netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy rozstanie to jedyne wyjście?

7 odpowiedzi3 343 wyświetleniazałożony przez kasadei, 27.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Strasznie się męczę i nie jestem pewna co tak naprawdę mam zrobić, albo boję się podjąć radykalne kroki i w końcu zamknąć ten rozdział życia. Tylko tu jest problem, ponieważ czuję i wiem, że ani on, ani ja nie jesteśmy do tego przekonani i tak naprawdę gotowi. Wszystko ładnie pięknie, ale rozum podpowiada już coś innego.

Ja mam 30 lat, on 35. To już 4 rok naszego związku, który jest bardzo burzliwy. Moim zdaniem po prostu nie potoczył się tak jak powinien i nabawiliśmy się przez to złych nawyków w stosunku do siebie, złych skojarzeń, reakcji. Pomimo tego, że bardzo dużo się kłócimy (totalnie o pierdoły) to wciąż mamy w stosunku do siebie bardzo dużo uczuć i zależy nam na sobie.

Tylko tutaj jest problem. Nie za bardzo radzimy sobie z emocjami, nasza miłość jest taka szarpana, niedojrzała, pomimo tylu lat zachowujemy się czasami jak dzieci. I to jest największy nasz problem, nie potrafimy tym związkiem tak pokierować, żeby było stabilnie. Za dużo jest jakiegoś podskórnego żalu, niespełnionych oczekiwań, rozczarowań.

Najśmieszniejsze jest to, że niektóre rzeczy przez te 4 lata udało nam się rozwiązać, że ten związek jednak jakoś idzie do przodu (widzę większe starania o to by być bardziej szczerym wobec siebie, mówić tylko prawdę, starać się dla tej drugiej osoby), ale jak już jedno naprawimy, to zalewa nas fala starych rzeczy, których nie przepracowaliśmy i czujemy się wtedy jakby wszystkie nasze wysiłki szły na marne. Dochodzi do awantury i sprawa pozałatwiana.

W tym momencie każdy z nas jest już bardzo osłabiony, nie widzi szans, że coś się zmieni w naszej relacji, jednak trudno nam się jest od tak rozstać, bo ta nadzieja wciąż jest i za każdym razem, kiedy mamy dobry okres to nas to napędza.

Nie wiem co z robić z tym rozstaniem. Nie układa nam się, lata lecą, a każdy chciałby sobie ułożyć spokojnie życie. To rozstanie musi być na siłę, bo uczucia wciąż są, wciąż nam na sobie zależy, ale nie potrafimy sami (nie jesteśmy w stanie) czegoś zmienić, aby było dobrze. Od 3 lat próbujemy (rozstawaliśmy się też w międzyczasie), ale nie wychodzi.

Czy jest dla nas jakiś ratunek? Czy rozstanie z rozsądku to jedyne wyjście? Chciałabym się rozstać i pójść w swoją stronę, ale jak mam zapomnieć o tym człowieku, jak wyciąć go ze swojego życia, jak sobie trochę tego nie wyobrażam.

Kiepsko się czuję z tego powodu. Aha, dodam jeszcze, że od pół roku jestem na terapii własnej. Ona dużo mi pomaga, ale osobiście. Nasz związek potrzebuje naprawy na już, a ja nie potrafię być na tyle mądra, on też. Błędne koło.

2 Ostatnio edytowany przez znikam (2015-05-27 08:56:25)

Odp: Czy rozstanie to jedyne wyjście?
kasadei napisał/a:

Aha, dodam jeszcze, że od pół roku jestem na terapii własnej. Ona dużo mi pomaga, ale osobiście. Nasz związek potrzebuje naprawy na już, a ja nie potrafię być na tyle mądra, on też. Błędne koło.

bardzo duży chaos w waszym związku. Pierwsze co sobie pomyślałam to to że przydałabym się wam obydwu jakaś terapia. Ja kiedyś też non stop kłóciłam się z nim chłopakiem (obecnym mężem) ale pomimo tego wszystkiego bardzo się kochaliśmy i non stop do siebie wracaliśmy, walczyliśmy o siebie. Mi pomogła właśnie terapia i pomoc psychiatry który dał mi leki na uspokojenie/depresję. Od momentu kiedy zaczęłam się leczyć mój związek stał się spokojny, mąż też dużo w siebie pracy dał. Myślę że u was jest wielka miłość ale przydałoby się terapia, rozmowa, ciągły kontakt z psychologiem ale to tyczy się nie tylko ciebie ale też i twojego partnera. Powodzenia!

3

Odp: Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Ja chyba po prostu umówię nas na spotkanie, bo czuję, że sami sobie nie poradzimy. Podobno, taka wspólna terapia albo doprowadzi do połączenia, albo finalnie pozwoli nam się rozstać.

A skąd wiedziałaś, że potrzebujesz leków. Ja raczej chyba nie, tylko taki duży problem mam z tymi emocjami, panowaniem nad nimi, bo za dużo złych rzeczy w naszej przeszłości się wydarzyło. Myślę, że gdyby związek od samego początku był bardziej spokojniejszy, to nie "nacechowałabym" się takimi złymi wdrukami i mniej emocjonalnie w niektórych aspektach też bym się zachowywała. Ale.., to jest gdybanie. Sama widocznie jak wchodziłam w związek z nim nie byłam poukładana, a może i nawet gotowa na to (choć bardzo pragnęłam już związać się z kimś na stałe, duża to wtedy była moja potrzeba).

Dziś wyjechał do pracy, a już tęsknię. On też. Cierpimy oboje, nikt już nie ma sił na walkę, nie widzi sensu (bo plany na założenie rodziny, dzieci, małżeństwo nie mają racji bytu przy tym co się dzieje, każdy z nas wie, że nasze podwaliny i problemy nic z tego nie utworzą).

Jakimi kategoriami najlepiej szukać terapii dla par?

4

Odp: Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Kurcze, czuję, że nadeszło jakieś wypalenie z mojej strony.. Smutno mi tego doświadczać. Z jednej strony i tęsknię za nim i  brakuje mi go (jest na wyjeździe), a z drugiej jak sobie pomyślałam jak wracałam dziś do domu, jak to pomiędzy nami jest, to poczułam, że to takie smutne, nieudane, że tego nie chcę.

Czuję się w potrzasku. Czy ktoś zmagał się jeszcze z tego typu związkiem?

5

Odp: Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Ja bym wziął jakiegoś mediatora i przy nim porozmawiał. Temat nie jest prosty, ale jeśli oboje przy osobie trzeciej ustalicie, że dacie radę, każde się do czegoś zobowiąże, to powinno być dobrze smile

6

Odp: Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Jezu, on się zgodził na konsultację z terapeutą, umówiłam już nas. Jest to spotkanie, konsultacja niezobowiązująca, takich spotkań w sumie jest 3. Potem zapada decyzja czy stajemy razem do terapii.

Dla mnie, to wszystko co się w moim życiu prywatnym wydarzyło, jest nie do pojęcia. Chciałabym wspólnie z tym mediatorem ustalić czy jest jeszcze co ratować lub też, aby ta osoba pomogła nam się w szacunku do siebie rozstać.

Oboje jesteśmy już wycieńczeni, brakuje wiary i poczucia sensu w kwestii tego związku. Ucieszył się o tyle z tej propozycji, że powiedział, że to takie budujące, że mam jeszcze energię, żeby nas tam zaprowadzić.

3 lata temu też poszliśmy na takie konsultacje, ale on już nigdy nie chciał do tego wracać. Wtedy to spotkanie okazało się totalną klapą.

7

Odp: Czy rozstanie to jedyne wyjście?
kasadei napisał/a:

Kurcze, czuję, że nadeszło jakieś wypalenie z mojej strony.. Smutno mi tego doświadczać. Z jednej strony i tęsknię za nim i  brakuje mi go (jest na wyjeździe), a z drugiej jak sobie pomyślałam jak wracałam dziś do domu, jak to pomiędzy nami jest, to poczułam, że to takie smutne, nieudane, że tego nie chcę.

Czuję się w potrzasku. Czy ktoś zmagał się jeszcze z tego typu związkiem?

Tak, ja się zmagałam.

Dziś mój wniosek jest taki, że wyszło totalne niedopasowanie na poziomie komunikacji (emocje, mentalność, etc.), dlatego nie dało się porozumieć ani z poziomu uczuć, ani z poziomu rozumu.

Ale dobrze, że chcecie zrobić wszystko, a przede wszystkim w razie rozstania zrobicie to z obopólnym szacunkiem do siebie i bez dramatów.

8

Odp: Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Kurcze, nie wiem co mam robić. No nie układa nam się. Każde wspólne wyjście kończy nam się spięciem. Ja wiem, że on ma teraz duże problemy (zresztą one od samego początku były - moim zdaniem to typowe zaburzenia psychiczne, męczy się biedak, nie jest w stanie znieść bodźców, nerwowy strasznie przez to jest, ciało ma wciąż spięte - nie chce się już leczyć farmakologicznie, bo twierdzi, że tak nie chce żyć, że on musi sam się zmienić, wysterować umysł, żeby inaczej myśleć, coś gada o terapii własnej...., ale to tylko gadanie i nic z tym nie robi, a na mnie to oddziaływuje, bo wciąż czuję się zagrożona, że on albo wybuchnie, albo do czegoś się przyczepi) i powinnam być jeszcze bardziej wyrozumiała, ale po kilku dniach, kiedy bardzo się staram, nie mam już sił... wypalona jestem. Ja też potrzebuję ciepła i opieki.

Zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy, wciąż go kocham. Ale te uczucia słabną, a jak pomyślę sobie o związku, to widzę tylko ciemną plamę, bierze mnie na rozpacz.

On też mnie kocha. Przez wzgląd na wszystko, staramy się wciąż razem wychodzić, spędzać czas, gotować, jeść, robić zakupy. Wciąż dobrze mi jak leżę na jego ramieniu, on kocha jak go głaszczę i może się we mnie wtulić. Ale seks nam siadł.. Ja się boję zajść w ciążę, bo nie widzę dla nas przyszłości, dlatego unikam zbliżeń. Zresztą, jakoś ogólnie nie mogę się z nim kochać, nie czuję się bezpiecznie...

Jestem skołowana. Czy to, że nam wciąż na sobie zależy (i widać to w drobnych gestach, w tej uważności na siebie) to jest po prostu przyzwyczajenie, czy uczucie?

I znów nie wiem co robić, nie wyobrażam sobie rozstania z nim, a nic się nie układa. Może ta pani psycholog coś tam pomoże, wyjaśni... No już nie wiem.

Elle88 - a ty czułaś w tamtym związku jeszcze coś do niego?

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy rozstanie to jedyne wyjście?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026