Moja sytuacja wygląda tak:
Praca w domu 6-16 ( z małymi przerwami)
Małe miasto, powrót z większego po studiach. Wszystkie koleżanki ze studiów mają swoje życie, porozjeżdżały się po świecie. Z kolei te z liceum również już tutaj nie mieszkają.
Fajny maż, ustabilizowane życie ale nie mam praktycznie nikogo znajomego.
I jak tutaj kogoś poznać?
Podobne tematy
Może wybierz się sama gdzieś na miasto, może akurat ktoś również będzie siedział sam, to zagadasz ![]()
Troszkę to naciągane. Jak początek jakiegoś filmu o wielkiej życiowej podróży.
Niestety "wyjdź do ludzi , zagadaj, może ktoś siedzi sam " trochę nijak się ma do rzeczywistości. Kiedyś tak siedziałam w pewnej kawiarnii ( a tam wiadomo coraz wiecej samotnych jeźdźców można zaobserwować;)) , ja akurat lubię delektowac się taką samotnością, z pyszną kawą i dobrą literaturą. Ale do czego zmierzam...Właśnie podczas jednej takiej chwili usiadła niedaleko mnie pewna dziewczyna, jak na oko moja rówieśniczka- pisała coś zawzięcie w zeszycie, z ciekawymi pauzami na zebranie myśli. Było coś ciekawego w obserwowaniu jej , bo widać było wkłada w daną czynność i myśli całe serce. Oczywiście nie zdradzić się, że ją obserwują co jakiś czas zatrzymywałam dłużej wzrok z książką przed sobą. W pewnej chwili popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się, jednak tym samym dała taki jasny komunikat sobą, swoim byciem, że towarzystwa nie potrzebuję, ani tym bardziej zapytania się np, bezpośrednio co tam tak piszę ;-D Dlaczego przytoczyłam taką sytuację? Bo najzwyczajniej w świecie nie miałabym śmiałości... Z resztą w praktyce, wystarczy poobserwowac ludzi - jakoś się nie spotkałam, żeby ktoś jak ja miał w tyle głowy taką chętną otwartość. Może jakbym zapytała o godzinę, to odpowie i dziękuję.. Ale niestety dla mnie tez to trochę naciągane, że podejdę, zagadam...temat poleci, przysiądę się ze swoją kawą i będziemy się umawiac na następną
Jak już tutaj jesteśmy, to chyba najlepsza droga właśnie tutaj się otwiera przed nami w zawarciu znajomości.
5 2015-03-17 19:53:53 Ostatnio edytowany przez pachnacypodroznik (2015-03-17 19:56:39)
W pewnej chwili popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się, jednak tym samym dała taki jasny komunikat sobą, swoim byciem, że towarzystwa nie potrzebuję, ani tym bardziej zapytania się np, bezpośrednio co tam tak piszę ;-D
To takie ograniczające przekonanie. Myśląc w ten sposób odejmujesz sobie szansę na zawarcie nowej znajomości. Nie wiesz, czy zechciałaby porozmawiać. To Twoje myśli podpowiedziały Ci, że to 'jasny komunikat'.
Następnym razem spróbuj. Nic nie tracisz. Jeśli taka osoba nie zechce rozmawiać, to o tym powie. To nic złego.
Na co dzień obcuję z wieloma kulturami. Naprawdę często rozmawiam z nieznajomymi ludźmi, a szczególnie z takimi którzy odwzajemnią uśmiech lub sami zdecydują się na wysłanie uśmiechu. Rozpoczęcie każdej znajomości kosztuje uśmiech. Nie znaczy to, że z każdym się będziesz (czy ja będę, a propos mojej dygresji) przyjaźnić, ale warto próbować. Naprawdę ![]()
Troszkę to naciągane. Jak początek jakiegoś filmu o wielkiej życiowej podróży.
Pomysły na filmy nierzadko biorą się z życia.
Więcej wiary!
Ja sam mam wielu znajomych poznanych w bardzo przypadkowy sposób.
A może to po prostu bierze się z braku odwagi i właśnie obawie przed tym, że wyjde na idiotkę? No nie moze, tylko raczej na pewno:)
No nic, skoro Ty umiesz w ten sposób nawiązywać kontakty, to i każdy może:) Obcuję z ludźmi, bo i pracuję w handlu, nie wychodzi mi to źle...Wręcz stwierdziłabym, że umiem się dogadać z każdą osobą. A mimo wszystko taka zakorzeniona niepewność. To właśnie powoduję, że na zaś zakładam najgorszy scenariusz. Dzięki Podróżniku. Przywracasz wiarę ![]()
A może to po prostu bierze się z braku odwagi
Kiedyś, ktoś powiedział, lub gdzieś przeczytałem - "bój się i działaj!".
Niepewność dodaje energii, a jak już zaczniesz działać to odczujesz więcej pozytywnych wibracji.
i właśnie obawie przed tym, że wyjde na idiotkę? No nie moze, tylko raczej na pewno:)
Czy gdyby ktoś do Ciebie zagadał, to pomyślałabyś, że to idiota?
O to mi chodziło: Wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu.
Obcuję z ludźmi, bo i pracuję w handlu, nie wychodzi mi to źle...Wręcz stwierdziłabym, że umiem się dogadać z każdą osobą. A mimo wszystko taka zakorzeniona niepewność.
Handel, idealnie. Podobno Ford kiedyś powiedział coś w stylu: jeśli myślisz, że nie dasz rady czegoś zrobić, lub jeśli myślisz, że dasz radę coś zrobić (np. kogoś poznać w taki lub inny sposób), to w obu przypadkach masz rację.
Abstrachując od rozstań, uwikłań, samotności, uważam, że świat jest takim jakim go malujemy we własnej głowie.
świat jest takim jakim go malujemy we własnej głowie
Bardzo ciekawe słowa i moim zdaniem bardzo prawdziwe. Bo to my sami wyznaczamy sobie granice i jeszcze próbujemy siebie przekonać, co jest do przekroczenia, a co nie. Strach przed odrzuceniem często skutecznie zamyka nam drogę do poznania innych.
9 2015-03-17 23:21:45 Ostatnio edytowany przez GamerGirl (2015-03-17 23:23:56)
magg99 napisał/a:W pewnej chwili popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się, jednak tym samym dała taki jasny komunikat sobą, swoim byciem, że towarzystwa nie potrzebuję, ani tym bardziej zapytania się np, bezpośrednio co tam tak piszę ;-D
To takie ograniczające przekonanie. Myśląc w ten sposób odejmujesz sobie szansę na zawarcie nowej znajomości. Nie wiesz, czy zechciałaby porozmawiać. To Twoje myśli podpowiedziały Ci, że to 'jasny komunikat'.
Następnym razem spróbuj. Nic nie tracisz. Jeśli taka osoba nie zechce rozmawiać, to o tym powie. To nic złego.
Na co dzień obcuję z wieloma kulturami. Naprawdę często rozmawiam z nieznajomymi ludźmi, a szczególnie z takimi którzy odwzajemnią uśmiech lub sami zdecydują się na wysłanie uśmiechu. Rozpoczęcie każdej znajomości kosztuje uśmiech. Nie znaczy to, że z każdym się będziesz (czy ja będę, a propos mojej dygresji) przyjaźnić, ale warto próbować. NaprawdęangelOn napisał/a:Troszkę to naciągane. Jak początek jakiegoś filmu o wielkiej życiowej podróży.
Pomysły na filmy nierzadko biorą się z życia.
Więcej wiary!
Ja sam mam wielu znajomych poznanych w bardzo przypadkowy sposób.
Ok, ale jak? Jesli chodzi o sama teorie to sie zgadzam, co wiecej, podoba mi sie taki sposob funkcjonowania, poznawania ludzi. Jesli ktos ma ksiazke albo jego/jej zajecie (np. cos zapisuje jak w przykladzie z wczesniejszego posta) daje jakas zahaczke to ok, jest cos na poczatek. Ale co jesli nie? Jesli ktos po prostu siedzi/stoi na przystanku/jedzie tramwajem/idzie dokads, wydaje sie ciekawa osoba i chcemy zagadnac - jak? O czym?
Mi samej czesto sie zdarza skomplementowac nieznajomych, pochwalic element ubioru czy cos w wygladzie, ale to nigdy nie prowadzi dalej, ludzie sie usmiechaja, dziekuje i ida w swoja strone.
No własnie poniekąd o to mi chodziło - że widzimy ciekawych ludzi i aż korci, żeby zagadać, ale w niektórych sytuacjach jest to technicznie nie do zrobienia. W przypadku dziewczyny piszącej może udałoby się porozmawiać,chyba teraz spróbowałabym, niż zakładać z góry, że ośmieszę się. ale tak... w niektórych jest to trudne.
Wtedy po prostu nie mamy na to już wpływu i pozostaje mieć na uwadze takie sytuacje, kiedy możemy i mamy szanse spróbować ![]()
magg99 napisał/a:A może to po prostu bierze się z braku odwagi
Kiedyś, ktoś powiedział, lub gdzieś przeczytałem - "bój się i działaj!".
Niepewność dodaje energii, a jak już zaczniesz działać to odczujesz więcej pozytywnych wibracji.magg99 napisał/a:i właśnie obawie przed tym, że wyjde na idiotkę? No nie moze, tylko raczej na pewno:)
Czy gdyby ktoś do Ciebie zagadał, to pomyślałabyś, że to idiota?
O to mi chodziło: Wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu.magg99 napisał/a:Obcuję z ludźmi, bo i pracuję w handlu, nie wychodzi mi to źle...Wręcz stwierdziłabym, że umiem się dogadać z każdą osobą. A mimo wszystko taka zakorzeniona niepewność.
Handel, idealnie. Podobno Ford kiedyś powiedział coś w stylu: jeśli myślisz, że nie dasz rady czegoś zrobić, lub jeśli myślisz, że dasz radę coś zrobić (np. kogoś poznać w taki lub inny sposób), to w obu przypadkach masz rację.
Abstrachując od rozstań, uwikłań, samotności, uważam, że świat jest takim jakim go malujemy we własnej głowie.
No masz rację. Gdyby ktoś do mnie zagadała, to byłoby mi najprościej mówiąc - miło
Niestety... jak strach czai się w głowie to zalewa go doszczętnie i zniekształca obraz. To jest podstępny i czasami niesamowicie silny wróg. ![]()
pachnacypodroznik napisał/a:Ja sam mam wielu znajomych poznanych w bardzo przypadkowy sposób.
Ok, ale jak? Jesli chodzi o sama teorie to sie zgadzam, co wiecej, podoba mi sie taki sposob funkcjonowania, poznawania ludzi. Jesli ktos ma ksiazke albo jego/jej zajecie (np. cos zapisuje jak w przykladzie z wczesniejszego posta) daje jakas zahaczke to ok, jest cos na poczatek. Ale co jesli nie? Jesli ktos po prostu siedzi/stoi na przystanku/jedzie tramwajem/idzie dokads, wydaje sie ciekawa osoba i chcemy zagadnac - jak? O czym?
Zacznij od "cześć, co słychać, jestem {imię}, myślę że jesteś ciekawą osobą, mylę się?".
Taki ludź jeśli ma niską samoocenę, to pewnie odpowie 'eetam', a w głębi duszy będzie miło.
Nie myśl tylę, pozwól się unieść flow (patrz psychologia pozytywna).
Mi samej czesto sie zdarza skomplementowac nieznajomych, pochwalic element ubioru czy cos w wygladzie, ale to nigdy nie prowadzi dalej, ludzie sie usmiechaja, dziekuje i ida w swoja strone.
Bo ludzi trzeba zachęcić. Wiem, że to o czym pisze, to taka czarna magia, albo mało prawdopodobny scenariusz szczególnie, gdy nie robi się tego regularnie. Naprawdę warto próbować ![]()
Pochwalenie elementu ubioru można pociągnąć dalej - a gdzie to kupiłaś, lubisz takie kolory co ja - jakie jeszcze? itd.
Pamiętaj tylko, nic na siłę ![]()
w niektórych sytuacjach jest to technicznie nie do zrobienia.
Jakiś przykład?
W przypadku dziewczyny piszącej może udałoby się porozmawiać,chyba teraz spróbowałabym, niż zakładać z góry, że ośmieszę się. ale tak... w niektórych jest to trudne.
Wtedy po prostu nie mamy na to już wpływu i pozostaje mieć na uwadze takie sytuacje, kiedy możemy i mamy szanse spróbować
A ja zawsze myślałem, że kobiety są bardziej śmiałe ![]()
@pachnacypodroznik,
Dzieki za rady ![]()
A co do smialosci kobiet to ja zawsze mialam trudnosci z poznawaniem nowych ludzi, potrzebowalam troche czasu by poczuc sie swobodnie stad tez moje pytanie "jak?".
magg99 napisał/a:w niektórych sytuacjach jest to technicznie nie do zrobienia.
Jakiś przykład?
Jak to już opisała trafnie GamerGirl. idzie, jedzie tramwajem, wysiada z tramwaju. Takie sytuacje, gdzie juz czujesz, że ktoś jes ciekawy, barwny , ale nie będziesz biegł z krzykiem , żeby biedaka nieświadomego zatrzymać. Kiedyś pamietam stałam przy kasie w jakimś supermarkecie . Kasjerka odniosła się bardzo arogancko do klienta. Po kolejce wręcz przeszedł "głuchy telefon" o tym jakich mamy nieuprzejmych sprzedawców. Nawet kilka zdań zamówiłam z jakąś dziewczyną. Ale co.. Koleżeńswo sę z tego nie zrobiło, choć warunki były ku temu sprzyjające.Każdy teraz, zauważyłam naprawdę pilnuję siebie , słuchawek w uszach ( choć nie mówię, że to źle, ja sama nie ruszam się bez nich z domu, ale to też tak między Bogiem a prawda blokuję:D, każdy jest skupiony na czymś innym niż na ewentualnej rozmowie. Obserwuję krótkie czynności , wsiąść do autobusu, usiąść, wyjąć tel , sprawdzić facebooka, popatrzeć się przez szybę, wysiąść , wrcić do domu ) To są włąśnie te techniczne utrudnienia .
magg99 napisał/a:W przypadku dziewczyny piszącej może udałoby się porozmawiać,chyba teraz spróbowałabym, niż zakładać z góry, że ośmieszę się. ale tak... w niektórych jest to trudne.
Wtedy po prostu nie mamy na to już wpływu i pozostaje mieć na uwadze takie sytuacje, kiedy możemy i mamy szanse spróbowaćA ja zawsze myślałem, że kobiety są bardziej śmiałe
Nie ma reguł:) p.s dopiero teraz "skapłam się" ,że jesteś płcią przeciwną ![]()
w niektórych sytuacjach jest to technicznie nie do zrobienia.
Jakiś przykład?
Jak to już opisała trafnie GamerGirl. idzie, jedzie tramwajem, wysiada z tramwaju. Takie sytuacje, gdzie juz czujesz, że ktoś jes ciekawy, barwny , ale nie będziesz biegł z krzykiem , żeby biedaka nieświadomego zatrzymać.
Działaj od razu, nie czekaj aż stracisz z pola widzenia delikwenta ![]()
Każdy teraz, zauważyłam naprawdę pilnuję siebie , słuchawek w uszach ( choć nie mówię, że to źle, ja sama nie ruszam się bez nich z domu, ale to też tak między Bogiem a prawda blokuję:D, każdy jest skupiony na czymś innym niż na ewentualnej rozmowie. Obserwuję krótkie czynności , wsiąść do autobusu, usiąść, wyjąć tel , sprawdzić facebooka, popatrzeć się przez szybę, wysiąść , wrcić do domu ) To są włąśnie te techniczne utrudnienia.
'Utrudnienia' o jakich mówisz, to tylko otoczka. Spróbuj się uśmiechnąć do kogoś, zagadać, słuchawki wystarczy zdjąć. Ongiś wracając z pracy spotykałem ciągle osobę, która pracuje w innym dziale. Zawsze rozmawiała przez telefon, więc nie ingerowałem. Za którymś razem miała tylko słuchawki na uszach i czytała książkę. Znaliśmy się z widzenia, tak jak Ty znasz pasażerów tramwaju którym często jeździsz. Powiedziałem po prostu cześć i zapytałem co czyta. I tak zaczeliśmy rozmawiać... każdego dnia, do czasu zmiany pracy ![]()
W przypadku dziewczyny piszącej może udałoby się porozmawiać,chyba teraz spróbowałabym, niż zakładać z góry, że ośmieszę się. ale tak... w niektórych jest to trudne.
Wtedy po prostu nie mamy na to już wpływu i pozostaje mieć na uwadze takie sytuacje, kiedy możemy i mamy szanse spróbować
A ja zawsze myślałem, że kobiety są bardziej śmiałe
Nie ma reguł:) p.s dopiero teraz "skapłam się" ,że jesteś płcią przeciwną
Facet na kobiecym forum nie budzi chyba takiego zdziwienia?
Facet na kobiecym forum nie budzi chyba takiego zdziwienia?
Nie, nie budzi:) W ogóle męskie wypowiedzi na kobiecym forum to często perełki, bo pokazują inny punkt widzenia ![]()
pachnacypodroznik napisał/a:Facet na kobiecym forum nie budzi chyba takiego zdziwienia?
Nie, nie budzi:) W ogóle męskie wypowiedzi na kobiecym forum to często perełki, bo pokazują inny punkt widzenia
Jaki jest zatem Twój punkt widzenia w przedmiotowej sprawie? ![]()
W przedmiocie obecności mężczyzna na kobiecym forum czy trudności w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich ogólnie?
Bo pytanie jest delikatnie nieprecyzyjne ![]()
W przedmiocie obecności mężczyzna na kobiecym forum czy trudności w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich ogólnie?
Bo pytanie jest delikatnie nieprecyzyjne
Racja. Miałem na myśli temat wątku, ale zachęcam do wylania myśli na ekran, chętnie przeczytam i podejmę dyskusję.
Generalnie wydaje mi się, że często na takie pytania udzielamy odpowiedzi: wyjdź do ludzi, pokonaj swoją nieśmiałość, jest wielu takich jak ty. Wszystko by się zgadzało, ale... Człowiek jest tak skonstruowany, że znajdzie milion wytłumaczeń, żeby nie robić ani jednego kroku. Bo przecież nieznajomy "ktoś" może go uznać za nieciekawego typa/idiotę/zboczeńca (wybrać właściwe). I wychodzi na to, iż wiele razy zwyczajnie boimy się spróbować zrobić ten pierwszy krok.
22 2015-03-18 22:38:54 Ostatnio edytowany przez pachnacypodroznik (2015-03-18 22:40:06)
Generalnie wydaje mi się, że często na takie pytania udzielamy odpowiedzi: wyjdź do ludzi, pokonaj swoją nieśmiałość, jest wielu takich jak ty. Wszystko by się zgadzało, ale... Człowiek jest tak skonstruowany, że znajdzie milion wytłumaczeń, żeby nie robić ani jednego kroku. Bo przecież nieznajomy "ktoś" może go uznać za nieciekawego typa/idiotę/zboczeńca (wybrać właściwe). I wychodzi na to, iż wiele razy zwyczajnie boimy się spróbować zrobić ten pierwszy krok.
Przedstawię Ci moje zdanie. Człowiek ma to do siebie, że potrafi się zmienić. Sama chęć zmiany to pierwszy krok. Przede wszystkim zmiana myślenia o sobie w negatywnych barwach jest moim zdaniem podstawowym motorem zmian. I tutaj przychodzi mi na myśl także prawo przyciągania, które mówi że każdy z nas jest swego rodzaju magnesem przyciągającym do siebie ludzi oraz sytuacje będące odzwierciedleniem naszych dominujących mysli. Gdy jesteś optymistycznie nastawiona do samej siebie świat wygląda zupełnie inaczej, czujesz się lepiej, przyciągasz pozytywnych ludzi.
Zdarza się, że ludzie z którymi współpracuję chcą zmienić swoje życie, ale nie chcą podjąć żadnych kroków w kierunku zmiany. Oceniają swoją satysfakcję z życia na dość niskim poziomie, a gdy ich pytam co mogliby zrobić, wtedy zaczynają się schody. Być może chodzi o strach, ale ten ma tylko wielkie oczy. Z kolei satysfakcja z przezwyciężenia strachu daje taką dawkę pozytywnej energii, że jak raz spróbujesz, to nie przestaniesz przekraczać granic swojego umysłu. Zachęcam z całego serca.
Witam,
osobiście uważam, że Polska a przede wszystkim jej mieszkańcy nie są otwarci na nowe znajomości a szczególnie te, gdy ktoś do nich podchodzi na ulicy bądź w kawiarni. Nieufność, podejrzliwość i za chwilę myśl "co on/ona chce mi wcisnąć?". Taka nasza mentalność. Myślę, że Amerykanie mają zupełnie odmienne, przeciwne podejście do nieznajomych.
W każdym razie zmierzam do tego, że łatwo jest radzić - podejdź do kogoś, zgadaj. Szczerze napiszę, że nawet jak się zna osobę (np.ze studiów) to w dzisiejszych czasach ciężko jest się z kimś zaprzyjaźnić. Osobiście doświadczyłam tego wielokrotnie. Nawet gdy na początku roku akademickiego próbowałam scalić grupę (tym samym poznać bliżej ludzi z którymi studiuję) poprzez organizowanie u siebie w domu domówki, później pisanie na forum mojego kierunku, kto leci na miasto wieczorem i tego typu akcje - odzew był praktycznie zerowy. Na domówkę przyszła garstka osób. Mimo, że było sympatycznie i miło (miałam nadzieję, tym razem na roku integracja zadziała) to w kolejnych dniach, na uczelni cisza. Podchodziłam do tych dziewczyn, zagadywałam co słychać, kiedy się gdzieś wybierzemy i...zbycie mojej osoby. Po tym wszystkim stwierdziłam, że nie będę się więcej narzucać, nie będę wyskakiwać z propozycjami, nie będę z siebie robić idiotki, której zależy. Takie sytuacje mnie bardzo zniechęciły do jakiejkolwiek aktywności. Efekt jest taki, że mimo, że to studia i czas gdzie powinno się wykorzystać ostatni dzwonek przed dorosłym życiem, ja nie mam koleżanek, nie mam z kim wyjść do knajpy. Jedynie pozostaje mi mój chłopak ale on także ma swoje życie więc...cóż ![]()
24 2015-03-19 12:20:25 Ostatnio edytowany przez pachnacypodroznik (2015-03-19 15:24:46)
W każdym razie zmierzam do tego, że łatwo jest radzić - podejdź do kogoś, zgadaj. Szczerze napiszę, że nawet jak się zna osobę (np.ze studiów) to w dzisiejszych czasach ciężko jest się z kimś zaprzyjaźnić.
Osobiście doświadczyłam tego wielokrotnie.
Grunt to się nie zrażać. Moje rady wynikają z własnego doświadczenia. To nie "mądrości" wyczytane w poradnikach napisanych przez "amerykańskich naukowców".
Po tym wszystkim stwierdziłam, że nie będę się więcej narzucać, nie będę wyskakiwać z propozycjami, nie będę z siebie robić idiotki, której zależy. Takie sytuacje mnie bardzo zniechęciły do jakiejkolwiek aktywności. Efekt jest taki, że mimo, że to studia i czas gdzie powinno się wykorzystać ostatni dzwonek przed dorosłym życiem, ja nie mam koleżanek, nie mam z kim wyjść do knajpy. Jedynie pozostaje mi mój chłopak ale on także ma swoje życie więc...cóż
Ty sama decydujesz o tym z kim się spotykać. Jeśli ktoś nie chce, to nic na siłę. O niebo lepiej jest mieć garstkę znajomych myślących podobnie do nas samych, niż spotykać się z wielona ludźmi, w których nam coś nie pasuje.
Zapomnij na chwilę o mentalności polaków. Z tego co piszesz, wygląda na to że potrafisz z siebie wykrzesać energię by innych motywować do wyjścia "na miasto" lub żeby zrobić coś nowego. Zatem wiesz, że wcale nie musi być szaro i ponuro. Może nie trafiłaś na odpowiednie osoby. Gdzie możesz poznać nowych ludzi? Czym się interesujesz? Tańczysz, śpiewasz, chodzisz na koncerty? Nie poddawaj się i pamiętaj, ze żeby zapalać innych samemu trzeba płonąć.
Zdarza się, że ludzie z którymi współpracuję chcą zmienić swoje życie, ale nie chcą podjąć żadnych kroków w kierunku zmiany. Oceniają swoją satysfakcję z życia na dość niskim poziomie, a gdy ich pytam co mogliby zrobić, wtedy zaczynają się schody. Być może chodzi o strach, ale ten ma tylko wielkie oczy. Z kolei satysfakcja z przezwyciężenia strachu daje taką dawkę pozytywnej energii, że jak raz spróbujesz, to nie przestaniesz przekraczać granic swojego umysłu. Zachęcam z całego serca.
Pachnacypodrozniku, jesteś może coachem? ![]()
pachnacypodroznik napisał/a:Zdarza się, że ludzie z którymi współpracuję chcą zmienić swoje życie, ale nie chcą podjąć żadnych kroków w kierunku zmiany. Oceniają swoją satysfakcję z życia na dość niskim poziomie, a gdy ich pytam co mogliby zrobić, wtedy zaczynają się schody. Być może chodzi o strach, ale ten ma tylko wielkie oczy. Z kolei satysfakcja z przezwyciężenia strachu daje taką dawkę pozytywnej energii, że jak raz spróbujesz, to nie przestaniesz przekraczać granic swojego umysłu. Zachęcam z całego serca.
Pachnacypodrozniku, jesteś może coachem?
Właśnie miałam o to samo zapytać
)
Chciałabym się wtrącić jeśli można oczywiście. U mnie jest inny problem. Ostatnio doskwiera mi samotność, bo zwyczajnie zaczęłam wątpić w coś takiego jak relacja przyjacielska. Zawiodły mnie osoby, których wcześniej nazywałam przyjaciółmi i chyba mam kryzys. Obawiam się, że to zaczęło rzutować na relacje z innymi ludźmi, których wartość też kwestionuję, a przez to się zamykam. Jestem podejrzliwa w stosunku do wszystkich, może trochę oschła, a przez to mam wrażenie, że i reszta mnie odrzuca, bo komu na co taka oschła baba?
Nie wiem co robić, jakiś zamknięty krąg...
Chciałabym się wtrącić jeśli można oczywiście. U mnie jest inny problem. Ostatnio doskwiera mi samotność, bo zwyczajnie zaczęłam wątpić w coś takiego jak relacja przyjacielska. Zawiodły mnie osoby, których wcześniej nazywałam przyjaciółmi i chyba mam kryzys. Obawiam się, że to zaczęło rzutować na relacje z innymi ludźmi, których wartość też kwestionuję, a przez to się zamykam. Jestem podejrzliwa w stosunku do wszystkich, może trochę oschła, a przez to mam wrażenie, że i reszta mnie odrzuca, bo komu na co taka oschła baba?
Nie wiem co robić, jakiś zamknięty krąg...
i czujesz od innych, że nawet najmniejszy zart uderza w Ciebie jak kula armatnia? że "znowu" ktoś okazuję się nie warty zaufania i będzie jak było..? Wierzyłam kiedyś mocno w relacje przyjacielskie. Czułam to, a później jak domino- wszystko się posypało. Zdaję sobie sprawę, że przeglądając kontakty w telefonie mam pełno ludzi ale to są ludzie którzy niewiele się różnią od przechodniów na ulicy. Jeśli czujesz ironie losu - dużo i nikt zarazem. I wylądowałam tutaj. Na tym forum, żeby chociaż poczytac o takich jak ja...którzy w jakimś sensie toczą różne walki.
miedzianaa napisał/a:Pachnacypodrozniku, jesteś może coachem?
Właśnie miałam o to samo zapytać
)
Tak, na co dzień motywuję siebie i innych do osiągania z pozoru nieosiągalnych celów. ![]()
Ostatnio doskwiera mi samotność, bo zwyczajnie zaczęłam wątpić w coś takiego jak relacja przyjacielska. [...] Obawiam się, że to zaczęło rzutować na relacje z innymi ludźmi, których wartość też kwestionuję, a przez to się zamykam.
Jak często poznajesz nowych ludzi?
Jestem podejrzliwa w stosunku do wszystkich
Podejrzliwa o coś konkretnego?
mam wrażenie, że i reszta mnie odrzuca
Czy mogłabyś się zastanowić, czy oprócz subiektywnego wrażenia są jakieś solidne podstawy do tego, aby myśleć w ten sposób?
Tak sobie czytam co piszecie.. i jak zwykle uznałam, że się odezwie.
Temat wydaje się banalny, ale został bardzo fajnie poprowadzony przez co dał mi trochę do myślenia.
Od zawsze miałam problem z poznawaniem nowych ludzi. I nadal mam. Więc chętnie wezmę wszystkie rady tu zawarte do siebie.
Zacznę od tego, że nigdy nikt do mnie nie zagadał. Koleżanki często przechwalały się, że do nich zawsze ktoś zagada jak gdzieś same wyjdą. Nie ważne czy do sklepu, na spacer, na rower i dzięki temu poznają nowych ludzi. Mi się to nigdy nie zdarzyło. Ktoś tu jednak wspomniał o uśmiechu. Wydaje mi się, że osoby, które często poznają nowych ludzi są pewniejsze siebie, weselsze oraz nie mają oporów by pokazywać tą otwartość. Tylko czy to zawsze jest tylko uśmiech? Niekoniecznie. Pewnie wystarczy samo to, że potrafimy popatrzeć komuś w oczy.
Ja należę do osób nieśmiałych, niepewnych siebie i skrytych. Czasem chodzę z uśmiechem na twarzy, ale nie potrafię uśmiechać się do "kogoś". Czasem są dni gdy idę ulicą i po prostu się śmieje sama do siebie, ale gdy mijam przechodniów - nie patrzę na nich. Często wtedy moja głowa leci automatycznie w dół. Ciężko mi się uśmiechnąć do kogoś kogo nie znam. Na pewno bierze się to z mojej niskiej samooceny oraz tego, że czuję się nieatrakcyjna. W głowie mam myśli, że nikt nie będzie chciał rozmawiać z kimś takim (pewnie to głupie, ale przez lata weszło mi to do głowy). Zauważyłam, że patrzenie w oczy o wiele lepiej wychodzi mi z osobami tej samej płci, a nie przeciwnej.
Jednak moimi myślami poszłam o krok dalej. Wyobraziłam sobie, że jednak odważę się - spojrzę jednej osobie w oczy, drugiej, trzeciej - uśmiechnę się.. I BUM! Ktoś do mnie zagada - ktoś będzie chciał mnie poznać. I napotkałam kolejną blokadę. Zapewne nie umiałabym nic odpowiedzieć. I byłoby tak, że osoba która odważyła się i do mnie zagadała, zostałaby spławiona przez "dziękuję" bądź uśmiech.
Jestem osobą która mało mówi. Nie mam właśnie tego wspomnianego "flow". Nie potrafię utrzymać rozmowy z kimś kogo bardzo dobrze znam, a co dopiero z obcym.
Dochodzę więc do wniosków, że być może 90% z nas czeka na kogoś kto do nas sam zagada, ale głęboko w sobie mamy to poczucie (które wcześniej opisałam) i nieświadomie wysyłamy drugiej osobie "nie podchodź - nie jestem zainteresowana/y". Być może są i ludzie, którzy by się do nas odezwali - zapewne są, ale to my musimy pokazać tę otwartość, że też chcemy kogoś poznać. Ja mam z tym wielki problem. Zwyczajnie tego nie potrafię.
Ty tworz rzeczywistosc,nie pozwol aby rzeczywistosc tworzyla ciebie
Ty tworz rzeczywistosc,nie pozwol aby rzeczywistosc tworzyla ciebie
Takich rad przeczytałam tysiące. Są w prawie każdej książce. Mi potrzeba coś więcej.. Jakiś przykład z życia bądź jakieś pomysły na małe kroki przełamywania się. Takie cytaty niestety tylko na chwilę do mnie trafiają. Gdy wyjdę do obcych ludzi to o nich zapominam i lęk mnie zżera.
Mi potrzeba coś więcej.. Jakiś przykład z życia bądź jakieś pomysły na małe kroki przełamywania się.
Jesteś w 100% gotowa na zmiany?
Krok pierwszy, a raczej wyzwanie.
Przez tydzień nie myśl o sobie negatywnie.
Jeśli pojawi się negatywna myśl, to zrób wszystko, aby ją przekształcić na pozytywną.
Wchodzisz?
Wrócimy do rozmowy za tydzień. Odważysz się podjąć rękawicę?
naiwna92 napisał/a:Mi potrzeba coś więcej.. Jakiś przykład z życia bądź jakieś pomysły na małe kroki przełamywania się.
Jesteś w 100% gotowa na zmiany?
Krok pierwszy, a raczej wyzwanie.
Przez tydzień nie myśl o sobie negatywnie.
Jeśli pojawi się negatywna myśl, to zrób wszystko, aby ją przekształcić na pozytywną.
Wchodzisz?
Wrócimy do rozmowy za tydzień. Odważysz się podjąć rękawicę?
A ja też mogę? Nie wiem co z tego wyjdzie, ale chcę podjąć to ryzyko.
Naiwna92 spróbujmy.....
36 2015-03-22 23:43:49 Ostatnio edytowany przez naiwna92 (2015-03-22 23:50:51)
naiwna92 napisał/a:Mi potrzeba coś więcej.. Jakiś przykład z życia bądź jakieś pomysły na małe kroki przełamywania się.
Jesteś w 100% gotowa na zmiany?
Krok pierwszy, a raczej wyzwanie.
Przez tydzień nie myśl o sobie negatywnie.
Jeśli pojawi się negatywna myśl, to zrób wszystko, aby ją przekształcić na pozytywną.
Wchodzisz?
Wrócimy do rozmowy za tydzień. Odważysz się podjąć rękawicę?
Tak. Jestem gotowa. To nie będzie, aż tak trudne - mam nadzieję. Bo już miałam stany nie myślenia o sobie źle.
Ale zobaczymy jak pójdzie tym razem
.
Odezwę się za tydzień
.
Magg - oczywiście, że możesz
!
To jest oklamywanie samego siebie.Po co sobie wmawiać cos na sile?
To jest oklamywanie samego siebie.Po co sobie wmawiać cos na sile?
Skąd wiesz, czy właśnie teraz siebie nie okłamujesz?
Bo ja juz się pogodzilem z własnym losem
To jest oklamywanie samego siebie.Po co sobie wmawiać cos na sile?
okłamywanie, że chce się próbować? Może faktycznie na początu trudno będzie uwierzyć na 100% sukcesu (bynajmniej ja) , ale czy od razu wszystko sie wszystkim udało?
Pogratulować tylko mogę , że Ty nie musisz sie w niczym "okłamywać" .
To jest oklamywanie samego siebie.Po co sobie wmawiać cos na sile?
Nikt tutaj nie wspomniał o 'wmawianiu sobie' czegoś.
Zmiany zaczyna się od siebie.
Namawiam Cię do zatrzymania się na chwilę, aby pomyśleć o swoich myślach.
Nie oceniaj. Posłuchaj siebie.
Nie musisz mi mówić co mam robic.
Wyrazam tylko swoje zdanie
Nie musisz mi mówić co mam robic.
Wyrazam tylko swoje zdanie
Widzisz, ja nie mówię Ci co masz robić. Ja tylko sugeruję, namawiam, zapraszam.
Wrzuć na luz. Bez oceniania.
Nie ma ryzyka, nie ma zabawy
Pachnący podróżniku, aż jestem ciekawa, jakie będą wrażenia dziewczyn z tego eksperymentu ![]()
Dziś 1 dzień..
I muszę przyznać, że odkąd postanowiłam, że będę myślała pozytywnie.. to zaczęło się wszystko walić.
Dzisiejszy dzień praktycznie cały przepłakałam...:/ Aż wstyd się przyznać. Bo jest to mój najgorszy dzień jak na razie w tym roku...
Czy to normalne? Zawsze jak coś postanowię to wszystko idzie nie w tym kierunku, w którym chcę..
Dopiero kiedy mam wszystko tzw "dupie" to zaczyna się układać.. zwyczajnie. No, wszystko.. poza nowymi znajomościami. Właśnie dlatego zwykle po czasie przestałam wierzyć w tzw. Prawo Przyciągania..
Mówi się, że Wszechświat wtedy sprawdza czy naprawdę mi zależy.. Tylko czy to nie paradoks, że kiedy mówię "a niech się wali" - to właśnie wtedy zaczyna mi się układać w rodzinie, w pracy? Tylko ze znajomościami zawsze lipa..
Może każdy ma w swoim życiu jakiś cel? I nie każdego celem jest znalezienie przyjaciół bądź drugiej połówki..
Trochę ponarzekałam mimo, że miał być dzień super pozytywny to okazał się najgorszym
. Cóż.. żyje się dalej. Zobaczymy co jutro przyniesie
.
46 2015-03-23 23:07:13 Ostatnio edytowany przez pachnacypodroznik (2015-03-23 23:08:35)
Nie ma ryzyka, nie ma zabawy
Pachnący podróżniku, aż jestem ciekawa, jakie będą wrażenia dziewczyn z tego eksperymentu
To nie eksperyment, to ćwiczenie pozwalające na zmianę nastawienia, a poza tym po tygodniu zdasz sobie sprawę ile razy złapałaś się na myśleniu o sobie w negatywnym świetle.
To taki pierwszy mały krok, z którym może się wiązać ogromny opór - bo niby jak to mam myśleć pozytywnie, po co mi to, próbowałam kilka razy i nic z tego nie wychodziło, to nie ma sensu itd. Najgorsze są pierwsze dwa dni
Tracisz wiarę? Wyślij mi meila. Zrobimy coś z tym, jednak pamiętaj / pamiętajcie, moja rola polega na wsparciu, zaufaniu, motywowaniu, daję wędkę - nie rybę.
Dziś 1 dzień..
I muszę przyznać, że odkąd postanowiłam, że będę myślała pozytywnie.. to zaczęło się wszystko walić.
Powiedz coś więcej. Jeśli chcesz.
Pachnacy - moge na priva? (jesli odblokujesz mozliwosc wysylania maili:))
Pachnacy - moge na priva? (jesli odblokujesz mozliwosc wysylania maili:))
Opcja jest odblokowana. Najwyraźniej nie działa. Mój e-mail: pachnacy {tuwstawicmaupe} consultant {tuwstawickrope) com
Nie chcę mówić o poniedziałku
.
Nie było dobrze, ale już minęło. Czasem muszą być gorsze dni.
Poczytałam dziś trochę postów na forum w dziale "samotność" i tak mnie zainspirowało coś do refleksji nad tym jaką jestem osobą - a jaką chciałabym być.
Gdy pomyślałam o tym czy gdybym ja BYŁA mężczyzną to czy bym chciała samą siebie POZNAĆ.
Odpowiedź niestety jest przecząca, ale..
Dopiero kiedy sobie to uświadomiłam wiem, że mogę to zmienić.
Zwykle obwiniałam innych, że nikt mnie nie chce, bo zapewne jestem brzydka itp. A teraz myślę, że tak naprawdę nieważne jak wyglądam. Nigdy nie spodobam się wszystkim ludziom na ziemi. Zresztą co to by była za miłość gdyby ktoś chciał być ze mną tylko z powodu wyglądu? Uważam, że o wiele ważniejsze jest to jacy jesteśmy w środku. Mimo wszystkich NIE jakie mam teraz w głowie, głęboko w sercu wiem, że tak jest. I muszę sobie to przeprogramować. Kwestia tego jaka naprawdę jestem w środku. Większość z nas szuka kogoś kto będzie: uczciwy, szczery, lojalny, dobry. A tak naprawdę mała ilość osób naprawdę taka jest. Wymagamy tego od innych - a sami jesteśmy odwrotnością swoich wymagań.
Oczekujemy księcia z bajki, który będzie miał pracę, duuużo zainteresowań, cudownych znajomych i świetnie prowadził rozmowy. A co my możemy mu dać? Jakie są nasze mocne cechy, którymi możemy go obdarzyć?
Tak myślę, że.. każdy człowiek ma wady. Każdy. I każdy będzie je miał. Nie da się ich wszystkich pozbyć - nie ma ideałów i nie będzie. Może na początek nie warto skupiać się na wadach i dołować się z ich powodu? Może warto poszukać w sobie (bądź wymyśleć) kilka pozytywnych cech które mamy/chcemy mieć i okazywać je innym? Skupić się na pozytywach.. Może to jest podobne do stylu ubierania się? Mam tu na myśli ukrycie defektów urody, a wydobycie tych dobrych. Ludzie często analizują swój wygląd a zapominają o swoim wnętrzu.
Czy kiedykolwiek poznaliście kogoś kto z urody jest naprawdę nieciekawy a ludzie do niego lgną i to bardzo? Ja tak. I myślę, że wy też. Zwykle wtedy mówimy: gdybym ja była nią to ... ( tutaj można podobać cokolwiek co by się zrobiło gdyby się było inną osobą). Zapewne byśmy nic nie zrobili, bo mielibyśmy swoje myślenie i swój brak wiary. Wiele razy porównujemy się do innych. A tak naprawdę każdy z nas ma w sobie coś dobrego tylko musi to odkryć i pokazywać innym.
Moim kolejnym celem poza myśleniem pozytywnym na ten moment będzie próba uśmiechu do osób nieznajomych i sprawdzenia ich reakcji
.
Trzymajcie kciuki
.
Naiwna92 trzymam kciuki i czekam na relację
Praktycznie zgadzam się z tym, co napisałaś, poza jednym drobnym wyjątkiem. Owszem, uroda nie jest najważniejsza. Ja również znam osoby, które są dalekie od kanonu Miss World, a mimo to dookoła nich orbitują inni ludzie. Ale uważam, że to wielka sztuka czuć się dobrze we własnym ciele i z własną twarzą. Wygląd przekłada się na nasze samopoczucie. Jeśli jesteśmy w stanie zaakceptować swoje mankamenty lub nawet uczynić z nich swój znak rozpoznawczy, wzrasta pewność siebie i wewnętrzny strach przestaje być tak dokuczliwy.
PS. Na fali wewnętrznego buntu i chęci zmian zrobiłam sobie fryzurę w kolorze... wściekły rudy
Zawstydziłam wszystkie wiewiórki na osiedlu i sprawiłam, że nie zgubię się w tłumie ![]()
No to wracam
.
Niestety nie udało mi się złapać jak na razie kontaktu wzrokowego z przechodniami, bo z powodu pogody wszyscy mieli głowę w dół
haha! Co się dziwić jak deszcz prosto w oczy padał
.
Ale ogólnie żyję sobie. Raz są dobre dni - raz okropne. Różnie bywa
.
Z myśleniem o sobie negatywnie to jak na razie aż tak nie zauważyłam, bo nawet nie miałam czasu myśleć. Dużo się działo w ten tydzień. Praca, szkoła, sport.
Zobaczymy jak będzie dalej..
Czy jest jakiś kolejny krok? ![]()
naiwna92 czy cel jest ten sam (tj. poznawanie nowych ludzi), czy się zmienił?
naiwna92 czy cel jest ten sam (tj. poznawanie nowych ludzi), czy się zmienił?
Ten sam
dlaczego miałby się zmienić? ![]()
pachnacypodroznik napisał/a:naiwna92 czy cel jest ten sam (tj. poznawanie nowych ludzi), czy się zmienił?
Ten sam
dlaczego miałby się zmienić?
Cele są jak ludzie - zmieniają się.
Aby precyzyjnie określić cel należy wziąc pod uwagę szerszy kontekst.
Jeśli msaz ochotę zapraszam na priv, prześlę Ci narzędzia wspierające..
naiwna92 napisał/a:pachnacypodroznik napisał/a:naiwna92 czy cel jest ten sam (tj. poznawanie nowych ludzi), czy się zmienił?
Ten sam
dlaczego miałby się zmienić?
Cele są jak ludzie - zmieniają się.
Aby precyzyjnie określić cel należy wziąc pod uwagę szerszy kontekst.
Jeśli msaz ochotę zapraszam na priv, prześlę Ci narzędzia wspierające..
Ten mój cel jest stały, bo trwa już ok. 2 lata
. Więc dopóki go nie osiągnę to zapewne zostanie.
Dlaczego na priva?
Szkoda - bo myślałam, że wątek jest po to by każdy mógł skorzystać
A tak wyjdzie, że tylko dla wybranych
.
Chyba nie ma żadnych ograniczeń w tym wątku
Każdy może się przyłączyć ![]()
Chyba nie ma żadnych ograniczeń w tym wątku
Każdy może się przyłączyć
Tak, ale podroznik chce pomoc tylko na priva. Szkoda ![]()
58 2015-04-04 12:31:31 Ostatnio edytowany przez pachnacypodroznik (2015-04-04 12:33:28)
pachnacypodroznik napisał/a:naiwna92 napisał/a:Ten sam
dlaczego miałby się zmienić?
Cele są jak ludzie - zmieniają się.
Aby precyzyjnie określić cel należy wziąc pod uwagę szerszy kontekst.
Jeśli msaz ochotę zapraszam na priv, prześlę Ci narzędzia wspierające..Dlaczego na priva?
Bazując na moim doświadczeniu, uważam że bezpośrednie wsparcie w procesie zmiany przynosi wyraźne efekty. Kluczem jest Twoje zaangażowanie i chęć współpracy.
Jeśli wolisz pracować na otwartej ranie na forum, uważam że może to nie być idealnym rozwiązaniem. Jednak "nasz klyjent, nasz pan".
Jak napisałem wcześniej "jeśli masz ochotę". Do niczego nie zmuszam. Jedynie zachęcam.
Chyba nie ma żadnych ograniczeń w tym wątku
Każdy może się przyłączyć
Jedyne widoczne ograniczenia w tym wątku, jak i w wielu innych, to te drzemiące w ludziach, którzy wylewają swoje myśli oraz rozterki na łamach elektronicznego azylu jakim to forum wydaje się być.
Powiem Wam,że ja już też zaczynam wariować. Nie mam obecnie żadnych koleżanek. Również pracuję w domu ( taka praca, lepsze zarobki to wynagradzają).
Kumpele ze studiów się przeprowadziły. Nie mam po prostu gdize kogokolwiek poznać. Nawet koledzy mojego męża nie mają dziewczyn ( żaden nie ma...).
Denerwuje mnie również slogan: Otwórz się na ludzi. W niektórych sytuacjach są to jedynie puste słowa.
Witam Wszystkich...a ja chce wam przedstawić moja sytuacje-wszyscy dookoła mi zazdroszczą :pracy,rodziny(choć mąż za granica) i znajomych -ze bogaci,zabawni itp,itd. ale prawda jest taka ze czuje się strasznie samotna bo praca to korporacja wysysająca mnie od wewnątrz, bo znajomi to tylko kiedy zorganizuje spotkanie i przyjaciółki czekające na mój telefon.....wszyscy dookoła coś oczekują...i choć mam ogromne serce to brakuje mi chęci na to wszystko...czy obecnie coś "dosypują do chleba" ze wokoło tyle zawiści i takie samolubstwo ..a ja potrzebuje tylko dobrego słowa od kogoś i uczciwej chęci kontaktów...
Nie było mnie dość długo. Podróżowałem, ale wróciłem ![]()
naiwna92, magg99 co u Was slychać nowego? Poznałyście kogoś nowego?
kiv sprawdź pocztę
62 2015-05-02 21:41:50 Ostatnio edytowany przez pachnacypodroznik (2015-05-02 21:59:54)
Powiem Wam,że ja już też zaczynam wariować. Nie mam obecnie żadnych koleżanek. Również pracuję w domu ( taka praca, lepsze zarobki to wynagradzają).
Kumpele ze studiów się przeprowadziły. Nie mam po prostu gdize kogokolwiek poznać. Nawet koledzy mojego męża nie mają dziewczyn ( żaden nie ma...).
Denerwuje mnie również slogan: Otwórz się na ludzi. W niektórych sytuacjach są to jedynie puste słowa.
Nie dziwię się, że irytuje Cie, gdy ktoś mówi o otwieraniu się na ludzi. Jednak sama przyznajesz, iż nie masz gdzie poznać nowych ludzi.
Może pora wyjść z domu i ..otworzyć się na ludzi?
A tak całkiem poważnie - bywasz w nowych miejscach, lubisz tańczyć, śpiewać, szydełkować? Czy masz jakieś zajęcie, które można wykonywać w grupie ludzi? Może są w Twojej okolicy ludzie z podobnymi zainteresowaniami?
Nie rozumiem jak koledzy Twojego męża mają się do Twojej sytuacji ![]()
wszyscy dookoła mi zazdroszczą :pracy,rodziny(choć mąż za granica) i znajomych -ze bogaci,zabawni itp,itd.
Zazdrośnicy nie znają Twojej perspektywy. Czy warto zajmować swoje myśli zazdrośnikami?
prawda jest taka ze czuje się strasznie samotna bo praca to korporacja wysysająca mnie od wewnątrz
Podpisałaś kontrakt własną krwią i w związku z tym nie możesz się wyrwać z tej korpo-zombie-racji wysysającej Twoje wnętrzności?
znajomi to tylko kiedy zorganizuje spotkanie i przyjaciółki czekające na mój telefon.....wszyscy dookoła coś oczekują...
To się nazywa wygodnictwo. Mają wszystko podane na tacy.
i choć mam ogromne serce to brakuje mi chęci na to wszystko...czy obecnie coś "dosypują do chleba" ze wokoło tyle zawiści i takie samolubstwo ..a ja potrzebuje tylko dobrego słowa od kogoś i uczciwej chęci kontaktów...
Od lat dosypują do chleba tego samego.. cóż może teraz mąka jest bardziej zmodyfikowana genetycznie. Niemniej jednak nad relacjami i siecią cennych kontaktów ludzie pracują latami. Ja także. Podobno nie liczy się ilość, lecz jakość. Ja uważam jednak, że liczy się ilość w kontekście częstotliwości kontaktowania się z tymi, na których Ci zależy. Na Twoje szczęście masz los we własnych rękach. Możesz decydować czy i z kim się spotykać, jak również czy i kiedy pomyśleć nad planem zmiany dotychczasowego stanu rzeczy/życia.
Co możesz zrobić, aby zmienić obecną sytuację?
Koleżanki też się pewnie nudzą. To jest dorosłość, jak tego nie zmienisz to tylko Ty jesteś odpowiedzialna za to. Jest mnóstwo sposobów na poznawanie ludzi. Np zabieraj męża na jakieś spędy czy coś. Woodstock, jest dobrym pomysłem.