HEj!
Postaram się w skrócie.
Jesteśmy razem ponad rok.
Od stycznia mój chłopak nie ma dla mnie czasu. Staram się być wyrozumiała, nie wkurzać się.
On ma swoją firmę, pracuje. Wcześniej mówił,że styczeń taki już jest, że nie ma czasu .
Spoko, przecież wytrzymam. No ale,zaczął się luty. I jest to samo . Wczoraj mieliśmy jechać razem na zakupy ( czyli spędzić razem czas) ,nie wyszło,ale dzwonił,że po pracy przyjedzie do mnie i posiedzimy razem. Nie ma sprawy! Przyjechał, zjadł obiad, poleżeliśmy razem 30 minut ( w tym seks) i zadzwonił Jego tata,że przyjechał do Nich informatyk ( bo coś tam miał im zrobić) no i mój chłopak powiedział tacie ,że przyjedzie ( słyszałam jak Jego tata mówił ,że po co ,że nie musi) . No i pojechał. Po 1,5 godziny. A mi było smutno, nie ukrywałam tego przed Nim, widział jak się ubierał.
W piątek był u kolegów , poszedł pograć w karty.Ja byłam mega zmęczona ,więc przecież jak chce to niech jedzie. ( wcześniej też już do Nich jeździł, nie mam nic przeciwko , serio). Ale tym razem, pierwszy raz nie pisał nic w międzyczasie. Pierwszy sms był jak wrócił o 5 do domu. Argumentem miało być moje zmęczenie, że nie chciał budzić. Wkurzyłam się ,bo cholera, od miesiąca muszę czekać na jakieś zainteresowanie, odpisanie , cokolwiek i nawet jak gdzieś siedzi to nie może mi napisać czegoś miłego? Wiem wiem, 'wśród kumpli się nie pisze' . Ale tak się składa ,że znam dziewczynę Jego kolegi ,On do Niej pisał...
Wczoraj było mi naprawdę przykro. Mam ciężkie tygodnie, dużo nauki. Potrzebuje Jego bliskości, przytulenia, zainteresowania.
A On taki 'zapracowany' a wczoraj mi opowiadał,że szukał sobie cytatów o piłce nożnej i ile razy kto w jakim serialu powiedział 'gol' i ,że musi jakiś tam obejrzeć. Czyli tylko na mnie nie ma czasu...
I wiecznie słyszę 'jak zamieszkamy razem to będzie inaczej' ,' musimy razem zamieszkać'. Dobra cholera ,ale czy to może być podkładka do olewania mnie?
Wkurzyłam się i KOLEJNY RAZ zaalarmowałam ,że się czuję zaniedbana. Oczywiście nie załapał. Zaczął od ataku,że u Niego nie śpię,że nie mieszkamy razem bla bla, potem przepraszał i tak na zmianę.
On już się chyba nie boi ,że ja odejdę. A ja nie chciałabym tego kończyć i On to czuje.
Od rana się nie odzywa, ja też nie zamierzam. Nie mam ochoty z Nim gadać...Dopiero teraz napisał 'dzień dobry'.
Co ja muszę zrobić żeby do Jaśnie Pana dotarło?????
Kobiety zostawiają swoich facetów, nie sygnalizują co jest źle tylko odchodzą. A ja mojemu wbijam , tłumaczę ,ale nie dociera . Albo ma to gdzieś....
Powiedzcie proszę , jak Nim wstrząsnąć. Ja rozumiem, praca itp.,ale jak widać , ma czas na jakieś pierdoły , nie na mnie.