Mam problem z przyjaciółką. Chodzi o to, że ona nie potrafi się cieszyć z mojego szczęścia. Ale od początku. K jest bardzo atrakcyjna, podoba się facetom, do tego jest na prawdę przebojową i charyzmatyczną osobą, która ma tysiące znajomych. Ja zawsze stałam w jej cieniu, bo z natury jestem "mniej widoczna". Jednak mi dużo łatwiej przychodzi odnajdywanie miłości. Stworzyłam kilka poważnych związków - obecnie również jestem z kimś szczęśliwie związana. K natomiast nigdy nie byla w żadnym związku, co więcej, zanim się zacznie coś poważnego, przeważnie jest raniona w okrutny sposób. Staram się ją wspierać jak tylko mogę. Ale ona podświadomie (wiem, że nie robi tego celowo) wzbudza we mnie poczucie winy, za to że mi jest z kimś dobrze.
Ponadto wymaga ode mnie pełnej dyspozycyjności, ja pracuje, robie zaocznie studia, do tego nie mamy wspólnych znajomych, a jednak ja mam innych przyjaciół z którymi też chcę się widywać. Mamy zupełnie inny system pracy przez to ciężko nam się zgrać z czasem. Nie ukrywam, że nie widujemy się bardzo często - przeważnie 1-2 w miesiącu. Ona ciągle mi to wypomina... Ale szczerze mówiąc to nigdy nie widywałyśmy się zbyt często - bo jak wspomniałam żyjemy w 2 różnych światach i różnych środowiskach.
Zastanawiam się, czy to ona przesadza z pretensjami do mnie, czy faktycznie jestem okropną przyjaciółką ![]()