Jestem w związku od 15 lat, od 11lat jesteśmy małżeństwem, nie mamy dzieci. Mieliśmy chwile lepsze i gorsze. 3 lata temu zmarł mój teść i ja męża wspierałam z całych sił. Miesiąc temu dowiedziałam się że moja mama ma raka i sytuacja jest bardzo poważna. Oczekiwałam jego wsparcia , ale usłyszałam , że to mój problem, jego to nie dotyczy i nie chce o tym słyszeć, każdy telefon , który odbierałam komentował jakimś chamskim komentarzem. Płakałam, bolało mnie to strasznie. Podjęłam decyzję , przeprowadzę się do mamy , pomogę jej bez względu na wszystko. Nie mogę jednak , zrozumieć dlaczego tak jest. Chyba chcę rozwodu, bo myślę ,że nie będę umiała tego zapomnieć. Pomóżcie , czy dobrze robię?
Podobne tematy
2 2015-05-06 11:06:56 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-06 11:11:22)
W waszym zwiazku moze byc wiele problemow, o czym wogole nie piszesz, moze tez tego nie widzisz. A to co obserwujesz to tylko skutek tego co jest miedzy wami. Byc moze przezywaliscie lub przezywacie kryzys, moze nawet o tym nie wiedzac. Dowodzi tego chocby Twoje wlasne podejscie gdzie jest chec rozwodu tylko dlatego ze...facet nie wspiera Cie w sytuacji ciezkiej choroby Twojej mamy. Wybacz, ale dla mnie to nie jest powod do rozwodu. Nie ma tez informacji na temat relacji jego z tesciowa, moze nie ma tam wiezi i jest to obca dla niego osoba. Poza tym jest tez mozliwa kwestia wyparcia sytuacji bolesnej i niechec jej ponownego przezywania, wracania do bolesnej, wczesniej przezywanej sytuacji. A nawet obawa rozstania z Toba przez to. Dlatego tez to co napisalas niczego nie mowi o waszej sytuacji. I co ciekawe zwykle w takich watkach dopiero na kolejnej stronie dyskusji pojawiaja sie prawdziwe przyczyny danej sytuacji. A to ze np. nie miacie dzieci rzutuje istotnie na wasze relacje gdyz taki "brak" trzeba czyms zastapic a wiec byc ze soba i podtrzymywac wiez. Jesli tego oboje nie robiliscie to ta wiez jest np. slaba stad taka reakcja. Poza tym wazne decyzje np. przeprowadzka do mamy, nalezy podejmowac razem, widac ze masz jakies takie niepowazne podejscie do tego, malzenstwo jest wazniejsze niz choroba mamy, coz przykre ale wg. mnie tak jest. Robimy cos razem a nie samemu. Rodzina, nawet bez dzieci, to inna jakosc. Sama wiec niszczysz relacje swoimi decyzjami i postepowaniem, choc pozornie wydaje sie to usprawiedliwione choroba mamy. Sa rozne rozwiazania, sa kompromisy ale najpierw trzeba chciec byc z soba, rozmawiac i godzic sie na takie rozne, niekoniecznie oczekiwania, rozwiazania i kompromisy.
Jesteś teraz pod wpływem emocji, rozżalona i rozgoryczona, ponadto potrzebująca wsparcia w związku z chorobą mamy, nie podejmuj ważnych decyzji w takim stanie. Mierzenie się z chorobą jaką jest nowotwór jest bardzo trudne, niektórych to przerasta, bo nigdy nie zetknęli się z taką sytuacją i nie wiedzą jak reagować, albo wlaśnie się zetknęli i mają nieprzepracowaną traumę, która ich blokuje. Może też tak być z Twoim mężem? Boi się tego i dlatego się odcina. Poszukaj wsparcia gdzie indziej, być może jak mąż zauważy, że jesteś silniejsza i go nie obwiniasz, wtedy spróbuje Cię wspierać? Dobrze byłoby porozmawiać z psychologiem onkologicznym albo innym.
Ja nie podjęłam decyzji z dnia na dzień. Ta sytuacja i jego podejście nie zmienia się od miesiąca. Jestem przekonana , ze kieruje nim egoizm ,powiedział mi nawet , że przez moją matkę musi zrezygnować z urlopu, a miało być tak pięknie. Moja mama nigdy nic złego mu nie zrobiła. On po prostu ucieka przed problemami do swojego poukładanego życia. Nie ma też za sobą, żadnych traumatycznych przeżyć związanych z chorobą nowotworową w jego rodzinie. Mój teść umarł nagle i nie chorował, więc nie powinno mu to niczego przypominać. Napisałam o tym, bo ja wówczas byłam wsparciem i to nie tylko dla niego, ale dla całej jego rodziny. Może dlatego czuję się taka rozgoryczona
5 2015-05-06 11:50:55 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-06 12:05:23)
Ja nie podjęłam decyzji z dnia na dzień. Ta sytuacja i jego podejście nie zmienia się od miesiąca. Jestem przekonana , ze kieruje nim egoizm ,powiedział mi nawet , że przez moją matkę musi zrezygnować z urlopu, a miało być tak pięknie. Moja mama nigdy nic złego mu nie zrobiła. On po prostu ucieka przed problemami do swojego poukładanego życia. Nie ma też za sobą, żadnych traumatycznych przeżyć związanych z chorobą nowotworową w jego rodzinie. Mój teść umarł nagle i nie chorował, więc nie powinno mu to niczego przypominać. Napisałam o tym, bo ja wówczas byłam wsparciem i to nie tylko dla niego, ale dla całej jego rodziny. Może dlatego czuję się taka rozgoryczona
Bo niestety ale Twoj maz ma racje. A egoizm kieruje rowniez Toba. Wam brakuje rozmowy i kompromisu a Tobie zrozumienia ze malzenstwo jest najwazniejsze, ze decyzje podejmuje sie razem. Po tylu latach nie przecielas jeszcze pepowiny. Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze, czylo Twoj maz, moze juz sie sama od niego oddalasz a on to wyczuwa i sie temu nieswiadomie, przeciwstawia. Natomiast ty wszystko traktujesz na poziomie zalu i pretensji. Pisalem juz o tym. Albo wiec przemyslisz i zmienisz swoje podejscie albo bedziesz niszczyla wasz zwiazek. Jesli oczekujesz od meza wiecej zrozumienia, czulosci, to czemu nie siadziesz z nim nie porozmawiasz o tym, i to nie jeden raz. Czemu np. podczas urlopu nie dacie sobie czasu na takie rozmowy? Czemu sama chcesz decydowac uparcie o wszystkim, odkladajac wasz zwiazek na drugi plan?
A co do ew. rozwodu to nawet odciecie sie meza w 100% od sytuacji z Twoja mama (tutaj powodem moze byc Twoje podejscie jak wyzej) nie uzasadnia takiej decyzji wogole. Powody musza wiec byc inne, ale to jest wygodny pretekst. Szczerze, nikt tego nie kupi i wyglada to na jakas fanaberie. Wiem ze sytuacja jest trudna ale prawdziwe powody to ew. rozpad wiezi i za to ew. odpowiadacie oboje. Na razie wg. mnie zaczynasz prowadzic dzialania destrukcyjne w kierunku waszego zwiazki bo co? Bo cel uswieca srodki? Raczej nalezy przeanalizowac powody takiej sytuacji, glownie w sobie a nie szukac powierzchownych pseudopowod u innych. Naprawde tylko nieuswiadomione co do charakteru zwiazkow osoby "kupia" te bzdure o ktorej piszesz. Na pewno jednak nie sedzia i lawnicy.
Niestety , nie masz pojęcia , ani o małżeństwie , ani o relacjach z rodzicami. Łatwo jest wszystkich krytykować , a trochę trudniej postawić się w czyimś położeniu. Nie wiem w jakich relacjach z innymi sam pozostajesz i nie interesuje mnie to. Widzę, że łatwo przychodzi Ci krytykowanie wszystkich , a może w ten sposób chcesz uciec przed krytyką samego siebie? Każdemu tu radzisz i masz się za eksperta w każdej sprawie. Ja umiem się przyznać do błędu , jeśli go popełniam. Za egoistkę też się nie uważam i nawet Twoja opinia tego nie zmieni. Rozmawiać z mężem też potrafię i robię to od 15 lat. Pisałam tu ,bo potrzebowałam wsparcia osób , które są lub były w podobnej sytuacji . Mam nadzieję , że nigdy nie będzie Ci dane być na moim miejscu
Agnieszka, napisałaś na forum ogólnym prosząc o rady, więc powinnaś się liczyć z tym, że bedą różne opinie, nie tylko te, które Ciebie i Twoje postępowanie poprą, ale również takie, które są przeciwne Twojemu postępowaniu. Ile osób i doświadczeń tyle rad. Dlaczego więc odpisujesz komuś, że nie potrzebna Ci czyjaś krytyka w formie rady. Problemu nie szuka się tylko w innych ludziach ale też w sobie. A dostajesz rady jak ratować również zwiazek, a nie tylko na żalenie się w sytuacji nie wsparcia od strony męża. Jeśli Twoja mama umrze a Ty przekreślisz przez to swoje małżeństwo to w końcu zostaniesz sama, nie będzie Ci wtedy źle? Może podziel jakoś swoje obowiązki wobec męża i mamy. Spędź z mężem zaplanowany urlop, wykonuj wszystkie obowiązki i przyjemności z nim, a potem mów, że idziesz zobaczyć co u mamy, że chcesz jej chwilę pomóc, ale nie musisz go w to wciągać. Może jak przestaniesz mieć do nieo ciągłe pretensje o to, tylko weźmiesz sprawy w swoje ręce to on to doceni, i jego reakcja na chorobę Twojej mamy będzie z czasem łagodniejsza, bo zobaczy, że nie ma to większego wpływu na wasze prywatne życie.
8 2015-05-06 12:20:40 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-06 12:24:28)
Niestety , nie masz pojęcia , ani o małżeństwie , ani o relacjach z rodzicami. Łatwo jest wszystkich krytykować , a trochę trudniej postawić się w czyimś położeniu. Nie wiem w jakich relacjach z innymi sam pozostajesz i nie interesuje mnie to. Widzę, że łatwo przychodzi Ci krytykowanie wszystkich , a może w ten sposób chcesz uciec przed krytyką samego siebie? Każdemu tu radzisz i masz się za eksperta w każdej sprawie. Ja umiem się przyznać do błędu , jeśli go popełniam. Za egoistkę też się nie uważam i nawet Twoja opinia tego nie zmieni. Rozmawiać z mężem też potrafię i robię to od 15 lat. Pisałam tu ,bo potrzebowałam wsparcia osób , które są lub były w podobnej sytuacji . Mam nadzieję , że nigdy nie będzie Ci dane być na moim miejscu
Oczywiscie ze mam pojecie o ogromne wieloletnie doswiadczenie w tym. Rowniez przezylem bezposrednio na swoich oczach smierc dwoch osob (ojca i tescia) - ojciec chorowal na nowotwor 1,5 roku, ostanie dni wymiotowal organami, wiec raczej przezylem o wiele wiecej od Ciebie, oraz odeszly dwie moje najblizsze przyjaciolki juz. Pisannie bezpodstawne (bo nie masz zadnej wiedzy o tym) ze nie mam pojecia "ani o małżeństwie , ani o relacjach z rodzicami" kiedy mam prawie juz dorosle dzieci i wieloletnie doswiadczenie w takich relacjach, jest dowodem na to ze oceniasz innych, ciagle tylko przez przyzmat siebie, swoich wyobrazen i emocji. Wlasnie dokladnie stawiam sie w czyims polozeniu ale rozpacz nie przeslania mi tego co istotne. Zawsze sa powody czegos a Ty w oczywisty sposob uciekasz od prawdy, od swojego ew. wkladu w obecna sytuacje, szukasz naiwnych pretekstow. Moze, jak to ktos tutaj pisze, jak ochloniesz, przemylisz, to moze cos zobaczyc. Bo jedna sprawa jest choroba Twojej mamy, ktora w oczywisty sposob chcesz wspierac, druga ale inna, relacje w waszym zwiazku gdzie nie umiecie rozmawiac, gdzy nie umiesz przekazac swojej potrzeby wsparcia oraz podejmowac wspolnych decyzji, a trzecia Twoje dazenie do rozwodu pod byle pretekstem bez autorefleksji nad prawdziwymi przyczynami, powodami takiego myslenia ktore musi wynikac z jakosci relacji miedzy Toba a mezem a nie jakiegos jednorazowego postepownia czy podejscia do sprawy, zgadza sie waznej dla Ciebie ale tez wazniejszej od waszego malzenstwa. Czy potrafisz przeanalizowac, zobaczyc dlaczego tak jest?
Ew. opieka nad mama jest uzalezniona od tego gdzie ona mieszka, od dostepu opieki szpitalnej. W ew. stanie agonalnym mozliwa jest pomoc z hospicjium ale glownie w duzych miastach. W zaleznosci od tego czy mama bedzie mogla samodzielnie uczeszczac na terapie bedzie kwestia Twojej ew. pomocy. Jednak nie powinnas niszczysz w tym swojej rodziny i wyprowadzac sie z domu. Mame mozesz odwiedzac, rozmawiac z nia telefonicznie. Poza ty miedzy momentem wykrycia choroby a ew. skutkami moga byc okresy wielu miesiecy, lat. Jesli zniszczysz swoja rodzine, to w rezultacie zostaniesz sama i skrzywdzisz swojego meza. To wszystko trzeba przemyslec na spokojnie, razem wspolnie, w rodzinie.
To ze kiedys zachowas sie godnie nie oznacza ze obecnie wszystko musi byc po Twojemu. Sa osoby, ktore nie umia sobie radzic w jakis trudnych sytuacjach co nie znaczy ze inne rozwiazanie jest jedynie sluszne. Widzialem rozne podejscia, rowniez opuszczenie w chwilach agonii, ucieczke od osoby bliskiej i chorej w chwili smierci (u tesciow). Byl to dla mnie niesmaczne ale dzis rozumiem takie podjescie. To strach przed tym co nastapi, niewiedza, nieumiejetnosc odnalezienia sie w tym. Za swoja postawe nie oczekiwalem wdziecznosci. To bylo by nadurzyciem. Obserwowane postepowanie nie wplynelo tez na relacje z tymi ludzmi wtedy (to rodzina mojej pierwszej zony). Przeciez to ludzkie i zrozumiale. Dlatego warto czasem szukac zrozumienia innych ale przede wszystkim siebie.
Nie wyobrażam sobie mieć męża, który mnie nie wspiera w takiej sytuacji... matka-najwazniejsza osoba w moim życiu ma raka a on mówi, że to nie jego problem? Jakim trzeba być człowiekiem... Potrzebujesz jego pomocy, wsparcia i to jest zrozumiałe.
Nawet jak w Waszym związku się psuje okazać trochę serca w takiej sytuacji chyba nie zaszkodzi...
Nie chcę sobie nawet wyobrażać co bym czuła na Twoim miejscu...
Czy dobrze robisz sama musisz to wiedzieć, a z rozwodem możesz jeszcze poczekać i pomyśleć jak opadną emocje.
Pozdrawiam
Agnieszko,
miesiąc czasu to mało i pewnie jesteś w takim nastroju, że wszystkie Twoje myśli krążą wokół mamy.
To jest normalne, że ciągle się o tym mówi, szuka, analizuje. Twój mąż powinien to zrozumieć i choć nie przeszkadzać jesli musisz jakoś pomóc.
Niektóre choroby nowotworowe trwają lata i rzeczywiście współmałżonek może miec dość ciągłego życia w atmosferze choroby.
On zniecierpliwił się stanowczo za szybko. Nieładnie .
11 2015-05-06 12:29:04 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-05-06 12:33:29)
W takiej sytuacji, nie ma prostych rozwiązań. Z doświadczenia wiem, że mężczyźni z reguły dużo gorzej radzą sobie z tematem jakiejkolwiek choroby, nie tylko nowotworowej. Nie jestem stronnicza, chcę Ci tylko zwrócić uwagę, że nie warto stawiać wszystkiego na ostrzu noża, dopóki nie znasz prawdziwych motywów, działania drugiej osoby. Czasem jest to pewna niedojrzałosć, a nie egoizm czy złośliwość, jak można podejrzewać. A może nieuświadomiona zazdrość o zarzyłość z rodzicami, albo lęk przed utratą Ciebie, bo przecież nowotwory są dziedziczne. Niektóre lęki tak paraliżują, że człowiek przybiera postawę obronną i odrzucającą.
To są tylko takie skojarzenia, ale może warto zbadać ten trop, zanim zrobisz coś nieodwracalnego?
Trochę to uściślę . Jestem z Trójmiasta , prowadzę własną firmę tak samo jak mój mąż. Mój tata nie żyje od 25 lat, mama jest sama, choruje na rozsiany nowotwór piersi z przerzutami do płuc. Ostatnie 10 dni spędziła w szpitalu, gdzie ściągnięto jej 5 litrów płynu z opłucnej, nie może być sama, ponieważ po usuwaniu płynu przechodziła odmę. Podczas pobytu w szpitalu mąż mój ani razu jej nie odwiedził , zajęty oglądaniem telewizji . Teraz jest u mojej siostry i może nie uwierzycie , ale mój szwagier nie ma z tym problemu!! Jednak moja siostra , ma inną sytuacje zawodową niż ja i jest jej z opieką dużo trudniej , ale robi co może. Ja nie chcę przeprowadzić się na drugi koniec Polski, lecz do innej dzielnicy. Jasne mogę mamę zabrać do siebie , ale chcę jej zapewnić spokój . Nie składam pozwu o rozwód, ale serce mi pęka z żalu
Skoro on nie chce nawet słyszeć o jej mamie i chamsko komentuje wszelkie informacje, to nawet jeśli autorka będzie badała trop pt. "jego niedojrzałość/lęki/nieprzepracowane traumy", facet nie zgodzi się iść dalej tym tropem i coś z tym zrobić, bo wydaje się niereformowalny. Skoro nie chce o tym słyszeć, to nie chce zapewne rozmawiać na ten temat, a sama autorka, choćby doszła do prawdziwych powodów, niestety nie zmieni sytuacji, bo to jej mąż musiałby wyrazić zgodę na terapię/rozmowę.
Jakiejkolwiek jakości ta relacja by nie była, jest małżeństwem, a więc małżonkowie zobowiązani są do wzajemnej pomocy i wierności, co wynika z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Mąż autorki ten obowiązek łamie, w sposób chamski, nie podając żadnych powodów. I w takiej sytuacji autorka ma znaleźć siłę, żeby doszukiwać się głęboko ukrytych powodów - gdy małżonek łamie obowiązek małżeński? Gdy małżonek ubolewa nad brakiem wyjazdu zamiast nad tym, co czuje jego żona w związku z chorobą mamy? Gdy on nawet przez chwilę jej nie wysłuchał, lecz chamsko ucina rozmowy? Gdy z własnym mężem nie można o tym porozmawiać? To jakiś absurd.
Autorko - skorzystaj z pomocy psychologa, nie dla męża, ale dla siebie samej, a dopiero potem ewentualnie podejmij decyzję o rozwodzie. Podejrzewam, że nie zapomnisz o tym nigdy i będziesz czuła lęk, że on nie pomoże Ci w innej sytuacji, że nie można na niego liczyć.
Nie, Maniek.
To jej mąż niszczy ich relacje, nawalając w tak ważnej sprawie.
Dorosły człowiek nie rozumie, że się w takich sytuacjach kogoś wspiera i trzeba mu specjalnie "przekazywać potrzebę wsparcia"? Serio? Jedna z najważniejszych osób w życiu żony ma zaawansowany nowotwór, a on ma pretensje, że mu się plany urlopowe zmienią?
Umiera jego ojciec, Autorka go wspiera, choruje na raka jej matka, dalej ona jego ma wspierać, sądząc z niektórych wypowiedzi, bo może biedaczek jest niedojrzały, może sobie nie radzi z problemem, może ona oddala się od niego, a on to podświadomie przeżywa. To nie jest czas, w którym Autorka ma być dla niego pełna zrozumienia. To jest czas, kiedy ONA potrzebuje JEGO, a jego nie ma. Takie rzeczy bardzo rzutują na relacje i na obraz drugiej osoby, który nosimy w sobie. Rozumiem jej rozgoryczenie i rozczarowanie.
15 2015-05-06 13:34:24 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-06 13:38:09)
Nie znamy przyczyn dlaczego nie wspiera ale to nie jest powod do rozwodu. Poza tym dalej jest biala kartka w kwestii relacji miedzy nimi, wiezi, sposobu budowania wiezi, itp.
Natomiast autorka wyjasnila co nie co w kwestii sytuacji. Okazuje sie ze opieke nad matka moze sprawowac rowniez siotra i ze szwagier rowniez nie przejawia zbytnio zainteresowania te sytuacja, podobnie jak siostra. Mamy wiec tutaj psychologiczny mechanizm przeniesienia z siostry na wlasnego meza zalu i pretensji i samotnosc w kwestii opieki nad matka. Jedynym adwersarzem tego moze byc tylko siostra i widac ze cala rodzina tak postepuje, a wszystko jest na barkach autorki to czemu wiec pretensje tylko do meza a tolerancja dla zachowania innych?!
Otoz zamieszkiwanie w tym samym miescie nie zmusza do calodobowej opieki nad matka w tym sensie ze konieczna opieka mozna podzielic z siostra oraz ew. opiekunka czy pielegniarka. Jest to latwiejsze zrozumiale dla osob, ktore maja "pelna rodzinie" w tym sensie ze musza i dziela obowiazki z obowiazkiem opieki nad swoimi dziecmi, z czego kobiecie juz nie jest tak latwo zrezygnowac i zostawic to, niz z wlasnego meza. Gdyby autorka miala dzieci, to albo by dzielila czas na matke i dzieci, albo by doceniala opieka meza nad dziecmi, czego nie doceni w przypadku mieszkania/domu ich pozbawionego. Tak to wyglada niestety.
Jezeli chodzi o relacje to winny ich rozpadu jest ten ktory je zaburza, zmienia a robi to autorka nie maz. Niestety ale w rodzinach nie panuje zbytnia wdziecznosc. Sam mialem taka sytuacje ze moja obecna tesciowa z ktora mialem napiete stosunki i raczej nie lubiana w rodzinie, robiaca mi przykrosci w przeszlosci, kiedy nikt jej nie pomogl a przechodzila operacje do mnie zwrocila sie o oddanie dla niej krwi, na co sie zgodzilem i to zrobilem, mimo to mi za to nie podziekowala ani jej nie odwiedzilem w szpitalu. Czy z tego powodu tej sytuacji rodzinnej mialo to jakis wplyw na moje relacje z zona wtedy? Nie i absurdem by bylo gdyby mialo. Tak to wygladalo w praktyce. Tesciowa opiekowal sie tesc a zona odwiedzila ja w szpitalu. Czy dzis w razie choroby matki zona rzucilaby obowiazki matki? Raczej nie. Moze kiedys kiedy jeszcze ta wiez z rodzicami byla silniejsza. Mysle ze cala rodzina wtedy musialaby przedyskutowac jakis kompromis.
Poza tym ew. mozna zaproponowac zeby matka przeprowadzila sie do domu autorki. W koncu to rodzina autorki powinna byc dla niej najwazniejsza. Wtedy daloby sie pogodzic koniecznosc opieki nad matka i jednoczesne bycie z mezem. Mysle ze opor przed takim rozwiazaniem potwierdzialby tylko niechec autorki do budowania relacji z mezem. Autorka tu widzi zrodlo swoich problemow a nie widzi ich wogle w postawie siostry i szwagra. Szuka dziury w calym, emocjonalnie podchodzac do postawy meza. Relacja meza i jego stosunek do matki autorki nie powinien miec zadnego wplywu na ich wlasne relacje. Nie zawsze jest tak ze inni spelniaja nasze oczekiwania. Jedynie osoby apodyktyczne widza w tym tzw. obraze swojego majestatu. Jesli nie ma rozmowy, wyraznych komunikatow o potrzebie takiego wsparcia to trudno wymagac od kogos jasnowidztwa.
Poza tym jak to jest z opieka nad dzieckiem. Zwykle meza sie przyucza, wymaga, angazuje. Mozna to robic i teraz wymagajac podwiezienie, zawiezienia, zakupienia czegos.
Naprawde jak sie chce to mozna budowac ale jak sie chce. Jak sie widzi wszedzie przeszkody to sie nie da.
Maniek, widzę że masz problem z czytaniem ze zrozumieniem. Przeczytaj jeszcze raz to co napisałam o mojej siostrze i szwagrze i proszę nie oceniaj mnie przez pryzmat własnych doświadczeń
Maniek, widzę że masz problem z czytaniem ze zrozumieniem. Przeczytaj jeszcze raz to co napisałam o mojej siostrze i szwagrze i proszę nie oceniaj mnie przez pryzmat własnych doświadczeń
Czego niby? Z tego co napisalas wynika ze siostra ze szwagrem raczej nie opiekuja sie matka. Wynika rowniez ze siostra ze szwagrem nie maja problemu z jakimis pretensami w stosunku do Twojego meza. Czy rzeczywiscie czegos nie zrozumialem? Czy moze raczej to Ty nie rozumiesz?
Swoj "problem" mozesz rozwiazac konstruktywnie, jesli tylko bedziesz chciala i widziala to. O tym napisalem. Wybor nalezy do Ciebie.
Autorko, współczuję. Niestety życie czasami uczy nas odzierać swoje wyobrażenia o najbliższych osobach do cna. Nie wiem czy powinnaś w tym momencie zachodzić w głowę dlaczego tak się zachowuje - zachowuje i już i jakby powiedział mój znajomy: taki typ. Nic nie zrobisz. Ludzi poznaje się najbardziej w chwilach kryzysowych.
W Twoim małżeństwie ewidentnie nie ma silnej więzi, czujesz to, więc choroba mamy tylko przelała czarę goryczy i myślisz o rozwodzie.
Moja rada byłaby taka: zostaw go, znajdź siłę w sobie i skup się na pomocy mamie. Ja w ostatnim czasie też pożegnałam członka najbliższej rodziny i teraz, kiedy już go nie ma z nami, tak cholernie cieszę się, że przez 2 ostatnie miesiące mogłam z nim być, dodawać otuchy, po prostu być. To jest bezcenne! Za jakiś czas zrób bilans tego małżeństwa i podejmij decyzję co robić z tym. Nie działaj w tej samej chwili na kilku frontach. Są rzeczy ważne i ważniejsze, i jeśli twój towarzysz życia tego nie rozumie i nie potrafi stanąć na wysokości zadania, to jego strata. Ty wyciągniesz wnioski. Trzymaj się.
Napisałam wyraźnie, że mama po wyjściu ze szpitala jest u siostry i szwagier nie widzi w tym problemu, ale mają inna sytuacje zawodową niż ja. Nikt się z opieki nad mamą nie wykręca i zachowania mojego męża nie komentuje. Tylko ja nie umiem się z tym pogodzić
Napisałam wyraźnie, że mama po wyjściu ze szpitala jest u siostry i szwagier nie widzi w tym problemu, ale mają inna sytuacje zawodową niż ja. Nikt się z opieki nad mamą nie wykręca i zachowania mojego męża nie komentuje. Tylko ja nie umiem się z tym pogodzić
Mysle wiec ze najlepszy wyjsciem byl by czasowy pobyt mamy albo u siostry albo u was na zmiane. Czy maz bedzie sie angazowal w te opieke to kwestia wtorna. Mozna przeciez go do tego zachecac. Ogolnie kwestia stosunku parnerow do tesciow jest trudna, bo moze wynikac z wieloletnich zaszlosci. Poza tym dla partnera sa to czesto obcy ludzie. A to ze jeden z partnerow ma serdecznejszy stosunek do swoich tesciow nie oznacza ze drugi taki sam bedzie mial do swoich tesciow.
Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze,
Mąż powinien zrozumieć, że są sytuacje, kiedy swoje plany trzeba odwlec w czasie. Gdyby chodziło, np o pogrzeb, to też nie pójdzie, bo ma w tym czasie coś innego zaplanowane?
Myśl o rozwodzie na razie radziłabym odłożyć, to nie jest dobry moment na podejmowanie tak ważnych decyzji.
Mój teść umarł nagle i nie chorował, więc nie powinno mu to niczego przypominać.
Błąd. duży. To, że zmarł nagle, nie zmienia faktu, że odszedł. Mógł to być większy cios, niż długa choroba, gdzie rodzina w pewnym sensie zaczyna pomału godzić się na to, co nieuniknione (choć nigdy do końca).
Bo niestety ale Twoj maz ma racje. A egoizm kieruje rowniez Toba. Wam brakuje rozmowy i kompromisu a Tobie zrozumienia ze malzenstwo jest najwazniejsze, ze decyzje podejmuje sie razem. Po tylu latach nie przecielas jeszcze pepowiny. Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze, czylo Twoj maz, moze juz sie sama od niego oddalasz a on to wyczuwa i sie temu nieswiadomie, przeciwstawia. Natomiast ty wszystko traktujesz na poziomie zalu i pretensji. Pisalem juz o tym. Albo wiec przemyslisz i zmienisz swoje podejscie albo bedziesz niszczyla wasz zwiazek.
Nie wierzę w to, co czytam. Dotąd, maniek_z_maniek, czytając Twoje posty miałam wrażenie, że są one mniej lub bardziej sensowne. Ale to jest jakaś masakra. Naprawdę uważasz, że planowane przez męża "bycie gdzieś razem" jest ważniejsze niż choroba mamy?! Bez względu na relację z teściową i fakt, na ile bliską ona jest dla męża Autorki osobą trudno mi znaleźć usprawiedliwienie dla takiej postawy. Mówimy o małżeństwie, a nie parze nastolatków. Przytoczone przez Ciebie własne doświadczenia jeszcze bardziej mnie dezorientują. Czy nie uważasz, że jednym z głównych celów małżeństwa jest małżonków wspieranie się w trudnych sytuacjach? Czy słowa przysięgi nie mówią: "(...) w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli"? Czy gdyby to Autorka sama była chora, też powinna nie pozwolić chorobie przedostać się do małżeńskiego życia i po prostu radośnie leniuchować z mężusiem na majówce, popijając drinki z palemką i grając w kości?
No cóż autorko , męża nie zmienisz jeśli nie chce cię wspierać w tych trudnych chwilach....
Są tacy ludzie.... po prostu jedynie możesz nazwijmy się odegarać jak jego matka bedzie chora to ciebie to nie będzie obchodzić.....i wtedy on odczuje jak to jest....
Też sie dziewie jako facet.... bo teściowie to wkońcu rodzice stron małżeństwa i ze względu na szacunek powinien się zaintereswać.... no ale facet a facet to różnica....
Ja jeździłem do teściowej 450 km jak wymagała opieki czy pomoc choć faktycznie nie była moją teściową oficjalnie....
maniek_z_maniek napisał/a:Bo niestety ale Twoj maz ma racje. A egoizm kieruje rowniez Toba. Wam brakuje rozmowy i kompromisu a Tobie zrozumienia ze malzenstwo jest najwazniejsze, ze decyzje podejmuje sie razem. Po tylu latach nie przecielas jeszcze pepowiny. Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze, czylo Twoj maz, moze juz sie sama od niego oddalasz a on to wyczuwa i sie temu nieswiadomie, przeciwstawia. Natomiast ty wszystko traktujesz na poziomie zalu i pretensji. Pisalem juz o tym. Albo wiec przemyslisz i zmienisz swoje podejscie albo bedziesz niszczyla wasz zwiazek.
Nie wierzę w to, co czytam. Dotąd, maniek_z_maniek, czytając Twoje posty miałam wrażenie, że są one mniej lub bardziej sensowne. Ale to jest jakaś masakra. Naprawdę uważasz, że planowane przez męża "bycie gdzieś razem" jest ważniejsze niż choroba mamy?! Bez względu na relację z teściową i fakt, na ile bliską ona jest dla męża Autorki osobą trudno mi znaleźć usprawiedliwienie dla takiej postawy. Mówimy o małżeństwie, a nie parze nastolatków. Przytoczone przez Ciebie własne doświadczenia jeszcze bardziej mnie dezorientują. Czy nie uważasz, że jednym z głównych celów małżeństwa jest małżonków wspieranie się w trudnych sytuacjach? Czy słowa przysięgi nie mówią: "(...) w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli"? Czy gdyby to Autorka sama była chora, też powinna nie pozwolić chorobie przedostać się do małżeńskiego życia i po prostu radośnie leniuchować z mężusiem na majówce, popijając drinki z palemką i grając w kości?
Nie twierdze ze ważniejsze tylko ze maz myslal o byciu razem. Polecam jednak czytanie ze zrozumieniem. My nie znamy ich relacji a to co czytamy, o ile to jest obiektywne (siostra i szwagier nic do meza autorki nie maja, maz tez był u nich i wizytowal w ten sposób również matke autorki) może wynikac z ich relacji. Wystarczy poczytać inne watki gdzie widać jak ludzie staja okoniem czy reagują emocjonalnie na cos, gdzie przyczyny leza zupełnie gdzie indziej. Jeśli w malzentwie nie rozwiazuje się problemów razem, ktoś ma jedyne słuszne rozwiązanie, nie liczy się z drugim, to skutki tego sa takie jakie sa. Choroba jest stanem wyższej konieczności, zgadzam się, ale malzentwo jest rownie ważne. Można to pogodzić jak się chce, jednak autorka szuka dziury w całym. Nikt jej nie zabrania się zajmowania matka, maz również tego nie robi. A to ze ktoś, kto liczy np. na odnowienie relacji czy spędzenie czasu z małżonkiem jest rozczarowany, to chyba jest zrozumiale. To jednak jest szczegol. Nigdzie nie pisałem żeby jechać wbrew chorobie. Nie badzmy az takimi egoistami i zaslepionymi i starajmy się zrozumieć innych. Mnie tez rece opadają jak czytam takie komentarze. Ciesze się tez ze nie jestem tym kim mialbyc być. Dzieki temu mogę być sobą. A czytanie kolejny już raz ze nie spełniam oczekiwan i wyobrazen raczej mnie bawi. To dobrze ze tak jest. Ciagle spadam z piedestalu dzięki czemu mogę nada się czuc człowiekiem z ludu. Dziekuje ![]()
Ależ ja też zachęcam do czytania ze zrozumieniem. Ale tego, co jest napisane. Idąc Twoim tokiem myślenia, można podważać każdą wypowiedź tutaj, wszak każda jest subiektywną opinią jednej ze stron o skomplikowanym zwykle problemie. Cóż, możemy jednak komentować tylko to, co napisano, ewentualnie zachęcać do podawania większej liczby szczegółów.
Ciesze się tez ze nie jestem tym kim mialbyc być. Dzieki temu mogę być sobą. A czytanie kolejny już raz ze nie spełniam oczekiwan i wyobrazen raczej mnie bawi. To dobrze ze tak jest. Ciagle spadam z piedestalu dzięki czemu mogę nada się czuc człowiekiem z ludu. Dziekuje
Kompletnie nie rozumiem tej wypowiedzi ![]()
Maniek, a ja powiem Ci krótko, zwięźle i na temat- zrób wypad z tego wątku.
Masz ewidentnie coś z głową- no spierdalaj facet i nie wymądrzaj się więcej w tym temacie.
Agnieszko, nie czytaj komentarzy tego faceta- to jakoś dziwny gościu.
Potem napiszę do Ciebie- teraz nie mam czasu. Weszłam tylko na chwilę, bo jelita mi się przewróciły, gdy przeczytałam komentarze tego filozofa greckiego.
Trzymaj się.
27 2015-05-06 18:41:26 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-06 18:44:27)
Maniek, a ja powiem Ci krótko, zwięźle i na temat- zrób wypad z tego wątku.
Masz ewidentnie coś z głową- no spierdalaj facet i nie wymądrzaj się więcej w tym temacie.Agnieszko, nie czytaj komentarzy tego faceta- to jakoś dziwny gościu.
Potem napiszę do Ciebie- teraz nie mam czasu. Weszłam tylko na chwilę, bo jelita mi się przewróciły, gdy przeczytałam komentarze tego filozofa greckiego.
Trzymaj się.
Mysle ze pokazywanie tak wyjątkowego chamstwa na forum swiadczy wlasnie o tym co sama napisalas ale tez o wyjątkowym braku kultury. Można mieć nadzieje ze jako użytkownik zostaniesz zbanowana gdyż takie wypowiedzi przynoszą wstyd na tym forum. Rece wręcz opadają nad wyjątkowym wręcz prostactwem.
Co do mojego zdania nie musze mieć we wszystkim racji, lecz wspominanie przez autorke o rozwodzie wobec problemów z choroba matki swiadczy tylko o tym, ze prawdziwe zrodlo problemu w tym związku lezy gdzie indziej. I to jest oczywiste. Nie majac danych można jednak tylko gdybac. Problem, autorki z opieka można rozwiazac konstruktywnie, niekoniecznie tak jak autorka sobie to wyobrazila czego dowodzi ze siostra nie wyprowadzila się ze swojego domu żeby zajac się przez chwile matka. Mysle ze dobrze ze zwrocilem na to uwagę bo obaliłem wyimaginowany powod autorki do rozwodu. Jeśli jest taki to jest on zupełnie inny i ona, razem z mezem powinna szukac rozwiazan i problemu w ich relacjach. Niestety mamy tutaj "wąskie" myslenie.
Zauwazmy tez to co widać golym okiem. Autorka ani w jednej ze swoich wypowiedzi nie omawia najistotniejszego problemu czyli wariantow opieki nad matka, wpływu tego na rodzine, roznych opcji. Cale zlo tej sytuacji widzi w mezu a przecież sa i inni członkowie rodziny zobligowani do opieki a maz nie odpowiada za chorobę matki.
Maniek, niewiarygodne jest to, co piszesz. Kropka.
Niech mnie zbanują, jeśli mają ochotę, a tobie powtórzę raz jeszcze SPIERDALAJ.
30 2015-05-06 18:54:44 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-06 19:14:30)
Niech mnie zbanują, jeśli mają ochotę, a tobie powtórzę raz jeszcze SPIERDALAJ.
No chyba nie będą mieli innego wyjścia. Jednak sam nie będę tego zglaszal. Rece opadają jak dorosły chyba człowiek może się tak zachowywać.
Maniek, niewiarygodne jest to, co piszesz. Kropka.
Sam tego nie rozumiem. Pisze bowiem o tym ze sa jakies problemy w tym związku, ze opiekować się można matka u siebie (tak jak to robi siostra) i inne dziwne rzeczy. Może to dlatego ze swiat jest taki dziwny? A może chodzi o to, ze pomimo choroby matki nie powinno się rozwalać swojego malzenstwa? Bo to najłatwiejsze uciec od problemu w inny problem. Takie cos jedynie poglebi problem autorki i jej zal. A przecież nie o to chodzi. A co do meza to znamy jedynie zdanie autorki, które jest nad wyraz subiektywne i przesloniete cierpieniem matki. Ta sytuacja nie sugeruje raczej zrownowazenia ale raczej rozchwianie emocjonalne. Co więcej wyobrażam sobie taka sytuacje u mnie, bo tez mam starsza matke i raczej nie wyobrażam sobie pretensji w kierunku zony jeśli nie chciałby mi pomagać w opiece. To moja matka i mój obowiązek. Tak to widze.
maniek_z_maniek napisał/a:Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze,
Ty tak na poważnie? Że wyjazd na urlop ważniejszy niż matka chora na raka? No sorry, mąż powinien być ważniejszy niż matka, ale to nie oznacza, że każda pierdoła związana z mężem będzie najważniejsza na świecie. A wakacyjny wyjazd jest pierdołą w porównaniu z tak ciężką chorobą. Ona nie spędzi z mężem mniej czasu, bo ma takie fanaberie, tylko z całkowicie naturalnego powodu. To nie jest "sorry, kochanie, nici z wakacji, bo jadę z mamusią", nie dostrzegasz tego?
Autorko, dobrze robisz, a co do rozwodu, to się może wstrzymaj trochę - rozwieść się zawsze zdążysz, nie ma co się spieszyć.
Nie jest ważniejsze tylko probowalem wyjasnic motywy postepowania meza i prawdziwe powody slow autorki. Rozumiem tez ze w tej sytuacji autorka gdyby majac np. polroczne dziecko, pozostawila by je dla opieki nad matka. Przeciez ma tez swoja rodzine, meza, siostrę a opieka można się podzielić. Na urlop nie musza jechać, przecież można negocjować i to przelozyc. Jeśli np. choroba trwala by dluzej np. pol roku lub więcej, to na pewno przydalo by się autorce wtedy kilka dni odpoczynku. Teraz sytuacja jest swierza. Jakos nie widze w swoich słowach pochwal dla postawy meza a jedynie slowa ze maz ma swoje racje. Jeśli oboje będą obstawiać przy swoim, nie będą się rozumieć, kazde będzie robic co samo chce, to do czego to doprowadzi? Np. sam choć nie przepadam za tesciowa w takiej sytuacji zgodziłbym się na jej zamieszkiwanie u mnie co nie oznacza serdecznych stosunkow. Możemy np. nie wiedzieć ze tesciowa odnosila się do tego zięcia z niechecia czy nawet do corki? Tak się często dzieje. Na pewno sa powody takiego postepowania ale my ich nie znamy. Wypowiedzi autorki sa krótkie i lakoniczne, bo przezywa ona traume. To również rozumiem.
Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze,
Ty tak na poważnie? Że wyjazd na urlop ważniejszy niż matka chora na raka? No sorry, mąż powinien być ważniejszy niż matka, ale to nie oznacza, że każda pierdoła związana z mężem będzie najważniejsza na świecie. A wakacyjny wyjazd jest pierdołą w porównaniu z tak ciężką chorobą. Ona nie spędzi z mężem mniej czasu, bo ma takie fanaberie, tylko z całkowicie naturalnego powodu. To nie jest "sorry, kochanie, nici z wakacji, bo jadę z mamusią", nie dostrzegasz tego?
Autorko, dobrze robisz, a co do rozwodu, to się może wstrzymaj trochę - rozwieść się zawsze zdążysz, nie ma co się spieszyć. ![]()
Ten fragment chyba jest wystarczającą laurką dla "jaśnie męża":
moja mama ma raka i sytuacja jest bardzo poważna. Oczekiwałam jego wsparcia , ale usłyszałam , że to mój problem, jego to nie dotyczy i nie chce o tym słyszeć, każdy telefon , który odbierałam komentował jakimś chamskim komentarzem.
...tu nawet nie chodzi o brak pomocy, ale chociaż nie utrudnianie komuś życia kto tej pomocy udziela. Dno...
Rozumiem agnieszko Twoje rozgoryczenie i rozczarowanie mężem. Zastanawia mnie jakiego wyboru dokona kiedyś Twój mąż gdy życie postawi go przed wyborem między zaplanowanym wyjazdem na wakacje, a potrzebą wsparcia Ciebie w chorobie...
Cale zlo tej sytuacji widzi w mezu a przecież sa i inni członkowie rodziny zobligowani do opieki a maz nie odpowiada za chorobę matki.
Inni członkowie rodziny też mają swoje połówki. Teraz sobie wyobraź, ze wszystkie te połówki mają podejście: "to nie moja sprawa, radź sobie sama, choroba Twojej matki ma nie wpływać w żaden sposób na relacje między nami". Czy ten, kto podejmie się pomocy matce, zrobi to kosztem swojego związku? Czy może jednak siostra Autorki trafiła na lepszy gatunek mężczyzny niż Autorka?
Twój mąż jest EGOISTĄ.
Państwo sobie radzi z takimi egoistami i odgórnie nakłada na nich obiowiązek opiekuńczy i alimentacyjny.
Wynika to z kodeksu rodzinnego i dotyczy w tej sytuacji także Twojego męża, z którym jesteś zapewnie w wspólnocie majatkowej.
Możesz mu to przypomnieć.
W wymiarze ludzkim to nawet nie wiem , co napisać. Przykro...
Co więcej wyobrażam sobie taka sytuacje u mnie, bo tez mam starsza matke i raczej nie wyobrażam sobie pretensji w kierunku zony jeśli nie chciałby mi pomagać w opiece. To moja matka i mój obowiązek. Tak to widze.
A jeśli by wyraźnie stwierdziła, ba, wręcz robiła ci trudności w tej opiece i wymagałaby byś jej poświęcał czas chocby na urlopie, a nie matce w chorobie, nadal byłbyś taki wyrozumiały?
Agnieszko, o rozwodzie jeszcze nie myśl, bo na wszystko zawsze przychodzi odpowiedni czas- nie ma sensu, żebyś teraz, mając taką zgryzotę na głowie, miała brać sobie jeszcze na kark chodzenie po sądach i po prawnikach. Do tematu rozważań na temat sensu dalszego trwania w tym małżeństwie wrócisz za jakiś czas- myślę nawet, że rozwiedziesz się, ponieważ po tym, co dzieje się teraz, ja nie sądzę, bys Ty miała serce do tego malżeństwa. To początek agonii Twoich uczuć do tego człowieka, o szacunku do niego nawet już nie wspomnę, bo Ty już teraz nie poważasz tego faceta- są rzeczy, których nie zapomina się do końca życia. Są rzeczy, których nie da się zapomnieć, nawet jeśli bardzo by się tego chciało. Wrócisz więc do tematu rozwodu, ale na ten moment, zostaw tę sprawę.
Na razie zajmij się swoją mamą, bo to ona, a nie Twój cudowny mąż, potrzebuje teraz wsparcia swoich dzieci, potrzebuje Ciebie.
Gdybyś teraz zostawiła ją i to z powodu humorów pana męża, to potem, nigdy w życiu, nie wybaczyłabyś sobie czegoś takiego.
Tu nie chodzi bowiem o jakąś pierdołę, o to na przykład, że Twoja mama nagle rozchorowała się na grypę i że w związku z tym, ona nie ma siły wstać z łóżka, więc Ty musisz zaniedbywać rodzinę, swoje małżeństwo, bo matce trzeba podać herbatkę, chociaż nawet i w takiej sytuacji, jako kochająca córka, też nie potrafiłabyś odwrócić się od chorej matki obojętnie.
Powtarzam Ci- nigdy w życiu nie wybaczyłabyś sobie, gdybyś teraz zostawiła swoją mamę i poszła za mężem, na dodatek za takim mężem.
Nie robi się takich rzeczy i tylko ostatnie bydlę potrafiłoby przetłumaczyć sobie tak haniebne zachowanie na swoją korzyść. Ty do końca życia miałabyś wielki do siebie żal.
Twoja mama umiera, a Twoje miejsce jest teraz przy niej.
Mężów, moja droga, możesz mieć w życiu i kilku, ale matkę masz tylko jedną i jesli jej zabraknie, to zostaniesz sama na tym świecie, sama jak kołek w płocie, szczególnie że masz takiego a nie innego męża.
On pozwala sobie na chamskie komentarze, gdy Ty rozmawiasz ze swoją matką- jakim trzeba być człowiekiem, żeby sumienie pozwalało na coś takiego? Agnieszko, to zły człowiek.
Tacy, jak on dobrzy sa tylko na taki czas, gdy nie ma żadnych większych problemów- typowo hedonistyczne podejście do życia. Nie macie dzieci, oboje macie własne firmy, więc domyślam się, że nieźle Wam się powodzi, zero kłopotów, żadnych trosk ani zmartwień, plany urlopowe, dobre zdrowie, mnóstwo energii i chęci do zycia- tylko pozazdrościć.
Tymczasem nagle sielanka ta i beztroskie życie zostało brutalnie przerwane, bo zona, zamiast hołubić swojego męża, tańczyć i zachłystywać się życiem, snuć plany urlopowe, ona nagle odbiera jakieś smutne i dołujące telefony od jakiejś starej, umierającej kobiety, potem chodzi po domu zasmucona i psuje dobry humor pana męża.
Jakim prawem jakaś baba wydzwania do mojej żony i zawraca jej głowę? Miałem jechać na urlop, a tu nagle okazuje się, że nici z urlopu, bo trzeba będzie zajmować się jakąś starą niedołężną babą.
Powiem Ci szczerze, że gdy przeczytałam Twoją historię, to aż mną wstrząsnęło.
Postawa Twojego męża jest haniebna, nieludzka i odrażająco podła. Brakuje mi słów, by okreslić tego człowieka.
Ciekawa też jestem czy w przeszłości on też zachowywał się podobnie, gdy ktoś potrzebował jego wsparcia, a jemu było to akurat nie na rękę.
Czy miałaś okazję poznać tego faceta wcześniej od takiej strony?
Jak ten facet zachowa się, gdy Tobie przydarzy się jakieś nieszczęście, gdy np. Ty zachorujesz?
Co stanie się, gdy któregoś dnia, człowiek ten spojrzy na ciebie i uzna, że strasznie się postarzałaś?
Co byłoby, gdyby na świecie pojawiły się Wasze dzieci i trzeba byłoby wstawać do ich po nocach, chodzić do lekarza albo, nie daj Boże, walczyć o życie dziecka albo o jego zdrowie?
Czy Ty Agnieszko wcześniej przeżyłaś z tym człowiekiem jakąś ekstremalnie trudną sytuację i przekonałaś się, że on jest dla Ciebie przyjacielem i wsparciem?
Matko święta- z kim Ty dziewczyno żyjesz? Kto chodzi po Twoim domu? Z kim Ty codziennie chodzisz do łóżka i do kogo się uśmiechasz na co dzień?
To potwór, a nie człowiek.
Nie zostawiaj dla kogoś takiego swojej umierajacej matki.
Julka ... Jako osoba która dwukrotnie chorowała na raka, i teraz mając w perspektywie trzeci raz ... powiem krótko.
Dziękuję za ten piękny wpis.
BRAWO !!!
Ja także dziękuję, Julka.
Izuniu kochana, czy ja palnęłam jakieś straszne głupstwo? Czy Twoje podziękowanie zaprawione jest ironią? Czy zabolało Cię to, co napisałam do Agnieszki?
Czy mozliwe jest, żebyć naprawdę mnie pochwaliła, skoro masz takie problemy zdrowotne?
Odpisz, bardzo Cię proszę, bo ja rzeczywiście pisząc do Agnieszko to wszystko nie pomyślałam, że mogę ranić inne osoby, które też mają pod górkę i może zrobi im się przykro, że ja tak piszę o mamie Agnieszki.
Mocno trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że i tym razem strach ma wielkie oczy. Życzę Ci zdrowia.
Julka, strasznie Ci dziękuję. Czytając słowa mańka miałam wrażenie, że coś ze mną nie tak. Wiem , że z mamą nie jest dobrze, ale staram się być dobrej myśli. U mnie w rodzinie wszyscy uważają , że medycyna ,ale też chęć wyzdrowienia potrafi zdziałać cuda. Ja tylko potrzebuję wsparcia , ciepła i zrozumienia i nie mogę się pogodzić z tym , że tak się zawiodłam. Strasznie się cieszę , że są tutaj takie osoby jak ty, bo daliście mi siłę. Takiej siły potrzebują osoby chore i ich bliscy. Trzymam kciuki , za wszystkich którzy zmagają się z własną chorobą i chorobą osób które kochają. Przez ten miesiąc poruszyłam niebo i ziemię , odwiedziłam kilkunastu lekarzy i parę razy usłyszałam od nich , że często nawet przy złych rokowaniach cuda się zdarzają i chorzy potrzebują wsparcia. Ja też szukam wsparcia i siły , żeby dać je mojej mamie i tu je znalazłam.
Jako facet, również nie rozumiem co skłania Twojego męża do takiego zachowania. Bycie facetem to właśnie sprostanie takim sytuacjom i bycie jak najlepszym wsparciem dla partnerki. To są te momenty, w których męskość poddawana jest testowi. Gdzie trzeba schować tak na prawdę wszystkie swoje problemy, obawy, wątpliwości i po prostu stanąć na wysokości zadania - pomimo wszystko! Dlatego ciężko tu znaleźć jakieś okoliczności łagodzące.
Aczkolwiek jestem człowiekiem, który raczej nie wierzy w ludzi 'z natury złych'. Z psychologicznego punktu widzenia każdy uważa, że postępuje dobrze i ma jakieś uzasadnienie dla swojego postępowania. Zastanawia mnie co tak naprawdę kieruje Twoim mężem i czy rzeczywiście jest to tylko lenistwo/wygoda. Wydaje mi się, że to jest trochę głębsze i poważniejsze i nie nakręcałbym się na Twoim miejscu jeszcze na rozwód czy na wieczne potępienie. Owszem - jego zachowanie jest totalnie do dupy, ale może ma ku temu jakiś dobry powód. Może ma jakieś traumatyczne doświadczenie, może gdzieś coś go zblokowało. Warto byłoby z nim szczerze porozmawiać - ale porozmawiać z dobrym nastawieniem, w celu zrozumienia i rozwiązania ewentualnego problemu, a nie oskarżania, wyżalania się, atakowania. Może wystarczy zapytać dlaczego się tak zachowuje, a nuż coś się o nim dowiesz. Zwiększy to poziom intymności, a i on jak się zastanowi nad swoim zachowaniem to może dowie się czegoś o sobie i będzie miał SZANSĘ na poprawę (tak naprawdę on sam może nie wiedzieć jeszcze co nim kieruje). Może jak się dowie, to spróbuje to zmienić, a wtedy nie dość, że zyskasz wsparcie, to odzyskasz szacunek do swojego męża: win/win. Oczywiście dosyć idealistyczna wizja, ale warto spróbować.
Agnieszko, Maniek dał taki popis, że ja czytając jego wywody myslałam, że dostanę skrętu kiszek. Do tej pory uważałam tego człowieka za mądrego, ale po dzisiejszym jego popisie odpowiednio wyrobiłam sobie na jego temat zdanie. Ja na pewno nie bedę czytała jego wpisów, bo nie wiem, jakim cudem ktoś kto aż tak się zbłaźnił, mnie miałby imponować swoja mądrością. To jest po prostu niemozliwe.
Agnieszko, cuda się zdarzają i ja zyczę Twojej mamie, by wróciła do zdrowia. Jeśli Bóg zażyczy sobie, by ona wyzdrowiała, to tak właśnie się stanie- Ty wspieraj ją i nie opuszczaj w potrzebie, bo potem, do końca zycia, nie mogłabyś sobie darować, że własną matke sprzedałaś dla jakiegoś samolubnego i podłego chłystka.
A potem, gdy wszystko juz się wyjasni (oby szcześliwie), to siądź sobie spokojnie i zastanów się czy z tym człowiekiem dalej jest Ci po drodze. Przez ten czas nie zasypuj gruszek w popiele i oddziel się od niego materialnie, by potem, w razie czego, zaoszczędzić sobie jatki w sądzie o pieniądze.
Wszystkiego dobrego.
Julku, nie, ja poważnie jak zawał serca to napisalam.
Bo pięknie napisalas o drugiej stronie. O tej, która choruje.
I o sytuacji rodziny w obliczu takiej choroby.
Wypowiedzi Mańka sprawiły, że opadła mi szczęka, ale zawarlam ja zanim mi ślina zaczęła ciec ![]()
Tak naprawdę nie boję się tego trzeciego razu, gdyby miał przyjść. Oczywiście pokrzyżowałby mi pewne plany życiowe, ale tak naprawdę mam to dość mocno w dupiu.
Agnieszko, niewiele mogę Ci powiedzieć, oprócz tego, że naprawdę zdaje sobie w pełni sprawę z powagi sytuacji, jaką jest pojawienie się przerzutów do płuc ...
Ale nigdy nie wolno się poddawać.
I jeszcze jedno ... Ciężka, nieuleczalna, nierzadko śmiertelna choroba - zawsze jest sprawdzianem.
Nie jest to bynajmniej sprawdzian miłości rodzicielskiej. Czy miłości dzieci do rodziców. Czy nawet miłości małżeńskiej.
Jest to sprawdzian i próba CZŁOWIECZEŃSTWA.
I wydaje mi się, że Twój mąż tego sprawdzianu nie zda ...
Od tego jak podejdziesz do tej ciężkiej próby, mogą zależeć ostatnie chwile życia Twojej Mamy.
Zbieraj je wszystkie jak cenne skarby. Po latach właśnie taką będą miały wartość. Tak naprawdę będą bezcenne ...
Aga,oni zawodzą w większości przypadków. Tchórze.
agnieszkal napisał/a:Napisałam wyraźnie, że mama po wyjściu ze szpitala jest u siostry i szwagier nie widzi w tym problemu, ale mają inna sytuacje zawodową niż ja. Nikt się z opieki nad mamą nie wykręca i zachowania mojego męża nie komentuje. Tylko ja nie umiem się z tym pogodzić
Mysle wiec ze najlepszy wyjsciem byl by czasowy pobyt mamy albo u siostry albo u was na zmiane. Czy maz bedzie sie angazowal w te opieke to kwestia wtorna. Mozna przeciez go do tego zachecac. Ogolnie kwestia stosunku parnerow do tesciow jest trudna, bo moze wynikac z wieloletnich zaszlosci. Poza tym dla partnera sa to czesto obcy ludzie. A to ze jeden z partnerow ma serdecznejszy stosunek do swoich tesciow nie oznacza ze drugi taki sam bedzie mial do swoich tesciow.
Ty naprawde nie widzisz roznicy pomiedzy wyjazdem urlopowym a choroba matki wlasnej zony?
Aga,oni zawodzą w większości przypadków. Tchórze.
Dokopal Ci porzadnie jakis typek, ze tak wszystkich tchorzami nazywasz?
48 2015-05-07 09:10:16 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-07 09:55:07)
maniek_z_maniek napisał/a:agnieszkal napisał/a:Napisałam wyraźnie, że mama po wyjściu ze szpitala jest u siostry i szwagier nie widzi w tym problemu, ale mają inna sytuacje zawodową niż ja. Nikt się z opieki nad mamą nie wykręca i zachowania mojego męża nie komentuje. Tylko ja nie umiem się z tym pogodzić
Mysle wiec ze najlepszy wyjsciem byl by czasowy pobyt mamy albo u siostry albo u was na zmiane. Czy maz bedzie sie angazowal w te opieke to kwestia wtorna. Mozna przeciez go do tego zachecac. Ogolnie kwestia stosunku parnerow do tesciow jest trudna, bo moze wynikac z wieloletnich zaszlosci. Poza tym dla partnera sa to czesto obcy ludzie. A to ze jeden z partnerow ma serdecznejszy stosunek do swoich tesciow nie oznacza ze drugi taki sam bedzie mial do swoich tesciow.
Ty naprawde nie widzisz roznicy pomiedzy wyjazdem urlopowym a choroba matki wlasnej zony?
Nigdy nie popieralem wyjazdu teraz! tylko zwracalem uwage na to co moze myslec maz w sytuacji kiedy spadla jakos relacji miedzy nimi, na co autorka "zaproponowala" "rozwiazanie" w postaci wyprowadzenia sie z domu i ew. rozwodu. Byc moze taki wyjazd byl dla niego "ostatnia deska ratunku". Poza tym nie wiemy czy teraz, czy np. za 2 miesiace a to jest roznica. Z tego co zaobserwowalem w sytuacji opieki nad osoba chora, opiekun jest zmieczony ta sytuacja po kilku miesiacach i dobrze jesli ma zmiennika. Zauwazcie ze autorka od razu postawila sprawe na ostrzu noza, wyprowadzka, rozwod a nie szukala innych rozwiazan. Choroba mamy przeslonila inne problemy, ktore czekaja na rozwiazanie. Nie znamy tez stosunkow w tej rodzinie. Jakos nie mam tutaj problemu z zobaczeniem tego i zrozumieniem tego podstawowego faktu, ktory wynikal z wypowiedzi autorki. Co do samej opieki to nie neguje tego, jednak zaobserwowalem ze czesto same dzieci sie od tej opieki wymiguja a co dopiero mowic o zieciu czy synowej?! Poza tym zastanawia fakt ukrytych oczekiwan wdziecznosci za starania nad tesciem? gdzie postawa tamtej rodziny pewnie typowa dla niej wyrazala jakas obojetnosc? Troche brakuje wiec krytycyzmu i analitycznego spojrzenia w ocenie tej sytuacji. Czego sie np. mozna spodziewac po kims, skoro wczesniej nie bylo jakby "zbytniego" zaintersowania wlasnym ojcem? Ze nagle stanie sie altruista? A jaki jest wplyw stosunkow ziec - tesciowa na reakcje? to wogole nie bylo przedstawione a przeciez moga to byc podstawowe powody jakies postawy. Wlasnie, dlaczego autorka nie rozmawia o tym z mezem?
Co do epitetow i innych uwag pod moim adresem to nie uwazam sie za oswieconego ale za czlowieka ktory ma swoje spojrzenie. Dalej uwazam ze autorka ma problemy w komunikacji z mezem, ze sa tam inne problemy, ze opieke mozna podzielic, ba nawet wyjechac na kilka dni urlopu kiedys jesli stan mamy sie unormuje, gdzie opieke moze rowniez prowadzic siostra, ze moze byc to w swoim domu, ze mozna to pogodzic z malzentwem, ze choroba mamy zaczernia obraz jakis innych problemow, itp. Zeby nie tracic relacji z mezem.To wszystko w calej rozciaglosci podtrzymuje bo tak to widze i nie widze tez powodow do zmiany tego spojrzenia. Napisalem ze postawa odrzucenia partnera (wlasnie przez autorke) zrodzi jeszcze wiekszy zal i frustracje w przyszlosci. Podstawowy jednak problem jest nie w reakcji meza ale jej odbiorze i usilnym stawianiu na swoim w kwestii okreslonego myslenia i decyzji (np. nie wyobrazam sobie zeby zona dla opieki nad chora matka porzuciala na miesiace lata swoje wlasne dzieci dlatego ze to mozna sobie ulozyc,, pogodzic ze soba - to o tym usilnie pisze, co trudniej jest zauwazyc w malzenstwie gdzie nie ma dzieci). Jakos sie tak dziwnie sklada ze zwykle mam w tych rzeczach racje, no ale fakt sa to tez domysly, troche intuicji i doswiadczenia.
Autorka nieznaleznie od opieki, to ona bedzie w tym wszystkim budowala lub nie, ratowala lub niszczyla relacje z mezem. Autorytarnosc i bezdyskusyjnosc jej decyzji na pewno w budowaniu relacji nie pomorze. Sa to chwile trudne dla obojga z roznych wzgledow, na co nalozone sa pewnie i inne sprawy, przezycia, traumy, oczkiwania, itp.
Czy niszczyc malzenstwo dla opieki nad matka? Moje zdanie jest zdecydowanie nie! Wymaga to jedak wypracowania kompromisu i liczenia sie ze zdaniem partnera. Zwlaszcza ze mozna to wszystko pogodzic. Szkoda tylko ze tak malo osob to widzi. Albo sie boja wypowiadac (nikt nie lubi wyzwisk, czy postawy ala Niesiolowski) i wymaga to odwagi, zeby mowic o rzeczach trudnych, w jeszcze trudniejszej sytuacji, ale o rzeczach istotnych! Moze to dlatego ze tak trudno jest widziec wiele aspektow sprawy jednoczesnie. Fakt jestem tez nieco "znieczulony". Sam przezylem takie sytuacji opieki, choroby i smierci ale i dostrzegam tam, po czasie, cos wiecej. Ludzie przychodza i odchodza a pozostaje ... aspekt relacji, to kim dla nas sa te relacje, kim Ci ludzie sa dla nas. Ci zyjacy i Ci ktorzy odchodza. Moze nad tym jednak warto sie zastanowic i nie niszczyc tego co sie ma?
Wloze jeszcze kij w mrowisko i powiem, ze chociaz nie jestem pozbawiony uczuc, emocji czy wspolczucia to jednak razi mnie autorytarnosc w kazdej sytuacji, czy nieliczenie sie ze zdaniem partnera. Taka postawa wyziera tutaj jasno z wiekszosci wypowiedzi. Stan "wyzszej koniecznosci" usprawiedliwia czasowe, zachwiania w relacji, ale nie stale, nie podstawowe decyzje. To tak jakby kierowac sie wiara, stosunkiem do posiadania dzieci, i innymi w kwestiach mozliwosci bycia razem. Sa tacy co sie kieruja, sa tacy, ktorzy potrafia wypracowac kompromis. Ludzie sa rozni. Natomiast kwestia stosunku ziecia do tesciowej i wynikajaca z tego postawa, oraz ew. jednostronna decyzja zony w kwestii zwiazku, jest wlasnie takim przejaskrawionym przykladem. Zona (autorka) ma zal o postawe meza w kwestii wsparcia zrozumienia, nie widzi ze w przypadku jego wlasnej rodziny rowniez tego nie bylo, widzi tylko swoje oczekiwania, nie widzi "nakladki" w postaci stosunkow ziec-tesciowa.
Pisanie tutaj przez kogos ze to potwor jest wyrazem jakiegos ogromnego wrecz idiotyzmu, poprzez zapatrzenie w siebie. Nie wiemy bowiem jakie konkretnie slowa padly i dlaczego.
Opieka rodzicowi sie nalezy. Ale nie oznacza to ze nie mozna porozmawiac z partnerem (co jest podstawa budowy relacji) na temat oczekiwan, postaw, starac sie drazyc, zrozumiec, itp. Choroba, opieka nad matka NIE MOZE BYC FORMA UCIECZKI OD PROBLEMOW RELACJI I MALZENSTWA, ktore moga byc, sa i ktore czekaja na rozwiazanie. Te "rozwazania" sa wlasnie odpowiedzia na temat watku. Co wiecej zauwazylem ze ludzie czesto skupiajac sie na jednym, gubia inne wazne rzeczy. kiedy budza sie po czasie, nie zawsze jest do czego wracac? Tego zyczycie autorce, frustracji, zalu i samotnosci? A skoro aplikuje o wspracie meza, to czemu o to nie powalczy?
To raczej ja jestem rozczarowany te jednostronna, nieladna zreszta, nagonka na meza autorki, gdzie nic nie wiemy jak jej emocje, maja sie do faktow. Np. zarzut ze maz nie odwiedzil tesciowej w szpitalu moze wyglac zupelnie inaczej jesli zrobil to w domu szwagierki. Itd. Czy chyba raczej wyssany z palca zarzut (# 50) ze przeszkadza w niesieniu pomocy.
Malo faktow, duzo emocji, niestety.
Agnieszko bardzo ci współczuję.Mój mąż nawet nie był na pogrzebie mojej mamy,choć wcześniej uważał ją za najlepszą teściową na świecie.Nie wiem co może powodować takie postawy, jednak uważam, że teraz najważniejsza jest mama.Jeśli on nie jest w stanie tego zrozumieć, to naprawdę należy zastanowić się, co dalej z tym małżeństwem, bo taka postawa nie wróży nic dobrego na przyszłość.
Dopisze tutaj, ze kobiety powinny zrozumiec ze takie postawy wynikaja czesto (w przypadku mezczyzn) z jakosci relacji miedzy partnerami. Skoro wiec piszesz ze to nie wrozy nic dobrego to chyba widzisz skutek podstawowej przyczyny po czasie, gdzie nieobecnosc na pogrzebie, rowniez prawdopodobnie bylo skutkiem tej samej pierwotnej przyczyny. Zeby ratowac relacje trzeba poszukac odpowiedzi na to co jest ta przyczyna zachowan. Jesli oczywiscie sie chce.
Agnieszko bardzo ci współczuję.Mój mąż nawet nie był na pogrzebie mojej mamy,choć wcześniej uważał ją za najlepszą teściową na świecie.Nie wiem co może powodować takie postawy, jednak uważam, że teraz najważniejsza jest mama.Jeśli on nie jest w stanie tego zrozumieć, to naprawdę należy zastanowić się, co dalej z tym małżeństwem, bo taka postawa nie wróży nic dobrego na przyszłość.
Niech mnie zbanują, jeśli mają ochotę, a tobie powtórzę raz jeszcze SPIERDALAJ.
Julka, mój ojciec 4 lata temu był chory na raka (pełne wyleczenie, jak na razie). Bardzo Ci dziękuję za to, że zebralas się na odwagę i napisałas to co napisałaś - posty mańka w tym watku powalają głupotą i brakiem doświadczenia życiowego (szczególnym kuriozum jest uwaga o urlopie !!!!).
Do autorki wątku - nie oglądaj sie na meza i zajmuj sie mamą w miarę możliwosci. Co do rozwodu to odsun te rozwazania na pózniej, kiedy troche ochloniesz.
Nikt nie kaze Twojemu mezowi myć Twojej mamy ani jdj karmić - ale niech przynajmniej nis przeszkadza Tobie w niesieniu jej pomocy.....
Maniek, w jednym z wcześniejszych swoich postów Agnieszka napisała, że jej mąż nie chciał dzieci "bo nie będzie wtedy najważniejszy".
Więc to tego typu relacje. On ma być najważniejszy i będzie sabotował wszystko, przez co mógłby stracić tę pozycję.
Maniek,
Myślę, że wiele Twoich sugestii odnośnie komunikacji i relacji pomiędzy Agnieszką i jej mężem jest trafnych, ale nie zmienia to faktu, że mąż to niedojrzały, pozbawiony empatii egoista.
W mojej opinii problemy komunikacyjne (i nie tylko komunikacyjne) w tym małżeństwie funkcjonują od dawna, tylko, że Agnieszka dotychczas trochę przymykała na nie oko, trochę może uważała za nieszkodliwą wadę charakteru, no w każdym bądź razie pozwalała na umacnianie się męża w jego samolubnej postawie i zachowaniach, co doprowadziło do aktualnej sytuacji, w której nie można ona już liczyć nawet na jego zrozumienie, nie wspominając o wsparciu i pomocy.
Agnieszko,
Współczuję Tobie choroby mamy. Sama całkiem niedawno byłam w podobnej sytuacji i wiem, co przeżywasz. Bardzo mi przykro, że w tym trudnym dla Ciebie okresie nie wspiera Ciebie osoba, która tym wsparciem powinna być.
Myślę, ze na ułożenie lub rozwiązanie problemów w Waszej relacji będzie jeszcze czas a teraz Twoja mama jest priorytetem i ja na Twoim miejscu głośno oznajmiłabym to mężowi, dodając, że ma wybór: albo okaże się pełnowartościowym partnerem, albo samolubną pijawką.
Trzymaj się.
Baudelaire napisał/a:maniek_z_maniek napisał/a:Mysle wiec ze najlepszy wyjsciem byl by czasowy pobyt mamy albo u siostry albo u was na zmiane. Czy maz bedzie sie angazowal w te opieke to kwestia wtorna. Mozna przeciez go do tego zachecac. Ogolnie kwestia stosunku parnerow do tesciow jest trudna, bo moze wynikac z wieloletnich zaszlosci. Poza tym dla partnera sa to czesto obcy ludzie. A to ze jeden z partnerow ma serdecznejszy stosunek do swoich tesciow nie oznacza ze drugi taki sam bedzie mial do swoich tesciow.
Ty naprawde nie widzisz roznicy pomiedzy wyjazdem urlopowym a choroba matki wlasnej zony?
Nigdy nie popieralem wyjazdu teraz! tylko zwracalem uwage na to co moze myslec maz w sytuacji kiedy spadla jakos relacji miedzy nimi, na co autorka "zaproponowala" "rozwiazanie" w postaci wyprowadzenia sie z domu i ew. rozwodu. Byc moze taki wyjazd byl dla niego "ostatnia deska ratunku". Poza tym nie wiemy czy teraz, czy np. za 2 miesiace a to jest roznica. Z tego co zaobserwowalem w sytuacji opieki nad osoba chora, opiekun jest zmieczony ta sytuacja po kilku miesiacach i dobrze jesli ma zmiennika. Zauwazcie ze autorka od razu postawila sprawe na ostrzu noza, wyprowadzka, rozwod a nie szukala innych rozwiazan. Choroba mamy przeslonila inne problemy, ktore czekaja na rozwiazanie. Nie znamy tez stosunkow w tej rodzinie. Jakos nie mam tutaj problemu z zobaczeniem tego i zrozumieniem tego podstawowego faktu, ktory wynikal z wypowiedzi autorki. Co do samej opieki to nie neguje tego, jednak zaobserwowalem ze czesto same dzieci sie od tej opieki wymiguja a co dopiero mowic o zieciu czy synowej?! Poza tym zastanawia fakt ukrytych oczekiwan wdziecznosci za starania nad tesciem? gdzie postawa tamtej rodziny pewnie typowa dla niej wyrazala jakas obojetnosc? Troche brakuje wiec krytycyzmu i analitycznego spojrzenia w ocenie tej sytuacji. Czego sie np. mozna spodziewac po kims, skoro wczesniej nie bylo jakby "zbytniego" zaintersowania wlasnym ojcem? Ze nagle stanie sie altruista? A jaki jest wplyw stosunkow ziec - tesciowa na reakcje? to wogole nie bylo przedstawione a przeciez moga to byc podstawowe powody jakies postawy. Wlasnie, dlaczego autorka nie rozmawia o tym z mezem?
Co do epitetow i innych uwag pod moim adresem to nie uwazam sie za oswieconego ale za czlowieka ktory ma swoje spojrzenie. Dalej uwazam ze autorka ma problemy w komunikacji z mezem, ze sa tam inne problemy, ze opieke mozna podzielic, ba nawet wyjechac na kilka dni urlopu kiedys jesli stan mamy sie unormuje, gdzie opieke moze rowniez prowadzic siostra, ze moze byc to w swoim domu, ze mozna to pogodzic z malzentwem, ze choroba mamy zaczernia obraz jakis innych problemow, itp. Zeby nie tracic relacji z mezem.To wszystko w calej rozciaglosci podtrzymuje bo tak to widze i nie widze tez powodow do zmiany tego spojrzenia. Napisalem ze postawa odrzucenia partnera (wlasnie przez autorke) zrodzi jeszcze wiekszy zal i frustracje w przyszlosci. Podstawowy jednak problem jest nie w reakcji meza ale jej odbiorze i usilnym stawianiu na swoim w kwestii okreslonego myslenia i decyzji (np. nie wyobrazam sobie zeby zona dla opieki nad chora matka porzuciala na miesiace lata swoje wlasne dzieci dlatego ze to mozna sobie ulozyc,, pogodzic ze soba - to o tym usilnie pisze, co trudniej jest zauwazyc w malzenstwie gdzie nie ma dzieci). Jakos sie tak dziwnie sklada ze zwykle mam w tych rzeczach racje, no ale fakt sa to tez domysly, troche intuicji i doswiadczenia.
Autorka nieznaleznie od opieki, to ona bedzie w tym wszystkim budowala lub nie, ratowala lub niszczyla relacje z mezem. Autorytarnosc i bezdyskusyjnosc jej decyzji na pewno w budowaniu relacji nie pomorze. Sa to chwile trudne dla obojga z roznych wzgledow, na co nalozone sa pewnie i inne sprawy, przezycia, traumy, oczkiwania, itp.
Czy niszczyc malzenstwo dla opieki nad matka? Moje zdanie jest zdecydowanie nie! Wymaga to jedak wypracowania kompromisu i liczenia sie ze zdaniem partnera. Zwlaszcza ze mozna to wszystko pogodzic. Szkoda tylko ze tak malo osob to widzi. Albo sie boja wypowiadac (nikt nie lubi wyzwisk, czy postawy ala Niesiolowski) i wymaga to odwagi, zeby mowic o rzeczach trudnych, w jeszcze trudniejszej sytuacji, ale o rzeczach istotnych! Moze to dlatego ze tak trudno jest widziec wiele aspektow sprawy jednoczesnie. Fakt jestem tez nieco "znieczulony". Sam przezylem takie sytuacji opieki, choroby i smierci ale i dostrzegam tam, po czasie, cos wiecej. Ludzie przychodza i odchodza a pozostaje ... aspekt relacji, to kim dla nas sa te relacje, kim Ci ludzie sa dla nas. Ci zyjacy i Ci ktorzy odchodza. Moze nad tym jednak warto sie zastanowic i nie niszczyc tego co sie ma?
Wloze jeszcze kij w mrowisko i powiem, ze chociaz nie jestem pozbawiony uczuc, emocji czy wspolczucia to jednak razi mnie autorytarnosc w kazdej sytuacji, czy nieliczenie sie ze zdaniem partnera. Taka postawa wyziera tutaj jasno z wiekszosci wypowiedzi. Stan "wyzszej koniecznosci" usprawiedliwia czasowe, zachwiania w relacji, ale nie stale, nie podstawowe decyzje. To tak jakby kierowac sie wiara, stosunkiem do posiadania dzieci, i innymi w kwestiach mozliwosci bycia razem. Sa tacy co sie kieruja, sa tacy, ktorzy potrafia wypracowac kompromis. Ludzie sa rozni. Natomiast kwestia stosunku ziecia do tesciowej i wynikajaca z tego postawa, oraz ew. jednostronna decyzja zony w kwestii zwiazku, jest wlasnie takim przejaskrawionym przykladem. Zona (autorka) ma zal o postawe meza w kwestii wsparcia zrozumienia, nie widzi ze w przypadku jego wlasnej rodziny rowniez tego nie bylo, widzi tylko swoje oczekiwania, nie widzi "nakladki" w postaci stosunkow ziec-tesciowa.
Pisanie tutaj przez kogos ze to potwor jest wyrazem jakiegos ogromnego wrecz idiotyzmu, poprzez zapatrzenie w siebie. Nie wiemy bowiem jakie konkretnie slowa padly i dlaczego.
Opieka rodzicowi sie nalezy. Ale nie oznacza to ze nie mozna porozmawiac z partnerem (co jest podstawa budowy relacji) na temat oczekiwan, postaw, starac sie drazyc, zrozumiec, itp. Choroba, opieka nad matka NIE MOZE BYC FORMA UCIECZKI OD PROBLEMOW RELACJI I MALZENSTWA, ktore moga byc, sa i ktore czekaja na rozwiazanie. Te "rozwazania" sa wlasnie odpowiedzia na temat watku. Co wiecej zauwazylem ze ludzie czesto skupiajac sie na jednym, gubia inne wazne rzeczy. kiedy budza sie po czasie, nie zawsze jest do czego wracac? Tego zyczycie autorce, frustracji, zalu i samotnosci? A skoro aplikuje o wspracie meza, to czemu o to nie powalczy?
To raczej ja jestem rozczarowany te jednostronna, nieladna zreszta, nagonka na meza autorki, gdzie nic nie wiemy jak jej emocje, maja sie do faktow. Np. zarzut ze maz nie odwiedzil tesciowej w szpitalu moze wyglac zupelnie inaczej jesli zrobil to w domu szwagierki. Itd. Czy chyba raczej wyssany z palca zarzut (# 50) ze przeszkadza w niesieniu pomocy.
Malo faktow, duzo emocji, niestety.
zbytdelikatna napisał/a:Agnieszko bardzo ci współczuję.Mój mąż nawet nie był na pogrzebie mojej mamy,choć wcześniej uważał ją za najlepszą teściową na świecie.Nie wiem co może powodować takie postawy, jednak uważam, że teraz najważniejsza jest mama.Jeśli on nie jest w stanie tego zrozumieć, to naprawdę należy zastanowić się, co dalej z tym małżeństwem, bo taka postawa nie wróży nic dobrego na przyszłość.
Dopisze tutaj, ze kobiety powinny zrozumiec ze takie postawy wynikaja czesto (w przypadku mezczyzn) z jakosci relacji miedzy partnerami. Skoro wiec piszesz ze to nie wrozy nic dobrego to chyba widzisz skutek podstawowej przyczyny po czasie, gdzie nieobecnosc na pogrzebie, rowniez prawdopodobnie bylo skutkiem tej samej pierwotnej przyczyny. Zeby ratowac relacje trzeba poszukac odpowiedzi na to co jest ta przyczyna zachowan. Jesli oczywiscie sie chce.
Wiesz co? Niezaleznie od relacji w zwiazku malzenskim, ciezka choroba rodzica drugiej polowki winna bezdyskusyjnie rodzic empatie w tej drugiej. Uciec to mozna jak sie baba w domu drze bez powodu, zeby sie wyciszyc. Nic nie tlumaczy zachowania niegodnego czlowieka, niezaleznie od pobudek jakie nim kierowaly.
Autorka posta pisze o zalu ze maz jej nie wspiera a Ty sie zaglebiasz w to jak jest miedzy nimi. Powiedz, jakim trzeba byc czlowiekiem zeby nie pomagac swojej zonie w takich chwilach i myslec o wyjezdzie? Nie uwazasz ze takie sprawy jak urlop mozna odlozyc na pozniej?
Na samym początku napisałam, że w moim małżeństwie tak jak w każdym były chwile lepsze i gorsze. Wielokrotnie czułam się rozczarowana, ale starałam się o nie walczyć. Tłumaczyłam sobie zachowanie i decyzje mojego męża. Pisałam, że jesteśmy razem od 15 lat , a wchodziłam w ten związek mając lat 21. Jesteśmy w tym samym wieku, można powiedzieć , że wspólnie dojrzewaliśmy. Wielokrotnie miałam wrażenie , że nie jest tak jak być powinno, ale rozmawiałam , tłumaczyłam i starałam się zrozumieć , nie biegłam do sądu z pozwem rozwodowym. Zdarzyło się jednak coś , co zostanie w moim sercu na zawsze i choć nie wiem jak bym się starała to o tym nie zapomnę, nie wybaczę. W życiu są chwilę , gdy trzeba pomóc i zapomnieć o własnych przyjemnościach . Myślę , że są rzeczy ważne i ważniejsze. Zawsze miałam zasadę , że należy postępować tak , aby co rano móc spojrzeć w lustro. Małżeństwo jest ważne oczywiście , ale wydaję mi się ,że powinno być oparte na zaufaniu, a ja już nie ufam, nie potrafię. Chyba lepiej być samemu niż z niewłaściwą osobą , która potrafi tak ranić. Może innych by takie zachowanie nie dotknęło , ale mnie za bardzo boli , żeby przejść z tym do porządku dziennego i za jakiś czas udawać , że jest fajnie i nic takiego się nie stało
55 2015-05-07 12:19:29 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-07 13:04:47)
Maniek,
Myślę, że wiele Twoich sugestii odnośnie komunikacji i relacji pomiędzy Agnieszką i jej mężem jest trafnych, ale nie zmienia to faktu, że mąż to niedojrzały, pozbawiony empatii egoista.W mojej opinii problemy komunikacyjne (i nie tylko komunikacyjne) w tym małżeństwie funkcjonują od dawna, tylko, że Agnieszka dotychczas trochę przymykała na nie oko, trochę może uważała za nieszkodliwą wadę charakteru, no w każdym bądź razie pozwalała na umacnianie się męża w jego samolubnej postawie i zachowaniach, co doprowadziło do aktualnej sytuacji, w której nie można ona już liczyć nawet na jego zrozumienie, nie wspominając o wsparciu i pomocy.
Agnieszko,
Współczuję Tobie choroby mamy. Sama całkiem niedawno byłam w podobnej sytuacji i wiem, co przeżywasz. Bardzo mi przykro, że w tym trudnym dla Ciebie okresie nie wspiera Ciebie osoba, która tym wsparciem powinna być.Myślę, ze na ułożenie lub rozwiązanie problemów w Waszej relacji będzie jeszcze czas a teraz Twoja mama jest priorytetem i ja na Twoim miejscu głośno oznajmiłabym to mężowi, dodając, że ma wybór: albo okaże się pełnowartościowym partnerem, albo samolubną pijawką.
Trzymaj się.
Mysle ze o to chodzi z tym ze lagodniej to napisalas.
Maniek, w jednym z wcześniejszych swoich postów Agnieszka napisała, że jej mąż nie chciał dzieci "bo nie będzie wtedy najważniejszy".
Więc to tego typu relacje. On ma być najważniejszy i będzie sabotował wszystko, przez co mógłby stracić tę pozycję.
Jesli tak jest (nie doczytalem tego) tym bardziej pierwotne zrodlo problemow lezy gdzie indziej, czyli wlasnie tam, w budowaniu modelu malzenstwa, w relacjach.
Na samym początku napisałam, że w moim małżeństwie tak jak w każdym były chwile lepsze i gorsze. Wielokrotnie czułam się rozczarowana, ale starałam się o nie walczyć. Tłumaczyłam sobie zachowanie i decyzje mojego męża. Pisałam, że jesteśmy razem od 15 lat , a wchodziłam w ten związek mając lat 21. Jesteśmy w tym samym wieku, można powiedzieć , że wspólnie dojrzewaliśmy. Wielokrotnie miałam wrażenie , że nie jest tak jak być powinno, ale rozmawiałam , tłumaczyłam i starałam się zrozumieć , nie biegłam do sądu z pozwem rozwodowym. Zdarzyło się jednak coś , co zostanie w moim sercu na zawsze i choć nie wiem jak bym się starała to o tym nie zapomnę, nie wybaczę. W życiu są chwilę , gdy trzeba pomóc i zapomnieć o własnych przyjemnościach . Myślę , że są rzeczy ważne i ważniejsze. Zawsze miałam zasadę , że należy postępować tak , aby co rano móc spojrzeć w lustro. Małżeństwo jest ważne oczywiście , ale wydaję mi się ,że powinno być oparte na zaufaniu, a ja już nie ufam, nie potrafię. Chyba lepiej być samemu niż z niewłaściwą osobą , która potrafi tak ranić. Może innych by takie zachowanie nie dotknęło , ale mnie za bardzo boli , żeby przejść z tym do porządku dziennego i za jakiś czas udawać , że jest fajnie i nic takiego się nie stało
W koncu jak ochlonelas zaczynasz pisac z sensem. Sorry ze moze tak "brutalnie" wygladaly moje wypowiedzi ale faceci tak maja. Draza i chca rozwiazac problem u jego zrodla. Juz od poczatku zauwazylem ze to problem w relacjach. Jednak mimo ze maz powinien Cie wspierac to nie zabrania Ci chyba opieki nad matka? Prawdziwy wiec problem lezy w tym co miedzy wami, co ma swoje zrodlo juz eony temu. Ludzie tez sa rozni. Sa wiec zarowno kwestie charakterologiczne jak i jakosci relacji. Wiele osob nawet tego nie analizuje. Szkoda jednak ze piszesz ze nigdy nie wybaczysz. Ludzie maja "wieksze" problemy w stylu zdrady, wypadki, itp. I jakos dochodza do siebie (niektrorzy). Maz Cie nie zdradza ale macie klasyczny przyklad deficytow w relacjach. I kwestia teraz czy to obliguje do jakis decyzji, rozwiazan, pracy nad zwiazkiem? Natomiast zwalenie wszystkiego na jedno zaczernia obraz i wprowadza nieuzasadniony zal i zlosc. Bo prawda jest taka ze za te relacje odpowiadacie oboje. I oboje powinniscie nad nimi pracowac.
Ja bym jeszcze sprobowal i probowal rozmawiac, angazowac meza w swoje sprawy emocjonalno-uczuciowe. Jesli miedzy wami tego nie bedzie, a takie bedea Twoje oczekiwania to rzeczywiscie to sie jakos zakonczy. Ale sugeruje bez brania zalu o cos. Chodzi o to zeby nie zwalac problemu na cos co jest skutkiem a nie zrodlem problemu.
Mamie zycze zdrowia i poradzenia sobie z choroba.
"Jesli tak jest (nie doczytalem tego) tym bardziej pierwotne zrodlo problemow lezy gdzie indziej, czyli wlasnie tam, w budowaniu modelu malzenstwa, w relacjach."
Nie doczytałeś, bo nie było tego w tym wątku.
Nie wiem czy da się zbudować takie prawdziwie bliskie relacje z kimś, kto ma tak egocentryczne podejście do świata.
Rysy na swoim związku Agnieszka widziała już dawno, tylko jak pisała, nie miała siły, żeby od niego odejść i była zbyt uległa w związku. Ludzie czasem popełniają ten błąd.
Widocznie sytuacja z chorobą matki to była ta kropla, która przelała czarę.
I nie zmienia to w żaden sposób faktu, że facet w tej sytuacji nawalił na całej linii.
57 2015-05-07 12:52:44 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-05-07 13:44:21)
Agnieszko,
Współczuję Ci sytuacji z mamą, też uważam, że powinnaś ją teraz wspierać, ale też myśleć o sobie. Przeczytałam Twoje wcześniejsze wpisy i teraz widzę, że dla męża już dużo za dużo poświęciłaś.
Tak na marginesie. Nie wiem jaki macie ślub, ale jeśli katolicki, to powinnaś wiedzieć, że w KK brak zgody malżonka na posiadanie potomstwa, jest podstawą do unieważnienia małżeństwa.
Jestem ciekawy jak Ci się układa autorko z mezem, jak zdrowie mamy i czy rzeczywiście maz przeszkadza Ci w opiece nad mama, czy cos robicie w kierunku uzdrowienia waszych relacji? Czy w tym pisałem nie miałem racji (obrzucono mnie blotem) czy może zwrocilem uwagę na najważniejszy powod waszej reacji np. obiektywnie porownujac do postawy Twojej siostry i szwagra?
59 2015-05-22 23:11:40 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-05-22 23:20:42)
Nie chodzi o przeszkadzanie ale konflikt interesów. Jakbyś się czuł gdyby twoja żona nie chciała byś jechał do nieumierającego ojca tylko np poszedł z nią do kina ?
Wiszę tu ideologa chrześcijańskiego wroga rozwodów może nawet księdza. Małżeństwo to tylko pismo równie dobrze może być życie na kocią łapę dwóch kochających się osób. Znam taką rodzinę są sobie wierni mają dziecko i zero bzdur robią to by udowodnić że pomimo łatwiejszej możliwości odejścia oni będą razem poza tym nie cierpią klech i mają rację. Bo co to za facet co nosi czarną sukienkę i nie ma rodziny poucza innych jak powinno się zachować.
A ja się zastanawiam, jakim trzeba być bezrefleksyjnym bufonem, żeby zamiast modlić się, że wątek zniknie w czeluściach forum jeszcze go samemu reaktywować... Niby rówieśnik ale jednak z innego świata.
61 2015-05-23 09:10:19 Ostatnio edytowany przez kochanka 1973 (2015-05-23 09:15:02)
agnieszkal napisał/a:Ja nie podjęłam decyzji z dnia na dzień. Ta sytuacja i jego podejście nie zmienia się od miesiąca. Jestem przekonana , ze kieruje nim egoizm ,powiedział mi nawet , że przez moją matkę musi zrezygnować z urlopu, a miało być tak pięknie. Moja mama nigdy nic złego mu nie zrobiła. On po prostu ucieka przed problemami do swojego poukładanego życia. Nie ma też za sobą, żadnych traumatycznych przeżyć związanych z chorobą nowotworową w jego rodzinie. Mój teść umarł nagle i nie chorował, więc nie powinno mu to niczego przypominać. Napisałam o tym, bo ja wówczas byłam wsparciem i to nie tylko dla niego, ale dla całej jego rodziny. Może dlatego czuję się taka rozgoryczona
Bo niestety ale Twoj maz ma racje. A egoizm kieruje rowniez Toba. Wam brakuje rozmowy i kompromisu a Tobie zrozumienia ze malzenstwo jest najwazniejsze, ze decyzje podejmuje sie razem. Po tylu latach nie przecielas jeszcze pepowiny. Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze, czylo Twoj maz, moze juz sie sama od niego oddalasz a on to wyczuwa i sie temu nieswiadomie, przeciwstawia. Natomiast ty wszystko traktujesz na poziomie zalu i pretensji. Pisalem juz o tym. Albo wiec przemyslisz i zmienisz swoje podejscie albo bedziesz niszczyla wasz zwiazek. Jesli oczekujesz od meza wiecej zrozumienia, czulosci, to czemu nie siadziesz z nim nie porozmawiasz o tym, i to nie jeden raz. Czemu np. podczas urlopu nie dacie sobie czasu na takie rozmowy? Czemu sama chcesz decydowac uparcie o wszystkim, odkladajac wasz zwiazek na drugi plan?
A co do ew. rozwodu to nawet odciecie sie meza w 100% od sytuacji z Twoja mama (tutaj powodem moze byc Twoje podejscie jak wyzej) nie uzasadnia takiej decyzji wogole. Powody musza wiec byc inne, ale to jest wygodny pretekst. Szczerze, nikt tego nie kupi i wyglada to na jakas fanaberie. Wiem ze sytuacja jest trudna ale prawdziwe powody to ew. rozpad wiezi i za to ew. odpowiadacie oboje. Na razie wg. mnie zaczynasz prowadzic dzialania destrukcyjne w kierunku waszego zwiazki bo co? Bo cel uswieca srodki? Raczej nalezy przeanalizowac powody takiej sytuacji, glownie w sobie a nie szukac powierzchownych pseudopowod u innych. Naprawde tylko nieuswiadomione co do charakteru zwiazkow osoby "kupia" te bzdure o ktorej piszesz. Na pewno jednak nie sedzia i lawnicy.
Nie chciałabym byś była (był) moim dzieckiem. Straszne co piszesz... Nieprzecięta pępowina???? Co to ma wspólnego??? kiedy umiera człowiek którego kochasz, który Cię wychował i wspierał wiele lat, z którym łączą Cię więzy krwi Ty byś wyjechał na urlop???? Nie zaangażowałbys się w opiekę? niektórzy ludzie więcej serca poświęcaja chorym zwierzakom niż ty poświęciłbyś własnej matce... Nie zyjemy w pustce, nie porzucamy rodzin wychodząc za mąż(żeniąc się)łączy nas z nimi wiele zalezności uczuciowo- moralnych.Rodzina pomaga sobie nawzajem... na tym polega miłość...
Wiem, że w swietle następnych postów chciałeś dobrze ale zabrzmiało strasznie.... Ale oczywiście masz rację w Tym związku coś strasznie brzydko pachnie.
autorko...
Nie namawiam Cię do drastycznych rozważań ale ta sytuacja to na pewno jakiś dzwonek alarmowy- okazalo się bowiem ,że macie różne życiowe prorytety.Musisz uważnie obserwowac i zastanowić sie czy w innych"podbramkowych" sytuacjach Twój mąz "sprawdził się"wg Ciebie. Czy chcecie tak naprawdę tego samego????? A może po prostu Wasz związek nie był do tej pory narazany na wstrząsy?? od partnerów życiowych oczekujemy wsparcia gdy wali nam się świat- bo przez x lat związku to powinien byc także ich świat. Życze Ci powodzenia i sił do opieki nad mamą. A także dobrych decyzji.Pamiętaj,że czasem dostajemy od losu wskazówkę co zmienić ![]()
62 2015-05-24 18:46:25 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-24 18:47:32)
maniek_z_maniek napisał/a:agnieszkal napisał/a:Ja nie podjęłam decyzji z dnia na dzień. Ta sytuacja i jego podejście nie zmienia się od miesiąca. Jestem przekonana , ze kieruje nim egoizm ,powiedział mi nawet , że przez moją matkę musi zrezygnować z urlopu, a miało być tak pięknie. Moja mama nigdy nic złego mu nie zrobiła. On po prostu ucieka przed problemami do swojego poukładanego życia. Nie ma też za sobą, żadnych traumatycznych przeżyć związanych z chorobą nowotworową w jego rodzinie. Mój teść umarł nagle i nie chorował, więc nie powinno mu to niczego przypominać. Napisałam o tym, bo ja wówczas byłam wsparciem i to nie tylko dla niego, ale dla całej jego rodziny. Może dlatego czuję się taka rozgoryczona
Bo niestety ale Twoj maz ma racje. A egoizm kieruje rowniez Toba. Wam brakuje rozmowy i kompromisu a Tobie zrozumienia ze malzenstwo jest najwazniejsze, ze decyzje podejmuje sie razem. Po tylu latach nie przecielas jeszcze pepowiny. Zauwaz ze maz planowal bycie z Toba gdzies razem. Dziwne ze tego nie dostrzegasz. Moze choroba mamy przeslonila Ci to co powinno byc dla Ciebie najwazniejsze, czylo Twoj maz, moze juz sie sama od niego oddalasz a on to wyczuwa i sie temu nieswiadomie, przeciwstawia. Natomiast ty wszystko traktujesz na poziomie zalu i pretensji. Pisalem juz o tym. Albo wiec przemyslisz i zmienisz swoje podejscie albo bedziesz niszczyla wasz zwiazek. Jesli oczekujesz od meza wiecej zrozumienia, czulosci, to czemu nie siadziesz z nim nie porozmawiasz o tym, i to nie jeden raz. Czemu np. podczas urlopu nie dacie sobie czasu na takie rozmowy? Czemu sama chcesz decydowac uparcie o wszystkim, odkladajac wasz zwiazek na drugi plan?
A co do ew. rozwodu to nawet odciecie sie meza w 100% od sytuacji z Twoja mama (tutaj powodem moze byc Twoje podejscie jak wyzej) nie uzasadnia takiej decyzji wogole. Powody musza wiec byc inne, ale to jest wygodny pretekst. Szczerze, nikt tego nie kupi i wyglada to na jakas fanaberie. Wiem ze sytuacja jest trudna ale prawdziwe powody to ew. rozpad wiezi i za to ew. odpowiadacie oboje. Na razie wg. mnie zaczynasz prowadzic dzialania destrukcyjne w kierunku waszego zwiazki bo co? Bo cel uswieca srodki? Raczej nalezy przeanalizowac powody takiej sytuacji, glownie w sobie a nie szukac powierzchownych pseudopowod u innych. Naprawde tylko nieuswiadomione co do charakteru zwiazkow osoby "kupia" te bzdure o ktorej piszesz. Na pewno jednak nie sedzia i lawnicy.
Nie chciałabym byś była (był) moim dzieckiem. Straszne co piszesz... Nieprzecięta pępowina???? Co to ma wspólnego??? kiedy umiera człowiek którego kochasz, który Cię wychował i wspierał wiele lat, z którym łączą Cię więzy krwi Ty byś wyjechał na urlop???? Nie zaangażowałbys się w opiekę? niektórzy ludzie więcej serca poświęcaja chorym zwierzakom niż ty poświęciłbyś własnej matce... Nie zyjemy w pustce, nie porzucamy rodzin wychodząc za mąż(żeniąc się)łączy nas z nimi wiele zalezności uczuciowo- moralnych.Rodzina pomaga sobie nawzajem... na tym polega miłość...
Wiem, że w swietle następnych postów chciałeś dobrze ale zabrzmiało strasznie.... Ale oczywiście masz rację w Tym związku coś strasznie brzydko pachnie.
autorko...
Nie namawiam Cię do drastycznych rozważań ale ta sytuacja to na pewno jakiś dzwonek alarmowy- okazalo się bowiem ,że macie różne życiowe prorytety.Musisz uważnie obserwowac i zastanowić sie czy w innych"podbramkowych" sytuacjach Twój mąz "sprawdził się"wg Ciebie. Czy chcecie tak naprawdę tego samego????? A może po prostu Wasz związek nie był do tej pory narazany na wstrząsy?? od partnerów życiowych oczekujemy wsparcia gdy wali nam się świat- bo przez x lat związku to powinien byc także ich świat. Życze Ci powodzenia i sił do opieki nad mamą. A także dobrych decyzji.Pamiętaj,że czasem dostajemy od losu wskazówkę co zmienić
Wlasnie, wlasnie zrobiłem blad w których skupiłem się na relacjach (w końcu to był temat postu i tego się chciałem trzymać) zamiast "zamieść wszystko pod dywan" i skupic tylko na chorobie mamy. W tym momencie związek i tak by się rozleciał a przecież nie o to mi chodzilo. Ludzi poniosły emocje i wydaje mi się ze w złym swietle to wszystko ocenili. Odswierzylem bo jestem gleboko zainteresowany czy autorka zobaczyla cos do naprawy w swoim związku, i jakie były prawdziwe przyczyny roznych sytuacji.
Moglbym przepraszać ze mam takie spojrzenie a nie inne ale po co? Na pewno nie zamierzam się dostosowywać do jakiś ogolnych tendencji w danym watku. Może czasami rozne historie traktuje zbytr analitycznie ale z drugiej strony gdyby nie to, to jakby można dojść do prawdziwych przyczyn problemów. W tym dziś widze swoja role tutaj i w niczym więcej. Przeciez nie można kogos zmusic do zobaczenia czegos, jeśli sam tego nie zobaczy.
Julka ma 100 procent racji. Nie poddawaj się humorom męża i pomagaj mamie. Rób wszystko, żeby było Wam obu lżej. A faceci.. no cóż... w większości przypadków zawodzą w takich chwilach. I pomyśl sobie... co by było gdybyś Ty poważnie się rozchorowała? Pewnie sytuacja by się powtórzyła. Ja również straciłabym zaufanie do takiego człowieka... W chwili obecnej skup się na mamie. Ale myślę, że zadra pozostanie.... Wiem z własnego doświadczenia. U mnie to ja byłam tym "słabym ogniwem". Ja chorowałam. Na szczęście nie na tą chorobą, ale też nie było lekko... Mąż również bardzo mnie zawiódł w tamtych chwilach i nie potrafię już mu ufać.