Nie wiem już co robić.. Mam 21 lat, jestem na drugim roku studiów. Mam chłopaka, który jest dla mnie bardzo ważny. Poznaliśmy się dwa lata temu, od tego czasu jesteśmy razem na odległość.. Dużą, bo chłopak pracuje w Irlandii. Na początku nawet to mi nie przeszkadzało, najważniejszy był on. Widziałam go jak ideał, miłość od pierwszego wejrzenia. Nadal nie wyobrażam sobie życia bez niego. Codziennie rozmawiamy po 2 godziny, zawsze mamy kontakt na fb lub smsowy. Mówię mu o wszystkim.. Jest mi bardzo blisko, ale ta odległość coraz bardziej daje się we znaki. On próbował być dla mnie w Polsce, ale nie udało się, musiał wrócić za granicę, bo tutaj nie znalazł pracy. Zresztą tam dobrze zarabia a tutaj nie ma na to szans. Co ja mam robić? Miałam wyjechać do niego za rok, po licencjacie.. Ale im bliżej końca moich studiów tym boję się coraz bardziej. Mój kierunek nie zapewnia mi tutaj dobrej przyszłości, zawsze chciałam mieszkać za granicą, ale czy uda mi się znaleźć pracę? Ja nigdy nie pracowałam, jestem na utrzymaniu rodziców... Chciałabym bardzo wyjechać, utrzymywać się sama, odciążyć rodziców i być z chłopakiem nareszcie blisko.. Tylko kto da mi pracę po Filologii polskiej i to bez mgr? Może by się udało gdzieś zaczepić.. Nie wiem jak to jest, wszyscy straszą, że bez wykształcenia ani rusz... Źle się czuję w miejscu w którym jestem. Każdy dzień mnie przygnębia. Studiuje coś co mi się pewnie nie przyda, ciągne pieniądze od rodziców, chłopaka mam daleko... Kłócimy się przez to, najeżdżam na niego, że mnie nie kocha, woli pieniądze niż mnie.. Wiem, że robię źle, ale już nie radzę sobię....
Podobne tematy
Nie wiem już co robić.. Mam 21 lat, jestem na drugim roku studiów. Mam chłopaka, który jest dla mnie bardzo ważny. Poznaliśmy się dwa lata temu, od tego czasu jesteśmy razem na odległość.. Dużą, bo chłopak pracuje w Irlandii. Na początku nawet to mi nie przeszkadzało, najważniejszy był on. Widziałam go jak ideał, miłość od pierwszego wejrzenia. Nadal nie wyobrażam sobie życia bez niego. Codziennie rozmawiamy po 2 godziny, zawsze mamy kontakt na fb lub smsowy. Mówię mu o wszystkim.. Jest mi bardzo blisko, ale ta odległość coraz bardziej daje się we znaki. On próbował być dla mnie w Polsce, ale nie udało się, musiał wrócić za granicę, bo tutaj nie znalazł pracy. Zresztą tam dobrze zarabia a tutaj nie ma na to szans. Co ja mam robić? Miałam wyjechać do niego za rok, po licencjacie.. Ale im bliżej końca moich studiów tym boję się coraz bardziej. Mój kierunek nie zapewnia mi tutaj dobrej przyszłości, zawsze chciałam mieszkać za granicą, ale czy uda mi się znaleźć pracę? Ja nigdy nie pracowałam, jestem na utrzymaniu rodziców... Chciałabym bardzo wyjechać, utrzymywać się sama, odciążyć rodziców i być z chłopakiem nareszcie blisko.. Tylko kto da mi pracę po Filologii polskiej i to bez mgr? Może by się udało gdzieś zaczepić.. Nie wiem jak to jest, wszyscy straszą, że bez wykształcenia ani rusz... Źle się czuję w miejscu w którym jestem. Każdy dzień mnie przygnębia. Studiuje coś co mi się pewnie nie przyda, ciągne pieniądze od rodziców, chłopaka mam daleko... Kłócimy się przez to, najeżdżam na niego, że mnie nie kocha, woli pieniądze niż mnie.. Wiem, że robię źle, ale już nie radzę sobię....
Witam.
Ucz się po prostu języka angielskiego i po studiach dołącz do Chłopaka.
Chyba przesadzasz w tym "czarnowidztwie".
Może racja, że przesadzam.. Ale koleżanki mnie dołują, mówią, że dla nich wyjazd chłopaka = koniec związku, że jestem głupia, tracę czas... Poza tym od rodziców zawsze słyszałam, że ja nie poradzę sobie w życiu.. Zawsze widzieli we mnie tylko to co złe, myślę że to się przyczyniło do mojego strachu przed samodzielnością i upokorzeniem jeśli wyjadę (wbrew oczekiwaniom ojca, mama mnie mówi, żebym spróbowała) i wrócę, bo nie będę miała pracy a nie będę siedzieć na utrzymaniu chłopaka..
Walcz o miłość, bo nic wazniejszego w życiu nie ma. Nawet gdybyś studiowala na prestizowym kierunku, po którym mialabys dobrze platną pracę w Polsce-a w zamian nie mialabys miłości, to gwarantuje Ci, że nie bylabys szczesliwa. Kolezanek nie sluchaj- kto prawdziwie kocha, ten wie, że każdą przeszkode można pokonać-nawet odleglosc. Widocznie nie dane im było jeszcze zaznać tego uczucia. Ty udowodnilas już, że można wytrzymac 2 lata w związku na odleglosc. Na Twoim miejscu zaczelabym szukać mozliwosci nauczania języka polskiego w Irlandii. Jest wiele szkół jezykowych, a kto byłby lepszym nauczycielem niż rodowita Polka po filologii polskiej? A jeśli chodzi o dokonczenie studiów, to nie masz mozliwosci dokonczenia ich za granicą?
Dzięki za słowa otuchy, dla mnie też miłość jest najważniejsza i uważam tak samo jak ty. Nie wiem skąd u mnie te wątpliwości. Nauka języka polskiego to dobry pomysł, wprawdzie nie mam takiej specjalności na studiach, ale może tam nie wymagają takich szczegółów jak w Polsce. A studia skończyć tam mogę, wiele osób tak robi i na pewno są różne możliwości, muszę tylko najpierw znaleźć pracę i się jakoś zaaklimatyzować.
Ania, skończ licencjat, ucz się języka i jedź za granicę. Pokaż rodzicom, że jesteś w stanie sama się utrzymać i mieć dobre życie z dala od nich. Poza tym, w Anglii nie musisz mieć specjalnego doświadczenia, żeby Cię początkowo przyjęli gdziekolwiek, na mało odpowiedzialne stanowisko, a kasę będziesz miała. Tylko teraz pytanie z innej beczki. Mieszkałabyś z chłopakiem? Bo ja np kiedyś też byłam w związku na odległość 2,5 roku, widywaliśmy się tylko na świeta i wakacje (ponad 600km nas dzieliło). Pojechałam do niego na studia, bo chcieliśmy kontynuować związek, a po 9 miesiacach rozstaliśmy się. Ja podjęłam decyzje o rozstaniu, bo dopiero po zamieszkaniu razem okazało się, że wcale nie jest tak kolorowo. Podczas gdy ja pracowałam po nocach i weekendami, aby opłacić sobie studia prywatne dzienne, uczyłam się, itp to on miał kasę od rodziców i nic poza chodzeniem na uczelnie nie robił. O sorry, robił, grał w gierki
Potrafiłam o 3 nad ranem wracać z pracy (jako barmanka pracowałam), a on siedząc przed komputerem po moim powrocie jeszcze krzyczał, żebym mu herbaty zrobiła. Doszło do tego, że przestaliśmy naturalnie ze sobą rozmawiać, w oóle nie spędzaliśmy razem czasu, on w swoim pokoju grał w gierki, ja w salonie siedziałam na laptopie, albo wychodziłam pobiegać/ na miasto. Po prostu wspólne życie pokazało, jak jest naprawdę. Więc musisz być pewna tego, że nawet jeśli wam się nie uda w związku, to nie podkulisz ogona i wrócisz do mamusi, tylko zostaniesz tam sama i dalej będziesz sobie radzić.
To już masz plan-skończ licencjat w Polsce, później pojedz do niego, zaklimatyzuj się, znajdź jakąś pracę na początek. Jak będziesz gotowa, dokonczysz studia i możesz zrobić blok pedagogiczny (wiem, że jest taka mozliwosc na polonistyce-płaci się co prawda za to dodatkowo, ale masz później mozliwosc nauczania). I wtedy super sobie tam życie ulozysz, będziesz szczesliwa. Będzie tak, musisz w to tylko uwierzyć i walczyć z przeciwnosciami. Zgadzam się z duszyczka, aczkolwiek przez 2 lata na pewno już dobrze się poznaliscie. Zawsze istnieje ryzyko, ale osobiscie uważam, że nie ma nic gorszego w życiu niż ciągle zastanawianie się "co by było gdyby". A jak nie pojedziesz, to związek na odleglosc w końcu się wypali. I potem cały czas będziesz się zastanawiala, co by było, gdybyś pojechala, czy bylabys szczesliwa itd.
Wiadomo, że nigdy nie wie się co będzie. Mi wydaje się, że znam mojego chłopaka. Nigdy mnie nie zawiódł, na pewno nie jest leniem, bo ciężko pracuje, czasem nawet za dużo. Dzięki za rady, chyba właśnie tego potrzebowałam, żeby ktoś mnie poparł w tym czego chce. A z moim chłopakiem mieszkaliśmy chwilę razem, nie długo bo miesiąc, kiedy byłam u niego w odwiedziny i było wszystko super, do tego stopnia, że wracałam ze łzami w oczach, bo bardzo chciałam zostać, no ale studia.. Przyłożę się teraz do nauki angielskiego, tak żeby za rok się już dobrze porozumiewać, skończę licencjat i wyjadę - jeśli zrobię inaczej to rzeczywiście będę żałować.
Wiadomo, że nigdy nie wie się co będzie. Mi wydaje się, że znam mojego chłopaka. Nigdy mnie nie zawiódł, na pewno nie jest leniem, bo ciężko pracuje, czasem nawet za dużo. Dzięki za rady, chyba właśnie tego potrzebowałam, żeby ktoś mnie poparł w tym czego chce. A z moim chłopakiem mieszkaliśmy chwilę razem, nie długo bo miesiąc, kiedy byłam u niego w odwiedziny i było wszystko super, do tego stopnia, że wracałam ze łzami w oczach, bo bardzo chciałam zostać, no ale studia.. Przyłożę się teraz do nauki angielskiego, tak żeby za rok się już dobrze porozumiewać, skończę licencjat i wyjadę - jeśli zrobię inaczej to rzeczywiście będę żałować.
Powodzenia!:)
Zrób licencjat, wyjedź, znajdź prace, spróbuj uzupełnić wykształcenie, choćby w zupełnie innym kierunku. Daj szansę Waszej miłości. Jesteś młoda, możesz wszystko. Brak wiary w Ciebie Twoich rodziców przekuj w sukces. Uważam, że nie masz nic do stracenia.
Również jestem zdania, że powinnaś pojechać do niego. Będzie to chyba najlepsza motywacja, żebyś się usamodzielniła. W końcu odetniesz rodzicielską pępowinę, a za granicą będziesz musiała sobie jakoś poradzić i poradzisz sobie. Przecież wiele słyszy się o osobach, które wyjechały za granicę bez wykształcenia, nawet bez załatwionej pracy, a w końcu znajdywały i dobrze im się tam wiodło. Mam kilku znajomych, którzy tak właśnie skończyli na obczyźnie. Polacy za granicą są uważani za solidnych pracowników i dość tanich, więc chętnie nas zatrudniają, a zarabiać można znacznie więcej niż w Polsce.
A związek na odległość do niczego dobrego nie prowadzi. Sama byłam w takim związku, wprawdzie nie było to długo, poza tym było to na samym początku ? poznaliśmy się przez mydwoje, na portalu nawet nie zorientowaliśmy się, że dzieli nas około 300 km, ale bardzo dobrze nam się rozmawiało. Ale mimo tej odległości postanowiliśmy, że się spotkamy i tak jakoś udawało nam się rozwijać ten związek, mimo dzielącej nas odległości. Spotykaliśmy się w miarę często, ale wiedziałam, że jeżeli w końcu nie będziemy blisko siebie, to będzie ciężko utrzymać ten związek. Na szczęście udało się, że mieszkamy teraz razem i już nie mamy tego problemu, ale pamiętam, że ta odległość była naprawdę męcząca, nie miałam go przy sobie, kiedy potrzebowałam czy tęskniłam za nim, tylko w weekendy i to też nie każde. A utrzymywanie kontaktu przez telefon, maile czy smsy to nie to samo w końcu.
Dlatego wydaje mi się, że wyjazd do Irlandii to dla Ciebie dobre rozwiązanie.
Tamola, ile byliście w związku na odległość zanim zamieszkaliscie razem?
Hej, jestem z chłopakiem poltora roku, mieliśmy przerwe wiec w sumie 3 lata jestesmy razem odejmujac przerwe. Teraz na 3 lata jesteśmy zmuszeni sie rozdzielić. Na dwoch końcach polski. Wrocław-Gdansk. Powiedzcie, czy któraś dala rade ?przeraza mnie to widywanie sie 2 razy w miesiacu kiedy teraz widze go codziennie. Od tylu lat. Nie wyobrażam sobie nie moc sie w niego wtulic. Co innego jakby wyjechał na pol roku i wrocil na pol itp, a jak przez 3 lata widywac sie tak rzadko i tylko na weekend. Boje sie ze sie oddalimy.
Czy ktos to przeszedł? Prosze. Odpiszcie.
A nie ma żadnej możliwości, aby któreś z was się przeprowadziło bliżej?