netkobietyWszystkie działy
Psychologia

trudna miłość

17 odpowiedzi2 383 wyświetleniazałożony przez nikacb, 19.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » trudna miłość

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1 Ostatnio edytowany przez nikacb (2015-02-19 21:56:09)

Temat: trudna miłość

Witam,nie korzystałam nigdy z forum,ale nie wiem już co robić.Od 5 lat jestem z moim partnerem,a od 4 miesięcy jesteśmy małżeństwem,w naszym całym związku od jakiś 7-8 miesięcy jest jak na polu minowym. Dość szybko zamieszkaliśmy razem i wszystko było dobrze dopóki byłam całkowicie jemu podporządkowana tzn.na spełniałam każdą jego prośbę i w zasadzie sprawiało mi to nawet przyjemność, ale do czasu,zaczeło się psuć od tego,że mój partner zaczął flirtować z innymi kobietami na internecie,nie jeden raz dostawał wiadomości od jego koleżanekżw stylu "powinnaś go zostawić" a ja ? Nawet nie robiłam o to awantur,jedyne co to płakałam,tłumaczyłam że mnie to boli, w końcu jednego razu gdy odkryłam (zupełnie przypadkiem), ze założył profil na "se x ...." niby w celu "dla jaj" coś we mnie pękło i zagroziłam odejściem,obiecał że to się zmieni,no i oczywiście zostałam, choć straciłam zaufanie, zostałam , mimo wszystko dalej starałam się spełniać każde jego prośby,choć zaczełam się buntować i chciałam by to działało w dwie strony. Moj mąż ma córkę z pierwszego małżeństwa, gdy się poznaliśmy oni nie byli już razem,opowiadał jaka ona była zła dla niego,że o wszystko robiła awantury,że to ona rozbiła dziecku rodzinę,teraz mam wrażenie że było inaczej. Po względnym czasie spokoju,zaczął się problem z jego pracoholizmem, prosiłam go wiele razy żeby coś się zmieniło, że ciężko mi tak dalej żyć, nigdzie nie wychodziliśmy razem, żadnych andrzejek,żadnych wyjazdów, nawet o wspólny 1 weekend prosiłam 2 lata i przestałam, gdy wykryto u mnie raka świat mi się zawalił, on był przy mnie wtedy kiedy wrócił z pracy, a ja go potrzebowałam tam w szp. Zaczeło być mi co raz gorzej, generalnie w ciagu dnia funkcjonowałam jak kobieta samotna, dopiero o 22-23 wracał,czasem szybki sex,opowiadanie o pracy i na tym koniec. Nawet ślub zaplanowałam sama, bo on twierdził że na to pracuje i to wszystko. A ja z każdym dniem czułam się bardziej nie chciana, do tego doszło ciągłe robienie ze mnie głupiej,że to ja jestem wszystkiemu winna, aż w końcu zaczełam w to wierzyć, ze może faktycznie coś ze mną jest nie tak, próbowałam z nim na spokojnie rozmawiać, powiedzieć co ja czuje, konczyło się to jak zwykle kłótnią że ja znów coś zaczynam, czare goryczy przelało, gdy znalazłam mnóstwo sms jak pisał ze swoja była żoną, powiedziałam że dla mnie to już koniec, że nie daję rady, a on- nawet nie widział w tym nic złego, stwierdził tylko że woli z nią rozmawiać bo ze mna się nie da. Ostatecznie obiecał że więcej tego nie zrobi, że pojdziemy na terapię małżeńską bo niby kocha i chce to ratować, oczywiście jak nas zajerestrowałam to i tak nie było czasu by iść, obiecał że bedzię wracać szybciej, to było też na chwilę, kurcze ja za każdym razem wierzyłam w to jego kocham, łudziłam się że dotrzyma obietnicy że postaramy sie to naprawić, ostatnim razem jak wrócił o 22 padło tylko " jest foch " ja najspokojniej w świecie jak tylko umiałam powiedziałam wyprowadzam się, oczywiście zaczeło się że pracuje by nas utrzymać itd. Choć ja nie mam karty złotej, nie wychodze 5 dni w tyg.by sobie coś kupić, konsultowałam wszystko z nim. Teraz jestem w trakcie szukania mieszkania tzn. Pokoju bo pracowaliśmy razem, fakt ja nie tyle co on,ale też pracowałam, a on- żadnej próby rozmowy, przyjął to spokojnie do wiadomości, a ja ? Probuje się otrząsnąć, jakoś żyć, zniszczył mnie totalnie, czuję się kompletnie nic nie warta. Najbardziej jednak boli fakt jak mmożna mówić komuś że się go kocha, obiecywać terapię, widzieć jak układa się źle i nic nie zrobić, zwyczajnie olać...a ja się wciąż zastanawiam mimo wszystko, czy jeszcze mogę coś zrobić by ratować to małżeństwo, choć rozum mówi by to ewidentnie zakończyć

2

Odp: trudna miłość

No cóż, pogratulować dojrzałości męża. Nigdy nie rozumiem, czemu kobiety pchają się w takie związki tongue

3

Odp: trudna miłość

Carrico Wiesz sama nie jeden raz zadaję sobie to pytanie, i za każdym razem mimo wszystko uczucie wygrywało , i chyba naiwność że jednak może coś się zmieni sad

4

Odp: trudna miłość

Ja jako facet mogę doradzić jedynie żebyś pomyślała, co Cię tak właściwie naprawdę w nim urzekło i czy naprawdę nie ma na świecie innych facetów, bardziej empatycznych, którzy są w stanie zaoferować PRZYNAJMNIEJ to samo.

5

Odp: trudna miłość

Ciężko powiedzieć...po prostu zakochujesz się, tylko że kiedyś czułam jakies uczucie od niego...wiedziałam że ma jakiś problem, jego mama też mi o tym wspomniała, a mi wydawało się, żę potrafię i mu i nam pomóc, heh taka kobieca naiwność

6 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-02-20 10:57:20)

Odp: trudna miłość

Po pierwsze brakuje konsekwencji. Trzeba zaczac od tego ze skoro zapisaliscie sie na terapie malzenska to nalezy to wykonac, byc konsekwnetnym, uczestniczyc w tym i to przejsc ten caly kurs, terapie. Pierwsze rzeczy pierwsze wiec nalezy byc ... wlasnie konsekwentnym a potem zobaczyc jakie to wprowadzi zmiany. Nie robicie tego nie ma zmian, proste i jasne. Tkwicie w punkcie wyjscia caly czas.

Dam ci przyklad. Samochod sie psuje, leci skrzynia biegow. Postanawiasz wiec naprawic samochod, umawiasz sie w warsztacie na remont skrzyni ale sie tam nie pojawiasz. Dalej usilujesz jezdzic samochodem z zepsuta skrzynia biegow i meczy Cie to ze nie jest sprawny. Widzisz jakas logike w tym postepowaniu, zaniechaniu remontu skrzyni w warsztacie?! Bo ja nie widze w tym logiki tak samo jak nie widze logiki w Twoim postepowaniu odnosnie Twojego malzenstwa.

Liczenie przeciez ze "skrzynia" sie naprawi sama bez wizyty w warsztacie jest wyrazem jedynie glupoty i niczym wiecej. No moze tez jakiegos wyjatkowego lenistwa.

7

Odp: trudna miłość

Maniek ja widzę dokładnie tę zależność, ale co ja sama mogę zrobić ? Prosiłam, tłumaczyłam, nawet obiecał i co...na tym koniec, kiedy kolejny raz próbowałam zacząć temat naszego małżeństwa, terapi żebyśmy w końcu na nią poszli, za każdym razem kończy się kłótnią "że to ja szukam powodu by robić mu jazdy..." Efekt mi już brak pomysłu co jeszcze mogę zrobić, i jedyne co mi przychodzi do głowy to rozstanie, najgorsze jest tylko , że on zejdzie do mamy na dół (bo mieszkam z teściami) i to ja jestem ta najgorsza która się o wszystko czepia i której nic nie pasuje.

8

Odp: trudna miłość
nikacb napisał/a:

Maniek ja widzę dokładnie tę zależność, ale co ja sama mogę zrobić ? Prosiłam, tłumaczyłam, nawet obiecał i co...na tym koniec, kiedy kolejny raz próbowałam zacząć temat naszego małżeństwa, terapi żebyśmy w końcu na nią poszli, za każdym razem kończy się kłótnią "że to ja szukam powodu by robić mu jazdy..." Efekt mi już brak pomysłu co jeszcze mogę zrobić, i jedyne co mi przychodzi do głowy to rozstanie, najgorsze jest tylko , że on zejdzie do mamy na dół (bo mieszkam z teściami) i to ja jestem ta najgorsza która się o wszystko czepia i której nic nie pasuje.

Potrzeba konsekwnecji, czasem wymuszania, sztuczek np. zapowiadasz ze idziesz na terapie, idziesz tam, dzwonisz kiedy przyjdzie itp. Potrzeba konsekwnecji dzialania w jednym kierunku.

9

Odp: trudna miłość

Tak czytam to forum i zastanawiam sie co Toba jeszcze kieruje zeby jeszcze raz probowac ( domniemam po ostatnim zdaniu ze tak jest ). Jesli liczysz na to ze cos sie zmieni to przykro mi ale tylko sie przeliczysz , mozesz pomyslec sobie co ja tam wiem ,otoz napisze Ci , ze ja sam rozwalilem w ten sposob moje malzenstwo ktore trwalo 3 lata, niestety przez ten caly okres czasu praca byla dla mnie piorytetem, od 9 do 20 w biurze, pozniej do nocy siedzenie przed komputerem ( bo zawsze bylo cos do zrobienia ), a moja zona na poczatku wspierala, milczala, pozniej nawet nie zauwazylem momentu kiedy sie oddalila. Zaczela na poczatku sugerowac ze jest jej zwyczajnie zle a ja ciezko to przyznac ale mialem to gdzies, myslalem wtedy ze tylko tak pogada i jej przejdzie bo przeciez robilem to dla "nas" . Oczywiscie czulem sie winny tej sytuacji choc nigdy sie do tego nie przyznalem , kazda proba z jej strony rozmowy konczyla sie awantura i niestety choc teraz tego zaluje za kazdym razem staralem sie swoje poczucie winy zwalic na nia. Kochalem ja nawet bardzo staralem sie zagluszyc wszelkie wyrzuty sumienia obsypujac ja drogimi prezentami, wysylajac na wycieczki, fundujac wszelkie kosmetyczne zabiegi ( i co tam tylko kobiecie potrzebne ), nie bylem w stanie zauwazyc ze ona nie tego potrzebuje. Starala sie w podobny sposob jak Ty i wierz mi moze on nie robi tego celowo ale w pewnym momencie ja tego nie widzialem, za to jaki mialem obraz mojej ukochanej zony- wiecznie nerwowa,z ciaglymi pretensjami, bez ochoty na sex, bo to rowniez bylo problemem. Dla szczerze swietego spokoju zgodzilem sie na terapie ( w cale nie zamierzalem na nia isc- spytasz dlaczego? Nie to ze mi nie zalezalo, nie chcialem przed samym soba udowadniac ze to ja jestem winny, bo doskonale o tym wiedzialem) i oczywiscie za kazdym razem ja wystawilem. Ona stawiala ultimatum, ja zarzucalem jej wszczynanie klotni, padlo wiele obrazliwych slow, do tego stopnia ze mialem jej dosc, i zaczalem zdradzac kiedy tylko sie dalo, wszelkie moje frustracje wyladowywalem na niej, chyba nie chcialem tego widziec ze to ona cierpi. Pewnego dnia gdy wrocilem do domu jej tam nie bylo zabrala wszystkie swoje rzeczy, wylaczyla telefon, a mi bylo to wtedy na reke , poczulem tylko ulge i wscieklosc ze nawet nie miala odwagi chociaz jakiegos listu zostawic. Nie probowalem szukac, lapac kontaktu, jakies przygodne romanse ktore w rzeczywistosci nie dawaly satysfakcji, pozniej gdy zaczelo jej brakowac ucieczka w alkohol, kiedy przyszlo otrzezwienie ? Po 3 miesiacach od odejscia,kiedy dostalem telefon ze szpitala ze moja zona walczy o zycie miala wypadek, wtedy kiedy widzialem ja tam przez chwile dla mnie to byl szok, zdalem sobie sprawe jak bardzo ja kocham i jak bardzo jej potrzebuje, uswiadomilem sobie ile krzywdy jej wyrzadzilem, 3 tyg.walki o jej zycie a ja prosilem tylko Boga ( nie jestem specjalnie wierzacy ale czlowiek lapie sie wszystkiego) by mi jej nie odebral, by dal szanse naprawic wszystko. Po prawie 4 miesiecznym pobycie w szp.moja zona wrocila do domu, staram sie kazdego dnia dla niej zmieniac, chodzimy razem na terapie i uczymy sie od nowa zauwazac siebie, choc oboje nas to duzo kosztuje,ale teraz to ja jestem madrzejszy i wiem ze ona jest dla mnie wszystkim, staram sie nie zmarnowac szansy ktora daje mi los. Dlatego potrafie Cie zrozumiec kolezanko, ale tez nauczony wlasnym doswiadczeniem brutalna prawda jest taka ze nie jestes w stanie na tym etapie zrobic nic, dla Twojego dobra lepsze jest odejscie jesli nie dajesz sobie z tym rady, pocieszajacy moze byc tylko fakt ze moze kiedys jesli naprawde Cie kochal przyjdzie taki moment otrzezwienia, a Ty jesli tylko bedziesz miec jeszcze sile i checi sprobujesz dac mu szanse.

10

Odp: trudna miłość

Kriss, heh trochę to moja historia...z jedną różnicą- ja nie dostaje prezentów w formie jakiejś rekompensaty, fakt niby niczego mi nie zabrania i generalnie mam pozwolenie by coś kupić, ale staram się tego nie nadużywać z różnych powodów. Ja rzeczywiście jestem na etapie wykończenia, nie umiem do niego dojść, każda próba wytłumaczenia tego co ja czuję, co się dzieję między nami jest dla niego prowokacją, ile można próbować ? Może rzeczywiście tak jest jak piszesz że w pewnym momencie on już tego nie widzi, ale też nie przyjmuje żadnej formy rozejmu. Pytasz co mną kieruję, po pierwsze jeszcze gdzieś tam kocham, po drugie to moje małżeństwo i za nim go już formalnie nie będzie chciałabym wiedzieć że zrobiłam wszystko by je uratować, fakt ja nie jestem święta i nie raz wolałam 2 tyg.nie rozmawiać, zamykałam się kompletnie, i nie dlatego że chciałam mu zrobić na złość choć on tak myśli,ale dlatego że coś mnie tak bolało że nie byłam w stanie rozmawiać, wiedziałam że on tego nie lubi, ciężko mi było ale próbowałam zacząć rozmawiać, i z jakim efektem ? Twierdził wtedy że wymyślam, szukam powodu do kłótni, w końcu już nie wiem co lepsze mówić czy nie, przestaje mieć złudzenia, od kilku dni w ogóle nie rozmawiamy, generalnie nie ma nas, a ja chyba nie mam już sił

11

Odp: trudna miłość

witam Cie serdecznie.Zaczne od pytania...czy probowalas wypisac na kartce wszystkie "za"i "przeciw" tegp zwiazku?Zrob taki rachunek,to Ci pomoze.Czy wiecej jest tego dobrego czy tego zlego?Obawiam sie,ze nawet jezeli na chwile jest slodki,to tego cierpienia i tak jest powalajaco duzo.Ludzie sie nie zmieniaja-kazdy czlowiek idzie swoim schematem.Zyjesz w cierpieniu i ludzisz sie,ze sie zmieni?To tak nie dziala.Jestes tak przez niego zdominowana,ze Ciebie juz [praktycznie w tym ukladzie nie ma.Tylko Ty znasz odpowiedz czy chcesz zyc z tyranem.Zastanow sie co Cie przy tej relacji z nim trzyma?Po co z nim jestes?Wejdz glebiej w siebie.Ale nie ludz sie ,ze sie zmieni-takie myslenie doprowadzi Cie do nikad.Pzdr.

12

Odp: trudna miłość

Przeciez nie musisz od razu brac rozwodu,to tylko formalnosc no chyba ze zamierzasz nabyc wartosciowe rzeczy ktorymi nie chcialabys sie dzielic,sama zadaj sobie to pytanie czy chcesz sie tak katowac dalej, myslisz ze jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdrzki cos sie zmieni ? Nie znam twojego meza i nie wiem co on tak naprawde mysli,ale uwazasz ze tak wyglada zwiazek ? Z wlasnego doswiadczenia wiem ze nasze zachowanie prowokuje wiele nastepstw u kobiet,czy tego chcemy nie zawsze,tylko czasem sprawy zachodza tak daleko ze czesto potrzebny jest wtedy jakis wstrzas zeby zrozumiec,z tego co piszesz nic go nie wzruszylo, wiec juz odpowiedz sobie sama,ja zycze tylko wytrwalosci w postanowieniu

13

Odp: trudna miłość

Ismena Masz rację czuję że wszystko co robię jest gdzieś tam podświadomie uwarunkowane pod niego, nie żeby tego wymagałam, jakoś tak samo z siebie wychodzi, nawet takie rzeczy jak wizyta u mamy, staram się pod niego ułożyć i go informować, wychodzi to automatycznie, jak mam być szczera to nie miałam łatwo w życiu i to nie zawsze z mojego powodu ( a może właściwie z mojego bo wolałam w końcu odpuścić niż bezustannie się szarpać ) i często słyszałam od mojego męża że to on dał mi dach nad głową, że to on mnie utrzymuję, przez długi czas miałam poczucie że jestem beznadziejna, co za tym idzie starałam się robić to o co prosił może z poczucia wdzięczności, może pokazania że też coś potrafię, kiedy zarzucał mi że wolę spakować rzeczy bo tak jest najprościej, tak jak umiałam chciałam walczyć o nasz związek, moje małżeństwo to nie tylko on, to też moi teście ( choć teściowa nie przepada za mną ) ja ich traktuje jak moją rodzinę, czuję że z jego strony nic nie ma, takie przeciąganie w czasie, gdybym miała jeszcze podjąć jakąś próbę ratowania tego związku to pewnie kolejny raz byłabym taka naiwna i to zrobiła, ale tylko wtedy gdyby to było z dwóch stron, inaczej ja po prostu nie mam sił

14

Odp: trudna miłość
nikacb napisał/a:

Ismena Masz rację czuję że wszystko co robię jest gdzieś tam podświadomie uwarunkowane pod niego, nie żeby tego wymagałam, jakoś tak samo z siebie wychodzi, nawet takie rzeczy jak wizyta u mamy, staram się pod niego ułożyć i go informować, wychodzi to automatycznie, jak mam być szczera to nie miałam łatwo w życiu i to nie zawsze z mojego powodu ( a może właściwie z mojego bo wolałam w końcu odpuścić niż bezustannie się szarpać ) i często słyszałam od mojego męża że to on dał mi dach nad głową, że to on mnie utrzymuję, przez długi czas miałam poczucie że jestem beznadziejna, co za tym idzie starałam się robić to o co prosił może z poczucia wdzięczności, może pokazania że też coś potrafię, kiedy zarzucał mi że wolę spakować rzeczy bo tak jest najprościej, tak jak umiałam chciałam walczyć o nasz związek, moje małżeństwo to nie tylko on, to też moi teście ( choć teściowa nie przepada za mną ) ja ich traktuje jak moją rodzinę, czuję że z jego strony nic nie ma, takie przeciąganie w czasie, gdybym miała jeszcze podjąć jakąś próbę ratowania tego związku to pewnie kolejny raz byłabym taka naiwna i to zrobiła, ale tylko wtedy gdyby to było z dwóch stron, inaczej ja po prostu nie mam sił

Zeby ratowac zwiazek potrzeba do tego dwoch osob.sama nic nie zdzialasz-to kompletna utopia.

15

Odp: trudna miłość

Wiem to, no cóż czuję się tylko oszukana, zawiedziona, ale też zdaję sobie sprawę że innego wyjsćia jak rozstanie nie ma, nie da się prowadzić walki z wiatrakami

16

Odp: trudna miłość
nikacb napisał/a:

Wiem to, no cóż czuję się tylko oszukana, zawiedziona, ale też zdaję sobie sprawę że innego wyjsćia jak rozstanie nie ma, nie da się prowadzić walki z wiatrakami

rozstanie nieraz jest najlepszym,najzdrowszym wyjsciem z sytuacji.Pzdr.

17

Odp: trudna miłość

Witam cie kolezanko,podobnie jak ty jestem tu nowa,i podobnie jak ty mialam meza pracoholika i do dzis,choc od rozwodu minal rok nie umiem sobie z tym poradzic.Ja mojego meza tez prosilam,stawialam wrecz zadania,inicjowalam wspolne popoludniowe wyjscia i jak juz udalo nam sie wyjsc moj maz byl nieobecny myslami,byle by jak najszybciej wrocic do domu.Nie zauwazal nic,myslal ze jak utrzyma mnie na odpowiednim poziome finansowym to juz z jego strony wszystko,a ja widzisz w przeciwienstwie do ciebie chetnie z tego korzystalam by chociaz w jakis sposob odbic sobie ciagla nieobecnosc meza, tylko to wszystko jest na chwile. Moglam sie dwoic i troic i jak grochem o sciane,i pewnie nie zaskocze cie jak napisze ze to ja bylam wszystkiemu winna. O sprawach intymnych nawet nie bylo mowy, czulam sie jak legalna prostytutka sex wtedy kiedy on ma ochote bo przeciez tyle mi daje,duzo by przytaczac przykladow,ja peklam odeszlam od meza,zlozylam pozew o rozwod,i nie mysl ze bylo mi latwo,do dzis probuje odbudowac w sobie moje poczucie wartosci,ale napisze ci ze czasem odejscie to najlepsze co mozesz dla siebie zrobic,pozdrawiam

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » trudna miłość

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026