Hej, czy ktoś pomoże mi zrozumieć kobietę
. Wybaczcie, za przydługi wątek.
Wydaje mi się, że już sam ją zrozumiałem, powoli staram się ze wszystkim uporać, ale czasem jest ciężko. Przyjaciół też nie mogę zadręczać na okrągło. Zwracam się więc do szacownych koleżanek? szepnijcie słowo.
Sprawa taka. Byliśmy razem 6 lat. Mieszkaliśmy 5 lat. Cudowny okres. Mieliśmy wspólny klimat i dużo czasu dla siebie. Woleliśmy czasem zrezygnować z pracy, by wspólnie pójść na spacer. Wiadomo, tysiące takich naszych rytuałów, przyzwyczajeń, słówek, zachowań, żarcików itd. Były też chwile słabsze, jak w każdym związku, czyli kłótnie? jej zdrada na początku związku z moim kolegą, emocjonalna zdrada, przynajmniej tyle wiem. Musicie mi uwierzyć, ale bardzo się kochaliśmy, może kochamy. Byłą cudowna kobietą, z którą uwielbiałem spędzać czas. Ona dbała o mnie jak nikt inny, wiele razem przeszliśmy, z wielu rzeczy się podnosiliśmy i zawsze mówiła, że nigdy nas nic nie rozdzieli. Jej oczy były zawsze pełne miłości, wierności, zapatrzenia. Do rzeczy jednak. Ostatnio pozwoliłem jej wyjechać do Irlandii do pracy. Miała popracować, bo tu pracę rzuciła, a tam mamy rodzinę, jej rodzinę, i wspólnie już tam kiedyś byliśmy. Bała się wyjazdu. Bała się, że po powrocie nie będzie miała gdzie wrócić. (nigdy jej nie zdradziłem, nie dawałem powodów do zazdrości, nie oglądałem się za innymi kobitkami, a jeśli już, to wspólnie je ?oglądaliśmy?). Sugerowała, że ją zdradzę, że ucieknę od niej, ale z drugiej strony roztaczała przede mną pozytywy wyjazdu, że podszkoli język, nabierze nowego doświadczenia itd. Miała i ma niską samoocenę. Teraz wiem, że już bym jej nie puścił. Jak się domyślacie, zdradziła mnie. Mówi, że nudziła się, zaczęła z nim flirtować w pracy(po mniej niż miesiącu od wyjazdu), on często bywał u nich w domu, zrobili na sobie wrażenie, potem seks itd. Nie powiedziała mi o zdradzie, tylko napisała w mailu, że to już koniec, że ona nie może się już ze mną dłużej kłócić itd. Potem przyznała się do zdrady, gdy walczyłem o nią, gdy powiedziałem jej, że nie pozwolę tego zniszczyć bez walki, bo nie wierzyłem, że od tak sobie postanowiła odejść, bo się pokłóciliśmy przez telefon.
Gdy dowiedziałem się o zdradzie, powiedziałem, że niech wraca, bo tu jest jej dom, a tamto dla mnie nie ma znaczenie, bo ją kocham. Że wolę żyć tutaj z nią pod mostem, bez pieniędzy i spacerować po mieście, niż żyć bez niej. Odtrąciła mnie. Wiele razy zawaliła, zdradziła mnie jako przyjaciela ze 3 razy. Zdarzyło się jej kłamać jak najęta. To wszystko w niej zostało. Teraz doszła zdrada. Wiem, że bardzo mnie kocha, czasem pisze do mnie smsy w nocy, zaraz po wyjściu z pracy, że tęskni za naszym wspólnym światem, że jak już nie ucieka, nie odgradza się, to chciałaby być w naszym łóżeczku, pójść ze mną na spacer, przytulić się do mnie, paść w me ramiona. Mówi, że czuje się jakby zabiła człowieka. Ja chciałem walczyć, chciałem by wróciła. Nic z tego. Nie muszę pewnie pisać o moim bólu. Straciłem kobietę którą kocham, która żyje teraz z innym, która za wszelką cenę chce utrzymywać ze mną kontakt, która widzę, że wciąż mnie kocha. Czasem mi się wydaje, że tak bardzo boi się konsekwencji i odpowiedzialności, za to co zrobiła, że woli tam spróbować. Myśli może, że ja na nią poczekam, a rany się może zabliźnią, a być może wyjdzie jej z tamtym kolesiem. Jak dla mnie to taka jej ucieczka, strach, brak woli walki, tchórzostwo. Powiecie, że pewnie mnie nie kocha. Nie. Wiele jej zachowań wskazuje na to, że nie może beze mnie wytrzymać. Ja już nie mogę o nic prosić, bo już wszystko zrobiłem. Nie mogę teraz prosić o miłość, o bycie razem, o budowanie na nowo. Ona mówi, że jestem jej przyjacielem, że wie, że już nigdy jej nie zaufam, że nikt nie potrafi pocieszyć jej tak jak ja, że jestem niezastąpiony. Tyle sprzecznych sygnałów. Odciąłem się parę dni temu od niej. Powiedziałem, że nie chcę z nią utrzymywać kontaktu, bo mnie to rani i nie jestem gotowy na to w tym momencie, gdy ona jest z innym. Rzekłem, że być może jej wybaczę, ale potrzebuję czasu. Tak dla mnie jest lepiej, bo nie chce być nagle tylko jej przyjacielem, spadochronem, gdy być może coś jej nie wyjdzie. Ponadto je słowa mnie bolą, kontakt z nią mnie boli. Nie chcę iluzoryczności. Byłem jej ukochanym mężczyzną. Z jej strony były tez maile pełne żalu do mnie, że ją puściłem do Irlandii, że raniły ją nasze kłótnie, że nie wiedziała, czy mi na niej zależy. Mówi, że wybaczyła, że już nie czuje złości do mnie. Szkoda, że nie chce zawalczyć o miłość. Co o tym sądzicie moje drogie? Co w niej siedzi? Ja zamierzam jej pozwolić teraz żyć własnym, i jeśli kiedyś zdecyduje się ona z tym zmierzyć, to być może jeszcze będę gotów i otwarty na nią. Na razie wyczerpałem wszystkie drogi i już nie mogę, nie chcę dalej w to brnąć. Sama musi zrozumieć czego chce itd. Dodam tylko, że naprawdę jej smsy, maile, to często krzyk osoby przerażonej tym co zrobiła, jednocześnie pełne miłości tęsknoty, a z drugiej strony takiego dziecka, które ucieka przed tym co zrobiło, ale zdecydowanego, że nasza relacja ma już na sobie tabliczkę ?closed?. Widzicie tu jakąś szansę, by moja ukochana do mnie wróciła, by chciała chociaż zawalczyć o nas? Nie jest powiedziane, że wszystko się teraz ułożyłoby, po tym wszystkim. Mogłoby nie wyjść.
Podobne tematy
Tancerzu, nie wiem ile ma lat twoja ukochana, ale ile by nie miała brakuje jej dojrzałości. Sam napisałeś, że przypomina dziecko, które ucieka przed odpowiedzialnością. Ona nie kieruje swoim zyciem, to zycie i przypadki kierują nią. Sadzę, że gdybyś pojechał do niej, spakował jej rzeczy, wziął za rękę i przywiózł do siebie to by nie protestowała. Tak tez pewnie było z facetem, z którym teraz jest. Przyszedł, wyciągnął po nią rękę więc poszła z nim. I jest z nim a do ciebie śle tęskne sms-y! Gdyby była z tobą, tęskniła by do tamtego! A przeciez związek z kimś to nie tylko emocje i uniesienia, ale także odpowiedzialność, lojalność i umiejętność rezygnacji z pokus. Bo przecież to, ze sie z kimś jest nie oznacza, że sie tych pokus nie doświadcza. Twoja dziewczyna tego nie potrafi, nie potrafi dokonać wyboru, to los i inni ludzie decudują o jej życiu.
Przykro mi, ale tak to widzę!
Witaj tancerz, może nie spodoba Ci sie to co mapiszę, ale prawdopodobnie bedziesz miał tyle ocen ile osób na forum więc odbierz moja jak jedną z wielu, wieź też pod uwagę ,że ja oceniam toz boku i na zimno a w Twoim rozumieniu przeważają emocje ale też znajomość tej dziewczyny.
Uważam ,że dziewczyna zauroczyła się w tym gościu, gdyby tylko zdradziła i żałowała to by z nim zwyczajnie nie była, odcieła by sie od jednego i drugiego,w tej chwili postepuje zgodnie ze swoimi uczuciami jest z nim bo chce z nim byc.Nie wiem co ich łączy ale z pewnościa jest to świerze i fruwają motyle, być może to tylko porządanie i chyba tak jest,coś ją do niego przyciaga jak narkotyk, jednak jest z nim i to jest fakt.
Nie planowała tego po prostu spotkała go na swojej drodze i ..popłyneła.
Ma bardzo pozytywne odczucia do Ciebie, to co Was łączylo było piekne i była z Tobą szczęśliwa, zdecydowanie przyczyne Waszego rozstania widzi w wyjeździe i w swoim postepowaniu, bo gdyby nie wyjechała to by nie spotkała tamtego.
Nie chce Cie tracić jako przyjaciela,widocznie tamten nie jest ideałem i nie wie jeszcze co z tego bedzie bo związek budowany na "takich" fundamentach nie zawsze jest trwały, ma tego świadomość ale idzie za głosem serca. Ma straszne wyrzuty sumienia, to brzmi jak: przepraszam Cie ale sie zakochalam, nie planowałam tego,to przez ten wyjazd, stało sie ale nie chcę Cie tracić, kocham Cie bo jesteś moim jedynym przyjacielem i nie chcę abyś o mnie źle myslał ale z tamtym jestem jak z mężczyzną.
Wiedziała dobrze ,że Ci na niej zalezy, po prostu szukała tłumaczenia,sama nie wie dlaczego tak sie stało.Odcina się od Ciebie w białych rekawiczkach, gdybyś teraz postawił ultimatum i kazał jej wrócić całkiem możliwe,że wybierze tamtego bo tak nakazują jej uczucia.
Dobrze postapiłeś ,że sie odciąłeś, zamęczysz sie taką huśtawka i mydleniem Ci oczu,jeżeli kocha nie pozwoli Ci odejść i wróci, jeżeli tamto uczucie jest silniejsze zostanie z tamtym,nikt jej na siłę nie trzyma.
Tu nie chodzi o konsekwencje, wie ,że jej wybaczysz tylko o uczucie do tamtego faceta,ciężko Ci w to uwierzyć ale ja to tak widze, mydli Ci oczy, jeżeli to tylko zauroczenie obudzi sie i wróci nawet po jakimś czasie, jeżeli jej z nim wyjdzie , nie wróci.W tej chwili nie chce walczyć o waszą miłość bo ma obok sibie inną milość, o co ma walczyć?
Pusć ją wolno i odetnij się to najlepsze co możesz w tej chwili zrobić.
Jeżeli wczytasz sie w forum to zobaczysz,że Twoja historia jest dość schematyczna,zasada kocham Cie ale muszę spróbować z innym a jak mi nie wyjdzie to wrócę, jest dość powszechna,to czysta manipulacja na Twoich uczuciach,nie daj się, nie daj sobie mydlić oczu.
4 2010-12-16 11:23:44 Ostatnio edytowany przez tancerz (2010-12-16 11:31:17)
Ona ma 25 lat.
Trudno się z Tobą nie zgodzić z tym, co piszesz. Czasem miałem takie wrażenie: spieprzyłam, ale to Ty przyjedź po mnie, spakuj mnie, zabierz, a potem nie krzycz za to, co zrobiłam, nie obwiniaj mnie, bo przecież to Ty po mnie przyjechałeś.
Czeka mnie jeszcze jeden ból, gdy ona przyjedzie, i zabierze swoje rzeczy z naszego domu. Być może się rozklei, albo będzie czekać, aż - jak powiedziałaś - wezmę ą za rękę.
Chciałem, żeby przyjechała i powiedziała mi wszystko w oczy, ale mówiła, że boi się, że pod chwilą słabości do mnie wróci, a ona już zamknęła się na mnie. Tak mówiła na początku, gdy nie wiedziałem o zdradzie.
Ludzie mają mnie za twardziela, ale dawno tyle nie płakałem, czego się wcale nie wstydzę, i dzięki moim przyjaciołom łatwiej wszystko znoszę. Zniszczyła nasz cały świat. To bardzo trudne. (wypowiedź tą skierowałem do Izmirra; druga wypowiedź... bardzo prawdopodobne, że tak może być)
5 2010-12-16 11:31:24 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-12-16 11:49:00)
Nie wiem czy to kwestia dojrzałości, bo takie przypadki zdarzają sie i 40-50 latkom z bardzo długim stażem, moim zdaniem to kwestia porządania i uczuc do tego drugiego, ale czy to miłośc czy zaurocznie, tego nie wiem, czas pokaże.Swoją wypowiedź opieram na swoim doświadczeniu, ale ona nie musi być taka sama, w każdym rzie wyrzuty sumienia sa straszne i badzo nie chciałam by tamten o mnie źle myslal. Twój związek był piekny, ale stało sie niestety, puść ja wolno, może wraz z pobytem za granica, jak dostanie od tamtego w kość skończy się jej zauroczenie.Ludzie popelniaja błędy i wracają.
W tej chwili chce sobie romansować ale mostów palić nie chce.
Wylałam Ci na głowę kubeł zimnej wody, nie musisz brać mojej wypowiedzi do serca,to tylko mój punkt widzenia.
Ma do Ciebie wiele pozytywnych uczuć i byc może tamten jest pomyłką, gdyby tak nie bylo to by Cie staranowala wrogością i usunęła jak przeszkode do jej szczęścia, dziewczyna nie wie co będzie ale na te chwilę chce być z nim, odetnij się, straci grunt pod nogami i może oprzytomnieje po jakimś czasie.
Kubeł zimnej wody też dobry. Nie będę się zadręczał cały czas. Najważniejsze było dla mnie odcięcie się od niej, bo mnie emocjonalnie rozbijała, nie pozwalała się uporządkować. Takie ciąganie, dawanie nadziei, karmienie okruchami miłości itd. Czuje się lepiej, ale jednak coś tu robię
Jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia. Co do dojrzałości, to można być niedojrzałym nawet w wieku 60-ciu lat. Nie utożsamiałbym wieku z dojrzałością, choć powinno iść to w miarę w parze.
7 2010-12-16 12:02:06 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-12-16 12:05:29)
Masz rację i 50 latki bywają niedojrzale.
Skoro cią kocha jak przyjaciela widocznie tak jest,mówi prawdę,trochę sie zachowuje jak psiak spuszczony ze smyczy, pociąga ja nowosć, ale można kochac dwóch jednoczesnie i tylko jedna milosć jest tu prawdziwa, czas przyniesie odpowiedź która.
Skoro ty jesteś jej przyjacielem to widocznie tamten nie jest,słabe sa tamte fundamenty, możliwe ,że sie opamieta, ale też musisz mysleć o sobie odetnij sie bo sie zajedziesz psychicznie.
Dziewczyna jest niedojrzała emocjonalnie i tak naprawdę nie wie czego chce, bo chce zjeść ciastko i mieć ciastko a tak się nie da, ludzie odpowiedzialni dokonują jasnych wyborów, ona nic nie wie. Jest w niej małe dziecko, być może zranione w dzieciństwie przez rodziców? nie wiem tego, ale jest w tym wszystkim zagubiona, nieodpowiedzialna za swoje słowa i czyny, przerażona tym co robi ale to "coś" pcha ją aby tak robiła, krzywdzi tym siebie i Ciebie. Nie wiem czy jest w tamtym zakochana, czy zauroczona, musisz odpowiedzieć sobie na pytania : czego Ty chcesz? co dla Ciebie będzie dobre? co przyniesie Ci radość i zadowolenie a nie cierpienie? Czy ten związek dobrze rokuje na przyszłość? Czy kiedyś sytuacja się nie powtórzy? To ona ma problem ze sobą, nie Ty, jeśli byś ją przyjał i wybaczył, myslę że bez psychoterapii się nie obejdzie. Pamiętaj że to Ty jesteś najważniejszy i Twoje uczucia.
Tancerzu, nie tłumacz sobie jej zdrady niską samooceną. Kolejne czym będziesz tłumaczył? swoim krzywym spojrzeniem na nią, gdy Cię za boli ząb?!
Ona Cię obarcza winą za to co zrobiła- "mogłeś mnie do Irlandii nie puścić"- to jest manipulacja Twoimi uczuciami.
Nie można człowieka zamknąć, odseparować żeby nie patrzył na innych, myślał tylko o osobie z którą się jest, inaczej każdy będący z kimś byłby ubezwłasnowolniony, czyli równie dobrze było by Ci w związku z framugą czy dynią.
Przepraszam za mocne słowa ale wobec takich aktorzynek nie uznaję litości!!
Dlatego proszę, odetnij się od niej na miesiąc, dwa (brak rozmów, i zajęcie się wszystkim poza myśleniem o niej). Zobacz ile pozytywnych rzeczy w życiu przez nią nie zauważyłeś. I miej na uwadze to, że jeśli pozwolisz na jej powrót Twój koszmar prawdopodobnie nigdy się nie skończy, ponieważ dobry "tatuś" wszystko wybacza i żywo reaguje na minkę zagubionej "dziewczynki".
Pozdrawiam
czesc tancerz.
twoja historia jest prawie identyczna do mojej opisanej w watku pt. kocha a boi sie wrocic. przeczytaj sobie. ja walcze juz 5 miesiecy. chodze na terapie do psychologa i wiem ze nie zasluzylem sobie na takie traktowanie. mam dosc zycia w ciaglej tesknocie i odpuszczam. ona musi sama dojrzec do decyzji czy chce budowac cos od nowa czy sie rozstac na zawsze. caly czas obwiniala mnie za wszystko co zrobila ale wina lezy zawsze po srodku. ona chce caly czas utrzymywac kontakt i wiedziec czy nie mam nikogo bo to by ja zranilo. namowilem ja zeby tez poszla do psychologa bo sobie nie radzi sama ze soba. zobaczymy co z tego wyniknie ale nie robie sobie juz nadzieji. moze psycholog do niej dotrze i wkoncu bedzie wiedziala czego chce. zaproponuj swojej to samo i jak jej zalezy to cos z tym zrobi. pozdrawiam
Drodzy, jesteście oboje uzależnieni od tych kobiet...na swój sposób, bo wiem, że nie macie złej woli.
Wiem to dlatego, że jakiś czas temu ja byłam taką dziewczyną o jakiej mowa w temacie.
I co ja wtedy czułam? Jaka byłam?
Cholernie nieświadoma i niedojrzała.
Odetnij się od niej.
I byłam identyczna, zależało mi na tym "dobrym oddanym partnerze", ale przypominałam sobie o nim wtedy gdy było mi źle, a na boku robiłam co chciałam.
Bardzo ciężko się do tego przyznać, ale taka prawda.
Tak jak ktoś napisał, nie da się zjeść ciastka i nadal je posiadać.
Ona sama musi dojść do tego co jest z nią nie tak, być może szuka "napięcia", a spokój "ją nudzi", wspomniałeś o niskiej samoocenie.
I będzie jej Ciebie brakowało, ale prawda jest taka, że gdyby naprawdę jej zależało, wróciła by do Ciebie, możesz być tego pewien. I może faktycznie czuje, że Cię kocha, ale to ułuda, bo zakochany oddany człowiek jest w stanie przenosić góry, spójrz na siebie, przecież to robisz...szkoda czasu i szarpaniny.
Jak to u mnie się skończyło.
Ten wobec, którego zachowywałam się jak bohaterka postu jest już żonaty, nie ze mną (co nie zmienia faktu, że on wciąż dąży do kontaktu..., mimo, że powinien mnie kopnąć w tyłek - otwarcie to mówię, bo przeszedł ze mną nie mało, a na początku też byłam inna i związek był super), a ten, z którym go zdradzałam, zdradził mnie i traktował jak szmatę.
I tu zaczyna się mój odwrót i moja walka, też musiałam dostać po tyłku, całe szczęście umiem wyciągać wnioski, teraz jestem w innym związku i jest zgoła inaczej, jest dobrze. A siebie z tamtego okresu nie znoszę.
Odpuść ją sobie, już według mnie zrobiłeś wszystko, nic się nie zmieni jak będziesz tą krucjatę kontynuował, jedyne co możesz zrobić to odciąć się i zajmij się sobą.
Wiedz jedno: nie wybaczaj tak ochoczo drugiej zdrady, bo nawet jeśli TU i TERAZ wróciłaby to się nie skończy.
Wierzę w jej intencje, wiem, że może nie być zła, ale jest niedojrzała i sama nie wie czego chce, a przez to manipuluje.
Przede wszystkim, dziękuję Wam kobietki za zainteresowanie moim wątkiem. Jakoś w dziwny sposób czuję się mniej samotny i jest mi lepiej na duszy. Wiele słów jakie pada, jest zgodnych z moim odbiorem sprawy.
Martizen - pozostaje mi życzyć CI powodzenia. Ja się dużo wygadałem i wypłakałem w moim najbliższym, wąskim kręgu. To moja terapia. Dużo dało mi zerwanie z nią kontaktu. Myślę, że dużo też zrozumiałem i się nauczyłem, a to pewnie nie koniec. Wydaje mi się, że jak będziesz tak rozpaczliwie walczył, to ona nigdy nie wróci. Musisz pozwolić jej odejść, jak Cię kocha to będzie chciała wrócić, a wówczas zdecydujecie co dalej. Jedna z najlepszych chyba rad, to po prostu się odciąć. Namawiając ją do psychologa, mówisz jej, to Twoja wina, Ty masz problemy z sobą, dlatego my mamy problemy. Nawet jeśli by to była prawda, że potrzebuje psychologa, to tego nie przyjmie, nie od Ciebie. Ja mojej byłej tego nie zaproponuję, bo to wymaga wielkiej delikatności, by kogoś nie urazić, inaczej będzie tylko bunt i wyparcie. Zresztą, kim teraz jestem, by coś takiego jej mówić. Ona ma na razie swoje życie.
Ja mimo wszystko wierzę, że się podniosę. Było ze mną już ok, dopóty nie zaczęła katować mnie swoją obecnością. Gdy napisała mi smsa w środku nocy, takiego, jak dawniej pisała do mnie, to "młyn" powrócił. Dałem jej teraz wyraźny komunikat, że nie życzę sobie z nią kontaktu. To tak jakbym kogoś wreszcie pochował. Była żałoba, był smutek, ale coś się skończyło. Życie toczy się dalej. Wiem, że będzie ciężko jeszcze kilka tygodni, bo idą święta, moje urodziny, Sylwester, nasza rocznica. Jednak nawet dzięki wypowiedziom kobiet na tym forum, zyskałem dodatkową siłę. Będzie co raz lepiej. Chciałem/chcę ją przede wszystkim zrozumieć, bo wszystko co robi jest takie sprzeczne, że całkowicie się pogubiłem.
ona mi tez pisze smsy i mnie to dobija. to prawda ze zerwanie kontaktu pomoga ale ona nie chce mi dac zapomniec o sobie. a ja chyba tego tez nie chce. pracuje nad soba a i ona musi to zrobic z soba. dzisiaj bede wiedzial juz pewnie co postanowila i sie z wszystkim pogodze. trzeba zyc dalej bo zycie jest zbyt krotkie by zyc wspomnieniami. bedzie co bedzie. powodzenia
Martizen, bez urazy, to mój wątek, nie "wciskaj" się w niego ![]()
Po zerwaniu z nią całkowitego kontaktu, nagle zrozumiała, że jestem miłością jej życia, że byliśmy jednością, że nigdy nikogo tak nie pokocha, że zmarnowała i zniszczyła coś najpiękniejszego, najcenniejszego, czyli naszą miłość. Mówi, iż zmarnowała właśnie życie sobie i mnie. Z jej maili bije rozpacz, tylko szkoda, że tak późno. Mówi, że kocha mnie najbardziej na świecie, tęskni i dopiero zobaczyła co zrobiła itd. Najlepsze jednak jest to, że ciągle z nim jest, i - jak mówi - nie potrafi mu powiedzieć, co naprawdę do mnie czuje.
Jak pisze, nie wie jak to wszystko co się stało odkręcić. Żenada. Walczy o życie, ale wciąż się asekuruje, tak kroki stawia, żeby zawsze było jeszcze jakieś lądowanie. Tym razem - mam wrażenie - lądowaniem miękkim ma być ten koleś. Inaczej kopnęła by kolesia w dupę. Wściekły jestem, że zburzyła mi namiastkę spokoju, jaką zdołałem zbudować. Piszę tutaj, bo co mi zostało, przyjaciół staram się powoli mniej katować
.
Staram się zrozumieć, co ona wyczynia i znów nie potrafię. Właściwie, to prawie jestem pewien, chciałaby, abym ja powiedział, przyjeżdżaj do domu, wróć. Sama tego nie powie, bo to przecież zbyt niebezpieczne.
15 2010-12-23 13:30:05 Ostatnio edytowany przez empatyk (2010-12-23 16:10:32)
Martizen, bez urazy, to mój wątek, nie "wciskaj" się w niego
Po zerwaniu z nią całkowitego kontaktu, nagle zrozumiała, ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, to prawie jestem pewien, chciałaby, abym ja powiedział, przyjeżdżaj do domu, wróć. Sama tego nie powie, bo to przecież zbyt niebezpieczne.
uciekaj czeka cię tylko ból i nic wiecej
................wiem z własnego przykładu teraz mniej bedzie bolało
Ostatnio w nocy, puszczała smsy i dzwoniła błagając mnie żebyśmy porozmawiali. Napisała potem maila, że dopiero zobaczyła co zrobiła, że zniszczyła swoje życie, nasze życie. Co jakiś czas wysyła mi smsy do mnie i wiadomo co jest w nich zawarte. Byliśmy razem 6 lat, pięknych lat.
Pisze, że nie może wyrzucić mnie z pamięci, że tęskni jak chol..ra. Zdecydowała się na przyjazd na kilka dni, by porozmawiać ze mną, by niby zakończyć/wyjaśnić to co się stało. Od jej ciotki wiem - choć ciotka nigdy do mnie wcześniej się nie zwracała, nie dzwoniła - że ona ma nadzieję, że jeszcze się zejdziemy. Mówiła, że jest totalnie rozbita, zachowuje się tak, jakbym to ja ją zdradził, albo rzucił. Jak mówiła, musiała zadzwonić, bo martwi się o nią, bo w takim stanie jej nigdy nie widziała. Wrak człowieka. W mailach moja ex nie pisze o smutku, ale o dramacie wewnętrznym, że nie wie co robić, jak to odkręcić, jak wrócić. Nie wie co robić.
Jak ją zrozumieć?
Drogie kobiety, czy można mieć takie poczucie winy, które nie pozwala wejść ponownie w związek? Czy można mieć takie wyrzuty sumienia? W naszym związku zdarzały się jej różne rzeczy w przeszłości, które nadwątlały moje zaufanie do niej. A może jest coś takiego, czego mi nie potrafi wybaczyć i nie chce po raz kolejny spróbować? Być może taki ślepy jestem. Podczas jednej z wcześniejszych rozmów, wątpiła, że jej kiedykolwiek mógłbym jeszcze zaufać. Z tym się zgadzam, to trudne. Jednak z biegiem lat było między nami co raz lepiej, z wieloma rzeczami sobie poradziliśmy i było doprawdy optymistycznie na przyszłość, dopóty nie walnęła tej głupoty.
Nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć. Mimo wszystko zdaje się, że chce zostać w Irlandii, ani razu nie zapytała wprost, czy może wrócić, że chce wrócić, a każdy sygnał mówi, że uważa, że utraciła miłość swojego życia. Wiem, że kocha mnie bezgranicznie, ale ma problem z powrotem.
Jak Wy to wyczuwacie, co Wam podpowiada Wasza intuicja? Wątpię, że chodzi o tamtego kolesia w Irlandii. Ostatnio pisała jak bardzo żałuje, że tam pojechała, że nawet nie ma tam z kim pogadać, że po tym wszystkim, przydałby się jej przegląd techniczny u psychologa.
Słucham Was moje miłe ![]()
Ty Tancerz a Ona aktorka.
Nie rozumiem jednego, ona Cie zdradzila i ona ma Ci wybaczyc? tak zagrala a ty sie dales w to wciagnac. Odwróciła kota ogonem ładnie. Ja bym ją zostawił (z racji tego że jestem mściwy, powiedziałbym nniech przyjedzie, ze fajnie, ze liczysz na to że sie zejdziecie. A potem powiedzial jej, pelnej nadziei, ze nie ma na co liczyc.).
Zostaw i zapomnij. Zdradzic w jakims "ataku namietnosci, samotnosci" to jest tragedia. Ale zrobic to i manipulowac tak partnerem ze to on zrobil cos zlego, to jest zlo ostateczne z premedytacja. Zreszta naprawde dziwie sie ze sam tego nei widzisz. Jak do niej wrocisz to moze byc tylko gorzej. 6 lat, pamietaj ze moglo ich byc 20, jak niektorzy na tym forum. Wiec cieszylbym sie z tego ze byles z nia tak "krótko"
Piszę, gdyż być może na podstawie mojego doświadczenia, ktoś coś zrozumie, nie poczuje się samotny w sytuacji analogicznej do mojej, zobaczy, ze różne mogą być powody niby jednoznacznych zachowań. Piszę również pewnie troszkę dla siebie.
Moja historia ma finał. Finał dramatyczny i z wieloma radami, opiniami tutaj się rozmijaliśmy. Mówiliśmy o jej niezdecydowaniu, chwiejności, że nie wie czego chce itd. Cóż, musiała podjąć trudną decyzję. Zaszła z kochankiem w ciążę. Do ostatniej chwili chciała usunąć dziecko. Nie usunęła. Rozumiem ją. Teraz już nie mamy żadnej furtki powrotu. Z tym kolesiem raczej jej nie wyjdzie. Strasznie mimo wszystko mi jej szkoda. Zmarnowała sobie życie. Sama to mówi. Straciła cały swój świat. To jej słowa. Znajduje się pośród ludzi, których nie lubi, nie podziela ich stylu życia. Będąc razem kultywowaliśmy pasje, czytaliśmy książki, dużo rozmawialiśmy, nie piliśmy, nie paliliśmy, mieliśmy mnóstwo zainteresowań, jakieś dążenia, podróże związane z pasją, teatr, goniliśmy się jak gówniarze po schodach w bloku itd. Tam jest praca, picie, obmawianie innych, patrzenie wilkiem... jak to czasem bywa za granicą, Polak Polakowi wrogiem, a w wódzie topi smutki. Wciąż pisała do mnie, do naszych znajomych, że ciężko jej tam żyć. Teraz zostaje tam z kolesiem, którego darzy niejasnym uczuciem, który jest ojcem jej dziecka. Mieliśmy tyle wspólnych planów. Teraz rozumiem jej smsy jakie pisała do mnie, które były pełne bólu, desperacji, i których kompletnie nie mogłem zrozumieć. Teraz wiem. Była, jest w ciąży.
Była już tutaj w Polsce. Spędziliśmy cudowne, ostatnie, nasze kilka dni. Gdy udało się jej/nam zapomnieć o naszej sytuacji, było jak dawniej. Strasznie tęsknię za nią, bardzo ją kocham. Wiem, ze jest to odwzajemnione. Niestety, nasza miłość ma już swój finał. Obecnie jestem w totalnej rozsypce. To dziwny koniec, bo rozeszliśmy się raczej z konieczności, a nie z chęci. Wiem o tym. Coś mi się wydaje, że to może długo się toczyć za nami. Wciąż będziemy dla siebie w pamięci. Nie toczyliśmy piany, nie było wyrzutów, był smutek i żal, za to co się stało. Wszyscy (jej rodzina, nasi znajomi) trzymali kciuki za nas, że nam wyjdzie, uda się zejść. Niestety nikt nie wiedział o tej jednej zmiennej, jaką jest ciąża.
To chyba tyle. Tak się skończyła duża część mojego życia, przesiąkniętego moją ukochaną. Tak bardzo wierzyłem, że ta zdrada będzie początkiem czegoś zupełnie nowego, lepszego. Ja się wiele nauczyłem, jak i ona się wiele dowiedziała.