, zupełnie mnie nie dotyka co mówią ani co robią, jestem tylko pełna pogardy i z góry ironicznie sie uśmiecham spoglądając na to wszystko. Dzieci mnie kochają i sa w pełni za mna i nie dzieki manipulacja ale milosci i wychowaniu i oraz przekazywanym wartościom. Same wyrobiły sobie zdanie na temat dziadków i taty. A moj jeszcze maz? Cóż, stał sie idealnym połączeniem swoich rodziców niestety.