Problem stary jak świat, jednak nie potrafię sobie sama z nim poradzić i proszę o pomoc miłych forumowiczek...
Od jakiegoś czasu podoba mi się pewien mężczyzna. Sama na początku go nie zauważałam, ale zwróciłam na niego uwagę, ponieważ on się we mnie intensywnie wgapiał na zajęciach na studiach i zaczęłam się czuć nieswojo pod wpływem tego spojrzenia. Kilkakrotnie nawet spojrzał mi głęboko w oczy z takimi świecącymi oczkami, siadał czasem koło mnie. Casem mówi mi część, a czasem udaje, że nie zauważa. Ale nigdy się nie uśmiechnął... Sama też tego nie zrobiłam, a gdy spotkałam jego wzrok, odwracałam swój, z zwykłej nieśmiałości. Jak rozmawialiśmy większą grupą osób, to tak jakby się popisywał, co też nie do końca mi się podobało. To trwa już prawie półtora roku. Teraz mam wrażenie, że trochę odpuścił, ale wciąż jednak czasem mi się przygląda. Ja tego nie robię, ale czuję jego wzrok. Ale nigdy nie zagadał.
Doświadczone forumowiczki powiedzcie czy jeśli byłby na prawdę zainteresowany to by jakoś zagadał? czy może jednak nie podobałam mu się tak bardzo? czy jest ewantualność, że zrezygnował bo ja nie dałam mu żadnego znaku, choćby uśmiechu (on też się do mnie nie uśmiechał)? Kiedyś pokątnie usłyszałam, że ma jakąś dziewczynę (dlatego też wstydzę się zrobić coś pierwsza), ale w takim razie po co tak usilnie próbuje zwrócić moją uwagę na siebie? Bardzo Was proszę o jakąś mądrą radę...