Historia bolesna dla każdej ze stron.
A było tak: Ona starsza o 5 lat i On po 4 latach terapii w zamkniętym ośrodku. Jako 16 latek zaczął ćpać, opuszczał szkołę. Nie skończył liceum mimo ponadprzeciętnej inteligencji. "dawał w kanał" spał na ulicy, mieszkał na dworcu, żebrał i kradł. Jego ojciec, policjant wyższego szczebla, zimny, krytyczny i bardzo wymagający. Stosujący kary w postaci milczenia, cichych dni, mizogin. Matka, toksyczna i współuzależniona. Pozwalająca się poniżać, deptać swoją godność na oczach dzieci, pozornie opiekuńcza, naprawdę biernie agresywna. Chowająca się przed mężem za synami, później za wróżbiarstwem i dziwnymi ideologiami, mówiąca dużo o miłości, ale nigdy nie robiąca tak naprawdę nic aby uchronić dzieci przed katem. Zdradzana, niekochana i nieszanowana żyje z nim do dziś.
Obaj synowie w okresie dorastania z dużymi problemami z autoagresją. Obaj pocięte ręce, blizny. Straszy syn w toksycznym związku.
Młodszy syn w ośrodku dla narkomanów. Po 4 latach intensywnej terapii ( przerwanej jego ucieczką), po 1-2 miesiącu "na wolności" poznał Ją.
Ona- DDD, ratowniczka od zawsze. Ratowała co się dało, bezdomne koty, psy, "biednych" ludzi. Wcale się nie wystraszyła jego przeszłości. Ona chciała mu pomóc ! On był taki zagubiony, prawdomówny, nawet naiwny po wyjściu z ośrodka, taki kruchy. Wierzył we wszystko i wszystkich. Nie miał nikogo. Chciała go uchronić, chciała mu pokazać ten świat. Jego matka kiedy ją poznała powiedziała te słowa. " Dziękuję, że z nim jesteś. Teraz jestem spokojna" Dopiero po latach nabrały prawdziwego znaczenia.
Zostali parą, on na samym początku przedstawił jej wyniki badań HIV -, HCV + i inne. To ją urzekło. Taki szczery i uczciwy.HCV można było leczyć. Chwyciła się tej szansy.
Czas leciał, poznawali się, pracowali, wili wspólne gniazdko. Sądzili, ze oboje chcą tego samego. Nie ćpał, nie pił, zazwyczaj nie wracał do przeszłości. Były tylko słodycze w ogromnych ilościach, gry komputerowe, potem sport - bieganie tak intensywne ze kończyło się nawracającymi kontuzjami, praca, coraz więcej pracy i jeszcze więcej pracy, nagłe zmiany nastrojów, fochy, milczenie. Imprezy firmowe na których nie wypada nie wypić z dyrektorem. Zaczął sięgać po 1-2 piwko w tygodniu.
Finał po 8 latach jest taki:
On robiący karierę w korporacji, intensywnie udzielający się towarzysko, z coraz większymi widokami na emeryturę na ciepłej wyspie. Wyleczony z HCV, po skończonych studiach, z wywindowanym poczuciem własnej wartości. Ona udręczona, okłamywana, emocjonalnie zdradzana, szantażowana cichymi dniami i jego zmiennymi nastrojami, samotna, opuszczona w ciąży. Rozwód zbliżający się wielkimi krokami.
Pytanie do was, czy życie z zaleczonym ( celowo nie piszę wyleczonym, bo narkomanem tak jak i alkoholikiem jest się do śmierci) narkomanem w ogóle może się udać ? Czy komuś z was udało się pokonać to fatum i stworzyć z taką osobą zdrowy, ciepły, normalny związek? Czy takie związki od początku skazane są na porażkę ?