Witajcie!
Muszę powiedzieć co mnie dusi bo pomału wariuję....Wszystko zaczęło się jakiś rok temu....mam teraz 35 lat ...rok temu miałam długie włosy i czułam się atrakcyjna kobietą .Wszyscy mówili , że nie wyglądam na swój wiek , mała , drobna , pyzata buzia ...zawsze uśmiechnięta...nie byłam pięknością ale było mi dobrze tak jak było...(a może to tylko moje wyobrażenie było ).
...w każdym razie ...chodzi o to że pewnego dnia poczułam ,że muszę coś w sobie zmienić , coś mi powtarzało ,że czas na zmiany ...ta ciągła myśl o tym nie dawała mi spokoju ...postawiłam na zmianę włosów ...skróciłam je troszkę i zmieniłam kolor włosów zrobiłam dekoloryzację u fryzjera i rozjaśniłam ....czułam się dziwnie , nieswojo całkiem inaczej jak nie ja....ale chyba mi się podobało...dodam ,że jeszcze postawiłam na makijaż choć nigdy się nie malowałam...
I w tedy się zaczęło ...znajomi zaczęli dziwnie na mnie patrzeć ...jakieś dziwne uśmieszki , podszepty...czułam się osaczona tym wszystkim...teraz sama nie wiem czy to moja wyobraźnia czy faktycznie czułam się wyśmiewana przez ludzi ( zaczęły się dziwne skojarzenia , omamy ,że wszyscy się na mnie patrzą z takim obrzydzeniem jakbym byłam z innej planety...to było straszne i to zapoczątkowało moją chorobę choć wtedy jeszcze o tym nie miałam pojęcia.Byłam jak w błędnym kole z którego nie mogłam się wydostać .Przepłakałam każdy wieczór jak wracałam z pracy .Każde wyjście z domu było dla mnie traumą.Robiłam dziwne rzeczy ,zachowywałam się irracjonalnie , wszystkie słowa skierowane do mnie brałam za atak...muszę powiedzieć ,że w tym czasie zmieniłam kolor włosów jeszcze 3 razy za każdym razem myśląc że wyglądam strasznie ..jak już nie było co farbować zaczęłam je ścinać (sama) ..po prostu się oszpeciłam chcąc wyglądać ładnie !
to wszystko doprowadziło mnie prawie do obłędu ... pewnego wieczoru siadłam i tak strasznie płakałam ,że ja już tego nie wytrzymam ze nie chcę żyć..zaczęłam krzyczeć do siebie że się nienawidzę byłam tak spięta i pełna gniewu i czułam że tego nie wytrzymam ...i w pewnym momencie nagle poczułam silny skurcz twarzy , przez moje ciało przeszła ogromna fala gorąca , zakręciło mi się w głowie ..poczułam że jeśli tego nie opanuję to stracę przytomność ...to było straszne ...
Kolejnego dnia jak się obudziłam pamiętam jak dziś ...mój mąż który zawsze powtarzał że wyglądam ślicznie nawet jak rano się budzę ...tego ranka spojrzał na mnie i powiedział ..kochanie jak ty się postarzałaś ! ...wzięłam to wtedy za żart ...jednak bolało mnie połowa twarzy...co doprowadzało nie do furii taki dziwny ból !!!!
Jednak coś w tym było a zorietowałam się jak tylko spotkałam się ze znajomymi , którzy zaczeli dziwnie na mnie spoglądać ..widziałam to ale pomyślałam ,,,,,,,,,,ze może mi się wydaje ...do puki nie spotkałam jednej znajomej , którą rzadko widuję i ona powiedziałam mi ze dziwnie wyglądam i ze musi się przyzwyczaić do moje "nowej"buzi ...co to ma wszystko znaczyć !!!!miałam już dość....
Od tamtej pory , leczyłam się u psychiatry , psychologa ....bo myśl ze wyglądam jak 50 latak w wieku 35 ..odbierała mi chęć życia...chciałabym tylko , żeby ludzie nie zwracali na mnie uwagi mówiac ..co to za waryjatka.
Fakt jest taki ...oszpeciłam swoje włosy, moja twarz tak poleciała ze trudno powiedzieć ile mam lat , kiedy zaczynam mówić nie panuje nad moimi policzkami , które wyginają się w dziwnie co zniekształca moje rysy ....czuję się jak jakiś kosmita ...kazde wyjście z domu to koszmar , nie patrzę ludziom prosto w oczy bo się wstydzę , czuję ,że ja tego nie pokonam ....że to coś co się ze mną zaczeło dziać mnie zjada ....czuję się taka samotna ...od jakiegoś czasu meiwewam myśli samobójcze ..to mnie przeraża ....a mam dla kogo żyć ..mam kochającego męża i dwójkę wspaniałych dzieciaków które mnie potrzebują ...ale ja z dnia na dzień czuję się coraz słabsza psychicznie , co mam zrobić jak to pokonać ?.... jak znaleźć nową drogę ?nowy cel? ....
przepraszam ,że tak się rozpisałam ...ale może ktoś przeżył coś podobnego i udało mu się wyjść na prostą uwieżyć w siebie by móc iść dale ...bo ja nie umiem.....