Witam,
Jestem z moją dziewczyną od ponad 6 miesięcy.Seks zaczęliśmy uprawiać po niecałym miesiącu, co ciekawe ona bardziej na to naciskała niż ja. Moja dziewczyna to mój pierwszy poważny związek, ona była wcześniej w dwóch. Ja mam 24 lata, ona 20.
Początkowo wszystko było dobrze - oboje mieliśmy taką samą praktycznie ochotę na wspólne zabawy w łóżku, ja byłem szczęśliwy, że trafiłem na kobietę o podobnych potrzebach co ja.Coś zaczęło się psuć około 1 miesiąca temu - zauważyłem, że ma problemy z osiągnięciem orgazmu, kiedy generalnie na początku to ona szybciej dochodziła od mnie. Orgazm u niej był standardem, zdarzały się dwa, czy nawet trzy pod rząd. Na moje pytanie co się dzieje odpowiadała atakiem w moim kierunku - twierdząc, że ja jestem facetem i to ja w seksie muszę osiągnąć orgazm, a ona jako kobieta nie musi. Przez kolejne tygodnie jakość naszych stosunków dalej spadała. Tydzień temu było już tak źle,że postanowiłem z nią porozmawiać.Ubiegła mnie - dowiedziałem się, że od jakiegoś czasu zmusza się do uprawiania seksu (bo jak mi odmawia to jestem smutny, jak po to jestem zadowolony i rozluźniony), a ostatnio tak przelała się czara goryczy, że udawała orgazm. To ostatni ją tak gryzło,że postanowiła się przyznać.
No i teraz zaczął się Hyde Park. Na moje sugestie o dłuższą przerwę w stosunkach reaguje seksem następnego dnia. Jak się pytam dlaczego to robi to dowiaduję się, że przecież widzi, że mam swoją "chuć" i pomaga mi spełnić bo tego potrzebuje. Ignoruje moje argumenty, że aby uspokoić trochę mój popęd to nie jest rozwiązanie. Na pytanie dlaczego u niej opadły chęci odpowiada ,że przecież minęło pół roku i nie powinniśmy tego robić co dziennie. Przy tym powołuje się na doświadczenia z poprzedniego związku z ponad 40 letnim facetem, gdzie z tego co zrozumiałem między wierszami po pierwszych 2-3 miesiącach seks miała co plus-minus tydzień.
Generalnie to nie wiem co robić. Na próby rozmowy reaguje alergicznie, ucieka do przodu atakując moją osobę. Wszystkie próby rozmowy nazywa "pretensjami" bez względu na argumenty.Czuję, że związek mi się sypie. Nie wiem co robić, bardzo ją Kocham. Specjalnie dla niej zmieniłem kilka aspektów swojego życia. Jednak popędu nie ograniczę, szczególnie jeżeli dość częstą seks mam. Tylko ostatnio czuję się jak pies żebrzący o jedzenie. Jak pani się spodoba - dostanę kąsek, jak nie - pani na mnie nawrzeszczy. Jest mi szczególnie ciężko, bo zakochałem się w niej za olbrzymie zaangażowanie jakie wkładała w nasz związek na początku. O jakiegoś czasu czułem ,że z "biorcy" stałem się "dawcą",ale ostatnio zacząłem odczuwać brak zaangażowanie z jej strony. Może dlatego,że z mojej strony ma "wszystko"? Nie musi do mnie jeździć, wie ,że jak mam czas to ja przyjadę. Jeżeli potrzebuje pomocy to może liczyć na moją pomoc tylko pod warunkiem, że potrafię. O nic nie musi się starać, wszystko i tak dla niej zrobię. Z drugiej strony na moje sugestie byśmy coś zrobili często słyszę - kiedy indziej,nie chcę mi się, daleko mam do ciebie, nie przyjadę,jak przyjadę to będę musiała wracać w nocy... Jedyne co wybija ją z takiego stanu to zazdrość. Jak parę dni temu usłyszała, że jest mam doła z powodu problemów na uczelni i wyskoczę chyba na piwo z koleżanką z akademika - to była gotowa wszystko rzucić i przyjechać do mnie. Tego dnia też dzięki temu miałem jeden z najbardziej satysfakcjonujących stosunków ostatnimi czasy.
Czy w naszej sytuacji pomogła by wizyta u seksuologa? Co mam zrobić? W dyskusjach to ja zawsze mam za duże potrzeby, nie ona za małe.Proszę o pomoc.
Namówiłem ją byśmy kupili test ciążowy - ostatnio miewa bule brzucha które się także zaczęły miesiąc temu. Zaczęła też trochę więcej jeść.