Witam Kobietki
Moj zwiazek trwajacy ponad rok - wielkie zakochanie z jego strony, ogromne starania, zas moje uczucia- bylam bardzo zdystansowana z powodu poprzedniego zwiazku ktory okazal sie porazka. Jednak i ja to poczulam, dosyc szybko. Namietnosc, duzo pieknych slow, on idealny. Jednak po 8 miesiacach zaczelo sie cos psuc, klotnie, jego ciagle gadki ze do siebie nie pasujemy. Ja czepialam sie ze nie pracuje majac 28 lat, i zadnego doswiadczenia nie posiada. Znowu o to klotnie.Poczuwal sie bardzo urazony, ale ja robilam to dla jego dobra...Minimalnie sie odsunal. Wtedy ja pomyslalam, ze teraz moja kolej, to ja mam sie postarac, dawalam wiec z siebie duzo - lecz bez przesady bo zauwazylam ze on nie bardzo widzi moje starania. Rozeszlismy sie na chwile, ale wrocilismy - bo nie moglismy zniesc zycia bez siebie. Pojawily sie znowu klotnie, staralismy sie oboje. Mimo to on ciagle powtarzal ze nie pasujemy do siebie. Wiec z placzem w koncu przybilam mu piatke - powiedzialam, ze i ja w to uwierzylam. Ze to chyba koniec - rozstanie bylo bardzo emocjonalne. Stwierdzil, ze rzeczywiscie tak bedzie lepiej. Przytulal, mowil ze kocha, ale ma tego wszystkiego dosyc. Dodam ze mimo ze nieogarniety zyciowo, to jest bardzo dobrym, uczuciowym, wrazliwym czlowiekiem. Znajomi, rodzina jego twierdzili ze jak on sie zakocha, to juz na zaboj.
Rozstanie miesiac temu - znikomy kontakt. Chcialam by przyjechal po rzeczy, wyslal kolego, stwierdzil ze jest mu bardzo ciezko, ze to za wczesnie na spotkanie. Pytalam czy nie stwierdzil przypadkiem ze to nie byla milosc? odpowiedzial ze to milosc, na pewno. Mowil ze sie bedzie odzywal, bylebym dala mu czas. Ja cierpie niesamowicie, mam do niego duzo zastrzezen, jednak uczucie jest tak silne.... acha - po rozstaniu zaraz znalazl prace...
Czy mamy jakas szanse? co robic? jechac pod jego dom, porozmawiac, czy czekac?
Podobne tematy
Jeśli ktoś kocha - to szuka rozwiązań i wyjść z trudnych sytuacji.
Wspólnie pokonuje się przeszkody i problemy.
Jeśli ktoś kocha, to nie odchodzi.
3 2015-03-03 17:46:23 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-03-03 17:48:02)
Witam Kobietki
Moj zwiazek trwajacy ponad rok - wielkie zakochanie z jego strony, ogromne starania, zas moje uczucia- bylam bardzo zdystansowana z powodu poprzedniego zwiazku ktory okazal sie porazka. Jednak i ja to poczulam, dosyc szybko. Namietnosc, duzo pieknych slow, on idealny. Jednak po 8 miesiacach zaczelo sie cos psuc, klotnie, jego ciagle gadki ze do siebie nie pasujemy. Ja czepialam sie ze nie pracuje majac 28 lat, i zadnego doswiadczenia nie posiada. Znowu o to klotnie.Poczuwal sie bardzo urazony, ale ja robilam to dla jego dobra...Minimalnie sie odsunal. Wtedy ja pomyslalam, ze teraz moja kolej, to ja mam sie postarac, dawalam wiec z siebie duzo - lecz bez przesady bo zauwazylam ze on nie bardzo widzi moje starania. Rozeszlismy sie na chwile, ale wrocilismy - bo nie moglismy zniesc zycia bez siebie. Pojawily sie znowu klotnie, staralismy sie oboje. Mimo to on ciagle powtarzal ze nie pasujemy do siebie. Wiec z placzem w koncu przybilam mu piatke - powiedzialam, ze i ja w to uwierzylam. Ze to chyba koniec - rozstanie bylo bardzo emocjonalne. Stwierdzil, ze rzeczywiscie tak bedzie lepiej. Przytulal, mowil ze kocha, ale ma tego wszystkiego dosyc. Dodam ze mimo ze nieogarniety zyciowo, to jest bardzo dobrym, uczuciowym, wrazliwym czlowiekiem. Znajomi, rodzina jego twierdzili ze jak on sie zakocha, to juz na zaboj.
Rozstanie miesiac temu - znikomy kontakt. Chcialam by przyjechal po rzeczy, wyslal kolego, stwierdzil ze jest mu bardzo ciezko, ze to za wczesnie na spotkanie. Pytalam czy nie stwierdzil przypadkiem ze to nie byla milosc? odpowiedzial ze to milosc, na pewno. Mowil ze sie bedzie odzywal, bylebym dala mu czas. Ja cierpie niesamowicie, mam do niego duzo zastrzezen, jednak uczucie jest tak silne.... acha - po rozstaniu zaraz znalazl prace...
Czy mamy jakas szanse? co robic? jechac pod jego dom, porozmawiac, czy czekac?
A czy pracujesz nad soba? Bo wiesz, ciagle pretensje o cos moga spowodowac odruch wymiotny. Poza tym sie zastanow czy chodzi Ci o milosc czy o egzystencjalizm. Jesli w tym przypadku nie da sie tego ze soba pogodzic to trzeba wybrac. Ty bys chciala dwa korzyste efekty na raz, ale widac los poskapil Ci zlotego jajeczka. Milosc? i zniewolenie. Ciekawe polaczenie ![]()
Mnie się też wydaje,ze jeśli ktoś kocha to nie odchodzi.
5 2015-03-03 17:49:19 Ostatnio edytowany przez Max901 (2015-03-03 17:49:53)
A co jeśli kocha a czuje że nie jest kochany? Też nie odejdzie? To taka mała dygersja osobista.
Zależy o co się kłócicie i skąd wnioski że do siebie nie pasujecie. Może za dużo od nieog oczekujesz i czuje się nie kochany ![]()
Mnie się też wydaje,ze jeśli ktoś kocha to nie odchodzi.
To zle Ci sie wydaje. Rownie dobrze mozesz to samo powiedziec zonie bijacego meza, ze odeszla = nie kochala. A czy wiesz ze jest takie pojecie jak szacunek i ze niektorzy, moze bardzo nieliczni, uwazaja ze zachowanie szacunku do samego siebie jest w zyciu wazne?
Moze i nie kochal a moze nie widzial zwiazku milosc-klotnie. Ja takiego zwiazku rowniez nie widze.
8 2015-03-03 17:54:42 Ostatnio edytowany przez sweetgirl25 (2015-03-03 17:54:57)
sweetgirl25 napisał/a:Mnie się też wydaje,ze jeśli ktoś kocha to nie odchodzi.
To zle Ci sie wydaje. Rownie dobrze mozesz to samo powiedziec zonie bijacego meza, ze odeszla = nie kochala. A czy wiesz ze jest takie pojecie jak szacunek i ze niektorzy, moze bardzo nieliczni, uwazaja ze zachowanie szacunku do samego siebie jest w zyciu wazne?
Moze i nie kochal a moze nie widzial zwiazku milosc-klotnie. Ja takiego zwiazku rowniez nie widze.
To są 2 rożne rzeczy.Mialam tu na myśli związki bez jakiejkolwiek przemocy itp.
nie, nie zniewolenie. Nie bylam bluszczem, nie kontrolowalam. Mielismy wspolnych znajomych, jak tez innych, z ktorymi sie spotykalismy oddzielnie. Czepianie sie o prace - przerazalo mnie to ze za nic sie nie bierze. Nawet jego matk, na ostatniej wizycie w jego domu, powiedziala zebym sie zastanowila, ze on sie na meza i ojca nie nadaje. A lubilam sie z nia, to nie tak ze chciala mnie zniechecic. Ja pracuje, studiuje. On skoczyl zawodowke, kilka miesiecy pracowal za granica, to wszystko. Chcialam wyhodowac mu skrzydla, nie je podcinac. Pomoc. Nie chodzi o pieniadze, ja jestem niezalezna od nikogo finansowo, prowadze skromne zycie, jak i moja rodzina, ale jest mi z tym bardzo dobrze.
Moze myli pojecie kochania? nie wiem. nie wierze. Mowil koledze po rozstaniu ze mnie kocha, ze lubi, ze nie chce zrywac kontaktu, ze go zrzera od srodka...
napisalam dlugi list tydzien temu do niego, wyjasniajacy, mowiacy o moich uczuciach. bardzo szczery. Oznajmil, ze odpisze, ale za jakis czas. Wie dobrze, ze mi zalezy - tu nie mam watpliwosci...
nie, nie zniewolenie. Nie bylam bluszczem, nie kontrolowalam. Mielismy wspolnych znajomych, jak tez innych, z ktorymi sie spotykalismy oddzielnie. Czepianie sie o prace - przerazalo mnie to ze za nic sie nie bierze. Nawet jego matk, na ostatniej wizycie w jego domu, powiedziala zebym sie zastanowila, ze on sie na meza i ojca nie nadaje. A lubilam sie z nia, to nie tak ze chciala mnie zniechecic. Ja pracuje, studiuje. On skoczyl zawodowke, kilka miesiecy pracowal za granica, to wszystko. Chcialam wyhodowac mu skrzydla, nie je podcinac. Pomoc. Nie chodzi o pieniadze, ja jestem niezalezna od nikogo finansowo, prowadze skromne zycie, jak i moja rodzina, ale jest mi z tym bardzo dobrze.
Moze myli pojecie kochania? nie wiem. nie wierze. Mowil koledze po rozstaniu ze mnie kocha, ze lubi, ze nie chce zrywac kontaktu, ze go zrzera od srodka...
Widzisz sa rozne rodzaje zwiazkow. Moze nawet o tym ksiazke przeczytam zeby pisac jasniej. Widzisz, w tym "zwiazku" to Ty decydujesz o jego jakosci. Ty komus nieopierzonemu chcesz wychodowac skrzydla, Ty oferujesz "pomoc". A moze po prostu narzucasz swoje zdanie, swoje wyobrazenie zwiazku? Moze mu jest dobrze jak jest, moze rzeczywiscie nie nadaje sie na ojca ale jest szczesliwy sam ze soba. Skoro wiec dla Ciebie takim piorytetem jest zrealizowanie pewnego modelu zycia, to moze znajdz kogos odpowiedniego, odczep sie od tego chlopaka bez skrzydel i daj mu dojrzec w swoim czasie.
hm. Ale on takze powtarzal ciagle ze chce zalozyc rodzine, ze widzi we mnie matke i zone. Zreszta teraz poszedl do pracy... nie ma nikogo nowego.A jezeli omija mnie cos bardzo waznego? Nie chce odpuszczac - tylko nie weim czy w tej sytuacji to ma byc cierpliwosc i czekanie, czy mam sie starac robiac cos.
troche dramatycznie to zabrzmialo - planowalismy taie powazne kroki ale w bardzo dalekiej przyszlosci. To dla mnie takze za wczesnie na realizowanie takiego modelu
Omijasz ważne pytania ![]()
nie, nie zniewolenie. Nie bylam bluszczem, nie kontrolowalam. Mielismy wspolnych znajomych, jak tez innych, z ktorymi sie spotykalismy oddzielnie. Czepianie sie o prace - przerazalo mnie to ze za nic sie nie bierze. Nawet jego matk, na ostatniej wizycie w jego domu, powiedziala zebym sie zastanowila, ze on sie na meza i ojca nie nadaje. A lubilam sie z nia, to nie tak ze chciala mnie zniechecic. Ja pracuje, studiuje. On skoczyl zawodowke, kilka miesiecy pracowal za granica, to wszystko. Chcialam wyhodowac mu skrzydla, nie je podcinac. Pomoc. Nie chodzi o pieniadze, ja jestem niezalezna od nikogo finansowo, prowadze skromne zycie, jak i moja rodzina, ale jest mi z tym bardzo dobrze.
Moze myli pojecie kochania? nie wiem. nie wierze. Mowil koledze po rozstaniu ze mnie kocha, ze lubi, ze nie chce zrywac kontaktu, ze go zrzera od srodka...
Uderzylo mnie w tej Twojej wypowiedzi zwłaszcza to: " (jego matka) powiedziala zebym sie zastanowila, ze on sie na meza i ojca nie nadaje.". Jeżeli mowiła to (o swoim synu) w spokoju, bez jakiegos chwilowego podenerwowania... to ja poważnie na Twoim miejscu zastanowiłbym się nad tymi słowami. Druga sprawa, dzielić Was może również poziom wykształcenia, a więc także inteligencji, a co za tym idzie dosć różne (odmienne) spojrzenie na życie i zupełnie rózne ambicje i oczekiwania od życia. A to z kolei prowadzić może do kłótni, które z czasem bedą się być może nasilały i utrudniały wspólne życie.
Zaman tak, ta wlasnie rozmowa z jego matka spowodowala ze i ja juz stracilam nadzieje. Wystraszylam sie, stad pomysl o rozstaniu. Wtedy nie bylo mowy o zadnej manipulacji - nie chodzilo mi o to by prosil o szanse, ja wtedy bylam przekonana, tym bardziej ze slyszalam od niego coraz wiecej przykrych slow. Zdaje sie, ze nawet nie mial pojecia ze takie slowa bola - w jego rodzinie tak wlasnie sie rozmawia- wulgarnie, z nerwami, nie bardzo baczac na to ze cos kogos moze ukluc, wszyscy sa do tego przyzwyczajeni. Ja nie, czulam sie czasem zdeptana z blotem. Co do inteligencji- kiedys powiedzial ze potrzebuje kogos 'glupszego', zed czuje sie przymnie zle, a wrecz denerwuje go ze mam na kazdy temat swoje zdanie, Ze powinnam byc bardziej ulegla nawet gdy wiem ze on mowi cos niezgodnego z prawda.
Mimo tego, jestem chyba niepoprawna romantyczka. Wierze w sile milosci, kocham i bardzo tez tego potrzebuje. Zdawal sie idealny na zrealizowanie tego planu...
Zależy o co się kłócicie i skąd wnioski że do siebie nie pasujecie. Może za dużo od nieog oczekujesz i czuje się nie kochany
klocilismy sie o glupoty, jak to w zwiazku. wazniejsza sprawa byla np ta praca. za duzo? mieszka u mamy, nigdy praktycznie nie pracowal, nie ma nawet prawa jazdy. nie ma planu. mimo ze teoretycznie rozumie ze to calkiem slabe. myslisz, ze jest jakas dla nas szansa? powinnam postarac sie, przyznac ze moze za bardzo naciskalam? tylko intuicja mi podpowiada ze nie musztrowalam go...
Wiele Was różni, więc może coś w tym jest, że nie pasujecie do siebie.
Ja bym teraz nie naciskała, napisałaś list, poprosił o czas to daj mu ten czas.
niby wiele, ale takze multum laczy. Daje czas... ale czasem lapie za telefon i chce dzwonic, by nie zapomnial o mnie, moze mu cos wytlumaczyc, moze serio czul sie gorszy, jak to facet i jego duma - i teraz ja powinnam mu Bardzo pokazac ze mi zalezy? mam w sobie troche matke polke, czy matke Terese, chcialabym mu pomoc... teksnie tak ze serce mnie boli
Tak szybko o Tobie nie zapomni. Pozwól mu zatęsknić.
dziekuje za zainteresowanie tematem:) Mam nadzieje, , ze nie zapomni, serio jest bardzo wrazliwy. A jak zapomni, to znaczy ze sie kompletnie myle... widze takze duzo przeciwnosci co do naszego zwiazku, ale jestem osoba ktora nie odpuszcza, wierze w jakies wieksze uczucia, ze trzeba o nie dbac i utrzymywac, nie uciekac
hmmmm
trudno Ci cokolwiek radzić, bo wiadomo, że bez miłości jest do kitu, a z drugiej str jak są naprawdę duże różnice, to ciężko wspólnie żyć--jeszcze jak się pojawi dziecko, problemy codzienne. W codziennym życiu ważne jest, żeby mieć podobne zdanie, jeśli chodzi o ważniejsze aspekty życia
ja zawsze bylam przekonana ze wszystko jest do przejscia jak sa uczucia. ze wszystko mozna wypracowac. moj partner chyba nie.... boje sie ze nie pokocham juz z wzajemnoscia tak mocno. ze jak juz to jest to mam walczyc. tak trudno o fajnego faceta teraz. moj mial wady, ale byl baaardzo uczciwy
A czy on konkretnie mówił, co mu przeszkadza? w czym widzi te różnice?
hm. jestesmy z podobnych majatkowo rodzin, ogladamy podobne filmy, oboje rysujemy. zyciowe plany rowniez podobne - kiedys dom, rodzina. roznica - ja jestem towarzyska przy ludziach, on odwrotnie - przy ludziach wycofany. ale jak jestesmy sami on jest zawsze pelniejszy energii. hmmm... acha - towarzystwa - jego pijace piwko, palace trawke, moje wyksztalcone, ambitne. mowil kiedys ze jestem za spokojna, nie mam na nic sily, musialam sie czasem zmuszac do wyjscia - ale tak ze on tego musu nie widzial. po rozstaniu okazalo sie ze mam duza anemie i inne problemy zdrowotne, zaczelam sie leczyc, pisalam mu to w liscie...
najbardziej zastanawia mnie to czemu daje sam sobie takie meki, bo mowil przyjacielowi o tym - troche jestem szpiegiem. ze mu ciezko, ze kocha, ale nie pasujemy do siebie. chyba jak facet facetowi o milosci mowi to cos znaczy? a z drugiej strony to facet - jak sie zaprze, uniesie duma, to i wyrzuci z siebie uczucie...
Skoro on ciągle mówi o tych różnicach to coś jest na rzeczy. Gdyby chciał ratować Wasz związek to nie mówiłby o rozstaniu, a o tym jak rozwiązać Wasze problemy.
Może potrzebuje czasu, żeby się jeszcze raz nad wszystkim zastanowić, a może chce się odkochać.
Myślę, że Ty swoje zrobiłaś, teraz możesz tylko czekać. Wiem, niełatwe, ale chyba jedyne wyjście na tę chwilę.
A czy uważasz go za człowieka dojrzałego? Czy wcześniejsze konflikty potrafił rozwiązywać?
Czy to Wasz pierwszy poważny konflikt i on zwiał, zanim się z nim zmierzyć?
nie,nie pierwszy, wlasnie kiedys potrafilismy to rozwiazac. staralismy sie oboje, dlatego tak bardzo jestem w szoku ze odpuscil. moze serio juz nie mial na ta szarpanine sily... i moze to ja przesadzam z ta zacientoscia, moze jego racjonalne myslenie a nie sercem ma tu znaczenie. Boje sie odpuscic, czuje ze kocham....
Gdzie takich dziewczyn szukać? ![]()
Gdzie takich dziewczyn szukać?
Chyba każda taka jest, jak się zakocha ![]()
Gdzie takich dziewczyn szukać?
Max, nie smiej sie, tylko doradz. Siedze z telefonem w reku caly dzien, juz ktorys z kolei , zadzwonic? dac czas?
Max901 napisał/a:Gdzie takich dziewczyn szukać?
Max, nie smiej sie, tylko doradz. Siedze z telefonem w reku caly dzien, juz ktorys z kolei , zadzwonic? dac czas?
Nie śmieję się, sam bym chciał kiedyś trafić na kogoś takiego. Co ci mam doradzić? No nie wiem do końca, może faktycznie lepiej dać tego czasu trochę skoro jak sama się dowiedziałaś chłopak się miota z tym wszystkim jeszcze.
Na początku napisałaś że sama miałaś dystans, ja tego dystansu kiedyś też nie wytrzymałem i bajka się się skończyła po kilku miesiącach.
Życzę powodzenia ![]()
anna1239 napisał/a:Max901 napisał/a:Gdzie takich dziewczyn szukać?
Max, nie smiej sie, tylko doradz. Siedze z telefonem w reku caly dzien, juz ktorys z kolei , zadzwonic? dac czas?
Nie śmieję się, sam bym chciał kiedyś trafić na kogoś takiego. Co ci mam doradzić? No nie wiem do końca, może faktycznie lepiej dać tego czasu trochę skoro jak sama się dowiedziałaś chłopak się miota z tym wszystkim jeszcze.
Na początku napisałaś że sama miałaś dystans, ja tego dystansu kiedyś też nie wytrzymałem i bajka się się skończyła po kilku miesiącach.
Życzę powodzenia
dystans trwal bardzo krotko, ja juz w to weszlm to cala soba. Wiecie, pisalismy, okazuje sie on troche czekal na to bym pokazala jak mi zalezy, ale w zasadzie to stwierdzil zebysmy dali temu czas, bysmy zyli swoimi rzeeczami i juz tym sie nie zajmowali, nami. Powiedzial, ze za jakis czas sie spotkamy i zobaczymy czy dalej to bedzie to, czy znow zajaramy sie soba jak kiedys. I mowil ze kocha, ale za duzo konfliktow, ze musi zajac sie soba. Powiedzcie, czy to nie jest nie w pozadku? czuje jak by mial mnie w zapasie, jak nikogo nie znajdzie to sprobujemy z łaski pana....
A czy uważasz go za człowieka dojrzałego? Czy wcześniejsze konflikty potrafił rozwiązywać?
Czy to Wasz pierwszy poważny konflikt i on zwiał, zanim się z nim zmierzyć?
jak myslisz egzotyczna masajko?
"Jeśli się kocha to się nie odchodzi" Niekoniecznie! Nie zgodzę się. Czasem racjonalnie i logicznie trzeba wybrać rozstanie. Dla dobra obydwojga. Niestety, życie rzadko pisze dla nas scenariusz rodem z komedii romantycznej. Widocznie facet miał dość. Daliście sobie już szansę. Może on stwierdził, że jeśli nie wypali to nie będzie z jego strony znów kolejnej. Uszanuj jego decyzję i pomyśl trochę chłodno - czy jakbyście znów sie zeszli to problem by cudownie zniknął? Już byś nic nie powiedziała na temat jego pracy? Czy byś udawała, że nic nie widzisz? Cyrk na kółkach.
"Jeśli się kocha to się nie odchodzi" Niekoniecznie! Nie zgodzę się. Czasem racjonalnie i logicznie trzeba wybrać rozstanie. Dla dobra obydwojga. Niestety, życie rzadko pisze dla nas scenariusz rodem z komedii romantycznej. Widocznie facet miał dość. Daliście sobie już szansę. Może on stwierdził, że jeśli nie wypali to nie będzie z jego strony znów kolejnej. Uszanuj jego decyzję i pomyśl trochę chłodno - czy jakbyście znów sie zeszli to problem by cudownie zniknął? Już byś nic nie powiedziała na temat jego pracy? Czy byś udawała, że nic nie widzisz? Cyrk na kółkach.
wlasnie chodzi o to, ze prace znalazl. Moze nie potrafil zmobilizowac sie przy mnie? non stop bylismy ze soba, a rozstanie dalo mu kopa. Z jednej strony mowi ze nie chce bym miala nadzieje, z drugiej denerwuje sie gdy mowie ze juz jej nie mam. Raz pisze ze sie spotkamy za jakis czas, i jesli zaskoczy, to znaczy ze jestesmy dla siebie. To calkiem logicznie brzmi - troszke sie emocjonalnie oboje wykonczylismy, wiec czas jest ok. Ale smierdzi mi tu cos, boje sie ze daje sobie czas na znalezienie sobie 'lepszej', jak nie znajdzie, to bedzie wiedzial ze jestem ja... nie umiem sie do tego ustosunkowac
Anna myślę, że to co mówi Twój eks jest niefajne. Najpierw twierdzi, że chciał zobaczyć, czy się będziesz starała. Starałaś się, pokazałaś mu, że Ci zależy i okazało się, że to nie ma znaczenia.
Nie bardzo rozumiem tego, że po jakimś tam czasie będzie decydujące jak na siebie zareagujecie. A jak macie zareagować? Pewnie Wam serduszko mocniej zabije, bo tak to bywa, jak się nawet po latach spotyka jakąś bliską, ważną dla siebie osobę z przeszłości. Ale to o niczym nie świadczy.
Chyba rzeczywiście nie powinnaś mieć nadziei. Możliwe, że nie chce ostatecznie sobie zamykać drogi do Ciebie, ale walczyć o ten związek chyba też nie chce.
Anna myślę, że to co mówi Twój eks jest niefajne. Najpierw twierdzi, że chciał zobaczyć, czy się będziesz starała. Starałaś się, pokazałaś mu, że Ci zależy i okazało się, że to nie ma znaczenia.
Nie bardzo rozumiem tego, że po jakimś tam czasie będzie decydujące jak na siebie zareagujecie. A jak macie zareagować? Pewnie Wam serduszko mocniej zabije, bo tak to bywa, jak się nawet po latach spotyka jakąś bliską, ważną dla siebie osobę z przeszłości. Ale to o niczym nie świadczy.Chyba rzeczywiście nie powinnaś mieć nadziei. Możliwe, że nie chce ostatecznie sobie zamykać drogi do Ciebie, ale walczyć o ten związek chyba też nie chce.
jest niefajne, zgadzam sie. Wscieklam sie jak to czytalam. Z drugiej strony on zawsze mi zarzucal ze sie nie staram o zwiazek, ze jestem mniej czula, on jest czuly niesamowicie - to prawda. Ja jestem normalna dziewczyna, lubie czulosci ale uczucia odczytuje w czyms innym i je inaczej wyrazam. On za pewne znowu teraz tego chcial - gdybym wystawala pod jego oknem i powiedziala ze sie zmienie to by wrocil. Nie chce sie dla niego totalnie zmieniac, moge sie troche nagiac w pewnych kwestiach, ale ja to ja. To mnie mial kochac. I kochal. Ale do tego wymagal zebym byla bardziej ulegla, pocalowala go 1000 razy a nie sto, bo 1oo to za malo. Ba, nadal mowi ze kocha. Mysle ze na to czeka, ze sie podloze pod niego... nie chce tak. A mimo wszystko tyle do niego czuje. Ty jak, ze mna cos nie tak czy z nim? chyba nie powinien mnie ustawiac? a moze serio jestem niefajna i musze sie zmienic zeby mnie ktos na zaboj pokochal? hm.... moze ma zaburzone myslenie, moze nie wie co to milosc i akceptacja. a moze ja po prostu do niego nie pasuje, za duzo mam swego zdania. Skoro jestem jak to mowi madra, ogarnieta, wyksztalcona to czemu taki ktos jak on nie trzyma sie mnie rekami i nogami? przeciez moglam mu pomoc wyjsc z zyciowego marazmu.
Kurde, bywam taka silna by to napisac, pozniej czytam i mysle nieeeee, za bardzo zle o nim mowie, chce do niego....
halo halo jest tu ktos? potrzebuje Was...
41 2015-03-05 11:03:43 Ostatnio edytowany przez robingirl (2015-03-05 11:04:31)
jest niefajne, zgadzam sie. Wscieklam sie jak to czytalam. Z drugiej strony on zawsze mi zarzucal ze sie nie staram o zwiazek, ze jestem mniej czula, on jest czuly niesamowicie - to prawda. Ja jestem normalna dziewczyna, lubie czulosci ale uczucia odczytuje w czyms innym i je inaczej wyrazam. On za pewne znowu teraz tego chcial - gdybym wystawala pod jego oknem i powiedziala ze sie zmienie to by wrocil. Nie chce sie dla niego totalnie zmieniac, moge sie troche nagiac w pewnych kwestiach, ale ja to ja. To mnie mial kochac. I kochal. Ale do tego wymagal zebym byla bardziej ulegla, pocalowala go 1000 razy a nie sto, bo 1oo to za malo. Ba, nadal mowi ze kocha. Mysle ze na to czeka, ze sie podloze pod niego... nie chce tak. A mimo wszystko tyle do niego czuje. Ty jak, ze mna cos nie tak czy z nim? chyba nie powinien mnie ustawiac? a moze serio jestem niefajna i musze sie zmienic zeby mnie ktos na zaboj pokochal? hm.... moze ma zaburzone myslenie, moze nie wie co to milosc i akceptacja. a moze ja po prostu do niego nie pasuje, za duzo mam swego zdania. Skoro jestem jak to mowi madra, ogarnieta, wyksztalcona to czemu taki ktos jak on nie trzyma sie mnie rekami i nogami? przeciez moglam mu pomoc wyjsc z zyciowego marazmu.
Kurde, bywam taka silna by to napisac, pozniej czytam i mysle nieeeee, za bardzo zle o nim mowie, chce do niego....
Anna1239 - większość już Ci napisała - jak człowiek chce, to się stara rozwiązać problemy. Czasem może potrzebować czasu. Z tego co piszesz, to Tobie po prostu zależy bardziej. A on - zacytuję Masajkę:
Możliwe, że nie chce ostatecznie sobie zamykać drogi do Ciebie, ale walczyć o ten związek chyba też nie chce. .
Więc możesz za nim biegać, zmieniać się i może wtedy to zadziała. Sama doszłaś zresztą do tego wniosku w powyższym poście. Posiadanie uczuć jest normalne, zwłaszcza jak się je podtrzymuje przez kontakt, zastnawianie się nad tym coby, gdyby itd. I pewnie dobrze myślisz, że do niego nie pasujesz. Możesz mu się podobać, może Cię podziwiać (skoro mówi, jaka wspaniała jesteś), ale to nie znaczy, że możecie być parą.
A jeśli chodzi o facetów, to ich deklaracje są wtedy ważne, jak się przekładają na czyny. Jego deklaracje jaka jesteś wspaniała mogą być prawdziwe, ale sama zauważyłaś, że nie przekładają się na chęć bycia w związku. Kocham = jestem zauroczony, ale odchodzę = nie uważam, żeby nam się udało stworzyć udany związek na dłuższą metę. Moim zdaniem wynika to z różnic między Wami i niedobrania, które sama jesteś w stanie zauważyć. I trochę bez sensu dalej w tę relację brniesz zamiast ją rozluźniać. Zgadzam się poza tym z Mańkiem, że trochę za bardzo widzisz siebie jako jego 'wybawicielkę", która prowadzi go przez świat (przeczytaj jego posty, czy nie ma racji). A niestety w większości przypadków natura męska jest taka, że wybawicielki są fajne, jak jest się w kłopotach. A potem szuka się świeżej dziewczyny, żeby nie musieć przypominać sobie o 'nieprzyjemnych' rozdziałach życia. (Nie mówię o stabilnych związkach, które przechodzą przez kryzysy)
Jakie masz konkretne dalsze pytania? dla mnie pisanie na forum kolejnych postów Twojej sytuacji nie zmieni. Skup się raczej na sobie i może poznasz kogoś, o kim nie będziesz tutaj pisać.
dalsze pyania... rozum rozumem, ale serce podpowiada mi zupelnie cos innego. Nie umiem troche zrozumiec kwestii 'nie pasujemy do siebie' . Przeciez gdy nam zalezy, to moglibuysmy sie postarac i nawet jesli jestesmy innymi osobami, nie licealistami gdzie sie razem dorasta, to mozna dojsc do jakiegos porozumienia. Ja mam takie przekonanie, probuje mu to tlumaczyc. Nie wiem co zrobic by uwierzyl w nas. Mowi ze kocha, interesuje sie mna, i teski, wiec po co sam narzuca sobie krzywde nie widujac sie ze mna? Nie chce sie spotkac - jak mowi - bo wie ze skonczy sie tak ze nie wytrzyma, ze wrocimy do siebie a dla niego to bylby blad, bo musi to przemyslec na chlodno. Ile mam czekac? cos robic podczas tego czekania? Okazywac mu te moje uczucie czy dac mu totalnie spokoj? Tak sie boje, ze dojdzie do wniosku ze to nic waznego nie bylo... czy pytanie i naciskanie pogorszy sprawe? Pisal, ze mu z tym zle ze sie nie staram, ze nie widac ze tesknie bo pisze tylko czasem jak mam napad. Kazal mi nie miec nadziei, jak powiedzialam ok, to sie zdenerwowal....
pisze na forum bo szukam pomocy, chcialabym to rozwiazac, bardzzalezy mi na tym zeby naprawic zepsuta rzec, nie wyrzucac i kupowac nowa. Co byloby ze swiatem gdyby kazdy tak robil? Chce walczyc tylko nie wiem jak, nie wiem czy odzywanie sie nie jest zle, ale jest mi lzej. Bardzo ciezko mi w ogole z nim nie rozmawiac, az mnie skreca - ale moze to ma byc walka i to przyniesie skutek? on jest bardzo wrazliwym czlowiekiem, bardzo potrzebujacym drugiej osoby - dlatego tez nie moge uwierzyc ze tak odpuscil. Byc moze serio za malo sie wczesniej staralam, i teraz moja kolej? Moze musze go jednak polechtac? Czy to tylko mezczyzni musza walczyc?
My tutaj nie wiemy wszystkiego zapewne bo co jakiś czas piszesz że się nie starałaś. Jak bardzo się nie starałaś? Uwierz mi, na dłuższą metę takie nierówne zaangażowanie dla tej bardziej jest niezwykle męczące.
pisalam o poczatku samym - ze to on mnie zdobyl, ja nie chcialam bo sie balam wchodzic w nowy zwiazek, Ale okazal sie taki wspanialy ze sie zkochalam. Z tym nie staraniem to jest tak ze ja sadzilam ze jestem zaangazowana,bylam, wspieralam, sklocilam sie z cala swoja rodzina w pewnym momencie broniac jego, nigdy nie odmowilam spokania, nigdy sie nie nudzilam, inicjowalam, wymyslalam nam ciekawe zajecia. A on zaangazowanie widzial tylko w czulosci, twierdzi, ze bylo jej za malo, choc ja czuje ze wcale nie, jestem czula. To jego priorytet. to nie dziwne? ja moglabym byc bardziej, dla niego, ale przeciez nie moge mu napisac 'wroc, bede teraz taka jak zechcesz, zmienie sie cala dla Ciebie bo nie umiem zyc' . Czasem mam na to ochote, ale racjonalnie to durne strasznie
dalsze pyania... rozum rozumem, ale serce podpowiada mi zupelnie cos innego. Nie umiem troche zrozumiec kwestii 'nie pasujemy do siebie' . Przeciez gdy nam zalezy, to moglibuysmy sie postarac i nawet jesli jestesmy innymi osobami, nie licealistami gdzie sie razem dorasta, to mozna dojsc do jakiegos porozumienia. Ja mam takie przekonanie, probuje mu to tlumaczyc. Nie wiem co zrobic by uwierzyl w nas .
Gdzieś wcześniej pytałaś, czy z Tobą jest coś nie w porządku, czy z nim. Nie myśl w ten sposób, nie tędy droga. I z Tobą i zapewne z nim jest w porządku, tylko.... czytałam kiedyś, że po 8 m-cach ludziom spadają różowe okulary i wtedy dostrzegają, jaka jest naprawdę druga osoba. I może jak jemu spadły to zauważył, że się bardzo różnicie i dla niego te różnice są nie do przejścia.
To nie jest tak, że miłość wszystko przezwycięży. Nie przezwycięży różnicy charakterów, ciągłych kłótni. Jeśli on przestał w Was wierzyć, to nic nie możesz zrobić.
Rozumiem, że to trudne i boli. Najlepszym lekarstwem jest czas. A teraz po prostu staraj się żyć własnym życiem, szkołą, pracą, znajomymi.
Zaman tak, ta wlasnie rozmowa z jego matka spowodowala ze i ja juz stracilam nadzieje. Wystraszylam sie, stad pomysl o rozstaniu. Wtedy nie bylo mowy o zadnej manipulacji - nie chodzilo mi o to by prosil o szanse, ja wtedy bylam przekonana, tym bardziej ze slyszalam od niego coraz wiecej przykrych slow. Zdaje sie, ze nawet nie mial pojecia ze takie slowa bola - w jego rodzinie tak wlasnie sie rozmawia- wulgarnie, z nerwami, nie bardzo baczac na to ze cos kogos moze ukluc, wszyscy sa do tego przyzwyczajeni. Ja nie, czulam sie czasem zdeptana z blotem. Co do inteligencji- kiedys powiedzial ze potrzebuje kogos 'glupszego', zed czuje sie przymnie zle, a wrecz denerwuje go ze mam na kazdy temat swoje zdanie, Ze powinnam byc bardziej ulegla nawet gdy wiem ze on mowi cos niezgodnego z prawda.
Mimo tego, jestem chyba niepoprawna romantyczka. Wierze w sile milosci, kocham i bardzo tez tego potrzebuje. Zdawal sie idealny na zrealizowanie tego planu...
Facet najwyraźniej ma niskie poczucie własnej wartości i próbuje odreagowywać to na Tobie. A że Ty jesteś osobą o znacznie wyższym od niego potencjale umyslowym, to napotyka na przeszkody w swoich próbach stłamszenia Cie, czy mówiac inaczej "zamknięcia Ci ust". I widząc, że jednak jestes samodzielnie myślącą kobietą, wkurza go to zwyczajnie, bo czuje się głupszy, mniej inteligentny. Takie widzenie świata i życia przez niego, niestety, jedynie potwierdza jego "nieciekawy" charakter i nie rokuje dobrze na udany zwiazek partnerski, ale przemyśl to jeszcze.
faceci jak maja niskie poczucie swojej wartosci raczej sie do tego nie przyznaja? Bo moj luby sorawia wrazenie pewnego siebie....o kurde, przy mnie byl pewny siebie, ale przy moich znajomych - nie odzywal sie ani slowem, bo jak mowil, nie wiedzial co ma mowic, oni maja tyle fajnych zajec a ja co? A nawet jesli ma niskie....to przeciez nic zlego. No i w koncu - jesli ma niskie - dlaczego nie chce trzymac sie kogos? dlaczego nie ma myslenia juz sobie nikogo nie znajde? ja chyba jestem bardzo malo wymagajaca, ja wymagam tylko uczucia... ale wlasnie, co do innych ludzi nie, i poprzednich zwiazkow. Tylko z nim tak mam, jakos mnie omotal ta czuloscia. Nie wiem co mam robic. Czuje sie strasznie...
Też mi przeszła przez głowę taka myśl, że on ma niskie poczucie wartości. I to nie jest tak, że jak ma niskie to się będzie trzymał Ciebie, bo on się czuje przy Tobie gorszy, mniej inteligentny, a pewnie nie chce się tak czuć.
Też mi przeszła przez głowę taka myśl, że on ma niskie poczucie wartości. I to nie jest tak, że jak ma niskie to się będzie trzymał Ciebie, bo on się czuje przy Tobie gorszy, mniej inteligentny, a pewnie nie chce się tak czuć.
dziekuje, ze jestescie, pomagacie
wlasnie dlatego sie tak uparlam na niego, bo widze multum wad, a uczucie jest tak silne. Pewnie, mi nie bardzo odpowiada to , ze np czasem nie umial sie odezwac. Moj brat wzial go do pracy, po czym stwierdzil, iz moj luby nistety nie moze jej kontynuowac, bo boi sie o firme, za bardzo odpowiedzilna jest ta praca, a moj chlopak sobie nie radzi, choc sie staral, nie potrafil nic zapamietac, nie byl zbyt bystry. Ale mnie kochal:( Bardzo. Czemu minal miesiac a on nic? jak mozna sie tak szybko odzwyczaic od kogos? postanowilam juz sie nie odzywac, po ostatniej naszej rozmowie. Prosil o danie czasu, powtarzal co bedzie to bedzie, nic na sile. Ale to chyba takie gadanie, co?
Anna , nie dziękuj:). Po to jest forum, żeby się wygadać.
Z czasem będzie lepiej, lżej. To naturalne, że cierpisz, przecież kochałaś/kochasz. Kiedyś być może pomyślisz,że oddał Ci przysługę tym zerwaniem.
Też mi przeszła przez głowę taka myśl, że on ma niskie poczucie wartości. I to nie jest tak, że jak ma niskie to się będzie trzymał Ciebie, bo on się czuje przy Tobie gorszy, mniej inteligentny, a pewnie nie chce się tak czuć.
Też tak to widzę. Ludzie z zaniżoną oceną wlasnej osoby, czesto ukrywają to przed swiatem pod maską pewnosci siebie, ktora czasem graniczyc może z zarozumialstwem i butnością. Przy Twoich, na Wyzszym poziomie intelektulnym niz jego, znajomych on czuję się wyraźnie nieswojo, nie potrafi brac udzialu w dyskusji, boi się, ze bedzie odebrany jak tos prymitywny, nieelokwentny. A to z koli wywolywac w nim moze niezadowolenie i zlosc, ktore obraca przeciwko Tobie. A swoja droga z tą jego przesadną czułoscia, jak ją nazywasz, tez cos dziwne mi sie wydaje. Takie domaganie sie od partnera/partnerki 1000 calusow, zamiast 100, jak to ujelas, moze wskazywac raczej bardziej na niedojrzalosc emocjonalna niz na czulośc.
nie raz i nie dwa probowalam mu tlumaczyc ze nie w tym szkopul, ze czulosc jest wazna, ale zeby zaczal szukac uczucia w innych zachowaniach. 2 lat byl z dziewczyna, ktora byla na podobnym poziomie co on, buziaczki, zdjatka, teksciki na facebook'u i serduszka. Widocznie dlatego tak widzi zwiazek. ALE tamten sie rozwalil bo nagle serduszka na jej facebook'u zaczely byc kierowane do innego biedaka. Nie zrozumial ze takie zachowanie,jak jeg bylej, pokazuje iz uczucia sa strasznie plytkie? Ze taka wlasnie osoba bedzie szukala co i rusz nowego kwiatka? Dlaczego nie potrafil docenic kogos kto stoi za nim murem? Kto Kocha, jest uczciwy? Co jest z ludzmi?
Im człowiek więcej rzeczy w życiu poznaje, im bardziej jest ciekawy świata, wiedzy tym bardziej jest otwarty na innych ludzi, na ich opinie. A niektórzy ludzie mają swój świat, swoje przekonania i siedzą w nich, nie chcą poznawać innego punktu widzenia i żadne tłumaczenia, przekonywania nic nie zmienią.
Im człowiek więcej rzeczy w życiu poznaje, im bardziej jest ciekawy świata, wiedzy tym bardziej jest otwarty na innych ludzi, na ich opinie. A niektórzy ludzie mają swój świat, swoje przekonania i siedzą w nich, nie chcą poznawać innego punktu widzenia i żadne tłumaczenia, przekonywania nic nie zmienią.
mam 24 lata, a nadal nie potrafie uwierzyc w wiele rzeczy. Dlaczego? Dlaczego tak wrazliwy chlopak sobie odpuscil? Kochal mnie, kurde. Kilka dni temu tez to pisal. Przyczepilam sie do tego stwierdzenia? Myslalam ze jak jest milosc to wszystko przetrwamy. Mam mu nie wierzyc? Juz mnie nie kocha? To po cholere tak mowi? Z tego co obserwuje on czuje sie dobrze...a ja umieram z tesknoty ![]()
Nigdy nie zrozumiemy do końca drugiego człowieka. Pewne rzeczy na zawsze mogą pozostać niewyjaśnione.
Wiem, że to nie jest łatwe przestać o tym myśleć, ale takie myślenie nie daje nic dobrego, a jeszcze bardziej dołuje. Postaraj się skierować myśli na inne tematy. Zmuszaj się do tego, aby czymś się zająć,a z czasem zauważysz, że już nie myślisz o nim tak dużo. Potem będzie pierwszy dzień, w którym w ogóle o nim nie myślisz, a potem to już będzie z górki.
nie umiem sobie z tym poradzic... jak ktos kto zapewnial o milosci, robil dla mnie tyle, to mial byc On. Poznajac go myslalam ze juz niegdy nie bede miecc zlamanego serca - bo jak ktos tak wrazliwy moze zranic? minal juz ponad miesiac. dzien kobiet - nawet zyczen nie dostalam. Wariuje. Nie moge spac, nie moge jesc. A on jest szczesliwy? jak to? dlugo mnie zdobywal, myslalam ze zycie za mnie odda. Teraz widzi jak cierpie i nic? I jeszcze pisze ze mnie kocha.... jak dac rade? stracilam w ogole chec do zycia... kolejny raz sie zawiodlam, a na nim mialam sie nigdy nie zawiesc. Myslalam ze jestem silniejsza po pierwszym nieudanym zwiazku. Wtedy plakalam, krzyczalam, pilam. A teraz nic. Nawet plakac nie potrafie. Tylko leze. Psycholog? chodzilam po tamtym rozstaniu, ja wiem co on mi powie, to bez sensu... jak to przejsc????
58 2015-03-09 12:13:10 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-09 12:14:22)
nie umiem sobie z tym poradzic... jak ktos kto zapewnial o milosci, robil dla mnie tyle, to mial byc On. Poznajac go myslalam ze juz niegdy nie bede miecc zlamanego serca - bo jak ktos tak wrazliwy moze zranic? minal juz ponad miesiac. dzien kobiet - nawet zyczen nie dostalam. Wariuje. Nie moge spac, nie moge jesc. A on jest szczesliwy? jak to? dlugo mnie zdobywal, myslalam ze zycie za mnie odda. Teraz widzi jak cierpie i nic? I jeszcze pisze ze mnie kocha.... jak dac rade? stracilam w ogole chec do zycia... kolejny raz sie zawiodlam, a na nim mialam sie nigdy nie zawiesc. Myslalam ze jestem silniejsza po pierwszym nieudanym zwiazku. Wtedy plakalam, krzyczalam, pilam. A teraz nic. Nawet plakac nie potrafie. Tylko leze. Psycholog? chodzilam po tamtym rozstaniu, ja wiem co on mi powie, to bez sensu... jak to przejsc????
Niestety musisz Swoje przecierpieć i wyleczyć się z byłego związku. Nie rozkładaj na czynniki pierwsze dlaczego to zrobił, mimo że kochał. To jest przeszłość, która jest teraz dla Ciebie mało istotna.
Wyjdź do ludzi, odnów stare znajomości, zbliż się do rodziny, podwyższaj Swoje kwalifikacje zawodowe, zacznij nowe hobby
. Stwórz lepszą Siebie, która ma zupełnie nowe możliwości w życiu i stać Ją na coś lepszego, niż Jego "miłość". Pokaż Mu, że jesteś silna i obojętna względem Jego wewnętrznych i moralnych problemów (no zwiał jak tchórz).
Musisz zdać Sobie sprawę, że ważniejsze są czyny od słów. No i właśnie zamiast skoncentrować się na tym jak Ciebie potraktował, nadal za pewnik Jego uczuć bierzesz Jego słowo "kocham".
Dasz radę, zobaczysz, ale Swoje MUSISZ przecierpieć i dać Sobie trochę czasu.
anna1239 napisał/a:nie
Niestety musisz Swoje przecierpieć i wyleczyć się z byłego związku. Nie rozkładaj na czynniki pierwsze dlaczego to zrobił, mimo że kochał. To jest przeszłość, która jest teraz dla Ciebie mało istotna.
Wyjdź do ludzi, odnów stare znajomości, zbliż się do rodziny, podwyższaj Swoje kwalifikacje zawodowe, zacznij nowe hobby. Stwórz lepszą Siebie, która ma zupełnie nowe możliwości w życiu i stać Ją na coś lepszego, niż Jego "miłość". Pokaż Mu, że jesteś silna i obojętna względem Jego wewnętrznych i moralnych problemów (no zwiał jak tchórz).
Musisz zdać Sobie sprawę, że ważniejsze są czyny od słów. No i właśnie zamiast skoncentrować się na tym jak Ciebie potraktował, nadal za pewnik Jego uczuć bierzesz Jego słowo "kocham".
Dasz radę, zobaczysz, ale Swoje MUSISZ przecierpieć i dać Sobie trochę czasu.
strasznie sie wyglupilam, napisalam mu ze nie daje rady, dlaczego mi to zrobil. Wkurzyl sie ze wpedzam go w poczucie winy, ze nie umiem sie ogarnac, ze nie on ma mi w tym pomagac. Ze chcial kiedys ze mna normalnie sie spotkac, ale juz tego nie widzi atrzac na moje zalamanie. Twierdzi ze jestem nie w porzadku. Zapytalam czy nie w porzadku jest walka o milosc? ze przeciez mowil ze kocha, a ja chce by wiedzial ze zaluje ze sie rozstalismy. Napisal ze przyjmuje to do wiadomosci i to wszystko, Zebym przestala, bo tak sie nie robi... jestem juz na totalnym dnie
pomocy... teraz juz wszystko stracone? teraz w glowie jego jestem jako ta slaba,placzaca,ni radzaca sobie, blagajaca? nie pisalam wroc bo sie zabije,albo ze blagam, ja sie zmienie. pisalam proszac o pomoc, mowiac ze mi ciezko i ze chce by wiedzial ze mi zalezy...
czuje sie strasznie, z kazdym dniem gorzej a nie lepiej. I samo to tez mnie doluje - jak moge byc tak slaba by sie nie potrafic ogarnac? Urlop w pracy to zly pomysl - chodze po scianach. To jemu zawsze bardziej zalezalo, tzn bardziej to okazywal, a to ja zaraz zejde z tego swiata - tak czuje. A on jest szczesliwy...
Anna, spokojnie dasz radę. A wiesz czemu? Bo nie masz innego wyjścia! Zostaw już jego, co zrobił, co powiedział. On jest nieważny. Teraz skup się na sobie.
Nie ma recepty na złamane serce. Trzeba przecierpieć, wypłakać łzy. Ja zawsze miałam taki sposób, który u mnie się sprawdzał. Jak zaczynałam tęsknić, to wtedy zmuszałam się, żeby sobie przypomnieć jakieś sytuacje, kiedy nie był w porządku, kiedy powiedział coś niemiłego itd. I wtedy zamiast tęsknoty pojawiała się złość.
przyznam sie do czegos... co chyba najbardziej mi nie pozwala wyjsc z tego. Blagam, nie oceniajcie, ja sama wiem ze to zle dla mnie i niesmaczne ogolnie. W ogole chore. Mam jego haslo na fajsa, siedze i czytam. Nic strasznego tam sie nie dzieje, koledze mowi ze teskni. Pisal do jednej kolezanki, rozmawial, ona i tak jest w dlugim szczesliwym zwiazku. A ja wariuje jak NIC nie pisze do nikogo!! bo go nie ma, bo moze poznal kogos w autobusie i zaprosil na kawe i jest romantycznie.....OBSESJA. Siedze i wizualizuje sobie co robi.
a przeciez nie moge mu tego wyznac by zmienil haslo, stwierdzi ze jestem wariatka. A jak juz je znam - jak nie zajrzec?
Anna jak się czujesz?