netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

34 odpowiedzi8 306 wyświetleńzałożony przez Jacek84, 03.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1

Temat: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Witam,

chyba to miejsce jest odpowiednim do podzielenia się z Wami moim problemem. Czy zależy mi na Waszej opinii? Tak, zależy, bo jako "obcy", niezależni ludzie możecie mi pomóc w uświadomieniu sobie tego czego zrobić nie potrafię. Bo "chyba" nadal kocham.
Znaliśmy się dużo wcześniej, już przed 2009 rokiem, ale nie zwracaliśmy na siebie uwagi, jako na potencjalnych partnerów. W 2009 roku zaczęliśmy częściej ze sobą przebywać, dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, dobrze się razem bawiliśmy. W czerwcu zostaliśmy parą. Było, jak to na początku, pięknie, motyle w brzuchu itp. W 2010 roku pojechaliśmy na wspólne pierwsze wakacje a od października zamieszkaliśmy w mieszkaniu jakie zostało kupione jej i jej rodzeństwu przez rodziców. W 2011 roku zaczęła aplikację radcowską. W lutym zaszła w ciążę. Była w drugim miesiącu. Wiadomość zszokowała, bo przez 2 tygodnie nie odzywaliśmy się do siebie, bo nie chciała ze mną spędzać czasu, była senna i niechętna. Później wszystko było jasne. W pierwszej chwili szok, ale zaraz myśl, że trzeba więcej pracować, że trzeba prosić rodziców o pomoc. Przytuliłem i powiedziałem, że damy radę. Potem pojawił się u mnie uśmiech i myśl, że zostanę tatą. Pamiętam, że był to czwartek, w piątek spotkaliśmy się ze znajomymi, ona nie piła, nie paliła wzbudzając zdziwienie u wszystkich. Najbliższemu kumplowi powiedziałem, że jest w ciąży. Cieszył się razem ze mną. W sobotę jak się obudziliśmy powiedziała, że nie chce tego dziecka, że nie jest jeszcze gotowa, że chce mieć ze mną dzieci w przyszłości, że jest na początku aplikacji i nie da rady. Strasznie była nieszczęśliwa. Tąpnęło mną jak mi powiedziała, że zamówiła przez internet tabletki z USA w celu dokonania farmakologicznej aborcji. Uległem. Zgodziłem się i żałuję do dziś. Dopiero dzisiaj wiem, bo wcześniej ta myśl chyba do mnie nie dochodziła, że ona już to wszystko miała zaplanowane. Przecież te tabletki były w domu dużo wcześniej przed tym jak mi powiedziała o ciąży. Ja mówiłem, że powinniśmy do rodziców zadzwonić a ona, że nie, musimy do nich pojechać. Dobrze jednak wiedziała, że tak się nie stanie. Wtedy kazała mi przysiąc, że jej nigdy nie zostawię. Przysiągłem. Tego wieczoru, jak wzięła tabletki, płakałem prawie całą noc. Czytałem jak mogło wyglądać dziecko w niej w 2 miesiącu życia. Straszny ból i cios na męskości. Nie podniosłem się od tamtej pory. Spadło moje poczucie wartości. Ona w wakacje a potem do końca roku 2011 dużo imprezowała ze znajomymi, mnie zostawiając w domu. Błagałem i prosiłem aby mnie też zabierała, aby ze mną spędzała trochę czasu a nie tylko spotkania nasze w domu. Mocno się załamałem psychicznie. Byłem w dołku a ona i tak wychodziła i zostawiała mnie w domu. Przeżywałem katusze. W październiku co 2 tygodnie na weekend wyjeżdżałem do Krakowa ( jestem z Wrocławia ) i bałem się strasznie samotności. Płakałem po nocach i bałem się, że ona coś może robić przeciwko mnie. W marcu 2012 roku rozpoczęła studia podyplomowe, na których poznała nowych ludzi. Był tam nijaki Michał, który pisał do niej cały czas sms-y, dzwonił po nocach, nawet jak była na imprezach. Niestety sprawdzałem jej telefon i facebook'a. Prosiłem aby zrobiła coś z tym człowiekiem bo nie odpowiada mi, że tak do niej wypisuje i dzwoni. On miał wobec niej jakieś zamiary ale jej to nie przeszkadzało. Wtedy to chciała mnie pierwszy raz zostawić. Ale została ze mną bo ją ubłagałem. Mówiłem, że przecież jesteśmy winni życie, pytałem czy dla niej nie znaczy już to co przeszliśmy. W marcu 2012 roku oświadczyłem się. Chciałem ją mieć przy sobie i myślałem, że mi się to uda. Oświadczyny były piękne, wymarzone przez nią, bardzo się postarałem. Potem nie mieliśmy większych problemów. Nastał rok 2013 i planowaliśmy ślub. Wszystko mieliśmy zarezerwowane na 30-08-2014 roku. W grudniu 2013 roku byliśmy na naukach przedmałżeńskich. Pisaliśmy tam do siebie listy miłosne. Ona swój rozpoczęła "Do mojego najukochańszego mężczyzny na całe życie". W marcu 2014 roku miała egzamin radcowski. Zarzucała mi wtedy, że jej nie wspierałem, gdzieś po drodze pokłóciliśmy się i powiedziała mi wówczas, że jak zda ten egzamin to zawdzięczać go będzie tylko sobie a jak nie zda będę miał w tym spory udział. Cios ogromny. Pojawił się nowy koleś koło niej. Jak byliśmy razem w naszym klubie to przebywała często z nim, to kolejki przy barze, drinki, tańce, rozmowy, wspólne zdjęcia na facebook'u. Byłem bardzo zazdrosny i mówiłem jej, że mi to nie odpowiada, że mnie to boli, ale dla niej nie miało to znaczenia. Ona uważała, że nic złego nie robi. Jak pytałem dlaczego mnie krzywdzi, to mówiła, że taka już jest, że nie wie dlaczego, że podświadomie robi mi na złość. Bolało jak cholera. I wtedy drugi raz powiedziała, że chciałaby się rozstać. W tej bezradności wziąłem nóż i poszedłem do łazienki zabić się. Uważałem to za moją ostatnią deskę ratunku. Prosiła, żebym sobie nic nie zrobił, żebym wyszedł i porozmawiał. Wyszedłem, porozmawialiśmy ale już nie wróciło nic do stanu wcześniejszego. Było ok ale był dystans. Potem się trochę polepszyło. Ja wiedziałem, że szantażowałem, ale uważałem, że to jest moje jedyne wyjście. Była kolejna impreza gdzie znowu dawała mi dowody do zazdrości i wybuchnąłem na całego. Zupełnie się ode mnie odsunęła. Nasi wspólni znajomi widzieli co się dzieje, i nie akceptowali takiego jej zachowania. Po tym nie chciała już mnie przytulać, całować, spać ze mną, mówiła, że jak zechce to sama do mnie przyjdzie. Prosiła mnie o pomoc w bieżących sprawach ( dawała nadzieję, którą później odbierała ), mówiła, że zawsze mogła na mnie liczyć. Mówiła mi, że nie chce ze mną dzieci, że nie jestem jej już przyjacielem ( na naszych zaproszeniach ślubnych była maksyma "Największym szczęściem jest poślubić swojego najlepszego przyjaciela" ). Ból przeogromny, żadnych gestów, żadnych oznak miłości. Nastał czwartek 15 maja. Powiedziała mi wtedy, że jakby miała decydować dzisiaj to ona zakończyłaby ten związek, ale jak chcę żeby się zastanowiła to ona musi mieć więcej czasu, bo wierzy, że się uda. Uciekała z domu bo mój widok, obolałego i płaczącego faceta działał na nią litująco. Wtedy to w domu powiedziałem, jej że nie dam rady, że ja już chcę skończyć z moim cierpieniem i bólem, że chyba musi być tak, że muszę ofiarować swoje życie za życie odebrane naszemu dziecku. Wtedy panicznie się rozpłakała, złapała mnie mocno i mówiła, że mnie kocha, że chce być ze mną, że mnie nie zostawi i mnie nie skrzywdzi. Kazała się przytulać i patrzeć jej w oczy. Prosiłem, żeby powtarzała mi te słowa i żeby utwierdzała mnie w nich. Powtarzała. W sobotę zadzwoniła po moją mamę z prośbą po pomoc, bo jestem w dołu psychicznym. Mama przyjechała. Zepchnęła mnie i mój problem na mamę. Już mój problem miał nie być jej problemem. Jak zapytałem czy to koniec ona odpowiedziała tylko TAK. Nastał koniec. Załamałem się i bardzo chciałem wtedy umrzeć. Prosiłem mamę żeby mi w tym pomogła. Pojechaliśmy do szpitala. Zostałem, lekarz nie chciał mnie wypuścić widząc w jakim jestem stanie. Nikt mi tam nie pomógł. Żadnych leków, tylko ze dwie rozmowy i tyle. Po 5 dniach wyszedłem. Nie odwiedziła mnie już tam, nie zadzwoniła. Była za to jej siostra, brat, ojciec. Potem dowiedziałem się, że po tygodniu zaczęła wychodzić na imprezy, że dobrze się bawi i że ona mnie szanuje.
Taka oto moja historia, bolesna, prawdziwa. Zostałem sam, bez mieszkania, bez znajomych bo byli naszymi wspólnymi i zostali z nią, moi przyjaciele po studiach powyjeżdżali. Zostałem bez poczucia bezpieczeństwa, z długami, i przede wszystkim bez niej.
Żal, że tak mnie potraktowała, wypchnęła mnie ze swojego życia jak niepotrzebną rzecz, tak bardzo chciała się mnie pozbyć, że stosowała bezwzględne metody. Może w strachu mówiła, że mnie kocha, że nie zostawi, że chce być ze mną i że mnie nie skrzywdzi? Może. Ja ją naprawdę błagałem o pomoc, błagałem żeby trochę czasu spędziła ze mną sam na sam a nie z innymi ludźmi, żebyśmy gdzieś wyjechali. Ona już nie chciała. Jestem pod opieką psychiatry, chodzę na psychoterapię, rozmawiam o wszystkim z rodzicami, znajomymi i chciałem się podzielić tym moim bólem z Wami. Nie rozumiem jak można nie pomóc najbliższej osobie, która potrzebuje pomocy. Pomaga się przecież obcym a tutaj nie byłem obcym człowiekiem. Tak bardzo ją kochałem i "chyba" kocham nadal, bo drzemią we mnie mocne uczucia. Najbardziej zadręczam się tą aborcją, ale nawet psychoterapeuta mi mówi, że przecież ona bezwzględnie się wobec mnie zachowała, informują mnie, że już wszystko jest w domu wystarczy zażyć, że kazała mi przysięgać. Ja jestem tylko dziwny, że tak na wszystko się zgadzałem. Bo niby z miłości i strachu, że mogę ją stracić. Reasumując strasznie mnie skrzywdziła i pozbawiła wielu uczuć, rzeczy. Zabiliśmy jednego człowieka a teraz umarłby drugi. Ja naprawdę strasznie cierpiałem kiedy chciałem się zabić, biłem się ze swoimi myślami. Boję się sam siebie. Bo strach przed sobą, co może przyjść do głowy jest najgorszy. Boję się nadal. Nie mam tutaj prawie nikogo z kim mógłbym pogadać, pójść gdzieś. Boję się jej spotkać, boję się tych naszym miejsc. Wrocław niby duże miasto ale teraz okazuje się mega malutkim. Nie pójdę do naszego wspólnego klubu bo ona tam jest. Zostawiła mnie 3 miesiące przed ślubem. Tak bardzo chciałem, żeby była moją żoną, żebyśmy tworzyli rodzinę, żebyśmy odkupowali swoją winę. Tak bardzo chciałem ... Smutne jest życie człowieka zostawionego a jeszcze smutniejsze tego, który nie wierzy w siebie i w to, że może być kiedyś szczęśliwy.

2

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Hej powiedz co planujesz teraz?
Jeżeli chcesz mogę Ci pomóc

3

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Jak poznałam swojego przyszłego i teraźniejszego męża osaczył mnie od samego początku.Leczyłam się wtedy z mojej porażki miłosnej byłam w tamtym związku traktowana tak jak ty jesteś.Bolało  nie chciało się żyć a jak był to byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.Trafiłam później na podobny związek tylko tu była sieć i jest nadal bo kocham męża bezgranicznie i dlatego tyle lat znoszę poniżanie, gnębienie i mieszanie z błotem.Tak jestem zniewolona ,żę boję się odejść i zabrać dzieic aby nie widziały ,jak tato popycha mamę lub robi kolejny siniak na ręce bo właśnie mu coś powiedziałam co mu się nie spodobało.Jestem w tym związku już 16 lat i 13 po ślubie ale leczę się z niego muszę to zrobić aby wróciło moje poczucie wartości i pewność siebie

4

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

I to jest właśnie najgorsze. Utrata poczucia własnej wartości. Ja nie wiem czego ona chciała, czego szukała, jaki cel jej przyświecał. Mogę tylko powiedzieć, że na koniec związku pokazała jak jest bardzo bezwzględną, wyrachowaną i złą osobą.
Pewna osoba ostatnio mi powiedziała, że jeśli doprowadzony jesteś do takiego stanu, że nie chcesz żyć, że chcesz odebrać sobie życie, to osoba, która Cię do tego doprowadziła nie jest Ciebie warta. To jest prawda. Przykre jest to, że tak nas krzywdzą ludzie, którzy ponoć nas kochali, czy kochają.

5

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Poczucie wartości utraciłem 3 lata temu. Nie zająłem się sobą. Moim życiem było jej życie. Ja zostałem nazwany egoistą a tak naprawdę gdybym nim być nie doszłoby do mojego tak strasznego upadku.

6

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

W Katolickich Poradniach Rodzinnych znajdziesz pomoc dla siebie są tam psycholodzy, psychatrzy i inni specjaliści którzy Ciebie wysłuchają bezpłatnie i udzielą Ci pomocy.Ja do takiej chodzę.Mogę się wypłakać wykrzyczeć i powiedzieć wszystko i oni mi na wszysto pozwalają nie przerywają później dają wskazówki jak żyć.Prowadzą Cię za rękę i nawet gdy masz chwile załamania przyjadą do Ciebie o każdej porze dnia i nocy.Oni nie będą mówić Ci o Bogu tylko o Tobie.Widzę ,że jesteś osobą maksymalnie załamaną ale bardzo wartościową.Dla miłości oddałeś wszystko -siebie, swoją wartość i życie.Wiem co czujesz ja próbując odejść z tego świata usłyszałam słowa jak zdechniesz to wreszcie będę miał spokój teraz ciągla mi mówi ,że czuje do mnie obrzydzenie bo jestem taka miekka a ja oddałam wszystko dla niego i rodziny, studia , pracę tylko ,żeby siedzieć w domu kochać i wychowywać dzieci i słuchać jaka to ja jestem bo wszędzie jest syf.Dajmy luzu takie miłości są złe, chore.Dzieci się bawią wiec bałaganią.Tak.Opisując siebie nie chcę się zalić tylko pokazać Tobie ,że mimo, że jesteśmy innymi ludźmi to problem miłości chorej miłości jest podobny.Wiem ,że ją kochasz ale taka osoba jak Ty zasługuje na kogoś kto jest Ciebie wart.Wg powinieneś się cieszyć ,że odeszła nie była Ciebie godna.Zabijając Wasze dziecko już pokazała,że liczy się tylko jej zdanie i tylko ona jest ważna.Jacek tak masz na imię ?Tak Trzymam za Ciebie kciuki jesteś bardzo uczuciowy, jesteś mężczyzną o którym marzą kobiety -po prostu jesteś księciem na białym koniu.Więc głowa do góry.Jak będziesz chciał jakieś kontakty do jakiś poradni i nie chcesz tego robić na forum to pisz na mail.OkTacy jam my musimy się trzymać!!!!

7

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

To ,że ona chciała żebyś czuł się wiecznie winny, niepotrzeby to jest zwykła zagrywka nie chcę jej oceniać ale takie "duszenie"gnębienie, gnojenie osoby którą się "kocha" to są zachowania psychopatyczne to był jej cel jak celem mojego męża jest szmac...e mnie

8

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Przykro mi.. uważam jednak, że pomocy psychiatry potrzebowałeś już prędzej. Jak można szantażować osobę którą się kocha? Jest ponoć takie powiedzenie, że jeśli darzy się drugą osobę prawdziwą miłością to priorytetem jest jej szczęście. No i gdzie to szczęście się zagubiło w tym wszystkim? Znaki na niebie i ziemi wskazywały, że męczy się przy Tobie. Odeszłaby dużo wcześniej, gdybyś nie obarczał ją odpowiedzialnością za Twoje "być lub nie być".

Co byś zrobił gdyby ona Ci któregoś dnia powiedziała: albo mi dasz odejść, albo się zabiję! Co byś zrobił? Dałbyś jej odejść? Pewnie miałbyś gdzieś jej słowa, bo dla Ciebie najważniejsze jest to, że TY ją kochasz, TWOJA miłość i pewnie walczyłbyś żeby nie odchodziła. Ona jednak potraktowała Twoje słowa poważnie (nie dziwię się, po takich akcjach), została bo czuła się odpowiedzialna za Ciebie.. Uważasz że na tym można opierać związek?

Straszne jest to co przeszliście.. ale spójrz, była dużo wcześniej przygotowana na wypadek ciąży, tabletki były od jakiegoś czasu w domu.. kolejny powód do myślenia dla Ciebie.

Żyjesz w nostalgii.. czas się obudzić.

9

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

To prawda co piszesz Madowa ale jeżeli błagasz o pomoc, nie prosisz tylko błagasz klęcząc i wijąc się z bólu to znaczy, że druga osoba jest nie czuła na to co się z Tobą dzieje. Szantaż jest straszny ale tak jak pisałem, traktowałem to jako ostatnią deskę ratunku. Dawała mi ogrom powodów do zazdrości, zadawała ból i nie słuchała jak mówiłem co mi nie pasuje, co mnie gryzie. Nie chcę się usprawiedliwiać ale jeśli człowieka doprowadza się do takiego stanu, bo nie słucha się go ( nie mylić z posłuszeństwem ) to znaczy, że nie chce się pomóc i staje się ten człowiek obojętny. Miała być moją żoną. A skoro nie chciała pomóc to znaczy, że nie mogła być dobrą żoną. Piszesz, o miłości i priorytetach. Dla mojej byłej narzeczonej priorytetem była kariera i jak się teraz okazuje wolność. Męczyć to się męczyliśmy już jakiś czas oboje. Nie zdajesz sobie sprawy, jak człowiek bardzo pragnie śmierci, jak bardzo chce umrzeć, bo tak bardzo go boli.

10

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
Madowa napisał/a:

Przykro mi.. uważam jednak, że pomocy psychiatry potrzebowałeś już prędzej. Jak można szantażować osobę którą się kocha? Jest ponoć takie powiedzenie, że jeśli darzy się drugą osobę prawdziwą miłością to priorytetem jest jej szczęście. No i gdzie to szczęście się zagubiło w tym wszystkim? Znaki na niebie i ziemi wskazywały, że męczy się przy Tobie. Odeszłaby dużo wcześniej, gdybyś nie obarczał ją odpowiedzialnością za Twoje "być lub nie być".

Co byś zrobił gdyby ona Ci któregoś dnia powiedziała: albo mi dasz odejść, albo się zabiję! Co byś zrobił? Dałbyś jej odejść? Pewnie miałbyś gdzieś jej słowa, bo dla Ciebie najważniejsze jest to, że TY ją kochasz, TWOJA miłość i pewnie walczyłbyś żeby nie odchodziła. Ona jednak potraktowała Twoje słowa poważnie (nie dziwię się, po takich akcjach), została bo czuła się odpowiedzialna za Ciebie.. Uważasz że na tym można opierać związek?

Straszne jest to co przeszliście.. ale spójrz, była dużo wcześniej przygotowana na wypadek ciąży, tabletki były od jakiegoś czasu w domu.. kolejny powód do myślenia dla Ciebie.

Żyjesz w nostalgii.. czas się obudzić.

Nie zauważyłaś jedne rzeczy ty jesteś silna on ,czy nawet ja nie mamy poczucia wartości.Miłośc potrafi zaślepić zabijać.Teraz gdy jestem w czasie terapii mogę już o tym mówić i podnoszę się powoli z dna.Proszę przeczytaj mój blog i opowiedz sobie czy Ty tak osoba silna i z poczuciem wartości pozwoliłabyś aby ktoś tak z Tobą posępował -pewnie powiesz trzeba było się rozwieść na samym początku a nie tak jak ty walczysz o rodzinę -nie jestem pewna czy dalej będę walczyć o osobę która mnie zabija ale on potrzebuje pomocy nie krytyki.Ok krytyka niech będzie ale dziewczyna doprowadziła Go do takiego stanu i uzależnienia od siebie i nim wiecznie manipulowała .Ona jest chora.Po co była w związku jeżeli wiedziała ,że go będzie gnębić i wiedziała ,żę to nie ma sensu-zabić dziecko z zimną krwią aby mieć wolność i zdane egzaminy-egoizm z jej strony?Ona ma bardzo silną osobowość i to dołuje

11

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

adrianadeMila - uważam, że to co Ciebie spotkało jest ogromnym ciosem. Jednak w tej całej beznadziejności masz dzieci, które na pewno bardzo kochasz. One będą pewnie przypominały Twojego męża ale to Ty obdarzyłaś ich zapewne pięknym uczuciem miłości. One zobaczysz odwdzięczą Ci się w przyszłości. Ja chciałbym mieć chociaż tą małą osóbkę, dla której mógłbym żyć i miałbym jakiś cel. Myślę, że w Twoim nieszczęściu, dzieci są największym szczęściem.

12

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
Jacek84 napisał/a:

adrianadeMila - uważam, że to co Ciebie spotkało jest ogromnym ciosem. Jednak w tej całej beznadziejności masz dzieci, które na pewno bardzo kochasz. One będą pewnie przypominały Twojego męża ale to Ty obdarzyłaś ich zapewne pięknym uczuciem miłości. One zobaczysz odwdzięczą Ci się w przyszłości. Ja chciałbym mieć chociaż tą małą osóbkę, dla której mógłbym żyć i miałbym jakiś cel. Myślę, że w Twoim nieszczęściu, dzieci są największym szczęściem.

Podnieś się zobacz ile osób Ciebie otacza.Nieśmiałość czy brak pewności siebie nie przekreśla Ciebie.Musisz wyjść do ludzi nie możesz się łamać a taka mała osóbka zjawi się w twoim życiu szybciej niż sobie to wyobrażasz musisz być sobą i pewną siebie osobą.Masz zabrane pare lat wykreśl je bądź jak człowiek ,który właśnie wybudził się z 5 lat śpiączki i właśnie teraz zaczyna korzystać z życia

13

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Ja tak bardzo uzależniłem się od niej, że nie miałem swojego życia. Nie poznawałem nowych ludzi, bo byli jej znajomi, których lubiłem. Jak się rozstaliśmy wszyscy oferowali swoją pomoc, że to co między mną a nią to jedno a my dalej będziemy utrzymywali kontakt. Nikt się z tych osób nie odezwał i to bardzo boli. Ja nie wiedziałem, że człowiek, jak spotyka go taki ból związany z rozstaniem, cierpi bo nie ma znajomych, bo musi szukać mieszkania, w którym obecnie źle się czuję, bo poczucie wartości jest na zerowym poziomie, bo życie przewróciło się do góry nogami, bo jest jeszcze to piętno aborcji. Dodatkowo mam długi, które jeszcze przygnębiają i dobijają. Tym sposobem odechciewa się żyć. Jak nie banalnie to brzmi, nie chce się żyć. Modliłem się o śmierć i w tych kryzysowych momentach nadal to robię.

14

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Nie możesz sobie zarzucać czegoś na co przystałeś pod presją osoby kochanej.Czy jesteś na 100% pewien ,że właśnie tej nocy wasze dziecko zginęło?A może wogóle nie była w ciąży była u ginekologa?Pokazał Ci dowód tego ,że jest w ciąży -test można załtwić od dobrej koleżanki.A jeżeli była to jesteś pewien ,że zabiła dziecko właśnie wtedy?a nie dużo wcześniej skoro miała tabletki i może sama podjęła tą decyzję a później wyrzuty sumienia ją męczyły wiec obarczyła Ciebie nimi?
Nie możesz się łamać mało jest takich ludzi jak Ty a Twoje życie jest ważne dla Ciebie, dla Twoich rodziców i wszystkich którzy Cię kochają prawdziwą miłością nie grą pozorów.Pomyśl co byś zyskał gdybyś siebie zabił w danym monencie gorycz i strach a co poczują Twoi bliscy?Czy Ty osoba tak uczuciowa mógłbyś zabić wtedy część sowojej mamy?Nie bądź głupi walcz o SIEBIE i otrząśnij się

15

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

TUTAJ JEST TWÓJ PROBLEM "Moim życiem było jej życie"
Nikt nie jest w stanie wziąć pełnej odpowiedzialności za drugą osobę. Można ją wspierać, ale zawieszanie się na niej to okrutna rzecz. Powiem Ci tak. Idź do psychiatry i do psychologa. Jak nie masz depresji sam psycholog.

Wybierając drogę robienia z siebie jej ofiary wybrałeś najgorszą z opcji, większość osób by się dystansowała, a te zdrowsze już na samym początku powiedziały być dość.

Jeśli jesteś w stanie wziąć sprawy w swoje ręce i w końcu sam odpowiadać za własne życie to marsz do psychologa.

Owa kobieta nie świeci przykładem. Imprezowiczka, karierowiczka i dodatkowo ta aborcja, hymm. Co nie zmienia faktu, że trzeba akceptować ludzi takimi jakimi są i jeśli nam nie odpowiada odchodzić, a nie lamentować on taka zła (ale siedzieć w tym)

16

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

nie jestes sam. tez stracilam poczucie wlasnej wartosci przez partnera. tez chce umrzec.

17

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
sluuu napisał/a:

TUTAJ JEST TWÓJ PROBLEM "Moim życiem było jej życie"
Nikt nie jest w stanie wziąć pełnej odpowiedzialności za drugą osobę. Można ją wspierać, ale zawieszanie się na niej to okrutna rzecz. Powiem Ci tak. Idź do psychiatry i do psychologa. Jak nie masz depresji sam psycholog.

Wybierając drogę robienia z siebie jej ofiary wybrałeś najgorszą z opcji, większość osób by się dystansowała, a te zdrowsze już na samym początku powiedziały być dość.

Jeśli jesteś w stanie wziąć sprawy w swoje ręce i w końcu sam odpowiadać za własne życie to marsz do psychologa.

Owa kobieta nie świeci przykładem. Imprezowiczka, karierowiczka i dodatkowo ta aborcja, hymm. Co nie zmienia faktu, że trzeba akceptować ludzi takimi jakimi są i jeśli nam nie odpowiada odchodzić, a nie lamentować on taka zła (ale siedzieć w tym)

Powiem Ci, że wchodząc na tą stronę nie chciałem rzeczywiście słodkiego podejścia do mojej sprawy. Nie wchodzą tutaj przecież ludzie, którzy są mega szczęśliwi ale pokiereszowani mocno przez los i swoje życie. Wiem, że Ty też masz problemy i bolączki i zapewne nie chciałabyś zobaczyć od kogoś takiej odpowiedzi, takiego posta. Ja wiem, że mam problem i chodzę do psychologa oraz psychiatry ale jest mega ciężko. Wiem do tego, że ona bardzo dobrze daje sobie radę a ja się zadręczam nie dość, że za siebie to jeszcze za nią myśląc co czuje i co robi. Tragedia. Niestety takie posty nie pomagają i jeszcze bardziej powodują smutek. Weź to pod uwagę zanim możesz świadomie bądź nie świadomie zrobić komuś krzywdy.

18

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
ona1990ona napisał/a:

nie jestes sam. tez stracilam poczucie wlasnej wartosci przez partnera. tez chce umrzec.

Zabrzmi to mega banalnie ale w końcu zaświeci dla nas słońce. Trzeba tylko cholera wierzyć a na to brakuje chęci. Siły by się znalazły ale z własnego doświadczenia wiem, że mi się po prostu nie chce. Ja nie chcę być szczęśliwy, bo przecież moje szczęście było z nią. Ja myślę codziennie o swoim życiu. Robię sobie takie reasume i nie dostrzegam pozytywów. Jeśli masz mocno gryzący Cię problem śmierci koniecznie udaj się do lekarza. KONIECZNIE!!! Potem spotkania u psychologa i powoli da się wrócić do świata żywych. Wiem, że łatwo mi się mówi, ale tak pisze tutaj wielu forumowiczów. Ci, którzy przeszli to przed nami wiedzą chyba co piszą. Czytaj wszystkie posty, które opisują Twój podobny przypadek. Włączaj się w rozmowę. Możesz tu poznać dużo ludzi, którzy na pewno Ci pomogą.
Musimy być silni i wierzyć.

19

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
adrianadeMila napisał/a:

Nie możesz sobie zarzucać czegoś na co przystałeś pod presją osoby kochanej.Czy jesteś na 100% pewien ,że właśnie tej nocy wasze dziecko zginęło?A może wogóle nie była w ciąży była u ginekologa?Pokazał Ci dowód tego ,że jest w ciąży -test można załtwić od dobrej koleżanki.A jeżeli była to jesteś pewien ,że zabiła dziecko właśnie wtedy?a nie dużo wcześniej skoro miała tabletki i może sama podjęła tą decyzję a później wyrzuty sumienia ją męczyły wiec obarczyła Ciebie nimi?
Nie możesz się łamać mało jest takich ludzi jak Ty a Twoje życie jest ważne dla Ciebie, dla Twoich rodziców i wszystkich którzy Cię kochają prawdziwą miłością nie grą pozorów.Pomyśl co byś zyskał gdybyś siebie zabił w danym monencie gorycz i strach a co poczują Twoi bliscy?Czy Ty osoba tak uczuciowa mógłbyś zabić wtedy część sowojej mamy?Nie bądź głupi walcz o SIEBIE i otrząśnij się

Była u ginekologa a tabletki wzięła przy mnie. Potem widziałem jak się wije z bólu. Straszne przeżycie i straszny widok. Wiesz, ja się nadal tym wszystkim obarczam. Biorę to wszystko na siebie bo wiem, że ona tak tego nie przeżywa jak ja. Zawsze byłem mega uczuciowym facetem i nie kryłem się z tym. Może to była moja zguba. Wiem, że kobiety chcą silnych facetów ale ja naprawdę cierpiałem i w ten sposób rozładowywałem swój ból. Płacząc. Boli mnie potraktowanie przez nią mnie i mojego życia. Zapomniała już co przeszliśmy i to, że byłem zawsze przy niej i przysięgałem tak jak tego chciała.

20 Ostatnio edytowany przez adrianadeMila (2014-07-04 22:31:08)

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
Jacek84 napisał/a:
adrianadeMila napisał/a:

Nie możesz sobie zarzucać czegoś na co przystałeś pod presją osoby kochanej.Czy jesteś na 100% pewien ,że właśnie tej nocy wasze dziecko zginęło?A może wogóle nie była w ciąży była u ginekologa?Pokazał Ci dowód tego ,że jest w ciąży -test można załtwić od dobrej koleżanki.A jeżeli była to jesteś pewien ,że zabiła dziecko właśnie wtedy?a nie dużo wcześniej skoro miała tabletki i może sama podjęła tą decyzję a później wyrzuty sumienia ją męczyły wiec obarczyła Ciebie nimi?
Nie możesz się łamać mało jest takich ludzi jak Ty a Twoje życie jest ważne dla Ciebie, dla Twoich rodziców i wszystkich którzy Cię kochają prawdziwą miłością nie grą pozorów.Pomyśl co byś zyskał gdybyś siebie zabił w danym monencie gorycz i strach a co poczują Twoi bliscy?Czy Ty osoba tak uczuciowa mógłbyś zabić wtedy część sowojej mamy?Nie bądź głupi walcz o SIEBIE i otrząśnij się

Była u ginekologa a tabletki wzięła przy mnie. Potem widziałem jak się wije z bólu. Straszne przeżycie i straszny widok. Wiesz, ja się nadal tym wszystkim obarczam. Biorę to wszystko na siebie bo wiem, że ona tak tego nie przeżywa jak ja. Zawsze byłem mega uczuciowym facetem i nie kryłem się z tym. Może to była moja zguba. Wiem, że kobiety chcą silnych facetów ale ja naprawdę cierpiałem i w ten sposób rozładowywałem swój ból. Płacząc. Boli mnie potraktowanie przez nią mnie i mojego życia. Zapomniała już co przeszliśmy i to, że byłem zawsze przy niej i przysięgałem tak jak tego chciała.

Ona teraz uważa że to był epizod ale kiedyś poczuje to co Ty teraz.Moja znajoma usunęła dziecko jej mąż nigdy jej tego nie wybaczył teraz jest Panią sędzią i często powtarza że sprawy rozwodowe z powodu aborcji czy wzięcia tabletek są dla niej jak plaga non stop takie dostaje i nie potrafi teraz po 7 latach sobie poradzić z tym.Ty byłeś czy jesteś mega ślepo zakochany - może nawet chorobliwie - za wszelką cenę i to właśnie Ciebie zgubiło.Ale wiedz jedno czy byś się na to zgodził czy nie ona i tak zabiłaby wasze dziecko.Lecz się to ważne jesteś jak już pisałam wg mnie fajnym facetem pełnym uczuć a ja mam silnego faceta dziś w nocy wraca z trasy, ma ten przeklęty urlop i będzie w domu 2 tyg a ja się boje co znowu będzie co znowu mu nie będzie pasować i czy tym razem juz nie tylko popchnie lub zlapie mocno za szczeke a moze uderzy?Trzymaj się trzymam za Ciebie kciuki

21

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Tak to prawda, jestem mega uczuciowym facetem i wylewnym. Niestety wykorzystane zostało to przeciwko mnie. Powoli, małymi kroczkami wracam do świata żywych ale jest to bardzo trudne.

22

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
Jacek84 napisał/a:
ona1990ona napisał/a:

nie jestes sam. tez stracilam poczucie wlasnej wartosci przez partnera. tez chce umrzec.

Zabrzmi to mega banalnie ale w końcu zaświeci dla nas słońce. Trzeba tylko cholera wierzyć a na to brakuje chęci. Siły by się znalazły ale z własnego doświadczenia wiem, że mi się po prostu nie chce. Ja nie chcę być szczęśliwy, bo przecież moje szczęście było z nią. Ja myślę codziennie o swoim życiu. Robię sobie takie reasume i nie dostrzegam pozytywów. Jeśli masz mocno gryzący Cię problem śmierci koniecznie udaj się do lekarza. KONIECZNIE!!! Potem spotkania u psychologa i powoli da się wrócić do świata żywych. Wiem, że łatwo mi się mówi, ale tak pisze tutaj wielu forumowiczów. Ci, którzy przeszli to przed nami wiedzą chyba co piszą. Czytaj wszystkie posty, które opisują Twój podobny przypadek. Włączaj się w rozmowę. Możesz tu poznać dużo ludzi, którzy na pewno Ci pomogą.
Musimy być silni i wierzyć.

Masz rację. czytanie pomaga. ale niestety nie na dlugo. ciagle wracam myslami. najbardziej doluje mysc ze on bawi sie korzysta z zycia jestsszczesliwy. dla mnie zycie stracilo sens nic mnie nie cieszy kompletnie

23

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
ona1990ona napisał/a:
Jacek84 napisał/a:
ona1990ona napisał/a:

nie jestes sam. tez stracilam poczucie wlasnej wartosci przez partnera. tez chce umrzec.

Zabrzmi to mega banalnie ale w końcu zaświeci dla nas słońce. Trzeba tylko cholera wierzyć a na to brakuje chęci. Siły by się znalazły ale z własnego doświadczenia wiem, że mi się po prostu nie chce. Ja nie chcę być szczęśliwy, bo przecież moje szczęście było z nią. Ja myślę codziennie o swoim życiu. Robię sobie takie reasume i nie dostrzegam pozytywów. Jeśli masz mocno gryzący Cię problem śmierci koniecznie udaj się do lekarza. KONIECZNIE!!! Potem spotkania u psychologa i powoli da się wrócić do świata żywych. Wiem, że łatwo mi się mówi, ale tak pisze tutaj wielu forumowiczów. Ci, którzy przeszli to przed nami wiedzą chyba co piszą. Czytaj wszystkie posty, które opisują Twój podobny przypadek. Włączaj się w rozmowę. Możesz tu poznać dużo ludzi, którzy na pewno Ci pomogą.
Musimy być silni i wierzyć.

Masz rację. czytanie pomaga. ale niestety nie na dlugo. ciagle wracam myslami. najbardziej doluje mysc ze on bawi sie korzysta z zycia jestsszczesliwy. dla mnie zycie stracilo sens nic mnie nie cieszy kompletnie

Rozumiem, ja to bardzo dobrze rozumiem. Przeczytałaś zapewne mój cały post i pomyśl czy też przeżyłaś takie załamanie? Ja wiem, że nikogo nie interesuje co dzieje się u innych ale musimy być też trochę empatyczni. Mojej koleżance z pracy zginęła w wypadku samochodowym cała rodzina, mąż i dwóch synów ona została sama, klientowi z pracy zmarło roczne dziecko. Innemu żona zginęła w wypadku samochodowym i został sam z dwójką małych dzieci. To są ogromne dramaty. Moja narzeczona była całym moim światem ale teraz wiem, że ona chciała życia w wolności i bez problemów a takie niestety życie we dwójkę nie jest. Pamiętaj damy sobię radę tylko musimy w to uwierzyć. Wiem, że to trudne ale się uda. Zapewne masz przyjaciół, którzy Ci pomogą, pobędą z Tobą. Ja jestem w tej złej sytuacji, że moi po studiach albo już pozakładali rodziny albo powyjeżdżali. Muszę szukać nowych ludzi. Może zajmij się jakimś sportem , najlepiej w grupie. To pozwala odciągnąć myśli. U mnie dopiero 2 miesiąc będzie a przeżyłem załamanie nerwowe, był szpital, próba samobójcza, płacz i męka codziennie. Teraz powoli, małymi kroczkami wracam do życia. Ty też dasz radę. Pamiętaj, że jeśli jedna osoba doprowadza drugą do takiego stanu, że nie chce się żyć, że chce się to życie odebrać to tamta nie mogła być dobrą osobą. Nie idealizuj swojego partnera ani nie obarczaj się winą. NIE!!! NIE!!! NIE!!! tylko pogarszasz swój stan. Pamiętaj, że możesz na mnie tutaj liczyć i jeśli będziesz miała problem pisz. Ja na pewno odpiszę. Możesz napisać nawet całą swoją historię. Wtedy łatwiej będzie mi się odnieść do Twoich problemów. Tak jeszcze nawiasem mówiąc, mi dużo pomaga modlitwa. Chociaż z Kościołem byłem na bakier to ta forma ratunku, próśb sprawdza się w moim przypadku w 100%. Pisz jakby co:))))

24

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Jacku, ah tak myślałam, że weźmiesz to do siebie.

Gratuluję że wybrałeś się do specjalistów.

Chodzi mi o robienie z siebie ofiary przed nią, nie tu na forum. Dobrze, że poruszasz tematy które Cię bolą na forum, ale mam nadzieje, że chcesz wyjść z problemu. Patrz--> wyciągnąć wnioski i budować coś lepszego i dojrzalszego. Chłopie, Ty wziąłeś nóż i zagroziłeś, że się zabijesz. To jest moim zdaniem cios dla partnera równy zdradzie. Wiesz jaką odpowiedzialność spychasz na drugą osobę? Nic, stało się. Moim zdaniem wybrałeś kobietę, która chce sukcesu i kariery, a chcesz z niej zrobić kochającą żonę i matkę. Nie!! To tak nie działa. Trzeba patrzeć na ludzi takimi jakimi są, a nie takimi jakimi chce się ich stworzyć. Jak chcesz takiej kochającej kobiety marzącej o dziecku, to takiej właśnie trzeba szukać.

25

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

moja historia jest dość długa, więc może jeśli masz chwile i chęć ją przeczytać podasz email i napiszę Ci na PW. Jednak w skrócie powiem tak..., on jest młodszy o dwa lata. Ma dziecko z inna. Jednak poznając go on już z nią nie był. Tak jak na początku. Szalona miłość, motylki itd itp. Jednak szybko się to skończyło. Powód ?? jego zazdrość. Chorobliwa, paranoiczna, pełno urojonych sytuacji. On jest spod znaku koziorożca. Miałam kiedyś już partnera spod tego znaku i też był tak strasznie zazdrosny. Wnioskuję, że coś musi w tym być. Wiem, że jestem osobą, która wzbudza zainteresowanie innych, jednak kiedyś zostałam zdradzona, wiem jak to boli, dlatego nie zdradzę swoje partnera. Wolałabym zerwać i dopiero wejść w nową znajomość. Ale pokochałam, więc po co mi ktoś inny?? On jednak tego nie rozumiał. On swoje wcześniejsze partnerki często okłamywał, dlatego myślę, że po tym jak sam się zachowywał, próbował oceniać mnie. Doszło do tego, że zrobił ze mnie kur... szma... itp itd nie tylko przed rodziną, ale i przed znajomymi. Obrażał mnie na każdym kroku i to w taki sposób, że sama się sobie dziwię jak mogłam to tolerować. Kochałam za bardzo?? Nadal kocham mimo iż mam świadomość, że zabił we mnie to co najlepsze: uśmiech każdgeo dnia, poczucie własnej wartości, radość z życia. Najgorsze jest to, że mam świadomość iż to związek toksyczny, niszczący mnie, zabijający we mnie wszystko to co najlepsze, a i tak nie umiem zapomnieć. Wpadam w panikę. Chcę umrzeć, albo siłą zatrzymać przy sobie, chociaż wiem, że takie zachowanie nie ma sensu i nie prowadzi do niczego dobrego. Potrafił być miły, czuły, kochający. Chciałam wtedy zatrzymać czas, aby trawało tak wiecznie. Jednak po godz potrafił zmwinić humor, zacząć mi coś wmawiać i tak ciągle. Spotykaliśmy się weekendami i sporadycznie w ciągu tyg. Week cudowny (chociaż nie odbyło się bez sprzeczek) a tylko odjechałam już wymyślanie zrywanie obrażanie i tak cały tydz do następnego week. Nie było tyg żeby mnei nie zostawił. Bywały dni że zrywał kilka razy. Ja oczywiście głupia błagałam pisałam płakałam - jednym słowem poniżałam się. On często mi mówił: wiem, że nigdy nie pozwolisz, abym Cie zostawił. Jego najdłuższy związek trwał 3 miesiące. Ze mną jest nie cały rok. Mam świadomość że to związek bez przyszłości. Na chwile obecną mamhy kontakt, ale znikomy. Za miesiąc dwa on wyjeżdża za granicę. Juz mi powiedzial, że jeśli do tego czasu jakimś cudem będzie ze mną gadał, to jak wyjedzie nie odezwie się już na pewno. Tak oto mnie kocha. Dlatego ograniczam kontakt do minimum. Chce zapisać się do psychologa. Są wakacje a mnie nic nie cieszy. Zamiast się śmiać jak rok temu, to płaczę. Jestem wrakiem człowieka. Podam Ci kilka przykładów jego zazrości: byłam u niego na wekk to musiałam z nim do pracy jechać i siedzieć w aucie, bo twierdził żę jak sama zostanę u niego w domu to kogoś sobie zaproszę,jak byłam w domu u siebie a on u siebie całą noc miał połączenie z  moim tel i słuchał czy ktoś nie wchodzi mimo to ciagle udawał że słyszy jak niby ktoś koło mnie leży albo że drzwi się otwieraja albo że nie slychy abym oddychala i pewnie wyciszam itd pełno innych chorych wymysłów, potrzebował kase to mowił że mam mu dać kilka tys albo zerwie, szalm do sklepu zabralam tel to juz bylo ze gdzies dzwonie na pewno. Przeszukiwał mi torebke portfel telefon wszystko. Szukał dowodów zdrady. Nigdy nie znalazł bo nie miał co ale tego nie rozmuiał. Przez niego straciłam kontakt z rodziną przyjaciółką znajomymi. Zabraniał mi się spotykać ze wszystkimi bo zaraz gadał że ide na rucha... . Mogłabym opisać tysiące przykładów. Nikt nie zrozumie i tak jeśli tego nie przeżyje. Czytałam w internecie i znalazłam wyjaśnienie jego zachowań:  Zespół Otella . Idealnie do niego pasuję. Dlatego tłumaczę sobię , że to nie jego winą. Jednak jak mu wspomnę o psychologu to uważa że ja mam iść. Nie on. Że ja mam problme. I najlepiej żebym do seksuologa szła. tutaj link do opisu tej choroby http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Otella   
Przytocze kilka zdań, które zbiły mnie z nóg.
- Objawia się urojeniami niewierności małżeńskiej (partnerskiej), które mogą być podobne do osądów i podejrzeń występujących w zwykłej zazdrości, ale o większym "zasięgu", tzn. krąg osób uznanych za "kochanków" jest przeważnie bardzo duży, zaś "dowody" - co najmniej niewystarczające lub wręcz absurdalne (kwit z pralni, awizo z poczty ? znalezione w kieszeni partnerki albo partnera).
- Osoby cierpiące na paranoję alkoholową uporczywie żądają "przyznania się" do niewierności przez partnera, zwykle idzie za tym obietnica, że po "przyznaniu się" niewierność zostanie wybaczona i dalsze życie małżeńskie/partnerskie będzie przebiegać "normalnie". Skutki "przyznania się" jednakże są zwykle zupełnie inne: następuje eskalacja podejrzeń, oraz żądania "przyznania się" do zdrady z coraz to innymi kochankami. ---> on wymuszał na mnie to non stop. Mówił powiedz przyznaj się a będziemy szczęsliwi bo mówisz prawde. Jak się nie przyznasz to koniec. Mówiłam mu że nie mam do czego że nic nie robiłam itd że nigdy go nie zdradziłam. Potrafił wtedy krzyczeć obrażać mnie szarpać wtedy pytałam jak Ci powiem że zdradziłam przestaniesz się wyżywać na mnie? on mówi że tak, to ja dobra niech będzie zdradziłam wówczas zaczynał mnie orzytulać całować a ja płakałam
- Początek psychozy jest na ogół powolny, postępuje ona również powoli. Dochodzi do nieustannych scysji z powodu zadręczających pytań o wierność seksualną, żądań wyjaśnień, śledzenia każdego kroku partnera, sprawdzania bielizny osobistej i pościelowej, szukania "znaczących" śladów na ciele. Zmieniony wyraz twarzy odczytywany jest jako bardzo "znamienny", dowodami zaś w przekonaniu chorego stają się najbardziej przypadkowe i niewinne sytuacje, zdarzenia, gesty, wypowiedzi partnera i innych osób. Dość charakterystyczne bywa brutalne wymuszanie przyznania się do winy zdrady.
Podobno choroba ta ma początek w wyniku dużego spożywania alkoholu. Mój parter pochodzi z patologicznej rodziny. Bieda, ojciec bardzo bił wszystkich, pił. On sam od najmłodszych lat zarabiał różnymi sposobami na wszystko. Pił palił itd. To dzięki mnie pfrzesał pić. A upijał sie do nieprzytomności. Ma świadomość tego , że dzięki mnie przestał uganiać się za dziewczynami, pić i palić. Ale za to im dłużej jest trzeźwy tym bardziej oskarża mnie o zdrady. Mówi o tym dzień w dzień całymi dniami. Wstanę zadzwonie do niego zapytam jak noc a on z kim sie ruchałaś, zadzwonie z pracy zapytam jak mu mija dzien a on do mnie jak sex z szefem, zadzownie wieczorem a on do mnie z kim sie umowilas na wieczorny sex i tak dzien w dzien. Przez niego nie mam ochoty na cokolwiek.
Potrzebuje pogadać z kimś postronnym. Z kims komu bede mogla sie wygadac kto mnie zrosumie i pomoze odnalezc siebie. Odbudować utracony szcunek do samej siebie. Moi ynajomi pryzjaciele... nie dość że konta nam się trochę urwał to nie chcą na jego temat nic słuchać, ponieważ uważają od samego poczatku że to nie facet dla mnie i ich zdaniem na własne zycienie marnuje sobie zycie a moze juz zmarnowalam
Czasami myślę że najlepiej żeby mnie nie było... już kupiłam sobie tabletki

26

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Bardzo przepraszam, że dopiero dzisiaj odpisuję ale przeczytałem całą Twoją historię i widzę, że też nieźle wdepnęłaś. Powiem Ci jak ja to widzę. Jemu po trochu życie zmarnował ojciec. Zmarnował mu to życie straszliwie. Musiało to się w końcu odbić na jego psychice. Nie można go natomiast tłumaczyć. Chciałaś żeby się leczył, prosiłaś zapewne. Wyciągnęłaś dłoń i to Ci się chwali. Moja narzeczona tej dłoni nie chciała wyciągnąć. Wolała uciekać, bo ją moje problemy przerastały. On musi sam sobie uświadomić co stracił i trzeźwo do tego podejść. Nie dałabyś rady wytrzymać w takim związku. Wcześniej czy później byś sfiksowała, zadręczyła się. Ja myślę, że Twoja rola w tym związku również sprowadza się do jednostki chorobowej. Kompletnie nie rozumiem, że musiałaś z nim jechać do pracy i siedzieć w samochodzie. Kompletne zniewolenie. Kto coś takiego by wytrzymał. Jeżeli go zostawiłaś to wyświadczyłaś sobie i jemu przysługę. Sobie, bo uwierz mi, jestem tego w 100% pewien, nie przeżyłabyś nie dość, że szczęśliwego życia, bo nie byłoby Ci ono dane, to jeszcze do tego wogóle być nie przeżyła. W końcu doszłoby do tragedii. Tak, jeśli byłabyś w tym związku, doszłoby  w końcu do tragedii. Jemu wyświadczyłaś przysługę, ponieważ jeżeli są w nim oznaki trzeźwo myślącego człowieka będzie wiedział co zrobił i zastanowi się nad tym. Może sam wpadnie na to aby się leczyć. Jeżeli tak bardzo Ci na nim zależy, poproś może kogoś z jego kolegów, przyjaciół aby z nim o problemie porozmawiali, bo sam sobie nie poradzi i sam może doprowadzić do tragedii. Jeżeli sam sobie nie pomoże to nikt mu nie pomoże. Ludzie zostają zawsze sami bo inni nie chcą identyfikować się ich problemami.
Ty natomiast nie rób głupot. Uwierz mi, ja Cię bardzo dobrze rozumiem. Ja przestałem być mężczyzną. Jakbyś mnie może zobaczyła to możliwe, że wcale byś tak nie powiedziała. Ale przestałem. Nie mam żadnego poczucia wartości. Miałem próbę samobójczą, chciałem się powiesić na klamce. Zrobiłem to. Włączyłem swoją ulubioną piosenkę i wisiałem. Czułem, że powoli odpływam ale coś mnie ruszyło abym tego nie robił. Wcześniej były żyletki. Potem myślałem o tabletkach. Już miałem wszystko ustawione. Pojawili się dobrzy, wspierający ludzie, którzy są dla mnie 24h na dobę. Rodzina, przyjaciele, obcy ludzie, którzy mi pomagają bo sami przeżyli załamanie. Wiesz ja straciłem wszystko. Ją, mieszkanie, znajomych, poczucie wartości, dziecko, miłość i moją chęć życia. Ja już Ci napisałem w poprzednich postach. Jeżeli ktoś doprowadza drugiego człowieka do takiego, że ten chce odebrać sobie życie to nie jest dobrym człowiekiem. Moja narzeczona zabiła nasze dziecko i prawie zabiła też mnie. Nie jest dobrym człowiekiem. Za wszelką cenę chciała pokazać, że jestem chory psychicznie. Nie udało się jej ale znajomi zapewne tak twierdzą. Oczywiście Ci nasi co przestali być już moimi.
On Cię wykończył psychicznie swoimi podejrzeniami i urojeniami. On jest naprawdę chory i ma problem w budowaniu relacji z partnerką. Nie możesz tkwić w takim związku a jak chcesz za wszelką cenę mu pomóc, pomóż mu przez znajomych.
Ty też potrzebujesz pomocy. Chodź do tego psychologa, pójdź do psychiatry. Walcz o siebie. Musisz odbudować poczucie własnej wartości. Sama możesz nie dać rady. Musisz poprosić o pomoc specjalisty. Pogadaj, jeśli tego jeszcze nie zrobiłaś z rodzicami, dziadkami, rodzeństwem, kimkolwiek z rodziny, przyjaciółmi. Rzeczywiście jeżeli znajomi są do niego z oczywistych względów uprzedzeni i nie chcą o nim słuchać to może są tylko znajomymi a Ty musisz porozmawiać z przyjaciółmi.
Ja mówię Ci na 100% ten związek by Cię wykończył i doprowadził do tragedii.
Ja chodzę do psychologa i trochę spraw zaczynam rozumieć i dochodzić do wniosku, że dobrze się stało, że mnie zostawiła, bo ja bym w tym związku zginął. Ja bym się wykończył. Ja potrzebuję kochającej i wspierającej partnerki. Ty też tego potrzebujesz ale nie teraz. Zobaczysz będziesz szczęśliwa. Musisz koniecznie zająć się swoim zdrowiem i sobą. Kobiety wiedzą co zrobić sobie dla poprawy humoru.
Czytają Twojego posta, wiem że jesteś wartościową, żądną czułości partnerką. Jesteś wartością samą w sobie i ona w Tobie jest tylko uśpiona i zakryta przez problemy Twojego partnera. Walcz ze sobą i o siebie.
Wysłałem Ci również krótką wiadomość na maila.
Wierzę w Ciebie i w siebie.

27 Ostatnio edytowany przez ona1990ona (2014-07-10 13:32:57)

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Tak jak mówisz... zarówno mnie jak i Ciebie ten związek prowadziłby do tragedii. Najgorsze że mam tego pełną świadomość, ale mimi to siedzę w tym bagnie po uszy. może jest to spowodowane strachem przed samotnościa??? Może tym że żyje wyobrażnią że jest on idealny a te wybryki jego są tylko chwilowe ?? może za bardzo rozpamiętuje te miłe chwile?? bo przecież też były. To nie tak że ciągle zachowywał się jak tyran. Może żal mi tego że tak kochał tak zapewniał o milości a teraz będzie mówił to innej? że innej da to czego mi nie potrafił? SZACUNEK.

Znajomi nie chcą rozmawiać tylko ze względu na to, że tyle razy zrywaliśmy, ja zapewniałam że nie wróce, znajomi byli przy mnie wspierali a ja i tak wracałam. Może czuli się w jakiś spsoób przez to oszukani?? Jedno jest pewne. Nie ma osoby, która by nie powiedziała, że to mężczyzna nie dla mnie. Wszyscy tak uważają. Rozmawiałam z jego znajomymi. Dziewczyna jego kolei, która zna go już kilka lat, powiedziała mi, że on każdą byłą swoją tak traktował. A nawet i gorzej. Czyli kolejny dowód na to że to nie we mnie jest problem tylko w nim. Co do jego kolegów to śmieją się ze wszystkiego. Część pewnie mu wierzy w te opowieści jak to go niby codziennie (tak codziennie z kilkoma) zdradzam a on jest taki kochający tak zakochany że nie umie mi tego nie wybaczyć. Robi z siebie ofiarę a ze mnie szma***e przed wszystkimi. Więc z jego otoczeniem nawet nie mam co rozmawiać. Oni nie widzą problemu. Nawet gdyby się okazało, że mam rację mówiąc że ma on problem psychiczny, to wątpię aby ktoś z jego znajomych się nim zainteresował. On obraża wszystkich. Nawet przede mna obgaduje kolegów a później z nimi noralnie gada, udaje kolegę. On ma problem na tle psychicznym - zazdrość i na tle seksualnym- ciągle mówi tylko o jednym. Mogłam mu powiedzieć nawet że nie wiem np bolą mnie dziąsła a on zaraz odp że to przez to że pewnie w pracy ...; no nie było 15min rozmowy żeby do tego nie nawiązał. Z mojego otoczenia żadko kto chciał z nim rozmawiać ponieważ ciągle nawiązywał do tego. Przy mojej rodzinie nawet jakieś sugestie gadał to mu ciocia zwróciła uwagę, że ma się zastanowić co robi bo jest ze mna niby mnie kocha a robi ze mnie szm***e . Wtedy zrobiło mu się głupio a jak pojechaliśmy do domu to powiedział: ciesz się że nie powiedziałem im prawdy jak się puszcza***sz. Aż wstyd o tym pisać ale takim człowiekiem. Nie wiem dlaczego. Ale nigdy nie spotkałam drugiego takiego człowieka. Czasami myślę że może dobrze że go spotkałam, bo wiem że gorzej to już się chyba trafić nie da.

Najbradziej boli fakt, że mimo iż to nie cały rok bardzo się zmieniłam. Z radosnej pewnej siebie osoby, mającej wokół siebie pełno ZNAJOMYCH (drukowanymi, bo on juz by to nazwał po swojemu) stalam sie smutna dziewczyna z brakiem poczucia wlasnej wartosci pozbawiona szacunku dla samej siebie. Tak pozbawiona. Bo pozwoliłam na to wszystko.  Wiesz, gdybyś mnie zobaczył, też bys nie wueirzył . Staram się być twarda, ale to tylko z zewnątrz. potrafię jeść kanapkę i rozplakać się jak bóbr i tak przez godz non stop płakać. To przykre, że musiało akurat nas to spotkać. Ba. Przykre, że wogóle inni ludzie, tak ranią drugich. A podobno tak kochali. Jeśli się kogoś kocha, to się tak nie zachowuje. Twoja była mój tak samo bawią się i nie przejmują wogóle nami. Ale los jest sprawiedliwy. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tego silniejsi. A oni, choć nie życzę nikomu źle, odczują jeszcze taki ból jak my. Los jest sprawiedliwy.

Mógłbyś napisać jeszcze raz email??? Niestety nie doszedł

Pozdrawiam
P.S. włąśnie przeczytałam mądre pytanie: jak ludzi których łączy wszystko może nagle wszystko dzielic?

28

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Maila jeszcze raz wysłałem a jak wrócę do domu wieczorem to jeszcze tutaj napiszę:)

29

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

I bardzo podoba mi się Twoje podejście. Piękne chwile, które z nimi mieliśmy nie odejdą i zostaną. Będzie żal, smutek ale one również przejdą. Najważniejsze żeby zacząć funkcjonować. Ja się nie mogłem z łóżka podnieść. Czułem się jak przyspawany do niego. Idealizowałem swoją partnerkę, że to ja jestem wszystkiemu winien. Gówno prawda. Nie byłem wszystkiemu winien, dużo rzeczy zrobiłem źle, ale nie byłem tak strasznym i złym człowiekiem. Nie przejmuj się opiniami jego kolegów. Ja się przejmowałem co pomyślą o nas nasi znajomi, wspólni znajomi, ale to jest dla mnie nieważne. Są już znajomymi tylko jej. Po co mi wiedzieć co oni myślą o mnie? Ty zrobiłaś już dużo dla niego. Zastanów się tak sama dla siebie jakim jesteś człowiekiem. Wypisz nawet na kartce swoje pozytywne cechy. Zrób to. A drugą kartkę zapełnij jego negatywnymi cechami. Zostaw ją dla siebie na kilka dni i czytaj codziennie. Później ją spal. A tą z Twoimi cechami czytaj na dobranoc. Jestem ciekawy jak na to spojrzysz. Jak spojrzysz na siebie. Wiem, co mówię. Zrób te listy.
Jesteś dobrym i wartościowym człowiekiem i nie można życia swojego poświęcać w całości partnerowi. Nikt nie będzie wtedy szczęśliwy. Nie można też tego życia sobie odebrać bo dasz tylko dowód na to, że to Ty byłaś chora.

30

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Powiem Ci ze jest mi strasznie ciezko. Bardzo tesknie. Wpadam w chisterie i paranoję. Tak bardzo mi zal tego wszystkiego. Tych dobrych chwil. Ze juz nigdy nie wrócą. Jest mi tak ciezko. Siedze ze znajomymi a myślami i tak jestem tylko z nim. Czuje taki ból nie mam nawet sił pisac

31

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Codziennie walczę ze sobą. Walczę o swoje życie. Boję się siebie i przyszłości. Chciałbym być na jej miejscu.

32

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Witaj Jacku.Przeczytałam twoją historię.To bardzo smutne i dramatyczne.Dobrze że spotykasz się z psychoterapeutą i jesteś pod opieką psychiatry.Jesteś wrażliwym,mądrym i wartościowym człowiekiem.
Czy masz jakie pasje,zainteresowania?Czy ukończyłeś już studia?Pracujesz? Jakie są twoje plany na najbliższe miesiące,dni?Co sprawia ci przyjemność i radość-tylko twoje własne przyjemności?
Co dobrego dla siebe robisz? Czy czujesz się sam ze sobą dobrze (w swoim wlasnym towarzystwie)? Co ciebie inspiruje,czym kierujesz sie w swoim życiu?
Nie traktuj moich pytań jako wścibstwo,bo nie taka jest moja intencja.Spróbuj sam sobie odpowiedziec na te kilka pytań.
Bądz DOBRY DLA SIEBIE.
Nie katuj już siebie takim mysleniem "Chciałbym być na jej miejscu."-to ciebie wciaż ściąga w dół. Nie trzymaj się kurczowo przeszłości.
ŻYJ TU I TERAZ dla SIEBIE.
Tyle fajnych rzeczy dzieje sie w twoim mieście ;-) Może poznasz kogoś wartościowego, a może są takie osoby w twoim otoczeniu tylko tego nie zauważasz?
Dasz radę :-))

33

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz
Iwona40 napisał/a:

Witaj Jacku.Przeczytałam twoją historię.To bardzo smutne i dramatyczne.Dobrze że spotykasz się z psychoterapeutą i jesteś pod opieką psychiatry.Jesteś wrażliwym,mądrym i wartościowym człowiekiem.
Czy masz jakie pasje,zainteresowania?Czy ukończyłeś już studia?Pracujesz? Jakie są twoje plany na najbliższe miesiące,dni?Co sprawia ci przyjemność i radość-tylko twoje własne przyjemności?
Co dobrego dla siebe robisz? Czy czujesz się sam ze sobą dobrze (w swoim wlasnym towarzystwie)? Co ciebie inspiruje,czym kierujesz sie w swoim życiu?
Nie traktuj moich pytań jako wścibstwo,bo nie taka jest moja intencja.Spróbuj sam sobie odpowiedziec na te kilka pytań.
Bądz DOBRY DLA SIEBIE.
Nie katuj już siebie takim mysleniem "Chciałbym być na jej miejscu."-to ciebie wciaż ściąga w dół. Nie trzymaj się kurczowo przeszłości.
ŻYJ TU I TERAZ dla SIEBIE.
Tyle fajnych rzeczy dzieje sie w twoim mieście ;-) Może poznasz kogoś wartościowego, a może są takie osoby w twoim otoczeniu tylko tego nie zauważasz?
Dasz radę :-))

Cześć Iwona, pasje są i hobby też. Bardzo lubię wyładować się na siłowni, choć teraz ciężko. Przez dwa lata chodziłem 4 razy w tygodniu a od 2,5 miesiąca nie byłem bo sprawa rozstania dosyć świeża. Schudłem 10 kg. Zacząłem na nowo chodzić na tą siłownię ale krzepa nie ta. Drugą pasją - co może wydać się śmieszne, od siłowni do ... - to jest teatr. Uwielbiam bardziej niż kino. Pasje realizuję. Jestem już po studiach, pracuję a planu na najbliższe dni, miesiące to chyba zmiana mieszkania, przytycie 10 kilo:), stworzenie teatralnego bloga, może otworzenie firmy. Ze znajomymi trochę ciężko bo albo powyjeżdżali, albo mają rodziny a nasi wspólni zostali po jej stronie. Zresztą poznałem ich przez nią. Uczę się siebie. Czy jestem dobry dla siebie, czy siebie akceptuję, kocham. Chyba jeszcze nie. Ale ... próbuję. Boli mnie jak cholera dusza.

34

Odp: Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Jak pokochasz siebie, wyleczysz się ze wszystkiego, to napewno ktoś pokochała Cię nad życi, tylko uważnie patrz na przyszłe wybranki. wink

Nie jedna marzy o takim facecie jak ty smile ją jestem jedną z tych wink)

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zostawiła mnie po 5 latach - potraktowała jak rzecz

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026