Witam wszystkich zgromadzonych ;D
Na samym początku chcę dodać, że to pierwsza moja wizyta na tym forum więc za wszelkie błędy związane z tym wpisem przepraszam.
Nie wiem czy dobrze dobrałam wątek do tematu ale chodzi mi głównie na spostrzeganie sprawy bardziej pod względem psychologicznym.
Tak więc do rzeczy!
Poznałam przez przypadek mężczyznę a może powinnam napisać chłopaka? Znajomość wywiązała się w internecie... tak niestety w internecie a niestety ponieważ nigdy w takie relacje nie wierzyłam. Jestem bardzo sceptycznie nastawiona do miłości a co dopiero mówić o uczuciu znajdującym się w sieci. Jednak stało się to czego się nie spodziewałam. Na stronce, która nie miała za zadanie łączyć ludzi w pary a bardziej odstresować po ciężkim dniu pojawił się on! Wygadany, zabawny, mądry chłopak! Od pierwszej rozmowy poczułam jakbym znała go latami, tematy się nie kończyły, rozmów było nam ciągle mało i mało! Każdą wolną chwilę poświęcałam jemu a on mnie i z utęsknieniem czekałam na to aż znowu porozmawiamy. Bardzo długo się otwieraliśmy i poznawaliśmy. Po ponad roku zaczynał mi przeszkadzać tylko internet w końcu chłopak był jak z bajki. Zadawałam sobie pytanie czy jest tak fajny czy to moja wyobraźnia przez to, że nie znam go realnie przedstawia mi go w samych pozytywach. Jestem bardzo konsekwentna w poglądach, że to mężczyzna powinien zrobić ten pierwszy krok więc podejmowałam lekko znaczące rozmowy na temat spotkania jednak on nie podejmował tematu. Cóż skoro był tak uparty i nie chciał iść dalej ktoś musiał postawić sprawę jasno i byłam to ja! Dodam jeszcze, że chłopak miał obawy nawet porozmawiać ze mną przez telefon co wydawało mi się bardzo podejrzane. Zapewniał mnie, że bardzo zależy mu na tej relacji ale nie robił zupełnie nic żeby ona szła do przodu... nie dawało mi to spokoju wiec postawiłam sprawę jasno i tu zaczęły się komplikacje. Przyznał mi się, że ma ze sobą problemy, jest agresywny nie panuje nad sobą i boi się, że zniszczy mi sobą życie i mnie skrzywdzi, ponadto ma paniczny lęk przed rozmową ze mną, że coś źle powie, że mnie zniechęci do siebie bo uważa, że ja jestem dziewczyną poukładaną, mądrą a on zwykłym wieśniakiem bez wykształcenia-to jego słowa. Zgłosił się na terapie, obecnie odbywa indywidualne spotkania z terapeutą. Nie trwa to długo ale zdecydował się. Jednak na rozmowę a tym bardziej na spotkanie nie mam co liczyć dopóki się nie wyleczy bo sądzi, że teraz wszystko zepsuje jak poznam go jako ''potwora''-to również jego słowa. I tu zaczyna się mój problem. Czy jest możliwe to o czym piszę czy jestem naiwna i po prostu mnie oszukuje? I nasuwa się następne pytanie czy powinnam czekać na to aż nabierze chęci nie wiedząc ile to potrwa czy jest coś czym mogłabym go zachęcić? I ostatnia kwestia czy osoba mająca problemy z agresją, która wyżywa się na rzeczach materialnych jest w stanie zapewnić mi bezpieczeństwo a nie obawy? Serce moje walczy z rozumem... nie umiem podjąć decyzji bo zależy mi na nim. Jest dobry, wyrozumiały, czuły ale tak właśnie zachowują się sprawcy kiedy jest miesiąc miodowy po awanturze. Nie chciałabym wejść w związek z kimś kto będzie się na mnie wyżywał bo przemocy nie toleruję! Ale nie chce też skreślać wszystkiego bo może jest szansa na ''lepsze jutro'' i nie wiem czy powinnam go z tym zostawić? Czuje się zobowiązana wpierać go w tym bo widzę, że chce się zmienić ale z drugiej strony ile można trwać w niepewności? Myślę, że to mój ostatni dzwonek na wycofanie się z tego dlatego chcę żeby ktoś spojrzał na to trzeźwym okiem. Czy warto trwać w takiej chorej relacji z człowiekiem, który nie daje sobie rady sam ze sobą czy po prostu wycofać się w porę?
Dziękuję tym osobą które zechciały przeczytać mój wątek i dotrwały do końca! ;d Pozdrawiam i życzę miłego dnia!