witam wszystkich ![]()
zacznę od tego, że poznaliśmy się w internecie. rozmowy bez końca, podobne zdanie, wszystko idealne. utrzymywaliśmy kontakt, potem spotkania w realu, aż do maja. wspólny wyjazd w góry, naprawdę miłość jak z bajki.
w czasie tych rozmów zapomniał wspomnieć mi o tym, że nie zdał matury - kłamał.
Mamy po 20 lat. zaczął się rok akademicki, zamieszkaliśmy razem (wrzesień). z tego względu, że nie studiuje musi się utrzymywać sam. rodzice odpalają mu co jakiś czas jakąś sumkę. mój chłopak ma 500 km do domu, ja 120, wybralismy tą miejscowość, ponieważ tu dostałam się na studia,a on bardzo chciał być ze mną. wiadomo, że on nie ma szansy na studia, pozostawała mu jedynie praca.
październik - nie szuka pracy, gra w gry komputerowe
listopad - dzwonię do jego rodziców, którzy pracują w Irlandii, że mam z nim duży problem, bo gra w gry i w ogóle nie zabiera się do szukania pracy. zadzwonili do niego i delikatnie mówiąc pokrzyczeli.
grudzień - pomogłam mu napisać cv, ale był kolejny problem, bo nie potrafił zrobić dobrego formatu. również to musiałam zrobić
znalazł pracę.
ok, znalazł pracę.
Tu zaczynają się sytuacje, które spowodowały, że zaświeciło mi się czerwone światło.
dodam, że nigdzie nie wychodzimy, bo on nie ma pieniędzy. przez trzy miesiace w dużym mieście nie byliśmy nawet w kinie;/
styczeń. mamy psychicznych właścicieli, którzy wbrew umowy wchodzą i sprawdzają nam czystość. jest z nimi rozmowa. nie zgadzam się z tym co mówią i buntuję się. zaczynają mnie obrażać i okazywać brak szacunku. mój chłopak stoi i ani be ani me. zero obrony...po prostu masakra://
poprosił mnie, abym poszła z nim odnieść klucz koleżance z pracy. czekamy na nią na ulicy. X - odejdź gdzieś dalej, nie chcę, abyś tu była jak będę z nią rozmawiał. nie chcę, aby ONA poczuła się skrępowana. (czy to jest normalne?) I tak on z nią rozmawia, a ja stoję na końcu ulicy.
(nic między nimi nie było, ona ma chłopaka, widywali się bardzo rzadko) - jedyne co mi przychodzi na myśl to brak szacunku i to, że się mnie wstydzi. jeśli mam być szczera to nie wiem skąd ten wstyd, bo jestem ładną, szczupłą brunetką.
ferie, teraz Walentynki. z tego względu, że mieszkamy dość daleko od siebie, on pojechał do swojego domu, a ja do swojego. trochę poopowiadałam to co się między nami dzieje rodzicom - stwierdzili - brak szacunku.
telefon od X - nie mogę przyjechać na Walentynki do "Frądkowa" (miejscowość, gdzie studiuję:), bo mama ma chore plecy i muszę z nią zostać. ok, Walentynki głupie święto, ale nie ukrywajmy, jeśli się kogoś kocha to chce się z nim być w każdej chwili, a szczególnie w takim dniu. oświadczył mi to, prawie nie zerwaliśmy.
teraz niby przeszliśmy do porządku dziennego, ale czuję, że ten związek mnie po prostu męczy...wiadomo, że nie mogę się spodziewać po nim tego, że coś w życiu osiągnie, bo nawet matury nie ma. jak dla mnie nie ma grama szacunku:/ Wydaje mi się, że zasługuje na coś lepszego.
proszę o poradę, bo nie wiem czy to ja mam problem, czy faktycznie nie jest coś nie tak:/