Witam Was wszystkich ![]()
Piszę ten post ponieważ w moim życiu nastąpił bardzo trudny okres. Jestem mężczyzną w wieku 28 lat a moja partnerka 29 lat. Nasz związek zaczął się 8 lat temu od czasu studiów. Bardzo się zakochaliśmy w sobie i było nam naprawdę dobrze. Oboje czuliśmy się kochani przez siebie i jedno nie wyobrażało sobie życia bez drugiej osoby. Moja partnerka po upływie około 2 lat bardzo naciskała na ślub. Nie było tak, że ja nie chciałem tego ślubu - bardzo chciałem i byłem pewien tego, że to właśnie z nią chcę ułożyć sobie życie. W tamtym momencie może byłem jeszcze trochę niedojrzały i nie gotowy dlatego chciałem abyśmy pobrali się za jakieś 2-3 lata. Mieliśmy też problem z ustaleniem miejsca wspólnego zamieszkania. Ja chciałem u siebie a ona u swoich rodziców. Zostawiła mnie. Było mi bardzo ciężko, nie mogłem się pozbierać. Nie chciało mi się dosłownie nic. Po jakimś czasie (bez kontaku zarówno z mojej jak i jej strony) odezwała się i tak jakoś małymi kroczkami zaczęliśmy się widywać coraz częściej aż wróciliśmy do siebie. To ona jako pierwsza zaproponowała żebyśmy spróbowali. Powiedziała, że nadal mnie kocha i jeśli ja też chcę spróbować jeszcze raz to będzie fajnie. Nasze rozstanie nie trwało nawet pół roku. Po czasie gdy do siebie wróciliśmy chciałem mieć pewność, że na pewno nie żałujemy tej decyzji i oboje jesteśmy pewni tego jaką chcemy dla nas przyszłość. Rok temu oświadczyłem się, planowaliśmy datę ślubu - odwiedziliśmy kilka sal weselnych i już prawie się zdecydowaliśmy. Jej rodzice nie chcieli się poznać z moimi - twierdzili, że przyjęcie nieotrzebne - tylko my i rodzice
Daliśmy sobie spokój z weselem. Zdecydowałem się na dziecko - chciałem razem z chrztem wziąć ślub. Przez 9 m-cy ona nalegała na wynajęcie mieszkania. Chciałem zamieszkać na początku albo u mnie albo u jej rodziców (zobaczyć jak to będzie ponieważ pracuję tylko ja - bałem się sytuacji gdy rachunki przekroczą potrzeby dziecka a nie chciałem do tego dopuścić) Równo 2 tygodnie temu narodził się nasz synek. Myślałem, że będziemy razem wychowywać nasze dziecko i będziemy razem. Okazało się, że nie mogłem nic powiedzieć ponieważ jej rodzice wiedzą najlepiej a ja chce źle dla własnego dziecka. Zaczęło mnie to wkurzać. Po wizycie położnej okazało się, że jednak robią źle i to co mówiłem to jednak było prawidłowe. Chciałem teraz wynająć mieszkanie i stworzyć prawdziwą rodzinkę. Nie chce żeby dziecko nie miało ojca. Ona teraz nie chce się wyprowadzić. Po powrocie ze szpitala jej ojciec kazał jej wybierać między rodziną a mną
Poszedłem do ojca i porozmawiałem. Wyjaśniłem jakie mam plany odnośnie ślubu, mieszkania itd. Teraz ona chce się rozstać, mieszkać z rodzicami... Mowi, że bardzo obraziłem jej rodziców. Mam wrażenie, że to oni podejmują za nia wszystkie decyzje....
1 2015-03-19 13:36:27 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-03-19 13:50:20)
Podobne tematy
Zobacz ja wczoraj napisalam mój post. Jakże bym chciała żeby mój mąż był taki jak ty. A on jest taki jak twoja partnerka. Woli z matką i ojcem być niż tworzyć prawdziwą rodzinę. Dobrze zrobiles, ze chciales własnego mieszkania. To może być problem przy małym dziecku, na pewno kobiecie byłoby ciężko. Ale razem byście mieli szansę na zbudowanie relacji, której u mnie brakło. Twoja dziewczyna nie dojrzała do rodziny, albo boi się że będzie sama z dzieckiem. Może boi się ze nie da sobie rady. Porozmawiaj szczerze, czego się obawia. Rodzice mają na nią duży wpływ, ale to ty jesteś ojcem, to z tobą ma to dziecko. Dlaczego wybrała ich. Musisz z nią szczerze porozmawiać
3 2015-03-19 15:26:27 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-03-19 15:51:43)
Nie da się z nia normalnie porozmawiać. Po chwili zaczyna mówić, że już ją to denerwuje i żebym dał jej spokój. Mało tego o 20 jej ojciec prawie "wyrzuca" mnie z domu bo czas odwiedzin już minął. Po wymianie zdań widząc, że w ten sposób nic nie ugram ustępuje mu bo nie chce żadnych szarpanin (według mnie jest osobą zbyt nerwową i widzi tylko jeden sposób rozwiązań). Ona mowi, że ja jestem niedojrzały i nie chcę założyć rodziny. Twierdzi, że do wszystkiego mnie zmuszała - zaręczyny, dziecko itd.
Właściwie to było do przewidzenia, bo wspólne mieszkanie z rodzicami prawie zawsze powoduje mniejsze lub większe konflikty.
Dziewczyna pewnie nie końca przecięła pępowinę. To z Nią powinieneś rozmawiać i rozmawiać, do skutku, aż coś w końcu ustalicie.
5 2015-03-20 14:51:27 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-03-20 17:11:23)
Odwiedzam synka ale z nią nie ma żadnej rozmowy. Jest taka zimna, obojętna, bez uczuć. Nigdy taka nie była. Ciągle jej powtarzałem, że jestem pewien i chce wziąć ślub a ona teraz zarzuca mi ciągłe kłamstwa w kwestii ślubu. Czy po 8 latach związku można tak poprostu o wszystkim zapomnieć? Przecięż to nie są 2 miesiące... Tochę sobie tłumaczyłem to jakąś depresją po porodzie. Teraz zaczynam myśleć, że chciała tylko dziecko a tak naprawdę mnie nie kocha... Niszczy nie tylko nasze życie ale najbardziej naszego dziecka
Bardzo boli mnie to, że nie widzę dziecka 24h na dobę tak jak każdy tatuś w normalnym związku... ![]()
Jak od początku mieliście problem z ustaleń decyzji o wspólnym życiu. To teraz raczej nie licz na to że coś wskórasz uporem czy walką o dziecko. Pozostaje ci być obecnym przy dziecku na tyle co oni ci pozwalają. A od strony prawnej możesz sobie zasądzić prawa do bycia z dzieckiem sam. Pod warunkiem że ze twojej strony nie ma nic do zarzucenia ? Myślę że ślub tu nic nie zmieni i daj sobie spokój z planami na przyszłość przy takiej kobiecie. Już to usłyszałeś trafiłeś na córunię tatusia której dobrze w ciepłym gniazdku.
A ja rozumiem tę dziewczynę, też bym miała dość faceta i nabrała do niego obrzydzenia, który mi robił wielką łaskę, że się ze mną ożeni po 8 (sic!) latach związku. Coś co inne mają po 2 latach, to ona na to musiała czekać aż 8 lat... I się pytam gdzie tu miłość z twojej strony? Jesteś zwykłym egoistą. I ona teraz się na tobie mści, że musiała tyle czasu czekać i ja ją doskonale rozumiem. Nie rozumiem tylko po co do ciebie w ogóle wracała i robiła sobie z tobą dziecko, jakby nie mogła poszukać kogoś wartościowego, kto by ją docenił i bez łaski się z nią ożenił i z takim porządnym "facetem z jajami" powinna zrobić sobie dziecko, a nie z tobą, nieudacznikiem, który musiał aż 8 lat się zastanawiać czy dziewczyna zasługuje na to by być żoną pana i władcy.
Bylibyśmy juz rok po ślubie gdyby nie jej rodzice i ich pomysły na nasze wesele. Rozmawialiśmy i oboje chcieliśmy wziąć ślub razem z chrztem dziecka. A teraz jakoś dziwnie po słowach ojca aby dokonała wyboru między rodzina a mną to nagle jest moja wina. Bo 8 lat się zastanawiałem tak? Jak zwykle wina musi być po właściwej stronie czyli faceta.
Witam Was wszystkich
Piszę ten post ponieważ w moim życiu nastąpił bardzo trudny okres. Jestem mężczyzną w wieku 28 lat a moja partnerka 29 lat. Nasz związek zaczął się 8 lat temu od czasu studiów. Bardzo się zakochaliśmy w sobie i było nam naprawdę dobrze. Oboje czuliśmy się kochani przez siebie i jedno nie wyobrażało sobie życia bez drugiej osoby. Moja partnerka po upływie około 2 lat bardzo naciskała na ślub. Nie było tak, że ja nie chciałem tego ślubu - bardzo chciałem i byłem pewien tego, że to właśnie z nią chcę ułożyć sobie życie. W tamtym momencie może byłem jeszcze trochę niedojrzały i nie gotowy dlatego chciałem abyśmy pobrali się za jakieś 2-3 lata. Mieliśmy też problem z ustaleniem miejsca wspólnego zamieszkania. Ja chciałem u siebie a ona u swoich rodziców. Zostawiła mnie. Było mi bardzo ciężko, nie mogłem się pozbierać. Nie chciało mi się dosłownie nic. Po jakimś czasie (bez kontaku zarówno z mojej jak i jej strony) odezwała się i tak jakoś małymi kroczkami zaczęliśmy się widywać coraz częściej aż wróciliśmy do siebie. To ona jako pierwsza zaproponowała żebyśmy spróbowali. Powiedziała, że nadal mnie kocha i jeśli ja też chcę spróbować jeszcze raz to będzie fajnie. Nasze rozstanie nie trwało nawet pół roku. Po czasie gdy do siebie wróciliśmy chciałem mieć pewność, że na pewno nie żałujemy tej decyzji i oboje jesteśmy pewni tego jaką chcemy dla nas przyszłość. Rok temu oświadczyłem się, planowaliśmy datę ślubu - odwiedziliśmy kilka sal weselnych i już prawie się zdecydowaliśmy. Jej rodzice nie chcieli się poznać z moimi - twierdzili, że przyjęcie nieotrzebne - tylko my i rodziceDaliśmy sobie spokój z weselem. Zdecydowałem się na dziecko - chciałem razem z chrztem wziąć ślub. Przez 9 m-cy ona nalegała na wynajęcie mieszkania. Chciałem zamieszkać na początku albo u mnie albo u jej rodziców (zobaczyć jak to będzie ponieważ pracuję tylko ja - bałem się sytuacji gdy rachunki przekroczą potrzeby dziecka a nie chciałem do tego dopuścić) Równo 2 tygodnie temu narodził się nasz synek. Myślałem, że będziemy razem wychowywać nasze dziecko i będziemy razem. Okazało się, że nie mogłem nic powiedzieć ponieważ jej rodzice wiedzą najlepiej a ja chce źle dla własnego dziecka. Zaczęło mnie to wkurzać. Po wizycie położnej okazało się, że jednak robią źle i to co mówiłem to jednak było prawidłowe. Chciałem teraz wynająć mieszkanie i stworzyć prawdziwą rodzinkę. Nie chce żeby dziecko nie miało ojca. Ona teraz nie chce się wyprowadzić. Po powrocie ze szpitala jej ojciec kazał jej wybierać między rodziną a mną
Poszedłem do ojca i porozmawiałem. Wyjaśniłem jakie mam plany odnośnie ślubu, mieszkania itd. Teraz ona chce się rozstać, mieszkać z rodzicami... Mowi, że bardzo obraziłem jej rodziców. Mam wrażenie, że to oni podejmują za nia wszystkie decyzje....
Musisz stanac na wysokości zadania i sila zabrać zone od rodzicow. Powiem Ci ze ja tak robilem kilka razy. Czasami pepowina u kobiety jest bardzo mocna i potrzeba nawet nascie lat na jej całkowite zerwanie. Teoretycznie, gdybyście zamieszkali wcześniej razem to by ten proces już dawno się rozpoczal, i ewolucyjnie bylby już bardzo zaawansowany. Musisz jednak stworzyć warunki dla Niej i dziecka.
Wyciągnięcie jej z domu rodziców jest nierealne. Dzisiaj rozmawiając z nia przez telefon i informując, że zaraz przyjadę do dziecka usłyszałem w słuchawce głos jej matki: "proszę tutaj nie przyjeżdzać ani dziś ani nigdy".
Ja nie mogę, ale jazda... Na Twoim miejscu nagrywałabym wszystkie rozmowy, w miarę możliwości podczas pobytu u niej w domu też miej ze sobą dyktafon albo kamerkę (tylko tak, żeby nikt nie zauważył). W końcu dojdzie do tego, że nie będziesz w ogóle mógł widywać dziecka, a wtedy takie dowody w sądzie będą niezbędne no i podziałają na Twoją korzyść.
Dla mnie dziewczyna jest niepoważna. Jesteście dorosłymi ludźmi, a ona tak daje się manipulować rodzicom. Co to za tekst, że do 20-tej możesz u niej przebywać?Albo, że jej matka decyduje, czy możesz zobaczyć własne dziecko? To takie trochę "murzyn odwalił robotę, murzyn może iść". Szkoda tylko Ciebie, że wcześniej tego nie zakończyłeś. Teraz nieszczęśliwy jesteś Ty, a i w przyszłości pewnie dziecko, które też będzie manipulowane przez chorych dziadków.
Hmm, a może spróbuj ją zaszantażować, że albo ona się wyprowadzi i zamieszka z Tobą, albo nie będziesz jej dawać pieniędzy?
12 2015-03-28 20:54:32 Ostatnio edytowany przez AnnaCh79 (2015-03-28 20:55:48)
Ja po okolo 8 latach chodzenia z chlopakiem ktory nie chcial rodziny-odeszlam.
tez nabralam do niego obrzydzenia i zamknelam wszytskie drzwi. wygonilam go.
dzis mam 36 lat, ani dziecka, ani faceta ani rodziny ani nawet dobrej pracy ![]()
Dziewczyna juz Cie nie kocha, zniecheciles ja do siebie, owym dlugim chodzeniem i laska ze sie ozenisz, ...dlatego woli byc z rodzicami i dzieckiem. i miec spokoj od ciebie.
Autorze, zdabadz sie na cierplwosc i wyrozumialosc. Twoja dziewczyna ma prawo po porodze (jak i miala w ciazy) zachowywac sie mniej przewidywalnie. Ciaza i porod to czas olbrzymich zmian hormonalnych i wierz mi, ze potrafia one niezle zmieniac czlowieka nastroj i myslenie. Nie wszystkie kobiety tak maja, ale wiele. Dlatego nie naciskaj, badz wyrozumialy i badz blisko w miare mozliwosci. Nic na sile. Jesli byliscie tyle lat blisko i dziewczyna zdecydowal sie na dziecko z toba, jestes dla niej wazny. Nie zepsuj tego. Teraz postaw jej samopoczucie i waszego dziecka ponad swoim.
Ja nie mogę, ale jazda... Na Twoim miejscu nagrywałabym wszystkie rozmowy, w miarę możliwości podczas pobytu u niej w domu też miej ze sobą dyktafon albo kamerkę (tylko tak, żeby nikt nie zauważył). W końcu dojdzie do tego, że nie będziesz w ogóle mógł widywać dziecka, a wtedy takie dowody w sądzie będą niezbędne no i podziałają na Twoją korzyść.
Dla mnie dziewczyna jest niepoważna. Jesteście dorosłymi ludźmi, a ona tak daje się manipulować rodzicom. Co to za tekst, że do 20-tej możesz u niej przebywać?Albo, że jej matka decyduje, czy możesz zobaczyć własne dziecko? To takie trochę "murzyn odwalił robotę, murzyn może iść". Szkoda tylko Ciebie, że wcześniej tego nie zakończyłeś. Teraz nieszczęśliwy jesteś Ty, a i w przyszłości pewnie dziecko, które też będzie manipulowane przez chorych dziadków.
Hmm, a może spróbuj ją zaszantażować, że albo ona się wyprowadzi i zamieszka z Tobą, albo nie będziesz jej dawać pieniędzy?
tak tylko lipa jest taka że nagrywać bez poinformowania osób (w tym wypadku dziewczyny ) nie można bo jest to prawnie zakazane i to rodzice dziewczyny mogli by wnieść sprawe o znieważenie ich prywatności ;/. także z tym ostrożnie
... a co do manipulacji i szantażu o kasę dla dziecka to myślę że on jeden przeciwko "teściom " którzy pewnie lepiej zarabiją to pewnie też nie wygra ..;/.. Ładne pranie mózgu zrobili tej dziewczynie jej rodzice .. nie da sie ukryć.. skoro własnego zdania nie ma i rodzice we wszystkim decydują ;/ a co gorsze ta kobieta ma 29 lat i tak sie daje sterować i kontrolować ;/
15 2015-04-10 12:08:36 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-04-10 12:11:01)
Utrudniają kontakt coraz bardziej... Wczoraj nikt nie otworzył abym mógł zobaczyć synka
W święta nie mogłem przyjechać bo jak to określiła: "Święta są po to żeby spędzać czas z rodziną - nie przyjeżdzaj". Muszę iść do Sądu Rodzinnego o wydanie dokumentu zezwalającego na widzenia. Bez tego nawet policja się nie chce interesować sprawą. Nadal do mnie nie dociera to co się dzieje... ![]()
16 2015-06-23 18:21:14 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-06-23 18:23:32)
Na początku maja odbyły się 2 rozprawy sądowe (o alimenty i o ustalenie stałego miejsca zamieszkania dziecka). Matka dziecka zobowiązała się przed sądem, że nie będzie mi utrudniać w spotkaniach z dzieckiem. Wszystko ładnie na sali sądowej. Od tamtego momentu widziałem dziecko 2 razy
Ciągle wymyśla jakieś choroby jak nie swoje to dziecka i mówi: "Widzenia nie będzie!" Czy ja próbuję się dostać w odwiedziny doi zakładu karnego czy co? Ostatnim razem zagroziła, że jak dotknę dziecko to od razu idzie z nim do domu i koniec spaceru. Dzisiaj dzień ojca
Ja nie mogę być przy moim synku
Złożyłem wniosek do sądu o ustalenie kontaktów i czekam na informację o dacie rozprawy. Proszę powiedzcie dlaczego ona tak postępuje? Tyle kobiet chce aby ojcowie choć trochę zainteresowali się swoimi dziećmi a tu w moim przypadku jest odwrotnie- ja chce ale mam to uniemożliwione. Kiedy ona zrozumie, że to dziecku wyrządza szkodę. Powiedziała, że dziadków nie da mu poznać (moich rodziców). Wychowuje go sama ze swoją mamą i bratem a ja nie wziąłem własnego dziecka na ręce od marca
Nie odbiera telefonów, rzadko odpisuje na sms. Oczywiście jak pojadę to nikt nie wychodzi. Nawet aktualnego zdjęcia synka nie chce wysłać...
Dodam tylko tyle ze czytalam opinie na jego temat w internecie i wypowiedzi wsrod pacjentow nie sa zbyt przychylne . Na mnie natomiast zrobil bardzo dobre wrazenie i nie mam tu tylko na mysli jego wiedzy medycznej.
??? Chyba odpisałaś nie w tym poście...
Masz racje pomylilam posty. Pisalam w pospiechu i tak wyszlo.zauwazylam po czasie.przepraszam????
Nic się nie stało :-)
Pomoże mi ktoś zrozumieć takie zachowanie?
Wydaje mi się, że ona w końcu dojrzeje, ale to może dłuuugo potrwać. Dziewczyna obudziłaby się gdyby zabrakło pomocy rodziców. Jak sobie zda sprawę, że zostanie sama z 'problemem' (dzieckiem) wróci z płaczem. Tylko, że wtedy będzie chciała wrócić ze strachu, a nie z miłości.
Sama nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu. Jeśli chcesz odzyskać ją i dziecko to są w sumie dwie opcje: dalej naciskać i usiłować dotrzeć do tej dziewczyny, albo odpuścić i udawać pogodzonego z sytuacją - być może po jakimś czasie przekona się co straciła.
Autorze! Nie masz co walczyć o tą głupią babę, ale MUSISZ walczyć o dziecko! Skoro ona ci już nie pozwala spędzać czasu z twoim własnym synkiem to pomyśl co będzie za kilka lat. Chłopczyk będzie cię traktował jak obcego człowieka, bo dziecko nie będzie przyzwyczajone do człowieka, z którym widzi się raz na jakiś czas i to trzymany na odległość przez toksyczną mamusię. A w najgorszym razie twoje dziecko zacznie tobą gardzić, bo zarówno "kochająca mamusia" jak i równie "cudowni" dziadkowie będą mu od małego wpajać, że ty jesteś "tez zły".
Może postaw sprawę jasno matce swojego dziecka, że albo pozwoli ci się widywać z synem dostatecznie często i również sam na sam, albo będziesz musiał iść z tym do sądu i walczyć o odebranie jej dziecka. Może to ją otrzeźwi. Powiedz, że chciałbyś z nią stworzyć normalną rodzinę, ale skoro ona nie chce to nie dasz się przynajmniej odizolować od syna.
Słuchaj, piszesz że tam jej brat się kręci. Nie da rady go gdzieś złapać i wziąć na męską rozmowę, żeby powiedział o co chodzi, w czym jest problem?
A sąd nie zaproponował mediatora?
Nie czytałam całego wątku, tylko Twój pierwszy post.
Człowieku, Twoja dziewczyna urodziła dwa tygodnie temu dziecko! Obecnie znajduje się w stanie rozchwiania hormonalnego. A Ty żądasz od niej podejmowania wiążących decyzji. Na te był czas przed urodzeniem dziecka. Teraz dziewczynie potrzeba spokoju i opieki. Tak, że odpuść sobie na jakiś czas aż spokojnie dojdzie do siebie i przyzwyczai się do bycia matką, nabierze w tym doświadczenia. A Ty masz być w tym czasie pomocą i wsparciem a nie głównym powodem stresów.
Urodzenie dziecka to wielki ciężar dla psychiki kobiety i jej ciała. W domu może liczyć na pomoc mamy, a w mieszkaniu będzie sama z rozwrzeszczanym bachorem, więc poniekąd rozumiem choć nie pochwalam jej decyzji. Nie odpuszczaj, staraj się, dbaj o dziecko i o nią mimo wszystko a wywalczysz swoją rodzinę.
Ona nalegała przez 9 miesięcy ciąży żebyście wynajęli mieszkanie i poszli na swoje. Ty się bałeś i w efekcie zniechęciłeś ją do siebie.
Ale to zupełnie inna sprawa niż Twoje kontakty z synem, do których masz prawo bez względu na to co ma do Ciebie jego matka, nie wspominając już o jej rodzicach.
Niestety jest wiele kobiet, które używają własnego dziecka jak narzędzia zemsty na jego ojcu. Czy można mówić o miłości i trosce o dziecko jeśli odbiera mu się połowę jego rodziny? Ojca, dziadków, kuzynów? Cóż, jest to wątpliwe i nawet hormonalna burza tego nie tłumaczy. Matka i ojciec dziewczyny raczej tej burzy nie przechodzą.
Nie odpuszczaj dla dobra syna. Twój syn ma PRAWO do całej swojej rodziny, nie tylko do połowy.
Zwróć się do sądu o uregulowanie kontaktów z synem.
Matka i ojciec dziewczyny raczej tej burzy nie przechodzą.
Może burzy hormonalnej nie przechodzą, ale na pewno widza reakcje córki po rozmowie z Tobą. I na pewno nie są to reakcje pozytywne. A mogę się założyć, że jest to płacz i psychiczny dołek. Więc nie ma się co dziwić, że nie pałają miłością do sprawcy depresji córki...
Nie czytałam całego wątku, tylko Twój pierwszy post.
Człowieku, Twoja dziewczyna urodziła dwa tygodnie temu dziecko! Obecnie znajduje się w stanie rozchwiania hormonalnego. A Ty żądasz od niej podejmowania wiążących decyzji. Na te był czas przed urodzeniem dziecka. Teraz dziewczynie potrzeba spokoju i opieki. Tak, że odpuść sobie na jakiś czas aż spokojnie dojdzie do siebie i przyzwyczai się do bycia matką, nabierze w tym doświadczenia. A Ty masz być w tym czasie pomocą i wsparciem a nie głównym powodem stresów.
Nie chcę być nie miła, ale Twoja odpowiedź sama sugerowała, że nie przeczytałaś całej dyskusji pod postem. A warto, bo byś dostrzegła, ze zachowanie matki dziecka ma luźny związek z "rozchwianiem hormonalnym". Można było to podejrzewać dopóki sytuacja była świeża. Ale się rozkręciła i zdecydowanie hormony mają już niewiele wspólnego z postępowaniem trzech dorosłych osób: matki dziecka i jej rodziców.
30 2015-06-24 12:16:15 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-06-24 12:21:47)
Sad nie zaproponował mediatora. Dziecko urodziło się na początku marca wiec od tamtego czasu widziałem je tyle razy ze można na palcach obu rąk policzyć. Ja próbuje z nią normalnie rozmawiać, nie chce niepotrzebnego stresu i kłótni. Czas leci, dziecko z każdym dniem się zmienia, rozwija. Ja także chciałbym to wszystko widzieć :-( Chciałbym być dla niego najlepszym ojcem na świecie, zbudować prawdziwa wiez między nami. Tylko ze wszystko to jest skutecznie utrudnianie... :-(
Sad nie zaproponował mediatora. Dziecko urodziło się na początku marca wiec od tamtego czasu widziałem je tyle razy ze można na palcach obu rąk policzyć. Ja próbuje z nią normalnie rozmawiać, nie chce niepotrzebnego stresu i kłótni. Czas leci, dziecko z każdym dniem się zmienia, rozwija. Ja także chciałbym to wszystko widzieć :-( Chciałbym być dla niego najlepszym ojcem na świecie, zbudować prawdziwa wiez między nami. Tylko ze wszystko to jest skutecznie utrudnianie... :-(
Powtórzę pytanie wyżej... nie ma możliwości komunikacji z bratem?
32 2015-06-24 14:30:39 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-06-24 14:31:36)
Niestety nie...
Nie chce się wtrącać bo to nie jego sprawy. Poprostu trzyma jej stronę bez względu na to czy ma rację czy nie. Nie można dotrzeć do nikogo.
Porozmawiaj szczerze z dziewczyną, ogarnijcie to jakoś, nic innego się tu nie da zrobic.
No i co u ciebie autorze? Działasz coś? Kontaktowałeś się z byłą dziewczyną, albo z jakimś prawnikiem?
35 2015-06-29 00:53:39 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-06-29 00:59:37)
Pojechałem do synka w środę. Po kilku nieodebranych połączeniach i braku reakcji na to, że już przyjechałem poinformowałem o zdarzeniu policję. O dziwo po usłyszeniu informacji o zobowiązaniu przez matkę przed sądem iż nie będzie utrudniać kontaktów a dalej tego nie przestrzega podjęli interwencję. Po kilkunastu minutach podjechali. Od razu znalazł się na drodze dziadek mojego synka wraz z prababcią która najwięcej miała do powiedzenia. W pewnym momencie miałem wrażenie, że to babci powinienem się oświadczać rok temu ponieważ aż tak dużo jej tu nie odpowiadało. Policja pouczyła ojca i babcie mojej byłej partnerki, że nie mogą się wtrącać bo to rodzice małego dziecka mają wszystko dogadać. No i najważniejsze, że nie mogą utrudniać mi kontaktu z dzieckiem bo tak jak matka dziecka mam pełne prawa rodzicielskie. Babcia oczywiście powiedziała, że będzie się wtracać. Policja natychmiast kazała wynieść dziecko abym mógł je wreszcie zobaczyć. Gdy zobaczyłem dziecko, niewytrzymałem. Popłakałem się, jest już taki duży, uśmiecha się. Gdy mnie zobaczył od razu się do mnie uśmiechnął. Tyle mnie omija....
Policja powiedziała, że przyjedzie tu za każdym razem gdy tylko się nie dostanę do dziecka. Oczywiście cały czas czekam na termin rozprawy o ustalenie kontaktów z dzieckiem. Porozmawialiśmy jeszcze troche po tym jak policja odjechała. Mają cały czas pretensję, że wziąłem adwokata, że na dziecko daję za mało. Wymyślają, że jestem powodem jakiś uczuleń dziecka i każą wykonać badania. A ja nawet go nie dotykałem
Dla świętego spokoju powiedziałem, że zrobie badanie na obecność bakterii. Teraz czekam na wyniki. Jak się o tym dowiedzieli, że zaraz będą wyniki i przyjadę do dziecka to wymyślili nowe badania krwi... Masakra... Ciągle próbują utrudniać ale pieniądze mam płacić. I to jeszcze chcą więcej. Dla dziecka własnego nie żałuję ale chce je widzieć.
Podczas rozmowy z była partnerką zauważyłem, że jest jakaś wystraszona. Strasznie schudła. W trakcie rozmowy była jak chorągiewka... Mówiła różnie... W zależności od tego czy ojciec słyszał czy nie. Rodzice i babcia podejmują tam decyzje i każą jej co ma robić.... A dziewczyna ma 30 lat... Na moją propozycję wynajęcia mieszkania i spróbowania (jak nie wyjdzie to wraca do rodziców) jej ojciec odpowiedział, że pomyślą nad tym. Myślę, że po jego słowach nie powinienem mieć wątpliwości kto tam podejmuje decyzje...
Chlopak to moze ty wynajmij to mieszkanie i porwij dziewczyne z dzieckiem
czytam to i sama nie wiem co Ci doradzic... Mysle ze ta twoja ladka jest bardzo zmanipulowana i sama juz nie wie co dla was dobre a co nie. Szkoda mi Ciebie bardzo i dziecka i dziewczyny twojej tez mi szkoda bo jej starzy spieprza zycie i zostanie stara panna z dzieckiem... Czas dziala na twoja niekorzysc... Im dluzej ona tam przebywa tym bardziej ma wyprana psychike. Moze zapros ja na spacer na randke nawet bez dziecka. Lato jest idzcie na spacer pogadaj z nia szczerze. Po spacerze mozesz zaaranzowac obejrzenie mieszkania do wynajecia i zapytac czy jej sie podoba i czy chcialaby tu z Toba zamieszkac albo przynajmniej sprobowac... Moze daj jej poczuc sie przez Ciebie kochana. Ze Ty walczysz nie tylko o dziecko ale i o nia. Popieprzone to strasznie. I nie piszcie autorowi ze dziewczyna biedna bo 8 lat musiala czekac na slub. Wydaje wam sie ze wesele jest lekiem na cale zlo?? Slub to tylko obraczka na palcu i milosci i wiernosci wam nie zagwarantuje. Mozna zyc szczesliwie na kocia łape albo miotac sie w nieszczesliwym zwiazku ale sformalizowanym. Wszystko zalezy od ludzi....
37 2015-07-17 15:24:45 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-07-17 15:27:21)
Kontakt z dzieckiem uległ delikatnej poprawie. Decyduje się na spotkania ze mna raz w tygodniu. Jest to i tak dla mnie niewystarczające
Dziwnym zbiegiem okoliczności akurat wtedy gdy jej ojciec jest w pracy. Oczywiście tylko spacer. Nie ma mowy o odwiedzinach dziecka w domu. Podczas spaceru próbowałem rozmawiać o przyszłości, o tym żeby stworzyć dla dziecka prawdziwą rodzinę, że wiem o tym iż to byłoby dla nas trudne po tych ostatnich wydarzeniach. Zaproponowałem nawet wizyty u psychologa jeśli byłoby to konieczne no i wynajęcie mieszkania. Po rozmowie wiem, że dobrze jej z rodzicami bo mama jej pomaga. Nie ma ochoty stamtąd uciekać. Chce tylko więcej pieniędzy. Jak to tłumaczy robi to dla dziecka i tylko dla niego te pieniądze. Obecne alimenty chce podnieść o dodatkowe 300 zł ponieważ trzeba kupować pampersy, kremy, chusteczki i inne artykuły higieniczne. Tylko w takim razie na co sąd przeznaczył alimenty skoro dodatkowe pieniądze motywuje zakupem podstawowych środków na które są właśnie alimenty - z tego co widzę po znajomych i tak nie są małe. Zaczynam rozumieć, że chce tylko pieniądze ode mnie, najlepiej jakbym dziecka nie widział w ogole
Boję się przyszłości - tego, że stracę synka bo przebywając z taką matką jest to bardzo prawdopodobne... ![]()
Już mam za sobą rozprawę o ustalenie kontaktów z synkiem. Tylko 2 razy w tygodniu ale za to pewne - nie tak jak do tej pory czyli częste utrudnianie. W sądzie została poinformowana o tym, że ja przy każdej próbie utrudnienia mam wzywać policję a po kilku takich wybrykach z jej strony składać wniosek do sądu o ukaranie. Chyba to zadziałało bo jest wyraźna poprawa. Natomiast co chwila powstają nowe problemy o których nie mówiłem w sądzie... Np. kategoryczne zabranianie zrobienia dziecku zdjęcia kiedy się uśmiecha itd. Wiadomo, że jak każdy rodzic chcę mieć zdjęcia synka z każdego etapu jego życia. Nie próbuję tutaj robić nic złego. Przy ostatniej próbie zrobienia dziecku zdjęcia - zasłoniła synka swoim ciałem
Skoro nie mam ograniczonych praw rodzicielskich to wydaje mi się, że mam prawo do tego wszystkiego co ona. Czy to nie jest też w jakimś stopniu utrudnianie z jej strony? Oczywiście nie chodzi mi tutaj o składanie wniosku o ukaranie tylko o jasną informację dla niej żeby się otrząsnęła, że źle postępuje...
Nie dość, że nie daje szans dziecku na normalną rodzinę to jeszcze ogranicza wasze kontakty. Chyba jej ojciec ma na nią duży wpływ.
Nadal nie da się z nią na spokojnie pogadać? Jakie podaje powody swojego zachowania?
Antenkaaa23 napisał/a:Ja nie mogę, ale jazda... Na Twoim miejscu nagrywałabym wszystkie rozmowy, w miarę możliwości podczas pobytu u niej w domu też miej ze sobą dyktafon albo kamerkę (tylko tak, żeby nikt nie zauważył). W końcu dojdzie do tego, że nie będziesz w ogóle mógł widywać dziecka, a wtedy takie dowody w sądzie będą niezbędne no i podziałają na Twoją korzyść.
Dla mnie dziewczyna jest niepoważna. Jesteście dorosłymi ludźmi, a ona tak daje się manipulować rodzicom. Co to za tekst, że do 20-tej możesz u niej przebywać?Albo, że jej matka decyduje, czy możesz zobaczyć własne dziecko? To takie trochę "murzyn odwalił robotę, murzyn może iść". Szkoda tylko Ciebie, że wcześniej tego nie zakończyłeś. Teraz nieszczęśliwy jesteś Ty, a i w przyszłości pewnie dziecko, które też będzie manipulowane przez chorych dziadków.
Hmm, a może spróbuj ją zaszantażować, że albo ona się wyprowadzi i zamieszka z Tobą, albo nie będziesz jej dawać pieniędzy?tak tylko lipa jest taka że nagrywać bez poinformowania osób (w tym wypadku dziewczyny ) nie można bo jest to prawnie zakazane i to rodzice dziewczyny mogli by wnieść sprawe o znieważenie ich prywatności ;/. także z tym ostrożnie
... a co do manipulacji i szantażu o kasę dla dziecka to myślę że on jeden przeciwko "teściom " którzy pewnie lepiej zarabiją to pewnie też nie wygra ..;/.. Ładne pranie mózgu zrobili tej dziewczynie jej rodzice .. nie da sie ukryć.. skoro własnego zdania nie ma i rodzice we wszystkim decydują ;/ a co gorsze ta kobieta ma 29 lat i tak sie daje sterować i kontrolować ;/
Bzdura....
Każdą rozmowę,jeżeli biorę w niej udział mam prawo nagrywać,bez informowania swojego rozmówcy.Poza tym,mam prawo nagrywać osoby trzecie,również bez ich wiedzy czy zgody.Jedyne czego mi nie wolno,to publikować tych rozmów.Nie ma czegoś takiego jak "znieważenie prywatności".Są natomiast,dobra osobiste,które mogą zostać narażone na szwank,podczas jakiejkolwiek publikacji bez zgody osób trzecich.Wszystko to,co zostanie nagrane,może zostać przedstawione w sądzie.Mylicie pojęcia...to nie są "owoce zatrutego drzewa",o których było głośno swojego czasu.
Kochany jak dla mnie to Twoja była panna zrobiła sobie z Tobą dziecko - po prostu Cię wykorzystała. Umyśliła sobie z rodzicami, że zrobi sobie dziecko a im wnuczka, dlatego wróciła do Ciebie chwilowo, dziecko się urodziło i bajka się skończyła. Dramat. Bardzo Ci współczuję, to musi być koszmar nie móc opiekować się własnym dzieckiem.. A ona jest skończoną idiotką, że takiego faceta nie chce. Ile kobiet walczy o to, żeby tatuś chociaż raz na jakiś czas chciał zobaczyć dziecko - a tu jest zupełnie odwrotnie. Nie rozumiem tego, bo niszczy życie dziecku. Ty znajdź sobie fajną partnerkę, z którą będziesz mógł stworzyć prawdziwą rodzinę, a kontaktów z dzieckiem nie odpuszczaj.
Pozdrawiam
Znowu do Was zajrzałem... Nie chcę iść do psychologa... Ostatnio byłem i jakoś niezbyt mi pomógł
Matce dziecka ciągle robią się jakieś krosty na oczach których jej zdaniem winien jestem ja ponieważ czasami miałem jakąś krostkę na twarzy. Jej ojciec jest sanitariuszem w szpitalu i wie więcej niż nie jeden lekarz. Od razu postawił diagnozę że muszę mieć gronkowca złocistego. Poszedłem na badanie. Pobrali mi wymaz ze skóry i czekałem na wyniki. W między czasie poszedłem do innej kliniki i zrobiłem jeszcze wymazy z gardła, ucha, nosa. Ucho gardło, nos - nie wyhodowano bakterii patogennych. Wymaz ze skóry - Staphylococcus Aureus MSSA (+). Wystraszony zacząłem antybiotykoterapię. Teraz powtórzyłem badania i wszędzie czysto. Oczywiście przez ten cały czas nie brałem dziecka na ręce. Matka dziecka żądała zaświadczenia, że zostałem wyleczony. Poszedłem do lekarza. Opisał wszystko ładnie. Praktycznie od początku do końca ze szczegółami. Napisał, że nie wyhodowano bakterii patogennych (wymaz z nosa, gardła, skóry, ucha). Po dostarczeniu matce - dalej nie pozwala brać dziecka na ręce bo nie napisał, że nie wyhodowano gronkowca
Wiem, że śmieszne bo powyższe o tym wszystkim w zaświadczeniu mówiło. Poszedłem drugi raz, wyjaśniłem i lekarz po zdziwieniu dopisał, że nie wyhodowano bakterii patogennych w tym gronkowca. Dzisiaj byłem u synka. Nie daje brać na ręce bo lekarz zaświadczenia nie potrafi wystawić. Ma mi napisać że zostałem wyleczony z gronkowca. Trzeba im chyba narysować... Wiem, że to wszystko jest specjalnie. Co chwila coś nowego do dopisania abym tylko nie miał styczności z synkiem. Zadzwoniłem na policję. Poinformowali mnie żeby udać się znowu do sądu rodzinnego. Tylko zanim do tego dojdzie to u mnie jakieś 3 m-ce. A dziecko u mnie na rękach było w marcu zaraz po porodzie
Kąpałem synka tylko raz
Może powinienem z tym udać się do MOPS-u? Brak bliskości z synkiem powoduje u mnie straszny smutek, szczerze to jest mi coraz gorzej. Jest taki kochany, wyciąga do mnie ręce a tamta go zabiera...
Kocham go całym sercem i chce być dla niego najlepszym tatusiem ale robią wszystko aby do tego nie dopuścić. Przez to wszystko nie mam chęci do życia. Zawsze byłem aktywny, energiczny, wesoły. Kurcze ale już nie pamiętam kiedy to było... Każdy dzień jest teraz wypełniony o przyszłości, o tym jak to będzie gdy synek dorośnie. No i oczywiście - co jeszcze będę musiał ustalać w sądzie żebym miał na to zgodę...
:(:(
Z mojego punktu widzenia matka dziecka ewidentnie utrudnia kontakt z dzieckiem,ale podoba mi się twoje podejście,zachowanie spokoju,brak działania pod wpływem impulsu.To by działało na twoją niekorzyść.Myślę,że zaproponowałabym mamie dziecka za jakiś czas spokojną rozmowę we dwójkę.Jeśli to ,by nie odniosło skutku ,a utrudnianie widzeń by trwało, bez zawahania dochodziłabym swoim praw w sądzie.Życzę ci dużo wytrwałości.
Była partnerka ma doszczętnie wyprany mózg,jej rodzice to chyba jacyś psychole. Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu całego wątku aż nie dowierzam że takie baby jeszcze chodzą po ziemi. Miała możliwość założenia czegoś swojego,własnej rodzinki a wybrała nienormalnych rodziców. Nie poddawaj się,walcz o syna. Na twoim miejscu posiliłabym się jeszcze o postraszenie "cudownej"mamusi synka o odebraniu praw do dziecka. Może się wystraszy i opamięta. To jest niepojęte że musisz zrobić szereg badań by wziąć własne dziecko na ręce a w gruncie rzeczy i tak go dotknąć nie możesz.Może zasugeruj że jak nie pozwolą na NORMALNE kontakty z dzieckiem,twoim dzieckiem to alimentów na oczy nie zobaczą...Coś mi tu śmierdzi-wydaje mi się że laska chce ciągnąć tylko kasę. Wyobrażam sobie jak jej zachowanie odbija się na twojej psychice. Nie wiem która mądra wymyśliła że ma twoja była do Ciebie obrzydzenie po tym jak 8 lat czekała na ślub. Ja czekam ponad 7 lat na oświadczyny,czekam niecierpliwie,mieszkamy razem więc i ten ślub nic nie zmieni.Jedno jest pewne ślub nie jest lekiem na szczęśliwy związek to tylko obrączka i kawałek papierka z podpisem. Nie możesz się poddać,nie możesz popaść w depresje-bądź silny dla syna i miej nadzieję że to się kiedyś skończy.
45 2015-11-22 23:57:19 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-11-22 23:58:25)
Sytuacja się zmieniła. Nie mam teraz żadnych utrudnień co do spędzania czasu z synkiem. Mogę go brać na ręce, całować, przytulać. Rozmowa z byłą partnerką też jakby trochę zmieniła ton. Tej rozmowy jest więcej, nawet ostatnio wypytuje się o moją rodzinę oraz o to co teraz o niej wszyscy myślą. Nie rozumiem po co to robi... Zniknęła jej matka, która podczas moich wizyt u synka siedziała w pokoju obok. Jest mi ciężko, strasznie ciężko. Moje życie jest wywrócone do góry nogami. Cieszę się, że mogę spędzać czas z synkiem tak jak chcę ale tego czasu jest za mało
Boże jakbym chciał żeby był ze mną cały czas. Tak bardzo go kocham. Uwielbiam jak się do mnie przytula, uśmiecha, wyrywa włosy na rękach
Jest kochany - to największe szczęście jakie mogło mnie spotkać. Jest w tej chwili dla mnie najważniejszy. Chcę być dla niego najlepszym ojcem na świecie. Jednakże zaczynam powoli łapać doła. W moemntach kiedy jestem z synkiem jest wspaniale ale gdy jestem sam strasznie za nim tęsknię
To są tylko 2 dni w tygodniu (łącznie 6h)
W zeszłym tygodniu były 3 dni ale nie wiem czy zawsze tak będzie. Pomóżcie mi z tym wszystkim - jak sobie poradzić? Chyba będzie konieczna wizyta u psychologa... ![]()
Porozmawiaj z matką Twojego dziecka na spokojnie, może ona powoli chce się wydostać z tego chorego domu? Może chociaż raz w tygodniu dodatkowo pokazałaby Ci małego na skype? Cokolwiek, ale żeby Was to zbliżyło. Może wreszcie w niej coś pęknie. A do psychologa dodatkowo możesz iść, nie zaszkodzi, a pomoże na pewno.
Czekaj cierpliwie i nic nie rób. Jak odwiedzasz skup się tylko na dziecku, żeby to widziała jak bardzo kochający starasz się być. W jej obecności, spontanicznie spójrz się na dziecko i powiedz zdanie: Widzisz syneczku mój... chciałem, żebyś powstał z miłości rodziców, a Twoja mama przestała mnie lubić. Ciooo pewnie jej nie rozumiesz? Ja też nie
- zobacz po chwili dyskretnie jej reakcje. Jeśli pogardzi, to albo kocha Cię zbyt mało, albo może ktoś ją nabuntował, a może jest gniewliwa (nie wiem zresztą) ale takie zdanie jest romantyczne, słodkie i dojrzałe. Pokażesz że miłość dla Ciebie to nie byle co, co można zaraz wyrzucić do kosza jak drobiazg. Dziecko Was łączy NA CAŁE ŻYCIE.
Znowu do Was zajrzałem... Nie chcę iść do psychologa... Ostatnio byłem i jakoś niezbyt mi pomógł
Matce dziecka ciągle robią się jakieś krosty na oczach których jej zdaniem winien jestem ja ponieważ czasami miałem jakąś krostkę na twarzy. Jej ojciec jest sanitariuszem w szpitalu i wie więcej niż nie jeden lekarz. Od razu postawił diagnozę że muszę mieć gronkowca złocistego. Poszedłem na badanie. Pobrali mi wymaz ze skóry i czekałem na wyniki. W między czasie poszedłem do innej kliniki i zrobiłem jeszcze wymazy z gardła, ucha, nosa. Ucho gardło, nos - nie wyhodowano bakterii patogennych. Wymaz ze skóry - Staphylococcus Aureus MSSA (+). Wystraszony zacząłem antybiotykoterapię. Teraz powtórzyłem badania i wszędzie czysto. Oczywiście przez ten cały czas nie brałem dziecka na ręce. Matka dziecka żądała zaświadczenia, że zostałem wyleczony. Poszedłem do lekarza. Opisał wszystko ładnie. Praktycznie od początku do końca ze szczegółami. Napisał, że nie wyhodowano bakterii patogennych (wymaz z nosa, gardła, skóry, ucha). Po dostarczeniu matce - dalej nie pozwala brać dziecka na ręce bo nie napisał, że nie wyhodowano gronkowca
Wiem, że śmieszne bo powyższe o tym wszystkim w zaświadczeniu mówiło. Poszedłem drugi raz, wyjaśniłem i lekarz po zdziwieniu dopisał, że nie wyhodowano bakterii patogennych w tym gronkowca. Dzisiaj byłem u synka. Nie daje brać na ręce bo lekarz zaświadczenia nie potrafi wystawić. Ma mi napisać że zostałem wyleczony z gronkowca. Trzeba im chyba narysować... Wiem, że to wszystko jest specjalnie. Co chwila coś nowego do dopisania abym tylko nie miał styczności z synkiem. Zadzwoniłem na policję. Poinformowali mnie żeby udać się znowu do sądu rodzinnego. Tylko zanim do tego dojdzie to u mnie jakieś 3 m-ce. A dziecko u mnie na rękach było w marcu zaraz po porodzie
Kąpałem synka tylko raz
Może powinienem z tym udać się do MOPS-u? Brak bliskości z synkiem powoduje u mnie straszny smutek, szczerze to jest mi coraz gorzej. Jest taki kochany, wyciąga do mnie ręce a tamta go zabiera...
Kocham go całym sercem i chce być dla niego najlepszym tatusiem ale robią wszystko aby do tego nie dopuścić. Przez to wszystko nie mam chęci do życia. Zawsze byłem aktywny, energiczny, wesoły. Kurcze ale już nie pamiętam kiedy to było... Każdy dzień jest teraz wypełniony o przyszłości, o tym jak to będzie gdy synek dorośnie. No i oczywiście - co jeszcze będę musiał ustalać w sądzie żebym miał na to zgodę...
:(:(
Dobra teraz widzę że chyba coś kombinują....
49 2015-11-23 09:24:14 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-11-23 09:26:02)
W moemntach kiedy jestem z synkiem jest wspaniale ale gdy jestem sam strasznie za nim tęsknię
To są tylko 2 dni w tygodniu (łącznie 6h)
W zeszłym tygodniu były 3 dni ale nie wiem czy zawsze tak będzie. Pomóżcie mi z tym wszystkim - jak sobie poradzić? Chyba będzie konieczna wizyta u psychologa...
Wystąp do Sądu z wnioskiem o częstsze kontakty z synem.
Możesz się starać o zabieranie syna do siebie np: na weekendy.
Za chwilę Twój syn będzie miał rok , dasz radę zająć się nim sam , bez obecności matki.
W jej obecności, spontanicznie spójrz się na dziecko i powiedz zdanie: Widzisz syneczku mój... chciałem, żebyś powstał z miłości rodziców, a Twoja mama przestała mnie lubić. Ciooo pewnie jej nie rozumiesz? Ja też nie
- zobacz po chwili dyskretnie jej reakcje. Jeśli pogardzi, to albo kocha Cię zbyt mało, albo może ktoś ją nabuntował, a może jest gniewliwa (nie wiem zresztą) ale takie zdanie jest romantyczne, słodkie i dojrzałe. Pokażesz że miłość dla Ciebie to nie byle co, co można zaraz wyrzucić do kosza jak drobiazg. Dziecko Was łączy NA CAŁE ŻYCIE.
W zyciu tego nie mow. To nie jest ani romantyczne, ani slodkie ani dojrzałe. To jest najzwyklejsza manipulacja i wciaganie dziecka. Ja jestem dobry, mamusia jest ta zla. Glupie wciaganie dziecka w rozgrywki miedzy soba.
51 2015-11-28 18:18:14 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-11-28 23:31:42)
Nie tak to wszystko sobie zawsze wyobrażałem. Myślałem, że będę mógł stworzyć fajną rodzinkę z dwójką dzieci. Teraz jestem sam. O dziecko muszę walczyć i pewnie już tak zostanie. Powoli zbliżają się święta - zawsze były to dla mnie wspaniałe dni spędzone z rodziną. Te święta chyba już nie będą takie... Nie mogę jeszcze zabierać dziecka do siebie a matka dziecka na to się na 100% nie zgodzi. Moi rodzice nadal nie widzieli wnuczka
Czy ja już definitywnie powinienem próbować układać sobie życie z kimś innym...? Nie wyobrażam sobie czegoś takiego... Takie rozrywanie się zamiast skupiania na najważniejszych osobach z którymi przebywa się cały czas......
52 2015-12-07 13:18:04 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-12-07 22:26:26)
Nie tak to wszystko sobie zawsze wyobrażałem. Myślałem, że będę mógł stworzyć fajną rodzinkę z dwójką dzieci. Teraz jestem sam. O dziecko muszę walczyć i pewnie już tak zostanie. Powoli zbliżają się święta - zawsze były to dla mnie wspaniałe dni spędzone z rodziną. Te święta chyba już nie będą takie... Nie mogę jeszcze zabierać dziecka do siebie a matka dziecka na to się na 100% nie zgodzi. Moi rodzice nadal nie widzieli wnuczka
Czy ja już definitywnie powinienem próbować układać sobie życie z kimś innym...? Nie wyobrażam sobie czegoś takiego... Takie rozrywanie się zamiast skupiania na najważniejszych osobach z którymi przebywa się cały czas......
Tak jak myślałem. Pytałem o spędzenie czasu z synkiem w święta. Otrzymałem odpowiedź, że święta są w czwartek, piątek i sobotę a ja sądownie mam ustalone inne dni tygodnia. Nie będzie chciała przełożyć któregoś dnia na ten świąteczny. Będzie spędzać czas z rodziną. Ja synka w święta nie zobaczę. Dziwnie się zachowuje. Raz jest lepiej, raz gorzej. Ostatnio pytała mnie czy już układam sobie życie z inną kobietą. Nie rozumiem jej zachowania. Nawet nie mogę się dogadać co do chrztu dziecka. Ona chce abyśmy sami poszli do kościoła z rodzicami chrzestnymi. Bez naszych rodziców. Przecież dziadkom też się należy być obecnymi w takiej chwili. Inaczej chrztu nie chce robić... Cały czas mi przypomina o tym, że chciała ślubu... Tak jakbym ja tego nie chciał... Czy powinienem ze względu na dobro dziecka pomyśleć, że jeszcze można ratować cokolwiek w tej sytuacji? Czy ona zadając takie pytania też może w jakiś sposób powoli rozumieć pewne rzeczy? Co o tym wszystkim myślicie? Bardzo mi pomaga pisanie o tym tutaj z Wami - jest mi ciężko a pozwalacie mi trochę inaczej na to spojrzeć za co serdecznie dziękuję ![]()
Juz drugi raz się zdarzyło tak, że gdy dobiega koniec mojego czasu spędzania z dzieckiem i zaczynam się ubierać żeby wychodzić to synek zaczyna płakać. Było tak dzisiaj i na poprzednim spotkaniu. Dziecko nie jest nigdy marudne ani niewyspane. Cały czas bawi się ze mną i przytula a gdy zobaczy że wychodzę patrzy na mnie i zaczyna płakać. Czy on już tak dużo rozumie i nie chce żebym wychodził? Ma 9,5 m-ca. Martwię się o to jak on później będzie znosił cała ta sytuacje ![]()
Dzień dobry , niestey też jestem w podobnej sytuacji, po urodzeniu naszego dziecka i przywiezieniu narzeczonej do domu jej rodziców kontakt się urwał, na próżno moje telefony wizyty i maile
ale może od początku, mam na imię Marcin 33lata, w 2014 roku w czerwcu poznałem wspaniałą kobietę (jak wtedy myślałem), zaczeliśmy się spotykać i po krótkim czasie zostaliśmy parą w styczniu 2015 oświadczyłem się, chciałem też prosić o rękę jej rodziców ale powiedziała że teraz nie- później, tak samo miała się sprawa z poznaniem naszych rodziców (ja znam jej rodziców a ona moich) ale rodzice nasi się nie znają, wszystko się układało dobrze, planowaliśmy na czerwiec 2015 ślub, spędzaliśmy ze soba każdą wolną chwilę, nie widzieliśmy świata po za sobą, ja dodatkowo po różnych przejściach odzyskałem wiarę w miłość, zrozumienie i zaufanie między dwojgiem ludzi, w kwietniu tego roku okazało się że moja pani jest w ciąży, ucieszyłem się niesamowicie (kobieta lat 37) , w końcu rodzina żona dziecko i wielka radość że będę ojcem i mężem , mam dom który od roku remontuję i mówię - to teraz w czerwcu slub, porud w grudniu to akurat skończę remont na urodziny dziecka, ale ona mówi nie ja nie chce mieszkać tam, przeprowadziłam się do gdynii i w rumi mieszkać nie będę, a ślub po urodzeniu dopiero, bo nie chce brać ślubu w ciąży (troche mnie to zdziwiło ale pomyślałem że może to szok związany z informacją o ciąży), zdecydowała że lekarz prowadzący będzie w jej rodzinnej miejscowości 300km od gdyni, ok zgodziłem się (skoro ma czuć się dzięki temu lepiej) przez ten cały okres raz w miesiącu podróż 600km do lekarza i z powrotem (transport opłacałem ja + co drugi miesiąc lekarz oraz częśc na lekarstwa itp) w grudniu na samym początku miałem zawieść ją do szpitala już w miejscowości rodzinnej, po drodze kupic łózeczko które wybrała oraz resztę rzeczy które potrzebuje, wyprawka, zabawki już w domu czekały, więc przyszedł dzień przed wyjazdem wracam z pracy dzwonię i pytam o której jedziemy czy zamówiła upatrzone łóżeczko, czy coś potrzebuje a ona mówi że szfagier dzisiaj wiezie ją i mamę a łózeczko kupi siostra, źle się z tym poczułem ale pomyślałem że zagubiona może jest w tym wszystkim więc nie naciskam bo stres jest teraz najmniej potrzebny, na drugi dzień pojechałem do niej po pracy 300km, była u siostry w domu, usiedliśmy i pytam dlaczego teraz mnie tak odepchneła i nie chce żebym był przy niej, nie chce łózeczka, odpowiedziała że boi się porodu i chciała poprostu wcześniej tam jechać, mówię że wystarczyło powiedzieć i zawiózł bym was wcześniej, a co do łózeczka to mówi że przecież teraz będą wydadki i jeszcze nie raz coś kupię naszemu maleństwu, ok myślę, stres hormony , dzień porodu 10 grudnia, jestem w pracy - dostaję wiadomość ze zdjęciem jej i naszej cudownej córeczki, zdrowej z bujną czupryna, pytam czy wszystko dobrze i czy w sobotę mogę przyjechac, zgodziła się, ale w sobotę dzwoni że już wychodzi ze szpitala zmęczona jest i że w niedziele mogę przyjechac wtedy zostanę z nimi u jej siostry i w poniedziałem urzędowe sprawy załatwimy i wracamy wieczorem do gdyni, przyjechałem ,jak zobaczyłem nasza córeczkę, takie maleństwo wspaniałe (jestem dorosły , zawsze myślałem ze jestem twardym człowiekiem ale widząc ją popłakałem się jak dziecko) , siostra jej poscieliła mi spanie w pokoju z małą i narzeczona (wstawałem za nią w nocy, wyręczając ją w czym tylko mogłem, przecież poród jest cięzkim przeżyciem dla kobiety , jak i podczas ciaży nie jest łatwo) w poniedziałem wstaliśmy, nakarmiłem małą , pomogłem zmienić pieluszkę
(pierwsze moje dziecko więc dużo nauki przedemną) i mieliśmy jechać do urzędu ale stwierdziła ze siostra jedzie gdzieś to zostanę z małą a ona podjedzie do szpitala a urząd to po powrocie do gdyni bo jest zmęczona- ok rozumiem wieczorem spakowaliśmy wszystko, i wracamy do domu jej rodziców, złozyłem na miejscu łózeczko , poożyliśmy małą spać i następnego dnia mieliśmy razem wykompac pierwszy raz nasze maleństo, mówię to jak odpoczniesz wstaniesz daj znac o której to przyjade , wieczorem sms jak zasze -dobranoc śpij dobrze, gdyby coś potzreba to zadzwoń, napisz a przyjadę we wtorek po pracy dzwonię ale nie odbiera, wiec jadę dzwonie domofonem a jej matka mówi że dzisiaj ona się xle czuje- ok pojechałem do domu ale piszę do niej co się dzieje i nic zero odzewu, martwie się więc jadę wieczorem i pytam czy mogę zobaczyc je pomóc , że skoro źle sięczuje to przecież jestem od tego żeby pomóc, zając się dzieckiem kiedy ona nie może ale słyszę że nie i że zobaczę dziecko jak ona wyrazi zgodę, wróciłem do domu zastanawiając się o co tu chodzi, co się stało, przecież wczoraj wszystko było dobrze, piszę-nic, dzwonię-nic, przyjechałem-domofon milczy, w środę dostaję wiadomość od matki naszegi maleństwa , "wyrządziłeś mi wiele krzywd, jesteś złym człowiekiem"!!!!!!!, a dziecko jest jej , nie moje , ja tylko ją zapłodniłem , pewnośći) ?!?!?!?!!?w tym momencie mój świat legł w gruzach, dzwonię- nic , piszę nic i do dnia dzsiejszego, nie mogę się pozbierać po tym wszystkim, w szpitalu nie podała kto jest ojcem więc w urzędzie też tego nie zrobi pewnie, boje się że moze byc to depresja po porodzie albo już sam nie wiem co, próbuję nawiązać jakiś kontakt z nią ale milczy lub pisze takie rzeczy ze mam czasami ochotę z mostu skoczyc, chcę być przy niej i dziecku Kocham je obie nad życie, niestety zero odzewu z jej strony, w ostatecznoośći pójdę do sądu ale to ostateczność, bo w tej całej sytuacji ucierpi tylko dziecko tak naprawde, w chwili obecnej czuję się bezradny, nie wiem co powinienem zrobić,, dla mnie irracjonalna sytuacja nie rozumiem
-...- również Twoi rodzice mają prawo do kontaktów z wnukiem - podobnie jak Ty mogą wystąpić do sądu o ustalenie kontaktów. Poza tym możesz wystąpić o rozszerzenie kontaktów z dzieckiem - jest coraz starsze, może już spędzić noc poza domem ( oczywiście pod Twoją opieką), możesz też domagać się sądownie ustalenia kontaktów w święta, np w poniedziałek wielkanocny, w pierwszy dzień Bożego Narodzenia, jak będzie starszy - na tydzień ferii zimowych i na miesiąc wakacji.
-...- również Twoi rodzice mają prawo do kontaktów z wnukiem - podobnie jak Ty mogą wystąpić do sądu o ustalenie kontaktów. Poza tym możesz wystąpić o rozszerzenie kontaktów z dzieckiem - jest coraz starsze, może już spędzić noc poza domem ( oczywiście pod Twoją opieką), możesz też domagać się sądownie ustalenia kontaktów w święta, np w poniedziałek wielkanocny, w pierwszy dzień Bożego Narodzenia, jak będzie starszy - na tydzień ferii zimowych i na miesiąc wakacji.
Marcin.m - co się stało może wyjaśnić tylko Twoja dziewczyna. Co do kontaktów z dzieckiem - bierz przykład z poprzednika. Postaraj się ustalić kontakty z matką dziecka, a gdy to nie będzie możliwe - wnieś o ustalenie kontaktów do sądu.
57 2015-12-30 22:19:04 Ostatnio edytowany przez -...- (2015-12-30 22:33:01)
Marcin.m nie masz co czekać z tym wszystkim. Ja miałem w dniu narodzin synka nadane swoje nazwisko. Zostało podane zarówno w szpitalu jak i potem przeze mnie w urzędzie. Jeśli chcesz widywać dziecko zacznij działać. Wiem, że ja nie mam idealnej sytuacji też mam problemy ale ze swojego doświadczenia mówię - nie masz na co czekać. Będziesz musiał ustalić ojcostwo jeśli ona nie chce podać nazwiska ojca. Dopiero potem ustalanie kontaktów z dzieckiem. Postaraj się porozmawiać i wyjaśnić z matką dziecka dlaczego do tego doszło i tak się zachowuje. Jeśli rozmowa stanie na niczym - zaczynaj działać. Robisz to dla siebie i dziecka.
Jeśli chodzi o mnie to widziałem się z synkiem w drugi dzień świąt. Oczywiście pytałem o to kilkakrotnie aż zapytała mnie czy nie uważam, że się wpraszam. Odpowiedziałem, że nie uważam tak ponieważ przychodzę tutaj do synka a nie do nich. Będę tak robił dopóki nie będę mógł zabierać dziecka do siebie. Po kilku dniach napisała żebym przyjechał w drugi dzień świąt i że to miała być niespodzianka ale sam to wymuszałem... Swoją drogą ciekawe czy rzeczywiście by tak było gdybym się nie upominał... Dzisiaj też u niego byłem
Jest kochany
Rośnie, jest zdrowy i coraz cwańszy
Ciesze się jak dziecko gdy się z nim bawię
Boli mnie strasznie tylko jedno... To, że nie mogę robić tego codziennie. A omija mnie dużo
Kocham go tak jak nikogo jeszcze w swoim 29 letnim życiu nie kochałem. Dopóki będę miał siłę będę walczył o niego. Mi też wielokrotnie mówili, że nie zobaczę synka i nie pozwolą mi go odwiedzać w ich domu. Jak na razie muszą znosić to, że ja muszę tam wejść do swojego synka a ich zdanie mnie niewiele interesuje.
Jeśli chodzi o moich rodziców to nadal go nie widzieli. Na każdym spotkaniu próbuję z nią rozmawiać na ten temat ale odpowiada, że to przemyśli itd. Jak na razie nie uzyskałem konkretnej odpowiedzi z jej zgodą. Zapytam jeszcze kilka razy - jeśli będzie tak jak do tej pory to złożę wniosek do sądu. Tzn zrobią to moi rodzice. Dziecko ma prawo do dziadków z obu stron.
Ile snu w ciągu dnia potrzebuje dziecko mające 10 miesięcy? Wiem, że to może być w zależności od dziecka inaczej... Pytam ponieważ już nie pamiętam który raz z rzędu synek śpi kiedy go odwiedzam. Niezależnie czy to jest 8, 11,13,15,17. Przez cały czas moich odwiedzin śpi. Budzi się na koniec. Czy moje odczucia o specjalnym zajmowaniu się dzieckiem tak aby zasnął tuż przed moim przyjazdem jest na miejscu? Czy to moje przewrażliwieniu po tym co już się stało do tej pory? Co gdy matka mojego dziecka kogoś pozna i będzie chciała się wyprowadzić np. 200 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania?
Moje 10ciomsc. dzieciaczki maja dwie drzemki-10-13, 15:30-17:30. Oczywiscie nie zawsze tak jest
60 2016-01-17 15:42:35 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2016-01-17 15:45:02)
kazdy ma wady, i ty i ona, i ja i on.
kazdy.
jednak coraz wiecej samotnych kobiet ktorym marzy sie dziecko.
matka mojej kolezanki sama zacheca ją, "idz w bok" to wychowamy same.moja kolezanka ma 34 lata i coraz czesciej o tym mysli.
bardzo mi szkoda tych chlopakow, bo jacy by nie byli to ich szkoda. bo ktos im odbiera dziecko i degeneruje tylko do roli dawców.
mam taki przypadek-37 latka wraca do bylego meza, chociaz byl kawal pierdoly, jak zachodzi w ciaze to jakos dwa tygodnie po porodzie go wykopuje.jej sie marzylo dziecko i juz. niewazne z kim. byle miec.teraz piastuje tego dzieciaka z babcią i dziadkiem. ot co. rysiu nie wie co zle zrobil.
nie wazne jaki byl pan rysiu-dal sie nabrac.moim zdaniem.pan rysiu i wy-marcin i ty autorze tematu.
drugi przypadek-biedny moj byly chlopak. chwalil sie ze bedzie ojcem. matka dziecka odeszla przed porodem.
to nie ostatni przypadek. gdy nami, kobietami rzadzi instynkt jestesmy w stanie to zrobic.szkoda, co nie?
przepis jest taki-związek byle jaki, ciaza i powrot do rodzicow.
pracuje z taka jedna pania-wlasnie tak zrobila.
trzymajcie sie.
61 2016-03-12 05:44:18 Ostatnio edytowany przez -...- (2016-03-13 00:16:46)
Odwiedzam synka regularnie. Dziwne utrudnienia praktycznie minęły. Matka dziecka sama bez moich próśb daje mi dziecko do karmienia, przewijania, uśpienia itd. Wcześniej nie było o tym mowy, były tylko ciągle kłótnie o to jak ona się zachowuje próbując zabraniać mi czynności które tak samo należą do ojca dziecka jak i matki. Kiedyś spacery z dzieckiem były bez prowadzenia żadnych rozmów między nami. Oczywiście oprócz informacji które chciałem uzyskać o synku. Teraz ciągle zaczyna rozmowy, nawet te odnośnie tego dlaczego tak się stało jak jest teraz, że mogliśmy razem mieszkać. Nawet mam wrażenie że chciałby konkretnie porozmawiać o nas ale głupio jej po tym wszystkim... Próbuję zmniejszać dystans jaki nas dzieli. Gdy podczas zajmowania się dzieckiem nasze dłonie się spotkają nie zabiera ich tak jak to miało miejsce kilka miesięcy temu. Oczywiście takich przykładów jest więcej. W ogóle jest jakaś taka przyjemniejsza dla mnie. Piszę o tym ponieważ nie potrafię skupić się na żadnym nowym związku. Poznałem osobę z którą mógłbym spróbować ale chyba nie chce niczego nowego. Pewnie powiecie, że po tym wszystkim co się stało jestem po prostu głupi. Może musi minąć jakiś dłuższy czas? Nie jestem typem faceta który się bawi i szuka okazji. Synek jest dla mnie najważniejszy. Ale mimo wszystko chyba o matce dziecka jeszcze nie zapomniałem... Jak sobie poradzić w takiej sytuacji? Czy już po takim czasie powinienem próbować układać sobie życie z inną kobieta?
Widuje synka 2 razy w tygodniu po 4h. Dla mnie to za mało ale tak ustaliliśmy w obecności mediatora w zeszłym roku... Poprzedni rok był napięty przez te ciągłe kłótnie i rozprawy. Dlatego też zostało to ustalone małymi krokami według mediatora. Oprócz tego co drugi tydzień synek przyjeżdża do mnie - razem z matką. Ona nie chce się zgodzić aby przyjeżdżał sam bo twierdzi że za mały. Dla mnie jej zachowanie jest dziwne. Ciągle przyjezdza, z moimi rodzicami rozmawia jakby nigdy nic i nie chce się zgodzić aby synek przyjeżdżał sam. Gdy jesteśmy gdzieś na placu zabaw to bez problemu zostawi go samego ze mną na nawet 2h ale do mnie go puścić nie chce. Dla mnie to ona powinna układać sobie nowe życie a nie ciągle składać wizyty w moim domu po tym wszystkim... Czy to normalne?