Witam,
Od dluzszego czasu czytam forum i widze, ze jest tu sporo madrych osob, dlatego tez postanowilam opisac moja historie z prosba o opinie.
Moj zwiazek zaczal sie zakochaniem od pierwszego wejrzenia. Oboje jednak bylismy swiezo po przejsciach i dlugo nam zajelo przyznanie sie do swoich uczuc. Odleglosc rowniez spowalniala bieg zdarzen. Ale potem juz bylo bardzo intensywnie, motyle w brzuchu i plany na przyszlosc. Tym bardzij, ze przez jakis czas moglismy mieszkac razem. Kryzys pojawil sie po kilku miesiacach. Dostrzeglam, ze jego entuzjam zaczal spadac, wzrastalo natomiast zainteresowanie innymi kobietami.
Oczywiscie konfrontacja przyniosla odwrotny efekt: czepialam sie bez powodu. Jednak dalsza rozmowa zaowocowala potwierdzeniem z jego strony, ze juz nie czuje tej ekscytacji. Zalamalo mnie to zupelnie. Najpierw reakcja histeryczna, potem walka o nie poddawania sie i kolejna szanse dla nas.
Zgodzll sie. Odleglosc tym razem pomogla, motyle wrocily i znowu bylo super. Znow kilka miesiecy mieszkania i... znowu porazka. I kolejny raz ten sam scenarusz.
I znow entuzjam, chmara motyli w brzuchach, wielka radosc, bo oto moze sie wreszcie do mnie przeniesc. Pierwsze miesiace rewelacyjne. Potem zaczelo sie.
Chodzenie wszedzie z telefonem (lacznie z toaleta), usuwanie historii stron z internetu, ukrycie listy znajomych na Facebooku. Zaczelo sie wychodzenie z kolegami na cale piatkowe lub sobotnie noce. Kiedys przypadkowo telefon w jego kieszeni wybral moj numer, podczas rozmowy z nowo poznana dzewczyna w pubie. Innym razem natknelam sie na zdjecia jakiejs dziewczyny w komputerze. Nie ukrywam, zaczelam go sprawdzac. Potrzebowalam potwierdzenia, ze to nie jest moja chora wyobraznia. No i znalazlam. Wiele kontaktow z kobietami, oczywiscie wg niego byly to zwykle kolezanki z pracy lub dziewczyny jego kolegow. Czulam sie coraz bardziej upokorzona, ale nie potraflam tego przerwac.
Czara goryczy przelala sie, kiedy przypadkiem zapomnial sie i zadzwonil do mnie z telefonu, o ktorego istnieniu nie mialam pojecia. Dowiedzialam sie tez o jego licznych podrozach, ktore zatajal i innych licznych klamstwach.
Nie moglam uwerzyc, ze dopuscilam do tego, ja zawsze otoczona tlumem fanow, ambitna, z zaiteresowaniami, niezalezna kobieta.
To on podjal jednak decyzje o zerwaniu. A ja blagalam o danie nam szansy. Slabo mi sie robi nawet jak to pisze. Chcialam zrozumiec, wybaczyc, naprawic. Wiedzialam, ze mnie kocha wiec wydawalo mi sie, ze to jest wystarczajacy argument do walki. No i przekonalam go.
Coz, jezeli nie ma sie szacunku do siebie nie ma co oczekiwac tego od drugiej strony. Stal sie zimny i obojetny. A ja cierpialam, ale nie potrafilam tego przerwac.
W koncu on to zrobil. Plakalismy oboje i wyznawalismy sobie milosc na zawsze.
Potem spotykalismy sie czasem. Z tesknoty akceptowalam ten luzny seksualny uklad. Sama siebie probowalam przekowac, ze emocje juz mi przeszly, pozostala fizycznosc.
Ale w miedzyczasie postanowilam zmienic swoje zycie. Zmienilam prace. Przeprowadzilam sie. Nowe otoczenie, wyzwania obudzily mnie znow do zycia. Jednak przez te wszystkie juz lata codziennie ze soba rozmawialismy. Ewidentnie sie kochamy choc jest to trudna milosc.
Ostatnio przeszedl przez ciezka chorobe. Twierdzi, ze bardzo go to zmienilo.
Chyba nigdy nie otaczal mnie takim cieplem. Widze, ze bardzo zaluje przeszlosci, jednak wciaz nie udaje sie z nim na ten temat szczerze porozmiawiac, aby zamknac tamten rozdzial.
Bardzo chce byc ze mna juz na zawsze, zalozyc rodzine.
Ja niestety wciaz za nim szaleje, mimo cierpienia, ktore wciaz mam swiezo w pamieci.
Ostatnio mam coraz wiecej jednak watpliwosci, a obecny stresujacy etap zycia spowodowal stany depresyjne. On wyczul moj spadek entuzjazmu, zalamal sie i poprosil o brak kontaktu przez jakis czas. Po tej prosbie zablokowal mnie na wszystkich mozliwych srodkach komunikacji.
A mi oczywiscie zawalil sie swiat.
Czy to jest toksyczny uklad? Czy wierzycie w to, ze on faktycznie sie zmienil?
Bardzo dziekuje z gory za opinie.
Podobne tematy
Nie wiem ile macie lat, ani ile czasu byliście razem, ale moja opinia jest taka, że powinnaś zdecydowanie się oderwać od tej relacji. Z tego co piszesz jest to bardzo toksyczna relacja, w której facet Cię nie szanuje. Może robić co chce, bo wie, że i tak do niego ostatecznie wrócisz. Z tego co piszesz jesteś w nim ciągle zakochana, musisz się od tego uwolnić, bo im dalej w las tym bardziej będziesz cierpieć. Przecierp raz a dobrze, otrząśnij się z tego uczucia, przepłacz swoje, odetnij się i daj sobie szansę na kogoś innego.
Według mnie nawet jeśli on się zmienił, to i tak macie już tak nieciekawą historię, że nie wydaje mi się, że będzie z tego szczęśliwy związek i to Ty będziesz cierpieć, więc to Ty powinnaś zadbać o swoje dobro i spróbować się od tego związku oderwać.
Osobiście nie wierzę w takie nagłe przemiany, wcześniej czy później i tak zacznie się to samo. Owszem przez jakiś czas będzie się starał i będzie lepiej, będzie dobrze, ale później znów stare mechanizmy dadzą o sobie znać, znów się znudzi, znów mu czegoś będzie brakowało i pójdziesz w odstawkę. Z resztą masz już doświadczenie, to że co chwila się rozchodzicie i schodzicie i schemat się ciągle powtarza to nie jest przypadek.
Polecałbym zastanowić się dlaczego zależy Ci na takiej relacji i dlaczego nie szanujesz się na tyle, żeby tak dawać się traktować i dodam, że terapeuta może Ci zdecydowanie w tym rozmyślaniu pomóc.
Pozdrawiam Cię i życzę sił, bo jaką decyzję nie podejmiesz to i tak czeka Cię ciężka droga.
Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego chcesz się świadomie związać z kimś, kto tak wiele razy Cię okłamywał i zdradzał.
Dlaczego?
Dlaczego nie kochasz siebie?
LostIn czyżbyś spotkała mojego męża
Z tego opisu to on. Kochana, teraz na poważnie, u c i e k a j - jak najdalej i na zawsze. Nie wierz w żadne jego zapewnienia, że się zmienił itd. Takie typy się nie zmieniają, masz zresztą dowód w ostatnim czasie. Naprawdę mi cię żal, że ciągle tkwisz w tym bardzo chorym związku.Twój pan to taka męska cichodajka,tracisz tylko swój cenny czas i wykańczasz się psychicznie i dla kogo? Zerwij to jak najszybciej.
5 2015-04-14 16:41:26 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-04-14 16:47:20)
Nie dałaś sobie szansy na nowe życie po rozstaniu.
Deklaracje wiecznej miłości, jako gwarant utrzymania więzi między byłymi partnerami, kontakty seksualne, jakby nic się nie stało.
Na własne życzenie stałaś się pogotowiem seksualno-emocjonalnym gościa, który chciałby mieć wszystko, nie dając od siebie nic, poza chwilami bliskości fizycznej.
Czy on się zmienił? Wątpię.
Przecież on chyba nawet nie zrozumiał, że po przejściach, które Tobie zafundował, Twoje wycofanie nie powinno dziwić. Podobnie, jak brak zaufania. Widocznie nie zamierzał walczyć o Was, spodziewając się, że będziesz całować ziemię, po której stąpa, bo wrócił przecież.
Wykorzystaj zawieszenie(?) kontaktów i postaraj uwolnić od niego raz na zawsze.
To chyba najlepsze, co możesz zrobić, by nie popaść w głębsze stany depresyjne.
Przecież on chyba nawet nie zrozumiał, że po przejściach, które Tobie zafundował, Twoje wycofanie nie powinno dziwić. Podobnie, jak brak zaufania. Widocznie nie zamierzał walczyć o Was, spodziewając się, że będziesz całować ziemię, po której stąpa, bo wrócił przecież
Trafiłeś w samo sedno.
Do autorki- dużo nie będę dziś pisała, bo nie mam czasu ani nastroju- powiem tylko jedno. Tak, jest to toksyczna relacja, bez wątpienia tkwisz w toksyku.
Uciekaj z tego gówna, bo wykończysz się dziewczyno, bez sensu wbijesz się tylko w lata, naszarpiesz się namęczysz, a na koniec dostaniesz byle co w nagrodę.
Jutro więcej do Ciebie napiszę.
Zmądrzej w trybie pilnym.Dobranoc.
Nie rozumiem, dlaczego ciągle na nowo blagasz go o to, żeby zechciał być tak łaskawy i zdradzał Cię dalej.
Jesteś masochistka ?
Bardzo Wam dziekuje. Jednoznacznosc reakcji mowi wiele.
Nikt z moich przyjaciol nie zna tej historii od tej strony. Bylo mi wstyd, ze tak sama siebie upokorzylam. Bardzo mi pomagacie.
Mysle, ze na wlasne zyczenie daje soba manipulowac. On na kazda probe konfrontacji reaguje tak samo: zaprzecza wszystkiemu, robi sie smutny z powodu mojego ataku i ucieka w milczenie, co powoduje moje zastanowienie czy na prewno mam racje, byc moze przesadzam- zaczynam czuc sie winna i probuje nawiazac znow kontakt. Alez to brzmi...
Wspomnialam o jego problemach ze zdrowiem. Ma miec operacje wkrotce, potem mielismy zamieszkac razem. Mialam go wspierac, wiec moje poczucie winny siega zenitu. Wariactwo.
Bardzo Wam dziekuje. Jednoznacznosc reakcji mowi wiele.
Nikt z moich przyjaciol nie zna tej historii od tej strony. Bylo mi wstyd, ze tak sama siebie upokorzylam. Bardzo mi pomagacie.
Mysle, ze na wlasne zyczenie daje soba manipulowac. On na kazda probe konfrontacji reaguje tak samo: zaprzecza wszystkiemu, robi sie smutny z powodu mojego ataku i ucieka w milczenie, co powoduje moje zastanowienie czy na prewno mam racje, byc moze przesadzam- zaczynam czuc sie winna i probuje nawiazac znow kontakt. Alez to brzmi...
Wspomnialam o jego problemach ze zdrowiem. Ma miec operacje wkrotce, potem mielismy zamieszkac razem. Mialam go wspierac, wiec moje poczucie winny siega zenitu. Wariactwo.
Dobry wieczór:)
Absolutnie nie miej żadnych wyrzutów sumienia! Mam nadzieję, że On nie będzie wywierał na Ciebie nacisku ani tym bardziej potęgował u Ciebie poczucia winy.
Jasne, że szkoda, że jest chory, ale z Twojej strony nie może być ani grama poczucia winy, że nie ma Cię przy Nim podczas choroby. To On tak zdecydował, nie Ty.
Odetnij się od Niego raz na zawsze!
Możesz go wspierać nie mieszkając z nim, to po pierwsze.
Po drugie, manipulacja, wzbudzanie poczucia winy, udawany smutek i manifestowanie jak to on bardzo czuje się skrzywdzony Twoimi pytaniami .... to są klasyczne, tanie chwyty, stereotypowe aż do wyrzygu.
Ale dopóki widzi, że to na Ciebie działa, to będzie to stosował.
To taka zasłona dymna, dzięki której tracisz z oczu FAKTY.
Bralam pod uwage, ze ktos stwierdzi, ze moze przesadzalam. Moze to wszystko bylo nakrecane przez moja podejrzliwosc. Moze to go przytlaczalo.
Coz, nikt nie doszedl do takiego wniosku. Daje to do myslenia, ze jego manipulacja i wizerunek "biednego misia" powodowal, ze zaczynalam czuc sie jak szukajaca dziury w calym paranoiczka.
IsaBella77,
zgadza sie, do wyrzygu:(
"Nie rozumiem, dlaczego ciągle na nowo blagasz go o to, żeby zechciał być tak łaskawy i zdradzał Cię dalej."
Dosadnie to ujelas, zimny prysznic, ktorego potrzebuje. Dziekuje.
Krejzolka82, julkaxx, Kobietka85, Łysy Rumcajs, Excop, naiwna ja,
bardzo Wam dziekuje. Czytam Wasze komentarze juz nie wiem ktory raz, niczym mantre.
Naprawde w to wdepnelam. Pewnie dlatego, ze nigdy z nikim nie bylam tak szczesliwa jak z nim, kiedy bylo dobrze, a bylam w kilku zwiazkach (oboje mamy po 38 lat, nasza historia toczy sie od 5 lat). Od poczatku czulam, ze to jest mezczyzna mojego zycia. Ironia, ze ja, racjonalistka, dalam sie poniesc naiwnym uczuciom, ktore pozbawily mnie poczucia godnosci.
Tez Wam sie to kiedys zdarzylo? naiwna ja, jak to bylo w Twoim przypadku?
12 2015-04-15 05:56:45 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-04-15 05:57:13)
Nie dałaś sobie szansy na nowe życie po rozstaniu.
Deklaracje wiecznej miłości, jako gwarant utrzymania więzi między byłymi partnerami, kontakty seksualne, jakby nic się nie stało.
Na własne życzenie stałaś się pogotowiem seksualno-emocjonalnym gościa, który chciałby mieć wszystko, nie dając od siebie nic, poza chwilami bliskości fizycznej.
Czy on się zmienił? Wątpię.
Przecież on chyba nawet nie zrozumiał, że po przejściach, które Tobie zafundował, Twoje wycofanie nie powinno dziwić. Podobnie, jak brak zaufania. Widocznie nie zamierzał walczyć o Was, spodziewając się, że będziesz całować ziemię, po której stąpa, bo wrócił przecież.Wykorzystaj zawieszenie(?) kontaktów i postaraj uwolnić od niego raz na zawsze.
To chyba najlepsze, co możesz zrobić, by nie popaść w głębsze stany depresyjne.
Excop jak zwykle wielki szacun
dla Ciebie.
Obserwuję Ciebie od dawna i przyznam, że Twoje posty są bardzo mądre i wnoszą wiele dobrego.
Znam Twoją historię, wiem co przeszedłeś w życiu, no może tylko wiem, bo ja tego nie przeżyłem.
Ale kibicuję Tobie a Twoje posty czytam wręcz zachłannie.
Mamy trochę wspólnego
.
Aczkolwiek przyznam szczerze, że Ty jesteś bardziej rozsądny ode mnie.
Ja jestem raptus i choleryk.
Ty natomiast według mnie jesteś ostoją spokoju.
Pozdrawiam
13 2015-04-15 06:16:49 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-04-15 06:19:51)
Naprawde w to wdepnelam. Pewnie dlatego, ze nigdy z nikim nie bylam tak szczesliwa jak z nim, kiedy bylo dobrze, a bylam w kilku zwiazkach (oboje mamy po 38 lat, nasza historia toczy sie od 5 lat). Od poczatku czulam, ze to jest mezczyzna mojego zycia. Ironia, ze ja, racjonalistka, dalam sie poniesc naiwnym uczuciom, ktore pozbawily mnie poczucia godnosci.
Tez Wam sie to kiedys zdarzylo? naiwna ja, jak to bylo w Twoim przypadku?
LostIn to nie jest ironia.
Zakochałaś się ( i wcale mnie to nie dziwi) każdy chce kochać i być kochany.
Czy Twoje uczucia były naiwne
NIE, bo Twoje uczucia były szczere aż do bólu.
Obdarzyłaś miłościa kogoś kto na to nie zasługiwał, kto Ciebie wykorzystywał do cna.
Wiesz, ja jestem po ślubie już 38 lat a razem jesteśmy 44 lata i jestem o swoją żonę cholernie zazdrosny.
Czasami mi mówi, że ją duszę, że jest jej źle..
Tylko co mam zrobić, że tak ją kocham
.
Wierz mi, że kocham ją taką samą miłością jak 44 lat temu.
Walczę ze swoją zazdroscią ( wiem, że ma swoje lata i nie pięknieje, ale dla mnie to ona jest cały czas tak samo urocza i najpiękniejsza na Świecie), ale cały czas jej tłumaczę, że jak facet nie kocha swojej kobiety to nie jest zazdrosny o nią.
Ty natomiast dziewczyno ulokowałaś swoje uczucia nie w tym kim trzeba.
Przemyśl to.
Jak się kocha to się kocha, a miłość nie zna granic.
Natomiast zadaję sobie pytanie czy on zasługuję na Ciebie - biedny misio .
Moje zdanie jest jedno on na Ciebie nie zasługuje
LostIn, no cóż mogę powiedzieć ponadto, że dałam się nabrać własnemu mężowi, stąd mój nick
Nasze historie są podobne i może nawet my jesteśmy podobne
Zaczęło się tak, że poznałam cudownego faceta,dobrego, czułego, który traktował mnie jak księżniczkę.Zakochany po uszy. Wszystkie koleżanki mi go zazdrościły, moja "niby przyjaciółka"usiłowała nawet odbić, ale gdzie tam, to ja byłam dla niego gwiazdą na niebie
Przeżywaliśmy cudowne chwile, z nikim nie byłam tak cudownie szczęśliwa. Pobraliśmy się i byliśmy szczęśliwi przez - 4 lata
A potem mój pan się zakochał...w innej, do tego w pani z półświatka.I tak już zostało, on coraz zakochiwał się i odkochiwał w kolejnych paniach,i zachowywał się dokładnie tak jak opisałaś.A ja prosiłam,odchodziłam, wracałam i tak w kółko.Karuzela nie życie.I ciągle kochałam i wspominałam tamte dobre chwile.Nie wierzyłam, że ktoś może być tak dwutwarzowy. Bo on taki jest, w ciągu jednego dnia z fajnego gościa potrafi przeobrazić się w nieczułego potwora.A gdy chciałam przerwać tę toksykę, to wtedy raptem dowiadywałam się, że jest chory, że podejrzenie nowotworu itp
I tak zmarnowałam mnóstwo lat , teraz jestem wrakiem,nawet nie myślę o ponownym ułożeniu sobie życia z kimkolwiek, bo nigdy w życiu nie potrafiłabym nikomu zaufać.Naprawdę taki gość to hiena, pasożyt wysysający czyjeś uczucia, chyba nawet potrzebne mu to do życia, bo umożliwia mu pompowanie swojego ego.Choćby inna pani go pogoniła, to z braku laku zawsze ma w zanadrzu tę głupią, kochającą mimo wszystko i wybaczającą nawet najgorsze goowno, w jakie wsadził oboje.Oboje, bo on wciąga cię w to bagno, czy chcesz czy nie. I ty tam tkwisz z uporem maniaka
.Naprawdę szkoda czasu, szkoda zdrowia, ja wpadłam w ciężką depresję,straciłam pracę,znajomych,teraz usiłuję odzyskać spokój. Cieszę się, że w końcu wyszłam z tego bagna, przejrzałam na oczy i odesłałam go do tych jego pań,skoro nie potrafi bez nich żyć.Teraz usiłuje wrócić do mnie, a przynajmniej naprawić jakoś nasze relacje, ale wiesz na co natrafia - na mur totalnej obojętności i tumiwisizmu z mojej strony.Nie ma powrotu.Uciekaj , to jedyne wyjście.Narażasz się również na podłapanie jakiejś choroby wenerycznej , tak, że po prostu narażasz swoje zdrowie, nie tylko psychiczne.Życzę ci powodzenia i spotkania prawdziwego mężczyzny w swoim życiu.
Chciałam jeszcze dodać, że mnie ludzie na tym forum też dodają sił i wiele wypowiedzi wyjaśnia mi moje własne wątpliwości.Czytam więc chętnie,a czasem się odezwę, jeśli choć jednej osobie uda mi się pomóc, to bardzo się cieszę. To strasznie przykre, że tylu porządnych ludzi jest narażonych na kontakty z typami nie nadającymi się do życia z kimkolwiek i widzę na forum, że nie tylko kobiety spotykają się z toksycznymi związkami. Jeszcze jedno, jeśli zdecydujesz się na przerwanie tego nieszczęsnego związku, to przygotuj się, że będziesz cierpieć przez pewien czas, dopóki nie zrozumiesz w pełni, jak cudownie jest pozbyć się bolącego wrzodu na doopie, bo taki partner czymś takim jest. Ale decyzja należy oczywiście tylko do ciebie i to twoje życie.
Bardzo Wam dziekuje. Jednoznacznosc reakcji mowi wiele.
Nikt z moich przyjaciol nie zna tej historii od tej strony. Bylo mi wstyd, ze tak sama siebie upokorzylam. Bardzo mi pomagacie.
Mysle, ze na wlasne zyczenie daje soba manipulowac. On na kazda probe konfrontacji reaguje tak samo: zaprzecza wszystkiemu, robi sie smutny z powodu mojego ataku i ucieka w milczenie, co powoduje moje zastanowienie czy na prewno mam racje, byc moze przesadzam- zaczynam czuc sie winna i probuje nawiazac znow kontakt. Alez to brzmi...
Wspomnialam o jego problemach ze zdrowiem. Ma miec operacje wkrotce, potem mielismy zamieszkac razem. Mialam go wspierac, wiec moje poczucie winny siega zenitu. Wariactwo.
Stosuje wobec ciebie szantaż emocjonalny
To bardzo sprytna technika by tak odwrócić sytuację byś to ty wzięła na siebie winę za te nieprawidłowe relacje. Ty musisz zacząć sama ufać sobie. Nauczyć się rozpoznawać swoje uczucia. Wiesz skąd chaos?? Widzisz jakąś nieprawidłowość i zaczynasz łączyć się z uczuciem, potem jego manipulacja wprowadza cię w stan niepewnosci co do własnych uczuć. Jesli nie ufasz swoim emocjom to z tego rodzi się tzw "kociokwik" w głowie.
Bardzo Wam dziekuje. Jednoznacznosc reakcji mowi wiele.
Nikt z moich przyjaciol nie zna tej historii od tej strony. Bylo mi wstyd, ze tak sama siebie upokorzylam. Bardzo mi pomagacie.
Mysle, ze na wlasne zyczenie daje soba manipulowac. On na kazda probe konfrontacji reaguje tak samo: zaprzecza wszystkiemu, robi sie smutny z powodu mojego ataku i ucieka w milczenie, co powoduje moje zastanowienie czy na prewno mam racje, byc moze przesadzam- zaczynam czuc sie winna i probuje nawiazac znow kontakt. Alez to brzmi...
Wspomnialam o jego problemach ze zdrowiem. Ma miec operacje wkrotce, potem mielismy zamieszkac razem. Mialam go wspierac, wiec moje poczucie winny siega zenitu. Wariactwo.
Zgadzam się, że to próba manipulacji, ciekawe czy świadoma - poprzez aktorzenie: robienie z siebie smutnego, biednego, chorego szczeniaczka - a Ty dbaj o mnie, jak możesz mnie zostawić w takim momencie, jak możesz być dla mnie taka niedobra, co z Tobą nie tak. Jeśli świadoma i zagrana, to ... szkoda słów, ale szybko wciskaj przycisk katapultacji. Z tego co pisałaś wcześniej mam pewne podejrzenia, że może to być człowiek, który stosuje takie zimne manipulacje. Jeśli miał takie wyuczone sprytne zagrywki na ukrywanie swoich romansów, ukryte telefony, kłamstwa w żywe oczy - wygląda to na wyrachowany typ, który zawsze musi kontrolować sytuacje i wie jak to zrobić. To musi być straszne kochać taką osobę i szczerze Ci współczuje. Szlag by to trafił, że miłość jest ślepa, ale czasem musimy być mądrzejsi. Zdecydowanie polecam kupno jakiejś książki o toksycznych relacjach - podobno dobra jest "Toksyczni mężczyźni" Lillian Glass, myślę, że możesz wiele się z niej dowiedzieć, dużo zrozumieć i znaleźć siłę, jak się z tego wykaraskać - bo nie będzie to łatwe. Myślę, że możesz też zastanowić się nad pomocą psychoterapeuty, bo samemu przez to przechodzić jest trudno.
Walczę ze swoją zazdroscią ( wiem, że ma swoje lata i nie pięknieje, ale dla mnie to ona jest cały czas tak samo urocza i najpiękniejsza na Świecie), ale cały czas jej tłumaczę, że jak facet nie kocha swojej kobiety to nie jest zazdrosny o nią.
Ciekawi mnie to zdanie, które napisałeś. Ja byłem ze swoją ex 9 lat, momentów zazdrości w ciągu związku prawie, że nie pamiętam (jakieś pojedyncze epizody na początku związku, o których porozmawialiśmy i które wyjaśniliśmy, że nie mam o co się martwić). Wręcz zastanawiałem się, czy ze mną wszystko jest w porządku. Po prostu tak bezgranicznie ufałem, że nie miałem powodów do bycia zazdrosnym. Później co prawda przejechałem się na tym, bo mnie zdradziła. Ekstremalnie zazdrosny zacząłem być dopiero gdy się rozstawaliśmy, gdy czułem, że tracę. Dla mnie wniosek był taki, że zazdrość bierze się z poczucia bezpieczeństwa. Ja ufałem bezgranicznie, więc nie miałem powodów do zazdrości, jak bezpieczeństwo upadło - zazdrość wręcz wykipiała. Może dlatego mówi się, że mały element zazdrości jest jednak potrzebny w związku - może właśnie dlatego, że nie można nikomu bezgranicznie ufać, bo ludzie to tylko ludzie i każdy może popełnić błędy, a ci najbliżsi jednak też potrafią ranić.
naiwna ja, ciesze sie, ze nastapil u Ciebie happy end, ze mimo jego staran i prob powrotu, jestes juz na tyle silna, zeby pokazac mu srodkowy palec. Mam nadzieje, ze ja tez do tego dojrzeje.
Wierze, ze jestem na dobrej drodze. Pisanie tu bardzo oczyszcza umysl, pozwala zobaczyc calosc z dystansu i oczami innych. Jak na razie czuje sie tak jak wyobrazam sobie pierwsze dni narkomana, ktory probuje wyjsc na prosta.
Naiwna ja, ja tez nie potrafie sobie wyobrazic, ze bede mogla stworzyc normalny zwiazak, bede wiecznie miala oczy dookola glowy i paranoje, probujac przewdziec potencjalne zainteresowanie innymi kobietami. Nie ma szans na zaufanie.
Lexpar, to zupelnie inny rodzaj zazdrosci. Ciesze sie, ze znalazles osobe, ktora z taka sila kochasz wciaz po tylu latach. Twoja zazdrosc moze nieco ja przytlacza, ale pewnie rowniez w jakims stopniu cieszy, ze mimo uplywu czasu, jest dla Ciebie tak atrakcyjna fizycznie. U mnie zazdrosc jest wyniszczajaca i pewnie lepiej bedzie pozostac sama niz ranic siebie i kogos wecznym stresem.
Ptak bez glowy, wierze, ze jego manipulacje nie sa wyrachowane. Za wiele popelnia bledow i niekonsekwencji i umiejetnosci aktorskie tez nie te. Co nie zmienia faktu, ze nawet jezeli robi to nieswiadomie, wine za to ponosze ja sama - sama go tego nauczylam wiecznym uleganiem:(
LostIn, są ludzie, którzy nie dorastają. Ty na takiego trafiłaś. On nie umie stworzyć dojrzałego, zdrowego związku. Po prostu w jego światopoglądzie nie ma empatii, nie ma troski o drugiego człowieka i śladu odpowiedzialności za swoje czyny. Liczy się tylko on i on. To, czego on w danej chwili chce. Chciał Ciebie - dostał, uznał, że chce nowych wrażeń - dostał. Uznał, że chce coś nazywać miłością bez zaangażowania z jego strony - też dostał. Powie, że zmądrzał (ba, może on nawet teraz tak myśli - w biedzie) - Ty, niczym bezwarunkowo kochająca mamusia - wybaczysz wszystko. Bo on TERAZ chce tworzyć związek.
Niestety, marne te jego obietnice. Nie łudź się, że facet z mentalnością chłopczyka będzie pamiętał o swoich obietnicach kiedy wyzdrowieje. Nie łudź się, że poczuje więź z Tobą za towarzyszenie mu w trudnych chwilach. To nie ten typ, wielokrotnie dowiódł, że jego słowa nie mają żadnego znaczenia. Teraz potrzebuje stabilizacji, więc jej szuka. Jak wróci do zdrowia - zapewne zmienią mu się potrzeby. Tym bardziej, że przyzwyczaiłaś go do tego, że zawsze może wrócić. Owszem, powrót wiąże się z koniecznością pojęczenia, popłakania, poudawania skruchy - ale zawsze kończy się sukcesem. To działo się tyle razy, że dla niego oczywistością jest (zapewne nieświadomą), że za każdym razem będzie tak samo.
Ty również masz wypaczone pojęcie miłości. To takie romantyczne - dwie potłuczone dusze po przejściach się spotkały. To takie romantyczne - nazywać coś "trudną miłością" i w tym tkwić na przekór wszystkiemu... Takie związki zapewniają maksymalną dawkę emocji. A głupi ludzki mózg nie rozróżnia czy są to emocje dobre, czy złe i się od nich uzależnia. Zwykły, spokojny związek wydaje się wtedy nudny i...pozbawiony emocji. Bo jak nie ma huśtawki to nie ma miłości?
Vinnga,
zgadza sie, wypaczone i zdefiniowane na poziomie dziecinstwa w patologicznej, niestety, choc na pozor normalnej rodzinie.
Kiedy moj ojciec mnie bil, praktycznie zaraz po, bral mnie na kolana i przytulal, jak gdyby nigdy nic.
Trzeslam sie tylko i plakalam, balam sie jak cholera zareagowac inaczej.
Wydawalo mi sie, ze wyroslam ponad ten wzorzec. Mialam kilka powaznych zwiazkow przed tym ostatnim. Moi partnerzy byli w porzadku, milosc nie byla toksyczna tylko oparta na obustronnym szacunku. No coz, wydawalo mi sie.
Swoja droga niesamowite jak bardzo taka relacja przypomina fizyczne uzaleznienie. Dokladnie jak pokazane na tym video:
crazynauka.pl/trudno-uwierzyc-ile-emocji-wywoluje-ten-prosty-film-o-mechanizmie-uzaleznienia
Ja napiszę Ci tak- pytasz czy jest szansa na to, że ten człowiek się zmienił.
Uważam, że jest na to szansa i ja uważam, że na ten moment ten facet rzeczywiście może czuć coś na kształt ekspiacji i w związku z tym, jemu wydawać się może, że dojrzał do normalnego, zdrowego i poważnego związku. Dzieje się tak, ponieważ on rozchorował się i chociaz nie wiem, jakie choróbsko zwaliło z nóg tego hulakę, jednak domyślam się, że to może jest coś poważnego. Może więc on trzęsie teraz dupą ze strachu i dlatego przeżył jakiś psychiczny wstrząs.
Przez lata miał się ten buhaj za niezniszczalnego i może wyobrażał sobie, że choroby przytrafiają się tylko innym?
On o swoją dupę za bardzo się nie bał, bo sporo rzeczy dostawał od życia ot tak, po prostu, bez wysiłku, było mu dane niemalże z urzędu, nawet nie zdążył jeszcze zamarzyć o czymś, a juz to miał. Nic mu nie dolegało, jako tako mu się wiodło, kobitki miał na wyciągnięcie ręki, na dodatek one zakochiwały się w nim, wacek działał bez zarzutu, więc czym niby on miał się martwić?
Teraz strach zajrzał mu w oczy i nagle dotarło do niego, że tak, jak inni ludzie mają poważne troski i zmarwienia, tak samo i on nie ma kwitka na wieczną młodość, na sukces i na wieczne zdrowie.
Mógł więc rzeczywiście nabrać jakiejś chwilowej pokory wobec życia i coś tam we łbie mu piknęło.
Z tego wszystkiego on aż Ciebie wreszcie zauważył i docenił. Wcześniej traktował Cię, jak gorszy gatunek kobiety i nie doceniał Twojej troski i starania. Uważał pewnie, że Twoje względy należą mu się, jak psu buda, bo on przecież jest taki cudowny, wspaniały i doskonały. może nawet uważał, że to on robi Tobie zaszczyt, że w ogóle spotyka się z Tobą. Facet ten dostał więc teraz od życia po dupie i przeżywa ekspiację.
W tym zakresie ja jestem w stanie uwierzyć w to, że on się zmienił. Nie wiadomo, jak będzie dalej z jego zdrowiem, na ile on wyzdrowieje i z powrotem będzie sprawny, jak kiedyś, ale póki co, on jest przed operacją i trzęsie dupą. On doskonale wie o tym, że Ty bardzo go kochasz i on, wysoko ciebie ceni, jako człowieka, wie że jesteś osoba solidną i godną zaufania- dlatego właśnie nagle przypomniał sobie o Tobie.
Znamienne jest, że jakoś nie zastartował w tej swojej wielkiej bidzie do żadnej z tych kobiet, z którymi Cię zdradzał- uderzył prosto do Ciebie, czyli, w jego mniemaniu, do swojej nad wyraz cierpliwej mamuśki, która szeroko otworzy ramiona dla biednego chłopca i otoczy go swoją opieką. Bo jakżeż mogłoby być inaczej? Ty nauczyłaś go przecież, że bez względu na to, co on Tobie by nie zrobił, to przeciez zawsze go przyjmiesz. Kto potrafi tak kochać? No wiadomo- tak kochać potrafi tylko matka.
Niestety facet ten w swojej tępocie emocjonalnej, otoczony licznymi kochankami, wielkim powodzeniem, nie zauważył, że Ty może przez ten czas mogłaś nabrać już obrzydzenia do jego cudownej osoby. Wystąpiło zmęczenie materiału i jak przystało na osobę myslącą w końcu coś do Ciebie zaczęło docierać. Zaczęłaś więc temu cudownemu mężczyźnie rzucać zadkiem, bo nagle wyartykułowałaś, że się boisz, że Ty nie wiesz, że nie ufasz, że nie wiesz, jak to będzie itd. Dążyłaś zapewne do jakiejś konstruktywnej rozmowy albo nawet zamarzyły Ci się liczne rozmowy (cudowna jest ta Twoja naiwność- śmieję się teraz, rzecz jasna), która coś wniosłaby w Twój stan świadomości, szukałaś jakiegos punktu zaczepienia, od którego w ogóle mogłabyś zacząć cokolwiek z tym istnym cudem.
Jednak trafiłaś na mur, bo jak to możliwe? Taka niewolnica, taka oddana mu kobitka, która własną nerkę bez wahania by oddała dla ratowania tego wspaniałego mężczyzny, ona nagle zaczyna mieć jakieś wątpliwości? Cóż to się dzieje do cholery? Czy to jakaś seria złych doświadczeń, jakie nagle spadają na łeb cudownego faceta?To jakieś fatum jest? Co się dzieje, że wszystkie rzeczy, które do tej pory były takie pewne, nagle rozpadają się, jak domek z kart?
Nagle chłop ten poczuł się więc wielce niesprawiedliwie potraktowany przez los, bo i choroba mu się przytrafiła i jedyna pewna kobieta zaczyna kręcić nosem?
Nie za dużo tych kłód pod nogami?
Wziął się więc buc i naduł z tego wszystkiego. Wykrzywił gębę w podkówkę i zrobił żałosną minę. Czym sobie zasłużyłem na tak okrutne rzeczy, które mnie teraz spotykają? Czyż nie jestem wspaniały, cudowny i doskonały? Jak to możliwe, że ona, takie niec, taka ciućma zaczyna dyktować mi warunki?
Moja droga- wybij sobie z głowy tego pana, bo, jak widzisz, on w swoim rozwoju nawet nie drgnął. Przestraszył się przez chwilę i dlatego sobie Ciebie wziął, ale skoro Ty rzucasz zadkiem i śmiesz wątpić w jego cudowną osobę, to on pokaże Ci, gdzie raki zimują.
Poszedł więc naduty pan i obnosi się teraz z wielce obrażoną miną. Pewnie oczekuje, że Ty, jak zwykle, zaczniesz teraz o niego zabiegać. Może on nawet jest tego pewny? Ja wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tak było. Siedzi teraz i kombinuje swoim zaburzonym umysłem, jak by tu Tobie dowalić, żebyś wreszcie zmądrzała i nauczyła się go doceniać oraz szanować fakt, że on Ciebie chce.
Tyle jest warta jego zmiana i on tobie to udowodnił.
Ja się więc Ciebie pytam- jak długo jeszcze masz zamiar wodzić się komuś takiemu za nos? Co jeszcze ten człowiek powinien zrobić, żeby dotarło do Ciebie, że naprawdę zadajesz się z byle gównem, a nie z poważnym człowiekiem, który nadawałby się do życia? On zdradzał Cię, okłamywał, robił z twojego życia szopkę, kpił w żywe oczy z Twoich uczuć i miał za nic to, co Ty czujesz, jak bardzo przeżywasz te wasze liczne rozstania, że tracisz swój czas i wbijasz się w lata- to ja się Ciebie pytam- czego Ty jeszcze spodziewasz się po tym człowieku? Czy mozliwe jest, żebyś dalej oczekiwała czegoś dobrego ze strony tego szanownego pana? Czy uważasz, że on jest Twoim przyjacielem?
Co jest z Tobą nie tak, że dalej chciałbyś poświęcać swoje zdrowie i swój drogocenny czas na kogoś takiego?
Ludzie raczej uciekają od fałszywych przyjaciół- Ty wprost przeciwnie- czujesz pociąg do takich chorych znajomości.
Odetnij się od tego człowieka raz na zawsze- oddaj go innym kobietom i zrób to bez żalu. On, jeśli wyzdrowieje i stanie na nogi, i tak Ciebie zostawi dla kolejnej, według jego kryteriów, lepszej do Ciebie i doskonalszej gwiazdy.
Ty jesteś dobra, gdy jemu bida zagląda w ślepia.
Jednak, gdy on czuje się panem świata, Ty jesteś dla niego za cienkim bolkiem, za wysokie progi na Twoje nogi- wtedy inne są lepsze i warte tego, by rozwalić to, co niby go z Tobą łączy.
Niech jego postępowanie daje Ci mocno do myślenia. Czy uważasz, że coś takiego mozna określić miłością?
Napisałaś, ze to, co Was łączy to miłość, tyle tylko, że jest to miłość trudna.
Zadziwiające jest to, jak mądra i inteligentna kobieta, świetnie radząca sobie w różnych aspektach zycia, potrafi dać się otumanić jakiemuś zaburzonemu i zdemoralizowanemu gostkowi i jest w stanie uwierzyć w istne cuda na kiju.
Zakończ tę zanjomość, bo niczego dobrego Ty od tego człowieka nie dostaniesz, nie dostałaś, nie dostajesz i nie dostaniesz ani jutro, ani za rok, ani nawet za dekadę.
Życzę Ci, byś pozbierała się, jak najszybciej. Zacznij chodzić na terapię i pracuj nad sobą, bo skoro Ty tkwisz w takiej chorej realcji i to od lat, to ewidentnie masz ze sobą wielki problem. Żadna zdrowa na umyśle kobieta w życiu nie zgodziłaby się na tego rodzaju układ.
Ty sama wiesz o tym doskonale, że to, w czym tkwisz jest nienormalne i dlatego nie opowiadałaś nikomu z grona swoich znajomych otym, co dzieje się w Twoim zyciu- zwyczajnie, wstydziłaś się tego wszystkiego (bardzo zdrowa reakcja- to rzeczywiście nie jest powód do dumy)- w takim razie podejmij konkretną decyzję, nie patrz na jego chorobę, bo gdyby sytuacja była odwrotna, to on na pewno by Ciebie nie wspierał i jak normalny i zdrowy na głowę człowiek wypisz się raz na zawsze z tego szujowatego układu. Niech on idzie do innej.
Taka jest moja rada.
Powodzenia.
22 2015-04-15 17:28:24 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-04-15 17:32:19)
Ja napiszę Ci tak- pytasz czy jest szansa na to, że ten człowiek się zmienił.
Uważam, że jest na to szansa i ja uważam, że na ten moment ten facet rzeczywiście może czuć coś na kształt ekspiacji i w związku z tym, jemu wydawać się może, że dojrzał do normalnego, zdrowego i poważnego związku. Dzieje się tak, ponieważ on rozchorował się i chociaz nie wiem, jakie choróbsko zwaliło z nóg tego hulakę, jednak domyślam się, że to może jest coś poważnego. Może więc on trzęsie teraz dupą ze strachu i dlatego przeżył jakiś psychiczny wstrząs.
Przez lata miał się ten buhaj za niezniszczalnego i może wyobrażał sobie, że choroby przytrafiają się tylko innym?
On o swoją dupę za bardzo się nie bał, bo sporo rzeczy dostawał od życia ot tak, po prostu, bez wysiłku, było mu dane niemalże z urzędu, nawet nie zdążył jeszcze zamarzyć o czymś, a juz to miał. Nic mu nie dolegało, jako tako mu się wiodło, kobitki miał na wyciągnięcie ręki, na dodatek one zakochiwały się w nim, wacek działał bez zarzutu, więc czym niby on miał się martwić?
Teraz strach zajrzał mu w oczy i nagle dotarło do niego, że tak, jak inni ludzie mają poważne troski i zmarwienia, tak samo i on nie ma kwitka na wieczną młodość, na sukces i na wieczne zdrowie.
Mógł więc rzeczywiście nabrać jakiejś chwilowej pokory wobec życia i coś tam we łbie mu piknęło.
Z tego wszystkiego on aż Ciebie wreszcie zauważył i docenił. Wcześniej traktował Cię, jak gorszy gatunek kobiety i nie doceniał Twojej troski i starania. Uważał pewnie, że Twoje względy należą mu się, jak psu buda, bo on przecież jest taki cudowny, wspaniały i doskonały. może nawet uważał, że to on robi Tobie zaszczyt, że w ogóle spotyka się z Tobą. Facet ten dostał więc teraz od życia po dupie i przeżywa ekspiację.
W tym zakresie ja jestem w stanie uwierzyć w to, że on się zmienił. Nie wiadomo, jak będzie dalej z jego zdrowiem, na ile on wyzdrowieje i z powrotem będzie sprawny, jak kiedyś, ale póki co, on jest przed operacją i trzęsie dupą. On doskonale wie o tym, że Ty bardzo go kochasz i on, wysoko ciebie ceni, jako człowieka, wie że jesteś osoba solidną i godną zaufania- dlatego właśnie nagle przypomniał sobie o Tobie.
Znamienne jest, że jakoś nie zastartował w tej swojej wielkiej bidzie do żadnej z tych kobiet, z którymi Cię zdradzał- uderzył prosto do Ciebie, czyli, w jego mniemaniu, do swojej nad wyraz cierpliwej mamuśki, która szeroko otworzy ramiona dla biednego chłopca i otoczy go swoją opieką. Bo jakżeż mogłoby być inaczej? Ty nauczyłaś go przecież, że bez względu na to, co on Tobie by nie zrobił, to przeciez zawsze go przyjmiesz. Kto potrafi tak kochać? No wiadomo- tak kochać potrafi tylko matka.
Niestety facet ten w swojej tępocie emocjonalnej, otoczony licznymi kochankami, wielkim powodzeniem, nie zauważył, że Ty może przez ten czas mogłaś nabrać już obrzydzenia do jego cudownej osoby. Wystąpiło zmęczenie materiału i jak przystało na osobę myslącą w końcu coś do Ciebie zaczęło docierać. Zaczęłaś więc temu cudownemu mężczyźnie rzucać zadkiem, bo nagle wyartykułowałaś, że się boisz, że Ty nie wiesz, że nie ufasz, że nie wiesz, jak to będzie itd. Dążyłaś zapewne do jakiejś konstruktywnej rozmowy albo nawet zamarzyły Ci się liczne rozmowy (cudowna jest ta Twoja naiwność- śmieję się teraz, rzecz jasna), która coś wniosłaby w Twój stan świadomości, szukałaś jakiegos punktu zaczepienia, od którego w ogóle mogłabyś zacząć cokolwiek z tym istnym cudem.
Jednak trafiłaś na mur, bo jak to możliwe? Taka niewolnica, taka oddana mu kobitka, która własną nerkę bez wahania by oddała dla ratowania tego wspaniałego mężczyzny, ona nagle zaczyna mieć jakieś wątpliwości? Cóż to się dzieje do cholery? Czy to jakaś seria złych doświadczeń, jakie nagle spadają na łeb cudownego faceta?To jakieś fatum jest? Co się dzieje, że wszystkie rzeczy, które do tej pory były takie pewne, nagle rozpadają się, jak domek z kart?
Nagle chłop ten poczuł się więc wielce niesprawiedliwie potraktowany przez los, bo i choroba mu się przytrafiła i jedyna pewna kobieta zaczyna kręcić nosem?
Nie za dużo tych kłód pod nogami?
Wziął się więc buc i naduł z tego wszystkiego. Wykrzywił gębę w podkówkę i zrobił żałosną minę. Czym sobie zasłużyłem na tak okrutne rzeczy, które mnie teraz spotykają? Czyż nie jestem wspaniały, cudowny i doskonały? Jak to możliwe, że ona, takie niec, taka ciućma zaczyna dyktować mi warunki?
Moja droga- wybij sobie z głowy tego pana, bo, jak widzisz, on w swoim rozwoju nawet nie drgnął. Przestraszył się przez chwilę i dlatego sobie Ciebie wziął, ale skoro Ty rzucasz zadkiem i śmiesz wątpić w jego cudowną osobę, to on pokaże Ci, gdzie raki zimują.
Poszedł więc naduty pan i obnosi się teraz z wielce obrażoną miną. Pewnie oczekuje, że Ty, jak zwykle, zaczniesz teraz o niego zabiegać. Może on nawet jest tego pewny? Ja wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tak było. Siedzi teraz i kombinuje swoim zaburzonym umysłem, jak by tu Tobie dowalić, żebyś wreszcie zmądrzała i nauczyła się go doceniać oraz szanować fakt, że on Ciebie chce.
Tyle jest warta jego zmiana i on tobie to udowodnił.
Ja się więc Ciebie pytam- jak długo jeszcze masz zamiar wodzić się komuś takiemu za nos? Co jeszcze ten człowiek powinien zrobić, żeby dotarło do Ciebie, że naprawdę zadajesz się z byle gównem, a nie z poważnym człowiekiem, który nadawałby się do życia? On zdradzał Cię, okłamywał, robił z twojego życia szopkę, kpił w żywe oczy z Twoich uczuć i miał za nic to, co Ty czujesz, jak bardzo przeżywasz te wasze liczne rozstania, że tracisz swój czas i wbijasz się w lata- to ja się Ciebie pytam- czego Ty jeszcze spodziewasz się po tym człowieku? Czy mozliwe jest, żebyś dalej oczekiwała czegoś dobrego ze strony tego szanownego pana? Czy uważasz, że on jest Twoim przyjacielem?
Co jest z Tobą nie tak, że dalej chciałbyś poświęcać swoje zdrowie i swój drogocenny czas na kogoś takiego?
Ludzie raczej uciekają od fałszywych przyjaciół- Ty wprost przeciwnie- czujesz pociąg do takich chorych znajomości.
Odetnij się od tego człowieka raz na zawsze- oddaj go innym kobietom i zrób to bez żalu. On, jeśli wyzdrowieje i stanie na nogi, i tak Ciebie zostawi dla kolejnej, według jego kryteriów, lepszej do Ciebie i doskonalszej gwiazdy.
Ty jesteś dobra, gdy jemu bida zagląda w ślepia.
Jednak, gdy on czuje się panem świata, Ty jesteś dla niego za cienkim bolkiem, za wysokie progi na Twoje nogi- wtedy inne są lepsze i warte tego, by rozwalić to, co niby go z Tobą łączy.
Niech jego postępowanie daje Ci mocno do myślenia. Czy uważasz, że coś takiego mozna określić miłością?
Napisałaś, ze to, co Was łączy to miłość, tyle tylko, że jest to miłość trudna.
Zadziwiające jest to, jak mądra i inteligentna kobieta, świetnie radząca sobie w różnych aspektach zycia, potrafi dać się otumanić jakiemuś zaburzonemu i zdemoralizowanemu gostkowi i jest w stanie uwierzyć w istne cuda na kiju.
Zakończ tę zanjomość, bo niczego dobrego Ty od tego człowieka nie dostaniesz, nie dostałaś, nie dostajesz i nie dostaniesz ani jutro, ani za rok, ani nawet za dekadę.
Życzę Ci, byś pozbierała się, jak najszybciej. Zacznij chodzić na terapię i pracuj nad sobą, bo skoro Ty tkwisz w takiej chorej realcji i to od lat, to ewidentnie masz ze sobą wielki problem. Żadna zdrowa na umyśle kobieta w życiu nie zgodziłaby się na tego rodzaju układ.
Ty sama wiesz o tym doskonale, że to, w czym tkwisz jest nienormalne i dlatego nie opowiadałaś nikomu z grona swoich znajomych otym, co dzieje się w Twoim zyciu- zwyczajnie, wstydziłaś się tego wszystkiego (bardzo zdrowa reakcja- to rzeczywiście nie jest powód do dumy)- w takim razie podejmij konkretną decyzję, nie patrz na jego chorobę, bo gdyby sytuacja była odwrotna, to on na pewno by Ciebie nie wspierał i jak normalny i zdrowy na głowę człowiek wypisz się raz na zawsze z tego szujowatego układu. Niech on idzie do innej.
Taka jest moja rada.
Powodzenia.
Julkaxx, jestem pod wrażeniem!:)
Znajomicie, krok po kroku pokazałaś uzależnienie kochającej za bardzo i faceta o empatii larwy muchołówki.
Excop, to klasyczny przypadek takiej właśnie kobiety. Widać to przecież na milę.
Dzisiaj kobiety są bardzo sprytne, niektóre potrafią być wręcz cwane i naprawdę mało która, dawałaby się tak komuś wodzić za nos.
Zdarzają się jednak i takie sieroty, jak nasza autorka wątku i niestety czasem aż przykro jest patrzeć na taką kobietę, na to jak świeci ona oczami za jakąś łajzę i marnuje swoje życie na znajomość, która nie ma szans na zdrowe i normalne jutro.
Nie ma takiej możliwości, by zaburzony i zepsuty do szpiku kości facet, mógł zbudować zdrowy i uczciwy związek.
Dlaczego?
Otóż dlatego, że aby ludzie mogli zbudować normalny związek, to oboje musza być zdrowi na umyśle- podkreślam, oboje muszą być zdrowi na umyśle.
Jeśli chociaż jedna strona jest koślawa, to nie ma szans na zdrowy związek, a co dopiero mówić o tym, gdy obie strony są koślawe? Jeśli pójdę do partacza i zlecę mu wyremontowanie swojej chałupy, to wiadomo przecież, jakie będę miała efekty. Skoro jestem rozsądną osobą, to w życiu nie pójdę do partacza i nie zlecę mu takiego zadania- toż musiałabym upaść najpierw na łeb. Owszem, mogę dać się komuś zwieść, ktoś może mnie oszukać, ale na to mam oczy i rozum między uszami, by uczyć się na własnych błędach. Czy dawałabym liczne i kolejne szanse partaczowi?W życiu bym tego nie robiła.
W przypadku kobiet zaburzonych, jakimi są te kochające za bardzo, gdy rzecz dotyczy byle portek, nie ma możliwości, by dany chłop, nawet jeśli byłby najbardziej beznadziejnym na świecie, mógł zniechęcić do siebie taką kobietę skutecznie. Taki partacz będzie zdradzał zaburzoną kobietę, będzie kpił jej prosto w oczy i chociaż ona na innych frontach życiowych radzi sobie doskonale, to przecież dla chłopa jest w stanie znieść, dosłownie wszystko. Jakby tego było mało, ona potrafi, najgorsze nawet robione jej w biały dzień zaprzaństwo, przetłumaczyć sobie na własną korzyść. Chłop ją zdradza, okłamuje, a ona i tak postrzega to, co ich łączy, jako miłość- fakt trudną miłość, ale jednak miłość.
Potem kończy się to tak, że jakis wypasiony i rozwydrzony przez głupie baby bysior urządza sobie wygodne gniazdko. Sam nie ma niczego dobrego do zaoferowania takiej udręczonej kobiecie, ale przecież żyje sobie taki, jak pączek w maśle. W domu ma wierną i kochającą go oraz szanującą takiego kobitkę, a poza domem gwiazdy, które obraca ochoczo przy każdej okazji.
Ta niby na stałe często doskonale wie o tym, że są inne, ale ona przecież i tak nie odejdzie od takiego mena. Wprost przeciwinie- ona jeszcze bardziej będzie się o niego starała.
Nie ma bata na takie kobiety- a przecież ci faceci widza to wszystko iteż potrafią sobie pewne rzeczy ze sobą połączyć. Jakim cudem taki rozpasany gostek może po czymś takim szanować kobietę?
Gdybym była na ich miejscu, to też nie szanowałabym kogoś, kto sam siebie nie szanuje, niczego ode mnie nie wymaga i wszystko robi to dla mnie, chociaz ja traktowałabym kogoś podle i nieludzko.
Przecież mamy wpojone od dziecka, co jest dobre, a co złe- nie ma więc takiej mozliwości, by i buc nie pobrał stosownych nauk, kiedyś tam. To że on bimba sobie z ogólnie przyjętych norm postępowania społecznego to jedno, ale w niczym przecież nie zmienia to faktu, że on doskonale wie, kiedy robi komuś świństwo.
A skoro on wie, to matko święta- jak on może traktować poważnie, jakim cudem on ma liczyć się z kims, kto na jego rzecz robi z siebie śmiecia?
wiadomo, że taki człowiek jest byle gównem, więc on sam z siebie nie będzie się wysilał, bo i dlaczego albo po co miałby to robić?
Przecież o wszystko zadba ta która kocha go mimo wszystko, bo to ona jest od tego, by dawać z siebie, a on jedynie może zgodzić się na to, by od niej brać albo robić jej łaskę.
Najbardziej załosne jest to, że zaburzeniec jest święcie przekonany, iż to on jest tym cudownym i że właściwie to on poświęca się, bo przeciez w miejsce tej nieszczęsnej kobitki, on mógłby mieć każdą inną. Wystarczyłoby tylko, by gwizdnął, a już ustawiłaby się do niego kolejka.
W przypadku kobiet dotkniętych przypadłością pt. "kochająca za bardzo" jedyną ich szansą na wyzwolenie się z toksyka jest mocny kop w dupę od jej cudownego "mężczyzny". Niejedna ofiarnica w końcu przecież się doczeka takiej nagrody albo powiem inaczej- te w czepku urodzone mają farta, jeśli chłop znajdzie sobie inną i pójdzie w pizdu. Te, z którymi bysior z jakiegoś powodu chce "być" nie mają praktycznie szans na wyjście z wszawego układu.
Jakby na to więc nie patrzył- w takich układach łajza zawsze, od początku do końca, dyktuje swoje chore warunki.
Autorko- ja powiem Ci, jak dalej z Tobą będzie. Ty oczywiście teraz nie skończysz swojego wspaniałego związku, przejdziesz ze swoim mężczyzną przez sale szpitalne, będziesz dbała o bysiorka, będziesz lizała jego rany i robiła wszystko, by on wreszcie raz na zawsze przekonał się, ajki to skarb mu się dostał w Twojej osobie. Lowelas będzie sobie spokojnie zdrowiał i jeśli faktycznie wyjdzie ze swojej niemocy, to szybko nabierze sił oraz ochoty na kolejne wyzwania. Znowu zacznie swoje miełosne podboje, a na koniec weźmie porządny rozmach i wypłaci ci kopa w cztery litery. Ty bedzie cierpiała i mocno wbijesz się też w lata. Jeśli będziesz miała szczęście, to lowelas nigdy nie wróci do swoje poprzedniej formy i wtedy Ty do końca zycia albo na długie lata będziesz go mogła mieć wreszcie tylko dla siebie.
Tak z Tobą będzie.
Uciekniesz dopiero wtedy, gdy osiągniesz całkowite dno, a będzie nim dla Ciebie jego kop, jaki dostaniesz, gdy on wyzdrowieje. Dopiero wtedy zaczniesz myśleć głową a nie przydatkami.
Żenada.
problemem z tymi rajskimi ptakami płci obojga, zwanymi tutaj toksykami jest to że nie sposób się przy nich nudzić, ja np. wiem że są bardziej wartościowe i godne zaufania kobiety ale to nie zmienia faktu, że ja akurat kocham tą toksyczną, podobnie ma pewnie też autorka tego topiku, wiemy że jest źle ale nie potrafimy się odciąć od ,co tu ukrywać, jednak atrakcyjnego partnera/partnerki, to mi trochę przypomina uzależnienie od narkotyków: wiemy że nam szkodzi ale nie umiemy rzucić zgubnego nałogu, bo zwykłe życie jest takie szare...
zawsze jest coś za coś, za niebiańską ekstazę płacimy zaraz głęboką depresją ale później znowu jest haj..
takie życie, moje oczywiście bo większość woli po bożemu ;-)
Tak właśnie jest, jak napisałeś. Wszystko zależy od tego, jakie ktoś ma priorytety w życiu. Jeśli kobieta ma 38 lat, to raczej należy zakładać, że chciałaby ona ułożyć sobie życie, np zbudować z kimś stabilny związek, w którym mogłaby poczuć się wolną i bezpieczną. A skoro tak, to logiczne jest, że toksyk należałoby zakończyć, bo to droga donikąd. Jeśli ktoś nie mysli o poważnym związku, to ja wierzę w to, że toksyk może być atrakcyjny. chociaż ja nie wiem, co może być pociągającego w facecie, który od czasu do czasu lubi zamoczyć w innej, ale to już inna kwestia. Nie chce mi się o tym pisać.
Ty kochasz jakąś popapraną, bo widocznie bawi Cię taka znajomość. Jeśli jednak chciałbyś związać się z taką na stałe i łudzić się, że będziesz żył spokojnie w takim związku, to można byłoby tylko pokiwać głową z politowaniem nad Tobą, ale przecież taki byłby Twój wybór. Każdy wybiera to, co jego zdaniem, jest dla niego dobre. Ja to rozumiem.
W tym jednak wątku, ja wypowiedziałam się tak szeroko, bo wyczułam, że ta dziewczyna naprawdę się męczy. Starałam się przetłumaczyć jej pewne sprawy z polskiego na nasze.
To co zrobi ona bedzie tylko i wyłącznie jej wyborem i jej sprawą.
Ja związku z takim człowiekiem na pewno bym jej nie zalecała, ale jak ona postąpi? Ja tego nie wiem. Na ten moment i ona sama nie wie jeszcze, co powinna zrobić.
Ta dziewczyna musi spokojnie zastanowić się nad tym wszystkim i podjąć ostateczną i nieodwołalną decyzję. Jesli byłaby na NIE, to potem powinna zacząć terapię i modlić się o siły i mądrość, by wytrwać w swoim postanowieniu.
Jeśli będzie chciała tkwić w tym układzie, bo coś tam, to przecież wiadomo, że żadna siła tej dziewczyny nie odciągnie od tego człowieka. Tylko lowelas będzie w stanie uwolnić ją od siebie.
Szkoda niektórych ludzi.
Lostin, wygooglaj sobie artykuł "Piotruś Pan w kapciach".
Polecam Ci go bardzo.
Lostin, wygooglaj sobie artykuł "Piotruś Pan w kapciach".
Polecam Ci go bardzo.
Przychylam się do sugestii powyżej.
Piotruś pan jeśli szuka kobiety to miłej i takiej, która nie oczekuje stabilizacji, ale jest chętna do wspólnej zabawy a jeszcze lepiej do matkowania.
Julkaxx,
autorka juz wie co zrobi. Odetnie sie od gada raz na zawsze.
Oczywiscie proste to nie jest, bo uzaleznienie psychiczne plus jego wizerunek sympatycznego misia, obecnie nieszczesliwego i schorowanego. Nigdy tez nie przyznal sie do zdrad, twierdzil, ze byly to glupie flirty, nic fizycznego. Oczywiscie z prawda to pewnie ma niewiele wspolnego, ale nawet gdyby mialo- te "glupie flirty" doprawadzily mnie do rozstroju nerwowego i depresji.
A dlaczego autorka wie, ze to zrobi?
Bo po opisaniu tego wszystkiego tu na forum i przeczytaniu Waszych opinii nie ma szans na kontynuacje. Stracilabym do siebie szacunek do reszty, a bez tego nie da sie normalnie zyc.
Oszukiwalam sie dlugo, ale wreszcie otworzyliscie mi oczy. Dziekuje.
Po raz pierwszy od 5 lat nie mamy kontaktu przez dluzej niz 24h. Ciezko, nie ukrywam, ale wiem, ze bedzie coraz latwiej. Czas podobno leczy rany.
LostIn, po tym co napisała Julka, ja osobiście poczułam się jak śmieć.Mimo, że w moim związku to nie ja byłam śmieciem.Wiesz, ja w pewnym sensie byłam zmuszona do trwania w tym syfie, bo mamy dzieci, walnęłam ostatecznie pięścią w stół, gdy dorosły.Ale naprawdę zamiast dobrych wspomnień mam z tamtych czasów tylko niesmak.Ty masz większe szanse.
Do osób, które sugerują, że taki związek działa jak narkotyk - absolutnie się nie zgodzę.Jeśli ofiara jest od czegoś uzależniona to tylko od swoich wyidealizowanych przekonań, jaki powinien być zdrowy związek - czyli,daje przyjaźń, miłość, zainteresowanie,dobry seks,itd, wszystko co ma najlepsze do zaoferowania.Myślę, że niejeden normalny człowiek by to docenił i oddawał by to samo.Bo to naturalne, jeśli naprawdę się kocha.Jak sobie wyobrażacie ten tzw. zdrowy związek??Bo ja już mogę być na tyle zaburzona, że może nie wiem na czym coś takiego może polegać naprawdę, co to w ogóle znaczy miłość, czy choćby lojalność?
Jak sobie wyobrażacie ten tzw. zdrowy związek??
Taki, w którym partnerzy mają wspólne najważniejsze wartości i są im wierni. W którym zaspokajane są potrzeby obu stron, nie tylko jednej. W którym oboje są szczęśliwsi niż byliby osobno. W którym oboje czują się bezpiecznie.
Ja tkwiłam w takim "związku" jak LostIn. Z deklaracjami wielkiej miłości, rozstaniami z powodu jego zdrad, obietnicami poprawy, powrotami. Też to trwało jakieś 5 lat. Do tego było dziecko.
I też myślałam, że to jedyna, prawdziwa miłość. Do czasu, w którym doszłam do wniosku, że przecież ja zasługuję na coś lepszego niż ciągłą szarpaninę emocjonalną z osobnikiem, dla którego liczy się tylko to, czego on w danej chwili chce. Uznałam wtedy, że nawet jeśli ja go faktycznie kocham to nie mogę się zgodzić na takie traktowanie. A ponieważ wielokrotnie dowiódł, że tego traktowania nie zmieni, więc należało to zakończyć. I zakończyłam. Z myślą, że nie nadaję się już do żadnego związku, że nie chcę nikogo, że nigdy nie będę umiała zaufać facetowi itp., itd.
Po podjęciu ostatecznej decyzji osiągnęłam upragniony spokój. To jest chyba ten właściwy czas - kiedy perspektywa spokoju wydaje się atrakcyjniejsza od "miłości". No i bardzo szybko okazało się, że jednak nadaję się do związków. Poznałam faceta zupełnie innego od poprzedniego toksyka. Wbrew moim obawom - od samego początku umiałam mu ufać. Wierzyłam w jego deklaracje, nie obawiałam się zdrady. Teraz mam więc porównanie - między totalnym emocjonalnym chaosem i życiem w wiecznej niepewności a poczuciem pewności drugiej osoby w związku.
No i chyba wyczul, ze cos sie kroi. Zadzwonil, bo "nie mogl zniesc braku kontaktu i niepewnosci czy wszystko u mnie w porzadku". Oznajmilam, ze w porzadku, owszem i ze zycze mu szybkiej rekonwalescencji, a rozmawiac nie mam czasu. I wszystko to spokojnym, uprzejmym tonem. Ha.
problemem z tymi rajskimi ptakami płci obojga, zwanymi tutaj toksykami jest to że nie sposób się przy nich nudzić, ja np. wiem że są bardziej wartościowe i godne zaufania kobiety ale to nie zmienia faktu, że ja akurat kocham tą toksyczną, podobnie ma pewnie też autorka tego topiku, wiemy że jest źle ale nie potrafimy się odciąć od ,co tu ukrywać, jednak atrakcyjnego partnera/partnerki, to mi trochę przypomina uzależnienie od narkotyków: wiemy że nam szkodzi ale nie umiemy rzucić zgubnego nałogu, bo zwykłe życie jest takie szare...
zawsze jest coś za coś, za niebiańską ekstazę płacimy zaraz głęboką depresją ale później znowu jest haj..
takie życie, moje oczywiście bo większość woli po bożemu ;-)
No i po co ci to?
Vinnga, bardzo się cieszę, że jednak znalazłaś normalnego faceta.Życzę szczęścia.
LostIn, no i dobrze, tak trzymaj, tylko na początku jest trudno, z czasem facet tak ci obrzydnie, że sama nie będziesz mogła zrozumieć, jak mogłaś być taka naiwna
Pisz, będę ci kibicować
Powodzenia.
LostIn, zadzwonił więc?
No cóż- to było do przewidzenia.
On jest teraz zdołowany, bo za chwilę pójdzie pod nóż, potem trzeba będzie musiał odchorować operację i zanim stanie na nogi, to minie kilka tygodni albo miesięcy.
Nie wiadomo czy on ma kogoś, kto poda mu szklankę herbaty w potrzebie, pójdzie do apteki albo zrobi zakupy- no wiesz, takie przyziemne sprawy, z których on doskonale zdaje sobie sprawę. Może on ma matkę i ona zajmie się synem w chorobie, może usadzi się przy boku siostry albo wynajmie sobie prywatną opiekunkę?
Ja tego nie wiem. A może takich czekających w napięciu na telefon od pana, takich jak Ty, on ma więcej, to może teraz zatelefonuje do którejś ze swoich kochanek? Coś będzie musiał ze sobą zrobić, bo ja nie sądzę, by chłop ten potrafił sam zadbać o prozę życia.
Tak czy siak on Ciebie sobie teraz nie odpuści- Ty jesteś dobra na czas bidy, więc przyssie się do Ciebie, jak rzep.
Myślę, że Ty mu ulegniesz.
Na razie jesteś bardzo słaba, a niestety nie będziesz miała takiego komfortu, że on powie Ci "łaski bez, ja mam do kogo pójść" i dlatego bedziesz narażona na porażkę.
Ja nie sądzę, by Ciebie, już teraz, stać było na całkowite odcięcie się od lowelasa. To zawsze jest długi proces, takie odcinanie się od toksyny naprawdę nie jest łatwe. Na dodatek będzie zżerała Cię litość i będziesz czuła się, jak fałszywa przyjaciółka, która zastawia kogoś w potrzebie.
Będzie więc tak, jak napisałam wczoraj- Ty teraz ulegniesz i zrobisz dla niego wszystko, co Twoim zdaniem, będzie świadczyło o Twoim człowieczeństwie, czyli zaopiekujesz się panem i będziesz go wspierała.
Potem, za jakiś czas, gdy on stanie porządnie na nogi, pewnego dnia znowu zauważysz, że facet ten chodzi z telefonem przy dupie, że znowu zachowuje się tak, jak kiedyś, gdy był fircykiem w zalotach do innych.
I dopiero wtedy Ty odejdziesz od tego cuda.
Skoro tak miałoby się stać, jak ja to przewiduję, to trudno, ale pamiętaj, żebyś przez ten czas nie próżnowała, lecz pracowała ciężko nad sobą. Chodź sobie na terapię i zacznij dystansować się mentalnie do tej znajomości, by, w razie czego, jego uderzenie nie zabolało Ciebie za bardzo. Czytaj na temat toksyków, kup sobie książkę "Moje dwie głowy"(włóż ją sobie do koszyka, w księgarni jeszcze jej nie dostaniesz), dokształcaj się w temacie pt. "w czym ja właściwie tkwię?".
Za jakiś rok powinnas być już całkowicie uwolniona od haremowego.
Życzę Ci, by stało się to znacznie wcześniej.
Na szczescie akcji podawania szklanki w potrzebie nie bedzie- mieszkam bardzo daleko i nie zamierzam tego zmianiac. Narasta we mnie mur obojetnosci po kilkakrotnym przeczytaniu opinii w tym watku i brutalnej analizie wspomnien. Srodkowy palec jest juz mocno wysuniety i wyprezony.
LostIn, po tym co napisała Julka, ja osobiście poczułam się jak śmieć.Mimo, że w moim związku to nie ja byłam śmieciem.Wiesz, ja w pewnym sensie byłam zmuszona do trwania w tym syfie, bo mamy dzieci, walnęłam ostatecznie pięścią w stół, gdy dorosły.Ale naprawdę zamiast dobrych wspomnień mam z tamtych czasów tylko niesmak.Ty masz większe szanse.
Do osób, które sugerują, że taki związek działa jak narkotyk - absolutnie się nie zgodzę.Jeśli ofiara jest od czegoś uzależniona to tylko od swoich wyidealizowanych przekonań, jaki powinien być zdrowy związek - czyli,daje przyjaźń, miłość, zainteresowanie,dobry seks,itd, wszystko co ma najlepsze do zaoferowania.Myślę, że niejeden normalny człowiek by to docenił i oddawał by to samo.Bo to naturalne, jeśli naprawdę się kocha.Jak sobie wyobrażacie ten tzw. zdrowy związek??Bo ja już mogę być na tyle zaburzona, że może nie wiem na czym coś takiego może polegać naprawdę, co to w ogóle znaczy miłość, czy choćby lojalność?
Jak sobie wyobrażam zdrowy związek?? Przede wszystkim związek w którym oboje partnerzy nie duszą siebie nawzajem wyobrażeniami o tym czym jest miłość. Dają sobie wsparcie i pomoc, ale nie zabierają przestrzeni. Zatrzymują jakąś czesc swojej prywatności dla siebie czyli "zyją i dają żyć drugiemu", oboje są asertywni, stawiają granice i sami szanują granice drugiego człowieka, nadają mu prawo do bycia sobą. Kłótnie w takim związku mają zawsze pozytywne wnioski i prowadzą do dalszego rozwju. Oboje są dojrzali emocjonalnie i mają prawidłowy sposób komunikowania swoich potrzeb. Nie wykorzystują oznak miłosci i wsparcia do egoistycznych pobudek.
Muszą być spełnione dwa bardzo ważne czynniki: znaleźć do związku odpowiednią osobę i taką osobą się stać.
Czyli szukasz ideału sama do niego musisz dążyć ![]()