Cześć wszystkim.
Nie wiem od czego zacząć ,ciężko zebrać myśli do kupy ..
Dziś mój facet ,mój przyjaciel napisał mi że chce się wyprowadzić ,ale nie rozstawać ,że Nas nie skreśla..
Zacznę może od poczatku Naszego związku
Poznaliśmy się kilka lat temu przez jego eks dziewczynę ,a moją znajomą.Poźniej z biegiem czasu mój mąż i On zaczeli się kolegować ,był Naszym wspólnym dobrym kolegą.
On miał problemy w swoim długoletnim związku po tym jak jego dziewczyna przyjechała z Polski żeby z Nim zamieszkać.NIe wiem czy to istotne ,ale poznał ją kiedy miałą rocznego syna i byłą w trakcie burzliwego małżeństwa.Z czasem zostali parą i tak żyli ze sobą przez jakies 5-6 lat ,a pozniej z Nim zamieszkała za granicą.Chyba nie mieli zbyt głębokich relacji tak na odległosć .
Mój mąż zachorował na nowotwór ,walczył i od operacji ratującej życie był ze mną jeszcze rok Nasz kolega Był dla Niego jak brat ,miał wsparcie ,był z Nami w najbardziej ekstremalnych chwilach - zawsze mogłam na NIego liczyć ,wiem że dzięki niemu przeszłam to jakoś ,bo poza mężem i córką nie mam nikogo.. I tak z przyjaźni weszlismy na ten kolejny etap .Wiem ,wiem za szybko wszystko się potoczyło ,ale chyba tego potrzebowałam.Wiadomo psychicznie umierałam w tamtym momencie po prawie dwu letniej traumie ,chorobie i mierzeniu się codzień z nieuniknionym .
W zasadzie to On pierwszy powiedział mi że kocha,że nie mógł tego opanować ,że nie wie kiedy uczucie się pojawiło.Ja pomyślałam że oszalał ,ze to nie możliwe ,ale jednak i kurczę dałam się ponieść.Ja uważałam że jest to niepoprawne ,przejmowałam się co powiedzą inni ,miałam nawet do siebie wstręt przez jakiś czas ,bo przecież powinnam chodzić w czerni i przepłakać kolejne dwa lata.
Niektórzy byli zszkowani ,ale Nasze rodziny zareagowały dobrze.Polubiliśmy się ,nawiązałam z jego mamą i rodziną bliższe wiezi ,spędzaliśmy razem czas itd.. Nikt mnie nie osądził ,tak jak tego oczekiwałam , jego rodzina Nam kibicowała że tak powiem.Dziadek poczuł ulge ,że się " wziął za mnie" W oczach jego dziadków jestem idealną kandydatką na przyszłą żonę - nie opusciła męża w chorobie i nie jestem rozwodką.
Dziś żałuję jak cholera ,nie mogę przełknąć że tracę paruletnią przyjazn.
Spędziliśmy wspólne wakację w pięknym kraju ,dla obojga pierwsze i niezapomniane.Pierwszy raz poczułm się wolna od tego co mnie spotkało i szczęsliwa i wtedy zaczęłam szczerze się uśmiechać :) Nie wiem kiedy zaczęło się psuć ,przecież do zerzygania sobie KOCHAM CIĘ wzajemnie mówiliśmy ,zagłaskalibyśmy się wzajemnie.Powtarzał że jestem tą ,że nigdy się nie czuł tak.Często wspominał o tym co Nas łączy ,że to bardzo wyjątkowe ,ze nim byliśmy razem ,tyle przeszliśmy .Mowił "Nikt nigdy nie zrozumie co Nas połączyło "
Ja w końcu poczułam że odzyskuje grunt,że z Nim i przy NIm będzie raźniej w życiu.Mieliśmy plany wspólne ,oświadczył mi się itd
Mawiał "Przy Tobie mogę odtikowac wszystkie punkty w swojej głowie - W końcu czuje sie kochany ,doceniany ,mam wspaniałą i piękną kobietę ,zyskałem córkę,a moja rodzina Cię lubi i akceptuje " Wiem że to zalatuje tanimi tekstami heh Ale tak też czułam .
Nie wiem w którym momęcie zaczęło się psuć ,nie potrafie wyłapac.
Mam ciezki charakter ,jestem nieokrzesana i w zasadzie nie było mi dane zaznać długoletniej miłości .Córkę mam z pierwszego związku ,jej ojciec zostawił mnie w ciąży dla eks miłości.Poźniej poznałam męża,wiadomo zamieszlakismy razem ,oswiadczyny ,slub i przed Naszą 4-tą rocznicą zmarł .Teraz jest ON .To moja lista "poważnych związków" Niezbyt długa i niezbyt szczęśliwa..
Piszę tak trochę z doopy strony że się brzydko wyrażę ,bo nie potrafię logicznie słów przelewać :))
Jestem emocjonalna ,kocham mocno i mocno przywiązuje się do drugiego człowieka jak już zaufam ,taki melancholik ,a On choleryk kurcze.
Zaczęły się sprzeczki - normalka codziennosc,dom praca ,szkoła jakieś małe nieporozumienia.jakos je jeszcze wyjaśnialśmy .Głownie sprzeczaliśmy się o jego bałaganiarstwo ,o brak pomcy w najprostrzych obowiązkach .Np zrzucanie ciuchów przy łózku i tak ich zostawienie na długie dni tłumaczył brakiem kosza w łazience i tak jakby moja wina że kosz w pokoju w szafie.Nie miał czasu talerzyka zmyć i tak jeden ,drugi i sterta zaraz.że nie wywiązywał się z obietnic ,nawet typu "dzis ja pozmywam naczynia" Niby duperela ,ale jednak wkurza .Do jego obowiązków ustalonych przy przeprowadzce do mnie było wyniesienie śmieci i odkurzenie schodów.Tyle miał z męskich obowiązków.Na wszystko znajdował wymówki co z czasem przerodziło się w pretensję,że się czepiam.Po Naszych rozmowach to zostało jedynie wspomnienie.Schemtaycznie wszystko wypisz wymaluj jak w poradniku - On ma żal -Ona krzyczy -On sie odwraca dupą - Ona ryczy..Godzimy się i jest znowu git- pozornie.
Tak sobie rosły Nasze problemy z czasem wykrzykiwał że krzycze ,ze go zle traktuje ,tylko wymagam ,a sama nic nie daje ,że wciaz mam żadania.Tłumaczyłam że nie krzyczę dla sportu ,tylko wyraznie mam powód.Nie potrafiłam inaczej dotrzeć ,zwrócić jego uwagi na problem i zaczynąłam krzyczeć w momencie ,kiedy On zaczął mnie olweać,a robił to coraz częsciej.
Powód jest rózny ,bo nie odkurzyłam i co pomyśli jego siostra teraz o mnie ,bo on mnie pamięta że ja zawsze latałam ze szmatą ,że dom lśnił ,a teraz mi się nie chce,że nie pięke ciast ,chleba ,bułek i co sobie zażyczył jak dawniej.
Wiem że wzajemnie oskarżenia mogą obrzydzić każdy związek ,ale ja mimo tego nigdy nie potrafiłam się gniewać ,zawsze pamiętam o tym co Nas łączyło,a On chyba zobojętniał
Zaczął mówić mi że nie takiego związku chciał ,ze On sobie nie pozwoli na takie traktowanie i wszystko wydaje sie byc na maksa wyolbrzymione .\
Przeszkadzać mu zaczęło że nie mam dobrej pracy ,ze on ma ambicje ,wciąz mi powtarza ze po przyjezdzie tutaj nie liczył na kogoś ,ze sam sobie poradził i w jego oczach to ja sie czuje jak oferma bezwartosciowa..Nawet przy sprzeczce tak mówi do mnie ,że to nienormalne jest wszystko ,a mi serce pęka i nie wiem czy ja serio nie przystosowana jestem do życia w zwiazku ,czy On ma wydumane ego jakies.
Wiadomo że nie opiszę Wam wszystkiego co do tego doprowadziło,bo ni dy rydy :)
Mnie najbardziej zaskakiwały jego hustawki nastrojów.Ja siebie znam ,wiem kiedy zareagowalam za ostro ,kiedy byłam ukąśliwa i kiedy chciałam wbić szpile ,a przestałam rozpoznawać kiedy ON mówił coś serio ,Njabradziej wkurza mnie,że ciagle zmieniał zdanie w ielu tmatach i nie dałam rady nadarzac.Ze wszystkim zaczął byc niezdecydowany.Raz mialam iśc do roboty ,raz miałam nie chodzić .Raz mówił ze mu nie ufam ,bo nie chce by on nas utrzymywał a na drugi czy kolejny dzień snuł nowe plany i rozprawiał że bedzmy żyli po połowie..
Ja straciłam przez to poczucie bezpieczeństwa przez te plany i nie plany Nie wiem co mu strzeli do łba ,dzś czy jutro.Przestał prawie w ogóle ze mną rozmawiać o problemach ,nie chce mu sie wałkować tego znowuuuu.
W poprzedni piątek jeszcze mnie kochał mocno ,znów zaczał o przyszłosci o byc moze moim leczeniu ,by w przyszłosci miec wspólne dziecko ,a pozniej w kłotni mówi do mnie ,że mam go swoimi problemami nie obarczac ,ze ja naciskam i On sie czuje nie wiem ,osaczony ?
Postanowiłam popracować nad soba mniej sie czepiac ,dac mu luzu,ale nie pomogło na dłuzsza mete ,udało mi sie do soboty minionej .Wkurzyła go pierdoła i znów zarzucił mi wine ze jestem taka ,a taka ze on sie wyprowadza itd..MIelismy razem jechać do znajomych do innego miasta ,na noc ,wyluzowac sie i skończyło sie na tym ,że mnie i dziecko odwiózł ,a sam wrócił do domu,bo chce na spokojnie mieć podróżn do PL ,nie chce sie denerwować i odpocząc Nie odzywał się do mnie nic, a nic a w niedzile poleciał do Polski od tak bez pozegnania.Ja przebookowałam nawet bilet ,by móc sie choć zobaczyć ,ale wyszedł kilka minut przed powrotem moim.
Już w drodze na lotnisko napisał "Wracacie już ? Myślałem że będziecie wcześniej" Ale sam nie raczył odp na która wychodzi z domu ,musiałam sie kolegi pytac naszego.Napisał jeszcze że mu źle z tym wszystkim ,że mu ciezko .
Na drugi i trzeci dzien jak go nie było wiadomosc typu "jestem chory ,mam gorączke .Dobranoc" i tak do dzisiaj w sumie wymusiłam na nim dla własnego stanu psychicznego jakies stanowisko.
Napisał że go wkur**a że musi w ogóle o tym ze mną rozmawiac ,nie sądził że bedzie kiedys musiał i że chce sie na pewno wyprowadzić.Nie chciał zadzwonić i mówie na skype'a wejdz i mi w twarz powiedz ,a nie w wiadomosci tekstowej ,na co skwitował Ty to sobie zawsze sama dopowiadasz za mnie ,bardzo mnie to wkur**a .Byłam zszokowana ,bo nie odzywał się do mnie w ten sposób wcześniej .Twierdzi że we mnie nie ma pokory ,że dał mi tyle ,a ja go nie doceniam .Zaczał dosłownie bredzić ,że on sie czuje jak sprzątacz w swojej pracy ,że przeze mnie ją przestał lubić i takie niestworzone rzeczy ! Ja nigdy niczego nie mówiłam .Jego podłośc sięgnęła granic w tym momencie .Zawsze byłam dumna z Niego ile sam osiągnął że pomaga ludziom bezinteresownie ,ze go chwalą w robocie.Ja w przeciwienstwie do NIego pamietam wszystko dokładnie ,kiedy go wspierałam ,zaciskałam kciuki ,wierzyłam .Każdą chwilę jak mi pomógł po stracie itd..
Ja się czuję na straconej już pozycji ,wiem że ON ma plan ,a mnie trzyma w niepewności.Powiedział że Nas nie skresla ,nie zostawia mnie ,tylko chce sie wyniesc ,by mieć spokój ,a ja mam czekac i mam dać Nam czas.
Najbardziej boli mnie ,bo wiem że wyprowadza się do siostry ,która nie jest najlepszym doradcą i przede wszystkim obiektywnym.
Wiem bo kiedys wyczytałam pierwszy i ostatni raz w życiu sms-a faceta i był od siostry własnie "Dawaj do Nas ,z Nami bedzie Ci lepiej i znajdziesz sobie lepsza dzieczynę" Od tamtej pory ja jej przestałam ufać ,nawet jak się ładnie uśmiechała.On się poskarżył jej tylko raz wtedy i to było po Naszej 1-wszej kłótni.Zapowiedziałam mu wtedy że nie życze sobie ,aby komus mówił o Naszych problemach ,bo ja sie innym nie pakuje z butami i nie osądzam.
Oni są ze sobą blisko ,a nawet bardzo.Ojciec ich zostawił w dziecinstwie i się opiekował Nią i mamą .Tak naprawde nie wiem co mam robic.On jest tam w Pl jeszcze na kilka dni ,Ona chyba wróciła mnie mam pewności.Dziś jeszcze wyciągnełam z Niego i na pewno sie wyprowadzi do Niej ,już mu pokój naszykowała nawet.
Bardzo mnie zabolało ,że w moim życiu w moich problemach uczestnicza osoby trzecie.On jednak zapowiedział ,że bedzie mieszkał tylko z siostra z nikim obcym.
Jak mają wyglądać Nasze relacje ? Co przyjedzie do mnie podzielić się jajkiem na Wielkanoc i wróci tam świętować ? Jak ja mam ją teraz traktowac w tym wszystkim ? Mam patrzeć jak na siostrę która namawia brata przeciwko mnie ,czy jak kochająca siosta ,co chce dobra dla Niego ? Za kilka miesiecy Ona wychodzi za mąż ,On jest świadkiem i mieliśmy iśc razem .Dla mnie to jakis extreme normalnie. .
Mamy być razem i gdzie się spotykać ? Moja noga w tamtym domu raczej nie zawita.Nie bede miała ani siły ,ani ochoty fałszywie sie do Nich usmiechac i udawać że palców w tym nie maczali.
Siostra powinna mu dac dobre rady i wskazówki jak juz chce się udzielać ,a wiem że nie było tak na pewno.Na to ze ja tam jezdzic nie bede,że sobie tego zupełnie nie wyobrażam nic nie napisał .A Nie mówiłby do mnie w ten sposób ,nawet w złości .nie wymyślałby takich rzeczy.
Nie wiem w którym momencie ja go zraniłam ,kiesy zaczęłam mu zawadzać ,naprawdę.
Rozpisałam się .NIe jestem w stanie tego opiwiedzieć logicznie w żaden sposób.Nie wiem czy jest sens ,czy On sie w jakis sposób nie asekuruje ,czy dac temu szanse i pojsc na jego układ ?
Dla mnie na chłopski rozum albo sie kocha ,albo nie ,albo idziemy razem przez bagno ,albo sajonara.Nie ma czegoś "pomiędzy"
Nie byłam nigdy w tak emocjonalnym - skrajnym związku .Nie chce się rozstawać to wiem ,mimo tych przykrosci które sobie wzajemnie robimy.Nie chce nie spróbować.
On zada bym zmieniła swoje podejscie do życia ,myślał że ja sie szybciej ogarnę z tego wszystkiego,że jestemy tu z innych powodów ,ja dla meza przyjechałam ,a On zeby cos osiągnąc.To wszystko powiedzial w kłótni ,takim obojętnym tonem.
Dziś napisał ,że nie ma ochoty sie zmieniać ,ze wyprówał sie w poprzednim zwiazku ,ze na razie będziemy razem ,ale osobno ,że z czasem się ułoży i być może edzie dobrze,a nie bedziemy sobie pluć w brode że nie spróbowaliśmy
Tyle ze ja to odbieram jako krok w tył.On mnie teraz zostawia sama z problemami ,bedzie sobie z siostra mieszkał i jej narzeczonym.Nikt nie bedzie mu nic kazał ,siostra i dla niego porcje zupy ugotuje.
Od pewnego czasu w ogóle zaczął własnie Nas do NIch przyrównywać ,ale przeciez nikt nie jest taki sam! Ja wiem że spoczełam na laurach ,że mi ciezko czasem wstac z łózka ,punktualnie zrobić obiad ,ale te wszystkie sytuacje tylko potęgują niechęc do wszystkiego .
Oni mają duzo pieniedzy odłozonych ,bedzie wesele ,narzeczony ma mieszkanie w PL inne kupic chca.Jezdza sobie na wakaje co roku ,nie maja dzieci ,rybek i kota ,nie maja obowazków.Kase maja na czysto ,bo odnajmują pokoje i tak siedzą za friko rachunkami się nie przejmuja .
My ledwie zaczelismy ,a ja mam poczucie jakiejs gorszosci .Ja mam mieszkanie,a nie tylko pokoj co sobie szmata przejade po panelach i czysto jest.Za mnie nikt nie sprzatni wc ,nie mam sublokatorów.Musze gotowac dwa obiady ,bo dziecko wielu rzeczy nie toleruje.Jestem matka pielegniarką i sobie z listy reszte dopisz..
A X to ma czystko zawsze jak przychodze,Oni sie czegos dorobili ,ja zmarnowałem tyle lat życia ,mam dobra prace i nic nie odłożyłem itp itd..
Co z tamtad wracał ,to jakby odmieniony w zlosc wpadał z byle pierdoly.
Niby nie zerwał ,niby jestem z Nim dalej ,ale nie napisze ze teskni czy kocha.Odezwie sie raz dziennie przy dobrych wiatrach.
Wiem ze On potrzebuje czasu i spokoju ,ale czy ja mam kopnąc go ,zagryzc zeby i do diabła pogonic ? Czy zrobic jak powiedział ze i ja bede mogła siebie ogarnac ,zrobic cos itp tyle ze ja mam poczucie ze mnie ze wszystkimi problemami teraz zostawia.Nie moge zmienic jakos drastycznie tego żyia swojego.Córkę musze do szkoły prowadzac i odbierać ,na opiekunkę nie mam ,na nocki isc robic moge ,ale z kotem mam ją zostawić w tenczas ? Może ja robię nadinterpretację ,może wcale z siostrą nie knują że on sie tam wyniesie hehe..Na pocieszenie dodam ,ze jego mama obiektywnie ponoc spojrzała ,bo go zna doskonale i wie jaki potrafi byc.
Rozsadek podpowida ,żeby się nie bawić,że On mnie juz nie kocha,nie chce zmieniac nic ,ale nie chce tez zaakceptować moich wad.
Wiem jaki był podły ostatnio i powinnam sama mu bagaż spakować za te słowa ,za to jak mnie zostawił i poleciał nawet w złości ,bo nawet w złości powinien choć buziaka dać :(
On nie ma sobie nic do zarzucenia ,zna własne poczucie wartosci tak mówi ,wie ze zrobił wiele dobrego w życiu dla innych.
Czasem miał przebłski jakies skruchy i jednak problem w sobie dostrzegał ,ale szybko zapominał o tym niestety.
Wraca pierwszego marca.Do trzeciego ma sie wyprowadzić bo bedzie moja siostra i nie chce świadków na to .Zapytał czy moze czesc rzeczy zostawic ,a trochę ma :/ mówi ze da na strych.Po moją siostre i chrzesniaka jedziemy razem na lotnisko .
Wiem ze jak sie wyprowadzi tam ,a nie gdzies na grunt neutralny do obcych to sie rozwali i tak ,albo zdechnie samo.
Po wspólnym mieszkaniu ,tam bedzie miał dom ,rodzine ,nawet łóżko chce zabrać a mi kupimy nowe ..
Teraz patrzy przez pryzmat swojego bólu i tego co czuje ,ale czy to sie pozniej ma szanse zmienic ? Mam się szarpać o Niego z NImi ? bede czekała jak kretynka tygodniami az mnie zechce odwiedzic .Zamist spedzac wieczory z Nami bedzie grał sobie ,albo mecza ogladał ze szwagrerm i moge tak wszystko nadinterpretować normalnie.
Chce spróbować ,bo czuje do niego wiele ,choc mówił dzis "co ty masz z tymi uczuciami" kocham dla niego za malo ,wszystko to za mało ,bo on by chciał tyle co ma siostra ,a niby liste miał odtikowana hehe
WIem że musze sie przestać mazac jesli chce by coś z tego było ,bo on odbiera to jak jęczenie /narzekanie .Skorzystam z "wolnosci" jaką bede miała ,wróce do malowania ,bo przestałam "bo się syfi" ,bede mogła spiewac ,a raczej wyc na głos ,odzyskam miejsce w szafie ,juz sie zgłosiłam do szkoły na zjęca ,bo zrezygnowałam przez chorobę męza i musiałam rzucic zeby sie nim zajac..
Raz jeszcze przepraszam tych co wytrwali do konca za chaotyczne moje myśli :))