Hejka!
Mój kłopot polega na tym ze brak mi celu w życiu - nie wiem do czego dążę i dokąd zmierzam. Najgorsze jest to ze poprzez ten brak celu nie wiem co dalej robić ze swoim życiem i rozmieniam się na drobne. Jakoś ostatnio wszystko traci dla mnie sens. A zaczęło się klasycznie rozpadł mi się 3 letni związek wiec uciekłem w sport. Do tego stopnia ze ćwiczyłem bez wytchnienia do odcinki co po około roku skończyło się poważną kontuzja - zerwany achilles operacja pół roku rehabilitacji, a i tak mam źle poszyty, wiec powrót do ćwiczeń odpadł. W miedzy czasie straciłem prace. Dzięki pomocy rodziny (dom + jedzenie + opieka) stanąłem znów na własne nogi. Mam prace w innej branży i choć nie sprawia mi ona radości daje godnie żyć. Niestety przez etap przebranżawiania się, a i obecnie, moje życie kreci sie wokół pracy ,typowe korpo gdzie niestety spędzam większość dnia. Leci już drugi rok od zerwania, a ja dalej żyję w "zawieszeniu". Brak celu to również brak motywacji do działania. Powoli łapię się na tym ze w okolicach weekendu moje myśli krążą tylko wokół tego by zrobić jakąś flaszkę - kiedyś taka role pełnił sport, super zabijał myślenie.
Nigdy nie bylem osoba zbyt towarzyska, jednak ostatnio coraz bardziej doskwiera mi samotność. Już nie mowie o byciu z kimś, bo na to musiałbym najpierw sam sobie w głowie wszystko poukładać. Mowie o pogadaniu wyjściu gdziekolwiek z kimkolwiek. Znajomi pozakładali rodziny maja swoje sprawy - niestety tez zawiodłem się na większości, gdy podczas kontuzji żaden nie miał czasu tak po prostu przyjść pogadać kiedy przez prawie pół roku gapiłem się w sufit pokoju. Pomimo ze wielokrotnie pomagałem im w rożnych przeprowadzkach remontach itp. Ale tak to jest jeśli człowiek sam się nie szanuje niech nie oczekuje ze inni będą go szanować. Lekcja gorzka ale nie poszła na marne.
Mam 28 lat i gdzieś się pogubiłem, nawet nie potrafię tego nazwać - zdarza mi się wybuchać agresja labo upijać do nieprzytomności. Czasem myślę o swoim życiu jakby już minęło... jakby już nic nie miało się wydarzyć. Nie umiem rozmawiać z ludźmi, a jeśli już kogoś dobrze znam to zrywam kontakty, tak z dnia na dzień w sumie sam nie wiedzieć czemu. Cały czas mam rollercoaster w głowie od euforii po rów mariański.
Macie jakieś rady jak polepszyć sobie standard egzystencji?