Słyszy się czasem, że związki oparte na przyjaźni są trwalsze, ale jak jest naprawdę, to każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Każdy ma inne poglądy na ten temat i myślę, że zależą one od własnego doświadczenia w tym temacie.
U mnie to wygląda tak, że od ponad 2 lat jestem w związku, który właśnie od przyjaźni się zaczął. Uchodzimy za szczęśliwą, dogadującą się parę. Znamy swoje rodziny, mamy wspólnych znajomych, wspólne sprawy... Zdecydowaliśmy się na związek, ponieważ poczuliśmy, że się kochamy. I rzeczywiście tak jest, jednak po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że kocham go trochę inaczej niż on mnie. Jak przyjaciela.
Kiedy on zaczyna mówić o przyszłości, o uczuciach itd., ja obracam wszystko w żart. Kiedy stwierdza, że czasami odnoszę się do niego jak do kumpla, mówię mu, że taka już jestem i nie lubię tych wszystkich romantycznych serduszek, misiaczków i słodkości.
Generalnie chodzi o to, że z mojej strony brakuje czułości, deklaracji i wszystkiego, co ma miejsce w normalnym związku.
Jestem wierna, lubię się z nim spotykać, zależy mi na nim, jest mi bardzo drogi... Ale to nie to. Równie dobrze mogłabym nie być w żadnym związku. Chciałabym, żeby był moim przyjacielem. I tylko przyjacielem.
Wiele razy chciałam z nim zerwać i powiedzieć wprost, że go nie kocham, ale w ten sposób stracę jedną z ważniejszych znajomości w moim życiu, a po drugie bardzo go zranię. Chociaż z drugiej strony, właśnie teraz go ranię, nieustannie go oszukując. Nie mogę już słuchać tego, że mnie kocha, że mnie potrzebuje, że jest ze mną szczęśliwy... Tak strasznie mi przykro, że nie mogę mu powiedzieć tego samego.
On nie wie, że nie odwzajemniam jego uczucia. Myśli, że moje zachowanie wynika raczej z tego, że taka już jestem: trochę zamknięta na deklaracje, na uzewnętrznianie uczuć, na rzucenie się na głęboką wodę. Zastanawiam się, co jest ze mną nie tak.
I teraz pytanie: zerwać czy nie? Wiem, że nie powinnam go dłużej oszukiwać, ale to nie takie proste. Obydwa te rozwiązania są bardzo trudne, a mi ciężko popatrzeć na to obiektywnie. Może któraś z Was otworzy mi oczy na coś, czego ja nie widzę, lub nie chcę widzieć.
A może miałyście podobną sytuację, z której znalazłyście wyjście? Jak było w Waszym przypadku?
1 2015-04-06 13:58:20 Ostatnio edytowany przez VaJoLiRoJa (2015-04-06 14:17:34)
Podobne tematy
Ja sama mam związek oparty na kilku latach przyjaźni. Dla mnie to idealnie z wielu względów. Tylko ja mojego partnera faktycznie kocham, nie jest dla mnie jedynie przyjacielem. A Ty po co właściwie zamieniałaś przyjaźń w związek, skoro niczego nie czujesz? A co z seksem i pożądaniem? Było w ogóle w którymś momencie? Ogólnie związki oparte na przyjaźni są trwałe moim zdaniem, ale pod warunkiem, że ludzie się kochają. A po znajomych widziałam, że czasami ciężko było im odróżnić miłość od przyjaźni, wtedy sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.
Im dłużej z nim będziesz tym bardziej będziesz go ranić. Jak sama piszesz on jest dla Ciebie przyjacielem i tak go traktujesz. To nie jest miłość dla Ciebie a on będzie się coraz bardziej angażował. Lepiej jest zakończyć ten związek niż w nim tkwić i oszukiwać siebie i jego. Doprowadzi to do tego, że prędzej czy później poznasz kogoś w kim naprawdę się zakochasz i wtedy zranisz chłopaka jeszcze bardziej.
Wątpię, że będziecie się przyjaźnić po tym rozstaniu bo jego to cholernie zaboli.
4 2015-04-06 14:34:56 Ostatnio edytowany przez VaJoLiRoJa (2015-04-06 14:47:12)
Droga <<cslady>>, dokładnie. Dlaczego zamieniałam przyjaźń w związek? Dużo się nad tym zastanawiałam i myślę, że stało się tak dlatego, że widziałam jak jemu na mnie zależy. Chciałam, żeby był szczęśliwy i chciałam dać mu to, czego mu brakuje. Chciałam, żeby był kochany. I rzeczywiście, kocham go, ale jak przyjaciela. Na początku myślałam, że od tego się zaczyna, a z czasem uczucie przerodzi się w coś mocniejszego. I z jego strony tak właśnie się stało, ale z mojej nie. Okazuję mało uczuć i brak inicjatywy. Z reguły to dziewczyny potrzebują deklaracji, przytulania... U mnie jest na odwrót. Czuję, że odpycham partnera pod tym względem. Nie chcę czuć przesytu bliskością.
Pytasz też co z seksem i pożądaniem. On jest moim pierwszym i jedynym facetem. Nie tylko jeśli chodzi o seks. I myślę, że to sentyment do naszej przyjaźni jest dla mnie tą siłą napędową.
I może u mnie było podobnie, jak u Twoich znajomych. Może na początku związku ciężko mi było odróżnić przyjaźń od miłości. A teraz, po dwóch latach, przychodzi pora na refleksję. I dochodzę do przykrych wniosków.
Skoro nie widzisz się w roli jego żony i matki jego dzieci to jest tylko jedno wyjście. Wiem, że to bardzo trudne ale nie ma po co w to brnąć.
A czy ty nie chcesz tych deklaracji, slodkosci, bliskosci od niego, czy w ogole ich nie chcesz?
Czy ta milosna oprawa jest potrzebna, zeby kogos " zdobyc", a jego zdobywac nie musisz?
Czy ktos, czarujacy, pociagajacy bylby ci blizszy, niz ten facet?
Czy, gdybys zaczela od romansu, flirtu, moglabys sie zaprzyjaznic z nowym partnerem?
Czy pociaga cie tylko to, co obce, bez relacji przyjacielskiej?
7 2015-04-06 14:56:02 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-06 15:00:05)
Niektórzy ludzie twierdzą, że związki oparte na przyjaźni są najlepsze, a miłość sama przyjdzie. Ja tak nie sądzę. Może niektórym ludziom wystarcza u boku po prostu przyjaciel, ale mnie też by nie wystarczał, więc Cię rozumiem. Tylko Twoja motywacja już od samego początku związku była błędna. Wyszło odwrotnie niż chciałaś, bo nie tylko nie uszczęśliwiłaś go, ale złamiesz mu serce. Dla mnie jedynym wyjściem jest zerwanie, bo możesz to teraz ciągnąć i zagłuszać w ten sposób wyrzuty sumienia, ale Ty go nie pokochasz inaczej niż jak przyjaciela. No bo jak daleko chcesz zabrnąć? Aż do ołtarza? Przecież jeśli pojawi się jakiś książę w którym się zakochasz, to wtedy jeszcze bardziej zranisz przyjaciela. Niestety musisz liczyć się z tym, że po zerwaniu on już może nie chcieć być Twoim przyjacielem, bo jeśli Cię kocha, to wątpię, by na to poszedł.
Zranisz go tak czy tak. Pytanie tylko czy mocniej, czy słabiej. Jeśli zerwiesz teraz, to pewnie, będzie bolało, ale dwuletni związek to nie jest taki znowu staż. Natomiast jeśli będziesz czekać, to będzie coraz gorzej. Już pomijając aspekt przyjaźni, to dla mnie rozstania po 1-2 latach są czymś zupełnie normalnym. Ludzie się wtedy dopasowują i nic dziwnego, jeśli ktoś powie "to jednak nie to". Natomiast jeśli ktoś czeka kilka lat, to już jest z premedytacją oszukiwanie i ja na to zupełnie inaczej patrzę.
8 2015-04-06 14:57:21 Ostatnio edytowany przez VaJoLiRoJa (2015-04-06 15:00:52)
<<oldorando>>, nie chcę deklaracji, słodkości bliskości od niego dlatego, że wiem, że nie są odwzajemnione. Z pewnością pragnęłabym tego wszystkiego, gdyby był dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Bardzo mnie boli fakt, że on się tak stara, a ja nie jestem w stanie dać mu tego samego. Zależy mi na jego szczęściu i nie chcę go dłużej oszukiwać, ale wiem, że jak go zostawię, dla niego będzie to cios.
Pytasz czy ktoś czarujący, pociągający, byłby mi bliższy niż mój przyjaciel. Odpowiadam, że nie. Ta przyjaźń to najlepsze co mnie w życiu spotkało i nawet jeśli to się skończy, będę pielęgnować wspomnienia jak największy skarb, właśnie z sentymentu. I nie sądzę, żeby ktoś był w stanie go zastąpić. I to jest kolejny powód, dla którego ciężko mi zerwać. Bo mogę go całkiem stracić.
Czy, gdybym zaczęła od romansu, flirtu, mogłabym się zaprzyjaźnić z nowym partnerem? Tak jak mówiłam, w głowie raczej miałabym mojego obecnego. Być może po czasie mogłabym się zaprzyjaźnić z kimś nowym, ale nie byłoby to to samo.
Nie, nie pociąga mnie tylko to, co obce, bez relacji przyjacielskiej. Chciałabym być w związku opartym na przyjaźni, ale jednocześnie chciałabym czuć miłość, chęć bliskości, bycia ze sobą do końca życia, całkowite oddanie. A ja... kocham go na swój sposób, ale nie tak jak on mnie.
Nie oszukuj go, czym prędzej z nim o tym porozmawiaj, delikatnie mu wytłumacz o co chodzi, chociaż jeśli chłopak jest bystry to już się domyśla. Jego to zaboli, z czasem jednak zrozumie, być może za kilka lat wrocicie do przyjaźni. Najgorsze co możesz zrobić to dalej trwać w tym co jest.
10 2015-04-06 15:16:41 Ostatnio edytowany przez VaJoLiRoJa (2015-04-06 15:19:48)
<<Jacenty89>> i wszyscy pozostali, którzy twierdzicie, że najlepiej zrobię, jeśli zerwę. Pewnie macie rację. Patrząc na to obiektywnie, jest to najlepsze wyjście. Jednak wciąż trzyma mnie myśl o wszystkich naszych najlepszych chwilach. I myśl, że jeśli do reszty go odrzucę, stracę go bezpowrotnie. Nie zagramy już nigdy razem na konsoli, nie pójdziemy na piwo, nie będziemy się nawzajem wspierać na studiach, nie pojedziemy w góry...
Tak, uważam, że domyśla się co jest grane. Widzi, że nie jestem dla niego jak normalna, kochająca dziewczyna. Mówił mi nawet kiedyś, że bardzo mu brakuje mojej czułości. Że jestem oschła. Ale zadecydował, że skoro taka już jestem, musi nauczyć się z tym żyć. Uważa, że go kocham, tylko nie potrafię tego okazać. A to nie tak. Jak go rzeczywiście nie kocham tak, jakby tego chciał.
Pewne jest to, że muszę zacząć działać, coś zrobić. Nie może być tak jak do tej pory, tak jak mówicie.
11 2015-04-06 15:31:32 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-06 15:32:40)
Twoje odczucia są normalne, ale jeśli z nim nie zerwiesz, to będzie świadczyło jedynie o tym, że jesteś egoistką, a te wszystkie lata przyjaźni nic dla Ciebie nie znaczą. Ty nie zwlekasz dlatego, że on będzie cierpiał. Dobrze wiesz, że jeśli kierować się jego dobrem, to natychmiastowe zerwanie jest OBIEKTYWNIE najlepsze, bo zwyczajnie tracisz jego czas. Nie zrywasz dlatego, że to Ty będziesz się źle czuła. Stracisz przyjaciela, on będzie smutny, zapewne zakończy Waszą znajomość. I o ile Twoje rozterki i obawy są naprawdę zrozumiałe (bo nie masz wpływu na emocje), to już Twoje zachowanie nie jest, bo masz na nie wpływ. Możesz się zmusić, żeby zerwać, jeśli będziesz uwzględniać jego dobro, a nie tylko swoje samopoczucie. Myślisz, że w tym momencie jesteście przyjaciółmi? Nie jesteście, bo kłamiesz mu prosto w oczy. Lepiej być szczerym niż tworzyć wokół siebie nieprawdziwe relacje z ludźmi.
Musisz zrozumieć, że kiedyś i tak będziesz musiała to zrobić, a im dłużej tego nie robisz tym robi się coraz trudniej, bo więcej tych lepszych chwil itd.
13 2015-04-06 15:44:38 Ostatnio edytowany przez VaJoLiRoJa (2015-04-06 15:45:46)
Zgadzam się ze wszystkim, co tu piszecie. Racja. Jestem egoistką. Chociaż nie jest też tak, że usprawiedliwiam tylko swoje zachowanie tym, że chcę jego dobra. Widzę, co się dzieje. Wiem, że zarówno ja będę cierpiała, jak i on. Teraz jest szczęśliwy, nawet jeśli nie okazuję mu uczuć, nawet jeśli nie mówię mu, że go kocham. Mówi, że musi nauczyć się żyć z tym, że jestem taka zamknięta w sobie, jeśli chodzi o uczucia.
Kiedyś miał epizod depresyjny i teraz twierdzi, że to ja go z niego wyciągnęłam. Być może też to był jeden z powodów, dla których wkroczyłam w związek z nim. Myślałam, że dam mu miłość, i że w końcu będzie szczęśliwy. I rzeczywiście, powtarza mi, że nie wie co by zrobił, gdyby mnie nie było. A ja się miotam. Bo powinnam zerwać i więcej go nie oszukiwać, bo na to nie zasługuje.
Ale z drugiej strony... on jest szczęśliwy, a ja mam przyjaciela. Jak zerwę, wszystko się rozsypie.
Ja to wszystko rozumiem, co macie na myśli. Pewnie sama bym tak komuś odpisała na forum, gdyby ktoś mnie zapytał o zdanie. Ale w rzeczywistości to nie jest takie proste.
Ale z drugiej strony... on jest szczęśliwy, a ja mam przyjaciela. Jak zerwę, wszystko się rozsypie.
To jest bardzo proste, tylko musisz wziąć się w garść, zamiast użalać nad sobą. Szybkie zerwanie plastra i trudno. Zajmiesz się swoim życiem, jakimiś pasjami i poznasz nowych znajomych. On nie jest z Tobą szczęśliwy. To takie oszukiwane pseudoszczęście. Ty nie dość, że nie dajesz mu szczęścia, to jeszcze bronisz, by nie zaznał go z inną kobietą. A gdybyś z nim zerwała, to miałby szansę na prawdziwe szczęście z kobietą, która go będzie kochała, a nie oszukiwała. Sama sobie pochlebiasz sądząc, że go uszczęśliwiasz. Nie uszczęśliwiasz, tylko krzywdzisz i wyniszczasz jak pasożyt. Masz jeszcze szansę, żeby zerwać i móc samej sobie spojrzeć w oczy. Sama zdecyduj jakim chcesz być typem człowieka.
Tak. Ta rozmowa będzie mnie dużo kosztowała, ale muszę to zrobić. Dziękuję za wszelkie sugestie.
Tak. Ta rozmowa będzie mnie dużo kosztowała, ale muszę to zrobić. Dziękuję za wszelkie sugestie.
Daj znać jak poszło.
Witam ponownie. Niestety sytuacja jest ciężka. Wytłumaczyłam mu, o co chodzi, starałam się to zrobić jak najdelikatniej. Oczywiście spodziewałam się tego, że nie przyjmie tego beztrosko. Ale minęło już trochę czasu, a on twierdzi, że miłość może przyjść z czasem. Że tak naprawdę jesteśmy razem szczęśliwi i może tak być dalej. Że może z mojej strony to jednak jest miłość, tylko nie umiem jej okazać. Że nie trzeba być pewnym, że coś jest miłością, żeby być ze sobą.
Powiedział też, że wcale go nie dziwi ta sytuacja, bo wie jaka jestem. I ponownie stwierdził, że musi nauczyć się z tym żyć.
Tylko że ja tak nie mogę. Czasami jedyne, czego bym chciała to pokochać właśnie jego. Żeby móc z nim być "pełnoprawnie". Ale serce nie sługa...
Witam ponownie. Niestety sytuacja jest ciężka. Wytłumaczyłam mu, o co chodzi, starałam się to zrobić jak najdelikatniej. Oczywiście spodziewałam się tego, że nie przyjmie tego beztrosko. Ale minęło już trochę czasu, a on twierdzi, że miłość może przyjść z czasem. Że tak naprawdę jesteśmy razem szczęśliwi i może tak być dalej. Że może z mojej strony to jednak jest miłość, tylko nie umiem jej okazać. Że nie trzeba być pewnym, że coś jest miłością, żeby być ze sobą.
Powiedział też, że wcale go nie dziwi ta sytuacja, bo wie jaka jestem. I ponownie stwierdził, że musi nauczyć się z tym żyć.
Tylko że ja tak nie mogę. Czasami jedyne, czego bym chciała to pokochać właśnie jego. Żeby móc z nim być "pełnoprawnie". Ale serce nie sługa...
Wynika z tego, że on nie przyjął tego do wiadomości i żyje w swoim świecie dobrych życzeń.
Jesteś w tym samym miejscu, co uprzednio.
Co będzie, gdy poznasz kogoś, kto Cię zauroczy?
Dopiero wtedy dasz przyjacielowi kosza?
To będzie nieuczciwe i najbardziej krzywdzące.
Nie możesz mu tego zrobić, więc zdecydowanie powiedz, że to koniec.
I odejdź już teraz.
<<Excop>>, dokładnie. Mówiłam mu o tym nawet, ale on powiedział, że najbardziej go skrzywdzę jak teraz odejdę. Bo przecież jest nam ze sobą dobrze. Że nigdy przecież nie wiemy, co będzie w przyszłości.
Po prostu daj mu trochę więcej czułości i zatrzymaj się na tym etapie. Jemu to powinno wystarczyć i nie będzie naciskał na więcej. Dopiero wtedy gdyby naciskał, powiesz mu że nie chcesz się dalej posuwać.
Po prostu daj mu trochę więcej czułości i zatrzymaj się na tym etapie. Jemu to powinno wystarczyć i nie będzie naciskał na więcej. Dopiero wtedy gdyby naciskał, powiesz mu że nie chcesz się dalej posuwać.
Mam wrażenie, Spock, że czytałeś/aś posty Autorki po łebkach.
Przecież ona oczekuje pomocy w osiągnięciu tego, jak przestając być parą, pozostać przyjaciółmi.
Powiedzieć prawdę nie raniąc, że choć chciałaby zakochać się w nim, nie potrafi.
Chce być sobą, nie oszustką, za jaką ma się do tej pory.
Czemu więc miałyby służyć dodatkowe czułości?
I do czego miałaby się nie posuwać, gdyby naciskał, bo nie rozumiem?