netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

38 odpowiedzi4 268 wyświetleńzałożony przez MonaLizak86, 28.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1

Temat: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Cześć,

Mam 29 lat i chyba wielkie problemy psychiczne. Bo ślub za pasem, kredyt prawie w toku, a ja siedzę w stresie i nie wiem czy w ogóle tego chcę. Wkurzam się na siebie, że taka jestem i że tak to wszystko wygląda. Ale zacznę od początku..

Poznalismy się dwa lata temu. Z mojej strony nie była to wielka miłość. Ale podobało mi się, że on o mnie zabiega, podobał mi się fizycznie, coś iskrzyło. Mam za sobą kilka poważnych związków. W tym jeszcze jedno narzeczeństwo z facetem, który mnie gnębił psychicznie, wykorzystwał itd. Po nim pojawił się obecny narzeczony. Pomyślałam , że skoro ich już ich tylu miałam , to czas się zdecydować. I skoro z każdym sa jakies problemy to już niech ten zostanie z tymi problemami które teraz z nim są. Co za róznica jaki facet. No i tak sobie jesteśmy parą od prawie 2 lat. Nie mieszkamy razem i nigdy nie mieszkaliśmy. To mnie trochę martwi, ale moj facet nie chcial wynajmowac mieszkania bo szkoda pieniedzy. A ja w końcu pomyślałam, że a niech będzie że tak powiem po Bożemu. Mam masę obiekcji i obawiam się, że z każdym innym też bym miała. Czasem mi się wydaje, że ja chyba nie umiem kochać, jestem nastawiona anty, roszczeniowo, i wiecznie niezadowolona. Po prostu choćbym miała rycerza na białym koniu to i tka bym była niezadowolona. Tak mi się wydaje. I dlatego wiecznie się dąsam na tego mojego faceta. I w skrytości (czego się wstydzę i nie wiem co z tym począć) uważam go za gorszego, jakby niegodnego mnie. Bo ma on wady, niestety racjonalnie patrząc spore. Dużo pije, pali, dużo przeklina, jest ogólnie takim nerwowcem, nic by najchętniej nie robił, tylko siedział przed tv. Dość niesympatyczny ogólnie i taki mało otwarty do człowieka. Wszystko jest na nie, źle, głupie i beznadziejne. Wydaje mi sie, ze on ma ogromne kompleksy. Poczatkowo myslalam, ze on taki niesmialy itd. Ale przez 2 lata nic się nie zmieniło. I w związku z tym mam jego obraz taki o właśnie jak opisałam. I problem w tym, że ja nie wiem.. czy ja przesadzam. Obwiniam siebie, że jestem świnią, że tak go określam i krytykuję. Ale z drugiej strony myślę , ze skoro on wg mnie ma takie wady to czy z nim powinnam się wiązać? I z jakiś powodów jestem z nim już te dwa lata. Jestem bardzo pogubiona. Nie wiem co myślę i czuję. Obwiniam siebie, że sama go sobie obrzydziłam. A w życiu trzeba podchodzić z miłością do siebie nawzajem. I nie wiem doprawdy, czy ja wyolbrzymiam wszystko, czy to jest jednak rzeczywistość. Z każdym facetem z jakim byłam miałam takie poczucie, że stac mnie na kogoś lepszego. I pytanie.. Czy rzeczywiście ci delikwenci byli tak beznadziejni, ze mialam prawo tak myslec? Czy może ja jestem wiecznie niezadowoloną.. Wiem, że w zyciu wszystko zalezy od podejścia do życia. I również sobie zarzucam, że wszystko psuję. Zamiast się cieszyć, powiedzieć życiu i sobie TAK i iść do przodu.. To ja analizuję, odwlekam, boje się i krytykuję. nie wiem czy mnie rozumiecie o co chodzi? W skrócie to tak:
1. Jest facet i ja nie umiem określić czy go kocham czy nie i czy on jest dobry czy nie.
2. Jednocześnie wiem, że do wszystkiego trzeba mieć odpowiednie podejście i boję się, że jak będę zbyt krytyczna to przepuszczę każdą okazje ( dobra lub złą ). Bo wszystko negatywnym myśleniem oczernię i nie docenię.
3. Również boję się, że jak moje podejście będzie zbyt optymistyczne to przypuśćmy będę żyła z kimś totalnie beznadziejnym uważając że tak ma być i że tak jest dobrze.
4. A najbardziej chyba chodzi o to, że ja wiem, że jestem bardzo krytyczna i może by taką nie być to na siłę próbuję podejść optymistycznie do swojego niedopasowanego faceta? ( Jeszcze nigdy na to nie wpadłam, dopiero teraz )
5. A ślub za pasem. Kredyt wspólny też, a ja się wykończę..

najbardziej Już raz odkładałam ślub. Miał być w lutym. Nie moge ponownie odlozyc slubu, poza tym czuje sie jak idiotka z tym, ze w poniedzialek ide zalatwiac slub cywilny, a sie waham. Dlaczego to takie ciężkie wszystko ? sad Codziennie chce mi się płakać, a powinnam chyba się cieszyć. Chociaż już kilka osob mi powiedziało, że ślub albo poród dziecka u ludzi wywołują skrajne uczucia i mój strach nie jest niczym złym. Co o tym sądzicie?

2

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Wszystko się ułoży, masz przed sobą całe życie. 30 lat spłacania kredytu i życia z wiecznie niezadowolonym mężem. Powodzenia.

3

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

I z wiecznie niezadowoloną sobą..

4

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

O miłości z Twej strony ani słowa, sporo zaś o wątpliwościach, o pogardzie dla narzeczonego.

Zamiast po raz kolejny odkładać ślub, oddaj mu słowo i pierścionek. Niech ma szansę na znalezienie osoby godnej siebie i ułożenie sobie z nią życia.

5

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Ja się podpisuję pod słowami poprzedniczki.

Przeczytaj sobie jeszcze raz własnego posta i zastanów się, czy takie życie chcesz.
Lepiej zmienić zdanie teraz, niż psuć życie sobie i drugiemu człowiekowi.
Sama musisz podjąć decyzję, nikt tego nie zrobi za Ciebie, więc warto zadać sobie pytanie "Czego chcę?"

6

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Wszystko racja,ale nie podoba mi się ta sprawa z jego piciem...Bo że siedzi przed tv i narzeka to jeszcze ujdzie.Każdy tak robi wcześniej czy później smile
Powiem ci tak - moim zdaniem zdecydowałaś się na ślub "z rozsądku".Dokładnie i realnie oceniasz to na czym stoisz, a niewiele kobiet na to stać.Zadaj sobie pytanie, czy twój facet myśli i wybrał ciebie na podobnych zasadach, a najlepiej szczerze z nim porozmawiaj, bo chyba komunikacja między wami jest słaba.Jeśli tak, to wszystko jest w porządku, pod warunkiem, że przyjmiecie wszystko jak jest bez zbytnich wymagań od drugiego.

7

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

A ja myśle ze powinnaś usiąść z kartka papieru i długopisem i wypisać z 8 rzeczy ktorych chcesz w swoim przyszłym mężu.
Np
1. Troska o mnie
2. Zaradność

Itd

Potem krytycznie wypisać 8 rzeczy ktore chciałabyś aby miala..... Twoja synowa. I konfrontacja czy Ty taka jestes wink

Powodzenia....

8

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
MonaLizak86 napisał/a:

Cześć,

Mam 29 lat i chyba wielkie problemy psychiczne.

Jak ktoś ma problemy psychiczne, to powinien je rozwiązać, a nie ślub brać.

Ja w sumie Cię trochę rozumiem, bo miałam kiedyś podobny wzorzec postępowania.
Wiecznie byłam z siebie niezadowolona i albo się wiązałam, z facetami, którzy byli dla mnie atrakcyjni, ale okropnie mnie traktowali, albo z kimś kto był niby dobry, ale uważałam go za beznadziejnego.
Obie sytuacje wzmagają poczucie beznadziei i są ślepym zaułkiem.
Jak byś popracowała nad sobą i lepiej się ze sobą poczuła, to byś zaczęła przyciągać fajne osoby, a nie innych frustratów lub manipulantów.
A tego ślubu nie bierz,bo go przecież nie chcesz. I napisałaś tu,żebyśmy ci to potwierdzili.

Odpowiadając na twoje pytania: jesteś niezadowoloną, a delikwenci byli beznadziejni, żeby mogli karmić twoje niezadowolenie.

9

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
MonaLizak86 napisał/a:

Cześć,

Mam 29 lat i chyba wielkie problemy psychiczne. Bo ślub za pasem, kredyt prawie w toku, a ja siedzę w stresie i nie wiem czy w ogóle tego chcę. Wkurzam się na siebie, że taka jestem i że tak to wszystko wygląda. Ale zacznę od początku..

Poznalismy się dwa lata temu. Z mojej strony nie była to wielka miłość. Ale podobało mi się, że on o mnie zabiega, podobał mi się fizycznie, coś iskrzyło. Mam za sobą kilka poważnych związków. W tym jeszcze jedno narzeczeństwo z facetem, który mnie gnębił psychicznie, wykorzystwał itd. Po nim pojawił się obecny narzeczony. Pomyślałam , że skoro ich już ich tylu miałam , to czas się zdecydować. I skoro z każdym sa jakies problemy to już niech ten zostanie z tymi problemami które teraz z nim są. Co za róznica jaki facet. No i tak sobie jesteśmy parą od prawie 2 lat. Nie mieszkamy razem i nigdy nie mieszkaliśmy. To mnie trochę martwi, ale moj facet nie chcial wynajmowac mieszkania bo szkoda pieniedzy. A ja w końcu pomyślałam, że a niech będzie że tak powiem po Bożemu. Mam masę obiekcji i obawiam się, że z każdym innym też bym miała. Czasem mi się wydaje, że ja chyba nie umiem kochać, jestem nastawiona anty, roszczeniowo, i wiecznie niezadowolona. Po prostu choćbym miała rycerza na białym koniu to i tka bym była niezadowolona. Tak mi się wydaje. I dlatego wiecznie się dąsam na tego mojego faceta. I w skrytości (czego się wstydzę i nie wiem co z tym począć) uważam go za gorszego, jakby niegodnego mnie. Bo ma on wady, niestety racjonalnie patrząc spore. Dużo pije, pali, dużo przeklina, jest ogólnie takim nerwowcem, nic by najchętniej nie robił, tylko siedział przed tv. Dość niesympatyczny ogólnie i taki mało otwarty do człowieka. Wszystko jest na nie, źle, głupie i beznadziejne. Wydaje mi sie, ze on ma ogromne kompleksy. Poczatkowo myslalam, ze on taki niesmialy itd. Ale przez 2 lata nic się nie zmieniło. I w związku z tym mam jego obraz taki o właśnie jak opisałam. I problem w tym, że ja nie wiem.. czy ja przesadzam. Obwiniam siebie, że jestem świnią, że tak go określam i krytykuję. Ale z drugiej strony myślę , ze skoro on wg mnie ma takie wady to czy z nim powinnam się wiązać? I z jakiś powodów jestem z nim już te dwa lata. Jestem bardzo pogubiona. Nie wiem co myślę i czuję. Obwiniam siebie, że sama go sobie obrzydziłam. A w życiu trzeba podchodzić z miłością do siebie nawzajem. I nie wiem doprawdy, czy ja wyolbrzymiam wszystko, czy to jest jednak rzeczywistość. Z każdym facetem z jakim byłam miałam takie poczucie, że stac mnie na kogoś lepszego. I pytanie.. Czy rzeczywiście ci delikwenci byli tak beznadziejni, ze mialam prawo tak myslec? Czy może ja jestem wiecznie niezadowoloną.. Wiem, że w zyciu wszystko zalezy od podejścia do życia. I również sobie zarzucam, że wszystko psuję. Zamiast się cieszyć, powiedzieć życiu i sobie TAK i iść do przodu.. To ja analizuję, odwlekam, boje się i krytykuję. nie wiem czy mnie rozumiecie o co chodzi? W skrócie to tak:
1. Jest facet i ja nie umiem określić czy go kocham czy nie i czy on jest dobry czy nie.
2. Jednocześnie wiem, że do wszystkiego trzeba mieć odpowiednie podejście i boję się, że jak będę zbyt krytyczna to przepuszczę każdą okazje ( dobra lub złą ). Bo wszystko negatywnym myśleniem oczernię i nie docenię.
3. Również boję się, że jak moje podejście będzie zbyt optymistyczne to przypuśćmy będę żyła z kimś totalnie beznadziejnym uważając że tak ma być i że tak jest dobrze.
4. A najbardziej chyba chodzi o to, że ja wiem, że jestem bardzo krytyczna i może by taką nie być to na siłę próbuję podejść optymistycznie do swojego niedopasowanego faceta? ( Jeszcze nigdy na to nie wpadłam, dopiero teraz )
5. A ślub za pasem. Kredyt wspólny też, a ja się wykończę..

najbardziej Już raz odkładałam ślub. Miał być w lutym. Nie moge ponownie odlozyc slubu, poza tym czuje sie jak idiotka z tym, ze w poniedzialek ide zalatwiac slub cywilny, a sie waham. Dlaczego to takie ciężkie wszystko ? sad Codziennie chce mi się płakać, a powinnam chyba się cieszyć. Chociaż już kilka osob mi powiedziało, że ślub albo poród dziecka u ludzi wywołują skrajne uczucia i mój strach nie jest niczym złym. Co o tym sądzicie?

Nie w Twoim przypadku.
Przecież na milę czuć, że nie kochasz tego człowieka i nigdy go nie kochałaś. Był od gojenia ran po poprzednim, poważnym związku. Związałaś się z nim z samej rezygnacji.
Myślę, że powinnaś porozmawiać z narzeczonym i odwołać przygotowania do ślubu. Bo inaczej wyrządzisz krzywdę jemu i sobie. Jak kiedyś Kroteczka i Madowa, które popełniły ten sam błąd, wychodząc za mąż z rozsądku, pod presją rodziny, czy pod wpływem wszystkiego innego, ale nie z miłości.

10

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

To mnie zaintrygowało:

"Odpowiadając na twoje pytania: jesteś niezadowoloną, a delikwenci byli beznadziejni, żeby mogli karmić twoje niezadowolenie."

Tak się dziś zastanawiam skoro moi faceci mieli same niemalże wady jak sobie analizuję.. to dlaczego z nimi tkwiłam, tkwię? Próbowałam wiele razy rozmawiać z tym obecnym facetem, albo pokazywać mu o co mi chodzi. Ale on nie jest w ogóle otwarty. Ja zaczynałam temat to tak jakbym palącego się polewała benzyną. Zaczyna się denerwować, podnosi głos, mówi, że jak zwykle wymyślam. Jeśli chodzi o alkohol to też uważa, że przesadzam. Kilka razy pisałam listy.. To po takim liście potrafił zadzwonić i zapytać co dziś będziemy robić. Czasem po takiej akcji, gdzie groziłam rozstaniem, albo wręcz to robiłam.. to chwilowo było lepiej. Ostatnio potrafi sam coś od siebie dać, jakiś ludzki odruch. Ale ja się stałam na to już obojętna. Bo jak siłą czegoś nie wyrwę to nic nie dostanę. Chociaż nie ukrywam, że ciężki ze mnie materiał również. Bo może za dużo wymagam. Bo chciałabym żeby się o mnie troszczył jak o małą dziewczynkę. A jak nie to się dąsam.. Aczkolwiek mówię o wszystkim co mnie boli. Tyle, że bez odzewu, albo w ogóle on tego nie rozumie. Więc ja już naprawdę nie wiem, czy za dużo wymagam, czy faktycznie guzik dostaję.. Wzorca nie mam gdzie szukać, wychowałam się bez ojca.


Obawiam się, że może jednak moi delikwenci nie byli tacy beznadziejni, tylko ja jestem na tyle niezadowoloną i marudną osobą, że z każdego "księcia" uczyniłabym ropuchę.

Excop to nie jest tak, ze obecny facet byl na otarcie łez. Bo po poprzednim facecie w ogóle nie było łez to po pierwsze, a po drugie poznałam go długo po rozstaniu z poprzednim.

11

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
MonaLizak86 napisał/a:

(...) Bo chciałabym żeby się o mnie troszczył jak o małą dziewczynkę. A jak nie to się dąsam.. (...)

Zakończ ten związek.
Przed założeniem kolejnego sprawdź swą datę urodzenia i zachowuj się adekwatnie do wieku.

12

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Jak dla mnie to duże prawdopodobieństwo, że się skończy rozwodem. Lepiej chyba przełożyć i dojść z sobą do ładu niż za pół roku iść do urzędu po papiery rozwodowe. A może najnormalniej w świecie to nie jest ten przy którym nogi Ci się uginają i chciałabyś żeby został ojcem Twoich dzieci. Zwykłe niedopasowanie ot co. Znam kilka osób, które miały ogromne wątpliwości, gdzie rozum podpowiadał nie rób tego, a potem żałowały ślubu. Jak dla mnie powinnaś gdzieś wjechać bez niego przemyśleć wszystko, wrócić i podjąć decyzję.

13

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
MonaLizak86 napisał/a:

Excop to nie jest tak, ze obecny facet byl na otarcie łez. Bo po poprzednim facecie w ogóle nie było łez to po pierwsze, a po drugie poznałam go długo po rozstaniu z poprzednim.

Możliwe, Mono. Ale to niczego nie zmienia.
Nie odnioslaś się do mojej sugestii, że nie kochasz narzeczonego. Jak mam to rozumieć?
Mówisz, że chcesz w nim wzbudzić jakąś aktywność, by Wasz związek nabrał rumieńców.
Ale czego po tym oczekujesz? Choćby starał się, jak nigdy dotąd, wzbudzi w Tobie z kolei jakieś silniejsze uczucie do niego, czy jedynie podtrzymałoby w Tobie nadzieję, że "jakoś to będzie"?

14 Ostatnio edytowany przez MonaLizak86 (2015-05-28 23:28:54)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Excop hmm... Średnio co godzinę zmieniam zdanie.. Tzn akurat od kilku dni to mam ogólną jazdę, ale wcześniej to z chwili na chwilę byłam szczęśliwa, zaraz potem nieszczęśliwa. Raz mówiłam sobie - idę w to, później robiłam listę za i przeciw, następnie oznajmiałam przed sobą, że powinien być koniec. By potem znowu twierdzić, że a raz kozie śmierć niech się coś dzieje i zobaczymy jak to się potoczy.

Ale chyba nigdy nie czułam prawdziwie miłości. Czy nigdy mi niczym nie zaimponował, że mogłam sobie powiedzieć - tak ten facet musi być mój. [ edit: albo może ja nie umiem nikogo docenić ]

Początkowo starałam się bardziej niż teraz, ale to było bez odzewu. On jakby nie potrzebuje tego co ja chciałam dawać i mogłabym dawać. I wcześniej wymagałam jeszcze o dopominałam się bardziej o wszystko. A teraz gdy on czasem coś zrobi od siebie to mnie to już nie grzeje. Bo może to już jest zdecydowanie za mało. Zrobienie śniadania do łóżka raz na kilka miesięcy albo pomasowanie pleców po wielkich prośbach raz na dwa lata, to naprawdę nie cieszy. [edit: a no właśnie.. albo powinno ucieszyc, powinnam docenić że w końcu to zrobił, bo wie, że lubię. Czy gonić takiego faceta od razu, co nam nie chce dać takiej formy bliskości? ]

Nie wiem po co w to brnęłam tak daleko. Właśnie chyba po to, ze jakoś to jest, jakoś to będzie. Karmiłam się takimi głupimi powiedzonkami, że im więcej dajesz tym więcej otrzymujesz, lub, że im ktoś bardziej zamknięty tym bardziej go trzeba kochać, albo mów życiu "tak" i bierz co Ci daje itp..

[ edit: Jakaś we mnie niepewność jest. Co sobie pomyślę, to od razu przychodzi myśl negująca. Nie umiem w tym odnaleźć prawdy ]

15

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Nie rozumiem o co wy macie do niej pretensje? Ona wydziwia? Napisała że facet dużo pije ta jedna rzecz to już jest dobry powód by mieć wątpliwości. Mam wrażenie że niektórzy nie czytają całego wątku i tak sobie o coś napiszą.

16

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

@Małpa
Zauważ, że to ona napisała że on dużo pije. "Dużo" to ile? Jedno piwko max dwa razy w tygodniu czy połówka co wieczór przed spaniem? To "dużo" to jej subiektywna opinia, tak naprawdę nie wiemy ile. Laska zwyczajnie szuka dziury w całym...

@Monaliza
Czas dorosnąć.
Skoro nie kochasz gościa to daj mu spokój. Bez Ciebie facet ma szansę spotkać kogoś naprawdę szczerze zainteresowanego z kim poukłada sobie normalne i szczęśliwe życie, bo z Tobą to mu się raczej nie uda. Zanim pójdziesz do ołtarza ogarnij własną głowę. Przydał by się jakiś dobry specjalista. Może warto rozejrzeć się za psychologiem w Twojej okolicy?

17 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-05-29 08:44:12)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Ty nie wiesz czego chcesz, bo po prostu nie czujesz, że to jest fajny facet i życie z nim dla Ciebie. Wez się dziewczyno obudź i nie popełniaj błędu, że z braku laku wychodzisz za mąż za jakiegoś nudziarza z piwem w ręku przed tv i lądujecie w kilkudziesięciu m2 na kredycie.

Moim zdaniem, ani Cię facet nie fascynuje i nie motywuje do działania (stąd ten marazm u ciebie), ani ty go zbytnim uczuciem nie darzysz, jest, bo jest i tyle.

Ja cię rozumiem, bo jeśli się wychowałaś bez ojca, to nawet nie wiesz, jak ma facet postępować. To, co opisałaś, to jest jakaś opowieść znudzonych, wypalonych ludzi, których już nic w życiu nie czeka, a nie daj boże się dziecko jeszcze urodzi.

Wiesz, życie z kimś może być bardziej interesujące i ciekawe, a z mężczyzną można mieć silniejszą węz, jeździć z nim na rowery, wycieczki, biegać, chodzić do kina, podróżować, śmiać się, gotować, snuć plany na przyszłość.

Nie wychodź za mąż z rozsądku, bo tak trzeba, bo już warto się na kogoś zdecydować. To jest błąd w myśleniu. Zobaczysz jaki on się stanie po ślubie. Będzie jeszcze gorzej. Będzie mu rósł wielki brzuchol od piwa, będziecie siedzieć tylko w domu bez znajomych i kredyt będzie wisiał wam nad głową.

U ciebie, myślę, warto byłoby poszukać i otoczyć się w życiu przykładami związków, które fajnie funkcjonują. Poszukać wzorców mężczyzn, którzy potrafią z kobietą się dogadać i o nią dbać. Są też filmy, poradniki, może masz koleżanki, które mają fajne związki i facetów.

Twój ślub z nim będzie błędem. Czy twoja mama pokierowała swoim życiem podobnie? Są jakieś analogie?

Aha, i jeszcze jedno: to co nazywasz swoim krytykanctwem, to po prostu twoja intuicja i ona dobrze ci podpowiada, że to nie to i nie ten facet, że to nie życie, które chciałabyś wieść. Niestety silniejszy od twojej intuicji jest też skrypt, który pcha cię w bylejakość, byle żeby było, byle, żeby ktoś był. Nie daj się. Swoim życiem możesz pokierować tak jak chcesz. Chodzi o wybory i działanie. I słuchaj swojej intuicji. Jest stępiona, bo nigdy nikt cię nie nauczył, że warto jej słuchać, bo to jesteś ty i że jest to ważne.

18

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
MonaLizak86 napisał/a:

Cześć,
że skoro ich już ich tylu miałam , to czas się zdecydować.

To mnie uderzyło strasznie. Nie ważne jaki garbaty, pijak, bez ręki czy nogi, byle by był bo w KOŃCU muszę kogoś mieć. Normalnie wyrafinowane oschłe kalkulowanie. Rozumiem, że rozsądek w związku to podstawa, ale jak dla mnie to zabrzmiało jak zimna kalkulacja desperatki, której suszą głowę - no weź Ty ten ślub, już czas, będziesz starą panną, etc.
Ten ślub, to małżeństwo może przeżyć, ale będzie przypominało małżeństwa naszych babć za morgi. Rozwód będzie, FAJNIE, ale kredyt będzie nad Wami wisiał.

Odwołaj to w czorty, kredytu nie podpisuj. Zasięgnij jakiejś pomocy, albo po prostu wyjedź, ucieknij, zmień otoczenie, odetchnij i skończ z myśleniem "muszę", Ty nic nie musisz, MOŻESZ, ale nie musisz smile

19

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Proszę Cie musisz przemyśleć to jeszcze raz. Nie możesz popełnić takiego błędu i żenić się z kimś bo "musisz". Ślub powinien być dla Ciebie wspaniałym przeżyciem!!! Powinnaś się cieszyć, radować i nie mieć nawet czasu na smutki. Jedynym dylematem powinna być wysokość obcasów przy butach ślubnych..
A Ty nie jesteś pewna.. ślub ślubem.. są rozwody (wiem straszne to jest ale prawdziwe) ale kredyt?? Oj tego tak łatwo się nie pozbędziecie. Nie daj sobie wmówić, że musisz! Nie musisz!! Zresztą niejedna osoba już Ci to tu pisała. To nie te czasy, że trzeba.. może faktycznie powinnaś rzucić to wszystko, zmienić pracę, zmienić otoczenie, zająć się sobą swoimi pasjami, a miłość przyjdzie. Masz 29 lat.. proszę Cię - jeszcze tyle wspaniałego życia przed Tobą.

20

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Dziękuję za tyle odpowiedzi smile

netmisiek ja szukam dziury w całym? To powiem Wam ile i jak pije mój narzeczony. Kiedyś z dwa razy znalazłam małe flaszki pochowane po szafkach. Potrafi na imprezie z rodzicami ( tak z rodzicami.. Na jakiejś imprezie imieninowej, albo po prostu przy piątku ) wypić 1,5 litra wódki na 3 osoby. Mama zakładam, że pije mniej, to wychodzi na łeb faceta ponad 0,5 litra. Kiedyś okazało się, że na imprezie wychodził niby palić do kuchni a nakryłam go, że pił z butelki wódkę, bo przy stole zbyt wolno polewali.. Przesadzam z moimi obawami? Chyba nie.. W ostatnim liście napisałam mu, że wg mnie powinien się leczyć. On uważa , że przesadzam. Że przecież w tygodniu nie pije, a, że w weekend pije to chyba normalne..

Co do psychologa to już chodziłam i do psychiatry i do psychologa, przeszłam terapię behawioralną, ale jak widać mało ona wniosła w moje życie, albo po prostu już sama przesiąknęłam bylejakością.

lifrinat dobrze opisane. Nie powiem, my też razem biegamy, oglądamy filmy itd, chodzimy czasem na pizze, do restauracji. Ale ja nie umiem tym związkiem się cieszyć, bo z tyłu głowy wciąż analizuję wszystko i się dystansuję. A nawet już mam postawę bardziej negatywną niż pozytywną do niego. I wmawiam sobie, że ta intuicja to jest zła, i że mnie powstrzymuje na siłę. Jeśli chodzi o moją mamę. Wyszła za mojego ojca z musu, bo chciała się wyrwać z domu itd. Początkowo był wspaniały, kwiatki, kanapeczki do pracy, pomocny dla całej rodziny itd. Jak miałam 3 miesiące już miał babę z brzuchem i nigdy się mną nie interesował. Nie znam prawie go. Potem u mamy przewijali się różni faceci, raczej nic ciekawego. I mam do tej pory jest sama, z przelotnymi znajomościami. Dlatego nie mam pojęcia jak wygląda życie z facetem, jak powinno być.  I całe życie mama mi suszyła głowę, że faceci są beznadziejni. I też dlatego daję każdemu szansę może za długo, po to by się odciąć od tego, że mam zakodowane w głowie, że wszyscy sa byle jacy. I jestem z kimś tak naprawde chyba tylko po to, by nie mieć o sobie przekonania, że rzucam wszystkich bo mam tak zakodowane w głowie.

A co mnie trzyma w tym związku? Poczucie jakiejś tam stabilizacji, bo jednak mam tego faceta, jakieś tam stateczne życie. Plany. Chęć zakupu tego mieszkania, bo sama bym się nie odwyżyła wziąć kredytu.

Pokręcona chyba jestem dość..

21

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Zastanów się, czy naprawdę zależy Ci na takiej stabilizacji.

22 Ostatnio edytowany przez MonaLizak86 (2015-05-29 15:21:18)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Jeszcze tylko jedno pytanie, proszę o interpretację czy dobrze myślę.

Nigdzie sama nie wychodzę, żadne imprezy itd. Jutro mamy spotkanie klasowe i poprosiłam mojego faceta czy przyjedzie po mnie, bo zapewne zjemy sobie jakąś kolację i wypijemy drinka. Oburzył się, że jutro on nie siada za kierownicę ( ponieważ ma zamiar pić ). Powiedziałam, że ja po niego przyjechałabym i nieraz jeździłam. Oznajmił mi, że raz też gdzies po mnie przyjechał i jesteśmy kwita. Zatem oznajomiłam mu, że w takim razie nie martwi go jak wrócę i czy z kim wrócę. Po krótkiej wymianie zdań powiedział , że jak wrócę do 21 to po mnie przyjedzie, a później nie. Ja mu powiedziałam, że skoro to dla niego taki problem to ma w ogóle się mną nie martwić bo sobie poradzę. Może nawet pojadę samochodem sama i nie będę pić.

I tu moje dwojakie myślenie:

1. Nie zależy mu na mnie, nie martwi się. Ale ja mam prawo wymagać jakiejś troski.
2. Pomyśłałam sobie, że w sumie jestem dorosła i mogę wrócić sobie taksówką przecież i nie powinnam myśleć, że on się o mnie nie troszczy.

Osobiście skłaniam się ku pierwszej tezie. I w takich sytuacjach tak właśnie myślę. A może powinnam zejść z niego, dorosnąć jak to ktoś napisał i martwić się sama o siebie?

23 Ostatnio edytowany przez asiek_aa (2015-05-29 15:42:57)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
MonaLizak86 napisał/a:

Poczucie jakiejś tam stabilizacji, bo jednak mam tego faceta, jakieś tam stateczne życie.

Słowo klucz jakieś tam yikes

Nie odbierz mnie źle, ale strasznie się to czyta ! Kobieto masz raptem kilka lat mniej ode mnie a mówisz jak jakaś strudzona, znużona życiem osoba, która ma dwa wyjścia - powiesić się albo jakoś tam egzystować.
WYJDŹ z tego "związku" a raczej farsy. Spakuj walizy i WIO w świat, do innego miasta, koleżanek. Rany no po co się tak katować? Chcesz mieć życie "jakieś tam"? powielić schemat mamy? "jakoś to będzie", "będę ja i dziecko, jakoś przeżyję"?
Odwołaj ten ślub i nawet się nie zastanawiaj, przecież miedzy Wami niema uczucia, jest przyzwyczajenie do myśli 'jest to jest, niech zostanie' Twój partner kompletnie Ciebie nie szanuje.

Matko i córko masz dopiero 29lat, świat czeka na Ciebie tylko się odważyć. Zostaw ten cały bajzel za sobą i zacznij w końcu żyć a nie egzystować.

EDIT:

Nigdzie sama nie wychodzę, żadne imprezy itd (..)
poprosiłam mojego faceta czy przyjedzie po mnie, Oburzył się (..)raz też gdzies po mnie przyjechał i jesteśmy kwita
Pomyśłałam sobie, (...) nie powinnam myśleć, że on się o mnie nie troszczy.

Naprawdę nie powinnaś? ja Tu widzę jakąś paranoje. Konkurs jak dziecko - byłem po Ciebie więcej nie muszę, JA mam weekend Ty kobieto radź sobie sama.
Co innego gdy facet jest na imprezie i faktycznie dowiedział się "za pięć 12" że musi po Ciebie podjechać, a co innego zapowiedziane BA poproszenie o przysługę.

24

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

aksiek i to wszystko sobie sama na głowę ściągnęłam. I za to siebie nie lubię. Bo skoro mi źle to powinno się podziękować sobie za to i rozstać się. A ja siedzę, analizuję, próbuję mu przetłumaczyć i w gruncie rzeczy się męczę. A może ja mam jakąś depresję i wszystko widzę tylko na czarno? Nie wiem

25

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Dlatego mówię ZMIEŃ otoczenie. Nie wiem jak dokładnie masz, ale ogólnie zmienić mieszkanie, prace nie jest AŻ tak ciężko ( wiem posypia się na mnie gromy) ale co Ci szkodzi wynająć pokój ze studentami? Dzieci nie masz, KREDYTU też nie więc przeanalizuj konkretnie czy nie zyskasz na ucieczce? zmiana koleżeństwa, otoczenia,  też Ci pomoże...
Nie wiem bynajmniej ja raz uciekłam od życia, fakt było ciężko, fakt jadłam dżem z tesco w większości czasu wink ale odżyłam i teraz patrze ze śmiechem na stara, żałosną mnie.

26

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Ja już czasem popełniałam radykalne kroki. Więc wiem co w trawie piszczy i moja intuicja jeszcze całkiem nie umarła. Jeszcze tylko żebym w życiu umiała ocenić każdą sytuację a nie wisieć między dwiema opcjami. Dlaczego tak jak z tą podwózką po imprezie - dlaczego ja od razu nie wiem co powiedzieć, jak zaregować. Tylko pojawiają mi się jakieś opcje. Nie umiem walczyć o siebie czy co?

27

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

To kiedy ten ślub i podpisanie dokumentów z bankiem? Coś mi się wydaje, że nic nie zrobisz, nie zmienisz.

Widzisz, idziesz w ślady mamy. Powielasz dokładnie ten sam scenariusz.

28

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Odpowiedź:

MonaLizak86 napisał/a:

(...) skoro mi źle to powinno się podziękować sobie za to i rozstać się. A ja siedzę, analizuję, próbuję mu przetłumaczyć i w gruncie rzeczy się męczę. (...)

To nie depresja. To rzeczywistość.

Chcesz męczyć się dalej? Chcesz męczyć się przez następne lata, nie w nieformalnym związku, ale w małżeństwie?  Czy chcesz, by ten mężczyzna był ojcem Twych dzieci? Jakie pojęcie o relacjach między kobietą a mężczyzną, między mężem a żoną będą miały dzieci żyjące w takiej rodzinie?

29

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Wielorkopek.. Żadnego pojęcia. Tak jak mój facet nie ma, na podstawie relacji swoich rodziców. Niby normalna rodzina itd. Ale mama nie widzi w tym nic dziwnego, że jej mąż z nią nie jeździ do jej matki. I w ogóle nic nie robią, oprócz niedzieli w kościele. Osobno w pokojach itd.

Już lepiej że nie miałam ojca, niż miałabym mieć taki przykład. A moj facet jeszcze uważa ich za super rodzinkę. Bo mama nie zabrania ojcu pic. Wychodzi z założenia, że po co zabraniać - zakazony owoc lepiej smakuje.

Ta..

30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-05-29 16:14:54)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Żadnego pojęcia? Na pewno Twój facet nie ma pojęcia o relacjach, które panują w rodzinie? Przecież na tej podstawie układa wasze.

Masz wszystkie informacje, najwyższa pora na podjęcie decyzji. Wybierz, jak chcesz żyć.

Edit:
Dla ułatwienia. smile Wyobraź sobie, że poślubiasz - jak go określiłaś tego - "swojego faceta"...
Mijają 2 lata. Jak wygląda Twoje życie?
Mija 5 lat. Jak wygląda Twe życie?
Mija 10 lat. Jak wygląda Twe życie?

31

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Mijają lata i jakakolwiek decyzja o czykomwiek wychodzi ode mnie. Każde wyjście , spacer, kino, spotkanie z kimkolwiek to wszystko moja inicyjatywa. I dochodzi do tych ewentualnych spotkac oczywiście po wielu rozmowach, proszeniu, straszeniu, bo inaczej to nic.

Całe dnie oglądamy seriale, bo nic nie ma  wtelewizji a na moje pytanie czy nie ma mi nic innego do zaoferowania odpowiada- nie.

Czasem zaproponuje wyjazd do kolegi na działkę na picie.

Do mojej mamy nie chodzimy, bo po co. Do jego rodziców też nie, bo oni się przeciez nie wtrącają.

Koleżanek nie mam, bo on nie toleruje spotkań żadnych. Raz kiedyś od wielkiego święta ewentualna mała imprezka u nas.

A tak to sobie chodzę na spacery z psem, narzekam koleżankom przez telefon na swojego nudnego faceta, albo opowiadam jak znowu się upił.

W międzyczasie może jakieś wakacje na bombie. Aha no i może dziecko z czasem się pojawi. Tatuś nie pokaże jak się buduje samoloty , czy cokolwiek bo sam tego nigdy nie robił. Ech..

32 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-05-29 16:33:02)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Wiesz już jaka będzie ta stabilizacja. Decydujesz się na nią?


Edit:
Zapomniałaś o kredycie i jego spłacie.

33 Ostatnio edytowany przez MonaLizak86 (2015-05-29 16:41:57)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

O pieniądze się nie martwię. Tylko co z kredytem w razie rozstania.

Ech moja mama od poczatku mi mowila, że to nie to..

Edit: nie decyduję się. Tylko jak mu o tym powiedzieć..

34

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
MonaLizak86 napisał/a:

Mijają lata i jakakolwiek decyzja o czykomwiek wychodzi ode mnie. Każde wyjście , spacer, kino, spotkanie z kimkolwiek to wszystko moja inicyjatywa. I dochodzi do tych ewentualnych spotkac oczywiście po wielu rozmowach, proszeniu, straszeniu, bo inaczej to nic.

Całe dnie oglądamy seriale, bo nic nie ma  wtelewizji a na moje pytanie czy nie ma mi nic innego do zaoferowania odpowiada- nie.

Czasem zaproponuje wyjazd do kolegi na działkę na picie.

Do mojej mamy nie chodzimy, bo po co. Do jego rodziców też nie, bo oni się przeciez nie wtrącają.

Koleżanek nie mam, bo on nie toleruje spotkań żadnych. Raz kiedyś od wielkiego święta ewentualna mała imprezka u nas.

A tak to sobie chodzę na spacery z psem, narzekam koleżankom przez telefon na swojego nudnego faceta, albo opowiadam jak znowu się upił.

W międzyczasie może jakieś wakacje na bombie. Aha no i może dziecko z czasem się pojawi. Tatuś nie pokaże jak się buduje samoloty , czy cokolwiek bo sam tego nigdy nie robił. Ech..

A ty tak męczysz bułę na forum, bo tak się nauczyłaś, czy realnie masz zamiar coś z tym zrobić?

W sensie: powiedz nam: podpisujesz z nim umowę w banku i bierzecie ten ślub? Oczywiście dużo alko będzie, mam nadzieję.

35

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Co z kredytem? Jeśli zaciągniecie oboje, po rozstaniu wyjścia są trzy:
1. każde z was spłaca swoją część ('część' pozostaje do ustalenie),
2. przestajesz spłacać, a całość spłaca on
3, odwrotna sytuacja: spłacasz całość, bo on nie spłaca części kredytu.

Czy widzisz te paranoję? Zastanawiasz się nad tym, kto spłacać będzie kredyt po waszym rozstaniu.


Może Twoja mama widzi całą tę sytuację jeszcze lepiej niż Ty?

36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-05-29 16:49:48)

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Jak mu powiedzieć? Szybko. Prawdę. Że go nie kochasz. Że nie widzisz się u jego boku. Że nie chcesz (nie decydujesz się) być jego żoną. Że dziękujesz mu za wspólny czas.


Edit:
Przepraszam za post pod postem. smile

37

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
lifrinat napisał/a:

Wiesz, życie z kimś może być bardziej interesujące i ciekawe, a z mężczyzną można mieć silniejszą węz, jeździć z nim na rowery, wycieczki, biegać, chodzić do kina, podróżować, śmiać się, gotować, snuć plany na przyszłość.

U ciebie, myślę, warto byłoby poszukać i otoczyć się w życiu przykładami związków, które fajnie funkcjonują. Poszukać wzorców mężczyzn, którzy potrafią z kobietą się dogadać i o nią dbać. Są też filmy, poradniki, może masz koleżanki, które mają fajne związki i facetów.

Ja się chciałam podpisać się pod słowami lifrinat.
Wiele osób nie ma dobrych wzorców w rodzinie. Ale można ich szukać poza rodziną.
Dla mnie właśnie takim punktem odniesienia są udane związki moich koleżanek i kolegów.

38

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

autorka tematu szuka kogoś kim by mogła sie pochwalić, kto by imponował
znaczy sama ma o sobie bardzo niskie mniemanie i szukać lepszego musi u innych

nigdy nie znajdzie smile

39

Odp: Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..
puszczapuszcz napisał/a:

autorka tematu szuka kogoś kim by mogła sie pochwalić, kto by imponował
znaczy sama ma o sobie bardzo niskie mniemanie i szukać lepszego musi u innych

nigdy nie znajdzie smile

Też o tym myślałam.

Czyli oznacza to, że jak ktoś ma o sobie wysokie mniemanie to wtedy może wiązać się z kimś niskich lotów, ponieważ wtedy nie potrzebuje kogoś kto by jej imponował?

To kogo ma szukać osoba z niskim mniemaniem o sobie? ( choć u mnie to różnie bywa, ale skoro wiążę się z byle kim to chyba nienajlepiej świadczy). Jak się zwiąże z kimś byle jakim to źle. Jak chce mieć kogoś kto będzie jej imponował to też źle, bo wtedy chce sie w ten sposob dowartosciowac.

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ślub, kredyt.. A ja nie wiem czego chcę..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026