Witam .. nie wiem od czego zacząć. Był piękny ślub, obietnice miłości, szacunku....
W tym roku będzie już osiem lat jak tworzymy (pseudo???-)rodzinę. Mamy po 34 lata i dwoje dzieci, kredyt.... Po ślubie i urodzeniu syna było w miarę ok. Jak to sobie tłumaczyłam docieraliśmy się. Były kłótnie, ale on potrafił jeszcze wtedy przeprosić. Po urodzeniu syna (kilka m-cy pracowałam) zwolniono mnie z pracy. W okresie wypowiedzenia zaszłam w ciążę, dzięki czemu miałam przedłużoną pensję i mogłam potem iść na wychowawczy. Myślałam, że sytuacja między nami się poprawi. Urodziła się córka. W międzyczasie ja zaczęłam poważnie chorować, pojawiła się astma i różne inne problemy kończące się często pobytem w szpitalu. Mam wrażenie, że od kiedy zwolnili mnie z pracy zawodowej on stracił cały szacunek dla mnie. Jako dla człowieka i jako dla kobiety.
Chyba pierwszy raz zdałam sobie sprawę z tego, że On nie jest zadowolony z naszego związku, gdy byliśmy u znajomych i tam po kilku głębszych poruszył temat związku. Okazało się, że mój mąż absolutnie zadowolony nie jest.. co pierwszy raz usłyszałam przy obcych ludziach(!!).Potem w domu jak drążyłam temat to usłyszałam, że "Ty taka wszą jesteś". Dostałam jak obuchem w łeb. Przepłakałam wieczór w łazience. Staję na rzęsach, żeby zadbać o dom i dzieci. Chodzę na 3 godzinne spacery z córką z wózkiem, żeby on wsypał się w spokoju po nocce. Dzieci ciągle chorują więc to ja się nimi zajmuję (ja razem z nimi bo mnie zarażają). Syn ma orzeczenie o niepełnosprawności i wiele chorób. Mąż pracuje. Z reguły nic nie pomaga mi w domu (robi jedynie zakupy i płaci rachunki). Ja tylko wysłuchuję aluzji, że nic nie robię. "Bo w tym domu to tylko nasrać" ,Bo On zarabia dosłownie cyt "zapieprza". Postarałam się i dwa lata temu załatwiłam zasiłek z MOPSU na syna. Teraz przynajmniej nie ma argumentu, że nie mam swoich pieniędzy. Potrafi mi zrobić awanturę np. o zakupione podkładki filcowe pod meble..bo kasy nie ma. A jak jego rodzice mają urodziny imieniny, to mu nie żal wydać kasy i to często nie małej.. Dziś np. szedł na zakupy i poprosiłam go aby kupił jakieś owoce i winogron a on mi na to, że nie kupi bo winogron jest drogi (!!!). Szlag mnie trafił.... w nerwach wypomniałam mu piwko, które codziennie prawie pije i na to ma kasę oraz prezenty dla rodziców na imieniny niby 50 zł.. oczywiście się wk... i powiedział ,że się wyprowadzi. (wszystko to przy dzieciach)
Od paru już lat straszy mnie tym rozwodem. Ja już nie mam siły. Gnoi mnie na każdym kroku także przy obcych ludziach. Kiedyś zrobił mi awanturę w rejestracji medycznej, dlatego żeśmy niepotrzebnie pojechali do innego miasta na wizytę z dzieckiem (przychodnia nas nie powiadomiła o zmianie terminu.) Awantura generalnie może być o wszystko, brudny kubek po jogurcie nie wyrzucony od razu do śmieci, o wieczny syf (według niego) w domu(staram się jak mogę, ale przy dwójce maluchów nie da rady utrzymać porządku, a czasem sił mi brak fizycznych). Teraz znowu byliśmy wszyscy chorzy tzn. ja i dzieci i oczywiście usłyszałam, że migam się od obowiązków (!!) Tak po 4 dniach mojego leżenia z gorączką powinnam sobie wsadzić wiatrak w tyłek i podłogi froterować.
Ciągle tylko słyszę idż do pracy itd., A kto sie dziećmi zajmie jak będą chore? Przecież za te zarobiona najniższą krajową nawet na opiekunkę mi nie starczy. Nikogo nie obchodzi, że mam wyższe wykształcenie i magistra. Nikt mnie w pracy nie będzie trzymał jak absencja będzie się powtarzać, tylko wywali. Jego zajebista rodzinka oczywiście też się baaaardzo dopytuje...Choć nikt nam pomocy w opiece nad dziećmi w razie czego (w razie ich choroby) nie oferował.
Mąż potrafi mnie przy dzieciach nazwać głupią.. Przeklina przy nich, jest wybuchowy, wszystko załatwia krzykiem. Jak biorę dzieci stronę, to wymawia mi, że "ty zawsze ich bronisz". Jak go o coś pytam nie odpowiada. Lub odpowiada "nie chce mi się z tobą gadać" " nie ma sensu z tobą rozmawiać". Potrafi nie odzywać się przez kilka dni (tak wiem, że to jest znęcanie się emocjonalne:(. W domu nie robi prawie nic poza siedzeniem parę razy dziennie w klopie z komórką (!!), i wiecznym polegiwaniem w sypialni albo na kanapie. Bo ON jest zmęczony. Za to jak jego mamusia lub tatuś dzwoni to zapierdziela ino się kurzy i nigdy cyt.: "nie ma problemu".
Boję się,ale nie boję się samotności (już jestem samotna, czasem aż wyć się chce) tylko tego, że nie poradzę sobie finansowo. Syn potrzebuje wielu konsultacji prywatnych, córka czasem też. Ja też mam orzeczenie o niepełnosprawności. Nie wiem co z kredytem?? Mnie po rozwodzie nie będzie stać na spłatę kredytu więc wiem, że w tym mieszkaniu nie będziemy mogli zostać. Mogłabym przeprowadzić się do rodziców-mają duży dom...ale tam relacje też nie są dobre. Ojciec jest bardzo podobny do mojego męża.. niestety:(
Teraz żyjemy na wiecznej huśtawce emocjonalnej. Są dni kiedy jest super mówi "kochanie", okazuje czułości itd. A potem byle pretekst i straszy, że się wyniesie. Potrafi mi nawet chorobę wypomnieć... (choć w seksie to mu zupełnie nie przeszkadza).Non stop przesiaduje u matki. Dla niego nie jest ważne, że w sobotę jak ona ma wolne potrzebowałabym pomocy w mieszkaniu We dwoje wszystko byśmy szybciej zrobili. Dlatego on bierze dzieci jedzie do matki a ja zawalona praniem i innymi obowiązkami zostaję doprowadzać dom do porządku... Telefon komórkowy jest na niego bo tak było taniej( w abonamencie) ja zrezygnowałam ze swojego starego numeru(teraz żałuję). Nawet maila mojego podał i teraz przychodzą na niego rachunki domowe. Za to widzę czasem jak szybko zamyka swojego maila jak ja przechodzę. Jak go zapytałam dlaczego tak jest , że on ma dostęp do mojego maila a przede mną robi tajemnicę ze swojego to mnie zbył oczywiście milczeniem.
Potrafi wszystko tak obrócić, żeby mi dowalić jak najboleśniej. Kiedyś żaliłam mu się, że jego siora z kuzynką rozmawiają przy mnie na ucho. A on do mnie wrednym tonem " może sobie na to zasłużyłaś". Nigdy sam z siebie nie przeprosi. To ja muszę drążyć temat.
Robię wszystko, żeby utrzymać te rodzinę. Tylko nie wiem czy nie zatracam w tym siebie i swojej godności. Jaki szacunek będą miały moje dzieci do mnie skoro widzą takie zachowania u ojca? Syn (6 lat)kiedyś powiedział do mnie, że lepiej by nam było gdybyśmy mieszkali bez taty. Jezu jaką ja miałam wielką ochotę przyznać synkowi rację ... Ale nie mam odwagi. Boję się, że on mi zabierze dzieci. Tak mi kiedyś powiedział. Ja dla dzieci poświęciłam wszystko.. pracę, czas wolny, zainteresowania...
Mąż ma dobra pracę, dostaje duże pieni adze dodatkowe raz w roku. Teraz nam się wcale nie przelewa kredyt i rachunki za mieszkanie są duże. Ciągle piorę bo synek się moczy (nie wiem czy z przyczyn psychologicznych czy zdrowotnych diagnostyka w toku).
Przepraszam ,że ten post taki długi... nie mam z kim pogadać. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie...