d35+ napisał/a:Jeśli, kogoś spotkasz, kto będzie chciał budować z tobą relacje, to w miarę szybko podziel się z tą osobą swoimi wnętrzem, emocjami, swoim bólem. Daj szansę tej osobie na podjęcie decyzji czy podoła udźwignąć tą relacje, bo zapewne nie będzie ona prosta... Jeśli ktoś nie będzie w stanie być przy Tobie, wspierać Cię... to lepiej aby ta relacja nie trwała długo... Bardzo często osoby, które doświadczały przemocy w swoim rodzinnym domu nie mówią o tym, nie dając szansy drugiej stronie na zrozumienie źródła pewnych zachowań.
Nie wiem... nie chcę ujść za ekshibicjonistkę, która od razu przytłacza ogromem informacji o sobie i to w sumie "nieciekawych"
Ale sama myślałam o tym, że to nie jest dobry pomysł trzymać to w tajemnicy, zdaję sobie z tego sprawę, że taka osoba w pewnym momencie może byc pogubiona i nie wiedzieć o co min chodzi....
pannapanna napisał/a:a PaniF - takich jak ty jest pół świata, też jestem dda, ddd, doświadczyąłm przemocy, ale nie leżę pół dnia i nie użalam się tylko zapierd****, żeby być samodzielna finansowo, żeby swojej przyszłej rodzine zapewnić lepszy start.
pewnie wygodnie ci nic nie robić i użalać się nad sobą, ale jeśli chcesz mieć lepsze życie, to zrób coś w jego kierunku. przeciwnie faktycznie- możesz leżeć sama w syfie do końca życia.
Nie jestem pewna, że jest pół świata... ja nie spotkałam drugiej takiej osoby, z podobnymi zachowaniami... (Np. jak zobaczyłam owego kolegę siedzącego na kanapie, gdzie ja zawsze siedzę przed zajęciami, to zwiałam... plus reakcje w stylu nie zbliżaj się do mnie, nie podchodź do mnie...)
Przykro mi, że odebrałaś mój post jako użalanie się nad sobą... Nie rozumiem skąd się wzięła taka interpretacja. Po prostu napisałam o sobie trochę informacji.
Mogę leżec w syfie... ale nie chcę. Jednak określone zachowania skądś sie biorą... Ludzie mają naturalnie zakodowane dążenie do rozwoju, a jeżeli nic z tym nie robią, znaczy to tylko, że coś jest "przyblokowane". Nie mam pracy, ale to nie znaczy, że nic nie robię... Nie podjęłam większych starań w kierunku pracy zawodowej, ale intensywnie pracuję nad sobą...
pannapanna napisał/a:d35 - to lepiej twoim sposobem pogrążajmy je w ich przeżyciach i osłabiajmy słabą psychikę... to co jej radzisz to najlepszy sposób nanieudane nieszczęśliwe smutne życie w samotności i chorobie. ona ma znaleźć mężczyznę a nie terapautę (którego jej serdecznie radzę) a więc robienie z siebie ofiary jej NIE POMOŻE.
Nie rozumiem dlaczego powiedzenie komuś o swoich problemach, czy wadach jest robieniem z siebie ofiary? Przecież to nie sprawi, że one znikną, będzie tylko cała kupa niedopowiedzeń i niewyjaśnionych sytuacji... Jak ludzie mają ze sobą żyć w ogóle się nie znajać?
Ale chyba zboczyliśmy z tematu...
Ja się po prostu boję sytuacji w stylu, że relacja się mocno zacieśni, będzie ok, może raz gorzej raz lepiej, ale będzie dobrze.... a potem to w jakiś sposób znowu mnie dopadnie...
Jestem osobą np. "wychowywaną" w śmietnikowym domu - objawia się to tym, że potrafię całkowicie nieświadomie zrobić bałagan w ciągu 1 sekundy...
i nawet po kliku dniach tego bałaganu nawet nie widzę... Największym problemem jest to, że boję się, że w pewnym momencie zrobie takie same "piekło" w własnym domu, takie jakie jakie miałam jako dziecko... np 5 lat po slubie, 10 lat po ślubie... boję się, że to mnie dopadnie, że nie ma przed tym ucieczki i mimo wszystko zrujnuję życie bliskich osób...