netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

5 odpowiedzi3 008 wyświetleńzałożony przez ankazz, 27.04.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

Hej. Piszę tutaj, bo chciałabym przeczytać jakieś obiektywne opinie na temat tego, co dzieje się w moim związku. Nie do końca potrafię powiedzieć, czy to ja wydziwiam, czy rzeczywiście coś nie jest do końca w porządku.

Jesteśmy razem jakieś 4 lata i problemy o których będę pisać "występowały" od samego początku naszej znajomości, tyle, że, oczywiście, nie zwracałam na nie uwagi. Jedną sprawą jest to, że trudno mi złapać jakieś głębsze porozumienie z moim partnerem. Świetnie nam się rozmawia o drobiazgach, nie brakuje nam tematów, ale on, jeśli nie jest przyparty do muru nie poruszy żadnego tematu, który wychodzi poza samochody i standardowe "co będzie na obiad?". Nie rozmawiamy o przyszłości (kurczę, to jest coś, czym ja naprawdę chciałabym się cieszyć, planować... niby jak sama zacznę to cośtam powie, ale ile można kogoś zmuszać?), o problemach w związku (znowu - oprócz rozmów, które ja zaczynam). On nawet nie potrafi powiedzieć, że robi coś dla mnie (przecież pomyślę, że się chwali). Zrobił mi ostatnio mały, planowany wcześniej remont w mieszkaniu, kiedy mnie nie było jakiś czas. Dowiedziałam się o tym przyjeżdżając do domu i widząc, że nie ma ściany. I nadal żadnego "Zrobiłem Ci remont, cieszysz się?". Jak dostaję kwiatka to zazwyczaj nie do ręki, tylko stoi w wazonie, albo leży przed drzwiami. O tym, że chciałby w końcu, po dwuletnich chyba namowach, zamieszkać ze mną, dowiedziałam się, kiedy zaczęłam rozmowę o tym, że chciałabym, żeby więcej ze mną rozmawiał. "No, bo właśnie miałem Ci powiedzieć - w sumie to moglibyśmy zamieszkać razem. ALE jeszcze nie teraz.". Tyle. Od tego czasu minął chyba miesiąc i kwestia nie wypłynęła. Podejrzewam, że już się nie pojawi z jego strony. Ja naprawdę nie wiem, czy jestem kapryśna i wymagająca, czy rzeczywiście trudno się cieszyć z w ten sposób przedstawionej propozycji. Czasami mam wrażenie, że jeśli kiedyś będzie chciał mi się oświadczyć, to zaczeka aż sama o to zapytam, albo zostawi pierścionek pod drzwiami i będzie czekał aż sama się odezwę i odpowiem. Najlepiej mailem.

Tutaj zresztą dochodzimy do drugiej sprawy. Bo, o ile świetnie nam się razem spędza czas, mamy dużo zajęć, które wykonujemy razem, wyjeżdżamy gdzieś, wychodzimy, seks też jest dobry, to ja czuję jakiś taki straszny niedosyt. Bo to wszystko to są rzeczy, które nam obojgu sprawiają przyjemność i po prostu je robimy - to normalne. Więc może to banalne, ale ja potrzebuję być adorowana. Potrzebuję, żeby ktoś o mnie dbał, żeby ktoś zaplanował czasami coś tylko po to, żeby zrobić mi przyjemność. Kierując się zasadą, że mężczyzna jest prostym stworzeniem, poprosiłam go, żeby kiedyś może na przykład przygotował dla mnie kolację, jakoś zorganizował coś dla mnie, nie musi gotować, wystarczy, że coś zaplanuje. Oczywiście, pewnie, bardzo chętnie, w sumie to sam bym to zrobił, itd. Zrobił mi tę kolację. Ugotował nawet. Kiedy wracałam o 23 z podróży, bez żadnej zapowiedzi, dostałam talerz z makaronem na kanapę, bez żadnego komentarza, tyle tylko, ile mi nałożyć. A 10 minut później sprzątnęłam resztki do lodówki i umyłam naczynia. Mój wymarzony wieczór. Nie wiem, dla mnie to normalne, że jak ktoś wraca po całym dniu jazdy autem, po tygodniu nieobecności, do mieszkania z pustą lodówką, to mu się coś przygotowuje. Natomiast mojemu partnerowi nie przyszłoby to nawet do głowy. Z drugiej strony ja widzę, że on się stara. Na swój prosty, niewyszukany sposób. Mówi mi, że mu się podobam. Tyle zapamiętał z rozmów o docenianiu, żeby mówił, że mu się podobam. No i mówi. A mi już się nie chce słuchać tego wymuszonego, ustandaryzowanego komentarza.

Gwoli wyjaśnienia jeszcze. Po pierwsze - to jest dobry chłopak. Mogę na niego liczyć, jeśli coś się sypie i poproszę go wprost o pomoc, wtedy nie ma wymówek, nie ma sprawy. Zresztą nawet sam stara się być pomocny w takich codziennych sprawach jak jakaś naprawa w aucie itp (ale to też właśnie bez słowa komentarza, sama muszę zauważyć, że zrobił, bo nawet nie będę wiedzieć). Po drugie - ja z nim rozmawiam. Dużo. Wałkowaliśmy te wszystkie tematy nie raz i nie dwa. Zawsze (no, prawie) w spokojny sposób i możliwie bez pretensji. Zazwyczaj otrzymuję odpowiedź, że oczywiście, mam prawo się czuć niedoceniona, że on faktycznie jest nie w porządku, nie stara się dla mnie, sam też się źle z tym czuje. I na tym się kończy. Nie ma nawet żadnej deklaracji, że może postara się coś zmienić (chyba, że się o nią upomnę).

Początki związku były podobne, ale wiadomo -w ferworze hormonów człowiek sobie dopowiada co trzeba, żeby sobie wykreować w głowie związek o jakim marzy. Ale jak minie tych parę lat, to zaczyna się zastanawiać, czy to co on sobie dopowiada jest prawdziwe. Ja nadal wierzę, że jemu na mnie bardzo zależy, tylko nie potrafi tego okazać. Po zrobieniu tej kolacji cieszył się jak dziecko, jak mi smakowało. Wydaje mi się, że on emocjonalnie jest bardzo niedojrzały, nie ma empatii, nie myśli o tym co czują inni ludzie, a nawet jeśli się zastanawia to nie potrafi tego wyczuć. Ale to nie zmienia moich potrzeb, ja mogę sobie wmówić, że on przecież o mnie myśli, ale jak mnie najdą wątpliwości, czy to prawda, to już nikt mi na to nie odpowie. Czuję się niepewnie z kimś, kto ukrywa się za jakimś grubym murem, nie rozmawia ze mną o przyszłości, nie cieszy się nią, nie zabiega o mnie, nie rozmawia ze mną...

Szczerze mówiąc, po prostu nie wiem, co mam robić. Znalazłam osobę z którą naprawdę fajnie się dogaduję, spędzam czas, która mnie kocha i której na mnie zależy, tak naprawdę wiem o tym. Ale ostatnio, mimo tego wszystkiego, codzienność składa się z ciągów rozczarowań, że on tego, czy tamtego nie powiedział, czegośtam nie zrobił, o czymś nie pomyślał. Myślę, że doszłam już do tego miejsca, gdzie wiem, że to nie jest kwestia jego zaangażowania, tylko charakteru i w związku z tym, nie jest to rzecz, którą można zmienić. Ale może ja mogę jakoś nauczyć się to akceptować? Może po prostu mam za niskie poczucie własnej wartości i dlatego potrzebuję jego adoracji? Może muszę sama sobie ze sobą poradzić i wtedy będę też szczęśliwa w związku?

2

Odp: Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

Ty oczekujesz, żeby ci pisał sprawozdania na temat tego, co zrobił? Do czego ci jest potrzebne to, żeby on o tym mówił? Wybierz jedno: facet zrobił ci remont ALBO facet nie zrobił remontu, ale powiedział, że zrobi. Czyny są chyba ważniejsze niż słowa.

Chłop jest od robienia, a baba od gadania.

3

Odp: Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

Dobrze Cię rozumiem, ponieważ ja i mój luby mamy podobny problem i u nas również występował on od początku znajomości, więc podejrzewam, że to po prostu taka cecha charakteru. Niektórzy mężczyźni nie lubią rozmawiać o uczuciach, ponieważ nie operują słownikiem pojęć z zakresu emocji tak swobodnie, jak większość kobiet. Czują, ale nie umieją tego nazwać, określić, boją się, że zostaną źle zrozumiani lub powiedzą coś nie tak. Dla nich słowa generalnie nie mają aż tak wielkiego znaczenia jak czyny. I choć ja sama nie słyszę dzień w dzień, jaka jestem piękna, wspaniała i kochana, to mimo wszystko wyraźnie widzę, że lubemu na mnie zależy - zawsze jest przy mnie, kiedy go potrzebuję, nigdy nie zapomina o czymś, co mi obiecał, pomaga w naprawdę wielu kswetiach, wspiera. To również sprawa, że kiedy słyszę z jego ust: "Jesteś niesamowita" to od razu robi mi się na sercu sto razy cieplej, niż gdybym słyszała to codziennie. W swoim poprzednim związku miałam odwrotnie. Codziennie słyszałam magiczne "Kocham cię", że jestem jedyna, śliczna, wspaniała... ale za tymi słowami nie szły żadne konkretne czyny. Ciężko było mi zachęcić faceta do jakiejkolwiek pomocy w mieszkaniu, często nie mogłam na niego liczyć, musiałam się dopraszać o najdrobniejszą przysługę. Dla niego zawsze były ważniejsze gry i komputer. Dlatego nauczyłam się doceniać to, co mam teraz.

A próbowałaś szczerze porozmawiać z facetem o swoich oczekiwaniach? U nas to dało efekty.

4

Odp: Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

Chłop jest od robienia, a baba od gadania... no tak, to teraz już wiem dlaczego najszczęśliwsze są małżeństwa, w których facet pracuje 12h 7 dni w tygodniu i myśli, że jak kupi żonie auto to będzie szczęśliwa, a ona mu truje dupę, że on z nią nie rozmawia smile
Czyny są fajne, ale najwyraźniej kobieta jednak potrzebuje rozmowy, żeby zacieśnić z kimś relację, naprawa auta może nie wystarczyć.

5025 - Trochę podnosi na duchu to, co napisałaś. U nas są też inne sprawy w których nie wszystko się układa. Wiesz, skarpetki na środku mieszkania, notoryczne wpadanie bez zapowiedzi, czy wychodzenie z domu minutę po zjedzeniu obiadu czy seksie itp., nie wiem czy już za dużo się tego nie zbiera, niby mi to nie przeszkadza aż tak... Ale brakuje mi jakiejś takiej bliskości, budowania relacji, czuję, że się od niego oddalam i nic na to nie poradzę. Bo sama muszę tę bliskość budować. Może też przez to wypaliliśmy się trochę, kiedyś rzeczywiście zdarzało mi się usłyszeć coś w rodzaju tego "jesteś niesamowita", teraz już nie.

A jak funkcjonujecie, jeśli chodzi o planowanie wspólnej przyszłości i takie różne poważne decyzje? On się jakoś w to angażuje, wykazuje inicjatywę, czy też się boi i musisz sama ciągnąć wszystko do przodu?

Rozmawiałam z nim o tym nie raz, próbowałam tłumaczyć jak się czuję, próbowałam mówić wprost, co ma powiedzieć, czy zrobić. Każda taka rozmowa niezmiennie kończyła się przyznaniem mi racji, jakimiś dziwacznymi zazwyczaj wymówkami i zapomnieniem o sprawie. Teraz trochę wyluzowałam, ale sporo nocy przez to przepłakałam. Smutno mi, że muszę zaczynać "poważne rozmowy", żeby usłyszeć od chłopaka, że mnie kocha, czy, że mu zależy. Już chyba przestaję w to wierzyć, bo zawsze powiedziane jest pod jakimś naciskiem z mojej strony.

przeczytałam taki wątek... Nie mogę wkleić linka, chodzi o temat "Jak okazać swoje uczucie będąc nieśmiałym by nie było za pózno?". To mógłby napisać mój facet smile może to trochę lepiej nakreśli, jaki to typ, gdyby się ktoś jeszcze zastanawiał.

5 Ostatnio edytowany przez 5025 (2015-04-27 12:08:55)

Odp: Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

5025 - Trochę podnosi na duchu to, co napisałaś. U nas są też inne sprawy w których nie wszystko się układa. Wiesz, skarpetki na środku mieszkania, notoryczne wpadanie bez zapowiedzi, czy wychodzenie z domu minutę po zjedzeniu obiadu czy seksie itp., nie wiem czy już za dużo się tego nie zbiera, niby mi to nie przeszkadza aż tak... Ale brakuje mi jakiejś takiej bliskości, budowania relacji, czuję, że się od niego oddalam i nic na to nie poradzę. Bo sama muszę tę bliskość budować. Może też przez to wypaliliśmy się trochę, kiedyś rzeczywiście zdarzało mi się usłyszeć coś w rodzaju tego "jesteś niesamowita", teraz już nie.

To są pierdoły, których byś nie dostrzegała, gdyby Twoje potrzeby emocjonalne były spełniane.

A jak funkcjonujecie, jeśli chodzi o planowanie wspólnej przyszłości i takie różne poważne decyzje? On się jakoś w to angażuje, wykazuje inicjatywę, czy też się boi i musisz sama ciągnąć wszystko do przodu?

U nas planowanie przyszłości jest rozłożone jakoś po połowie, to jest ja podejmuję decyzje związane z domem i rodziną, a on z samym miejscem zamieszkania, ogólnymi planami itp. Czasami robi to nawet wbrew mojej woli, co nie do końca mi odpowiada.

Rozmawiałam z nim o tym nie raz, próbowałam tłumaczyć jak się czuję, próbowałam mówić wprost, co ma powiedzieć, czy zrobić. Każda taka rozmowa niezmiennie kończyła się przyznaniem mi racji, jakimiś dziwacznymi zazwyczaj wymówkami i zapomnieniem o sprawie. Teraz trochę wyluzowałam, ale sporo nocy przez to przepłakałam. Smutno mi, że muszę zaczynać "poważne rozmowy", żeby usłyszeć od chłopaka, że mnie kocha, czy, że mu zależy. Już chyba przestaję w to wierzyć, bo zawsze powiedziane jest pod jakimś naciskiem z mojej strony.

Raczej średnio wierzę w brak uczucia ze strony Twojego mężczyzny. Wydaje mi się, że jego potrzeby emocjonalne są po prostu mniejsze, niż Twoje. Spora część facetów nie odczuwa potrzeby spontanicznego przytulania się i szeptania sobie czułych słówek. Kochają, czują, ale nie mają aż takiej potrzeby czysto fizycznej bliskości.

6 Ostatnio edytowany przez Piciu (2015-04-27 17:36:04)

Odp: Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

"Spora część facetów nie odczuwa potrzeby spontanicznego przytulania się i szeptania sobie czułych słówek. Kochają, czują, ale nie mają aż takiej potrzeby czysto fizycznej bliskości."

Albo po prostu są nieśmiali jak ja np. No, ale oni już są ze sobą jakiś czas, więc to nie wchodzi w grę.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy z komunikacją i zaangażowaniem w związku

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026