Hej,
ostatnio spotkałam się z dziwną sytuacją. Chciałabym ją opisać i nie wiem jak się do niej ustosunkować.
Widziałam się ze znajomymi z liceum. Od końca liceum minęło ok 6 lat. Byłam w specyficznej klasie męskiej, z męskimi żarcikami o pokroju seksualnym, ogólnie każda z nas - dziewczyn była traktowana jak facet. Wtedy jeszcze moja klasa była najlepsza w szkole chłopaki najlepsi z przedmiotów ścisłych ale byli głupi życiowo. Miałam w klasie spinę, że sobie nie poradzę. Zadawałam się ze straszymi rocznikami, w klasie maturalnej miałam kryzys, czułam się głupia przy nich i nie taka asertywna. No ale cóż poszłam na inne studia, mam inne życie. Zapomniałam o chamskiej atmosferze, może oni byli tylko pewni siebie, głupi i nie zdawali sobie sprawy, że swoim zachowaniem mogą kogoś urazić bądź obrazić?
Otóż spotkanie od razu dla mnie nie przebiegało ok. Nie widziałam się z kilkoma chłopakami jak mówiłam ok 6 lat i od razu zaczęły się żarciki i chamskie wypowiedzi tak jak wtedy w liceum. Obrazili mnie i poszłam aż jeden musiał mnie przepraszać. Chyba się zreflektował. Nigdy się nie obrażam, nei jestem osobą, która to robi. Zawsze na luzaku podchodzę do znajomości, trochę olewam, ale teraz nie mogłam. Po 6 latach mężczyzna jest taki sam towarzysko, życiowo. Nie wiem jak zawodowo nie wnikam.
Później wypytywanie mnie o sprawy osobiste, porównywanie życia erotycznego mojego z jakimiś innymi koleżankami ( wtf), ciągle mówienie o członkach, murzynach itp. Mnie to już drażni. Nie jestem osobą mega poważną, ale wydaje mi się, że jak się kogoś spotyka po 6 latach to może normalnie można pogadać a nie od razu na tematy seksualno erotyczno chamskie?
Czy ja jestem przewrażliwiona czy własnie tak jest teraz? Mam 25 lat i ogólnie nigdy nie byłam jakaś wulgarna, nie robiłam tzw 'drama' jeśli chodzi o towarzystwo. Zwykle byłam miła i ułożona- i nie miałam faceta
Ostatni kilka lat temu.
Zauważyłam, że ludzie są strasznie olewczy każdy robi swoje, nie angażuje się w znajomości tak jak np ja. Zwykle pamiętam o ludziach, pamiętam co oni zrobili, każde spotkanie, a wlasnie ludzie nie. I to mnie denerwuje.
Może mam jakąś wewnętrzną spinę, może mam jakieś dziwne poczucie, że powinnam być idealna, może nie powinnam się obrażać a wziąć na luz? Później kolega proponował mi r**anie ( nawet nie seks), myślałam, że na żarty to się smialismy a potem do mnie wydzwaniał......
Wiem, że ludzie są różni, mam swoją grupkę znajomych i zastanawiam się czy przypadkiem nie jestem jeszcze mało wyedukowana w sferze socjalnej. Zwykle robię to co do mnie należy, mam jakieś dziwne wpadki i momenty, ale nie jestem jakąś bad girl. Mam ciekawe życie dla mnie, ale może wlasnie brakuje u mnie 'pomyslu na zycie' żeby takie teksty braz na luz?
Myslicie, ze jestem przerwalziwiona czy wlasnie oni sa niedojrzali? Bo ja juz czasem mam do siebie obiekcje.
Ps moze ja jestem jakaś zyciowo niedoświadoczona i staroświecka. Nie przeklinam często, bo mi sie nie chce, nie pale i nie pije tyle ile kiedys- bo kiedys bylam gruba od alkoholu i od papierosów ( wzmożone łaknienie), nie tworze zadnego problemu. Może jestem po prostu nudna? Czasem zastanawiam sie czy nie mysle jak np moja matka czy babcia. Nie wiem jak one sie zachowywaly w ich wieku, nie wiem moze ja zyje w jakims swiecie bezpiecznym bez zadnych problemów a jestem odsunieta od tego prawdziwego życia pelnego brudu, krwi, przeklenstw i seksu? MOze jestem zbyt grzeczna? zastanawialam sie czy zawsze swiat byl taki seksualny erotyczny i chamski, kilkadziesiat lat temu, przed wojną, tylko gloryfikacja poprzednich pokolen to zweryfikowala. MOże ja jestem nieprzygotowana do życia?