Witam
Mam 20 lat. Jakiś czas temu zauważyłam, że sporo osób mnie ignoruje. Często nie ma żadnej reakcji na to co powiem. Czuję się jakbym była powietrzem. Do tej pory miała wrażenie, że po prostu dana osoba lub dane osoby mnie nie słyszą. Jednak spostrzegłam, że "nie chcą" słyszeć. Znajoma ostatnio powiedziała do osoby, która wychodziła "wychodzisz? to z kim ja będę rozmawiać?", pomimo, że ja stałam obok i byłam gotowa do dalszej rozmowy. Dziwnie się poczułam. Nawet trochę mnie to zasmuciło bo rozmawiając z nią sam na sam zupełnie inaczej się zachowywała. Wieloletnia kumpela również zaczęła mnie ignorować, nie odpisuje na moje wiadomości, cisza. Nawet rodzina chłopaka mnie olewa w trakcie rozmowy. Jest temat i ja też jestem chętna się wypowiedzieć. Mówię i znowu to samo-nic żadnego słowa, gestu, cokolwiek co uświadomiłoby mnie, że uczestniczę w rozmowie. Gdy chcą opowiedzieć co ich spotkało mówią: A CHCIAŁBYŚ wiedzieć co mnie/nas spotkało? Nie zapytają : czy CHCIELIBYŚCIE wiedzieć? I kolejny raz czuję się jakbym była duchem. Takie sytuacje i podobne są prawie codziennie. Mam wrażenie, że nikogo nie interesuje to co mam do powiedzenia. Nie wiem co robię źle, że ludzie niechętnie ze mną rozmawiają. Jak każdy mam wady, ale jestem miła, pomocna. Nie jestem opryskliwa. Nie wiem co z tym zrobić. Może ktoś mi doradzi?
Pozdrawiam
1 2015-05-30 21:19:08 Ostatnio edytowany przez rukia90 (2015-05-30 21:20:04)
Podobne tematy
2 2015-05-30 21:45:16 Ostatnio edytowany przez rukia90 (2015-05-30 21:50:10)
To było do przewidzenia.. Cisza..
Czy domyślasz się dlaczego tak się dzieje? Może wypowiadasz się w sposób elokwentny, wyszukanym językiem, i ludzie myślą, że się wymądrzasz? Albo jesteś nachalna i zamęczasz innych swoimi problemami? A czy masz znajomych, którzy Cię nie ignorują? Jeśli tak to zapytaj ich. Trudno to ocenić, jeśli się nie widziało tych sytuacji.
nie szukaj na sile kontaktu z osobami, ktore cie maja w dupie. znam takie przypadki.zawsze ciekawsza byla moja siostra, kuzynka, mama.
ktos kto jest bardziej dominującą osobą, walczy i ma przebicie. ktos jest bardziej ciekawy.co zrobisz.
mam takie znajome, jedna z nich ania-znala pół miasta. na placu zabaw, w meiscie-normalnie szok. i pelno kolezanek na spacery.
ja tak nie umiem. mam 1,2 kolezanki.
trzeba potraktowac samotnosc jako sprymienienca.
-mówisz zbyt mądrze
-dokuczasz nieswiadomie(ktos czuje sie gorszy-chociaz nie masz zlych intencji)
-jestes ladniejsza
-slowotok-nikt nie chce sluchac
-wieloslowie tendencyjne-pouczanie i zanudzanie
nic innego nie przychodzi do glowy.
jeszcze mi cos przyszlo do glowy. poniewaz w wieku 20 lat takze bylam pomijana i olewana.
jak sie ma 13 lat, 16,20,30,50- kazdy wiek charakteryzuje sie danym zachowaniem, problemami, omawianiem np imprez, chlopaków, problemów z koleżankami.jezeli nie chodzisz na imprezy, nie masz chlopaka, albo problemu z kolezanka tak zwanego doswiadczenia to nie nadajesz na falach ktore mają twoi znajomi. mozesz po prostu byc inna-dojrzalsza lub infantylna. mozesz zachowywac sie jak stara baba albo dziecko dla takich znajomych. mialam tak bo w liceum nie chodzilam na dyskoteki a na oazę kościelną. w towarzystwie bylam spalona, bo odwiedzalam klasztory i miejsca swiete. nie mialam kaca i nie bzyknął mnie żaden facet.
o czym mieli ze mną gadać? o pielgrzymce???
przemysl to.
Takiwiatr, jest jeszcze kilka osób, które mnie nie ignorują, ale utrzymuję z nimi kontakt internetowy bo już nie mieszkam w rodzinnym mieście. Tu gdzie mieszkam od 2 lat mam tylko dwie koleżanki. Natomiast z tymi osobami, które mnie ignorują muszę przebywać, po prostu nie mam innego wyjścia. Na pewno nie zamęczam ich swoimi problemami bo się im nie zwierzam. Wręcz przeciwnie, część z nich sama zwierza się mnie. Wyszukany język też odpada. Te osoby bardzo dużo plotkują o wszystkich, krytykują. Ja nie jestem święta, ale nie wyśmiewam i nie krytykuję każdego kto koło mnie przejdzie. Przez te kilka godzin, które z nimi spędzam większość rozmów właśnie tego dotyczy. Mało jest rozmów w innym temacie, a gdy już są i chcę dodać coś od siebie to właśnie jestem ignorowana.
Nokiaaa, Nie krytykuję tych osób, więc czym mogłabym sprawić, że czują się gorzej?
Ja nie chodzę na imprezy i oni też nie chodzą bo nie mają na to czasu. Może ja po prostu jestem nudna? ![]()
W takim razie pewnie jesteś dla nich nudna. Nie masz nic do powiedzenia w dziale "plotki i obgadywanie", a wypowiadasz się w tematach które ich nie interesują.
8 2015-06-28 17:11:32 Ostatnio edytowany przez RachelaZWesela (2015-06-28 17:15:46)
Kochanieńka...
Mogę Cię pocieszyć, że mam to samo. Jest mi z tym bardzo ciężko. Ludzie niby odnoszą się do mnie sympatycznie, ponoć nawet mnie lubią, ale zawsze byłam i jestem ignorowana. Nikt nigdy nie zaprosił mnie na żadną imprezę/wypad do kina/wycieczkę/koncert, jak to czasami robią grupy znajomych. Nie mam grupy przyjaciół, o której zawsze marzyłam, ludzie odnoszą się do mnie z jakąś rezerwą, której nie rozumiem...
Jestem naprawdę uprzejma. Staram się być uśmiechnięta, pomocna. Mam swoje zdanie, ale nigdy agresywnie go nie wyrażam, ale też nie przytakuję wszystkim i wszystkiemu. Mam dużo zainteresowań, mam coś do powiedzenia, uwielbiam rozmawiać, robić coś fajnego razem. Nie odstraszam wyglądem - dużą wagę przykładam do tego by dobrze się prezentować.
I nic. Miałam zawsze jakieś pojedyncze koleżanki, ale na tym się kończy... Ludzie mnie nie trawią, nie akceptują jako członkinię grupy. A już najbardziej nienawidzą mnie faceci. Olewają mnie na całej linii. Jedyne objawy "zainteresowania" to jakieś gwizdy na ulicy i śliniące się spojrzenia ludzi spotkanych przypadkowo w tramwaju itp. Nigdy żaden nie podszedł nawet pogadać. Jeśli ja pierwsza zagaduję np. w grupie, to nikt nie jest zainteresowany rozmową ze mną.
Strasznie mi ciężko. Strasznie boli mnie ta samotność i odizolowanie. Próbowałam różnych środowisk, nie tylko na uczelni. Wszędzie to samo.
Nikt nigdy nie chciał zaprzyjaźnić się ze mną. Zainteresować mną, zbliżyć się do mnie. A uwierzcie mi, że tak staram się być jednocześnie sympatyczna, i nienachalna. Bardzo cierpię z tego powodu, i zastanawiam się, co mają inni ludzie w sobie, którym ja nie ustępuję życzliwością, inteligencją, zdolnościami, że oni są powszechnie lubiani, a ja zawsze brutalnie wyrzucana poza nawias.
[...] A już najbardziej nienawidzą mnie faceci. Olewają mnie na całej linii. Jedyne objawy "zainteresowania" to jakieś gwizdy na ulicy i śliniące się spojrzenia ludzi spotkanych przypadkowo w tramwaju itp. Nigdy żaden nie podszedł nawet pogadać [...]
Może po prostu taka z Ciebie dupera że nikt nie ma odwagi ?
10 2015-06-28 21:14:13 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2015-06-28 21:15:34)
Kochanieńka...
Mogę Cię pocieszyć, że mam to samo. Jest mi z tym bardzo ciężko. Ludzie niby odnoszą się do mnie sympatycznie, ponoć nawet mnie lubią, ale zawsze byłam i jestem ignorowana. Nikt nigdy nie zaprosił mnie na żadną imprezę/wypad do kina/wycieczkę/koncert, jak to czasami robią grupy znajomych. Nie mam grupy przyjaciół, o której zawsze marzyłam, ludzie odnoszą się do mnie z jakąś rezerwą, której nie rozumiem...
Jestem naprawdę uprzejma. Staram się być uśmiechnięta, pomocna. Mam swoje zdanie, ale nigdy agresywnie go nie wyrażam, ale też nie przytakuję wszystkim i wszystkiemu. Mam dużo zainteresowań, mam coś do powiedzenia, uwielbiam rozmawiać, robić coś fajnego razem. Nie odstraszam wyglądem - dużą wagę przykładam do tego by dobrze się prezentować.
I nic. Miałam zawsze jakieś pojedyncze koleżanki, ale na tym się kończy... Ludzie mnie nie trawią, nie akceptują jako członkinię grupy. A już najbardziej nienawidzą mnie faceci. Olewają mnie na całej linii. Jedyne objawy "zainteresowania" to jakieś gwizdy na ulicy i śliniące się spojrzenia ludzi spotkanych przypadkowo w tramwaju itp. Nigdy żaden nie podszedł nawet pogadać. Jeśli ja pierwsza zagaduję np. w grupie, to nikt nie jest zainteresowany rozmową ze mną.
Strasznie mi ciężko. Strasznie boli mnie ta samotność i odizolowanie. Próbowałam różnych środowisk, nie tylko na uczelni. Wszędzie to samo.
Nikt nigdy nie chciał zaprzyjaźnić się ze mną. Zainteresować mną, zbliżyć się do mnie. A uwierzcie mi, że tak staram się być jednocześnie sympatyczna, i nienachalna. Bardzo cierpię z tego powodu, i zastanawiam się, co mają inni ludzie w sobie, którym ja nie ustępuję życzliwością, inteligencją, zdolnościami, że oni są powszechnie lubiani, a ja zawsze brutalnie wyrzucana poza nawias.
rachela powtórze to co gdzies czytalam.
byc moze masz cechy charakteru ktore nie są popularne w wieku 21 lat.tak jak powazna gimnazjalistka nie jest w cenie, bo najlepsze zdaniem grupy sa cechy typu picie palenie i imprezowanie. takie osoby są wyrzucane poza nawias. strasznie cie rozumiem- ja zawse bylam szczera i byc moze nieswiadomie mowilam rzeczy(a duzo gadam) ktore powodowaly ze mnie nie lubiano. jednak nie bylam szkodliwa, zawsze staralam sie byc szczera i pomocna, poza malym egoizmem nie mialam strasznych wad. i szczerze zycze wszystkim osobom ktore mnie "nie trawily" aby poznaly prawdziwa swinie i docenily osoby takie jak ja.
"nie trawily"-dokuczaly, ignorowaly, zawracaly wzrokiem,udawaly ze nie slyszą.
nie jestem msciwa, ale tak sobie czasem marzę...
ile masz lat?imprezujesz/wychodzisz? jak dogadujesz sie z babcia, ciocia, moze wolisz osoby starsze/mlodsze?
Hmm, no jestem specyficzną osobą, faktycznie, ale nie negatywnie! Kocham piękno, muzykę, sztukę, literaturę, naturę, uwielbiam pomagać, jestem bardzo wrażliwa, uduchowiona. Czasami cyniczna, no i zawsze mam swoje zdanie, którego bronię, ale trzymam ten cynizm na wodzy, żeby nie zrażać do siebie ludzi.
Nie, nie imprezuję, bo nie lubię klubów, a na domówkę nikt mnie jeszcze nie zaprosił... poza tym, niestety, takie imprezy polegają na chlaniu i rzyganiu, a ja osobiście brzydzę się tego niestety. Kiedy jeszcze robiłam własne imprezy dla koleżanek, robiłyśmy sobie je w jakimś historycznym klimacie przy ognisku, przebierałyśmy się w stroje z konkretnej epoki - suknie, jadłyśmy takie "historyczne" jedzenie... Koleżanki poznajdowały chłopaków i poszły w długą.
Czy wychodzę? .... hm... zależy co masz na myśli. Tak jak mówiłam, nikt mnie nie zaprosił na piwo/rolki/rower, działam w radiu na wolontariacie, ale tamci ludzie też raczej się do mnie nie chcą zbliżyć. Działam trochę w bractwie, ale niestety, ich spotkania też polegają głównie na użynaniu się w trupa... Lubię równieśników, ale co z tego. Nie mam czasem z nimi o czym gadać, a jak nawet trafi się ktoś ciekawy, to jest w gruncie rzeczy taki, jak wszyscy, i też nie udaje mi się zbliżyć do niego. Dobrze dogaduję się z moją jedną najlepszą koleżanką (ma podobną sytuację), i z moimi kuzynkami (jedna 10 lat, druga 20 lat starsza) - z nimi mam mnóstwo wspólnych tematów, lubimy te same żarty, filmy, ten sam alkohol, śmiejemy się do rozpuku, śpiewamy.
A reszta... Mam już dość wyciągania ręki, zabiegania o czyjąś uwagę. Mam dość bycia ignorowaną, traktowaną jak wyrzutek. Jest mi bardzo źle, i bardzo, bardzo samotnie. ![]()