Witam.
Jestem rozwódką z dwójką dzieci, syna lat 15 i córkę lat 8. Od ponad roku spotykam się z człowiekiem, który ma czworo dzieci. Troje z nich to osoby dorosłe ale najmłodsze dziecko ma dopiero 14 lat. Jest to wyjątkowy a zarazem ciężki związek. Dotychczasowe życie mojego partnera nie należy do standardowego. Miał kilka związków, z których ma dzieci. Mimo to udaje nam się czasem gdzieś wyjechać lub po prostu spotkać w większym gronie. Do najmłodszej córki ma ogromną słabość. To, że ojciec kocha swoje dziecko, to nie jest żaden problem, wręcz przeciwnie. To co mnie strasznie gnębi to to, że mój partner inwestuje w dom matki dziecka. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Próbowałam z nim na ten temat rozmawiać ale ostatnio usłyszałam,,.....jeszcze pięć lat i będzie dobrze...", nie wiem czy będzie....
Zastanawiam się czy to częsty problem..?
Jak inne kobiety sobie z tym radzą...?
Związki patchworkowe to duża lekcja tolerancji.
Podobne tematy
Witaj Jadwigo.
Z tego co piszesz to wy się spotykacie a nie prowadzicie wspólne gospodarstwo,więc nie wiem w czym masz problem.
Jego pieniądze to i robi z nimi co chce.To nawet świadczy o jego odpowiedzialności za rodzinę pomimo rozstania.
Gdy mój syn był dzieckiem nie miałabym nic przeciwko,żeby jego ojciec nam pomagał.
Łatwiej wtedy wychować dziecko,bo mniej mu brakuje i nie trzeba dziecku tak wielu rzeczy odmawiać.
Sama jesteś samotną matką,więc tym bardziej powinnaś to zrozumieć.
Witaj Jadwigo.
Z tego co piszesz to wy się spotykacie a nie prowadzicie wspólne gospodarstwo,więc nie wiem w czym masz problem.
Jego pieniądze to i robi z nimi co chce.To nawet świadczy o jego odpowiedzialności za rodzinę pomimo rozstania.
Gdy mój syn był dzieckiem nie miałabym nic przeciwko,żeby jego ojciec nam pomagał.
Łatwiej wtedy wychować dziecko,bo mniej mu brakuje i nie trzeba dziecku tak wielu rzeczy odmawiać.
Sama jesteś samotną matką,więc tym bardziej powinnaś to zrozumieć.
Zgodziłabym się z tym częściowo, wszak jak każdy i ten kij zdaje się mieć dwa końce. Jasne że zachowanie faceta Jadwigi świadczy o dużym zaangażowaniu i poczuciu odpowiedzialności, ale z drugiej strony w takiej relacji łatwiej o ponowny wybuch uczuć w stosunku do byłej partnerki.
Witam.
Jestem rozwódką z dwójką dzieci, syna lat 15 i córkę lat 8. Od ponad roku spotykam się z człowiekiem, który ma czworo dzieci. Troje z nich to osoby dorosłe ale najmłodsze dziecko ma dopiero 14 lat. Jest to wyjątkowy a zarazem ciężki związek. Dotychczasowe życie mojego partnera nie należy do standardowego. Miał kilka związków, z których ma dzieci. Mimo to udaje nam się czasem gdzieś wyjechać lub po prostu spotkać w większym gronie. Do najmłodszej córki ma ogromną słabość. To, że ojciec kocha swoje dziecko, to nie jest żaden problem, wręcz przeciwnie. To co mnie strasznie gnębi to to, że mój partner inwestuje w dom matki dziecka. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Próbowałam z nim na ten temat rozmawiać ale ostatnio usłyszałam,,.....jeszcze pięć lat i będzie dobrze...", nie wiem czy będzie....
Zastanawiam się czy to częsty problem..?
Jak inne kobiety sobie z tym radzą...?
Związki patchworkowe to duża lekcja tolerancji.
Witaj Jadwigo , ja również jestem macochą , mój facet ma jedno dziecko z poprzedniego związku .
Mieszkamy razem , mamy wspólny dom.
Przechodziliśmy różne formy ekonomiczno-związkowe... teraz mamy tzw. rozdzielność finansową i to sobie chwalę.
Parter ma zobowiązania wobec syna , ja mam wobec własnego dziecka.
Składamy się na wspólne obowiązki (kredyt, rachunki, życie ) , resztę każdy wydaje według swojego uznania .
Jeśli nie mieszkacie razem, nie macie wspólnych zobowiązań - to nie wiem co Ci przeszkadza w tym jego zachowaniu ?
Myślę że to zwykła zazdrość- i nie o kasę lecz o relacje .
Takie zachowanie faceta dobrze o nim świadczy , mam nadzieję że to nie forma wyzysku ze strony ex (szantaż dzieckiem.. ) ..
Ja rozmowy na ten temat rozpoczynałabym dopiero gdybym miała zamieszkać razem z tym panem i mieć wspólne zobowiązania .... a tak to nie mój temat .
Weź głęboki oddech i pomyśl o facecie - że pomaga biednym , taka akcja
bez widma ex ![]()
Zapraszam do wątku dla macoch i drugich...
Po raz kolejny usilnie powtarzam związki takie są bardzo ciężkie i trudne. Wiem coś o tym bo sama w takim jestem. Mąż ma syna, który z nami mieszka i czasem potrafi doprowadzić mnie do szału!Młody ma ciężkie braki w wychowaniu.Ale nie o tym mowa.
Licz się z tym, że tak będzie. Tym bardziej że Twój partner ma dzieci z kilku związków. Na razie nie prowadzicie wspólnego gospodarstwa domowego więc nie powinnaś się tym interesować (to przecież są jego pieniądze), problemy zaczną się wtedy kiedy razem zamieszkacie. Choć dziwi mnie to bo Ty też masz dzieci i jesteś już po nieudanym związku...więc powinnaś wiedzieć jak to jest.
Albo zaakceptujesz sytuację albo się w to nie pchaj bo szkoda nerwów i zdrowia, no chyba, że ten mężczyzna wart jest takich poświęceń. Ale to wiesz już tylko Ty.
Jadwiga182823 napisał/a:Witam.
Jestem rozwódką z dwójką dzieci, syna lat 15 i córkę lat 8. Od ponad roku spotykam się z człowiekiem, który ma czworo dzieci. Troje z nich to osoby dorosłe ale najmłodsze dziecko ma dopiero 14 lat. Jest to wyjątkowy a zarazem ciężki związek. Dotychczasowe życie mojego partnera nie należy do standardowego. Miał kilka związków, z których ma dzieci. Mimo to udaje nam się czasem gdzieś wyjechać lub po prostu spotkać w większym gronie. Do najmłodszej córki ma ogromną słabość. To, że ojciec kocha swoje dziecko, to nie jest żaden problem, wręcz przeciwnie. To co mnie strasznie gnębi to to, że mój partner inwestuje w dom matki dziecka. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Próbowałam z nim na ten temat rozmawiać ale ostatnio usłyszałam,,.....jeszcze pięć lat i będzie dobrze...", nie wiem czy będzie....
Zastanawiam się czy to częsty problem..?
Jak inne kobiety sobie z tym radzą...?
Związki patchworkowe to duża lekcja tolerancji.Witaj Jadwigo , ja również jestem macochą , mój facet ma jedno dziecko z poprzedniego związku .
Mieszkamy razem , mamy wspólny dom.
Przechodziliśmy różne formy ekonomiczno-związkowe... teraz mamy tzw. rozdzielność finansową i to sobie chwalę.
Parter ma zobowiązania wobec syna , ja mam wobec własnego dziecka.
Składamy się na wspólne obowiązki (kredyt, rachunki, życie ) , resztę każdy wydaje według swojego uznania .
Jeśli nie mieszkacie razem, nie macie wspólnych zobowiązań - to nie wiem co Ci przeszkadza w tym jego zachowaniu ?
Myślę że to zwykła zazdrość- i nie o kasę lecz o relacje .
Takie zachowanie faceta dobrze o nim świadczy , mam nadzieję że to nie forma wyzysku ze strony ex (szantaż dzieckiem.. ) ..
Ja rozmowy na ten temat rozpoczynałabym dopiero gdybym miała zamieszkać razem z tym panem i mieć wspólne zobowiązania .... a tak to nie mój temat .
Weź głęboki oddech i pomyśl o facecie - że pomaga biednym , taka akcjabez widma ex
Zapraszam do wątku dla macoch i drugich...
Co prawda my mamy wspólnotę majątkowa, ale nie mamy wspólnego konta. razem tylko rachunki i życie. Resztę każdy dysponuje według swego uznania. Nie sądzę,że powinnam dokładać się do wydatków na syna mojego męża, bo on naprawdę ma duże wymagania a ja nie mam ochoty na to łożyć.I sprawa jasna. W kwestiach finansowych w takich związkach sprawę należy wyjaśnić już na początku bo potem tworzą się kwasy.
Mój partner mówi, że manie kocha lecz do tej pory tylko się spotykamy. Rozmawiamy jedynie o planach na wspólne życie ale nie ma mowy o ich realizacji. Brakuje mi w tym wszystkim nas.
Owszem mam własne dzieci i robię wszystko sama i daję radę... Sama...
Problem jest dużo bardziej złożony.. Matka dziecka mimo wysokich alimentów ciągle chce więcej. Naturalną rzeczą jest to, że córka próbuje jej pomóc.
Ale gdzie w tym wszystkim jestem ja..?
Znamy się od trzech lat a od roku z resztą rodziny.
Partner pomaga wszystkim swoim dzieciom i często ja im również.
Staram się być wyrozumiała ale czasem nie daję rady...
Gdzie inwestycja w nasz związek..?
Niestety w tych związkach tak bywa. Są dzieci i to one są najważniejsze. Mówię Ci u nas też są kwasy z tego powodu.
Ja tylko jasno i wyraźnie sprecyzowałam kwestie finansowe- nie mam zamiaru łożyć na utrzymanie jego syna.
Powiadasz, że trzy lata...hm widać dla tego Pana tak jest wygodniej kiedy jesteś tylko dochodzącą...zastanów się na tym.
Mój partner mówi, że manie kocha lecz do tej pory tylko się spotykamy. Rozmawiamy jedynie o planach na wspólne życie ale nie ma mowy o ich realizacji. Brakuje mi w tym wszystkim nas.
Owszem mam własne dzieci i robię wszystko sama i daję radę... Sama...
Problem jest dużo bardziej złożony.. Matka dziecka mimo wysokich alimentów ciągle chce więcej. Naturalną rzeczą jest to, że córka próbuje jej pomóc.
Ale gdzie w tym wszystkim jestem ja..?
Znamy się od trzech lat a od roku z resztą rodziny.
Partner pomaga wszystkim swoim dzieciom i często ja im również.
Staram się być wyrozumiała ale czasem nie daję rady...
Gdzie inwestycja w nasz związek..?