Witam serdecznie. Czytam Wasze historie od poru miesięcy. Dzisiaj, po kolejnej kłótni z mężem postanowiłam napisać. Wygadać się, lub dostać kopniaka w tyłek, który zmobilizuje mnie do odejścia.
Jestem 10 lat po ślubie. Mamy dwoje dzieci, w wieku przedszkolnym. 6 miesięcy temu, mąż powiedział mi, że mnie zdradził.
świat zawalił mi się na głowę, ale w sumie teraz jak o tym myślę, to chyba coś czułam. Wiedziałam, ze poza mną jest ktoś jeszcze. Sama w sobie zgłuszałam myśl o kochance.
Mąż powiedział mi o romansie, ponieważ chciał zakończyć etap z kochanką i zacząć nowe życie ze mną. Powiedział, że zrozumiał ile może stracić, jak bardzo mnie kocha.
Do tej pory żyliśmy calkiem fajnie. Oboje pracowaliśmy, finansowo było ni najgorzej. Myślałam, że między nami też jest ok. Miałam w nim przyjaciela, kochanka, powiernika. A tu taki numer. Jego tłumaczeń nie będę przytaczać - są typowe.
Maż stara się. Ja już nie. Kocham go, ale nie umiem zapomnie o tamtej. Myśl o zdradzie, nie pozwala mi normalnie funkcjonować - dom zaniedbany, przy dzieciach zrobione tylko tyle ile muszę, ja przestałam dbac o siebie. Ciągle tylko czekam na potknięcie męża, na jakiś jego błąd. Kłócę się z nim o wszystko - nie odkurzony pokój, o to, ze rano w niedzielę nie wstał wtedy kiedy ja wstawałam, o kawę, bo zrobiona za późno. Zamieniłam się w monstrum. To nie jestem ja!
Sama z sobą się męczę. Widzę, że on chce mi pomóc, ale patrząc na niego widzę jak dotykał inną.
Wiem, że powinnam odejść od niego. Uspokoić się. Ale nie potrafię. On jest miłością mojego życia. Boję się, że nie spotkam już nigdy miłości. Boje się samotności. Wstydzę się opowiedzieć o moich problemach nawet przyjaciółce.
Proszę, dajcie mi kopa, żebym odeszła, albo radę, jak wybaczyć mężowi i zapomnieć o przeszłości.