Witam,
Nie wiem co mnie skłoniło, żeby podzielic sie tu moja historią, ale wpadłam w histerie i pewnie dlatego tu piszę.
Poznałam mężczyznę, w pracy. Nie zdawałam sobie sprawy, ze mu sie podobam. Nawet mi to do głowy nie przyszło. I pewnego razu odwoził mnie do domu i oznajmił mi bez mrugniecia okiem, ze mu sie bardzo podobam. Zaskoczył mnie, bardzo!! Nie wiedziałam co powiedziec, tym bardziej, ze to mój szef...Powiedziałam mu szczerze, że jestem bardzo zaskoczona i że nie przyszłam szuakc do pracy przygód, tym bardziej, że jest żonaty. On powiedział, ze jest nieszczesliwy w małżeństwie, wiem, każdy tak mówi i to samo powiedziałam jemu. I później sie zaczęło, zaczął świrowac za mną, zaczął biegac jak pies. Podobało mi sie to, dałam mu swój nr tel. Pomyslałam, niech sie dzieje wola nieba. Odwoził mnie do domu, adorował, pisał wiadomosci, w koncu sie pocałowaliśmy, odleciałam w kosmos. Ale i tez sie przestraszyłam, mówiłam mu, ze sie boję, ze mowi mi tylko to, co chce usłyszec, on zapewniał mnie, że nie, mówił i pisał, ze miedzy nami jest cos wyjatkowego. Patrzył na mnie tak jak dawno na mnie nikt nie patrzył, zachowywał sie jak zakochany nastolatek, pierwszy powiedział mi, ze cos poczuł, ze wiele dla niego znacze, że chce zmienic swoje życie od nowego roku. Mówiłam mu, ze mówi mi to co chce usłyszec i jest tylko dobrym mówca, denerwował się gdy tak mówiłam. Wciąż wygarniałam mu zonę. Zaimponował mi kiedy nie poszedł do pracy, gdy ja nie szłam, tylko zabrał mnie na romantyczny wieczór. Patrzelismy sobie w oczy jak dwa zakochane kundle, a ja cały czas mu mówiłam,ze się boję, że nie wierzę w to co mówi. On pisał mi piekne wiadomosci, zapewniał mnie, ze to wszystko jest prawdziwe. W koncu przyszła wspolnie spędzona noc, napisałam mu po niej, że to sie nigdy nie stanie, ze znam tyle takich hisorii, ze on nie odejdzie od zony, że ja jestem gotowa na niego, ale on nie jest gotowy na mnie. Nie odpowiedział na te wiadomosc....Później zyczyłam mu szczesliwego nowego roku i napisałam ze za nim tesknie. Odpisał, ze tez zyczy mi szczesliwego nowego roku i ze tez za mna teskni. Później cisza...zaczeła myslec, ze to moja wina, że on mnie zapewniał o swojej szczerosci, a ja cały czas chłodno go traktowałam i mówiłam, ze nie wierze, ze zobaczymy, ze czas pokaże. Napisałam mu po 4 dniach od ostatniej wiadomosci....napisałam mu wszystko co czuję, że sie bałam, że mnie zrani, ze nie potrafie mówic o swoich uczucuach, ze byłam egoistka, ze nie wiedziałam przez co przechodzi, ze go przepraszam, ale zrozumiałam, ze tak bardzo go pragnę i ze zyje sie tylko raz. Otworzyłam swoje serce, pierwszy raz do kogos cos takiego napisałam. Nie odpisał...Nie odpisał....Nie rozumiem, nie moge tego pojac, mineły ponad 2 tygodnie od tej wiadomości, wsyałam jeszcze jedna ponownie, ze nie moge przestac o nim myslec i ze tak bardzo za nim tesknie. On milczy, jestem załamana, nie potrafie przestac o nim myslec...Jezeli chodzi o jego zonę, to rzeczywiscie sie im nie układa, wiem, bo rozstali sie jakis czas temu, bo go zdradziła, a on spal na kanapie u przyjaciela. Wrócił, ze wzgledu na dzieci. Wiem, zachowuje sie jak desperatka, ale dawno nie czułam czegos takiego, czy spojrzenia, gesty, pocałunki moga tak kłamac?