Opowiem wam pewną historię jakby wam przyszło kiedyś podpisywać jakieś listy protestacyjne 
W pewnym mieście, prawie w centrum była sobie łączka, a obok niej peerelowskie osiedle, którego mieszkańcy z łączki w celach rekreacyjnych korzystali. Pewnego dnia łączkę kupił koncern paliwowy, który na jej skraju chciał wybudować stację paliw. Reszta terenu nie była mu do niczego potrzebna więc nie widział przeszkód aby nadal korzystali z niego okoliczni mieszkańcy np. z nieformalnego boiska, która tam urządzili. Mało tego, koncern urządził tam plac zabaw dla okolicznych dzieci. Jednak plany te oburzyły część mieszkańców, którzy zorganizowali komitet protestacyjny. Przez lata trwała batalia o lokalizację tej stacji paliw, bo oczywiście jak sępy pojawiły się również organizacje ekologiczne zawsze chętne na jakąś łapówkę. Trwało ale ostatecznie koncern wygrał wszystkie sprawy sądowe tyle, że w przez ten czas zmieniła się strategia rozwoju koncernu i takich stacji już nie budował, zresztą rynek się w okolicy nasycił. Koncern więc mimo wygranej stacji nie wybudował za to działkę z łąką sprzedał deweloperowi. Ten zaś zaczął od likwidacji boiska, placu zabaw, po czym na łączce wybudował kompleks wysokich budynków mieszkalnych ze sklepami znanych tanich sieci, parkingami. Teren poza samymi sklepami szczelnie ogrodził żeby głupim mieszkańcom okolicznych starych bloków nie wpadło do głowy wysyłać dzieci na nowe place zabaw dla nowych mieszkańców. W efekcie swej walki protestujący stracili wszystko o co walczyli, a śmiech w tym, że gdyby na skraju tej łąki szybko stanęła stacja paliw, to zablokowała by ona możliwość innego wykorzystania pozostałego terenu niż teren zielony. Przepisy są bowiem takie, że stacji paliw szczególnie prowadzącej sprzedaż gazu nie można stawiać bliżej niż określona odległość od istniejących budynków ale też nowych budynków nie można stawiać bliżej niż wymagana odległość od stacji. Nawet gdyby koncern po wybudowaniu stacji resztę terenu sprzedał, to nie powstałoby tam nic znaczącego, a większość łąki by ocalała. Powstaje więc pytanie czy komitet protestacyjny działał na pewno w interesie swoich sąsiadów czy też w interesie deweloperów niezadowolonych, że stacja paliw zablokuje taki ładny kawałek terenu pod inwestycje?
Teraz protestujący zamiast łąki z boiskiem, placem zabaw i stacją paliw ukrytą w dolince mają kolejne wysokie, zabetonowane blokowisko z wielkopowierzchniowym sklepem, który ponoć dobija okoliczne małe sklepiki. Pewnie o to chodziło...