Hmmm dosyć dziwna sytuacja i nie do końca wiem jak mam ją odbierać, może ktoś z Was mi podpowie lub wytłumaczy o co chodzi mojej drugiej połowie.
Jesteśmy ze sobą 6 lat, ostatnio tzn około 2 miesięcy temu przeżyłyśmy kryzys bardzo poważny, który doprowadził prawie do rozstania, jednak udało się to uratować i wspólnym siłami staramy się naprawiać nasz związek. Jednak głównym powodem tego kryzysu był brak chęci ode mnie na wspólne zamieszkanie zawsze odmawiałam przekładałam ten temat na później, nie byłam gotowa.Moja druga połówka tłumaczyła mi wiele razy że nie chce sama mieszkać, chce się przy mnie budzić chce żeby ktoś za nią czekał w domu itp. Gdy w końcu już tego nie wytrzymała i wylała żale a ja w koncu uświadamiłam sobie że chyba tez już chce z nią mieszkać, ustaliłyśmy ze wstępnie zamieszkamy razem w marcu. Kupiłysmy meble nowe rzeczy itp, dodam że też nasz czas teraz trochę inaczej zaczął wyglądać więcej czasu spędzamy razem więcej czasu u niej spędzam jemy wspólne śniadania kolacje obiady, nie zostaje codziennie ale tak minimum 3-4 noce w tygodniu. I o dziwo usłyszałam ,że ona nie wyobraża sobie jakby miała teraz u niej zamieszkać i już codziennie z nią być, że ona nie chce by ta przeprowadzka doszła do skutku w marcu, że mówi że nie jest gotowa ,że samo to przyjdzie taki dzień że już po prostu nie będę zostawać 3 dni tylko coraz wiecej i więcej, ale na ta chwile pasuje jej tak jak jest. Co robić?!
Podobne tematy
:(